Leżysz piąty dzień w łóżku z niemowlakiem, a każde wstanie do łazienki czy po herbatę okraszone jest przeraźliwym rykiem, toniesz w pieluchach, w morzu pieluch, nie wyrabiasz z praniem, spokojny prysznic to marzenie, a czas na kupę traktujesz jak urlop.  Myślisz, że gorzej być nie może, a od kochanych koleżanek słyszysz jedynie „daj spokój, później będzie gorzej”. Przecież małe dziecko, mały kłopot, duże dziecko… wiadomo.

 

Osobiście dotknęło mnie to w ten weekend, gdy wracałam z Blogowigilii, a Adaś, korzystający z Zemsty Niemowlaka [standardowe zachowanie, gdy matka zostawi dziecko na wieczór z kimś innym, charakteryzuje się nieustanną potrzebą wczepienia w rodzicielkę i histerycznym wrzaskiem, gdy ta oddala się nawet na pół metra] był gorzej niż nadmiernie roszczeniowy. Wiłam się między nim, a pieluchą, a jedzeniem, a potrzebą wyjścia na zakupy, a zmęczoną miną Chłopa i w pewnym momencie spojrzałam na całkowicie zajętego sobą Kosmyka. On mnie już zupełnie nie potrzebował. Bawił się sam i bawił się świetnie. Wtedy poczułam, że te wszystkie teksty „później będzie gorzej”, to można o kant tyłka obić.

 

Pisała już o tym  Ilona z „Mum and the city” [wpis tutaj]. Ona to już dawno zauważyła, ja potwierdziłam, ale dogłębnie poczułam to właśnie ostatnio. I mnie, gdy skarżyłam się na nieśpiącego Kosmyka, płaczącego Adaśka czy gdy potrzebowałam standardowego matczynego wygadania się komukolwiek, „pocieszano” słowami, że później będzie gorzej. Później to zobaczę! Nie marudź, bo nawet nie wiesz, jaki koszmar cię czeka.

 

A idźcie w cholerę z takimi pocieszeniami.

 

Jechaliśmy z powrotem do domu, zatrzymując się co 50 km, a to żeby przewinąć Adaśka, a to żeby nakarmić, a to że „nie wiadomo co”, gdy weszliśmy do domu nastąpił sajgon kąpieli, bo wanienka, bo płyn, bo uszka, bo włoski, bo pajac. Potem koszmar nocny i pobudki co godzina, czy na pewno ta wredna matka, co jej wczoraj nie było, jest, że nie uciekła. Bujałam się z Adaśkiem do czwartej rano, patrząc tęsknie na śpiącego słodko Kosmyka, który raz tylko się przebudził, żeby pójść do łazienki, a całą podróż spokojnie obserwował z fotelika, w połowie drogi prosząc tylko o loda z Maca.

 

Później będzie gorzej? Serio? Będzie więcej pieluch, więcej zupek, więcej noszenia, więcej wstawania w nocy, więcej zalegania w łóżku, bo dziecko ma kryzys i chce być non stop przyssane? Hm, nie sądzę. Nie mówię, że te wszystkie zajęcia przy niemowlęciu są jakieś koszmarne, bo jest w nich urok i czasem łapie za nimi tęsknota, jednak skumulowane w dni, które zamieniają się w tygodnie, miesiące, mogą przyprawić zwyczajnie o jakiś koszmarny matczyny dół i frustrację.

 

 

 

 

KOSZMAR, KTÓRY WAS CZEKA

 

Kosmyk w lutym skończy cztery lata. Jest wymagający i ruchliwy, wymaga uwagi, czasu i cierpliwości. Ale. No właśnie… ale potrafi sam sobie zrobić śniadanie, sam umyje ręce, buzię, sam załatwi się w toalecie,  wyniesie mały worek śmieci, przyniesie ziemniaki lub inne warzywa z piwnicy, jest w stanie sam zasnąć, sam się obudzić do przedszkola, sam się rozebrać [z ubraniem potrzebuje trochę pomocy], umie po sobie sprzątać i potrafi prosto wyjaśnić, czego konkretnie potrzebuje, czego chce i jak się czuje. Na samodzielnej zabawie potrafi spędzić ponad dwie godziny, w czasie których sam naleje sobie wody do szklanki oraz sam poczęstuje się jabłkiem. Owszem, jeśli mam z nim jakiś problem, to ten problem przewyższa miarą brudną pieluchę czy kryzys laktacyjny. Ale  i ja ten problem traktuję z większym dystansem, bez szaleństwa hormonów, bez szwów w wiadomym miejscu, bez pękającego od rozbuchanej laktacji stanika.

