Matka Tylko Jedna

July 28, 2016 at 6:14 pm

Przereklamowany bunt dwulatka, czyli o tym, jak zrobiłam dziecku krzywdę

Przereklamowany bunt dwulatka, czyli o tym, jak zrobiłam dziecku krzywdę

Nie wiem, czy to dlatego, że moje starsze dziecko jest już sławne z tego, że nie da sobie lecieć w kulki i twardo broni swojego zdania, czy może dlatego, że młodsze coraz bardziej, ku mojej rozpaczy, zbliża się do tego wieku, ale zdania/teksty/rozprawy o rzekomym buncie dwulatka i o tym, jak podczas tego buntu się zachowywać, zalewają mnie zewsząd i doprowadzają do rozpaczy. Czy wściekam się na bzdury, jakie są tam napisane? W dużej mierze nie, ale wkurza mnie szafowanie określeniem „bunt dwulatka”. Bo nie ma czegoś takiego jak bunt dwulatka.

 

 

Zszokowani?

 

Pewnie tak.

 

Pewnie już w komentarzach piszecie, że „oj, Asiu, nie znasz się, nie widziałaś mojego dziecka, które…” albo „co ty wiesz o buncie, Jaskółko, moje dziecko robiło to i to, i robiło to książkowo”.

 

Nie zaprzeczam. Na pewno tak było. Pewnie też chodziłaś wtedy wykończona i struta, a wrzaski  i krzyki nie raz doprowadzały cię do łez. Rozumiem. Przechodziłam przez to samo, dopóki nie zmieniłam narzuconego przez portale dziecięce i psychologów myślenia. Dopóki nie zrozumiałam, że nie ma czegoś takiego jak bunt dwulatka, a skoro go nie ma, ja tak naprawdę nie mam z czym walczyć, nie mam z czym się szarpać, nie muszę się stresować.

 

Mam wrażenie, że coraz częściej rodzice każde nowe zachowanie swojego dość mało mobilnego i dość niewiele rozumiejącego dziecka od razu wtłaczają w ramy buntu. O, krzyczy, bo nie chce czerwonego kubeczka – to bunt! O, nie chce wyjść na dwór – to już bunt. O, nie chce obiadu – na pewno bunt. Wrzeszczy, bo chce lody – jaka mała buntowniczka. Często towarzyszy temu zgarnięcie wyimaginowanego potu z czoła i pobłażliwy uśmiech, bo to przecież „takie humory”, miną, każdy mówi, że miną, przecież. Ojej. Mam złą wiadomość.

NIE MINĄ

Ale o tym za chwilę. Najpierw przypomnij sobie, co byś czuła, gdyby coś bardzo by ci się nie podobało, czegoś byś bardzo nie chciała, a wszyscy wokół mówili ci: „Oj, przestań, to tylko takie twoje humory, bo pewnie hormony ci buzują”. Jednym z najgorszych komentarzy, które skrupulatnie usuwałam w czasie ciąży było między innymi zdanie „Oj, chyba ci się hormony ciążowe rzuciły na mózg” albo „Oj, chyba Chłop się w nocy nie postarał”. Jakby to, że myślę w taki, a nie inny sposób, było zależne wyłącznie od moich hormonów. Jakbym nie była normalnym człowiekiem, tylko bezwolną kobiecą istotą, nie potrafiącą myśleć bez porządnego kopa spermy w macicę. Pomyśl, co by było, gdybyś była bardzo smutna, zmęczona, rozżalona, a twój partner, najbliższa osoba, skwitował to krótkim zdaniem „E tam, marudzisz, bo przed okresem jesteś”. No, pomyśl.

 

A teraz tę sytuację przełóż na swoje dziecko 

Nie zna świata, nie zna nawet swojego mózgu, nie zna zasad, jakie panują na świecie, ledwo co pamięta, jak ma na nazwisko. Jego mózg buzuje, przyswajając milion nowych informacji, przecież wszystkie te okresy występowania „buntu” powielają się z okresami najsilniejszego rozwoju mózgu. To czas, w którym maluch najbardziej na świecie kocha swoją matkę, jest pewny, że ona zrobi dla niego wszystko, a kiedy ona stawia sensowną dla niej granicę, dziecko odbiera to jak najmocniejszy policzek. I się wścieka. To czas, kiedy maluch widzi, że może być niezależny – potrafi chodzić, potrafi już praktycznie sam jeść, potrafi sam zrobić wiele rzeczy, a jednocześnie nie może praktycznie nic. Zupełnie nic, bo albo ktoś mu czegoś zabrania, albo… orientuje się, że jednak nie wszystko mu wychodzi. Czujecie, jak wielką to może wywołać frustrację? Pomyślcie, jakbyście się czuli w pięknym pokoju, bogatym we wszystkie dobra, których nie możecie ani dotknąć, ani zabrać, bo… zamknęli was w niewidzialnej klatce?

