Matka Tylko Jedna

March 25, 2017 at 3:39 pm

Gdy moje dziecko mówi, że mnie nienawidzi, cieszę się, że nie jest bez uczuć

Gdy moje dziecko mówi, że mnie nienawidzi, cieszę się, że nie jest bez uczuć

 

Kiedy powiedział to pierwszy raz, zamarłam. Pewnie też tak miałaś, że na tak mocne słowa zareagowałaś przerażeniem. Co się dziwić. Nienawiść to jedno z najmocniejszych negatywnych uczuć i każdy, kto usłyszy, że jest nienawidzony, czuje, że gorzej być nie może. A co jeśli usłyszy to  z ust dziecka?

 

A ja w sumie nic złego nie zrobiłam, po prostu powiedziałam, że nie pójdziemy na razie nad rzekę. No dobra, wcześniej powiedziałam, że w naszym domu śniadanie nie składa się z czekolady. A jeszcze wcześniej poprosiłam, żeby nie skakał na łóżku. I wybuchło.
 

Moje dziecko mnie nienawidzi

I jestem w stanie to zrozumieć. Był zły, był nawet bardziej niż zły, a nie wiedział, jak swoje emocje nazwać, jak je z siebie wyrzucić. Jak ugryźć mnie tak, żeby zabolało, tak jak jego zabolało, kiedy po raz pierwszy usłyszał, że mój plan jest inny niż jego. To są zwykłe ludzkie uczucia, które nim szarpały, a z którymi nie wiedział, co zrobić. Zresztą i dorośli nie do końca panują nad swoimi emocjami. I padły te słowa.
 
– Nienawidzę cię! Jesteś najgorszą mamą!
 
A ja zamarłam. Czy on na pewno wie, co to znaczy nienawiść? Pewnie wie, bo trochę o tym czytaliśmy. A może zapomniał? A może naprawdę jest tak wściekły, jego uczucie jest tak silne? Patrzyłam się w oczy mojego zapieklonego dziecka i odważyłam się zapytać. 
– Ok. Rozumiem, że mówisz mi to, bo jesteś zły, że nie zgodziłam się na żadne z twoich pomysłów?
– I jesteś najgorszą mamą! Do tego!
– Myślisz, że inne mamy pozwalają swoim dzieciom na jedzenie czekolady, dlatego ja jestem najgorsza?
– Na pewno. Nienawidzę cię. Nienawidzę cię.
 
I w tym momencie mnie olśniło. Z oczu mojego dziecka zionęła czysta żądza mordu, nie znosił mnie, bo nie mógł zrobić czegoś, co chciał. Ja też tak nie znosiłam mojej matki, kiedy mi zabraniała wyjechać gdzieś z koleżankami albo mówiła mi coś przykrego. Po chwili mi przechodziło, ale w momencie, gdy słyszałam, że nie, miałam ochotę roztrzaskać jej coś na głowie. Zastanawiałam się, jakiej metody użyć, żeby tej nienawiści w sobie do mnie nie pielęgnował, jak go od niej uwolnić. I spokojnie zapytałam.
 
– A mocno mnie nienawidzisz?
– Mocno!
– A jak mocno?
– Bardzo mocno!
– Dałoby radę z tej nienawiści wystrzelić mnie na księżyc?
– Pewnie! I na ostatnią planetę – Pluton! On jest mały i byś w ogóle nie miała miejsca! Siku byś nie mogła robić! Ha!
– Ojej. To straszna zemsta. A jakbyś mnie tam wystrzelił?
– Wsadziłbym ci fajerwerki w buzię!
– Jak wsadzisz w buzię, to nie będziesz słyszał, jak krzyczę i nie będzie satysfakcji. Może lepiej w tyłek?
– Oj tak, w tyłek. W pupie będziesz miała fajerwerki i pooolecisz!
 
Wizja mnie z fajerwerkami w tyłku tak nas rozbawiła, że zaczęliśmy się rechotać i pokładać na podłodze. Atmosfera się rozluźniła. W oczach mojego dziecka zagościła radość, ustępująca temu okropnemu błyskowi wściekłości.
– Ja cię kocham, mamo, tylko byłem na ciebie zły, wiesz?
– Oj, to dobrze. Byłoby mi smutno, gdybyś mnie znienawidził.

