Wiosna idzie, a na blogach rozszalał się trend bycia „fit”. Wysportowanym, szczupłym, zadbanym, pięknym. Trzeba ćwiczyć, zdrowo jeść, zrzucić zimowy tłuszczyk, a przede wszystkim  – pić dużo wody. Przynajmniej butelkę dziennie. O ile do wiosennej diety podchodzę z wrodzonym do diet sceptycyzmem, tak wodę pijemy w ilościach hurtowych – dolewam jej do gorącej herbaty, dolewam do domowych soków, pijemy ją samą, szczególnie Kosmyk, który po ziszczeniu urodzinowego marzenia, wzgardził pierwszym łykiem coli i poprosił o zwykłą szklankę wody. Ale że mieszkamy na wsi, to czasem nasze zapasy wody mineralnej się kończą… Co wtedy? Czy można pić wodę z kranu?

 

 

Czy można pić wodę z kranu?

 

Wszyscy mówią i piszą, że tak. Wodociągi zapewniają, że nas nie otrują, a jakość wody nie odbiega od jakości kranówki w Londynie czy Paryżu –  określa ją polskie prawo i regulacje Unii Europejskiej [źródło]. Wszystko ok, nie zatrujemy się, ale pamiętam warszawską kranówę – śmierdziała chlorem, a jej smak pozostawiał wiele do życzenia. Nie umiałam pić wody z tamtych kranów, pamiętam, że przez pierwsze miesiące w Warszawie nie mogłam się przyzwyczaić nawet do smaku przegotowanej wody. Targałam baniaczki źródlanej, żeby napić się dobrej herbaty. A teraz, kiedy mieszkam na wsi? No cóż. Zbadane próbki wody tylko potwierdziły to, co już sama, przez wiele lat mieszkając w tym domu, wiedziałam – mamy twardą zażelazioną wodę, której wzdragałam się, nawet po przegotowaniu, podawać dzieciom. Nawet po przeprowadzce z miasta wciąż kupowaliśmy hurtowo plastikowe butelki wody. Ich ilość stawała się wyznacznikiem  kolejnych zakupów: jeśli zostawały nam trzy butelki lub jeden baniak, wiedzieliśmy, że następnego dnia będziemy musieli jechać do miasta.

 

 

 

Dlaczego kranówa jest lepsza od wody butelkowanej?

 

  • Między innymi dlatego, że nie nasza kranówa nie produkuje plastiku. Czytaliście, jak dużo wody wcześniej kupowaliśmy… wiecie, ile z tego było plastiku? Pieluszki Adaśka to pikuś przy tych worach na butelki.

W Polsce nie istnieje, powszechny w Niemczech czy Holandii, oparty na kaucji, system zbiórki i ponownego użycia butelek. Na nasz rynek trafia co roku ok 4,5 miliarda plastikowych butelek z napojami. Ponownie przetwarzanych jest 1,1 mld, a reszta, czyli ok. 80%, ląduje w lasach, na wysypiskach śmieci albo w piecach. Wyprodukowanie jednej butelki wiąże się z emisją 0,5 kg dwutlenku węgla, jej rozkład trwa 500 lat. […]

Nawet jeśli butelka trafia do wtórnego przetworzenia, oznacza to kolejny wydatek energetyczny i dalszą emisję zanieczyszczeń. Jak widać, od recyclingu lepsze jest ograniczenie produkcji kłopotliwych odpadów.  […]

Osobną, bardzo ważną kwestią jest transport. Butelki z wodą, zanim dotrą do naszych sklepów, nierzadko pokonują setki kilometrów. Oznacza to dziesiątki ciężarówek rozjeżdżających nasze drogi i zanieczyszczających środowisko spalinami i hałasem. A przecież wodę mamy w domu na wyciągnięcie ręki.

[źródło]

  • Inna sprawa to to, że trochę łudzimy się, że płacąc więcej za wodę butelkowaną dostajemy lepszą jakość od tej kranowej. Wcale nie! A większość wód reklamowanych jako mineralne, mineralnymi wcale nie są. Fajnie to zresztą widać w teście wód mineralnych [tutaj]. Niemniej często jest tak, że woda etykietowana jako mineralna pochodzi… z kranu stacji wodociągowej. I spoko, jeśli jest smaczna, tylko czemu mam za to płacić?

 

  • Poza tym przechowywanie wody w plastikowej butelce, a tym bardziej jej picie, nie jest najlepszym z pomysłów – nikt nie wie, gdzie te butelki stały, czy były przegrzewane, czy nie, jak podróżowały i jakie chemiczne związki się z tego plastiku uwolniły. Niektóre badania już wykazały, że woda w plastiku może być skażona bisfenolem i innymi niebezpiecznymi substancjami [źródło]. Choć ja bym nie wpadała od razu w panikę i nie histeryzowała [wiadomo, plastik to plastik], bo jak mi się w podróży będzie chciało pić, to przecież nie wyciągnę kranu z torebki, a butelki szklane, chcąc nie chcąc, są jednak ciężkie. W domu wodę piję z kranu, ale na spacerach możecie mnie spotkać z plastikową butelką – taka ze mnie hipokrytka.