 

Między 16. a 23. miesiącem życia następuje „faza ponownego zbliżenia” – malec uczy się, że jest odrębny od matki i doświadcza sprzecznych uczuć wobec niej: od rozczarowania (bo nie pozwala na wszystko) po uwielbienie (bo to z nią chce dzielić wszystkie doświadczenia). To faza konfliktu między potrzebą autonomii a zależności. Nie może więc dziwić fakt, że dziecko w tym czasie czuje się zagubione i jest rozchwiane. – Margaret Mahler, badaczka rozwoju dzieci [źródło]

 

 

 

Dziecko nie wie. To taka prosta prawda, którą wszystkim rodzicom powinno się literować wielkimi literami. Dziecko nie wie, czemu nie może, dziecko nie wie, czemu nie powinno, dziecko nie wie, czemu tobie zależy, żeby zrobiło konkretnie to, a nie tamto. Mało tego – nawet jak mu powiesz, to zapomni. Cała jego wina, za którą cierpią miliony.

 

 

Jak zrobiłam dziecku krzywdę 

Korzystając z rad, jakie znalazłam w internecie, zrobiłam swojemu dziecku krzywdę. Przykro mi, ale taka jest prawda. Buntując się przeciwko domniemanemu buntowi mojego dziecka, zszarpałam sobie i jemu nerwy, doprowadziłam nas oboje do przepaści, z której albo możemy razem skoczyć i niech się dzieje, co chce, albo się objąć i wrócić, trzymając się za ręce. Wróciliśmy. w najlepszym momencie. I nie puszczam tej ręki do teraz. Nie puszczam jej, kiedy się wścieka, bo nie rozumie, że rzucanie kubkami nie jest sposobem na wycieczkę do babci. Trzymam, kiedy zielone spodenki są ubłocone i nie można ich założyć. Trzymam, kiedy on myśli, że ja słyszę jego myśli i się wścieka, że jednak nie. Trzymam, bo moją rolą nie jest utemperowanie jego rzekomego buntu, a pomoc w zrozumieniu tego, jak ten świat działa  i maksymalne wsparcie w rozumieniu emocji, jakie nim targają.

On tak specjalnie!

Kiedy napisałam o histeriach [też paskudne słowo, wstydzę się go] mojego dziecka, dostałam masę wiadomości i maili od mam, które szukały pomocy i wytłumaczenia zachowania swojego dziecka. Tak wiecie, jak od mamy. Często słyszałam – on to robi specjalnie i włos mi się nad ustami jeżył. Warto pamiętać – kiedy twoje dziecko się złości, nie robi tego specjalnie, nie robi tego tylko po to, żeby cię wkurzyć. Ono krzyczy ci w twarz, a tym krzykiem prosi: błagam, pomóż mi, pomóż mi mamo, zrozumieć, co się ze mną dzieje, błagam. W takiej chwili obarczenie go dodatkowo twoją złością za „marudzenie” i „bunty” jest okrucieństwem.

 

Ono nie wie, dlaczego musi rzucić tym kubkiem. Ono nie wie, dlaczego musi podrzeć tę gazetę. MUSI. Właśnie runęła cała jego wiara w to, że zawsze będziesz robiła to, o co on prosi, właśnie w tym momencie został kompletnie sam ze swoją potrzebą, która twoją potrzebą nie jest wcale, ty chcesz zupełnie co innego. Możesz to sobie wyobrazić? Ono nawet nie wie do końca, co się z nim dzieje. I to możesz sama sprawdzić – zapytaj się swoje dziecko, czy pamięta, co robiło podczas wybuchu złości. Na pewno sobie nie przypomni. To często są zbrodnie w afekcie. To znaczy przez rodziców traktowane jako zbrodnie, bo normalny sąd coś takiego z miejsca by uniewinnił.

