Czapeczka to problem, który wraca jak bumerang na jesieni i wczesną wiosną. Bywa, że i latem, bo i moje Adasiowe niemowlę było hejtowane za niemanie czapeczki podczas trzydziestopniowych upałów, gdy leżał w gondoli z parasolką. Szybko rozprawię się z mitem, czy ta czapeczka faktycznie jest potrzebna i podrzucę kilka słów obrony dla tych, co mają już tych pytań kosmicznie dość, trochę mniej dość i dla tych, którym to nie przeszkadza, ale coś powiedzieć trzeba.

 

 

 

PIERWSZA, NAJWAŻNIEJSZA KWESTIA

 

Czapeczka, czapka, komin czy jakiekolwiek inne nakrycie, chroniącą głowę przed utratą ciepła jest potrzebne tylko wówczas, gdy temperatura jest niższa niż 10 stopni, a może być konieczne, gdy oscyluje wokół zera lub spada poniżej. I tyczy się to każdego człowieka od ukończenia 1 roku życia. To nie jest jakiś mój wymysł, tak zalecają lekarze, w tym neonatologowie [tutaj -> wywiad].

 

DRUGA NAJWAŻNIEJSZA KWESTIA 

 

To nie zimno powoduje zapalenie ucha, jak twierdzi mnóstwo rodziców, użalając się, że dziecko nie nosi czapki i ciągle ma zapalenia.  Zapalenie ucha bierze się z wirusów, nie od wiatru i zimna. Stan zapalny może też spowodować wilgotne ucho w połączeniu z wiatrem – o dziwo, częściej dostaną je osoby i dzieci, które czapki noszą, bo w wełnianej czapce przy 10 stopniach ciężko się nie spocić, do tego biegając na placu zabaw na przykład. Potem wystarczy, żeby czapka się na chwilę zsunęła, coś tam zawiało i proszę. Wiele przypadków zapalenia ucha bierze się też z infekcji nosa lub gardła. A ja osobiście dostałam dwa razy brałam antybiotyk na ucho przez… popularne do uszu patyczki, których przestałam ostatecznie używać. I tyle. Noszenie czy nie noszenie czapki nie ma żadnego wpływu na chorowanie, no dobra, może oprócz jednego – dziecko się hartuje i dzięki temu nie choruje tak często. Zauważcie, że najczęściej chorują te dzieci, które są zawsze ciepło ubrane. Przypadek? Nie, spirala. Raz taki maluch się przeziębił, więc matka spanikowała, zaczęła cieplej ubierać, organizm nie miał szans się hartować, znów zachorował, więc matka stwierdziła, że znów za lekko ubrała… i tak to się kręci. Wiem, o czym mówię, bo popełniałam ten błąd z młodszym synem. Spiralę przerwałam, zaczęłam hartować, pomęczyłam się kilka miesięcy z katarem, a teraz drugi syn choruje tak często jak starszy. Prawie nigdy.

 

 

By podsumować: to nie brak czapeczki sprzyja chorobom i przeziębieniom. To częste i permanentne przegrzanie. Kiedy dziecko biega w puchowej kurtce we wrześniu i jest mega rozgrzane, a potem wsiądzie w wózek i unieruchomione jedzie, wyziębiając się mimo wszystko [bo już nie może biegać, więc się wyziębia, sorry], kiedy biega w polarze po słońcu, a potem rozgrzane wsiada do samochodu z klimą, kiedy czeka ubrane w kurtkę i czapki w przedpokoju, aż ty się ubierzesz i potem wychodzi na zimne powietrze [dlatego ja moje dzieci ubieram na końcu albo na dworze]. Kiedy nosi na łebku czapkę w słoneczny dzień, która grzeje mu głowę i ona mu nagle zleci z głowy… To są sytuacje kryzysowe dla organizmu, to mogą być powody choroby. Tam trzeba szukać przyczyn. Wciśnięta na głowę czapeczka tylko pogorszy sprawę.

 

 

A teraz, kiedy wiemy, o co kaman, ruszam z arsenałem pomocowym:

 

 

 

NAJLEPSZE MNIEJ LUB BARDZIEJ GRZECZNE ODZYWKI NA PYTANIE, GDZIE TA CZAPECZKA 

 

  • Nie stać mnie.  No cóż, w momencie gdy jedziesz wypasionym wózkiem za pięć tysięcy, te słowa mogą nie brzmieć zbyt wiarygodnie, ale ogólnie to zamyka buzię obcym komentującym ludziom. Nie wiedzą, co powiedzieć, więc uciekają zmieszani. W najlepszym wypadku, dadzą ci parę groszy na czapkę 😀

 

  • Mniej brutalnie: Oj, jeszcze nie uzbierałam na czapkę, ale do grudnia mi się uda. 

 

  • Proszę się nie martwić, wiem, co robię. [Stałe czytelniczki wiedzą, że to moje ulubione]

 

  • Bierze przykład z mamusi.  Proste? Proste.  Szczególnie przy 20 stopniach w majowe popołudnie.

