Już piąty rok prowadzę blog i dość często, kiedy napiszę coś lub coś pokażę, odnoszę wrażenie, że część czytelników traktuje mnie jak wariatkę. Ale już się do tego przyzwyczaiłam. Jestem szaloną wariatką, bo nie daję dzieciom kar i nagród, nie chwalę, nie krytykuję, wychowuję w lesie i pozwalam na wszystko, co chcę. I czasem włażę im na głowę. Już oswoiłam się z tym uczuciem i myślałam, że nie zdarzy się nic, co mogłoby sprawić, że poczuję nowy jego posmak. A jednak. Zawsze ktoś mnie musi zaskoczyć.

 

 

 

W niedzielę bodajże czy w poniedziałek… nie pamiętam dokładnie, ale pokazałam na instastory kawałek naszego standardowego wyjścia na spacer. I wrzuciłam zdjęcie z wielkimi kaniami obok naszego domu, napomykając, że grzybów nie jemy. A konkretnie dzieci nie jedzą. I przyszło do mnie. Z całą swoją krasą, z całym dobrobytem inwentarza zapchanej skrzynki mailowej, instagramowej i folderze „inne” na prywatnym fejsie.

 

[Ja mam czasami wrażenie, że żyję w alternatywnym świecie, ale nigdy nie sądziłam, że jest aż tyle lat świetlnych od prawdziwego życia.]

 

I to pytanie, powtarzające się, natrętne, zdziwione…

 

 

CZEMU NIE DAJESZ DZIECIOM GRZYBÓW? SĄ TAKIE SMACZNE!

 

 

I te zdjęcia z dzieciaczkami, trzylatkami, czterolatkami, które grzyby zbierają, jedzą, smakują im. I te opowieści, że lubią, że ja to w dzieciństwie jadłem i nic mi nie było.

 

 

No cóż. Ja też w dzieciństwie jeździłam bez fotelika samochodowego i jakoś przeżyłam. Ale teraz wiem, jak niebezpieczne jest jeżdżenie bez fotelika i nawet moja mama, która nie kupiła mi trzydzieści lat temu tego fotelika [gdzie niby miała go kupić] wie, że bez fotelika dzieci nie jadą i koniec dyskusji. I tak samo jest z grzybami. Kiedyś były najtańszym możliwym smakowitym rarytasem, uważano też, że są wyjątkowo zdrowe. Więc każdy je jadł i bez oporu wpychał dzieciom. A teraz zerknij na te dane. W okresie naszego dzieciństwa, kiedy każde dziecko jadło grzyby, nastąpiło najwięcej zatruć i zgonów spowodowanych… zatruciem grzybami. Przy czym dane te nie obejmują dzieci. Statystyki byłyby wtedy o wiele większe.

 

 

Dane statystyczne dotyczące zatruć grzybami w Polsce są fragmentaryczne, obejmują tylko pewne okresy i dotyczą z reguły zatruć najcięższych (w tym zakończonych zgonem). Wiadomo, że w latach międzywojennych śmiertelnemu zatruciu grzybami uległo w Polsce od 2 do 2,5 tysiąca osób. W latach 1962-1967 zatruły się 2433 osoby, z tego 177 osób śmiertelnie. Z danych regionalnych ośrodków toksykologicznych wynika, że zatrucia grzybami stanowią od 2,8 do 11,3% ostrych zatruć hospitalizowanych w tych ośrodkach. Dane te nie obejmują jednak przypadków zatruć leczonych w innych oddziałach szpitalnych oraz zatruć występujących u dzieci. W latach 1989-1991 w regionalnych ośrodkach toksykologicznych hospitalizowano od 204 do 360 pacjentów zatrutych grzybami. Zatrucia muchomorem sromotnikowym stanowiły od 9,3 do 12,8% tych zatruć. Jednak prawie wszystkie zatrucia zakończone zgonem (90-95%) były spowodowane spożyciem muchomora sromotnikowego i jego odmian (9).