 

 

Smutna wiadomość – bunt dwulatka nie minie

Niestety. Ja wiem, że wściekłość dwulatka słyszy cały świat i pół galaktyki  – doskonale ją pamiętam, do tej pory mam problemy ze słuchem. Ale ściema, że to minie, jest największą bzdurą w historii. Twoje dziecko będzie się rozwijać, jego mózg pracować, jego emocje będą szaleć, a napady złości atakować wcale nie do końca zgodnie z tym, co wymyślili psycholodzy. Masz dwa wyjścia – albo walczyć z tym i tłumić emocje swojego dziecka [nie polecam, o tym wkrótce], albo zwyczajnie się z tym faktem pogodzić i znaleźć sposób na to, żeby skutecznie dziecko na te wszystkie emocje związane z wchodzeniem do świata przygotować i ich nauczyć. I być z dzieckiem, być przy nim w tych najtrudniejszych momentach, wspierać je, nawet kiedy cię odpycha, a przede wszystkim, starać się postawić w jego sytuacji. Ja też, kiedy chłop nie kupi mi czekolady, mam ochotę czymś w niego rzucić.

 

 

Zdjęcie: Olga Pozdina

[jakoś nie mogłam znaleźć wściekłego dwulatka]

Mama # ,
Podziel sie:     / / /
  • Ola

    Mądre. Prawdziwe. Szalenie trudne do wprowadzenia. Ale możliwe. Amen.

    • http://matkatylkojedna.pl/ Joanna Jaskółka

      Dzięki! Absolutnie możliwe! Amen.

  • Anna Malec Pacek

    To mi dałaś temat do przemyślenia…

    • http://matkatylkojedna.pl/ Joanna Jaskółka

      Myśl, myśl, będzie łatwiej!

  • Ola Kępka

    Ja mam 30 lat a czasem się tak zachowuję (jak ten dwulatek, żeby było jasne). I tez nie robię tego specjalnie. Może dzięki temu łatwiej mi zrozumieć moje dziecko… Lena ma 18 miesięcy i wspólnie uczymy się panować nad emocjami. Bardzo dobry tekst Asiu. Pozdrawiam!

  • http://rose-vanilla.blogspot.com/ rose&vanilla

    Piknie to napisałaś! Na prawdę jestem pod wrażeniem i nawet się wzruszyłam trochę, bo to takie prawdziwe. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Dominika

    No tak, ale chyba okazywanie wszystkich swoich emocji w każdej sytuacji nie jest normalne. Jak chcesz w chłopa rzucić bo nie kupił czekolady to jednak się powstrzymujesz. Czy nie powinno się jednak dzieci uczyć, że nie zawsze reakcja tego typu jest akceptowalna? Bo rzucanie, krzyczenie, czy niszczenie nie jest zachowaniem normalnym póki co w społeczeństwie. Rozumiem, że to dziecko i tego jeszcze nie rozumie, ale rolą rodzica jest chyba uczenie co można a czego nie, a nie tylko akceptowanie, że to są tylko emocje.

    • http://matkatylkojedna.pl/ Joanna Jaskółka

      „Trzymam, bo moją rolą nie jest utemperowanie jego rzekomego buntu, a pomoc w zrozumieniu tego, jak ten świat działa i maksymalne wsparcie w rozumieniu emocji, jakie nim targają.”

      Pisząc o pomocy w zrozumieniu tego, jak ten świat działa, przecież właśnie o tym wspomniałam. Poza tym nie nauczy się dziecka zrozumieć mechanizmów w świecie w minutę, my dorośli czasem potrzebujemy więcej czasu, żeby pewne rzeczy zrozumieć. O tej strasznej rzeczy – rozmowie z dzieckiem – już sporo pisałam, ale pewnie jeszcze raz napiszę 🙂

      • http://www.5razones.pl/ Pau – 5razones

        My dorośli to potrzebujemy czasami całego życia, żeby zrozumieć swoje emocje, frustracje, histerie. Nie bez przyczyny wielu dorosłych kończy na różnych terapiach, spotkania z psychologami, na których to dociera do źródła swojego gniewu, i dogrzebuje się właśnie do różnych zaniedbań, zaniechań z okresu dzieciństwa.

  • Martyna Cebula

    Mnie przede wszystkim ten artykuł uspokoił. Już nie będę się bała tego jak moje dziecko się zachowuje, nie będę panikowała, że jesteśmy teraz na okropnym etapie życia „buntu dwulatka” i nie wiem jak sobie z nim poradzić, już wiem jak następnym razem się zachowam 🙂 Dziękuję

  • http://www.mamazamiastem.blogspot.com mama za miastem

    Święte słowa. Jak mnie wkurza, że wszyscy mówią: To bunt dwulatka, zrób coś z tym bo wejdzie ci na głowę! Ahhhh!

