Święta za pasem, czas spotkań z rodziną, przyjaciółmi, czas biesiad przy stole i wielki test na to, jaką jesteś matką w krytycznych oczach babć, cioć, wujków i reszty zainteresowanych. Chcesz, czy nie – musisz się na to przygotować. Na te spojrzenia, na te rady, na wszechwiedzące opinie i wciskanie ci modelu wychowawczego sprzed dekad. Obalmy więc 1o mitów o wychowywaniu dzieci.

 

 

10 mitów o wychowaniu dzieci, przed którymi powinnaś się bronić:

 

 

1. Nie noś, bo się przyzwyczai.

Z tą bzdurą rozprawiła się już Segritta tutaj. Mam nadzieję, że się nie obrazi,jak ją zacytuję:

Noworodka nie można przyzwyczaić do noszenia, bo to by było jak wyłowić z morza rybę i przyzwyczajać ją do wody. Noworodek jedyne co zna, to noszenie, kołysanie i spanie z mamą. On już jest do tego przyzwyczajony, bo nigdy nie miał inaczej. I nie dość, że życie płodowe go tego nauczyło, to jeszcze ma to zapisane w genach, bo jest z gatunku homo sapiens – a więc należy do noszeniaków – zwierząt, które przez początkową fazę życia, gdy są jeszcze niezdolne do samodzielnego poruszania się, odżywiania i wypróżniania, są noszone przez dorosłych członków stada.
 

2. Zostaw, niech się wypłacze.

 

Co prawda pisałam, że dziecko może płakać, ale raczej chodziło mi o to, że ma prawo przeżywać swoje emocje i nie należy ich tłumić. Zostawianie niemowlęcia czy w ogóle dziecka całego we łzach, trzęsącego się, zawodzącego, rozedrganego kompletnie samego to… znęcanie się. Inaczej tego nazwać nie potrafię.

 

 

 

3. On się na to patrzy! Daj mu jeść! Moje dzieci jadły już rosół w drugim miesiącu życia!

 

 

O tych i innych mitach pisałam już w poście o BLW i rozszerzaniu diety dziecka. W skrócie: Dietę rozszerzamy po 6 miesiącu, nie ma specjalnych zakazów, czego dziecko jeść nie może, mleko mamy lub mm jest podstawą do roku czasu, więc nic się nie stanie, jeśli rozszerzanie nam nie idzie, nie trzeba w jakichś specjalny sposób robić ekspozycji na gluten. I w żadnym wypadku nie dajemy dzieciom na samym początku słodkiego, żeby go do tego smaku nie przyzwyczaić. Proste. A jak się patrzy, to niech babcia wsunie kupę z jego pieluszki, bo też się na nią babcia patrzyła, może głodna?

 

4. Dalej go karmisz? Po pierwszym roku mleko staje się chude i bezwartościowe! [zamiennie z „On tak mało zjadł! Jest taki chudziutki!”]

 

Odsyłam: „Cała prawda o twoim chudym mleku„. I w ogóle wszystkie komentarze dotyczące tego, jak karmisz swoje dziecko są zwyczajnie nie na miejscu i bardzo niekulturalne. Jeśli zamierzasz być równie niekulturalna, możesz zbywać takie teksty analizowaniem tego, jak obżera się komentujący. Bo przecież kieliszek wódeczki też jest bezwartościowy, a trzeci kawałek ciasta to już idzie  centralnie w dupę, a nie do brzucha. W krzesło się ciocia nie zmieści.

 

Jeśli zaś zapychają ci dziecko „bo pewnie głodne”, przypominam tekst „Nikt jeszcze nie umarł z głodu nad miską zupy

 

 

 

 

5. W dupę mu strzel, to się uspokoi.

O tym akurat świetnie napisał Kamil. Bo wiesz, że wierząc w skuteczność klapsa, jesteś ofiarą?

 

Jak udowodnili już wielokrotnie naukowcy (m. in. z londyńskiego Kings College, University College London oraz Maastricht University w Holandii), dzieci które otrzymują klapsy, mają mniejszą odporność na stres, gorzej radzą sobie pod presją, są mniej pewne siebie, częściej mają kompleksy, mają mniejszy iloraz inteligencji, znacznie częściej zachowują się agresywnie i mają zdecydowanie większą szansą nawet na wylądowanie w zakładzie psychiatrycznym. Co najgorsze, takie efekty mogą się ujawnić po 10, 15, a nawet 20 latach, bo wcześniej mózg będzie wypierał te wspomnienia. W niektórych przypadkach mózgi dzieci niczym nie różniły się od mózgów weteranów wojennych, którzy cierpieli na zespół stresu pourazowego.
 