 

Źródło: Czytelnia medyczna

 

 

 

Pominę na razie sam fakt śmierci, dzieci to tylko 30 procent zgonów wśród zatrutych grzybami i tylko co drugie dziecko umarło po zatruciu [najczęściej było ono poniżej 14 roku życia]. Po co o tym pisać, skoro zapewne każdy z nas jest znawcą grzybów i na pewno nikomu nie zdarzy się pomyłka? Tak samo myśleli rodzice sześcioletniego Tomka, dla którego cała Polska swego czasu dopingowała, by przeżył przeszczep wątroby, podobnie jak z czterolatką z opolskiego, która w ciężkim stanie walczyła o życie w Centrum Zdrowia dziecka, podobnie jak niemowlak, który zmarł w Centrum Zdrowia Dziecka, bo… nie chciał jeść zupy grzybowej. Więc mu ją zmiksowano i podano w butelce. Dziecko nie przeżyło [wywiad z lekarką, która opowiedziała o tym przypadku tutaj].

 

 

No dobra, ale medycyna poszła do przodu, nawet jak ktoś się śmiertelnie zatruje, to wątroba się znajdzie, jesteśmy takimi wspaniałymi grzybiarzami przecież. Wiem, wiem, ironizuję, przepraszam. Do rzeczy:

 

 

DLACZEGO NIE PODAJĘ DZIECIOM GRZYBÓW?

 

Bo są ciężkostrawne. Tak, te jadalne. Zawierają chitynę, którą ciężko strawić, osoby starsze i te, które chorują na wątrobę  w ogóle nie powinni jeść grzybów, lekarze odradzają. A dzieci, z o wiele wrażliwszym, młodszym i delikatniejszym przewodem pokarmowym jeść ich nie powinny absolutnie. Czy wiesz, że w treści żołądkowej niestrawione grzyby mogą zalegać do dwóch dni nawet? Podpowiem, że może mieć to bardzo duży wpływ na sen dziecka. Pełny brzuch, uczucie ciężkości raczej nie sprzyja słodkim snom.

 

Andrzej Brodkiewicz:Dzieci w ogóle nie powinny jeść grzybów. Powód jest bardzo prosty. Grzyby zawierają pewne substancje białkowe, które w organizmie dziecka są nietrawione bądź też trawione słabo. Dlatego nawet jeżeli dziecko zje jadalny grzyb, podkreślam grzyb jadalny, może wygenerować objawy jak przy zatruciu muchomorem sromotnikowym.

Źródło: Twoje Zdrowie

 

Bo może się zdarzyć pomyłka. I nie, nie mówię, że eksperci od grzybów pomylą sromotnika z kanią, ale jest mnóstwo grzybów, które śmierci nie powodują, są po prostu trujące i dorosły może sobie pobiegać kilka dni do toalety lub jeździć do Rygi, ale dziecko po takim grzybie normalnie może zejść, jeśli nie otrzyma w porę pomocy. A może jej nie otrzymać w porę, jeśli rodzic stwierdzi, że to tylko biegunka.

 

 

Bo może się zdarzyć prawdziwa pomyłka. Ja, jako mała dziewczynka, może dziesięcioletnia,  lubiłam kanie. I kiedy znalazłam kilka w lesie, zebrałam i położyłam wśród innych kań na suszenie. Chyba mój ojciec zauważył coś i wyrzucił wszystkie, wrzeszcząc na mnie. Cała rodzina się obraziła. Tak. Zerwałam przepiękne śmiertelne muchomory i wrzuciłam niepostrzeżenie do suszenia, nie chwaląc się za bardzo, bo tyle tych grzybów było. Chciałam mieć swój wkład w zbiory. Gdyby przypadkiem ojciec nie zauważył, ususzylibyśmy pięć dorodnych muchomorów i nie pisałabym dla was tego tekstu. Czytelniczki chwaliły się, jak ich dzieci pięknie zbierają grzyby. No cóż. Ja od małego wiedziałam jak kania wygląda. Ale pęd, chęć pomocy i strach, że zgubię się w lesie, zrobiły swoje.

