Wbrew wszystkich zachwytom nad moją puszystą czupryną i wieloma wyrazami zazdrości, że wiele chciałoby mieć tak pięknie kręcone włosy, pewnego dnia zdecydowałam się na keratynowe prostowanie włosów, całkiem spontanicznie i bez głębszego zastanowienia. Dopiero później, czekając na umówiony zabieg, doczytałam, czego mogę się spodziewać po zabiegu i jakie on może mieć konsekwencje. O dziwo, zamiast się przestraszyć i odmówić wizyty, jak to zwykle ma miejsce z nieprzemyślanymi decyzjami, utwierdziłam się w przekonaniu, że coś z tymi moimi włosami zrobić muszę.

 

 

Na zdjęciu niżej widzicie – mam bardzo gęste, długie, podatne na kręcenie włosy. Podatne na kręcenie jest tu słowem kluczem, bo o ile przy określonej  długości włosa [mniej więcej na wysokości uszu] włosy kręcą mi się jak szalone, tak przy całkiem krótkich lub sięgających szyi są tylko podatne. A podatne, wcale nie oznacza, że są kręcone. To prawda, że nie muszę używać ani wałków, ani lokówki, żeby włosy ułożyły mi się w miękkie fale – wystarczy je porządnie umyć, potraktować arganowym olejkiem na końcówki, pognieść trochę pianką do włosów i wysuszyć suszarką z dyfuzorem. To w sumie niewiele i wystarczyłoby, gdyby tych włosów było mniej. Ale jest ich dużo. Cała masa. Przeciętne strzyżenie trwa u mnie ponad godzinę, a i tak zazwyczaj ciężaru z głowy nie ubywa mi wcale dużo. Przy takiej chmarze włosia, dzień po umyciu, włosy są już skłębione, zdarzają się kołtuny, których rozczesywanie powoduje, że się puszą jak u pudla albo innego psa z burzą na głowie. Moja głowa przypomina wtedy piramidę z cienkim końcem przedziałka i szerokimi skrzydłami obok uszu, tak szerokimi, że jeden z nich jest większy od mojej twarzy. A same włosy elektryzują się wtedy do wszystkiego, głównie do mojej twarzy, oblepiając ją końcówkami, nie pozwalając jeść, oddychać, ani się wysmarkać.

 

Zazwyczaj opanowywałam je, związują w kokon na głowie, ale rozczesanie po takim spętaniu było równie męczące, jak rozczesywanie rozpuszczonych – możliwe tylko pod prysznicem, przy stałym polewaniu głowy wodą, szczotką finger brush albo inną z szeroko rozstawionymi szpilami. A że moje włosy nie przepadają za zbyt częstym myciem [min. co drugi dzień, inaczej protestują, jeszcze bardziej się pusząc i wysuszając], tak też w dużej mierze byłam skazana na męczarnie z ich ujarzmianiem. Albo nie zwracałam uwagi na kołtuny.

 

 

 

 

Czego spodziewałam się, decydując się na keratynowe prostowanie włosów? 

 

Nie spodziewałam się, że włosy będą całkiem proste jak drut. Nie jestem głupia. Wiem, że zabieg najlepiej wykonać na włosach puszących się, ale cienkich. Ja mam grube. Jestem więc świadoma, że keratyna nie sprawi, że będę miała długie proste włosy oraz tego, że być może utrzyma się krócej niż sześć miesięcy. Wiem też, że moje włosy im bardziej są zniszczone, tym bardziej się kręcą. A keratynowe prostowanie włosów polega właśnie na uzupełnieniu struktury włosa keratyną [ale nie tylko, w preparacie są też antyoksydanty, wyciągi z roślin i witaminy oraz kwasy tłuszczowe], które dostarczają niezbędnych składników odżywczych, regenerują włos, odżywiając go i dzięki temu włos staje się cięższy i bardziej wygładzony. I tego oczekiwałam – że odżywię keratyną moje włosy tak, iż zamiast przestać się kręcić i falować, staną się prostsze do uczesania, ogarnięcia i życia z nimi.

 

Podsumowując: spodziewałam się, że keratynowe prostowanie włosów sprawi, że włosy będą mniej się puszyć, mniej elektryzować, będą łatwiejsze do uczesania, a fryzura będzie wygładzona. Efekt keratynowego prostowania włosów może utrzymać się do sześć miesięcy albo dłużej. Zobaczymy, jak to u mnie będzie 🙂

 

 

KERATYNOWE PROSTOWANIE WŁOSÓW – ile trwał zabieg, ile kosztował i jak wyglądał?

