Och, kiedy piszę ten tekst praktycznie jest już po świętach i nie byłabym sobą, gdybym nie skomentowała tego, co mnie uderzyło. Może lekko, bo święta spędzaliśmy w sprawdzonym gronie, ale tak delikatnie ukuło dokładnie wtedy, kiedy najstarsza w rodzinie zakrzyknęła: A teraz dzieci, powiedzcie wierszyk, żeby dostać prezenty!

 

 

Ja, oczywiście, pokręciłam głową w kierunku starszego, żeby nie przywiązywał się do tej uwagi i spokojnie odebrał swoje prezenty, ale kiedy wręczaliśmy podarki dla babci, miałam ochotę również poprosić ją o zapracowanie na swoje upominki. A potem przypomniała mi się wymiana maili  z czytelniczką, która skarżyła się, że córka jej siostry i sama siostra nigdy nie jest wdzięczna za prezenty. Sprawa była trochę bardziej skomplikowana, ale uderzyła mnie, jak często czytelniczka powtarzała, że ona „uczy córkę, że trzeba się cieszyć z wszystkich prezentów”. I miałam zgrzyt, bo jak ona to robi? Że zmusza córkę do okazywania uczuć, których nie czuje? Że nawet jak córka dostanie gówno w papierku to powinna się cieszyć i skakać z radości, że ładnie opakowane? No proszę, są takie prezenty, za które wystarczy samo „dziękuję” i tyle. Zmuszanie dziecka do cieszenia się z tego, co mu się nie podoba wywoła bunt, wewnętrzny sprzeciw, ostatecznie niechęć do przymuszającego i tego, który obdarował.

 

 

 

Nie można zmuszać człowieka do odczuwania określonych uczuć – po prostu nie można. 

 

 

Co więcej, dziecko wręcz nie powinno się cieszyć ze wszystkiego, co dostaje, bo przecież kiedyś musi sobie wykształcić trzy podstawowe świadomości:

 

  • świadomość, że wie, czego chce, a czego nie chce
  • świadomość, co mu się przyda, a co mu się nie przyda
  • świadomość tego, że może odmówić przyjęcia czegoś, czego nie chce.

 

 

Umiejętność odczytania tego, czego potrzebujemy, czego chcemy i co nas cieszy, a co denerwuje jest jedną z najbardziej zaniedbanych sfer w dorastaniu człowieka i widzę teraz, po dorosłych, jak wielki mają problem z nieprzyjmowaniem rad innych, uleganiem sugestiom innych, przyjmowaniem tego, czego nie chcą i z samą wiedzą o tym, czego im naprawdę potrzeba, bo wpajało im się od dziecka, że mają być wdzięczni za jakikolwiek objaw zainteresowania. Psychologowie, coache, trenerzy personalni od zakupów, umiejętnego odmawiania, poczucia własnej wartości, oczyszczania przestrzeni zbijają fortunę na błędach, jakie popełniono na nas w przeszłości, bo nauczono nas, że się nie odmawia, że trzeba być zawsze uprzejmym i należy udawać, że nie czujemy tego, co czujemy. Nikt nie powiedział nam, co robić z frustracją, jaka z tego wynika. Nikt nie powiedział nam, że mamy prawo czuć, co czujemy i nawet jeśli nasze odczucia są inne niż u reszty – mamy do nich prawo i mamy prawo postępować zgodnie z nimi. I nie można zmusić do uczuć, których nie ma – tak jak nie można zmusić kobiety do pokochania przypadkowego mężczyzny, tak nie można zmusić dziecka do okazywania radości z czegoś, co mu się nie podoba.

 

 

Prezenty są prezentami, a nie wynagrodzeniem za pracę

 

 

I to jest najważniejsze – nie uczmy dzieci, że mają się cieszyć ze wszystkiego, co dostają, uczmy je, że mogą odmówić, że nie muszą przyjmować wszystkiego jak leci, że mogą kwestionować przydatność czegoś i przede wszystkim – że  prezenty nie zobowiązują nas zupełnie do niczego. Bo prezenty są niezobowiązującym do niczego darem darowanym z potrzeby serca i z chęci sprawienia komuś radości i w sumie z racji tego faktu – czy należy oczekiwać za nie czegokolwiek? Jeśli dajesz komuś prezent, to nie po to, żeby on coś ci za to zrobił, ale po to, żeby sprawić mu radość. Jeśli oczekujesz, czegoś innego niż radości – to wtedy nie jest prezent, ale czysta transakcja. Zmuszanie dzieci do okazywania wdzięczności za coś, co darowane jest z dobrego serca, jest poważną pomyłką, bo co, jeśli prezent się nie spodobał i nie czujemy ani radości, ani wdzięczności, a tylko zażenowanie? No przecież są takie sytuacje!

 

I kolejna sprawa – pokazanie dziecku, że za prezent należy coś zrobić „zaśpiewać piosenkę, powiedzieć wierszyk lub cokolwiek” jest totalnym błędem uczącym dzieci, że muszą się za każdą rzecz darowaną odpłacać. Dziś musi powiedzieć wierszyk za kilka paczek prezentów, jutro zrobi loda w galerii za nowe spodnie, pojutrze puści się naszyjnik. Moje dywagacje idą w dość radykalną stronę, ale niestety tak to działa. Zamiast uczyć dzieci tego, że mogą wziąć prezent, jeśli im się podoba i świadomości, że dana rzecz nie wymusza na nim żadnych zobowiązań, pokazujemy, że prezent nigdy nie jest za darmo i coś trzeba za niego zrobić. Zamiast pokazać, że prezenty są wyrazem naszych uczuć w stosunku do dzieci, pokazujemy, że nawet na te uczucia dziecko musi zapracować, coś zrobić, że nie dostanie od najbliższych mu ludzi niczego za darmo. Jakby miłość rodziców i bliskich była czymś na co trzeba zapracować. No cóż. Nie tędy droga.

 

 

 

 

 

PS. Wiem, że kilka osób czyta zerojedynkowo i ma trudność z wyłapaniem treści między wersami [spodziewam się, że zaraz ktoś stwierdzi, że wychowuję niekulturalne dzieci, które nie przyjmują prezentów], więc powiem łopatologicznie: uczmy dzieci uprzejmości i tego, że się dziękuje. Niekoniecznie za same prezenty, ale za samą chęć obdarowania prezentem. I tyle. Nic więcej nie trzeba.

