Leżysz piąty dzień w łóżku z niemowlakiem, a każde wstanie do łazienki czy po herbatę okraszone jest przeraźliwym rykiem, toniesz w pieluchach, w morzu pieluch, nie wyrabiasz z praniem, spokojny prysznic to marzenie, a czas na kupę traktujesz jak urlop.  Myślisz, że gorzej być nie może, a od kochanych koleżanek słyszysz jedynie „daj spokój, później będzie gorzej”. Przecież małe dziecko, mały kłopot, duże dziecko… wiadomo.

 

Osobiście dotknęło mnie to w ten weekend, gdy wracałam z Blogowigilii, a Adaś, korzystający z Zemsty Niemowlaka [standardowe zachowanie, gdy matka zostawi dziecko na wieczór z kimś innym, charakteryzuje się nieustanną potrzebą wczepienia w rodzicielkę i histerycznym wrzaskiem, gdy ta oddala się nawet na pół metra] był gorzej niż nadmiernie roszczeniowy. Wiłam się między nim, a pieluchą, a jedzeniem, a potrzebą wyjścia na zakupy, a zmęczoną miną Chłopa i w pewnym momencie spojrzałam na całkowicie zajętego sobą Kosmyka. On mnie już zupełnie nie potrzebował. Bawił się sam i bawił się świetnie. Wtedy poczułam, że te wszystkie teksty „później będzie gorzej”, to można o kant tyłka obić.

 

Pisała już o tym  Ilona z „Mum and the city” [wpis tutaj]. Ona to już dawno zauważyła, ja potwierdziłam, ale dogłębnie poczułam to właśnie ostatnio. I mnie, gdy skarżyłam się na nieśpiącego Kosmyka, płaczącego Adaśka czy gdy potrzebowałam standardowego matczynego wygadania się komukolwiek, „pocieszano” słowami, że później będzie gorzej. Później to zobaczę! Nie marudź, bo nawet nie wiesz, jaki koszmar cię czeka.

 

A idźcie w cholerę z takimi pocieszeniami.

 

Jechaliśmy z powrotem do domu, zatrzymując się co 50 km, a to żeby przewinąć Adaśka, a to żeby nakarmić, a to że „nie wiadomo co”, gdy weszliśmy do domu nastąpił sajgon kąpieli, bo wanienka, bo płyn, bo uszka, bo włoski, bo pajac. Potem koszmar nocny i pobudki co godzina, czy na pewno ta wredna matka, co jej wczoraj nie było, jest, że nie uciekła. Bujałam się z Adaśkiem do czwartej rano, patrząc tęsknie na śpiącego słodko Kosmyka, który raz tylko się przebudził, żeby pójść do łazienki, a całą podróż spokojnie obserwował z fotelika, w połowie drogi prosząc tylko o loda z Maca.

 

Później będzie gorzej? Serio? Będzie więcej pieluch, więcej zupek, więcej noszenia, więcej wstawania w nocy, więcej zalegania w łóżku, bo dziecko ma kryzys i chce być non stop przyssane? Hm, nie sądzę. Nie mówię, że te wszystkie zajęcia przy niemowlęciu są jakieś koszmarne, bo jest w nich urok i czasem łapie za nimi tęsknota, jednak skumulowane w dni, które zamieniają się w tygodnie, miesiące, mogą przyprawić zwyczajnie o jakiś koszmarny matczyny dół i frustrację.

