Czy warto wziąć udział w konkursie na Blog Roku?

Total
0
Shares

Ten tekst piszę dziś, czyli w niedzielę. Jestem teraz poza główną 10 – może okaże się, że w niej zostanę, a może spadnę niżej. Nie wiem. W każdym razie już teraz mam swoje przemyślenia o konkursie i kilka wniosków, którymi chciałabym się podzielić z każdym, kto zastanawia się, czy warto wziąć udział w konkursie na Blog Roku.

 

 

Wbrew temu, co przeczytacie pod swoimi prośbami o głosy, wbrew opinii, że to wszystko oszustwo, głosy kupione, gra nieczysta i inne takie, ja będę obstawiać przy swoim – dla blogera, zwłaszcza początkującego lub średniego, nie ma lepszej formy promocji niż Blog Roku właśnie.  I jeśli nie macie lepszego pomysłu na pokazanie swojego bloga światu, udział w konkursie staje się oczywisty.

 

Dlaczego wzięłam udział w konkursie? 

A z prostego powodu – chciałam poznać Dorotę Wellman. Do śniadaniówek mi nie po drodze, nie lubię też telewizyjnej formuły Miasta Kobiet, ale panią Dorotę cenię i chciałam się z nią spotkać osobiście.

 

Czy warto wziąć udział w konkursie na Blog Roku?

Jest kilka rzeczy, które trzeba wziąć pod uwagę, jeśli zastanawiasz się, czy warto wziąć udział w konkursie na Blog Roku:

 

– praktycznie zawsze dostaniesz komentarz sceptycznie odnoszący się do twojego udziału. Najpopularniejszy “A po ci to?’, wynikający z naszej narodowej chęci do sprowadzenia każdego do średniego poziomu. Tych niżej lubimy podciągnąć, ale kopnięcie w górę znajomego lub kogoś, kogo czytamy, jest już  nie do pomyślenia dla naszego poziomu buractwa. Tak, buractwa. Przepraszam, że inaczej tego nazwać nie potrafię. I tu muszę dodać, że w tym roku nie dostałam ani jednego takiego komentarza [o tym za chwilę].

 

– startując, musisz wypisać się ze snu. Bo, chcąc nie chcąc, będziesz czekać do północy [i  południa] na odświeżenie głosów, żeby zobaczyć, na jakim miejscu aktualnie jesteś.

 

– trochę musisz się otrząsnąć z godności, pozbyć się dumy i zwyczajnie poprosić czytelników o głosy. Reakcje mogą być różne, ale im dalej w las, tym gorzej. Pierwsza prośba jakoś leci, druga też, przy trzeciej, czwartej, piątej już zaczynasz czuć się nieswojo, ale kiedy widzisz, jak mało głosów ci brakuje, prosisz dalej, ryzykując znudzenie tych czytelników, którzy już dawno na ciebie głosy wysłali lub w ogóle nie zamierzają wysyłać i czekają aż ta szopka się skończy.

 

– dlatego dobrze jest jakoś sobie tę kampanię promocyjną zaplanować. Ja postawiłam na filmik i dość różnorodne statusy [mem, jakiś dialog, puszczenie tekstów, po których spodziewałam się, że się spodobają]. Niektórzy tworzą wydarzenia, spotkania. Możliwości są różne i dziwię się, kiedy ktoś narzeka, że ta lub owa gra nie fair, bo zrobiła kampanię w szkole lub wywiesiła transparent. Mogła, to zrobiła. Czemu ty na to nie wpadłaś?

 

– to, o czym już napomknęłam: ludzie nie lubią płacić. Pokusiłabym się dookreślenie, że Polacy nie lubią płacić, ale ufam, że nie tylko nasza narodowość tak ma. Co innego, kiedy muszą coś kupić dla siebie, ale dla kogoś? To naprawdę trudne przekonać czytelników, żeby to właśnie na ciebie tą złotówką zagłosowali. Widziały to potężne fanpejdże, które nie były w stanie zebrać nawet 300 głosów, żeby dostać się do finałowej 10.