I nie – wcale się nie uspokoi i wcale nie będzie „bardziej” grzeczne. Przestraszone – na pewno. Posłuszne? Owszem. Bo będzie się słuchał nie z miłości i chęci, a zwyczajnie ze strachu. Ze strachu, żebyś znów go nie pobił. A w strachu nie ma miejsca na zaufanie, nie ma miejsca na miłość nawet. Ostatnio tak sobie myślałam, że gdyby ktoś uderzył moje dziecko, „żeby było grzeczne”, pewnikiem bym mu oddała. Bo nie wiem, jakie jeszcze argumenty mogą dojść do takiej głupoty. Chyba tylko te, które on sam rozumie – siłowe.

 

6. Dlaczego nie chcesz iść się pobawić z bratem? Idź się z nim pobaw, musisz kochać swojego braciszka!

 

Przepraszam, ale nie musi. Zmuszanie dzieci do czegokolwiek skutkuje tym, że zaczynają nienawidzić obiektu, do którego są zmuszane. Sorry, ale tak jest. Ja sama mam dość luźny stosunek do tego, czy moje dzieci będą się w przyszłości kochać i proszę Kosmyka o pomoc przy bracie tylko wtedy, kiedy sam chęć pomocy deklaruje, a i tak widzę, że najlepsza zabawa z bratem nie odbywa się przed obiektywem aparatu, nie przed oczami widzów, ale wtedy, gdy… zostawiam ich samych i nie wchodzę z butami w ich relację. Owszem, Daśko czasem oberwie od Kosmy bardziej niż powinien, ale kiedy płacze, widzę ukradkiem, jak starszy brat głaszcze go po głowie i szepcze „przepraszam!”. Cudne mają te relacje, choć kiedy podobne zdarzenie ma miejsce w obliczu publiczności, Kosmyka trochę krępuje tkliwość do brata i jakby wyczuwał, czego oczekuje od niego otoczenie, chowa się za moimi plecami, pytając tylko, czy Adaśkowi nic się nie stało.

 

O tym, co zrobić, gdy rodzeństwo się bije, pisałam tutaj.

 

 

7. Musisz go jakoś zachęcić do raczkowania! Kup mu chodzik, prowadź za rączki, on ma już sześć miesięcy!

 

Podobnie jak z tym rodzeństwem, choć tu mowa o niemowlaku. Błagam, zbesztajcie [kulturalnie] każdą babcię, każdą ciocię, która na siłę będzie wam pionizować raczkujące ledwo co niemowlę.

„Uspokajam – każde dziecko rozwija się w swoim tempie i nie ma co na siłę przyspieszać. Jeśli twój maluch rozwija się dobrze, a lubi leżeć – niech leży. Dla ciebie to kilka tygodni spokoju i pewności, że jeszcze trochę jest cały twój, że jeszcze nie ucieka, że jeszcze jest malutkim dzidziusiem. A jeśli raczkuje i raczkuje i nie chce przestać, to… przegoń miotłą pionizującą babcię, wyrzuć swoje chęci postawienia na nogi i ciesz się raczkiem, bo raczkowanie jest najlepszym okresem [ostatnim przystankiem przed wielkim wyścigiem, gdy zacznie biegać]. Dlaczego? [więcej tutaj]”.

 

8. Powiedz swojemu dziecku, że nigdy nikogo nie wolno bić!

 

Ku pamięci: „Jeden jedyny przypadek, gdy moje dziecko może kogoś uderzyć”.

 

9. No, jak ty go będziesz tak bezstresowo wychowywać, to daleko nie zajdziesz, moja droga!

 

Największym i najbardziej szkodliwym mitem jest ten o bezstresowym wychowaniu. Choć mi przydaje się w jednej rzeczy – jeśli ktoś coś wspomina o bezstresowym wychowaniu i jego efektach, od razu wiem, że ta osoba o wychowaniu dzieci wie tyle, co ja o fizyce kwantowej. Więc tym bardziej jego porady mogę jednym uchem wpuścić, a drugim wypuścić, bo bezstresowe wychowanie nie istnieje. Polecam ci też tekst „Twoje dziecko zachowuje się najlepiej jak potrafi” oraz „Ile wart jest autorytety, który musisz wyszarpać z dziecka siłą?„.