  • Dorota

    Tak, zgadzam się w 100%. Ja też to zrozumiałam, mam nadzieję że nie za późno. I pozwalam mojemu 3 latkowi na złość. Staram się tłumaczyć że ma prawo być zły i tłumacze jak sobie z tym radzić. A do tego dziecko to też człowiek. Naszym zadaniem jaki rodziców -pisałaś chyba kiedyś o tym – jest nauczyć dziecko a nie wytresować.

  • Nastasja Filipowna

    etykietowanie dzieci „zbuntowanymi dwulatkami” to kolejny dowód na to, że nie traktuje się ich, jak równych sobie. bo łatwiej „zwalić” niewygodne dla nas zachowania na siłę wyższą, nie? w takich sytuacjach powtarzam sobie jak mantrę: „więcej empatii dla własnego dziecka” – pomyśl, zastanów się, postaw na Jego miejscu. fajny test.

  • http://wieloswiaty.blogspot.com/ wieloświaty

    Odkąd to zrozumiałam, kamień spadł mi z serca. A zrozumiałam to, kiedy zobaczyłam, jak moja mama krzyczy na mojego syna, że coś przelewa/rozlewa/rozsypuje/psuje. Zawsze sobie powtarzam, że to jest jedyny sposób na poznanie – swobodne działanie i emocje, które temu towarzyszą. Sztorcowanie/napominanie jest bez sensu, bo dziecko i tak nic z tego nie rozumie. Ja-rodzic mogę tylko być obok i towarzyszyć w tej poznawczej podróży. Myślę o tym, kiedy stoję 25tą minutę na przystanku, autobus nie jedzie, a synek kładzie się na chodniku. Pomaga!

  • http://niekonwencjonalna.com/ NIEKONWENCJONALNA

    I love! Coraz częściej spotykam rodziców, którzy nie używają „buntów”. Szkoda, że ludzie szukają niedociągnięć w dzieciach, zamiast starać się zrozumieć.

  • http://mamapasjioddana.blogspot.com/ Mamapasjioddana.pl blog

    Zgadzam się, ze trzeba przede wszystkim wspierać i akceptować dziecka uczucia, zwłaszcza gniew i frustracje, ponieważ wchodzi w świat pełen emocji, uczy się ich, rozpoznaje i uczy jak je opanowywać. Kto ma tego nauczyć jak nie rodzic? A gniew i irytacja będzie nam towarzyszył całe życie i całe życie będziemy walczyć, by je temperować.

  • http://matkadebiutujaca.blogspot.com/ Matka Debiutująca

    Mnie ostatnio zadziwiło stwierdzenie, że u trzynastomiesięcznego dziecka zaczął się już bunt dwulatka. yyy, co? Ja ci już chyba kiedyś pisałąm, że podziwiam za konsekwencję i ten jakiś taki spokój bijący od ciebie. A może to mazury? 😉

  • Nika

    Fantastyczny tekst ! Pewnie już Ci to mówiło mnóstwo ludzi (ja dziś Twój blog odkryłam i zerwałam ze swoją żelazną zasadą, że jak dzieci małe śpią to ja też spię… jeszcze 5 minut w Twom świecie i idę spać !) ale Twoje dzieci mają ogromne szczęście ! Pozdrawiam bardzo serdecznie !

  • http://www.panifanaberia.pl/ Pani Fanaberia

    Ja się śmieje, że bunt dwulatka mam od ponad roku. Żeby nie było moja Zo kończy 2 lata za niecały miesiąc. Od kiedy zaczęła się przemieszczać zaczęły też się histerie. Walczyłam z nimi, aż w końcu (na szczęście) zmądrzałam. Oczywiście wyznaczam granice, ale kiedy trafia nam się sytuacja kryzysowa (na szczęście coraz rzadziej) staram się na to spojrzeć z perspektywy mojej córki. Rezultaty są niesamowite. Owszem, czasem nie daję rady, jestem tylko człowiekiem, ale muszę przyznać, że histerie z kilkunastu/kilkudziesięciu minut(!) skróciły się do kilku sekund. Wystarczy, że w momencie histerycznym podejdę do Zo z rozłożonymi rękami. Taka moc przytulaka;))
    PS Wiem, że wszystko przed nami, ale na teraz cieszę się, że przytulanie ma cudowną moc;))