 

 

 

 

Co wy mi chrzanicie, że później będzie gorzej? Z całą moją świadomością, że niemowlęctwo to czas, gdy maluszek jest najpiękniejszy [podejrzewam, że najintensywniej kochany] i najcudowniejszy, z niejaką tęsknotą myślę czasami o czasie, gdy wreszcie nie będzie mnie tak potrzebował na każdym kroku. Że będę mogła usiąść  i napisać tekst bez strachu, że mam piętnaście minut drzemki tylko, że będę mogła spokojnie wyjść na chwilę z pokoju bez obawy, że niemowlak połknie coś, czego w odpowiedniej chwili nie sprzątnę mu sprzed nosa, że wreszcie przestanę trząść portkami, że moje terminy przepadną przez jakieś kryzysy niemowlęce i gorącą potrzebę ssania i noszenia przez cały dzień. Wreszcie – że będę mogła wyjść wieczorem bez strachu o pękające od mleka piersi i o to, czy dziecko wypije mleko z butelki czy nie. Owszem, pewnie za tym czasem zatęsknię i go wyidealizuję [bo już nie wróci], ale jednak będę miała dwie wolne ręce i dość samodzielne dziecko, któremu nie będzie potrzebny stały zapas pieluch, chusteczek, a nosić będę go raz na jakiś czas na dłuższych spacerach.

 

Do wszystkich matek małych dzieci, które przerażone ilością pieluch, wymiocin, prania, noszenia, brakiem snu, brakiem czasu, ciągłą i nieprzerwaną opieką nad niemowlakiem, straszone są „później będzie gorzej”:  Nie słuchajcie tego, kochane, będzie łatwiej, naprawdę! Z dnia na dzień wasze dzieci urosną, nauczą się nowych rzeczy, staną się coraz bardziej samodzielne. Martwić możecie się jedynie tym, że ten czas wam zlatuje, że on mija, że te malutkie rączki być może ostatni raz pacają was po buzi, bo zaraz będą trzymać was za rękę, a potem to już machać z pociągu na wakacje.

 

Później będzie łatwiej. Ciekawiej. Może intensywniej, ale na pewno nie nudno. Czekają na was setki pytań, brudne rączki od farb, upaciane buzie od czekolady, tupot nóżek, radosny śmiech, noga na twarzy nad ranem i obślinione buziaki. Później będzie łatwiej. Z każdym dniem cudowniej. Weselej. Prościej. Nie martw się. Nie dołuj siebie i innych. Weź ze sobą najlepsze wspomnienia z tych czasów, zbieraj je, kumuluj, i zamiast wprawiać w przerażenie kolejne pokolenia, przekazuj wszystkim młodym matkom najważniejszą dla nich informację: później będzie lepiej. Będzie. Nie bój się.

 

 

 

 

Zdjęcie: Thomas Hawk

  • Podpisuję się wszystkimi kończynami. Ja za takimi niegramotnymi niemobilnymi robalami nie za bardzo, nie rozczulają mnie stópki, i nawet nie wiesz jak się ciesze, że moja Anka już taka duża. Znaczy roczna 😉 A jak się będę cieszyć, jak już dwa lata skończy. Uuu, będzie impreza.Dla matki oczywiście 😉

  • Magda Dunajová

    Matko Tylko Jedna! DZIĘKUJĘ!!!! Dziękuję Ci za ten tekst! Pocieszyłaś mnie nim ogromnie! 🙂

  • tyszka

    I ja to samo mówię 🙂 Dla mnie pierwsze dni mojego synka w domu a to co mam teraz (6 miesięcy później) to niebo a ziemia. Na początku wyjście z sypialni było mega wyprawą. Spacer z psem na siku lub chociażby do sklepu (max 10min) to już jakaś abstrakcja była. Miałam takie dni, że byłam pewna, że spędze w tej sypialni 12 miesięcy. Na domiar tego dziecko moje gondoli nie znosiło. Wyło jak oparzone.
    Teraz to już luksus. Nawet posprzątam, ugotuje, z psem pójdę. A synek albo leży na macie i coś tam sobie kombinuje, albo siedzi w chuście. Jest łatwiej 🙂

