Wszyscy to znamy. Najpierw katar, taki delikatny, jeszcze można puścić do przedszkola, ale pewnego dnia dziecko wraca z rozgrzanymi policzkami i szklistymi oczami. Choroba. Każdy z nas prędzej czy później przez to przejdzie i o ile nasze dziecko chętnie połyka wszelkie konieczne lekarstwa, wszystko pójdzie gładko. Ale co zrobić, jeśli musimy skłonić oporne dziecko do połknięcia lekarstwa? Jak sobie z tym poradzić?

 

 

O bajkach terapeutycznych opowiedziała mi teściowa, proponując opowiadanie takich Kosmykowi, gdy przechodził swoje bunty, wrzaski i histerie. Opowiadałam więc synkowi o pewnym chłopcu, którego wszystko ogromnie denerwowało, a jego mama, mądra kobieta, doradziła synkowi, żeby podczas złości, zamiast rzucać się na podłogę… skakał i tupał nogami [uwierzcie, tupanie było o wiele lepsze od rozwalonego nosa, a od tupania powoli przechodziliśmy do rwania gazety, a potem do… zwykłego opowiedzenia, cóż takiego złości].

 

 

Czym są bajki terapeutyczne?

 

To opowieści, które możemy przeczytać/opowiedzieć dziecku, żeby pomóc mu przezwyciężyć lub oswoić pewne lęki lub niemiłe sytuacje. To są zazwyczaj historie trochę dziecku znajome, coś przypominające, analogiczne do problemu z jakim się dziecko boryka. Słuchając o tym, że jakiś maluch, podobny do niego, przeżywa i radzi sobie z jakimś kłopotem, dziecku jest trochę lżej i łatwiej mu pokonać to, czego się boi.  I najważniejsze – to naprawdę działa.

 

 

Czy tworzenie bajek jest trudne?

 

To całkiem proste, nawet jeśli nie masz drygu do opowiadania historii. Całym trikiem w bajkach jest to, żeby były analogiczne do trudnej sytuacji, w jakiej znajduje się dziecko. Czasem wystarczy dosłownie kilka zdań:

 

“A opowiedzieć ci historię o pewnym chłopcu, który nie chciał się ubrać? Opowiedzieć? Ok, to jedziemy. Pewien chłopczyk, który mieszkał w lesie, wstał kiedyś rano bardzo zły i nie chciał robić nic, co proponowała mu mama. Nie chciał jeść, nie chciał pić, a nawet nie chciał się ubrać! Mamie było bardzo smutno, bo przecież wiedziała, że jak chłopiec się nie ubierze, to zmarznie i bardzo chłopca prosiła, żeby uległ jej prośbom, ale chłopiec się uparł i wciąż mówił “nie!”. Więc mama się poddała i pozwoliła chłopcu chodzić w samych majteczkach. Chłopiec chodził i  chodził, chodził i chodził, aż wreszcie poczuł chłód w małych paluszkach u stóp. Najpierw w małych paluszkach, potem na rączkach, wreszcie na brzuszku, a po plecach przebiegły mu dreszcze. Chłopczyk zrozumiał, że chodzenie bez ubrania nie jest wcale przyjemne i szybko pobiegł do mamy, żeby ta założyła mu koszulkę, spodenki, skarpetki i bluzę. Koniec!”.

 

Wierzcie lub nie [a najlepiej nie wierzcie, tylko sprawdźcie na swoich dzieciach!] ta metoda swoistego przerzucenia ciężaru kłopotu czy trudnej sytuacji na inny wymiar działa cuda. I w sumie tylko o to chodzi – o przeniesienie problemu na inny wymiar. Wiadomo, że na cudze problemy łatwiej nam roztrząsać, oceniać. Dzieciom też łatwiej jest to robić, a oceniając bohatera opowieści, słuchając o jego rozterkach, łatwiej mu przenieść to doświadczenie na swoje malutkie życie.

 

 

Opowiadanie bajek, odnoszących się do aktualnych problemów, zdziała również podczas choroby, gdy twoje dziecko marudzi podczas podawania koniecznych leków. To właśnie wtedy przeżywamy najwięcej stresu, bo od tego, czy leki zostaną zażyte czy nie, zależy trochę więcej niż sprawne ubranie się rano. Na własne oczy widziałam przeróżne sztuczki, mające na celu oszukanie, zapartego w sobie dziecka, do połknięcia odpowiedniego lekarstwa. Włącznie z wlewaniem do mleka, herbaty lub… wpychaniem do batonika [nie polecam!]. Sama, gdy Kosma zachorował, a syrop zapisany przez lekarza nie pasował mu smakiem, zastanawiałam się, jak go przekonać. Na szczęście wiedziałam już o bajkach i chwyciłam się tego rozwiązania.

 

 

Jak stworzyć bajkę terapeutyczną?