To stara sztuczka, żeby za pomocą fantazjowania rozładować wściekłość. Sami to robimy, kiedy coś nas rozzłości, imaginujemy sobie, co moglibyśmy wkurzającej nas osobie powiedzieć lub co jej zrobić. Naszych fantazji nie wcielamy w życie, ale samo myślenie o rewanżu nas uspokaja i odechciewa nam się wprowadzać nasze myśli w życie.

Jak bardzo jesteś zła?

Nie pierwszy raz nazwanie uczuć dziecka i ich zaakceptowanie oczyściło atmosferę i pomogło synkowi przejść trudne chwile. Czasem złe emocje wystarczy nazwać.

– Nienawidzę cię!

– Ok, jesteś zły, tak zły, że chcesz mi powiedzieć coś przykrego. Zrozumiałam. Nie podoba mi się, że używasz tak ostrych słów, czy powiedzenie, że cię wkurzam wystarczy?
 – Wystarczy. Wkurzasz mnie!
– O rety? Czym?
 
To jest chyba najlepszy sposób, którego mało kto chce się chwytać. Nazwanie uczuć uwalnia jakąś barierę, która do tej pory stała między tobą a dzieckiem. Pokazuje mu, że nie zbywasz go frazesami, ale autentycznie chcesz wiedzieć, co ono przeżywa. A cały trik pomaga też dorosłym. Nie wiem, czemu traciłam tyle godzin na bezsensowne przepychanki z Chłopem. Wystarczyło raz mu powiedzieć: Jestem zła, bardzo zła. Tak zła, że jakby nie było mi żal talerzy, to bym ci je wszystkie na głowie rozbiła, dołożyła patelnią i tłuczkiem. Zostaw mnie na chwilę, muszę ochłonąć.
 
Wystarczy to powiedzieć, spróbuj: Jestem zła.
 

Masz prawo do złości. I twoje dziecko też!

Masz prawo do złości i to jest jak najbardziej normalne, nie powinno być czymś, co tłamsisz w sobie i starasz się temu zaprzeczyć. Tak samo z dzieckiem. Owszem, ty wymagasz, żeby się ubrało, ale ono nie chce. Wydziera się i wrzeszczy. Powiedz mu, że rozumiesz jego wściekłość, nazwij ją. Zaproponuj jakąś formę rozładowania.
 
– Widzę, że nie chcesz się ubrać. Nie masz ochoty iść ze mną i przykro mi, że musimy to zrobić akurat dzisiaj, gdy nie masz ochoty. To bardzo dla mnie ważne, żebyśmy dziś załatwili tę sprawę, a potem możemy iść na lody.  Ubierasz się sam, czy ci pomóc?
 
Pójdź na kompromis – może nie chce się ubrać akurat w to, co proponujesz, a może dziś, do licha, zostaniecie w domu i wszystko dałoby się na jutrzejszy dzień przerzucić? Ale nie każ tłamsić w sobie uczucia, które samo w sobie nie jest złe. Jest naturalną reakcją, kiedy ktoś nie robi czegoś po naszej myśli. Warto pokazać dziecku [na swoim przykładzie też], jak sobie z nią radzić, zamiast zmuszać do duszenia w sobie. Zresztą często nie ma co dusić, wielkie słowa nie oznaczają wcale katastrofy.
– Nie cierpię babci! Powiedziała, że będę u niej spał, a nie spałem. Głupia jest!
[ w tym momencie większość zakrzyknie – Nie waż się tak mówić, to twoja babcia! Tymczasem z tego zdania wcale nie wyziera chęć obrażenia matki któregoś z rodziców, ale…]
– Przykro ci, że babcia nie dotrzymała słowa?
– Bardzo mi przykro. Miałem u niej spać i tak na to czekałem, a ona powiedziała: nie!
– A wyjaśniła ci, czemu tak powiedziała?
– Bo ma gości i nie będzie mogła się zająć mną.
– Czyli trzeba będzie czekać, aż goście pojadą?
– Tak. Czekać i czekać, nie znoszę czekać.
– No, czekanie jest trudne, też nie lubię czekać. Co zrobimy, żeby szybciej zleciało? Masz na coś ochotę?
 

