Wiem, jakie to uczucie, kiedy widzisz, że na twoich oczach wali się świat, a ty nie możesz nic zrobić. Pewnie to samo czują dziesiątki tysięcy rodziców, kiedy nie mogą wyjść z domu, bo za oknem mgła, że nie widać nic na metr. Czuję ten wszechogarniający smutek i trochę poddanie, szczególnie kiedy zerkam na kolejny komentarz mamy, załamanej, bo stwierdzającej, że nic już tak naprawdę nie można zrobić w walce o czyste powietrze. Zwykły człowiek nie przyczynia się do jakości tego, co wdychamy. A z samochodu zrezygnować trudno.

 

Mam to szczęście, że mieszkam w miejscu, gdzie jest dość czyste powietrze. W miejscu, do którego część pyłów, o jakich trąbi coraz więcej osób i jeszcze więcej się przekonuje na własnych płucach, nie dotarła. Mocno nawet ograniczyłam epatowanie naszym otoczeniem, bo pod każdym zdjęciem czy filmem z Mazur pojawiały się głosy zazdrości, które dla mnie brzmiały przerażająco: „Zazdroszczę, że możecie wyjść na dwór”. Do tej pory maski na twarzy kojarzyły mi się wyłącznie z dużym krajem w Azji. Od kilku miesięcy regularnie widzę, że chodzą w nich ludzie w większych miastach. I wcale nie jest mi przyjemnie. Tym bardziej gdy słyszę, że żeby mieć czyste powietrze nic nie można zrobić, tylko płakać i narzekać.

 

I mimo że wiem, jak ciężko jest pewnie wielu z was i jak wielu ominęło beztroskie baraszkowanie po śniegu, kiedy liczba pyłów w powietrzu przekraczała normę, to jednak, jako mieszkanka lasu, gdzie bez samochodu jak bez nogi, muszę poprosić o głos w sprawie, która zdaje się mnie nie dotyczy, ale jednak dotyczy każdego z nas.

 

 

Wszystkim, którzy jakimś cudem nie wierzą, nie chcą wierzyć lub nie wiedzą o tym, co się dzieje, polecam dobre teksty: „Smog? Bez spiny jest super!„, „Polskie miasta już w połowie lutego przekroczyły limit smogu” i „Histeria z powodu smogu – jak manipulować ważnym tematem”. Polecam też wpis mojej koleżanki Alicji, która postanowiła zawalczyć o czyste powietrze dla swoich dzieci: tutaj. Czyste powietrze w naszym kraju to mit, niestety.

 

 

Niestety. Pisałam już o tym w tekście „Eko sreko„. Zdaję sobie sprawę z tego, jakie konsekwencje może nieść alarmujący stan powietrza w dużych miastach naszego kraju. Powietrze przecież nie stoi w miejscu, ono krąży, przemieszcza się, pyły, które krążą nad Warszawą jednym prądem czy dwoma mogą dojść nad Bełdany lub spaść z deszczem na nasz dom. Oczywiście, że nie w takim stężeniu jak na Nowym Świecie, ale jednak rykoszetem oberwę lub obrywam. Mimo doskonałego filtru lasów i tego, że mam w miarę czyste powietrze. I trochę złości mnie taki bierny stosunek społeczeństwa polskiego do dość poważnego problemu. Dziwią mnie komentarze typu „Ojej, no ale, co ja mogę zrobić?”.

 

 

Możesz coś zrobić!

 

 

 

Możesz zrobić, kurde, możesz! Możesz się ogarnąć i zacząć żyć trochę bardziej świadomie. I już tu nie mówię o piecu, bo Tomasz Rożek świetnie to wyjaśnił tutaj, ale na każdym twoim kroku masz wpływ na stan środowiska. Każdy twój ruch może zostawić pozytywny lub negatywny ślad. Co zrobić?

 

 

Chcesz mieć czyste powietrze? Ogarnij swoje zakupy 

 

 

1. Ogranicz wyjazdy do sklepów do minimum.

 

Zrób sobie plan posiłków [zobacz: jak zrobić zakupy na cały tydzień i jak zaplanować obiady], kup na zapas przynajmniej na dwa, trzy dni. Rzeczy, których ci brakuje, załatwiaj dzięki aplikacji Listonic. Cała rodzina może mieć do niej dostęp i jeśli któreś jest w okolicy sklepu, może odznaczyć, że kupiło brakujące produkty. Dzięki temu oszczędzisz sobie i światu dedykowanej jednej śmietanie czy kilku bułkom przejażdżki samochodem.