    • Jak ja mojego półrocznego zostawię na macie, to wystarczy się obrócić na (dosłownie) trzy sekundy i jest poza matą, na drugim końcu pokoju… No nie wiem jak on to robi – chyba po kryjomu nauczył się chodzić 😀

      • tyszka

        Jak w 3 sekundy to chyba teleportacja 😛
        Mój synek nie opanował sztuki pełzania/raczkowania. Głównie kręci się z plecków na brzuch i kręci wokół własnej osi 😀 A że mój szalony metraż powoduje, ze mam salon w kuchni i bawialnie pośrodku mam go zawsze na oku (póki co :P).

  • Mój drugi bobas w lutym z bobasa wyrośnie- skończy dwa lata. Nocnik to już pestka, sam zje od roku kanapkę i zupę szufluje sam- choć teściowa uważa, że powinnam karmić :p, ale co tam ja wiem 😉 Powie już kilka słów, których matka nie zrozumie, ale starsza 4- letnia siostra zaraz przetłumaczy. Razem się pobawią, pokrzyczą, pobiją, pośmieją i pojęczą 🙂 Razem już idą przez świat, a matka czuje z dnia na dzień, że już ją mniej potrzebują. Za chwilę starsza pójdzie do zerówki, a dopiero co się urodziła, młodszy pójdzie do przedszkola i bańka maleńkości pęknie 🙁 Na jakiś czas odetchnę, już jest o niebo lepiej, człowiek odzyskał niezależność bez kup w pieluchach, co pół godziny i bez darcia co godzinę w nocy do cyca, dziś choć z gorączką to dłużej pośpią. Wstaną i nawet bajkę w ciszy pooglądają a matka jeszcze godzinę pośpi- zanim krzykną przeraźliwe: JEŚĆ 😀 Będzie lepiej! Będzie 100 razy lepiej!!! 🙂 Aż mi się następnego zechce, ale to może najprędzej za dwa lata 🙂 Jak będzie mi się chciało zrezygnować na jakieś dwa lata z komfortowego życia 🙂

    • Hahaha! Pamiętam przerażoną minę mojej mamy, kiedy dałam Kosmykowi łyżkę i powiedziałam, że on będzie jadł sam 🙂

      • Moja mama wychodziła z pokoju jak widziała, że daję dziecku całego banana do ręki jak jeszcze roku nie miał 🙂

      • pestki

        A ja bym oddała wszystko żeby cześciej chciał sam tą łyżką machać a póki co to tylko jak ma ochotę choć już dwa latka stuknęło.

  • To ja z utęsknieniem czekam na to później. A na razie marzę o pierwszej od ponad roku przespanej nocy (albo chociaż o pół nocy – przygarnę bez marudzenia kilka godzin snu).

  • Tak bardzo prawda 🙂
    Kiedy dzieci były małe nigdy nie chciałam tego przeczekać, wiedząc, że jeszcze za tym zatęsknię. Dzisiaj nie muszę tęsknić do tamtych czasów ani nie wybiegam w przyszłość, znów zachwycając się tym, co jest – a jest jak mówisz 🙂

  • Ania

    Zawsze jak czytam ze „dziecko bawilo sie samo przez 2 h” to lapie mnie mala zazdrosc bo choc moj 5 letni syn jest inteligentym, rezolutnym i w ogole 🙂 dzieckiem to bawic on sie sam nie umie i nie lubi. I choc probowalismy kazdej zachety, prawie kazdej zabawki, gry itd to jego towarzyska natura zawsze wygrywa i laduje przy nas i prosi o wspolna zabawe albo „pomaga” . Za to moj 2 miesieczny syn potrafi 20 min smiac sie i gugac do karuzeli nad lozeczkiem albo spokojnie obserwowac co sie dzieje wokol niego. Takze czasami to sie zastanawiam z ktorym mam wiecej pracy 😉 Niedawno trafilam na tego bloga i podoba mi sie to co czytam 🙂 Pozdrowienia