 

[Inna sprawa – moje dzieci rzadko jedzą nawet pieczarki. Młodsze w ogóle, starsze tylko na pizzy i tylko ze sklepu. Bo taka pieczarka też może być pomylona z takim muchomorem wiosennym np. I ja się na takie ryzyko nie piszę, bo osobiście ciężko mi odróżnić.]

 

Ale dobra. Załóżmy, że naprawdę znamy się na grzybach albo mamy specjalistę, jak mój ojciec, to czemu do jasnej ciasnej nie dam dziecku spróbować podgrzybka albo kurki? Bo nawet jadalne grzyby mogą zaszkodzić. Tak, dorosłemu też, ale dorosły może po prostu częściej będzie latał do kibelka, bo jego organizm jest taki jak ów dorosły, czyli dorosły. Organizm dziecka jest przede wszystkim dwa albo trzy razy mniejszy i do tego bardzo wrażliwy, szczególnie na toksyny, jakie wytwarzają się w warunkach złego przechowywania grzybów albo złego ich zbierania.

 

  • Kiedy mamy grzyby stare albo nadjedzone przez zwierzęta. Z tym w ogóle wiąże się mit, że skoro zwierzę zjadło jakiś grzyb, to pewnie on jest dobry. Ale to, co może zjeść ślimak na przykład, może otruć człowieka. A nawet jeśli nie, to na taki nadgryziony grzyb działają bakterie, uwalniając toksyny, niebezpieczne szczególnie dla dziecka.
  • Kiedy zbieramy grzyby do plastikowych koszy, foliówek czy innych siatek z nienaturalnego materiału. W wyniku zaparzenia uwalniają się toksyny i lekkie dla dorosłego, poważne dla dziecka  – zatrucie jest gotowe.
  • Grzyby są zbyt długo przechowywane.Po dwóch dniach w lodówce można je spokojnie wyrzucić, ale nie, po co, bo się zmarnują. Ciarki mnie przechodzą, jak widzę turystów, którzy zbierają grzyby i je zostawiają na przeczekanie. W plastikowym kuble, na słońcu, brrr. Ciarki mnie przechodzą, jak widzę stragany przy drodze z grzybami. Może i w kobiałkach, ale jednak przy drodze, z ołowiem pod ręką, na pełnym słońcu. Żeby zebrać tyle grzybów, co oni mają, trzeba naprawdę wcześnie wstać, a na trasie Zgon-Warszawa widziałam ich i o 14 i o 18… Smacznego. Swoją drogą podziwiam odwagę ludzi, którzy kupują tak grzyby. Nawet nie to, że one potem kiszą się kolejne godziny w aucie. Ale to, że ufają obcym ludziom z drogi. Przecież w tej kobiałce może być wszystko!

 

I tak. Głównie te powody sprawiły, że zrezygnowałam z grzybów. Sama chodzić nie mam kiedy, żeby kupić od obcego czy nawet znajomego – nie mam zaufania. Żeby od razu zabrać się do obrabiania tych grzybów – nie mam czasu między pracą a dwójką chłopców, a wiem, czym grozi zostawienie ich samych sobie [grzybów, choć chłopców też].  W każdym razie, jako że chłopcy nie jedzą i nie zjedzą na razie, dla mnie samej zbieranie grzybów i marynowanie, suszenie, przygotowanie, to zwyczajnie za dużo roboty. Zjem czasem coś u mamy albo kupię sobie dla smaku gotowca. Czasem Chłop kilka przyniesie albo kupię od bardzo zaufanego znajomego i jeszcze ojcu pokażę na wszelki wypadek. Porobię trochę dla znajomych i tyle. Nie zamierzam ryzykować zdrowia i życia moich dzieci, lubię kiedy zasypiają spokojnie po zdrowej kolacji i lubię, kiedy są zdrowe i żyją. Mimo wszystko 😀

 

Kiedyś będą mogły spróbować grzybów, jak skończą 10, może 12 lat. Dużo zależy, jak bardzo będą duże. Choć kiedy czytam o kolejnych zatruciach i grzybowych wpadkach, mam ochotę powiedzieć, że dostaną swoją pierwszą zupę grzybową po 18. Na własne ryzyko. I własny rachunek.