 

[Towar w sklepie też nie bierze się z nieba i ktoś musi go przywieźć. Przypominam sobie, jak moi rodzice prowadzili sklep w tym moim lesie, gdzie do najbliższej hurtowni było raptem 30 km. Mieli już wtedy kontakt z grupami kajakowymi, które spływały Krutynią, a przewodnicy byli w stanie uprzedzić wtedy: „Hej, płyniemy dużą grupą, zaraz zrobimy zakupy”. Mogli, ale nie robili tego. A my, wyjeżdżając po towar rano [60 km  plus kilkanaście jeżdżenia po całym mieście], mieliśmy już w południe pusty sklep i widmo pokonania kolejnych km. Jeśli każdego dnia lubisz wpadać po ulubiony serek homogenizowany, uprzedź sprzedawcę, że lubisz i będziesz go kupować. Oszczędzi mu to kłopotu dowożenia, jeśli akurat zabraknie, po prostu wrzuci twój serek na listę zakupów, które koniecznie muszą być w sklepie.]

 

 

2. Naucz się zamrażać.

 

Ja miałam przygotować specjalny wpis o zamrażaniu, ale czasu mi brakło. Faktem jest, że wielką pomocą w planowaniu zakupów jest zamrażarka, do której możemy schować wszystko – od jajka przez jogurt po pieczywo i gotowe obiady. Zamiast więc w panice pędzić do sklepu po produkty, wystarczy otworzyć zamrażarkę. Dodam, że nieużywana zamrażarka, która chodzi, spala więcej energii. Najwydajniej pracuje optymalnie zapakowana.

 

 

3.Przerzuć się na zakupy online.

 

I to najlepiej w jednym sklepie. Wiesz, czemu? Bo będzie jedna przesyłka. Jeden człowiek podjedzie do ciebie raz, a twoje powietrze wokół domu nie będzie zatruwane wydzielinami z kilku samochodów, a z jednego. No, chyba że masz układy, jak ja. Bo do mnie, z racji bloga, czasem przychodzi tyle rzeczy, że pozwalam kurierom na podrzucenie paczki koledze. Żeby podjechał jeden, a nie sześciu. Mam ich numery komórek, znajdę ich, jakby moje legginsy czy majty nie dotarły. Często też idę na rękę i od razu mówię, że dziś będę wyjeżdżać, więc nie widzę problemu, żeby zostawili u kogoś po drodze. Bo nie widzę. Tak będzie ekonomiczniej. Chociaż zdaję sobie sprawę, że jest mi z tym prościej, bo o wiele mniej u nas nieznajomych. Ale z drugiej strony w mieście kurierzy nie mają aż tak daleko, żeby podjechać, więc też nie trzeba mieć spiny. Niemniej, kiedy wiem, że wyjazd po konkretną rzecz zajmie mi czas i paliwo, wolę ją kupić online. Od dłuższego czasu zamawiam tak też większość suchych produktów spożywczych.

 

 

 

4. Jeśli wiesz, że zużywasz pięć opakować żelu pod prysznic, kup sobie jeden większy.

 

Nie tylko cena będzie niższa, ale i plastiku mniej. Co prawda plastik przetwarza się całkiem nieźle, ale i tak trzeba zużyć energię, żeby to zrobić. Im mniej plastiku, tym mniej energii.

 

 

 

5. Unikaj torebek foliowych.

 

Trąbi się o tym chyba wszędzie, a wciąż widzę sportowców, którzy za zadanie sobie wzięli zapakowanie nawet arbuza do torebki foliowej. Ja sobie dałam spokój z woreczkami foliowymi i pakuję do nich jedynie jabłka, ziemniaki albo jakieś inne drobne warzywa lub owoce, które kupuję w większej ilości [choć staram się często znaleźć opakowanie papierowe]. Kilka papryk, związana włoszczyzna, kiść banana czy rzodkiewek, arbuz, cukinia lub ogórki, zazwyczaj leżą u mnie luzem w koszyku i nikt się jeszcze nie przyczepił.

 

 

 

6. Jak już musisz, wykorzystaj te folie.

 

Ja mam na nie pudełko i często wykorzystuję torebki do zamrażania warzyw lub wędlin od rodziców, do przechowywania guzików tego samego kształtu. Przydają się też na posegregowanie małych pierdółek dzieci, jako kosze na śmieci  w samochodzie czy schowek na brudną bieliznę w torbie podróżnej.

 

 

 

7. Sprawdzaj kraj pochodzenia produktu.

 

Nie kupuję jabłek z Hiszpanii, tylko z Polski. Z jednego ważnego powodu – krótsza droga produktu do sklepu = mniej zużytego paliwa. Swoją drogą, w ciągu ostatniego roku mocno ograniczyłam swoje zakupy do produktów pochodzących z Polski.