 

  • potrzebny jest bohater, który dość mocno przypomina twoje dziecko, a już na pewno się z nim utożsamia. Chodzi o proste myślenie – jeśli ktoś taki jak ja dał radę, to i ja będę umiał!. Daj bohaterowi inne imię, umieść go w innym mieście, ale zostaw wiek i płeć i kilka podobieństw bądź rzeczy, z którymi twój maluch się utożsamia.

 

  • możesz dać szczyptę magii lub nieprawdopodobieństwa, ale raczej z tym nie przesadzaj. Nie chodzi o wprowadzanie dziecka w świat baśni, święty Mikołaj nie rozwiąże niczyich problemów, a chodzi o to, żeby pokazać, jak dany problem realnie rozwiązać.

 

 

  • dziecko ma zwykle problem z nazwaniem swoich uczuć, nie wszystkie jeszcze rozróżnia, nie wszystkie zdążył poznać. Warto więc wprowadzić jakąś postać [może właśnie magiczną], która porozmawia z bohaterem o problemie i spróbuje nazwać uczucia oraz to, jak sobie z nimi radzić.

 

  • pozwól dziecku przetrawić bajkę. W sensie nie kończ jej pytaniem “No? I co z tego wyniosłeś?”, ale pozwól mu chwilę nad nią pomyśleć, dojść do wniosków i daj do zrozumienia, że jeśli dziecko ma jakieś pytania lub samo chce o bajce porozmawiać, to jesteś do dyspozycji.

 

 

 

Niektórzy z was wiedzą, jak ciężkie miałam ostatnie miesiące – dzieci chorowały jedno od drugiego, ja od dzieci, chłop od wszystkich i praktycznie cały wrzesień i październik przeleżeliśmy pokotem w łóżku. To był ciężki okres, bo do zwyczajnej grypy, doszła żołądkówka i inne ustrojstwa, z którymi musieliśmy się zmagać. A Kosmyk, jako że choruje rzadko [trzeci raz dopiero], ciężko znosił to ciągłe przyjmowanie leków i przygwożdżenie do łóżka. W chorobie pomogły mu bajki. Starałam się uświadomić synkowi, co czuje, co przeżywa i jak sobie radzić z tym wszystkim, właśnie bajkami i powiem wam, że to przynosiło ulgę. I jemu. I mnie.

 

 

Bajka o misiu z chorym brzuszkiem

 

Karol chorował już trzeci dzień i coraz bardziej zaczynało mu się to nie podobać. Mama pracowała w swoim pokoju i nie mogła się z nim bawić. Prosiła go tylko, żeby leżał w łóżku, a do tego kazała mu pić okropny syrop i łykać paskudne tabletki.

 

Karol był zły. A jak był zły, to nie miał ochoty nic robić. A jak nic nie robił, to się nudził i znów był zły.

 

– Nie znoszę chorować! – powiedział sam do siebie, bo przecież mamusia nie mogła go usłyszeć ze swojego pokoju. Brzuszek znowu zaczynał go boleć, a na ukochaną książkę o autach, która spała na jego kołderce, zaczęły kapać małe łezki. Było mu bardzo smutno.

 

– Karolku! Czas na lekarstwa! – do pokoju weszła mama z tacką i małą torebką.

 

– Mamo, nie chcę tego syropu i tych tabletek też nie chcę! – marudził Karol i ze złości zrzucił książkę na podłogę.

 

– Hm… – zmartwiła się mama. – Widzę, że nie masz zupełnie ochoty na łykanie leków. Zupełnie, jak miś Acidolac, którego dostałeś od lekarza. Wiesz, że on też nie lubił chorować?

 

– Myślę, że nikt nie lubi chorować! – oznajmił pewnie Karol, zerkając na uśmiechniętego misia. – To wszystko, co wiem, chorowanie nie jest miłe!

 

– Masz rację. Miś Acidolac też nie lubił chorować. Dawno temu bardzo mocno bolał go brzuszek. Miś czuł się źle, a jak miś czuje się źle, to był zły, a jak był zły, to czuł się jeszcze bardziej źle. Mama misiowa chciała podać synkowi lekarstwa, ale miś był sprytny i zamiast je łykać, chował wszystkie pod poduszkę. Nie wziął ani jednej tabletki i czuł się coraz gorzej i gorzej. Nie miał siły oglądać książeczek i był tak zmęczony, że cały czas leżał w łóżku i było mu bardzo przykro. Wszyscy jego koledzy byli w przedszkolu, a on, zamiast z nimi bawić się zabawkami, siedział w domu i czuł się coraz gorzej i gorzej… Mama misiowa stosowała różne namowy i sztuczki, żeby przekonać synka do połknięcia leku, ale ten kręcił nosem i krzyczał “Nie chcę tego syropu i tych tabletek też nie chcę!

 

– Hahaha! Tak, jak ja! A czemu  miś nie chciał wziąć leku? – szepnął Karol, który także obawiał się połknięcia tego, co mama podawała mu łyżeczką.