  • Groszek z Marchewką

    No to mam o czym myśleć… Do dziś wydawało mi się, że właśnie przechodzimy apogeum tegoż słynnego buntu. Muszę pokombinować jak to ugryźć z korzyścią dla obu stron, bo póki co, to gryzie mój Groszku i to boleśnie 😉

  • Joanna Gruszczak

    Bardzo bym chciała, bardzo, umieć to wszystko w życie wdrożyć, ale zapadam się w czarną dziurę gdy mój syn ( 2 lata 7 mcy) robi tak:
    -w czasie choroby zabrany do mojej pracy na 3 godziny (mus) zamienia mi pracę w armageddon: rozwala towar, bawi się kasą fiskalną, terminalem.. po godzinie jestem załamana, spocona i zmęczona zabieraniem mu non stop z rąk towaru, ochroną kasy, w międzyczasie codzienne obowiązki. A przecież zabrałam mu z domu książeczki, autka, bajki… Przebywa w mojej pracy od urodzenia. Setki razy tłumaczyłam dlaczego nie można niszczyć towaru, dotykać kasy… I gdy widzę jak on z szelmowskim uśmiechem wali rękoma po klawiszach nabijając mi 98 tysięcy złotych… tracę panowanie nad sobą. Co robić w takich sytuacjach, gdy on niczym nie chce się zainteresować.. tylko rozwałką wszystkiego?
    -gdy po 3 godzinach zabrała go babcia, wieczorem był na mnie obrażony, odpychał, krzyczał mama ić! I znów mi smutno.. że nie mam komfortu zostania z nim w trakcie choroby, że mnie odpycha, że nie rozumie… i czy mam go tulić na siłę? Pójść sobie wedle życzenia? Bezradność..
    -gdy bawiąc się autkiem, nagle z tym znanym mi uśmiechem wali mnie w twarz metalem… chce mi się ryczeć, boli mnie, szczerze to mam ochotę w takim momencie przylać.. agresja mi się uruchamia.. Czy to jest niemowlak, by nie wiedział że sprawia mi ból?? Gdy kolega w przedszkolu go pogryzł to tydzień obnosił się z siniakiem i każdemu pokazywał. Tłumaczyłam nie raz, że mnie tak samo boli, że nie można bić mamy…
    -w trakcie obiadu rzuca jedzeniem, wpycha elementy stałe do szklanki z wodą.. Nie chce jeść, ale zabierając mu ten talerz słyszymy krzyk NIE! Powtarzam się, ale to nie niemowlak! Tłumaczone wiele razy że jedzenie nie jest do zabawy. Gdy był młodszy, w granicach naszej wytrzymałości nie protestowaliśmy gdy eksperymentował przy stole.. wiadomo.. nowości, jakie to w dotyku, jak się zachowuje rzucone.. Znienawidziłam wspólne spożywanie posiłków, szorowanie kanapy, wydłubywanie buraczków z dywanu..Najchętniej ukryłabym się z talerzem w kącie, bo syn mi wybiera jedzenie, choć ma swoje, identyczne.

    -każdy poranek jest koszmarem, gdy trzeba syna ubrać do wyjścia. Ucieka, wchodzi pod meble, krzyczy jak go ubieram na siłę, buntuje się przy każdym elemencie odzieży, rzuca. Próbowałam iść w tym kierunku, że wyciągam dwie bluzki i pytam: którą zakładasz? z pingwinami czy ciuchcią? Oczywiście wybiera chętnie, ale potem ucieka, lub robi wszystko by mu tej bluzki nie włożyć. Buty nieraz zakładałam mu klęcząc na ziemi bo leżał na brzuchu. Kurtkę też. Przychodzę do pracy zmęczona, spocona, nieumalowana, bo żaden makijaż nie przetrzyma potyczek z dzieckiem. Chciałabym by poranki były inne, żebym więcej już nie kładła się spać z przerażeniem, że o świcie będę walczyć z nim… Wiem, że gdybym włączyła mu bajkę o 6 rano, zrobiłabym z nim wszystko.. ale nie uznaje tej metody. Bajka jest na dobranoc, a nie jako zabijacz czasu.