 

 

 

8. Zabierz swoje torby i pojemniki na zakupy [więcej przeczytasz u Julii: tutaj. Dla mnie to ma sens.

 

 

 

Chcesz mieć czyste powietrze? Możesz segregować śmieci odpowiedzialnie – nawet jeśli myślisz, że odpady lądują w jednej śmieciarce [zobacz tutaj, czemu]

 

 

 

9. Nie wyrzucaj ubrań do kosza na śmieci.

 

Kosze PCK nie są od parady i nawet jeśli oburza cię to, że część ubrań z koszy trafia do second handu, to pamiętaj, że ktoś te kosze musi utrzymać, ubrania posegregować, wyprać – to kosztuje. A ubrania, które naprawdę nie nadają się użytku są w dalszym ciągu przetwarzane: na ściereczki, włókna do tapicerek, wypełnienia siedzeń, a nawet są używane do wyprodukowania energii. Na śmietniku gniją. W koszach – są dalej wykorzystywane. Wybór jest prosty.

 

 

 

10. Jeśli nie wiesz, co zrobić z nieużywanymi książkami,

 

śpieszę z pomocą: możesz je oddać w punkcie bibliotecznym, gdzie często są półki z tak zwaną wolną książką, możesz je też sprzedać, ja niedługo wystawię kilka pozycji na pewno, możesz też się książkami wymienić, a najlepszym rozwiązaniem: oddać potrzebującym. W internecie są ostatnio dwie ważne akcje: książki dla hospicjum i książki dla domów dziecka. Idealny sposób na zrobienie sobie miejsca na półce i przy okazji dobry uczynek.

 

 

 

A jeśli koniecznie chcesz wyrzucić książkę czy gazetę, oddaj ją na makulaturę. Recykling papieru

– ogranicza zużycie energii o 75%
– chroni 17 drzew przed wycięciem przy produkcji każdej tony (przy produkcji papieru z makulatury używa się tylko makulatury!)
– ogranicza zużycie wody o ok. 60%
– zmniejsza liczbę odpadów
– ogranicza zanieczyszczenie powietrza o ok. 75%

Dodatkowo ponowne wprowadzenie do obiegu stosu gazet o wysokości 125 cm pozwala na uratowanie 6 metrowej sosny. Włókna celulozowe, z których wytwarza się papier mogą być 6-krotnie przetwarzane!

 

 

 

11. Więcej o segregowaniu śmieci na infografice od nanowosmieci.pl.

 

Julka pisze, że nie trzeba myć, rozumiem to, nie ma sensu marnować wody,  ja wolę to jednak robić z ważnego powodu – kosze na worki  na plastik i szkło trzymam na werandzie i kiedy się zbierze trochę brudnych plastików, zaczynają się pojawiać muchy i zwyczajnie mi to brzydko pachnie. Więc myję, ale rozsądnie – kiedy zalewam garnek do odstania robię to myjąc opakowanie po jogurcie, kiedy płuczę jabłko, woda spływa na opakowanie po jakimś deserze. Zresztą znacznie ograniczyłam plastiki, więc i tego mycia nie ma dużo, a wodę staram się wykorzystać do każdej kropli. A teraz infografika:

 

czyste powietrze

 

 

 

 

 

 

13. Możesz oszczędzać światło i nie marnować energii.

 

Oj, a czy ta jedna lampka zapalona na darmo ma znaczenie… – zapytasz. Tak! Jedna lampka razy 10 tysięcy innych lampek to już dużo. Zresztą wieczorami nawet lepiej nam się zaśnie w półmroku niż przy jarzeniówkach zapalonych gdzie się da.

 

 

 

14. Możesz ograniczyć chemię w domu.

 

Większość i tak się da się doszorować wodą z octem i sodą. Środki czystości również ograniczyłam do minimum i korzystam z nich, kiedy muszę. W sumie tylko toaleta, umywalka, prysznic i czasem piekarnik wymaga porządnej ingerencji środków czyszczących. I to nie zawsze 🙂

 

 

 

15. Najpopularniejsze: przesiądź się na rower albo nie żałuj innym swojego samochodu.

 