 

  • Oj tak, zgadzam się. Nasza 7 latka nie udaje radości, jeśli coś jej się nie spodoba. Parę razy już się jej zdarzyło powiedzieć, że „dziękuję, ale nie użyję tego” albo „ja się nie bawię lalkami”. Wczoraj natomiast to ja miałam z tym problem, bo dostałam od niej coś, co kompletnie mi się nie podoba, nie jest w moim stylu i na pewno nie będę tego nosić. Gdy zapytała czy mi się podoba to odpowiedziałam wymijająco, bo nie chciałam jej zranić, chociaż wiem, że ona jest na tyle już dojrzała pod tym względem, że nie popłakałaby się przecież. No ale widzisz, ja właśnie jestem tą ofiarą nauczania, że za wszystko trzeba być wdzięcznym.

    • iwto

      Ano właśnie Matko – a co zrobić w takim wypadku? Role odwrócone… Jakoś tak głupio się nie cieszyć z nieudanego prezentu od dziecka. I jak mu to wytłumaczyć, aby nie było mu smutno?

      • „Dziękuję, miło mi, że zrobiłeś prezent specjalnie dla mnie”. Bo jednak trochę miło, że dziecko pomyślało, nawet jeśli dało totalną wtopę. A kiedy mój syn się spytał, czy mi się podoba, odpowiedziałam „Lubię kolorowe rysunki, ale doceniam, że zrobiłeś ten prezent z myślą o mnie, co miałeś na myśli, kiedy go robiłeś?” i poszła rozmowa o genezie prezentu 🙂

        • Miło, pewnie, że tak! Gorzej, że moja drąży temat i pytanie „no ale podoba ci się czy nie?” usłyszałam dokładnie 7 razy 😀

  • Justyna Białobrzewska

    Całkowicie się z Tobą zgadzam, chociaż moje dziecko jest na takim etapie, że cieszy się ze wszystkiego, to wcale się nie zdziwię jak za jakiś czas odpakowując prezent powie, że chciało coś innego. Chociaż ostatnio mieliśmy na uczelni wykład o wdzięczności, czy może zwykłym odruchu odwdzięczania się niekoniecznie za prezenty, ale także pomoc itp. i z badań wynika, że większość osób dąży do odwdzięczenia się czy to za prezent czy za przysługę, chociaż akurat badania były przeprowadzane na dorosłych, więc możliwe że u dzieci wyglądałoby to trochę inaczej:)

  • ewa

    Oj bardzo mi sie nie spodobalo to co przeczytalam…Mysle mamo ze mieszasz jednak pojecia i na sile doszukujesz sie w prostych a jednoczesnie waznych rzeczach podwojnego dna i zagrozen tam gdzie ich nie ma.
    Na temat zapracowywania na prezent sie nie wypowiadam. W zasadzie to nie mam zdania ale uderzylo mnie twierdzenie iz nie mozna uczyc i wymagac od dziecka cieszenia sie z prezentu jesli tego nie czuje – i tu pojawia sie przywolywanie calego szeregu cech ktore u zmuszanego dziecka sie wyksztalci tj niezdecydowanie, brak asertywnosci itd..
    Jednymi z najbardziej toczacych nasze polskie spoleczesntwo wad sa chamstwo, egoizm i brak kultury, egocentryzm i brak empatii. Prosze sobie poczytac diagnozy spoleczne profesora Czapinskiego, o tym jak nie widzimy nic poza nasza wlasna zagroda, amoralny familizm – tylko moja najblizsza rodzina sie liczy i moje dziecko! Ono zawsze najwazniejsze a reszta swiata niech sie pali i wali. To sa zbadane przez socjologow wady ktore tocza nasze spoleczenstwo i powoduja ze zle sie nam razem ze soba i wspolpracuje i zyje i rozwija jako spoleczenstwo i kraj i na jak wiele dziedzin zycia te cechy maja wplyw.
    Teraz czytam ze uczenie dziecka dlaczego warto udawac radosc z otrzymanego prezentu wyrzadzi mu krzywde, sprawi ze nie nauczy sie rozpoznawac swoich pragnien, nie nauczy asertywnosci…Rece mi opadly czytajac i poczulam smutek.
    Dawanie prezentow to najlepsza szansa na lekcje empatii, tolerancji i wdziecznosci. Wierze iz uczac dziecko by cieszylo sie ‚z byle gowna’ dajemy mu wspaniala lekce tych cech bez zagrozenia dla jego asertywnosci, czy umiejetnosci zrozumienia samego siebie i swoich pragnien (swoje pragnienia i zrozumienie siebie ma szanse rozwijac na codzien, decydujac czym sie bawic, na jakie zajecia chodzic, w co sie ubrac, z kim sie bawic itd).
    Uczac dziecko radosci z prezentu, wskazujemy mu jak wazne jest zwrocenie uwagi nie tylko na nasze wrazenia po odpakowaniu pudeleczka ( czyli tylko wlasny czubek nosa i nic wiecej) ale na caly szereg emocji i krokow ktore doprowadzily obdarowywujaca osobe do tego ze nam cos wlasnie wreczyla. Zacheca sie wiec dziecko zeby postawilo sie w sytuacji drugiej osoby (empatia) zrozumialo jak wazni bylismy dla niej, skoro osoba ta, poszla do sklepu, moze do kilku, wydala pieniazka na nas, choc mogla wydac na siebie, moze osoba jest z zupelnie innej epoki i juz nie zna sie na tym co jest fajne a co nie, wiec kupila nie do konca cool rzecz, jednak chciala z calego serca zeby bylo dobrze, liczy sie w koncu serce, wysilek, troska, chec.
    Nie wiem, jestem wprost zszokowana i zalamana do czego dazy nasze spoleczenstwo.
    Nie mieszkam w Polsce i widze jak ogromna wage przywiazuje sie w UK do uczenia dzieci wdziecznosc, tak, nawet za ‚byle gowno’, za to ze ktos wogole chcial COKOLWIEK zrobic, choc nie musial. Efekty widac wszedzie, na ulicy, w pracy, w urzedzie, ludzie sa w stanie duzo dla siebie zrobic, pomoc, podac reke, usmiechnac sie bezinteresownie, nawet jak maja zly dzien, nawet jak placa im grosze a szef wlasnie zrobil awanture. No wlasnie, ludzie staraja sie mimo wszystko, ale tu procentuje wychowanie od najmlodszych lat, gdzie uczy sie dziecko jak wazny jest drugi czlowiek, jak bardzo liczy dawanie z siebie innym – chocby usmiechu. U nas w Polsce slyszy sie tylko – a po co mam byc mila? Placa mi za to? Guzik mi placa itd.
    Nie widzisz mamo naprawde powiazan? W Polsce tak sie zawsze chowalo dzieci, tylko moje dzieci, tylko moim ma byc dobrze, jak moje dzicko chore to mama dzwoni po Kasiach i zosiach zeby lekcje przyniosly, ale jak moje dziecko wraca ze szkoly i mowi ze Kasia chora to juz malo ktora mama powie – to idz dziecko, zanies Kasi lekcje. Wrecz jeszcze powie – nie idz, zarazisz sie.
    Mylisz sie wiec droga mamo, to nie brak asertywnosci, to nie brak umiejetnosci zrozumienia siebie toczy nasze spoleczenstwo, ale nieufnosc, egoizm, zbytnie skoncetrowanie na sobie, brak dystansu, roszczeniowosc, interesownosc.
    Krytyka traktowania jednego z najpiekniejszych, najprzyjemniejszych sposobow i okazji na nauke empatii, myslenia o innych i wdziecznosci za najdrobniejsza rzecz jest dla mnie alarmujaca i zalamujaca zarazem.
    Az same nasuwaja sie sugestie by przestac uczyc dzieci mowienia ‚dzien dobry’, czy innych savoir vivrowych rzeczy – w koncu wszystko przy takim mysleniu mozna predzej czy pozniej uznac za atak na autonomie dziecka – boga. W koncu jak poczuje – to powie, jak bedzie chcialo to sie zachowa jak trzeba, nie bedzie chcialo to nie, a przeciez zmuszanie dziecka do czegos czego nie chce to straszny gwalt na dziecku prawda mamo?
    Przesadzilas droga mamo z tym artykulem.
    Mam tylko nadzieje ze gdy nastepnym razem ktos nie odpowie ci na ‚dzien dobry’, potraktuje gdzies po chamsku, pomyslisz z usmiechem jak wspaniale dany czlowiek broni swojego ‚ja’, jaki asertywny jest nie udajac niczego. Mam nadzieje ze nie zaklniesz pod nosem narzekajac na brak kultury, wychowania, w koncu wtedy bylabys…hipokrytka

