Ostatnio spotkaliśmy na ulicy bardzo sympatyczną kobietę, która chwilę popilnowała młodszego, kiedy ja na szybko pakowałam zakupy do auta. Ja jej o nic nie prosiłam, sama zagadała Daśka przy moim milczącym i trochę wdzięcznym milczeniu. W tym czasie starszak zaczynał trochę szaleć. To, co wiedział, upchał w samochodzie, resztą zajęłam się ja, a on biegał i skakał i śpiewał i mamrotał, czyli typowe przedstawienie nadruchliwego pięciolatka. I w tym momencie pani się oderwała od młodszego i odezwała do starszaka:

 

– Hej, chłopczyku, zobacz, jak twój braciszek jest grzeczny, a ty masz chyba motorek w dupie. Bierz przykład z brata, to mama będzie kochać was tak samo!

 

Ja zdębiałam, ale syn nie. Odsunął sobie grzywkę z oczu i skacząc wciąż na jednej nodze odkrzyknął:

– Moja mama zawsze nas kocha tak samo mocno, tylko każdego inaczej!

 

 

KOCHAM MOJE DZIECI TAK SAMO, ALE KAŻDE INACZEJ

 

I tylko tę miłą kobietę zdziwiła odpowiedź mojego dziecka. Ja mogłam się jej spodziewać, bo takie właśnie słowa przekazuję moim synom. Kocham ich tak samo mocno. Ale każdego inaczej.  Bo każdy z nich jest inny.

 

Tak samo jak któregoś wieczoru zeszłej zimy syn powiedział do Chłopa:

 

– Tato, chcę, żeby mnie mama głaskała do snu.

– Ale co? Mama cię lepiej głaszcze? – oburzył się Chłop.

– Nie lepiej, tylko „mamiej”. – odpowiedziało dziecko, które każdego z rodziców kocha tak samo, ale w różnych momentach życia potrzebuje jednego troszkę bardziej od drugiego.

 

 

ŻADNE Z MOICH DZIECI NIE JEST MNIEJ LUB BARDZIEJ GRZECZNE

 

Aż się na usta ciśnie, że obaj są tak samo niegrzeczni 😀 Ale nie o to chodzi. Myślę, że miałabym więcej roboty z kłótniami chłopców, gdybym w jakikolwiek sposób określała ich względem siebie w kwestii zachowania grzecznego lub niegrzecznego typu: „zachowujesz się gorzej od brata” albo  „zobacz, jaki brat dzisiaj grzeczny, a z tobą to skaranie boskie” bądź „Twój brat to się przynajmniej słucha, a ty?”.

 

Choć nie twierdzę, że mi, wychowanej mniej więcej w takim systemie, to się w ogóle nie zdarza. Często łapię się za język. Często też widzę, co nieprzemyślane porównanie robi z moimi dziećmi. To, które etykietowane jest jako niegrzeczne, chce sprostać temu zadaniu starając się być jeszcze bardziej niegrzeczne. Swego czasu też w obecności starszaka określiłam młodszego syna jako tego sprytniejszego. Starszak wziął sobie to tak do serca, że przez całe wakacje chciał wbrew sobie ten spryt udowodnić w różnych dziwnych sytuacjach, które więcej razy niż powinny wyprowadzały mnie z równowagi, a jemu dawały poczucie tego, że jest beznadziejny. Wojowałam od miecza i od miecza zginęłam, bo mnóstwo czasu i energii kosztowało mnie wyjście z tego schematu.

 

 

RYZYKO PORÓWNYWANIA

 

Kiedy rozmawiam o tym z koleżankami i znajomymi i pytam, po co porównują do siebie dzieci, oni się tłumaczą, że to po to, żeby wzbudzić chęć rywalizacji. Że rywalizacja jest dobra, bo motywuje. Zadaję wtedy pytanie: o co te dzieci mają rywalizować? I wtedy miny rzedną, bo ostateczna odpowiedź jest jedna: o miłość. A ile jest warta miłość, o którą trzeba zabiegać? Miłość rodzica jest bezwarunkowa i wieczna. Znasz jakiegoś rodzica, który mówi wprost, że będzie kochał swoje dziecko, jeśli? Czy jesteś w stanie tworzyć związek z kimś, kto mówi, że będzie cię kochał tylko wtedy, jeśli ty będziesz taka i taka? Kocha się bezgranicznie i bez warunków.

 

Ryzyko porównywania jest jedno: dzieci, zamiast tworzyć ze sobą relację – jakąkolwiek, może twoim zdaniem lepszą albo gorszą, ale bez wątpienia ich własną – albo zaczynają prowadzić niezdrową rywalizację, odczuwając coraz większą niechęć do osoby, z którą konkurują, albo… się poddają. Po prostu. Ja też się kiedyś tak poddałam, bo moja siostra „lepiej gotuje od Aśki, Aśka ma dwie lewe ręce do garnków”. Do dziś nie potrafię tknąć kuchenki u mojej mamy. Teraz to już trochę z przekory, wcześniej – z autentycznej niewiary, że cokolwiek mi wyjdzie, bo moje umiejętności zostały już określone przez najwyższą instancję. Gotować zaczęłam dopiero na studiach.