 

– to nie jest wstyd przegrać. Jak to mówi Chłop, wstyd to kraść, a nie dostać się do głównej 10 to wynik trochę pecha, trochę twojej komunikacji z czytelnikami, trochę tej naszej niechęci do płacenia, a trochę zwyczajnego zbiegu okoliczności.

 

– ten konkurs pięknie, acz bardzo brutalnie weryfikuje wszystkie twoje znajomości. Już po kilku dniach widzisz jak na dłoni, kto lubi cię na tyle, że chce cię wspierać, że ci dopinguje, że jest z tobą całym sercem. To niesamowite, choć i bolesne. Bolesne szczególnie, gdy widzisz, jak ludzie, dla których ty się poświęcałeś, zarywałeś noce, nie są w stanie nawet dać lajka twojej prośbie, nie mówiąc o wysłaniu smsa. Przygotuj się na to. Po konkursie zmniejszy się liczba ludzi na których prośby będziesz chciał odpowiedzieć “Tak, jasne, pomogę ci”. Ale na pocieszenie powiem, że uwierzysz, że są ludzie, którzy z całego serca dobrze ci życzą 🙂 W tym tkwi piękno i brutalność tego blogowego wydarzenia.

 

– przygotuj swoich czytelników na to, że chcesz startować: to mój błąd, bo sporo osób z zagranicy pisało mi, że gdyby wiedzieli, poprosiliby o przesłanie karty polskiej sieci z Polski [!!!!]. Ale też nie o przesyłanie chodzi. Pisałam o tym na jakimś forum: chodzi o wspólną drogę. Jeśli twoi czytelnicy wiedzą, ile dla ciebie udział w konkursie znaczy lub może znaczyć i czują, że dzięki niemu zmieni się coś w twoim życiu, co wpłynie również na jakość bloga, to wtedy wiadomo, że macie wspólną drogę, wspólne cele, wspólnie chcecie je zrealizować. Ja staram się być uczciwa – zarabiam na blogu, ale czytelniczki wiedzą, że gdybym nie zarabiała, bloga by nie było. A ja z kolei reklamy dobieram lub lokuję i rozmieszczam w taki sposób, żeby czytelnicy wyciągnęli z nich to, co chcą, czego im potrzeba. Czuję, że idę z nimi wspólną drogą. Czuję to teraz, w niedzielę, 28 lutego. Bez względu na to, co się stanie we wtorek.

 

 

I jeszcze raz – czy było warto wziąć udział w konkursie na Blog Roku? 

Oczywiście, że tak. Odświeżam właśnie stronę z wynikami i dalej jestem poza 10. Mam cztery kuleczki, czyli głosy oddało na mnie ponad 251 osób. Niewielka z nich część to rodzina i znajomi, w dużej mierze to głosy czytelników. Patrzę się na maile i czytam wspierające wiadomości. To jest cudowne, wiedzieć, że z taką masą ludzi idę wspólną drogą, że się spotykamy na tym kawałku internetu i dążymy do czegoś wspólnie, że się wspieramy. To wspaniałe, że jedno wydarzenie może tak wiele odsłonić [wspierających i niewspierających], tak wiele uwypuklić, tak mnóstwo ludzi w walce o głosy zjednoczyć. Tak. Nawet jeśli nie wskoczę do 10, warto było. Robię, co w moich silach, żeby kampania była różnorodna, ciekawa i patrząc na odzew czytelników, na głosy, na komentarze, wiem, że mam dla kogo robić to – i wiele więcej. Uskrzydlające.