    • Ojej, ale przecież tu nie chodzi o to, by uczyć dzieci totalnego braku wdzięczności do wszystkich. Wspomnianą przez Ciebie empatię można pokazać w wiele innych sposobów i nie trzeba robić z siebie idioty udając, że cieszę się z czegoś, z czego tak naprawdę się nie cieszę. To tak jakby ktoś oczekiwał ode mnie wdzięczności i radości z powodu poradowanego mi upieczonego kurczaka wiedząc, że jestem weganką… No błagam.
      Swoją drogą, wiele osób tego udawania uczy swoje dzieci, a potem non stop powtarzają, że „nie można kłamać”… A same tego kłamstwa uczą, hmm.

      • Widzisz Aga, wiem, co piszę, formułując opinię, że niektórzy mają trudność z czytaniem 😀 Tutaj mamy perorę pani, która napisała oddzielny tekst, dłuższy od mojego wyciągając kompletnie nietrafione wnioski. Z prezentów doszła do nieodpowiadania na dzień dobry, co swoją drogą nie robi mi nic i kompletnie czyjeś zachowanie nie świadczy o mnie. Co można zrobić, jeśli ktoś nie odpowie na dzień dobry oprócz wzruszenia ramionami, bo może coś tam, coś tam albo coś innego? Zawsze mnie zadziwia, jak wiele ludzie potrafią sobie dopowiedzieć i smutno mi, że nie jestem w stanie przewidzieć każdego ich toku myślenia 😀

        Droga Ewo – Mam nadzieję, że nie przyjmiesz tego z jakimś oburzeniem czy szokiem, ale bardzo mi przykro – nie jestem twoją mamą.

        • ewa

          Troche smutne ze jedyne co dostrzeglas w moim komentarzu to fakt nazywania cie ‚mama’ – zmienilam juz, nie sadzilam ze potrafisz byc taka zlosliwa kiedy tylko ktos sie z toba nie zgadza. Napisalam duzo, zeby dobrze wyjasnic dlaczego tak bardzo nie spodobal mi sie twoj tekst. Nie wiedzialam ze to tez jest zle, czy obelzywe…

          • Powiedz mi szczerze – naprawdę chcesz, żebym z tobą dyskutowała? Napisałam swoją opinię, ty wyraziłaś swoje zdanie, do którego masz prawo. Gdybym była złośliwa, skasowałabym twój komentarz i wtedy miałabyś przykrość. Czy muszę się do niego ustosunkować? Niekoniecznie. Być może w swoim mniemaniu masz rację, choć kompletnie nie rozumiem, jak uczysz dziecka odczuwania uczuć, których nie ma. To tak, jakbym ja ci kazała się teraz cieszyć, że raczyłam ci odpisać 🙂

            PS. Nie sądziłam, że uwagę o „mamie” odbierzesz jako złośliwość, bo się ze mną nie zgadzasz. Trochę to smutne, że w taki sposób tłumaczysz sobie moją uwagę.

          • „To tak, jakbym ja ci kazała się teraz cieszyć, że raczyłam ci odpisać” – i to jest według mnie idealne podsumowanie.

      • ewa

        Uwazam ze nie uczenie dzieci wdziecznosci i radosci z powodu bycia obdarowanym jest ogromnym bledem i nie uwazam tez ze radosc z prezentu jako gestu, zawsze jest klamstwem, nie uwazam tez ze samo suche dziekuje wystarczy, uwazam zas ze moze sprawic niejednej wspanialej osobie duzo przykrosci.
        Nie wiem tez czy nie przesadzasz z tym podejsciem do klamstwa. Radosc z nawet nieudanego prezentu to forma bialego klamstwa, a to jak chyba wszyscy wiemy forma klamstwa ktora nie dosc ze nieszkodliwa, to jeszcze niesamowicie potrzeba w spoleczenstwie, nie uczac jej dziecka wyrzadzamy mu wieksza krzywde, jak i tym ktorzy z nim beda pozniej funkcjonowac. I mam nadzieje ze jesli masz syna a jego zona kiedys zapyta czy jej tylek jest bardzo duzy w tej sukience, on jednak bedzie potrafil wybrnac umiejetnie z sytuacji, zamiast powiedziec zwyczajnie TAK 😉

        • Widzisz, Ewo, ja bardzo sobie cenię, kiedy mój partner powie mi, że mój tyłek wygląda na duży w tej czy innej sukience. Po to go zabieram na zakupy, żeby to mi właśnie powiedział. I myślę, że nie chodzi tu o białe kłamstwo, ale o zwyczajną pewność siebie i asertywność i świadomość siebie. Ja wiem, że mój tyłek może wyglądać lepiej lub gorzej i nie mam problemu z tym, że ktoś powie, że w tej czy innej wygląda źle. Gorzej – ja czasem kupię takie ubranie, które nie podoba się mojemu facetowi, ale ja się w nim dobrze czuję i wtedy nikt mi nie musi kłamać.