 

10. Ty go w ogóle nie pilnujesz? On tak sam będzie sobie chodził bez opieki?

 

Pamiętam, jak kiedyś dodałam kilka zdjęć Kosmyka na pomoście… Jakie się piekło rozpętało, żem nieodpowiedzialna, że dziecko się może utopić… działo się. Chodziło bodajże o to zdjęcie Kosmyka na pomoście, we wrześniu, gdy woda już znacznie opadła, pod pomostem było płytko i był to idealny czas na ćwiczenie i badanie tego, jak powinno się po pomoście poruszać. O matko, jakie ja baty dostałam! W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy rodzice, którzy byli oburzeni, w ogóle kiedykolwiek puścili swoje dziecko dalej niż metr od siebie bez asysty. A my, jako że tuż obok jeziora, uważamy za konieczność nauczenia dziecka chodzenia po tych deskach, tak samo jak rodzice, mieszkający przy ulicy, uczą swoje dzieci chodzenia jej poboczem. Z tą jedną różnicą, że nas nie przejedzie samochód, a we wrześniu nie ma gwaru, tłoku oraz żaglówek i motorówek przy pomostach, przy których nauka byłaby troszkę bardziej niebezpieczna, bo wpaść do płytkiej wody, a wpaść między żaglówkę a pomost, to jednak różnica. No nic. Sporo o tym pisałam w tekście „Bezpieczeństwo dziecka nad jeziorem”.

 

 

10660089_848180705205872_7811813325609893771_n

 

 

10734091_876449129045696_1048640376130352802_n

 

 

A potem był tekst „Nie będę pilnować swojego dziecka” i to zdjęcie:

 

 

10615520_940078272682781_7374952149477567666_n-1

 

I znów afera, bo przecież „może spaść” i nie powinnam mu pozwolić, powinnam pilnować, chuchać, dmuchać. W tym tekście napisałam coś takiego:

Nie będę cię pilnować, Kosmyku. Biegaj sobie po polach. Tarzaj się w pozostałościach topinamburu. Penetruj bagniste brzegi rzeki. Potykaj się. Brudź się. Mocz nogi w rzece. Nigdy nie będę tą matką kwoką, co śledzi każdy krok i baczy na każde potknięcie.  To tylko buty. Tylko kurteczka. Tylko zadrapanie. Oddychaj, dziecko tym powietrzem i czuj całym sobą powiew tych resztek czystego wiatru na twarzy. Zapamiętaj ten świat, bo będziesz miał takie dzieciństwo, jak mama, a to okazuje się być luksusem, gdy coraz częściej słychać na ulicy:
Nie biegaj, bo się przewrócisz.
 
 

I kolejny raz baty i komentarze, że pewnie będę się durnowato cieszyć, jak se dziecko utopię. A ja się cieszę, choć może nie durnowato. Pozwalam dziecku na to, co chcę i co mieści się w granicach bezpieczeństwa. Oczywiście, że nie puszczę dziecka na ruchliwą ulicę. Oczywiście, że będę pilnować go na chodniku, oczywiście, że nie pozwoliłabym mu wejść na ambonę, której nie zna i oczywiście, że nie pozwoliłabym mu wejść samemu, gdyby wcześniej tego z tatą nie próbował.

Jednym z największych skarbów, jakie możesz dać swojemu dziecku, jest wolność i prawo do odkrywania świata na własną rękę. Wyjdźcie w święta do lasu, zanurzcie się w pola, odkrywajcie świat, a jeśli ktoś zacznie ci wmawiać, że powinnaś swojego malucha na otwartej i w miarę bezpiecznej przestrzeni trzymać za rękę, żeby się nie przewrócił, spokojnie powiedz, że swojemu dziecku pozwalasz na wszystko, co chcesz i uważasz za bezpieczne. Dla jego dobra.

 

 

 

  • W punkt! 🙂

  • Klasyka zlotych mysli rodzinnych, ktore w wiekszosci slyszalam i pewnie uslysze:)

  • super wpis !!!

  • Natalia Terrano

    Nie wchodź bo spadniesz, nie biegaj bo upadniesz, jesteś za mały, nie poradzisz sobie itd itd … większość matek ucina skrzydła swoim dzieciom na samym początku a później się dziwią ze dziecko jak się stanie dorosłym jest takie zagubione, nie poradne…. bez wiary w siebie ….

  • Jeśli życie nie niesie ze sobą ryzyka, to znaczy, że robimy coś źle.

  • Ja mogę zrobić taką całą listę mitów o tym, jak to Polska ma rodzić w UK, gdzie lekarze to idioci i że nie dbają o ciąże i że wszyscy leczą tylko paracetamolem i colą na Wyspach:))

  • a gdzie sławne „założ mu czapkę, jeszcze jednej sweterek , z 3 pary skarpetek bo mu zimno” 😛

  • groszek

    Niech babcia wsunie kupę – padlam 😛
    Ciekawe tylko jak to jest, że jak ktoś starszy (od nas) się wtrąca to uważa, że ma prawo. Próba odpowiedzi, nawet kulturalnej, jakoś zawsze się kończy obrazą majestatu 😉
    Odwagi wiec drodzy rodzice.

