Już jesteśmy od jakiegoś czasu po przeprowadzce i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że mniej więcej w środku jesteśmy ogarnięci. Czasem, kiedy patrzę się na niedoczyszczone okna [ktoś, kto mi zwracał uwagę, że na oknach zostawiłam taśmę chyba nie do końca wiedział, jak bardzo taśma uchroniła ramy przed zniszczeniami remontu, szkoda, że nie nakleiłam dodatkowej także na szybach], mam wrażenie, że to się już nigdy nie skończy. Ciągle znajduje się coś, czego brakuje, a to pieniędzy, a to zwykłej solniczki, ale na szczęście nie martwimy się o podstawowe meble – odśnieżyliśmy je bardzo dokładnie 🙂

Chociaż od początku wiedziałam, w którą stronę ma iść rozplanowanie przestrzeni w nowym starym domku, tak o wnętrzach nie myślałam ani trochę. Być może wynikało to z tego, że oprócz ciąży, remontu, bloga i rozhisteryzowanego Kosmyka mój mózg nie był w stanie przyjąć głębszych rozmyślań o stylu, dekoracjach i innych. Postanowiłam więc o wnętrzach i konkretnych meblach pomyśleć później, a jak już odgracimy przykryte na razie śniegiem podwórko i przyjmiemy na świecie nowego członka/członkinię  [ha :D] rodziny, to wtedy zajmę się ukierunkowaniem wystroju w konkretny nurt. Czyli czekają mnie same przyjemności!

A dopóki jest jak jest i wciąż się urządzamy, wystarczy nam to, co mamy. I tak jestem zwolennikiem niezagraconych pokoi, więc te kilka mebli, które nam zostały postanowiłam zwyczajnie odświeżyć. Odśnieżyć raczej, bo materiałów dostarczyła mi Śnieżka.

 

Do poprzedniego warszawskiego mieszkania wprowadziliśmy się na puste podłogi. Tuż po przekroczeniu progu moim oczom ukazał się jedyny w mieszkaniu mebel – stół ze spalonym na środku blatem. Podobno poprzednia mieszkanka [babcia właściciela] zostawiła na stole włączone żelazko i tym sposobem zjarała całą chatę. Stół został spisany przez właściciela na straty, ale ja zobaczyłam w nim potencjał. Chłop mi stół odnowił i mieliśmy piękny mebel, przy którym nie raz, nie dwa siedzieliśmy i gadaliśmy do późnych nocy. Nie zastanawiałam się wtedy, w jaki sposób Chłop mi ten stół odnowił. Pracowałam, jeździłam po bibliotekach… Myślałam, że to jest strasznie skomplikowane!

 

A to tak naprawdę jedna z prostszych rzeczy, jaka mnie w trakcie remontu spotkała. Wystarczy zaopatrzyć się w pędzel, papier ścierny, farbę gruntową, farbę właściwą i ewentualnie nożyk, żeby przecinać papier albo wydłubywać nim z zakamarków mebla jakieś stare brudy. I już!

 

 

 

download (21)

 

download (20)

 

 

Na pierwszy ogień poszedł stolik Kosmyka, który już widzieliście tutaj i tutaj. Stolik nie ma nawet roku, ale intensywna praca farbami, mazakami i kredkami już nadszarpnęła jego ładny wygląd. Postanowiłam więc go pomalować na biało, odpowiednią farbą, bezpieczną dla dzieci, bo przeszło mi przez głowę, że gdybym zaszalała z białym i pomalowała nim też stolik do pracy, mogłabym dzięki temu stworzyć fajną strefę do pracy dla mamy i synka. Niedługo zobaczycie, że całkiem mi się to udało.

Stolik Kosmyka nie potrzebował silnego tarcia papierem – ot, trochę, żeby wyrównać powierzchnię. Akurat do niego zrezygnowałam z gruntu [no dobra, babcia lubi malować, więc ona zrezygnowała] – stolik jest nowy, drewno jeszcze świeże, miałam przeczucie, że sama farba wystarczy i się nie myliłam.

 

 

download (20)

 

download (21)

 

 

Gorzej ze stolikiem do pracy – z nim już się porządnie męczyłam… Ten stolik ma jakieś 40 lat, służył jeszcze mojemu ojcu, potem funkcjonował jako półka na kwiaty na werandzie, a potem dogorywał pod podcieniem i jakimś cudem przeżył zachlapanie cementem, różnorakimi klejami  i ogólnie  – kurzem. Na zdjęciu tuż po dwóch godzinach tarcia papierem ściernym i wydłubywania zaschniętych brudów z zakamarków:

 

 

 

download (22)

 

Na szczęście się udało i właśnie przy nim piszę ten tekst.  Kiedy już ciachnęłam na biało stolik Kosmyka, stary stolik ojca i odpowiednie krzesło, zaszalałam żółtym. Nie wiem, czemu padło akurat na ten kolor – coś mi kazało posiadać żółtą plamę na ścianie i podążyłam za instynktem 🙂

 

download (25)

 

Ostateczny efekt zobaczycie wkrótce, jak już tylko odnajdę się w zdjęciach, które wczoraj przez cały dzień cykałam jak oszalała. W każdym razie zamierzony efekt został osiągnięty. Kosmykowy stolik stoi zazwyczaj w jego pokoju, ale Kosmyk ma to do siebie, że gdy tylko widzi, że ja coś robię przy komputerze, zaraz do mnie przybiega i chce pracować razem ze mną. W takim momencie przestawiam jego biały stolik do mojego białego biurka i powstaje nam fantastyczny kącik do pracy – on ma swój, a ja swój. I jest fajnie.  Na drugim zdjęciu może uda wam się dojrzeć fragment mojego krzesła 🙂

 

download (29)

 

 

download (33)

 

Odnowienie starych mebli to świetny sposób na odświeżenie mieszkania i w ogóle ciekawa opcja, jeśli ktoś wprowadza się do nowego mieszkania bez jakiejkolwiek wizji urządzenia jego wnętrza. A nawet jeśli z wizją, to bez kasy 🙂 W każdym razie, kiedy już znajdę swoje wymarzone biurko, te odśnieżone meble i tak mi się przydadzą – już je widzę w altance w ogrodzie 🙂

 

O maj gad… pomyślałam o ogrodzie i aż mnie ciarki przeszły… ileż jeszcze pracy mnie tam czeka…  Wyglądając za okno, z pełnym przekonaniem stwierdzam, że odświeżanie starych mebli to jednak jedna z przyjemniejszych prac okołodomowych. Szybki efekt, ładny wygląd i masa satysfakcji 🙂