 

  • Koszty: tygodniowo kupowaliśmy minimum jakieś dwie zgrzewki wody [ewentualnie dwa baniaczki]. Czyli tygodniowo wydawaliśmy ok. 25 zł na wodę butelkowaną, rocznie woda kosztowała nas 1300 zł. 1300 zł! Co ja bym mogła za tyle pieniędzy kupić?

 

 

 

Czysta woda z kranu

 

Kiedy napisała do mnie Marysia z firmy Amii z propozycją przetestowania filtra do wody Fit Aqua, aż klasnęłam z radości – nie wiem, czemu, sama o tym nie pomyślałam, doprawdy. Amii to łódzka firma produkująca różnego rodzaju filtry do kuchni, łazienek i całego domu. Filtr montuje się pod zlewem [w naszym wypadku udało się zamontować za ścianą, bo tam mamy spiżarkę], a czysta przefiltrowana woda leci do nas z małego kraniku zainstalowanego tuż przy właściwym kranie:

 

DSC_0334

 

 

 

Co nam daje filtr FitAqua?

Przede wszystkim z kranu leci nam czysta woda, której czystość gwarantuje proces odwróconej osmozy [więcej tutaj], a wkład węglowy skutecznie pochłania wszystkie chemiczne zanieczyszczenia. Żeby woda po takim oczyszczeniu nie była jałowa, a smaczna, dodatkowo zainstalowaliśmy wkład mineralny wzbogacający naszą wodę jonami soli mineralnych. Teraz trochę żałuję, że posłuchałam Chłopa i nie zainstalowaliśmy kranika z dwoma kurkami, żeby z jednego leciała woda zmineralizowana, a z drugiego – po prostu oczyszczona. Ta druga  przydałaby mi się do gotowania zup, do żelazka czy do mycia twarzy lub podlewania kwiatków. No ale… jak będziemy rozbudowywać dom, to sobie fundnę wkład na cały dom i nie będę miała problemu [wiecie, co to znaczy zażelaziona woda? Wszystko, ale to wszystko, co białe, po jakimś czasie jest żółte i ocet w tej sytuacji nie pomoże, trzeba mocnych środków albo… codziennego czyszczenia].

 

Jak wykorzystujemy filtr FitAqua?

 

Głównie pijemy – ja. Chłop i Kosmyk. Kosmykowi bardzo podoba się opcja nalewania sobie wody z kranika i jak za swój sukces do tej pory uważałam przyzwyczajenie mojego dziecka do picia wody, tak teraz chodzę jak paw, bo moje starsze dziecko nawet już soczku odmawia, wystarczy mu sama woda. Adasiek jeszcze popija posiłki mlekiem owsianym albo moim, ale już kilka razy samej wody próbował – czujecie? Wodę z kranu… niemowlakowi 😀 No i od dwóch tygodni nie kupiliśmy ani jednej butelki wody! Za zaoszczędzone pieniądze kupiłam tym razem sobie książki 🙂

 

Koszty
Koszt filtra wraz z akcesoriami plasuje się mniej więcej od 500 do1000 zł. Raz na pół roku należy wymienić wkłady filtrujące wodę [koszt od 150 do 180 zł]. Za dodatkową opłatą można poprosić o pierwszy montaż urządzenia. Wszystkich informacji udzieli infolinia: tutaj.

 

 

A jeśli już tekst zaczęłam od odchudzania, to żeby nie wyjść na leniucha – też zaczęłam ostro oczyszczać organizm. Codziennie wychodzę z Daśkiem na długie spacery po lesie [instagram], a do tego piję masę różnych wodno-owocowych napoi. Ogórkowo-cytrynowo-miętowy [do słoja/dzbana wrzuć kawałek pokrojonego w paski ogórka, ile tam chcesz cytryny i trochę liści mięty, które pod koniec wakacji suszyłaś i sobie sącz przez słomkę lub wlewaj do szklaneczki] albo imbirowo-miodowo-cytrynowy [imbir zalej ciepłą wodą i poczekaj aż puści aromat, dodaj łyżkę miodu, sprawdzając, by woda nie była gorętsza niż 40 stopni, potem zalej zimną wodą z kranu i dodaj plasterki cytryny]. Pyyycha!

 

 

 

 

DSC_0237

 

DSC_0219

 

DSC_0217

 

DSC_0210

 

DSC_0207

 

DSC_0202

 

DSC_0192

 

DSC_0185
Deseczka: My Gift DNA

 

 

A przy okazji wody i chęci do picia jej przez Kosmyka. Jeśli martwisz się, że twoje dziecko niechętnie pije czystą i krystaliczną wodę, to się nie martw. Moje, gdy było na jakimś dziwnym  etapie rozwoju  i tworzyło swoje własne ekwiwalenty słów, podczas jakichś zakupów zauważyło brak standardowych zgrzewek wody w koszyku i wydarło się na cały sklep:

 

– Tato! Jeszcze skrzewkę wódeczki dla mamusi! Słyszysz? Wódeczka dla mamy!

 

A ja stałam przy kasie, cała na biało, w szóstym miesiącu ciąży 🙂

 

Więc już wiecie, czemu tak się cieszę, że zaczęliśmy pić wodę z kranu. Adaś też pewnie będzie wygadany 😀

 

 

 

 

A