Bez oceniania

Rozmowa bez oceniania bardzo pomaga uporządkować dziecku w głowie swoje emocje, pomaga je nazwać. Nie oburzajmy się na słowa „głupia”, „wredna”, „niefajna”. My tez ich używamy. Pokażmy dziecku, w jaki sposób można nazwać swoje uczucia inaczej. Przecież dziecko wcale nie myśli, że babcia jest głupia, czuje po prostu zawód, że obiecane spanie u niej nie doszło do skutku. Wcale też nie nienawidzi w takim sensie, w jakim my to rozumiemy. Po prostu to słowo zdaje mu się określać ten ogrom złości, jaka nim kołacze.
A wypuszczenie ich z siebie za pomocą fantazji – uwalnia naszą głowę. Wypuszczenie z siebie złych uczuć, zostawia miejsce na dobre. Nie będzie miejsca na dobre uczucia, jeśli głowa zapełniona jest złymi. Próbowałam to wytłumaczyć w tekście „Czego nauczysz dziecko, odwracając jego uwagę od problemu?”.
Teściowa cię wkurza? Pomyśl, co jej powiesz, połóż ją w wyobraźni na kole tortur i obetnij jej jęzor. Narysuj jej karykaturę i powbijaj jej szpilki w oczy. Niech ma. Wkurza cię mąż? Zamiast rzucać talerzami stań spokojnie, weź kartkę, powiedz mu, że gdyby był tą kartką, to zrobiłabyś to. I rwij, gnieć, memłaj, niech zobaczy, w jakich mógłby być tarapatach, doprowadzając cię do ostateczności.
Wkurza cię dziecko, bo nie chce posprzątać klocków lego? Zamiast wrzeszczeć, stań i powiedz, że widok tych klocków denerwuje i wkurza cię tak bardzo, że albo je, dziecko, posprzątasz, albo będziesz musiał zmierzyć się z istnym wulkanem wściekłości w postaci twojej wyprowadzonej z równowagi matki. Bo tak.  I jak dziecko nie posprząta, to zrób to za nie, wrzucając z impetem klocki do torby i chowając je głęboko w cholerę. Obyło się bez wrzasku? Obyło. [Przynajmniej twojego.]
Albo po prostu wyjdź na spacer do lasu.
 
DSC_0400
 
DSC_0451
 
DSC_0319
 
DSC_0317
 
DSC_0366
 
DSC_0359
hjhjhj
Spodenki Kosmy i koszulka Adasia: Next
Bluza Kosmy i ogrodniczki Adasia: Zara
Buty Kosmy: Bobux
Buty Adasia: jego własne stopy
Mama # , , ,
Podziel sie:     / / /
  • Weronika Raflesz

    Idea posta do mnie przemawia. Też rozumiem, że ludzie mogą być na mnie źli, a dzieci mają mały arsenał środków, żeby to wyrazić skutecznie.
    Ale wizualizowanie, czy zachęcanie do wizualizowania torturowania kogokolwiek mi nie pasuje, moim zdaniem rozwija wyobraźnię w szkodliwą stronę. Myślę, że mniej szkodliwe jest pozwolić wykrzyczeć całą złość, czy wkurzać się na siebie trochę dłużej. To nie jest emocja, którą trzeba rozładowywać w sekundę, dajmy dzieciom czas to przepracować bez oswajania z taką przemocą.

    • A co jeśli dziecko nie chce krzyczeć ani drzeć? Po prostu mówi, że cię nienawidzi i żadna inna forma rozładowania nie wchodzi w grę, bo napotykasz mur? Prościej jest rozładować emocje w ten sposób, wyrazić swoje emocje słownie, a targają nami różne, naprawdę i jeśli jesteśmy na kogoś źli, nie zawsze mamy ochotę podrzeć papier, bo zwyczajnie jesteśmy wkurwieni [myślę, że to dobre słowo]. Wydaje mi się, że większość przestępstw została popełniona przez ludzi, którzy nie mogli wyrazić swoich emocji i dlatego wprowadzili je w życie. Ja wielokrotnie miałam ochotę walnąć Chłopa za coś, co zrobił [moim zdaniem bezczelnego] a pomogło to, że sobie to wyobraziłam. Ania z Zielonego Wzgórza też stosowała tę metodę 🙂 I ani ja, ani ona, jeszcze nikogo nie zadźgała i raczej pokojowo jesteśmy nastawione do świata 😉