    -odbieranie dziecka z przedszkola to kolejna zgroza dla mnie.. biega po szatni, nie pozwala się ubrać.. ostatnio spędziłam 15 min w szatni usiłując zapanowac nad nim. Pokazywałam obrazki na ścianach, zachęcałam opowiadaniem co też fajnego zrobimy w domu ( dotrzymuje słowa).. bez skutku.. Ubrany na siłę.. na dworze odmówił pójścia na nogach.. tylko bach na kolana i sobie tak pełznie.. w lutym, po mokrym i zimnym.. Wyszła do domu przedszkolanka i zdziwiła się że jeszcze tu jesteśmy, ogarnęła wzrokiem sytuację i mówi do mnie.. że syn ma kłopot ze skoncentrowaniem się na tym co ma robić. Ona zagarnia dzieci do kółeczka by poczytać albo pośpiewać, a mój syn gania po sali, lub zajęty autkiem w kącie nie współpracuje. Byłam z babcią na dniu babci.. na własne oczy zobaczyłam, że on wcale nie jest zainteresowany tym co robi grupa. Pytałam w przedszkolu czy on wymaga psychologa, ale usłyszałam, że nie.. tylko trzeba dużo z nim rozmawiać… Rozmawiam! i tata też! Już nam brak sił na setne tłumaczenie co robimy a co nie robimy, że idziemy do domu, że włóż buty, daj rękę, nie uciekaj.

    Nie jestem spieszącą się matką, która wlecze dziecko po ulicy zajęta myślami o obiedzie.. Specjalnie odbieram go z przedszkola bez wózka, idziemy niespiesznie, przez park, nie protestuję gdy włazi na murki, idzie przez krzaki.. ale słabnę gdy w lutym postanawia taplać się w błocie, ucieka, idzie w kierunku przeciwnym niż ja. Wpada w histerię, leży na chodniku, wyje.. nie podnoszę go, stoje nad nim, czekam.. ale zwykle muszę reagowac bo nie wstanie.. a nie zostawię go przy ruchliwej ulicy na chodniku by udawać że odchodzę.. bo samochody za blisko.

    Coraz częściej z tatą dziecka rozmawiam o swojej bezradności rodzicielskiej. Jesteśmy oboje 40-latkami, dziecko zaplanowane i chciane, a ja miewam myśli, że przeceniliśmy swoje siły.. Jaskółko.. trudno mi uwierzyć, że to nie bunt, że to nie specjalnie.. by zobaczyć jak mama zalewa się krwią walnięta w twarz.. Ze wszystkich sił próbuję wcielić się w skórę małego człowieka.. ale nie daję rady.

  • http://about.me/lavinka lavinka

    Krzyczenie specjalnie to dopiero domena trzylatków (a bywa że i jeszcze starszych), tu się zgodzę. To znaczy takie teatralne buaaa, patrzcie na mnie, jak ja cierpię, buaaaa. A potem chwila milczenia, by sprawdzić, czy zadziała (w odróżnieniu od typowych ucieczek w stylu nie pozwolę się ubrać, nie będę się kąpać, chyba że mnie przekonasz, nie idę z placu zabaw, ja tu mieszkam etc., bo to się nie zmieniło od 10 miesiąca życia młodej). Zdecydowanie wolę to od dwóch wcześniejszych lat awantur o pierdoły, najczęściej z nudy lub zmęczenia, bo to daje pole manewru do prymitywnej, ale jednak rozmowy. Wydaje mi się, że bunt jest wpisany w naturę człowieka, tylko wraz z wiekiem przybiera nieco inne formy. Oczywiście wiele osób uważa, że moje dziecko się „buntuje”, bo mu na wszystko pozwalam, więc „robi, co chce”. Nu, pewno coś w tym jest, ale ja chyba wolę, by dziecko się wykrzyczało, niż żeby tłumiło swoje emocje lub łykało po cichu łzy, kiedy odeślę je „do jego pokoju”. U nas w domu jest wybuchowa mieszanka miłości i nienawiści, ale chyba z przewagą tej pierwszej. Raz mała awanturka o to, że mama na coś nie pozwoliła, za chwilę jestem napadnięta i znienacka wycałowana. Raz mama sio, raz maaamaaaa chooodź.

  • http://againamerica.com AgaInAmerica.com

    Ja już szczerze mówiąc jestem zmęczona tym tematem, bo co się nie obejrzę, tam ludzie narzekają na swoje dzieci, że są nieznośne i tak dalej, po czym tłumaczą „cóż, taki wiek, bunt dwulatka, postawię do kąta i się uspokoi”…

    Tak, czytam wszystkie posty po kolei 😉

Instagram
Facebook
Archiwa