          • ewa

            Joanno, ty moze tak ale miliony innych kobiet (ludzi) pewnie nie, kazdy ma jakies kompleksy i gorsze dni i kazdy czasem potrzebuje uslyszec od bliskiego ze – wcale nie mamy wielkiego nosa, ze nasz wielki tradzik rozowaty to tylko kilka ledwo dostrzegalnych plamek, ze wcale nie wygladamy jak grube foki bo urodzeniu dziecka itd itd. Naprawde znam ja to podejscie w ktorym swiadomy czlowiek moze uslyszec wszystko co najgorsze ale jest on tak silny i swiadomy siebie ze i tak nic nie ruszy i nie zachwieje jego poczuciem wartosci, tylko ze chyba nie o to chodzi w tym swiecie prawda? Zebysmy chodzili wokol siebie, sprawiali sobie przykrosci, no bo po co sklamac, po co udac ze ze ten beznadziejny sweterek od cudownej starutkiej babci ktory to dziergala sumiennie kilka tygodni nam sie podoba? Po co powiedziec smutnej kolezance ze jest ladna, jesli jest brzydka i jeszcze pyta ze lzami w oczach? Chyba nie o to chodzi zeby myslec tylko o swoim ja, swojej szczerosci a uczucia innych miec w powazaniu, wychodzac z zalozenia ze jak ich cos boli niech popracuja nad soba, nad swoja wewnetrzna sila i poczuciem wartosci.

          • Ewo, zamiast brnąć w to dalej, wystarczy zrobić wszystko, żeby nasze dziecko nie potrzebowało takich zapewnień, żeby było na tyle silne, żeby nie musiało pytać się o takie rzeczy tylko umiało wprost powiedzieć „Potrzebuję przytulenia/pocieszenia” „źle się czuję” lub „czuję się niepotrzebna”. Skąd ten biedny facet ma wiedzieć, że czujesz się źle w swoim ciele, skoro nie umiesz tego wyjaśnić i szukasz dziwnego, okrężnego sposobu na dowartościowanie się? Zamiast skupiać się na tym, żeby dogodzić na siłę innym, może warto nauczyć się mówić o swoich potrzebach/preferencjach? Bo przecież chyba nie chodzi o to, żebyśmy chodzili i patrzyli, czy przypadkiem kogoś nie urazimy, nie sprawimy komuś przykrości? Gdyby tak było, nie wychodzilibyśmy z domu i nie odzywali się. I tak – kiedy moje potrzeby są zapewnione lub wiem, czego mi brakuje, kiedy wiem, że nie muszę [podkreślam: muszę] łatwiej jest mi spojrzeć z życzliwością na drugiego człowieka i się na niego otworzyć.

          • I tak, kiedy słyszę, że ktoś się żali na swój trądzik, pytam, jak mu pomóc w leczeniu. Jeśłi koleżanka narzeka, że jest foką po porodzie, oferuję jej swoją pomoc w ćwieczeniach, jeśli ktoś się żali na swój nos, odpowiadam, że od nosa ładniejsze ma oczy albo że operacje wcale nie są takie drogie lub cokolwiek innego. Jeśli babcia da mi coś brzydkiego – dziękuję, że się starała. Nie przeczę faktom – staram się pokazać, że są różne rozwiązania i różne odcienie. Nie trzeba być chamem, żeby nie kłamać.

          • ewa

            Tylko dziwne Joanno ze nasze spoleczenstwo ktore w porownaniu z takimi chociazby Anglikami jest wlasnie do bolu szczere jednak pozostaje pod wzgledem kultury i traktowania drugiego czlowieka daleko,daleko w tyle. Nie raz bylam swiadkiem jak zakompleksione Polki przyjezdzaly tu i zaczynaly kwitnac, bo w mysl twojego umilowania do szczerosci za wszelka cene, niegdy nie slyszaly w Polsce ze sa ladne, tak po prostu. slyszaly natomiast uwagi na temat pojscia na silownie, wziecia sie za siebie, swoich krzywych nog itd (czyli twoich rad ktore mam wrazenie uwazasz za nowatorskie a ja sadze ze sa nasza polska plaga). Ludzie sa tylko ludzmi, nigdy nie bedzie tak ze wszyscy beda idealni, silni psychicznie, odporni.Takie biale klamstwo powiedziane osobie ktora czuje sie do niczego sama ze soba zadziala lepiej niz sugestie ktore podalas.
            Znam spora grupe Hiszpanow. Tam tez na wszystko reaguje sie ‚guapa’!!, na wszystko! Znajoma Hiszpanka z duuuza nadwaga i uroda z ktora przecietna Polka zaszylaby sie w domu wychodzi na plaze, rozbiera sie a kolezanki krzycza ‚Guapa’ piekna, nasza cudowna! Nie dostrzeglam w tym grama zlosliwosci, ot po prostu zamiast skupiac sie na zimnej szczerosci ludzie wola sobie powiedziec cos milego, nawet jesli nie jest to do konca prawda – bowiem nikt sie nie skupia na zimnym, chlodnym analizowaniu wszystkiego do przesady a w to miejsce ludzie wola podarowac sobie troche zwyklej radosci. Mozesz sie upierac przy swoich wnioskach ale dla mnie najwiekszym dowodem tego ze nie masz racji jest obserwacja tego jakie podejscie kultywuje sie w innych kulturach i jakie sa tego efekty, jakie podejscie od lat kultywuje sie u nas i rowniez jakie sa tego efekty – z z tego co widze biale klamstwa, skupianie sie na prawieniu innym komplementow, cieszenia sie z byle czego, wdziecznosc kreuje szczesliwszych, bardziej pewnych siebie i radosniejszych, czego nie moge powiedziec (uogolniajac) o naszym spoleczenstwie. Efekty mowia same za siebie. Po prostu