 

 

 

 

PS Tak, ugotowane w zupie grzyby też nie są zalecane dla dzieci.

PS. 2 Ja nie jestem taka mądra, jak wam się wydaje. Po urodzeniu pierwszego dziecka w ogóle nie myślałam o grzybach, czy je dawać,czy nie.  Moją uwagę wzbudził artykuł na jakimś blogu [sic!], a potem jakiś przypadek silnego zatrucia dziecka rozgłoszony w telewizji sprawił, że zaczęłam pytać lekarzy i czytać.

PS 3 Tak, dziecko przeżyje święta bez grzybów. Moje przeżyło cztery takie święta i jadło. Na początku mleko, potem sałatkę, barszcz bez grzybów, rybę. Nie musiało próbować wszystkich potraw, na litość, taki maluch rzadko zje w całości jedną dorosłą porcję!

PS 4. Zainteresowanym tematem żywienia polecam serdecznie blog Ani Makowskiej – tutaj, oraz jej konferencje o zdrowiu – tutaj. Obserwujcie ją, bo za każdym razem, kiedy robi takie spotkanie, ma pulę biletów do rozdania dla osób niepełnosprawnych oraz rodziców dzieci niepełnosprawnych, więc bądźcie czujni!

  • Karolina Kulczycka

    My tez nie jemy, ani rodzice ani dzieci. Bezwartosciowe, ciezkostrawne, uhh po Co sie meczyc?

    • Joanna Kowalik

      O matko, mit o tym, że grzyby są bezwartościowe nie zginie widać nigdy…

      • Olga

        Joanna – pewnie kiedyś upadnie 😉 ja nie jadam grzybów bo nie lubię, ale wiem, że to mit 😉 to raczej Ci co jadają też powinni to wiedzieć 😉

      • zoltenogi

        Bo grzyby są bezwartościowe. Nie zawierają witamin ani minerałów. Taki typowy – lub nietypowy – błonnik.

    • Dla mnie mitem jest ich cieżkostrawność, dobrze czuję się po nich i tyle. Choruję po cytrynie i mi nikt nie wmówi, że jest zdrowa. Wszystko jest kwestią perspektywy.

      • Jaki argument <3 Liryka absurdu i teorii opartych na "mi nie zaszkodziło, więc jest zdrowe" <3 Ja się świetnie czuję, jak zjem szklankę cukru przed snem! I nikt mi nie wmówi, żadne badania naukowe, żaden skład i nic kompletnie nic, że nadmiar cukru jest zły!

  • Olga

    My też nie jemy grzybów. Tj dziecko nie je i na pewno nie będzie jadło do ok. 10rż , ja nie jem bo nie lubię i nawet w Wigilię z kapusty wybieram, mąż je na Święta lub u kogoś czy w knajpie, bo ja nie lubię więc nie robię a jemu samemu się nie chce. Pieczarek (kupne) nasz 2 latek spróbował z 3 razy, ale na razie nie jest do nich przekonany a my mamy je z 1-2 razy w miesiącu na pizzy lub czasami do jakiegoś kotleta… Za to na grzybach w tym roku byliśmy i synkowi podobało się zbieranie. Grzybki dostała babcia 😉

  • Brawo za wpis!
    Mój synek na przykład stwierdził, że on grzybów nie lubi – w przedszkolu czasem mają zupę grzybową – i co – i nie walczę, ma prawo nie lubić, ma prawo do własnego zdania, a córce 1,5-rocznej grzybów nie daję, chociaż teściowie czy dziadkowie nie rozumieją. Nie mój „problem”!