 

 

KOSZMAR, KTÓRY WAS CZEKA

Kosmyk w lutym skończy cztery lata. Jest wymagający i ruchliwy, wymaga uwagi, czasu i cierpliwości. Ale. No właśnie… ale potrafi sam sobie zrobić śniadanie, sam umyje ręce, buzię, sam załatwi się w toalecie,  wyniesie mały worek śmieci, przyniesie ziemniaki lub inne warzywa z piwnicy, jest w stanie sam zasnąć, sam się obudzić do przedszkola, sam się rozebrać [z ubraniem potrzebuje trochę pomocy], umie po sobie sprzątać i potrafi prosto wyjaśnić, czego konkretnie potrzebuje, czego chce i jak się czuje. Na samodzielnej zabawie potrafi spędzić ponad dwie godziny, w czasie których sam naleje sobie wody do szklanki oraz sam poczęstuje się jabłkiem. Owszem, jeśli mam z nim jakiś problem, to ten problem przewyższa miarą brudną pieluchę czy kryzys laktacyjny. Ale  i ja ten problem traktuję z większym dystansem, bez szaleństwa hormonów, bez szwów w wiadomym miejscu, bez pękającego od rozbuchanej laktacji stanika.

 

 

Co wy mi chrzanicie, że później będzie gorzej? Z całą moją świadomością, że niemowlęctwo to czas, gdy maluszek jest najpiękniejszy [podejrzewam, że najintensywniej kochany] i najcudowniejszy, z niejaką tęsknotą myślę czasami o czasie, gdy wreszcie nie będzie mnie tak potrzebował na każdym kroku. Że będę mogła usiąść  i napisać tekst bez strachu, że mam piętnaście minut drzemki tylko, że będę mogła spokojnie wyjść na chwilę z pokoju bez obawy, że niemowlak połknie coś, czego w odpowiedniej chwili nie sprzątnę mu sprzed nosa, że wreszcie przestanę trząść portkami, że moje terminy przepadną przez jakieś kryzysy niemowlęce i gorącą potrzebę ssania i noszenia przez cały dzień. Wreszcie – że będę mogła wyjść wieczorem bez strachu o pękające od mleka piersi i o to, czy dziecko wypije mleko z butelki czy nie. Owszem, pewnie za tym czasem zatęsknię i go wyidealizuję [bo już nie wróci], ale jednak będę miała dwie wolne ręce i dość samodzielne dziecko, któremu nie będzie potrzebny stały zapas pieluch, chusteczek, a nosić będę go raz na jakiś czas na dłuższych spacerach.

 

Do wszystkich matek małych dzieci, które przerażone ilością pieluch, wymiocin, prania, noszenia, brakiem snu, brakiem czasu, ciągłą i nieprzerwaną opieką nad niemowlakiem, straszone są „później będzie gorzej”:  Nie słuchajcie tego, kochane, będzie łatwiej, naprawdę! Z dnia na dzień wasze dzieci urosną, nauczą się nowych rzeczy, staną się coraz bardziej samodzielne. Martwić możecie się jedynie tym, że ten czas wam zlatuje, że on mija, że te malutkie rączki być może ostatni raz pacają was po buzi, bo zaraz będą trzymać was za rękę, a potem to już machać z pociągu na wakacje.

 

Później będzie łatwiej. Ciekawiej. Może intensywniej, ale na pewno nie nudno. Czekają na was setki pytań, brudne rączki od farb, upaciane buzie od czekolady, tupot nóżek, radosny śmiech, noga na twarzy nad ranem i obślinione buziaki. Później będzie łatwiej. Z każdym dniem cudowniej. Weselej. Prościej. Nie martw się. Nie dołuj siebie i innych. Weź ze sobą najlepsze wspomnienia z tych czasów, zbieraj je, kumuluj, i zamiast wprawiać w przerażenie kolejne pokolenia, przekazuj wszystkim młodym matkom najważniejszą dla nich informację: później będzie lepiej. Będzie. Nie bój się.


Natomiast jeśli interesują cię wpisy ode mnie, zainstaluj sobie, proszę, aplikację na telefon, gdzie będziesz mogła w każdej chwili spojrzeć, czy nie pojawiają się jakieś nowe wpisy: Tu wersja na Android, a tu na IOS.    Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na facebooku [jeśli chcesz widzieć, co tam piszę],  zawsze też jestem na instagramie, więc tam możesz zerkać, co gadam na żywo ?  dziękuję! A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam [tutaj]. 

 

Zdjęcie: Thomas Hawk