 

– Nie wiem… może nie znał smaku i myślał, że lekarstwo nie jest dobre?

 

– Bo może nie jest dobre? – zapytał Karol, którego właśnie to trapiło.

 

– Może dla misia nie było, ale połknięcie leku to tylko chwilka, a mama misiowa miała przygotowany pyszny sok, którym miś mógłby popić szybciutko lek.

 

– I popił?

 

– Posłuchaj. Po kilku dniach, gdy miś leżał wyczerpany w łóżku, a na jego ukochaną książkę o samochodach zaczęły spadać kropelki łez, których miś z żalu nie umiał powstrzymać, mama misiowa weszła do jego pokoju i kolejny raz ładnie misia poprosiła, żeby połknął lekarstwa.

 

– I co? I co?

 

– I miś poczuł, że nie ma ochoty już leżeć w łóżku. Postanowił spełnić prośbę mamy. Zamknął oczy, zacisnął pięści, zebrał w sobie wszystkie siły, jakie miał i… połknął to, co trzymała na tacce mama. Najpierw poczuł dziwne mrowienie w żołądku, potem pyszny sok, którym popił tabletkę, rozlał mu się smakowitym jagodowym smakiem w brzuszku, potem miś przymknął oczy i…

 

– I…? – emocjonował się Karolek.

 

– I miś poczuł się trochę lepiej. Najpierw tylko trochę, troszeczkę. Ot, tylko tyle, że mógł sobie poukładać klocki na dywaniku. Wieczorem bez marudzenia zjadł kolejną porcję leków od mamy misiowej, a następnego ranka wstał w wesołym nastroju i śmiejąc się, wbiegł do kuchni mamy misiowej, prosząc o pyszne naleśniki z dżemem. Kilka dni później poszedł  cały i zdrowy do swojego przedszkola, żeby opowiedzieć wszystkim dzieciom fantastyczną nowinę o  tym, jak łatwo i szybko można przestać chorować, jeśli tylko połknie się lekarstwo, które podaje mamusia.

 

– Mamo?

 

– Tak kochanie?

 

– To ja może też połknę to lekarstwo, dobra?

 

– A chcesz? Myślałam, że ty nie lubisz!

 

– No ale jeśli ono mi pomoże, to ja bym bardzo chciał pójść jak miś Acidolac do przedszkola. I wreszcie wyzdrowieć! A podasz mi soczek do popicia?

 

– Podam. I misia Acidolaca, żeby przypominał ci, jak dobrze wyzdrowieć i do wszystkich się uśmiechać.

 

 

Prosta bajeczka, która może nie spełnia stricte wszystkich wymogów bajki terapeutycznej, ale za to ma w sobie wszystko to, co zna, kocha i z czym identyfikuje się mój syn [to ważne!]. Jest przytulanka, którą syn uwielbia i o której historie lubi wymyślać, jest sok, który Kosmyk zawsze pije, jest wreszcie przedszkole, które uwielbia i za którym zawsze tęskni, jeśli nie może do niego iść [bo weekend]. Jest też zgoda na to, że dziecku lek może nie smakować, nazwanie uczuć, jakie towarzyszą podczas choroby oraz rozwiązanie problemu. Wszystko to pomaga dziecku znaleźć punkty wspólne między swoją sytuacją a sytuacją dziecka z opowieści, znaleźć w niej argumenty “na tak”, a potem wyciągnąć wnioski, że jeśli historia o misiu przekonała Karolka, chłopca bardzo podobnego do Kosmyka, do połknięcia leków, to może i on, Kosmyk, zdecyduje się na ten ruch?

 

Trik z bajką terapeutyczną, opowiedzianą lepiej lub gorzej, wymyślaną przez pół nocy bądź konstruowaną na szybko, jest świetnym patentem na tak zwane trudne chwile dziecka. Świetnie też się sprawdza w sklepach i różnych kolejkach [„Bajka o chłopcu, co nudził się w sklepie”], bo zamiast skupiać się na czekaniu, dziecko skupia się na twojej opowieści o tym, co się właśnie dzieje z nim i wokół niego. Polecam wszystkim bajki 🙂

 UWAGA!

A jeśli macie ochotę tworzyć swoje bajki i dzięki nim pomagać dziecku w trudnych chwilach, zapraszam na profil „Wychowaj małego profesora”, gdzie właśnie trwa akcja „Misiowe opowieści” wspierana przez Acidolac, a także konkurs [tutaj] na bajkę dla chorego dziecka. Wystarczy, że napiszecie bajkę, którą opowiedzielibyście [lub opowiadacie] swojemu dziecku w czasie choroby i wkleicie ją w komentarz pod zdjęciem na fp Wychowaj Małego Profesora. Będę was tam szukać i czytać wasze bajki!

 

 

 

Wpis powstał przy współpracy z serwisem Misiowe Opowieści, wspieranym przez Acidolac.