  • My to aktualnie mamy chwilowy kryzys z moim Don F. Nie wiem, czym to spowodowane, czy osłabieniem organizmu, czy tym, że Baby no. 2 się zbliża do naszego życia, czy taki po prostu okres buntowniczy, ale ciężko strasznie się dogadać z dwu-i-pół-latkiem naszym. Wszystko na „nie”, obiad nie – ma być sucha buła albo kisiel. Jeszcze przyjdzie mi prosto w twarz krzyknąć to „nie”. Nocnik nie. Sprzątać nie. Spacer tak, a za chwilę nie. Tylko tata się aktualnie liczy, wszystko z tatą, mama ma stać w kuchni, wyjść z pokoju, albo najlepiej wyparować. Nie patrzeć na niego, nie mówić, nie dotykać. Dom wariatów dzień po dniu. Ale mimo tego, że jest hardkorowo i często wychodzę z płaczem z pokoju (hormony robią swoje, okiełznanie emocji teraz to jakaś abstrakcja) to doceniam właśnie te same aspekty, o których piszesz. On się już zajmie sobą w dużej mierze, pójdzie do kuchni wziąć sobie bułę czy jabłko, na piętro pójdzie sam znieść sobie kubek z wodą, albo sam sobie naleje, sam się rozbiera, sam się ubiera (czasem z różnym skutkiem), nawet sam do wanny idzie się wykąpać. Z pieluch nie chce co prawda wyskoczyć, ale musimy się w końcu zmobilizować, ale to już nie bobas, problemy są inne, dziecko absorbujące, ale mam na prawdę sporą swobodę. I mogę wyjść na cały dzień bez stresu 🙂
    Co tam zamalowane ściany na wysokości osiemdziesięciu cm, zalane łóżko lakierem do paznokci czy atramentem z naboju do pióra, rozsypany ryż po całym domu albo wywalone trzydzieści jajek na podłogę. Czuję, że jak będzie miał cztery lata to będzie high life 🙂

  • pestki

    Będzie lepiej i jest lepiej. Ja zawsze ogromnie się cieszyłam z każdej samodzielności mojego malucha a na niektóre czekam z utęsknieniem. Może jeszcze nie potrafi się zająć sobą na dwie godziny, bynajmniej jak leżę i nic nie robię co mi się ostatnio coraz cześciej zdarza z uwagi na końcówkę ciąży, ale tak potrafi się sam bawić i już nie muszę go ciągać za sobą do toalety ☺️. I już nie pamiętam jak był taki mały i bezbronny i przeraża mnie nowy maluch, choć jednocześnie wiem, że dam radę, bo raz już przez to przeszłam ☺️. Niestety już kilka razy słyszałam że teraz to się zacznie, że dwoje dzieci to nie jedno, że lekko to było ale już na pewno nie będzie i kurde trochę się obawiam. Ale wiem też, że dzieci szybko rosną, że to minie i zamierzam się cieszyć tym czasem.

  • akaaka

    Dzieki:) popłakałam się czytając. Mam 3.5 miesięczna córkę i jestem ledwo żywa mimo że mała przesypia od miesiąca całe nocki. Oprócz męża nie mam nikogo do pomocy i czasami mam ochotę wyjść z domu i nie wracać. Pojechaliśmy na święta do dziadków na 2 koniec polski i mieliśmy nadzieję że trochę odpoczniemy zarówno fizycznie jak i psychicznie, że nawet uda się nam pójść na miasto czy do kina. Okazało się 2 dnia ze dziadkowie się pochorowali – kaszel, gorączka i opryszczka taka ze pół twarzy spuchnieta jak przy bólu zęba. Także nawet młodej na ręce nie wezmą, a co dopiero zostać z nią sami w domu. Dodatkowo czeka mnie przygotowywanie wigilii dla 7 osób. Od wczoraj wieczorem poplakuje sobie ze zmęczenia kiedy nikt nie widzi. Miały być piękne 1 święta z dzieckiem, a jest totalna masakra i czekam kiedy padne na twarz. Dzięki za przypomnienie ze kiedyś może w końcu będzie lepiej, bo staram się o tym pamiętać, ale czasami to już ogarnia mnie totalne zwątpienie.