 

 

 

 

Czy warto było wziąć udział w konkursie na Blog Roku? – po ogłoszeniu wyników

W czasie konkursowej kampanii nie dostałam ani jednego negatywnego komentarza, Matkę Tylko Jedną polubiło na Facebooku ponad 300 osób [z czego tylko 20 odeszło [wszyscy oni w ostatnich 24 godzinach konkursu, na pewno się znudzili :D]. Łącznie dostałam ponad 243 wiadomości [ok. 60 od ludzi z zagranicy, którzy głosować nie mogli]. Uzyskałam ponad 561 głosów, co mi dało 12 miejsce w rankingu [więc się nie dostałam], a jednocześnie dało niesamowitego kopa, bo na 335 zgłoszonych blogów, tylko 13 zdołało namówić ponad pół tysiąca osób  na wysłanie złotówki. A w innych, mniej obleganych kategoriach, z takim wynikiem miałabym bankowe miejsce w 10. Jestem dumna z moich czytelników i niesamowicie wdzięczna.

A z drugiej  strony to przykre, że tak trudno zapłacić czytelnikowi złotówkę – nawet nie za tekst, ale za całokształt pracy blogera. I nie mówię tu o sobie, bo mnie to całe proszenie o głosy męczyło jedynie w wymiarze psychicznego przełamania się i proszenia w ogóle. Pracowałam tyle, co zwykle, pisałam teksty, wyłapywałam dialogi. Nagrałam filmik – ok, ale wszystko w nim poszło nie tak, więc montowanie go nie było czasochłonne. Ale myślę o innych blogerach, którzy masę czasu poświęcali nie tyle kampanii, co w ogóle rozwojowi bloga, a nie dostali nawet 300 głosów… I wiem, że to nie ich wina, tylko tego naszego buractwa i niechęci do płacenia za cokolwiek. Ale to tak na marginesie, bo ja, z tych moich ponad 500 głosów jestem szalenie dumna i mam ochotę wykrzyczeć całemu światu, że z takim wsparciem mogę góry przenosić.

Niezmiennie, wiernie, z ogromną pokorą i świadomością tego, że muszę wam to wynagrodzić – dziękuję. Wam. Jak pisałam już na insta [tutaj]. Mam poczucie, że wygrałam.

Jutro nowy tekst, a co.

Idę się wyspać 🙂

Ach, i jeszcze chciałam podziękować mojej wspaniałej agitatorce Malwinie z Bakusiowo, Kamilowi Newczyńskiemu z SocialTalk za wsparcie, Flow Mumy, Marcie Skrzypiec, Matce Nie Wariatce,  Elwirze z  Jak ona to robi [gratuluję!], Ilonie z Mum and the city [gratuluję!], Pau z 5razones za doping, Szalonookiej [gratuluję!], Hafijii, Buubie, Na przewijaku oraz Matce Wygodnej, Kamilowi z My Pink Plum, Kasi Ogórek z Twoje DIY i o raju, wszystkim, wszystkim, których mogłam pominąć, a których nie mam szans już dopisać, bo Kosmyk chce czytać książeczki.

 

 

A dla gap [tylko mi nie piszcie, że teraz to byście zagłosowali :D] filmik z konkursu:

 

 

Jakie to jest bardzo trudne, tak prosić was o głosy! Pewnie trudniejsze niż wyciągnięcie komórki i wysłanie smsa o treści F11671 pod numer 7124 [za zeta]. No ale, wypadłam z 10, co mogę zrobić? Mogę szczuć dziećmi [ale nie chcą się ustawić], mogę robić nawołujące plakaty [zaciął mi się program], mogę błagać [już to chyba robiłam] mogę wreszcie nagrać filmik, w którym proszę was o głosy… i postanowiłam to zrobić. ..Teraz już widzicie, że proszenie o głosy mi nie wychodzi? No nie wychodzi, kurde! A tak bardzo chcę!PS. Włączcie HD, żeby zobaczyć, jak przytyłam przez zimę.

Posted by Matka jest tylko jedna on 28 luty 2016

You May Also Like