Pewnie wiesz, że ja jeżdżę moim cargobike od wiosny do jesieni, dzięki czemu do tej pory jakoś nie brakowało prawa jazdy. Gdzie chciałam, tam dojechałam z mniejszą lub większą zadyszką. Ale co jak co – dzieci trzeba zacząć wozić na zajęcia dodatkowe, więc prawko zrobię. Choć zamierzam je wykorzystywać nie tylko dla siebie. Na przykład Chłop rzadko kiedy jeździ do pracy na pusto. A to po drodze zabierze kolegę, który nie musi wtedy używać swojego samochodu, a to sam się przesiądzie do innego znajomego, a swój samochód zostawi w spokoju. Jest dużo możliwości. Gdy chwilowo musiał zmienić miejsce swojej pracy, przez dłuższy czas dojeżdżał busikiem, który jego znajomy kupił z myślą właśnie o tym, żeby dojeżdżać do pracy i przy okazji zabierać znajomych. Po zrzutce na benzynę i naprawy, dojazdy do pracy kosztowały grosze.

 

 

 

16. Hoduj kwiatki i rośliny.

 

Znasz 15 roślin, które oczyszczają powietrze w domu? Poznaj koniecznie i zaopatrz się w nie jak najszybciej. Te rośliny najlepiej pozbywają się zanieczyszczeń powietrza i dzięki temu dokładasz maleńką cegiełkę do walki o spokojne oddychanie.

 

 

 

17. Weź udział w akcji #zlapoddech,

 

która znalazła dość skuteczny  sposób na walkę ze smogiem: listy do posłów i posłanek, które zwracają uwagę na skalę problemu. Szczegóły tutaj.

 

 

 

1,5 roku temu brałam udział w dużej akcji Ministerstwa Środowiska mówiącej o sposobach dbania o czyste powietrze. Potem ministerstwo zmieniło kierunek – szkoda.  Pamiętam głosy, że to już przesada, że na blogach to nawet rząd się zareklamuje. Ale akcję popierałam całym sercem, bo pamiętałam jeden fakt, jeszcze z pierwszej ciąży, którą prowadziłam u dwóch lekarzy – jednego w stolicy prywatnie i drugiego – na Mazurach. W związku z badaniami część czasu spędzałam w mieście, a część w lesie,  a mój lekarz był na tyle rozumny, że zwrócił uwagę na wyniki badań i ich zbieżność z miejscem mojego pobytu. Domyślasz się już, że po trzech tygodniach na Mazurach moje wyniki były o niebo lepsze niż te po trzech tygodniach w mieście? O niebo lepsze. Żeby nie było tak słodko, dodam, że to na Mazurach wylądowałam w szpitalu z komplikacjami w ciąży, ale… to było dwa dni po dłuższym pobycie w stolicy, gdzie kończyłam sprawy na uczelni.

Tak, już pięć lat temu z powietrzem nie działo się najlepiej, już dwa lata temu kładziono na to nacisk w całkiem szerokiej kampanii, której byłam małym ogniwem. Jak bardzo musieliśmy nie zwracać na to uwagi, skoro doprowadziliśmy do tego stanu, że poziom pyłów przekracza wszelkie normy i ja osobiście zrezygnowałam z dłuższego wyjazdu do stolicy, mimo że planowałam taki zimowy urlopik dla starszaka, żeby poznał miasto, w którym się urodził. Chyba lepiej pojedziemy tam na wiosnę.

 

 

 

 

Niemniej, jeśli dalej sądzisz, że nie masz wpływu na czyste powietrze i na to, czym oddychają twoje dzieci, to proszę, przeczytaj ten tekst jeszcze raz i pomyśl, że każda mała rzecz, którą robisz, zostawia ślad. Wszystko ma znaczenie. Butelka w lesie, torebka foliowa na chodniku, tona butelkowanej plastikiem wody – wszystko. Jeśli ty kupisz o jedną taką rzecz mniej albo wrzucisz do odpowiedniego kontenera zrobisz najlepsze, co możliwe – pokażesz swojemu dziecku, że tak się robi, że to standard, że tak się zachowują odpowiedzialni za miejsce, w którym żyją, ludzie. Im więcej dzieci będzie świadomych tego, jak każdy ich czyn wpływa na środowiska, tym większe prawdopodobieństwo, że nasze wnuki będą dorastały w czyściejszym świecie. Ale każdy z nas musi zdobyć się na te kilka drobnych gestów. Może nie uda ci się spełnić wszystkiego. Ale zacznij od jednego, może od dwóch. Na początek. Zacznij myśleć, bo masz wpływ. Największy. Bo będący absolutną podstawową wiedzą.

 

Bo prawdziwa zmiana zaczyna się od podstaw. Kogoś tam na górze rodzice po prostu nie nauczyli, że czyste powietrze jest ważniejsze niż kasa.