    • Pomyśl, że ta malutka córeczka za 2 lata będzie z Tobą razem ciacha piekła i sałatki mieszała. Naprawdę! 🙂 Sama będzie się garnęła do pomocy mamie i stwierdzi jak moja córka, że ona jest moją „pomocnicą” przecież! 🙂

      • akaaka

        Juz sie nie moge doczekac jak bedzie troche bardziej samodzielna i bedziemy razem szalec w kuchni:)

        • Marzenthe

          akaaka, trzymaj się tam dziewczyno! Placz ze zmeczenia to jedna z gorszych rzeczy jakie pamiętam z tego pierwszego okresu. Teraz już 9 miesięcy i może lekko nie jest, ale żeby było lepiej nie trzeba jakiejś wielkiej samodzielności dziecka. Wystarczy że zaczynasz zauważać jego indywidualne cechy, emocje przy znalezieniu na podłodze kolejnego NAJPYSZNIEJSZEGO śmiecia, poczucie humoru, kiedy z zawadiacką miną pcha się tam, gdzie nie powinno… To już naprawdę niedługo! Jak masz taką możliwość to się wysypiaj, chodźcie na spacery, to dobrze robi na mózg i bądź dzielna! Już niedługo będzie lepiej:)

    • Agnieszka Małgorzata

      Jak Ty się Dziewczyno dałaś wrobić w przygotowywanie Wigilii mając tak małe dziecko? 😉 Odpuść sobie trochę, nie wymagaj od siebie tak dużo. I naucz tego innych, przecież nie chcesz po ciuchu tak sobie popłakiwać przez całe życie. Jako mama wymagającego 4,5 miesięczniaka, którego wychowuję de facto sama (mąż non stop w pracy) wiem w jakim możesz być stanie. Gdyby nie gotująca mama, to na wigilie u mnie byłby katering, albo mrożonki, i zero wyrzutów sumienia! Trzymaj się!

      • O właśnie! Nikt z ucztujących nie może chociaż trochę pomóc?

        • akaaka

          Ciocia dzisiaj przyszła i pomogła w przygotowaniach, ciasto i uszka kupiliśmy, została ryba i zupa do zrobienia ale to jutro. Mąż dzisiaj ogarnął dziecko, babcia lepiej się poczuła i czarezerwuj chmury nad wigilia sie rozstapily na szczescie. Niestety poza mną babcią i ciocią reszta ucztujacych to mężczyźni, a oni się nie do końca nadają do pomocy przy przygotowywaniu jedzenia bo nawet nie umieją 🙂

          • O raju, strasznie współczuję choróbska, paskudna sprawa, ale jeśli udało się to jakoś ogarnąć to już jutro będzie lepiej 🙂 Ja dziś miałam kryzys, bo Adasiek miał dziś tryb pół godziny jedzenia, pół godziny spania – koszmar, koło 14 już prawie byłam w histerii, bo wszystko rozgągolone, ale jakoś poszło i zaraz kończę. Ufff 🙂

          • akaaka

            O rany, faktycznie. Nie dziwie się i tak dzielna byłaś ze do 14 dałaś rade ze spokojem.
            U mnie za to dzisiaj zdarzył się wypadek przy obcinaniu paznokci Felicji.. ona ryk bo boli i krew się leje, ja ryk bo ona ryk,bo przerażenie, bo wyrzuty sumienia ze jestem najgorsza matką na świecie:(
            Oby jutro nam wszystkim było lepiej ! Dużo zdrowia i radości z rodzinnych świat dla całej rodzinki życzę 🙂

          • Agnieszka Małgorzata

            Moje nim skończyło 2,5 miesiąca funkcjonowało w trybie: 1,5 h jedzenia, 30 min nie-jedzenia i nie-spania (dzień), lub spania prawie non stop (noc).