 

Więc albo się podda, albo zacznie odczuwać niechęć do kogoś, z kimś musi rywalizować, a z którym przegrywa. Jasne, ty może tak nie odbierasz rywalizacji, ale ty masz -dzieści lat. A dziecko kilka. I zrobi wszystko, żeby najważniejsza osoba w jego życiu go kochała.

 

 

ZDANIA, KTÓRE WYRZUCIŁAM ZE SŁOWNIKA, BO NIE WSPIERAŁY RELACJI

 

Jesteś lepszy od…

Zrobiłeś to lepiej od..

Twoje jest piękniejsze, staranniejsze…

Nie starałeś się tak, jak…

Ty dziś mi się bardziej podobasz…

Z tobą robi mi się to lepiej niż z…

Nawet twój młodszy brat nie zachowuję się tak okropnie jak ty.

Czemu ty nigdy… a twój brat zawsze…?

Zobacz, jak twój brat to robi, a ty…

Szkoda, że twój brat nie umie tego, co ty.

 

 

Rywalizowanie psuje relację. A stawiając dzieci w opozycji, z wielkimi chęciami zrobienia dla nich jak najlepiej i ze szczerymi założeniami, żeby ich zmotywować, tak naprawdę oddalamy ich od siebie. Dziecko porównywane, dostaje jasny i prosty komunikat, że nie jest tak dobre jak brat czy siostra, więc nie jest wiele wart, być może nawet mniej go kochasz. Dziecko stawiane z kolei za wzór ma stres, czy jak jego brat lub siostra się „ogarną”, to czy wtedy rodzice nie pokochają tego drugiego bardziej i że ono stanie się tym gorszym.

 

 

O tym, jak wspieram relacje moich dzieci pisałam już tutaj

O tym, co zrobić, żeby dzieci dostawały wszystkiego po równo, pisałam tutaj

 

 

W JAKI SPOSÓB UNIKNĄĆ PORÓWNYWANIA? 

 

Wiem, że tytuł tekstu mówi o tym, jak zniechęcić do siebie rodzeństwo, ale odpowiedź jest prosta – porównując. Co więc zrobić, żeby było odwrotnie i żeby nie zaostrzać rywalizacji między dziećmi [która tak w ogóle występuje zawsze w jakimś stopniu, tylko chodzi o to, żeby jej nie zaostrzać]. I tutaj wchodzi metoda, którą opisywałam już kilka razy, szczególnie w kontekście bójek dzieci: opisz, co widzisz, opisz, co czujesz, spróbuj nazwać problem, powiedz, co się może stać. 

 

I tu wchodzi praktyka, którą we wszystkich wpisach polecam: mów o sobie. Nie interesuje cię to, jak twoje plasuje się w rankingu z drugim. Nie obchodzi cię, który jest gorszy, który jest lepszy. Nie oceniaj, bo nie jesteś sędzią ani najwyższą instancją.  Mów o sobie.

 

„Nie lubię, jak klocki leżą rozwalone w przejściu” zamiast „Zawsze rozwalasz klocki w przejściu, a twój brat sprząta”

„Naprawdę nie chcę się spóźnić” zamiast „Znowu się ślamazarzysz, a twój brat jak zwykle czeka ubrany”

„Czas iść spać, jest bardzo późno i jutro rano możesz być zmęczony” zamiast „Twój brat już dawno śpi, a ty jak zwykle szalejesz”.

„Lubię, kiedy rysujesz” zamiast „Szkoda, że twój brat nie chce rysować”.

„O, sam wybrałeś ubranie!” zamiast „Twój brat nie umiał się ubrać do czwartego roku życia”

„Wylałeś wodę, ściereczka jest w kuchni” zamiast „O raju, nawet twój młodszy brat nie jest taki nieuważny!”

 

 

 

Przykłady starałam się dawać średnio drastyczne, choć z waszych maili wiem, że może dojść do takich sytuacji, że mama wieczorem „wybiera” sobie to grzeczniejsze dziecko, któremu pozwala ze sobą spać. W kilku domach niektóre dzieci nie zasłużyły na czytanie książeczki do snu. Kiedyś byłam świadkiem, jak jedna mała dziewczynka patrzyła się wzrokiem zabójcy na siostrę, której tata kupił czekoladę za dobre zachowanie.  Już przy kasie łzy ciekły jej ciurkiem, więc usłyszała, żeby nie mazała, bo ona na czekoladę nie zasłużyła, a siostra tak.  Ja wiem, że większość z tych sytuacji dzieje się jakby obok nas. Nie zdajemy sobie w większości sprawy ani z tego, jakie mogą być konsekwencje wyróżniania lub deprecjonowania jednego dziecka przed drugim. A może uzasadniamy to sobie źle rozumianą „motywacją”, nie zdając sobie sprawy, do czego to może prowadzić. Często też popełniamy błędy mimowolnie, zaprogramowani przez to, jak wychowali nas rodzice.

