Posts in Mama

No bo co w końcu, kurcze blade! – czyli najzabawniejsze cytaty z „Mikołajka”

Są książki, które się nie starzeją, to prawda. I „Mikołajek” do nich bezwzględnie należy.  Ale są też książki, które są ponadczasowe nie tylko przez temat, bohatera czy układ, ale i przez to, że ich treść jest dwuwymiarowa i trafia do kilku pokoleń jednocześnie, w tym samym czasie. Bawi, śmieszy młodszych i starszych, ale tych starszych wprawia w niejakie zakłopotanie, bo brutalniej niż wszystko wysuwa na pierwszy plan absurd i głupotę niektórych rodzicielskich zwyczajów.

 

Więcej …

Bo jakoś żyć musimy

Dziś na kawę wpadli do nas dwaj panowie, którzy przyjechali zadbać o mazurski grób rodzinny przy naszym domu. Chłop ich dojrzał i zaprosił na kawę, z czego uprzejmie skorzystali. To miejscowi. Miejscowi, miejscowi, urodzeni, wychowani tutaj, dzieci Mazurów. Wiedzieli wszystko i nawet więcej niż można wyczytać z prac okolicznych badaczy historii.

 

Więcej …

Przegląd: zabawki dinozaury. Ponad 90 pozycji, które zniszczą mi życie

Szczerze – nie brałam tego pod uwagę. Przyzwyczaiłam się, że zainteresowania starszego syna są dość płynne z lekkim naciskiem na auta i po drugim synku spodziewałam się podobnego. Nie wzięłam pod uwagę, że zainteresują go zabawki dinozaury, bo przecież ani nikt z nas nie ma parcia na park jurajski, ani w tv te dinozaury jakoś nie leciały. Ale któregoś dnia kilka miesięcy temu syn zobaczył przez przypadek potwora i rozdziawił gębę. Wiedziałam, że będą z tego kłopoty…

 

 

Więcej …

O kobiecie, która jeździła jak matka, a nie jak człowiek

No więc jadę. Jaaaadę. Trzymam kierownicę i pędzę z Giżycka do domu. Droga mazurska, kręta jak logika idioty i pusta jak marzenie matki o śnie. Tylko przede mną jedzie jakaś ofiara losu w czerwonym aucie. Ja nie wiem, po co ludzie wsiadają w samochody, jak jeździć nie umiejo. Już zamierzam ofiarę wyprzedzić, już zmieniam pas, gdy z tyłu dobiega mnie wrzask taki jakiś charczący. Nie odwrócę się, nie odwrócę, o matko pewnie się dusi, dobra się zatrzymam, tylko skończę manewr. Wyprzedzam czerwone i staję na poboczu. Czerwone jest bez wyjścia, musi mnie wyprzedzić, a ja dokonuję fenomenalnego wygięcia w pasach i wycieram nos zasmarkanemu dziecku. Dobra. Jadę dalej. Przede mną czerwone. Stanął na poboczu wariat. A tak się śpieszył, tak się śpieszył…

Więcej …

Czy tylko ja jestem szalona, że nie podaję dzieciom tej rzeczy do jedzenia?

Już piąty rok prowadzę blog i dość często, kiedy napiszę coś lub coś pokażę, odnoszę wrażenie, że część czytelników traktuje mnie jak wariatkę. Ale już się do tego przyzwyczaiłam. Jestem szaloną wariatką, bo nie daję dzieciom kar i nagród, nie chwalę, nie krytykuję, wychowuję w lesie i pozwalam na wszystko, co chcę. I czasem włażę im na głowę. Już oswoiłam się z tym uczuciem i myślałam, że nie zdarzy się nic, co mogłoby sprawić, że poczuję nowy jego posmak. A jednak. Zawsze ktoś mnie musi zaskoczyć.

 

 

Więcej …