      • akaaka

        To nie tak miało być:) mieliśmy przyjechać z młodą na święta, pradziadkowie mieli pocieszyć się trochę najmłodszym w rodzinie, a my z mężem mieliśmy trochę odsapnac, bo w domu nie mamy nikogo do pomocy. 2 dnia po przyjeździe pradziadków rozłożyło choróbsko. Kaszel, gorączka, dreszcze i inne atrakcje. Zostaliśmy wiec z młodą i opieka nad dziadkami, bo wygonilismy ich do łóżka. Dzisiaj już na szczęście antybiotyk poszedł w ruch i samopoczucie sie poprawiło to udało się coś podziałac. To co się dało kupić zamiast robić samodzielnie to zakupiliśmy. Jakoś damy rade. Jak dobrze pójdzie to może się nam nawet uda do tego kina w sobotę albo niedziele wybrać :).
        Podziwiam ze dajesz rade bez męża sienogarnac z dzieckiem. Mój pracuje zdalnie z domu przez 3 dni w tygodniu a i tak po tych 2 dniach co jest w pracy mam tak dość, że czekam z utęsknieniem aż zjawi się w domu żeby móc odpocząć chociaż chwile. Nie wiem czy bym dała rade psychicznie i fizycznie ogarnąć się z dzieckiem 5 dni w tygodniu. Wielki szacunek mam dla wszystkich, które to potrafią 🙂 pozdrawiam i życzę żeby było tylko łatwiej!

  • Beata Wiktoria

    Kiedy moje dziecko miało ok 16 miesięcy a ja byłam chodzącym zombie od wiecznego niewyspania (dwa, trzy razy karmienie cyckiem w nocy) przeczytałam w „Moje Dziecko” (taka gazetka wtedy wychodziła) poradę Andrzeja Samsona, która uratowała to co mi jeszcze ze zdrowego rozumu zostało. Pisał o karmieniu na tzw żądanie. Bardzo krytykował metodę na „przeczekanie” i sugerowanie się godzinami karmienia. Bo to i matka się denerwuje, ze dziecko płacze i dziecko się drze bo takie opuszczone i niepewne. ono tu krzyczy a nikt na niego nie zwraca uwagi. Konkluzja była taka, ze po prostu trzeba przeczekać bo WSZYSTKO SIĘ KIEDYŚ KOŃCZY!! No i przyszedł ten czas, że mogłam przespać CAŁĄ noc. A to zdanie, stało się moim mottem. Więc, moje kochane Matki, WSZYSTKO SIĘ KIEDYŚ KOŃCZY. Dobre rzeczy bardzo szybko (vide czekolada) ale te złe też się kiedyś skończą. I tego sie trzymajmy.

  • Eve S

    Dziękuję za ten tekst. W pokoju obok śpi moje 4-miesięczne, 8-kilowe (kp!) szczęście. Wiem, że muszę iść spać bo czeka mnie jeszcze dyżur nocny z ząbkującym szkrabem. I od wszystkich doświadczonych matek słyszałam, że „zatęsknię” za tymi problemami, które mam teraz. Nieraz dopadały mnie myśli „na co mi to było”. I bywają momenty, które chwytają za serce, ale codzienna orka potrafi je skutecznie zamaskować. Jeszcze raz dziękuję.

  • Patrycja Dziedzic

    Dla mnie nieprzespane noce to był koszmar. Zmęczenie po porodzie, przyzwyczajnie się do nowego trybu. Jak mały podrósł to dopiero się zaczęło… maurdzenie, skoki rozwojowe i nadopiekuńcze koleżanki. Kryzysy laktacyjne też zaliczyłam. Zawsze z femaltikerem bo mi pomagał. No i moja lekarka podtrzymywała mnie na duchu.

  • Sakinimod

    Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija. Mój młody ma ponad 3 lata, a ja i tak najgorzej wspominam pierwsze pół roku, kiedy zostawałam na 10 godzin sama z dzieckiem i wydawało mi się, że w życiu tego nie ogarnę. I jeszcze teksty mojej matki, że czemu ja narzekam, przecież ona miała pracę, dom i naszą trójkę. Strasznie mnie to wszystko dołowało. A teraz myślę, że brakło mi umiejętności poproszenia o pomoc, ale nie w opiece nad dzieckiem tylko żeby ktoś mi obiad zrobił, albo pranie powiesił. A teksty mojej matki to kolejny przykład kobiety, która nie umiała prosić o pomoc i wszystko musiała sama ogarniać. Pewnie, że potem przychodzą różne kryzysy, ale jest zdecydowanie lepiej. Chociażby w kwestii komunikacji 🙂