          • Nasze społeczeństwo wychowywane było na zakompleksione i sztywne od wielu pokoleń. Trudno porównywać różne kultury, bo Polacy nigdy nie będą mieć historii i temperamentu Hiszpanów ani Anglików 🙂 Czy zadziała lepiej? Hm… czy naprawdę lepiej osobie, która powinna schudnąć, zrobi kłamstwo, że nie powinna? No cóż, lekarze są innego zdania 🙂 Naukowcy zaś kilka razy obalili tezę, że chwalenie sprawia, że jesteśmy pewniejsi siebie. Nawet zauważyli odwrotny skutek. Ale co ja tam wiem, skoro Hiszpanie są tacy fajni 🙂

          • ewa

            osoby otylej nie zmusisz do pojscia na silownie uwagami by na ta silownie poszla, lub mowieniem jej , szerze, ze jest gruba. Wiele osob, zwlaszcza kobiet ktore uwaza sie w Polsce za otyle wstydza sie uprawiac sporty ze wzgledu na szydzenie innych, (szczere jak najbardziej) komentarze czy spojrzenia. Osoby takie chodza w luznych workach i odmawiaja sobie prawa do szczescia nie wierzac ze na cokolwiek zasluguja. Widze tu z kolei wiele grubych kobiet, ktore zakladaja mini, obcisla sukieneczke a przy okazji dostaja mnustwo komplementow. Czy sprawia to ze przestaja wogole o siebie dbac? ze ich tusza wydaje im sie tak piekna skoro te komplementy? Nie, nie spotykam sie z takim mysleniem, za to spotykam sie ze szczesliwymi ludzmi, bez wzgledu na to czy maja nadwage, trad czy lysieja choc sa kobietami, i jesli czuja ze chca i sa gotowe nad soba pracowac to robia to nie z powodu wstydu czy szydzenia, czy zbednej szczerosci innych ale dlatego ze mimo komplementow slepe nie sa i zdaja sobie sprawe ze lepiej o siebie zadbac. Nie ma tu wiec co mieszac w to temperamentu, bo nikt nie kaze komplementow wykrzykiwac z takimi emocjami jak Hiszpanie, chodzi o sam fakt, a skoro przyznajesz ze nasze spoleczenstwo zostalo wychowane na zakompleksione to jak myslisz w jaki sposob i jakimi gestami? Nie sadzisz ze ta prawda za wszelka cene? Bo jak ja sobie przypomne moje dziecinstwo i komentarze rodzicow, sasiadow, nauczycieli na temat – tamtej co ma krzywe nogi, a patrzy pani ta taki trad ma na gebie a mimo to chlopa ma, a patrzy pani tamta chyba lustra w domu nie ma ze tak sie ubrala, i te spojrzenia i te usmiechy. No po prostu dla mnie to nic innego jak to popierane przez ciebie za wszelka cene zamilowanie do szczerosci ktora ma byc lekiem na wszystko. A ja tylko mowie ze nie widze zeby to szczerosc wlasnie i nie liczenie sie z uczuciami innych byla zrodlem wiekszej pewnosci siebie, wiary we wlasne sily, czy radosci innych nacji – widze ze zrodlem tego wszystkiego sa mile slowa, czesto i bez powodu, dawanie sobie nawzajem milych emocji i wrazen.

          • O matko, naprawdę masz problem, jeśli propozycję wsparcia podczas ćwiczeń rozpatrujesz w kontekście szydzenia. Przykro mi, ale z takim podejściem to ja mogę stracić cierpliwość do dalszej rozmowy. Wszystko sprowadzasz do krytycznych uwag, tymczasem można nie chwalić, a empatycznie podejść do drugiej osoby. Nie porównuj nie okłamywania innych z byciem chamskim, bo tego nie zniosę, to jest słabe i świadczy o tym, że celowo chcesz sprowadzić moje argumenty na płyciznę, a kompletnie nie o to chodzi.

          • Pionierka

            Mówiene ekomukolwiek, że jest gruby czy chudy jest chamstwem, bo po co w ogole takie kome3ntarze? A z zdrugiej strony osoba otuóła chyba zdaje sobie sprawę, z tego, że jest otyła, więc jaki sens ma zadawanie o to pytań otoczeniu?

          • Aggie Cara Boo

            Jesssu Ewka, nie wywlekaj na blogu o dzieciach swoich kompleksów, tylko idź na terapię. Twoje parcie do przekłamywania rzeczywistości i tworzenia sztucznej, różowej bańki, aby tylko komuś było miło jest bardzo niebezpieczne, bo prędzej czy później bańka pęknie a zderzenie z rzeczywistością będzie bardzo bolesne.

          • Weronika

            Czekałam na ten komentarz. Serio. Tylko po to przeczytałam całą dyskusję. U podstaw Twojego swiatopoglądu widzę założenie szczerość=chamstwo=obgadywanie. Mówienie o osobie trzeciej, że ma krzywe nogi, wypryski ale i tak ma chłopa jest obgadywaniem płynącym z kompleksów. Osoby pewne siebie i takie, dla których ich czas jest cenny ani sekundy nie spędzą na takich wrednych ocenach ani komentarzach i jestem pewna, że takich ludzi wychowa Joanna. Ich partnerzy prawdopodobnie też będą podobni i na pytanie Czy moja pupa wygląda w tym grubo odpowiedzą szczerze – Myślę, że w tamtym będzie Ci bardziej do twarzy, a nie chamsko – Tak.
            W szczerości widzisz problemy naszego społeczeństwa, a ja widzę je w braku pewności siebie – w Anglii i Hiszpanii wspominanych przez Ciebie to nie brak szczerości leży u podstaw dobrego samopoczucia ale właśnie autonomia i samodzielność. Czy Hiszpanie dla cudzoziemców w kurortach zrezygnowali ze sjesty? Raczej nie. My teraz mamy 2h odpoczynku, nawet jeśli Tobie się to nie podoba turysto, a potem z przyjemnością obsłużymy Cię z uśmiechem, bo nasze potrzeby będą zaopiekowane.