 

Ale czas na zmianę zawsze jest i zawsze jest szansa na poprawę. Kiedy któregoś razu mój syn został publicznie zbesztany za to, jego młodszy brat lepiej jeździ na biegówce niż on, to syn wzruszył ramionami i odrzekł, że to dlatego, że jego brat lubi rowery, a on, Kosmyk, lubi biegać. I nie wiedziałam, z kogo byłam bardziej dumna. Z niego, czy z siebie, że mimo błędów, jakoś to mi wychodzi i daje mojemu dziecku pewność, że nie musi być taki jak brat. Każde z nich jest osobnym człowiekiem. Jednemu łatwiej przychodzi sprzątanie, drugiemu rysowanie, pierwszego znów prościej zapędzić na kąpiel, drugi chętniej garnie się do opieki nad zwierzętami. I każdy w tym wszystkim jest jedyny w swoim rodzaju. Bez porównań.

 

W okresie świątecznym, kiedy każde dziecko musi na wszystko zasłużyć, warto o tym pamiętać i zrobić najcenniejszy prezent dla ich przyszłej relacji. Bez porównania lepszej niż tej opartej wyłącznie na rywalizacji, kto bardziej zasłużył na miłość rodzica i jego uwagę.

 

 

 

PRZYPOMINAM O MIKOŁAJKOWYM KONKURSIE, TRWA JESZCZE DO ŚRODY 🙂 TUTAJ.  JEŚLI TEKST CI SIĘ SPODOBAŁ LUB W JAKIŚ SPOSÓB POMÓGŁ, BĘDZIE MI MIŁO, JEŚLI DASZ MI O TYM ZNAĆ, CHOCIAŻBY ŁAPKĄ W GÓRĘ NA FACEBOOKU 🙂 

 

  • Pionierka

    Nie rozumiem przede wszystkim, co jest niegrzecznego w bieganiu, skakaniu na jednej nodze i śpiewaniu – na ulicy, nie w miejscu, gdzie cisza i spokój są z jakiegoś powodu potrzebne.

  • Ilona

    Ja znam taką, która mówiła do dziecka, że jeżeli zrobi to lub tamto to będzie je kochać – tą osobą jest moja matka. Próbowała swoich sztuczek na mnie ale się nie dałam, najgorzej jest ze średnią siostra, bo ją omotala i do dzisiaj niszczy jej życie. Ja się z tego wyrwalam, nie mam kontaktu od roku i żałuję, że wcześniej nie przecielam tych więzów. Ile nerwów bym zaoszczedzila sobie, swojemu facetowi i dziecku!

  • Beata Jasina-Wojtalak

    Czytam Cię regularnie, choć rzadko komentuję. Ale to jeden z lepszych tekstów parentingowych ever, więc chcę, żebyś o tym wiedziala. Życzę sobie na Święta, aby każdy taki sposób myślenia przyswoił <3 " kocham tak samo, tylko inaczej" <3 <3 <3

  • Zaglądam do Ciebie od niedawna i mam nadzieję, że kiedyś znajdę czas aby przebrnąć przez całe archiwum, bo po Twoich tekstach dużo można sobie w głowie poukładać. No i liczę na to, że mojego dziecka nigdy taka sytuacja nie spotka ( choć to chyba niemożliwe), ale będę robiła wszystko, żeby w razie czego wiedział co ma odpowiedzieć!!!

  • Kasia Mierzwiak

    Jak ja nie znoszę porównywania. Jestem jedynaczką, więc porównywana byłam z moimi koleżankami, z dziećmi znajomych. Jedyne co mi to dało w życiu, to chęć robienia w inną stronę, przez przekorę. A dużo wysiłku kosztowało mnie to, żeby wyrobić w sobie pewność, że inaczej nie znaczy gorzej, tylko po swojemu. I nie znoszę też presji, że dziecko musi być najlepsze, najładniejsze, najgrzeczniejsze. Jak dla mnie jedyne co dziecko „musi” to być kochane, szczęśliwe i bezpieczne. Dlatego trafia mnie biała gorączka, kiedy pokazuję mojej teściowej filmiki z tańców mojego trzylatka, tańców opierających się głównie na ekspresji i zabawie, a słyszę, że on to najładniej tańczył (co obiektywnie jest największą bzdurą). 😉 Znowu dzięki za tekst 🙂

  • Ola

    Kocham Cię za ten tekst
    Tak wiele wiem tak dużo błędów popełniam. I choć mi całe życie serwowano porównywanie i ja naprawdę mam tego ogromna świadomość co to robi w psychice, to i tak błędów popełniam masę. Dziękuję!!!!

  • Anna Rzeźnik

    bardzo fajny tekst 🙂 powinno być wiele rodziców/ opiekunów, którzy najpierw ugryzą się w język zanim zaczną kogoś porównywać.

  • Xenian

    Świetny tekst. Ja też bardzo się pilnuje żeby nie porównywać i w zasadzie to nie dzieciom a rodzinie muszę na każdym kroku udowadniać, że są różni i tak samo wspaniali. Dzieci jakoś sobie z tym radzą, że są chłopcem i dziewczynką/ są w różnym wieku/ lubią inne zabawki/ mają inne temperamenty.