    Co do PS 3 – kiedyś byliśmy na wigilii u moich teściów. Syn miał może 2 albo niespełna 3 lata… I teść rzucił hasło, że młody ma spróbować KAŻDEGO dania z 12, bo to przecież tradycja. Walczyłam i wywalczyłam, że nie. Ba, więcej! Sama nie zjadłam wszystkich! Pamiętam, jak skończyło się to kiedyś – jak pierwszy raz byłam na wigilii wtedy jeszcze nie u teściów, ale po prostu rodziców narzeczonego… O 3 w nocy obudziłam się z okropnym bólem brzucha i do 5 siedziałam na kibelku. MASAKRA. To nie służy niczemu, tym bardziej małemu dziecku… Ale… ech… weź tu tłumacz…

  • Z racji zacięcia naukowego robiłam sobie mały research anglojęzyczny odnośnie rekomendacji żywieniowych dzieci w kontekście grzybów i szczerze mówiąc nie znalazłam zaleceń, czy to WHO czy innych organów, by dzieci nie spożywały grzybów poniżej pewnego wieku. Co więcej, grzyby są zalecane jako element zdrowej i zróżnicowanej diety, mogą być dobrym źródłem np. witaminy D czy niektórych mikroelementów. Przykładowo w rekomendacjach australisjkich dotyczących żywienia zbiorowego w placówkach opiekuńczych typu przedszkole proponują przepisy potraw zawierających właśnie grzyby: http://www.health.nsw.gov.au/heal/Publications/caring-for-children-manual.pdf źródło, żeby nie było. Wydaje mi się, że grzyby mają bardzo kiepski PR w związku własnie z zatruciami, wynikającymi przede wszystkim z ryzykownym zbieraniem grzybów nie do końca dla nas znanych oraz niedopilnowaniem dzieci. Nie mówię, że trzeba nagle zacząc się opychać grzybami, ale rozsądne spożywanie z pewnego źródła raczej nie powinno zaszkodzić.

    • Co to jest pewne źródło? Handlarz? Babcia? Ojciec? Baba ze straganu? I co to jest rozsądne? Bo dla mnie to tabliczka czekolady, która dla kogoś będzie szaleństwem. Ogólnikowe trochę, prawda?

      Czemu u nas grzyby mają „kiepski PR”? Mają bardzo dobry. Wciąż jesteśmy w czołówce krajów z największymi zbiorami grzybowymi. I w tym jesteśmy wyjątkowi.

      Czemu nie ma zagranicznych badań nad grzybami? Bo nigdzie nie je się ich aż tyle, co u nas. Pozwolę sobie zacytować:

      „Sytuacja zmienia się radykalnie po przekroczeniu zachodnich granic kraju. Warto więc zapoznać się z „leśnymi zwyczajami” panującymi w krajach leżących na zachód od Odry. Jeżeli chodzi o naszych sąsiadów, to Niemcy są bardzo ostrożni i najczęściej kupują grzyby po prostu w supermarkecie. Rzadko wybierają się do lasu. Prawo określa, że z grzybobrania mogą przynieść do domu tylko 1 kg owocników na osobę. W sąsiedniej Austrii każdy land samodzielnie wyznacza granice prawne dotyczące zbierania grzybów. Najczęściej dopuszczalne jest grzybobranie w godzinach od 7 do 19 w miesiącach od czerwca do października. Możliwe jest zebranie maksymalnie 2 kg grzybów na osobę. Ponadto prawo zakazuje organizowania zbiorowych grzybobrań.

      Grzyby królowej i borowiki po francusku

      W Holandii przez to, że od wieków królowa jest właścicielką lasów i co za tym idzie, wszystkich leśnych dóbr, mieszkańcy tego kraju nie mogą zbierać grzybów na własny użytek. Nie mają więc w zwyczaju przechadzek po lesie z koszykiem w ręku, a samo zbieranie grzybów to z ich punktu widzenia niszczenie lasu. Co prawda nie ma oficjalnego zakazu zbierania, ale widok grzybiarzy w holenderskich lasach jest niezwykle rzadki.