  • pestki

    Oj już dwa usłyszałam, że przyzwyczajam dziecko do noszenia i była dyskusja, no i że starszy syn musi kochać swoją młodszą siostrę ale nie śmiałam się odezwać w tym temacie.

  • O tak, zgadzam się w całej rozciągłości, świetny tekst. Ileż z tych rzeczy sama słyszałam, a o tym noszeniu i jedzeniu w szczególności. Tekst z kupą rozłożył mnie na łopatki;)) Pozdrawiam ciepło.

  • Powiem tylko: Amen!

  • Mój hit? Zwiąż włosy, bo jak połknie to się udławi. Ech… (P.S. Mamo kocham Cię, ale wybacz, nie ogolę się na łyso!) 🙂

  • Lex

    Siostra mojego taty, lat 41, ma dzieci w wieku 4,5 (chłopak) i 11 (dziewczyna) lat. Te 10 mitów to dla niej 10 przykazań wychowania dzieci. Przykro mi patrzeć i z biegiem czasu coraz bardziej zaczęłam unikać odwiedzania ich, bo nie radzę sobie z bezsilnością. Podobno teraz są „niebezpieczne czasy”.

    Cóż, moja najbliższa kuzynka (24l.) ze strony mamy ma dwuletnią córkę, która nie boi się niczego. Kiedy ta 2-letnia dziewczynka biegnie i się przewróci, po prostu wstaje z kolan i biegnie dalej. Wielokrotnie byłam tego świadkiem. Wyżej wspomniany 4,5-latek rozpłacze się przy samym zachwianiu na nogach, nawet jeśli zdoła odzyskać równowagę i nie upadnie. Do przedszkola jest wożony w wózku-spacerówce (kilkaset metrów).
    O tym, że 11-latce nie wolno samej przejść przez ulicę i odprowadza się ją przez to na zajęcia do biblioteki 500 metrów od domu (a jeśli coś wypadnie, to trzeba znaleźć zastępstwo do odprowadzania) to nawet nie powinnam wspominać…

  • Na pomoście, nie dość, że sam chodzi, to jeszcze BEZ CZAPKI!! Jeśli nie spadł, to zapalenie płuc pewnie miał :))))))

  • BabaYaga Patrzy Vlog

    A ja jaka nieodpowiedzialna (ad. punkt 10); pozwoliłam dziecku kaczki karmić, stałam od niej całe 20 cm i kuźwa co: tak machnęła chlebkiem, że z nim do stawu wpadła, a to kwiecień był, także woda taka raczej mało przyjemna; skoczyłam za dzieckiem i uratowane, kaczki nakarmione, teraz młoda już pamięta, a minęło już z 5 lat tego zdarzenia, że kaczki to się karmi ale rzucać chlebkiem energicznie nie trzeba; także widzisz, możesz nawet pilnować ale nie zawsze upilnujesz;

  • Joanna

    Matko Jedyna, nie komentowałam nigdy u Ciebie, bo i dzieci nie mam, ani w najbliższym czasie mieć nie zamierzam, co ja tam wiem, myślałam. Ale dziś już nie mogę! Muszę wyrazić jakoś poparcie dla tego co napisałaś, bo ten tekst wyraża wszelkie moje odczucia, gdy widzę te wszystkie ciocie i babcie skaczące nad małymi dziećmi. Przeważnie się nie odzywam („poczekaj aż będziesz miała swoje, to dopiero się będziesz mogła mądrzyć!”), ale wiem, że gdy już dziecię będę miała, to nie będę ich oszczędzać. Swoją drogą jako niedzieciata uwielbiam czytać Twoje teksty i statusy na fb. Pozdrawiam i życzę i miłego dnia!

  • Jak ktoś mówi o pionizowaniu dzieci, mówię że ja nie chodziłam do drugiego roku życia i nie cierpię z tego powodu specjalnie, choć wszyscy (nawet lekarze) mówili, że chodzić nie będę.

  • Magda Woj

    Mój synek mówi o sobie „dziecko dżungli” ?Zdobył już każde drzewo, rów i bagnistą kałużę w promieniu 5 km od domu.

  • Agnieszka

    Ja nie mam jeszcze dzieci, ale przy opiece nad innymi oscyluję niezmiernie między pewnością, że nic się nie stanie i przestrachem, że jednak muszę pilnować na tych pomostach czy ambonach… Mam nadzieję, że zbudzi się we mnie instynkt matki, która chce dawać dzieciom wolność 🙂