      • Weronika Raflesz

        Ania z Zielonego Wzgórza to postać fikcyjna, a przed Tobą jeszcze całe życie ;). 😀
        Pewnie to kwestia innej wrażliwości. Dla mnie takie wizualizacje to oswajanie z okrucieństwem i kreowanie hipotetycznej sytuacji, w której byłoby ono w porządku. A nie jest nigdy, no nie? Pojedynkujemy się na drewniane miecze, udajemy, że strzelam pukawkami do siebie i tak dalej, ale to jest symulacja równej walki.
        Ten mur, o którym piszesz – to jest jakaś forma reakcji na czynnik, który nas wkurza. Dziecko ma prawo się tak obronić. I w końcu wyciągam go zza niego – próbuję z nim gadać, zachęcać do wyrzucenie z siebie, o co chodzi, tak jak w Twoim scenariuszu z babcią.
        Ten motyw z lego też ćwiczyliśmy dokładnie w takim wydaniu :D.

        • Rozumiem. Ty tak nie umiesz 🙂 A mi bardzo pomaga, bo wielokrotnie byłam o krok od zrobienia komuś krzywdy, taka byłam wściekła i m i to pomogło, bo zwyczajnie skupiałam się na myśleniu, a nie na działaniu. Myślę, że zagrożenie, o którym pisze, może dotyczyć psychopatów, ale oni nie mają uczyć i faktycznie planują, a nie spuszczają wentyl. Dziecko czuje różne emocje, może być przerażone tym, jakie formy one przybiera. Ważne jest, żeby wiedziało, że nie jest to nienormalne, że to nie jest straszne. Dopóki zostaje w sferze myśli, oczywiście, jako sposób na rozładowanie.

          • Weronika Raflesz

            Może po prostu nie targają mną aż takie emocje :).
            Zresztą teoretyczne rozwiązania niespecjalnie pomagają mojemu synowi. Zaproponowałam mu kiedyś, żeby „wytupał” swoją złość, tak jak mi sugerowała mama – spojrzał na mnie jak na idiotkę, a mi zrobiło się głupio, że wyszło jakbym próbowała ośmieszyć jego jak najbardziej poważne przeżycia. Także już wolę, kiedy na mnie krzyczy. Ale może nie mam doświadczenia (mój starszy syn jest rok młodszy od Kosmy) i też nigdy jeszcze nie krzyczał, że mnie nienawidzi (i mam nadzieję, że poczeka z tym do wieku nastoletniego chociaż :D).

          • Czekaj, czekaj, a zapytałaś, czy jemu ta forma wyładowania złości w ogóle pasuje? Może to nie chodziło o to, żeby se potupał, ale o to, że w ogóle nie zrozumiałaś, co on chce ci powiedzieć? Coś na zasadzie, gdybyś ty byla wściekła na męża i chciała mu coś powiedzieć do słuchu, ale nie byloby okazji, a on by ci powiedział: dobra, kotek, idź se potupaj i się uspokój. Domyślam się, że możesz czuć strach przed uwolnieniem jakichś emocji, ale może raz czy dwa warto się przełamać. Mój dialog z nienawiścią odbył się raz i od tamtej pory nie było potrzeby tak się „uwalniać”. Po prostu pokazuję mu, że są inne odcienie złości 🙂

          • Weronika Raflesz

            Doceniam, że chcesz mi pomóc. Zapewniam Cię jednak, że nie mam potrzeby. Radzenie sobie z moimi emocjami, w tym negatywnymi, wychodzi mi nieźle. Też nad tym pracowałam, dlatego doceniłam Twój tekst, bo przypomina o tym, że złość to też po prostu emocja i trzeba na nią pozwolić dziecku. I zgadzam się, że trzeba je nauczyć obsługi także tych negatywnych emocji. Nie zgadzam się z Tobą, co do tej jednej metody tylko i o tym rozmawiamy :).
            I tak, – wydaje mi się, to oczywiste – propozycja ode mnie padła w konkretnej sytuacji, gdzie gołym okiem widać było, że emocje są bardzo silne i mój syn szuka jakiegoś ujścia. Teraz trzymamy się rozwiązań dla danej sprawy i z nią powiązanych i to sprawdza się świetnie.
            Podkreślę jeszcze raz – moim zdaniem bardzo potrzebne jest traktowanie złości, czy innych negatywnych emocji jako pełnoprawne i takie same jak inne. I należy dzieci wyposażać w środki radzenia sobie z nimi.