      Z kolei w Belgii grzybobranie jest zabronione pod karą mandatu. Podobnie jest jeśli chodzi o leśne rośliny i zwierzęta, a więc wszystko co znajduje się w lesie jest chronione. Ścisła regulacja i kontrola w tym zakresie sprawia, że Belgowie nawet nie próbują zbierać grzybów.

      w Gironde w południowo − zachodniej części kraju roczne pozwolenie na zbieranie grzybów kosztuje 120 euro
      Mniej restrykcyjne przepisy od belgijskich i holenderskich panują we Francji, gdzie grzybobranie ogranicza jedynie prawo własności. Francuz, który chce wybrać się na grzyby musi najpierw sprawdzić, do kogo należy las. Zabronione jest wchodzenie na zalesiony teren prywatny, jednak w zwyczaju utarło się, że można to robić pod warunkiem uzyskania zgody od właściciela. W lasach publicznych pozwolenie wydają leśnicy. Najczęściej, by wybrać się na grzybobranie należy uiścić odpowiednią opłatę, np. w Gironde w południowo-zachodniej części kraju roczne pozwolenie na zbieranie grzybów kosztuje 120 euro, w innych regionach ceny są nieco niższe. Zebranych grzybów nie wolno sprzedawać, a więc zbiera się je wyłącznie na własny użytek.

      Natomiast wychodząc na grzyby we Włoszech trzeba mieć legitymację grzybiarza, której cena waha się od 20 do 50 euro. Coraz więcej regionów wprowadza także, oprócz legitymacji, obowiązek posiadania zaświadczenia o odbyciu kursu mikologicznego (kurs nauki o grzybach). Nad tym, by grzybiarze przestrzegają przepisów, czuwa włoska straż leśna. Jeżeli złapią grzybiarza, który nie będzie miał ważnej legitymacji, to mogą go ukarać mandatem o wysokości nawet do kilkuset euro.

      Nieco inaczej wygląda sytuacja na północy Europy. Anglicy mogą zbierać grzyby, ale tylko 1,5 kg na osobę. Za złapanie grzybiarza z większą ilością grozi mandat. Poza tym ewidencja grzybów chronionych różni się nieco od polskiej. U nas np. ozorki dębowe są chronione, a Anglicy mogą je zbierać. Z kolei mieszkańcy Skandynawii nie mają w zwyczaju zbierania grzybów, a powód jest prozaiczny − grzyby im po prostu nie smakują. Zwłaszcza w Norwegii jest ich mnóstwo, lecz nikt ich nie zbiera. Nie ma zakazu zbierania grzybów, dlatego tereny skandynawskie to prawdziwa gratka dla polskich grzybiarzy, jednak należy pamiętać, że Norwegowie bardzo dużą wagę przywiązują do porządku w lesie. ”

      Obszerny cytat stąd: http://www.ekologia.pl/srodowisko/przyroda/grzyby-w-polsce-i-w-europie,13043,3.html

      W innych krajach jest też inna kultura jedzenia, inne przysmaki i te grzyby nie są podstawą diety jak u nas. Chyba tylko u nas doprowadzone to jest do tego, że grzyby wciska się wszędzie. Czemu? Bo możemy. Nie ma limitów, lasy są otwarte, nikt nas nie sprawdza, nikt niczego nie uczy 🙂 A jeśli chodzi o WHO… cóż, nie bez powodu podkreślam, że NAWET WHO coś zaleca. Skoro już na to wpadli, to znaczy, że zauważyli problem. A witamina D? Lepiej strawię pół godziny na słońcu albo suplement. Serio.