          • Pionierka

            To, że nie podoba mi się mój nos i może nawet mam jakieś związane z tym kompleksy nie oznacza, że potrzebuję od kogokolwiek bliskiego usłyszeć, że wcale nie jest zadarty. Przecież mam oczy, mam lustro i widzę, że jest.
            Przez sprawianie przykrości rozumiem raczej komentarze typu: ale beznadziejny nos, a nie brak kłamstwa. Doskonale wiem, że nie jestem ładna i jedyne, czego oczekuję od ludzi to brak komentarzy na ten temat. Kłamstw o mojej urodzie nie potrzebuję wcale. Wręcz przeciwnie – obrażają mnie, bo mam wrażenie, ze ktoś mnie uważa za naiwną dziunię, której można każdy kit wcisnąć.

    • Katta Riina Aspaas

      Jak chcesz nauczyć dziecko radości? 😀 Dziecko albo odczuwa radość albo nie. A uczenie dziecka mowienia dzień dobry… czyli co, zmuszanie do mowienia tego? Dziecko uczy się przez naśladowanie. Wystarczy, ze ty bedziesz to robić. Nie wiem co chcesz osiągnąć zmuszaniem dziecka do odczuwania emocji, których nie odczuwa, dla mnie to nie empatia, tylko manipulacja.

      • ewa

        Nie, nie tlumaczmy, nie namawiajmy dzieci do niczego, kompletnie, niech zyja i robia jak czuja, cala socjalizacja dziecka to w koncu czyste nasladowanie i nic wiecej. ech..

        • Tak, zmuszajmy dziecko, żeby podskakiwało i nie myślało samodzielnie, tylko robiło to, co mamusia i tatuś każą. Przecież nie chcemy mieć myślących ludzi w społeczeństwie, tylko marionetki 🙂

          • ewa

            Rozumiem ze nie uczysz swoich dzieci niczego namowami, zwracaniem uwagi, radami, tlumaczeniem? z obawy ze ze nie beda w stanie myslec samodzielnie? Bo wszystko moze byc tylko albo calkiem biale albo calkiem czarne tak? Rozumiem ze twoje dzieci tak sobie zyja obok i WSZYSTKO czego sie ucza to tak same z siebie, przez nasladownictwo – wlacznie z myciem sie, sikaniem w odpowiednie miejsca, itd.
            Dziwie sie naprawde ze tyle milionow dzieci ktore instruuje sie i tlumaczy, zwraca uwage by zachowywaly w okreslony sposob, wychodzi na ludzi, nawet na wspanialych, samodzielnych, inteligentnych wierzacych w siebie ludzi.
            No ale co ja tam wiem, przeciez ty wiesz wszystko najlepiej i jestes nieomylna

          • Ewo, powiedz mi, czemu masz problem z przyjęciem odmiennego zdania? Zdradza mi to twoja gorzka próba zrobienia mi przykrości uwagą, jakobym myślała o sobie, że jestem nieomylna. Zapewniam cię, że świat się nie zawali, z powodu tego, że ty i ja, mamy odmienne zdanie. Ja znam wiele osób [z jedną żyję], które całe życie były pouczane i instruowane i nie wyszło im to na dobre, więc pozwól, że zostanę przy swoim zdaniu. Tym bardziej że jestem u siebie. Ty zawsze możesz oddalić się w bezpieczniejsze rejony 🙂

          • ewa

            Moja uwaga a propos twojej nieomylnosci pochodzi nie tylko z naszej rozmowy ale z tonu ktory zauwazylam ze masz gdy odpowiadasz innym na pytania czy tym bardziej gdy komentujasz czyjakolwiek odmienna odpowiedz. Praktycznie nigdy nie uzywasz slow ‚mysle’, ‚wydaje mi sie’, ‚sadze’, zauwazylam ze gdy ludzie pytaja o cos niepewni ty odpowiadasz tak jakbys byla absolutnie nieomylna ekspertka, ktora wie wszystko i z ktora nie ma co dyskutowac.
            Nie mialam celu zrobienia ci przykrosci a zwyczajnie komentowalam to co widze. Twoje odpowiedzi i reakcje sa zimne, nie znoszace sprzeciwu, autorytarne a gdy ktos ma odmienne zdanie zauwazylam ze zazwyczaj stajesz sie natychmiast zlosliwa i szydzisz, po jakims czasie wymiany czasem miekniesz i cos zwyczajnie lepiej wyjasnisz, lub zareagujesz spokojniej ale twoja pierwsza reakcja jest syk, atak, zlosliwosci i wlasnie nie znoszacy sprzeciwu ton, czy jak powyzej grozby wykasowania komentarzy, jakies nawolywanie do wdziecznosci ze jeszcze sie tego nie zrobilo..nie wiem dla mnie to nie sa dojrzale zachowania, tak jakbys zupelnie nie potrafila rozmawiac, to ty nie akceptujesz odmiennego zdania innych choc zarzucasz to wlasnie mi i widzialm juz twoje podobne rakcje na innych i klotnie z nimi, widzialam jak potraktowalas kilka innych osob tylko dlatego ze mialy inne zdanie.Jak umialam opisalam dlaczego mysle inaczej a w zamian dostalam tylko mase ironi, szyderstwa i zlosliwosci a na dokladke grosby, czuje sie doprawdy jak w podstawowce i mysle ze jesli faktycznie jesli, jak tu gdzies wyznalas, rodzice wychowali cie bez nakazow, uwag, nawolywania, to dzis nie jestes jak dla mnie zadna reklama takich metod wychowawczych. Wrecz przeciwnie bo cechy ktore bija od ciebie to tylko nie umiejetnosc dyskusji, rozmowy, akceptacji zdania innych choc jednoczesnie zadasz tego wobec siebie

          • Ewo, bardzo mi przykro, że odbierasz to w ten sposób, niestety – nie mam na to wpływu i to jakie ty słowa sobie wrzucisz między moje wersy lub jakie intencje jest kompletnie poza moją kontrolą. Bardzo staram się ciebie nie zranić, choć nie jeden raz miałam ochotę dyskusję zamknąć. Siedzę tu i rozmawiam – w zamian dostaję zjebkę, że ty się czujesz tak i siak i ja jestem zła, bo nie chcę się z tobą zgodzić. Ktoś niżej napisał, że zawsze będę tą najgorszą, jeśli bronię swojego zdania – tak będzie, bo mam tu rolę „właściciela” i zawsze nie będę umiała dyskutować, nawet jeśli rozmawiam z tobą od wczoraj w kilkunastu wątkach i tylko czasem postawię granicę, kiedy się zagalopujesz. Godzę się z tym i proszę tylko – wróć, kiedy przestaniesz widzieć szyderstwo tam, gdzie nie ma, ironię tam, gdzie jej nie ma i groŹby tam, gdzie ich nie ma [to jest śmieszne w ogóle – gdybym skasowała twoje komentarze bez ostrzeżenia, byłoby źle, kiedy ostrzegam, że mogę to zrobić – również źle].