 

 

 

 

 

 

  • Magda Kędzierska

    A ja mieszkam pod Krakowem:( czasami smog gorszy niż w samym mieście. I marzę o wiośnie, bo wtedy ludzie nie grzeją więcej, a tym samym nie palą śmieci więc nie ma smogu i to od razu widać. Jak tylko robi się cieplej na zewnątrz to smog jakoś znika.

  • Mieszkamy w podobnym miejscu jak Wy, czystszym, bo chronionym przez zielone płuca. To o czym piszesz niewątpliwie nie podlega dyskusji. Jednak jest coś, co TEORETYCZNIE (bo z praktyką nie ma nic wspólnego) jest już regulowane prawem również unijnym. Mówię tu o tym czym palimy w naszych domach. Świadomość Polaków jest tu tak niska że wręcz przerażająca. Palą się plastikowe butelki, pampersy, opony!!! i wiele innych. A najgorsza jest mentalność ludzi- często nie do przeskoczenia- „bo co mi tam te naukowce bedom gadać”. Walenie głową w mur.

  • Asia

    Ja bym jeszcze dodała kupowanie używanych rzeczy – mebli, ubrań, zabawek, sprzętów rtv i agd itp.

  • Czynności, które wymieniłaś, to podstawa dbania o środowisko. O wiele ważniejszą kwestią jest zwrócenie uwagi na to czym palimy w naszych piecach. Tu najbardziej dobitnie można sobie porównać co produkujemy spalając dany rodzaj opału -> http://www.nie-truje.pl/baza-wiedzy/zagrozenia-dla-zdrowia/co-emitujemy-podczas-spalania Wierzę, że podczas budowy/remontu domów Polacy w końcu nie będę patrzeć na wybór pieców patrząc wyłącznie na koszty zakupu pieca i opału. Dorzucając do tego powszechne przyzwolenie na spalanie czego się chce tworzy się dramat w polskich miastach. Do rad dorzuciłabym jeszcze zgłaszanie każdego podejrzanego, śmierdzącego dymu w naszej okolicy. Widmo kontroli i kar jest niestety najlepszym sposobem na walkę z zanieczyszczeniami. Dla uzmysłowienia znaczenia, jakie ma wybór instalacji grzewczej przywołam z pamięci coś co mnie ostro zszokowało jakiś rok temu. Ok 5% zanieczyszczeń powietrza w Poznaniu (tu mieszkam) jest kwestią transportu, a grubo ponad połowa to właśnie paleniska domowe. Nie mniej cieszę się bardzo, że tematyka ekologiczna pojawiła się na twoim blogu 🙂 Pozdrawiam

  • Asiu, cieszymy się, że możemy pomóc Wam w organizacji rodzinnych zakupów. Dzięki za korzystanie z naszej aplikacji.

  • Twoja lista jest mi bardzo bliska, choć z kilkoma punktami jestem na bakier (nie mam szans na zamrażarkę, niestety, a tym samym do sklepu zaglądamy częściej – ale… sklep kilka kroków od domu 😉 Myślę, że wciąż Polakom brakuje świadomości niekorzystnych zmian w środowisku oraz sposobów na to, by temu zapobiegać…

  • Smog to problem XXI wieku, fajny wpis pomoże chronić nasze dzieci i zadbać o ich wolną od smogu przyszłość 🙂

  • Joanna Baird

    co do tych butelek żelu pod prysznic kupowanego na zapas. Żel to rozcieńczone wodą mydło zapakowane w plastik. Pomyslcie o ile lepiej, taniej, zdrowiej jest uzyc kostke mydla!

  • Marta Rusek-Cabaj

    Puenta jest mega.

  • 🙂

  • Żyjąc zgodnie z poradami z wpisu na pewno będziemy bardziej eko. Z tym, że to nie przełoży się praktycznie w żaden sposób na problem z zanieczyszczeniem powietrza i pojawiający się smog. Po prostu gdzie indziej leży jego źródło, mianowicie powodem jest niska emisja + emisje z transportu. Ograniczanie korzystania z samochodu jest ok, ale to przede wszystkim spalanie różnych paliw stałych (węgla, miałów, drewna) i odpadów jest powodem zatrważających wyników podawanych przez stacje pomiarowe w całej Polsce. Tam, gdzie tych stacji nie ma ludzie żyją często w błogiej nieświadomości.
    Żeby realnie poprawić jakość powietrza w Polsce konieczne są działania systemowe w postaci zakazów i kar oraz wsparcie finansowe (dofinansowanie do termomodernizacji i zmiany źródeł ciepła).

  • Zachęcamy, aby podczas remontu, prac budowlanych dbać o sprzątanie. Takie artykuły bardzo nas cieszą 🙂