      • Po pierwsze jest dosyć sporo badań zagranicznych nad grzybami właśnie opisujących ich jakość odżywczą, zawartość minerałów, charakterystyczne właściwości antyokksydacyjne itd.
        Co więcej, w publikacjach zaczyna się wskazywać na grzyby jako produkty prozdrowotne.
        Nie zgodzę się że u nas grzyby są podstawą diety, popatrz na kraje azjatyckie czy niektóre afrykańskie gdzie grzyby bywają często zamiennikiem białka zwierzęcego.
        Naprawdę czujesz że ktoś wciska ci grzyby? Serio?
        Kolejna rzecz – jeżeli WHO nie wprowadza jakiś rekomendacji wiekowych co do spożycia grzybów to jest to dla mnie jakiś tam wyznacznik duzo bardziej wiarygodny .niż ciągle powtarzanie przez wszystkich (nie mówię tu do ciebie personalnie) jakie te grzyby są straszne i w ogóle.
        a cały cytat który przytaczasz nie stanowi clue problemu w mojej opinii bo tu nie chodzi o prawne kwestie grzybobrania i korzystania z pożytku lasu ale o to by zwracać uwagę na to ci się ma zjeść. Dla mnie wiarygodnym źródłem będą grzyby kupione w sklepie, najczęściej suszone leśne lub pieczarki oraz jeden czy dwa gatunki które umiem rozpoznać. Czego nie znam lub nie jestem pewna – nie biorę. Od baby – nie biorę. Zepsutych – nie biorę. No i kurczę nie napiszę ci jaka dokładnie wartość jest rozsądną, bo trochę odbieram to jako czepianie się.
        I tak. Grzyby u nas mają kiepski PR – wpisz sobie w Google po angielsku od kiedy dzieci mogą jeść grzyby. A porem porównaj wyniki polskiego wyszukiwania. Różnica jednak jest spora a nie sądzę by cały zachód był tak strasznie opóźniony.

        • Wybacz, ale jeśli Rzecznik Praw Dziecka i większość lekarzy odradza jedzenie grzybów przez dzieci to ja w to wierzę, a nie w badania zagraniczne, których na oczy nie widziałam. Jasne, że grzyby mają wartości odżywcze, tego nie trzeba udowadniać, jakieś tam mają. Można je zastąpić lżejszymi przekąskami spokojnie. Natomiast szperając w internecie nie znalazłam wielu wzmianek o zatruciach grzybami za granicą. A u nas rokrocznie umiera jakieś dziecko właśnie przez grzyby, a hospitalizowane są setki, jeśli nie tysiące. Więc wybacz, że nie zaufam twoim znaleziskom, tylko lekarzom. Polskim. Którzy leczą polskie zatrute grzybami i to jadalnymi, dzieci. Dziękuję.

          • Marco

            Większość? Seriously? Przecież to najczystszej wody prywatne „chciejstwo”. Twoje, gwoli ścisłości.
            Grzyby są złe? A samochody, noże, pirotechnika, tłuczone szkło, transport publiczny.
            Grzyby w porównaniu z każdym z powyższych to pikuś, promilek, błąd statystyczny…

        • konishiko

          Ekhm, chcialam zauwazyc ze te wszystkie badania opieraja sie na grzybach hodowlanych, czyli pieczarkach, boczniakach i tym podobnych.Na Zachodzie w zasadzie grzybow lesnych sie nie jada, poza moze Francja i bardzo eleganckimi restauracjami. Wiec mowimy o czyms zupelnie innym.

      • Agnieszka Kowalska

        Mój mąż jest Turkiem i zawsze mówi, że zbieranie grzybów to nasz narodowy sport 🙂 Także PR jest.

  • Seso

    Hmm, to pewnie argument z gatunku „ja jadłem i nic mi nie było” ale żyję w rodzinie grzybowych nałogowców, co to na spacer nie pójdą bez oglądania się po krzakach, więc przesadą wydają mi się ten lęk przed zjedzeniem grzyba starszego niż tuz po zerwaniu. Bo idąc tym tropem to marchewki mają śmiertelny pestycydy, ziemniaki neurotoksynę a mięso to same antybiotyki 😉 Dzieci nie powinnyich jeść, wiadomo, bo enzymów z grzyba nie trawią.