            Plus na koniec – nie życzę sobie, żebyś mi pisała, czego żądam, a czego nie – nie napisałam, czego żądam, a skoro twoje komentarze tu są i są dłuższe niż mój tekst, to chyba oczywiste jest, że akceptuję twoje poglądy i zgadzam się z tym, że masz inne zdanie [choć zdania nie podzielam]. To jest naprawdę smutne, że dorosłej osobie muszę tłumaczyć taką oczywistość. Smutne i przykre. Co mogłabym zrobić, żebyś poczuła, że akceptuję twoje odmienne zdanie oprócz zatwierdzenia go w komentarzach? Czy publikacja na blogu by cię usatysfakcjonowała? Oprawienie w ramkę? Wydrukowanie na ścianie? No co jeszcze mogę zrobić, oprócz zostawienia twoich komentarzy na blogu, żebyś poczuła, że one są, widnieją? Zmienić ponad 500 swoich wpisów i wszystkie poglądy, żeby zgodzić się z tobą, byś poczuła się lepiej? Przykro mi – nierealne.

  • Магдалена Собэсто

    Jaskółko, zabrzmi to źle ale uwielbiam czytać komentarze pod artykułami gdy zaczyna być gorąco :D. Tylko, czemu od razu każdy Ci w końcu pisze, że jesteś wredna? Masz swoje zdanie, które bronisz i popierasz logicznie a nie emocjonalnie jak Pani Ewa tutaj. Znam ból nieszczerych emocji które uczyli okazywać. Potworność. Mam psychoterapię by wyleczyć się z niekończącej potrzeby chwalenia i odwdzięczania się za prezenty. Mój syn jak coś dostaje to jest to jego. Wystarczy powiedzieć dziękuję za prezent. Liczy się gest. Poza tym prezenty przechodnie też są spoko 😀 dzięki za kolejny dobry tekst.

    • ewa

      A no widzisz bo ja mialam dom w ktorym do wszystkiego podchodzilo sie zgodnie z prawda i do dzis pamietam bol zazdrosci ktory czulam gdy szlam do domow kolezanek i widzialam z jakim zachwytem rodzice reaguja na rysunek ktory namalowaly czy nawet najbradziej beznadziejny prezent. U mnie byla prawda, bolalo, nie rozumialam, obdzieralo mnie to z czarow dziecinstwa i pamietam ze jako dziecko interpretowalam to w jedyny znany mi sposob- mama chyba mnie nie kocha bo widze ze nie podobaja jej sie moje niezdarne rysunki czy nieumiejetnie wybrany prezent, choc ja dalam z siebie wszystko podczas gdy mamy innych dzieci ze wzruszeniem i radoscia reaguja na wszystko co podaruje im dziecko.

      • Ewo, chciałabym tylko delikatnie zasugerować, że to, że się tak czułaś, nie wynika z tego, że rodzice mówili ci prawdę, tylko z tego, że cię nie wspierali. A wyrażanie lub nie egzaltacji z powodu prezentu nie ma nic wspólnego z krytyką. Choć domyślam się po komentarzach, że nawet wsparcie odbierasz jako chamstwo, co tylko potwierdza teorię, że krytyka i nadmierne chwalenie [tak się cieszyć obcymi kulturami, więc pewnie się wśród nich obracasz] nie daje nic dobrego, bo ludzie są dalej niepewni siebie, jak byli.

      • Tak, tak, zgadzam się całkowicie z tym, że Twoje poczucie, że mama Cię nie kocha nie było spowodowane tym, że mówiła prawdę, a z brakiem jej wsparcia i możliwe, że faktycznie brakiem tej miłości, której potrzebowałaś. Mój mąż jest bardzo szczery ze swoją córką i gdy ona pyta czy podoba mu się jej nowa bluzka ,albo czy podoba mu się co narysowała, a jemu się nie podoba to mówi jej szczerze, że no nie, nie podoba mi się za bardzo. I ona NIGDY nie poczuła się mniej kochana czy nie wspierana. Wie, że zawsze może na niego liczyć, a to czy jej nowy rysunek mu się spodoba nie ma żadnego wpływu na to jak bardzo on ją kocha. Bo jej się ten rysunek podoba i to jest najważniejsze.

      • Магдалена Собэсто

        Przykro mi, że tak się czułaś w dzieciństwie. Brak wsparcia ma wielki wpływ na nasze dalsze życie. Ale mimo wszystko zgadzam się z Jaskółką. Też chwalę mojego synka ale jest jeszcze mały. Poza tym, w macierzyństwie to jest piękne że każdy może być dobrym rodzicem, niekoniecznie musi być tak że podejście stąd musi być dobre dla Ciebie:) na pewno jesteś świetnym rodzicem tylko inaczej podchodzisz do niektórych kwestii. I tyle.

  • Marta Chodzyńska

    Zgadzam się z tym, że nie można namawiać dzieci do radości. Jedyne co można tym osiągnąć, to poczucie winy u dziecka. Często jest chyba tak, że kupując prezenty skupiamy się bardziej na tym, co ucieszy nas a nie nasze dzieci, oczywiście podświadomie. Jednak z częścią o tym, że dziecko, które ma powiedzieć wierszyk za prezent za kilka lat zostanie galerianką jest troszkę na wyrost. W moim rodzinnym domu w święta odwiedzał nas Gwiazdor i wszyscy od najstarszych do najmłodszych musieli zdać sprawozdanie z tego czy byli grzeczni oraz, często grupowo, zaśpiewać kolędę czy powiedzieć wierszyk. Nie dotyczyło to tylko nas, dzieci. A kiedy wszystkie dzieciaki podrosły, prezenty po prostu pojawiały się pod choinką. Nie było u nas tradycji wzajemnego wręczania sobie prezentów i może stąd nie pamiętam takiego typowego „zmuszania” do czegokolwiek. Teraz mój syn, kiedy dostaje podarki na urodziny czy inne okazje po prostu dziękuje. Na szczęście nie spotkałam się z oczekiwaniem od niego wdzięczności i radości.