 

  • W drugiej szufladzie od góry w komodzie po lewej stronie od wejścia w pokoju po prawej stronie korytarza. [to riposta mojej czytelniczki :D]

 

  • O CHOLERA! ZNOWU ZWIAŁA!

 

  • Jak to, nie wie pani, gdzie w taki piękny, słoneczny, ciepły dzień chowa się czapki?

 

  • Kochanie, pani pyta, gdzie czapeczka? No gdzie czapeczka? No gdzie ta czapeczka, a tirlu tirlu, igli igli, mucku mucku [jazgoczesz i odchodzisz jak pieprznięta wariatka, co sprawi, że nie będziesz śledzona]

 

  • Jest za ładna, żeby ją na taki spacer marnować.

 

  • A gdzie pani nos? Bo mam wrażenie, że w naszym wózku, a nie na swojej twarzy.

 

  • Czy pani pyta mnie, gdzie moje dziecko ma czapkę? Naprawdę jest pani tego ciekawa?  [powiedziane cichym tonem z dość groźną miną potrafi zbić z pantałyku]

 

  • Ojej, kochanie, zawsze myślałam, że bez czapki jesteś ładniejszy! [do dziecka] Mój świat się zawalił! [rozpaczliwy szloch]

 

  • I moje ulubione na koniec: „Jeśli ma pani ochotę porozmawiać, to ja bardzo chętnie, ale poproszę o następne pytanie :)”

 

  • I kolejne moje ulubione: „My bezczapkowi, wie pani, dlaczego?” 🙂 

 

A  można też normalnie: nie zakładam dziecku czapki, bo nie chcę, żeby chorowało. I oddalić się spokojnie, ufając, że w kimś może zasiało się nutkę ciekawości, jak to tak można bez czapki nie chorować.

 

 

 

A celowo dodałam to zdjęcie, żeby nie było, że nie stać mnie na buty dla dzieci, więc dlatego wciąż latają boso [ktoś stworzył taką teorię :)]. Na zdjęciu Adaś w bucikach Bobux – tych. Bluza borsuk – Samodobro.

  • Pionierka

    A gdzie pani/pana czapeczka?

  • Tutaj! (radośnie macham czapeczką trzymaną w dłoni)

  • Olga

    moje dziecko ostatnio godzinną jazdę samochodem przeżyło w czapce, bo „to moja ciapa” a zdejmiesz to będzie ryk „ja cie ciapeeeee!!!!” także ten no… czapkowi bywamy i z kolei ja wyczuwam złe spojrzenia pt „przegrzewa dziecko, no co za matka, czy ona nie słyszała, że dziecko nie musi mieć czapki jak jest +14?” 😛 i tak źle i tak nie dobrze, wszystkim nie dogodzisz 😉

  • Fajne! 😀 Coś wykorzystam ;D

  • Renata

    Mieszkam w Irlandii, wiec tu nikt nie komentuje dzieci ubranych (a raczej porozbieranych, lacznie z moimi) i czytam takie historie o komentarzach polskich „babc” troche jak egzotyke. Najmlodszego cale lato wozilam w wozku boso, bo 1. nie chodzi jeszcze 2. sciagalby skarpetki i tak, 3. jest lato i ja i starsze dzeci po prostu chodzimy w sandalach, cieplo przeciez. Nikt nigdy nie zwrocil mi uwagi, az pojechalam… nie nie do Polski, wystarczylo na lotnisko jeszcze w Irlandii, pierwsze zetkniecie z grupka polskich „babc” wracajacych z wycieczki objazdowej i na szczescie i o jego zdrowie wreszcie sie ktos zatroszczyl: „ojej, i tak bez skarpetek???”

  • agnieszka

    Zgadzam się, nie jestem przesadnie czapeczkowa, ale dodałabym jeszcze akapit o takiej sytuacji jak jest u nas dzisiaj – niby 15 stopni, ale do tego silny, zimny wiatr, czapkę założyłam nie tylko 10-miesięcznej córce, ale i 3-latce oraz sobie, bo mnie samą aż uszy bolały od tego wiatru.

  • Po co mu czapka, aby te piękne loki zakrywać?:))

  • Jeju, dziękuję Ci za ten artykuł! Temat „gdzie ta czapeczka” to niestety moja codzienna zmora… Nie wiem, czy każda mama tak ma? 😀

  • Tylko powiedzcie mi co zrobić jeśli mama i tata mają w tym temacie odmienne zdanie… ?

    • Liwia Lipińska

      I konkretne argumenty nie przekonują? Druga połowa ma lepsze?

  • Moja znajoma ma niezły tekst na wścibskie pytania tego typu. Mówi „religia mi tego zabrania”.

  • Nigdy nie zapomnę jak kobieta zaczepiła nas gdy byliśmy na Hawajach (!) w 40 stopniowym upale, bo moja wtedy 2 tygodniowa April miała na sobie tylko body… „Bo jej zimno będzie!”