  • Odkąd znajomy lekarz powiedział po stażu na toksykologii, że nikt z personelu medycznego stamtąd nie je grzybów leśnych, ja też nie jem. Dziecku też nie podaję, oczywiście.

  • Justyna Farys

    Ja bym powiedziała, że dziwne są osoby, które dzieciom dają grzyby do jedzenia. Tym bardziej, że zazwyczaj w okresie grzybobrania są doniesienia o zatruciu się grzybami przez jakieś dziecko. Natomiast ostatnio pojechałam z moimi chłopcami na grzyby, ale w formie wycieczki. Czegoś innego, i w ramach kontaktu z naturą. Przy okazji odbyła się lekcja o tym które grzyby są trujące i nie można ich nawet dotykać 🙂

  • Sayane

    Smutne, że trzeba takie oczywistości pisać i rozkładac na czynniki pierwsze. Jak mojej małej w wieku 2 czy 3 lat powiedziałam, że dzieci grzybów nie jadają to do tej pory nawet pieczarki nie tknie. Choć teraz to się zestresowałam czy wszystkie kupione przez babcię na targu grzyby były ok, choć wyglądały bardzo borowikowato… Na szczęście część nie ususzona a zamrożona, więc można jeszcze sprawdzić
    O.o

  • Anna Rogowska

    Nie jesteś wariatką a jesteś tylko bardziej świadoma ❤moje maja prswie 7 lat i taz nie jadły grzybów, danonków i wielu innych niezdrowych przetworzonych rzeczy, sklepowej wedliny, wszystkiego co w puszkach itp….

  • Zbierać lubię ale jeść… już niekoniecznie
    Z wykształcenia jestem Pani Dietetyczka W grzybach naprawdę próżno szukać czegoś więcej niż smak.

  • Ja bardzo lubię grzyby, ale swoim dzieciom raczej nie daję z powyższych powodów. Gdzieś kiedyś czytałam, że przed skończeniem pięciu lat to absolutnie żadnych grzybów, a potem to też ostrożnie. W sumie to nawet na to nie nastają, by je jeść, choć magiczne 5 lat dawno minęło.
    Ale grzybowe szaleństwo w pełni, więc i egzaltacja zbiorami przesłania rozsądek 🙂

  • nu

    A ja się dziwię, że o tym piszesz, to znaczy, że jeszcze to trzeba komukolwiek tłumaczyć! Uważam tak samo. I też mojemu 5 latkowi zdarzyło się (ale to niedawnon wcześniej nie pozwoliłabym) zjeść kawałek pieczarki na pizzy czy zapiekance. Ale zdarzyło się. A co do innych grzybów to jestem przerażona, że tylu ludzi nadal jest nieświadomych…

  • olivkakr

    W przedszkolu u mojej córki jednego dnia jako zupę zaserwowano pieczarkową, a na drugie łazanki z kapustą i grzybami leśnymi. Poszłam do pani intendentki i zwróciłam uwage, że grzyby są ciężkostrawne, obciążają wątrobę i do 14 roku życia nie powinny być serwowane dzieciom, zwłaszcza tak małym. Pani się oburzyła bo przecież Sanepid zaleca do karmienia w przedszkolach ww. Dania, a ja się czepiam. Ech..

  • To komuś trzeba tłumaczyć że dzieciom nie wolno dawać grzybów? Byłam pewna że to oczywiste. Nie każdy wie, że grzyby są ciezkostrawne ale każdy chyba zdaje sobie sprawę że zdarzają się pomyłki i nawet dorośli zaprawieni grzybiarze mogą się pomylić.

    Tak na marginesie. Wino też jest smaczne i co mam w związku z tym dawać je mojej córce?