  • Agnieszka

    Eeee tam ja z rozrzewnieniem wspominam jednak czas gdy młodsza córka była niemowlęciem, to był najlepszy czas w moim życiu chyba 🙂 Chodziłam na spacerki, czytałam książkę w parku jak mała spała, gotowałam pyszne obiady dla siebie i męża bo ona jadła pierś i nie musiałam się przejmować, spała w nocy, no sielanka. A później było tylko gorzej, zaczęła chodzic, wspinać się na meble, wymagać ciągle mojej uwagi, budzic się w nocy, zrobiła się wybredna na jedzenie (mimo blw), jak druga się urodziła to też jak była malutka to można było w chustę, albo w wózeczku spała z drugą się bawiłam i mogłam jeszcze w międzyczasie coś w domu ogarnąć. A teraz mam dwie duże samodzielne i nie wyrabiam, w domu mam brudno, czas dla siebie mam od święta, jak sobie przypomnę wczorajszy wieczór i desperackie próby sprzątnięcia eksperymentów z wodą na które obydwie miały akurat wczoraj fazę tylko każda w innym pomieszczeniu oraz to że nigdy nie wiem co kupic w sklepie i zrobić na obiad żeby obydwie zjadły i żeby nie było sytuacji że godzinę po obiedzie wołają ze są głodne a ja nie mam nic w lodówce… Cały czas się jednak pocieszam że później będzie lepiej… ale jak były malutkie było EKSTRA.

    • Z ciekawości – czemu nie pomagają ci sprzątać? Jeśli mój syn nie sprząta po sobie bądź nie pomaga mi w sprzątaniu, więcej na podobne zabawy nie pozwalam, chyba że „spiszemy” umowę zobowiązującą do ogarnięcia bajzlu po zabawie. I czemu godzinę po obiedzie miałyby dostać coś innego niż resztki obiadu? Nie zjadły, to czekają do kolacji albo dojadają obiad, na litość, kobieto, zajedziesz się przecież, a nie możesz, bo masz, no właśnie, dzieci. Które, zapewnione o twojej dozgonnej miłości, ale trochę jednak muszą się dostosować.

      • iwona

        bo moźe im obiad po prostu nie smakował….? w tej sytuacji wciskanie jego resztek jest niefajne. sama niekoniecznie chciałabym jeśc resztek obiadu. Bardzo restrykcyjne podejście prezentujesz. A i dzieci sa róźne – sa i takie, źe choćbyś stosowała teoretycznie najlepsze metody wychowawcze one są oporne. Mam blixnięte – wiem jak róźne są charaktery dzieci.

        • „Resztki”, czyli to, co zostało z obiadu, a nie jakieś przeżute resztki spod stołu. Jakbyś nie chciała resztek obiadu, to byś zjadła cały obiad. Konsekwencją niezjedzenia obiadu jest albo zjedzenie tego, co z niego zostało, albo czekanie do kolacji. Ja bardzo chętnie „dogadzam” dzieciom i jeśli mam siłę i ochotę mogę pertraktować w kwestii zamienników, gdy im obiad nie smakuje, ale z postu Agnieszki wyraźnie widać, że jest zmęczona, przemęczona wręcz i powinna jakoś tak przeorganizować swój dzień, żeby nie szarpać się resztkami sił dla dzieci, bo będzie przez to tylko jeszcze bardziej zmęczona i jeszcze bardziej wkurzona. Jeśli jej córki mają problem z jedzeniem obiadu, a ona staje na rzęsach, żeby im smakował [dwóm naraz o różnych smakach], to ja nie widzę powodu, żeby ona jeszcze bardziej się dla nich poświęcała, bo już robi dużo.

  • Agnieszka LW

    Super wpis💕mój maluszek ma teraz 5,5 mies. I pomimo ząbkowania, wykrecania się podczas kp, walki o przyrost wagi, ciągłych jekow, noszenia na spacerach, bo gondola juz blee, braku drzemkę w ciągu dnia to i tak jest o niebo lepiej niż na początku. Dziec od początku wymagajacy, płaczący i bezsenny w ciągu dnia, ale ja wierzyłam, że musi być lepiej, choć też usłyszałam od niejednej mamy, że później to dopiero armagedon. Teraz cieszę się z każdego usniechu, nowych umiejętności dziecka i chwilowego niemarudzenia☺ a będzie jeszcze lepiej! 😉