    • Tu muszę przyznać, że jeśli zasady są dla wszystkich takie same i w formie zabawy, to nie wydaje mi się to straszne, tylko jest po prostu wspólną zabawą 🙂 Inaczej, gdy bawić ma się tylko dziecko i reszta się patrzy 🙂

  • Gosia Cz.

    oooo Matko Twoje artykuły coraz lepsze i coraz bardziej radykalne! Tak trzymać! Ja też mam mieszane uczucia po świętach, i nie zgadzam się z dyskusją poniżej. Co innego uczyć ogólnych zasad uprzejmości i dobrego wychowania a co innego tłumienia własnych uczuć. Mojej córce nie spodobały sie misowe kapcie, nie ma problemu, zwróciłam Mikołajowi czyli Babci, która postara się zwrócic je do sklepu. Można? Można! A za to autentyczna radość z innych otrzymanych prezentów – bezcenna! A wierszyki czy inne popisy za prezenty to nieporozumienie, podobnie jak zmuszanie do jedzenia przy świątecznym stole. Ale to już temat na osobny artykuł…

    • Można. Ale czy komuś, kto dowiedział się, że jego kupiony w najlepszej woli prezent nie został przyjęty i ma go sobie zwrócić do sklepu jest miło, i czy koniecznie trzeba pielęgnować bezcenną absolutną autentyczność reakcji na nie dość piękne kapcie kosztem przykrości i kłopotu babci, oraz czy to należy do „ogólnych zasad uprzejmości”, i czy dorośli również powinni się tak zachowywać, a przede wszystkim, jak również co stłumienie uczuć względem kapci zaszkodziłoby autentycznej radości z innych prezentów, to pytania, które też można sobie zadać.

      • W kraju, w którym mieszkam, bardzo popularną rzeczą jest dołączanie rachunku „prezentowego”, czyli takiego na którym nie ma ceny, ale który upoważnia do zwrotu produktu w razie, jakby się nie spodobał. I ludzie się nie obrażają, jeśli ich prezent zostanie zwrócony. Jak opowiedziałam to na jednej z polskich stron internetowych to zostałam wymieszana z błotem, że jak tak można, że to nie wypada, że chamstwo i rozbój w biały dzień… chociaż przecież nie ja to wymyśliłam ;).

        • Gosia Cz.

          Coś w tym jest bo ja też nie mieszkam w Polsce ale Boże Narodzenie tu obchodzimy. Babcia na szczescie jest racjonalna w tej kwestii i, podobnie jak nam wszystkim, zależy jej aby prezenty NAPRAWDĘ się podobały i były użyteczne a nie zostały rzucone gdzieś w kąt. A kapcie po prostu były niewygodne i niepasujące do nogi, nie będe zmuszać dziecka żeby w tym chodziło, przecież to bez sensu…

      • Aggie Cara Boo

        Docenianie wysiłku za sprawiony prezent jest właśnie tym oczekiwanym odwdzięczeniem się za ten prezent. Dlaczego uczymy dzieci, że mają się krygować, żeby komuś nie było przykro, a nie uczymy ich, że zawsze może się coś niespodobać i odmowa nie jest równoznaczna z policzkiem wymierzonym dającemu. Uczenie dziecka, że ma być wdzięczne mimo wszystko i doceniać jak leci uczy je, że w dprosłym życiu ma zbierać to, co się trafi i nie marudzić.

  • Monika Jasińska

    Myślę, że kontrowersje tego tekstu moze budzić mylenie uczenia dziecka do okazywania czy nawet przezywania radości z otrzymanego prezentu (niezależnie od tego czy mu sie podoba czy nie) od okazywania wdzięczności za otrzymany dar. W pierwszym przypadku próbujemy oddziaływać na uczucia dziecka – by przeżywało tak, jak chcemy. Jest to niemożliwe, a wielokrotne próby uczynienia tego mogą jedynie spowodować, że dziecko przestanie mieć kontakt ze swoimi uczuciami i samo nie będzie wiedziało co ONO tak naprawdę czuje, a nie co powinno czuć (stąd problemy emocjonalne w dorosłości – bardzo upraszczając sprawę). W drugim przypadku zaś chodzi o uczenie empatii, tego, że owszem uczucia dziecka są ważne i nie można ich fałszować, ale równie wazne są uczucia osoby obdarowującej, która (prawie pewnie) miała dobre intencje i chciała uczynić kogoś szczęśliwszym. Moze wiec jednocześnie prezent mi sie nie podobać i moge wyrazić wdIecznosc, docenić wysiłek. Uczenie dziecka, że najważniejsze jest tylko okazywanie prawdziwych uczuć (bez uwzględnienia tego, jak odbierze to druga strona) moze faktycznie prowadzić do wychowania człowieka, ktory jest wpatrzony tylko w siebie. Byc moze to miała na myśli Pani, Pani Ewo?
    Choć generalnie zgadzam się z tym co piszesz Autorko bloga na temat wychowania (w większości powtarzasz tezy Juula i Gonzaleza), rownież czasem coś mnie gryzie w języku jakiego używasz w swoich wpisach oraz komentarzach. Jednocześnie czytam je na własną odpowiedzialność i równie dobrze mogłabym tego nie robić, skoro mi się nie podobają. Ale chyba byłoby mi przyjemniej w atmosferze pełnego przyjęcia czyjegoś odmiennego zdania zamiast odsylania go, aby „oddalił się w bezpieczniejsze rejony”.

  • PaniMyako

    Dużo osób chyba nie zrozumiało przekazu, taki wniosek wyciągam po przejrzeniu komentarzy tu i na rejsie. Ja nie potrafię udawać radości z prezentu, który mi się średnio podoba i piać z zachwytu. No nie potrafię. Zawsze jednak dziekuje i staram się powiedzieć coś neutralnego o tej rzeczy np. O, czerwone kolczyki, dziękuję bardzo! Rozumiem, ze ktoś się starał najlepiej jak umiał, ale nie zawsze się trafi w gust. Z natury nie jestem też bardzo wylewną osobą, więc jakieś takie udawanie emocji nie dziala. Tym bardziej chyba ciężko o udawanie u dziecka. Na pewno będę uczyć swojego bobaska, że nie wolno powiedzieć osobie obdarowującej, że coś jest brzydkie i beznadziejne, tylko, że trzeba podziękować za starania. 🙂

  • Olga

    Dobrze, że u nas ani w jednej ani w drugiej rodzinie nie ma jakiejś dziwnej tradycji mówienia wierszyków za prezent 😉