            Ale fajnie, że nam się dupogodziny zgrały i możemy sobie podyskutować :D.

          • Weronika Raflesz

            Pozwolić to złe słowo. Miałam na myśli – pogodzić się, że dziecko będzie ją odczuwać. Te dupogodziny na zastanawianie się są za krótkie :D.

          • Ok 🙂 No, fajnie 🙂 Adasio niedawno zasnął, a przedtem bawił się w bazę z Kosmkiem i mam chwilę, mimo że sama jestem dzisiaj 😀 Super, że z ogólną ideą się zgadzamy 🙂

  • Czytałam o tym parę razy, ale wciąż nie potrafię sobie wyobrazić, że są rodzice, którzy dziecięce „nienawidzę cię” biorą na serio. 😉

  • Podoba mi się Twój sposób :). Gdy moja 7-latka kiedyś mówiła mi, że mnie nienawidzi postępowałam w podobny, jednak ciut inny sposób. Zawsze odpowiadałam coś w stylu „jesteś tak bardzo zła, że aż mnie nienawidzisz!”, ona odpowiedziała załóżmy „tak i jesteś najgorszą osobą na świecie!”, więc wtedy ja, że „i uważasz, że jestem najgorsza na świecie”. I tak dalej, i tak dalej. Po to, by pozwolić jej wyrazić wszystkie emocje i myśli, jakie tam miała, beze mnie zgadującej o co jej chodzi, a dokładnie idącej tylko z tym, co ona mówi. Po 2, maksymalnie 5 minutach zawsze wyjaśniała o co jej tak naprawdę chodziło, jaki miała problem, dlaczego była zła. Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz powiedziała mi coś takiego. Teraz od razu strzela wprost: „wiem, że nie chce ci się jechać do parku, bo jesteś zmęczona wieczorami po całym dniu z April, ale wtedy ja jestem rozczarowana i mi smutno!” a po chwili dodaje „wiem! to może następnym razem pojedziemy w ciągu dnia?” 🙂 Kiedyś napisałam post na ten temat, który końcowo złożył się z trzech części. Nie wiem czy pozwalasz tutaj na podawanie linków do innych stron, ale zaryzykuję, bo myślę, że mogłabyś się tym zainteresować – http://www.againamerica.com/pl/2015/01/17/aktywne-suchanie-czego-sie-nauczyam-i/
    Pozdrowienia!

  • Panda

    Jak ja kiedyś wrzasnęłam do ojca, że go nienawidzę i jest głupi, to powiedział, że mam się do niego nie odzywć, dopóki go nie przeproszę i trwało to jakieś pół roku, bo nie miałam zamiaru przepraszać za coś, co nie było moją winą. Zawsze jak byłam zła, to słyszałam, że mam przestać krzyczeć, przestać być zła, a już zwłaszcza na rodziców. Do dziś nie mogę się wkurzyć na rodziców (a mam prawie 30 lat), do dziś nie mogę się z nimi pokłócić, bo i tak nie mam racji przecież. Kocham ich, dali mi wiele, ale też wielu rzeczy nie zrobili. Nie nauczyli mnie radzić sobie z emocjami, ze złością czy smutkiem. Nigdy przy nich nie płaczę. Czasem ze złości mi się zdarzało, ale i tak wychodziło, że nie mam racji w niczym, nawet jeśli miałam. Niby „rób jak uważasz”, ale zawsze słychać to „ale robisz źle, ja bym zrobiła tak…”. Wylewam swoje żale, ale chyba muszę. Fajnie, że są rodzice, którzy pozwalają dzieciom na emocje.

  • Mój maluch jakoś mi nie mówił, że nie kocha ale złościć się potrafi 😉 NO ale dziś usłyszałam jak koleżanka swoją córkę uspokoiła.
    Córka: chcę do sklepu.
    Mama: Nie mam pieniążków, więc nie pójdziemy.
    Córka: Nie lubię Cię i to bardzo.
    Mama: Przykro mi ale ja Cię bardzo kocham, to wystarczy za nas dwie.

    🙂 Tylko tyle, albo aż tyle 🙂

    • Jak ja lubię takie zasłyszane na ulicy opowieści <3 Szczególnie gdy są takie ładne 🙂

      • Dokładnie 😉 a najlepsze, że to nie pierwszy taki dialog ;D

Facebook
Archiwa