 

U mnie keratynowe prostowanie włosów trwało trzy godziny. Keratyna, swoją drogą naturalny budulec włosa, była wprasowywana w moje włosy, a potem musiałam odczekać jakieś 30 minut, żeby wszystko się ładnie wchłonęło, a łuski włosa, dobudowane keratyną, zamknęły. Nie muszę mówić, że w moim przypadku wprasowywanie preparatu było najbardziej męczącym [dla fryzjerki] i pochłaniającym czas etapem? Potem mycie, odżywka na kilka minut i suszenie ciepłym nawiewem. Podobno niektóre dziewczyny się skarżą na brzydki zapach podczas zabiegu, ale nie wiem, może jestem dziwna, dla mnie nie był wcale jakiś okropny i nie zatykał mi gardła, jak opowiadały koleżanki. Może mój był wykonany jakimś lepszym środkiem? Całość kosztowała mnie 300 zł, choć nie wiem, jaką zniżkę dała mi moje fryzjerka Ineza, bo chodzę do niej od kilku lat stale. Wiem, że ceny zabiegów wahają się od 150 do 500 zł w zależności od grubości włosa i jego długości.

 

Po zabiegu nie mogłam przez 72 godziny myć włosów ani ich związywać, co nie było dla mnie problemem, bo takie ładne i wygładzone wcale mi nie przeszkadzały. Przez 72 godziny moje włosy wyglądały tak:

 

keratynowe prostowanie włosów
Zdjęcie godzinę po zabiegu

 

 

keratynowe prostowanie włosów
Zdjęcie dzień po umyciu

 

 

keratynowe prostowanie włosów
Zdjęcie po 5 dniach od zabiegu [były uczesane, ale wiał wiatr, stąd latające strąki]
keratynowe prostowanie włosów
Sześć dni po zabiegu i po dwóch myciach.

 

keratynowe prostowanie włosów
Sześć dni po zabiegu.

 

Wpis zaktualizuję jeszcze o zdjęcia po dwóch tygodniach i po miesiącu. Efekty możecie też obserwować na moim instagramie: tutaj.

 

 

Keratynowe prostowanie włosów – zasady

 

Mi fryzjerka powiedziała, że włosów nie należy myć ani związywać przez następne dwa, trzy dni. Gdzieś wyczytałam, że to nieprawda, ale wolałam nie ryzykować i się zastosowałam do porad mojej stylistki od włosów, bo to ona jest specjalistką. Zresztą, jestem w stanie uwierzyć, że komuś się to nie sprawdziło i mimo że związywał i mył włosy, keratyna działała. Ale skąd mam wiedzieć, czy ten ktoś ma takie same włosy jak moje? Moje są podatne na kręcenie, więc nie chciałam ryzykować, że coś spartolę, nie stosując się do zaleceń. Keratynowe prostowanie włosów jest w stanie wygładzić i lekko wyprostować włosy, ale wciąż trzeba o nie dbać, najlepiej szamponem i odżywką dedykowanym włosom konkretnie po zabiegu keratynowego prostowania włosów. Ja używam Alfaparf Lisse Design – tutaj. Podobno nie można też robić zabiegu tuż przed lub tuż po farbowaniu włosów. Nie wiem, tego, ja sobie rozjaśniałam i robiłam refleksy jakieś dwa tygodnie przed zabiegiem. Za kolejne trzy jestem umówiona na delikatne podcięcie, nie wiem, czy jeszcze chcę więcej farby 🙂

 

 

Podsumowanie pierwszej uroczystości rodzinnej z wygładzonymi włosami

 

Hm. Gdybym pojechała na ślub siostry z moimi kręconymi włosami, wyglądałoby to tak, że umyłabym je w czwartek i w piątek pojechałabym do Warszawy. W sobotę rano myłabym włosy, rozczesując je pod prysznicem [45 minut, jak dobrze pójdzie], potem pół godziny bym je suszyła, masakrując pianką i suszarką, a wieczorem już czułabym dyskomfort z powodu pokręconych, splątanych włosów i myłabym je od nowa, rozczesując i usiłując rozplątać [kolejna godzina]. Zapewne nie chciałabym ich męczyć suszarką, więc zasnęłabym z mokrymi i żeby rano poskromić jakoś szopę, która powstała w nocy, albo bym je związała w kok, jak zwykle, albo znów traktowała pianką i suszarką [pół godziny] Albo bym oszalała i biegała po pokoju narzekając, że szlag mnie trafi z tymi włosami i nie wiem, jak mam sobie dzień ułożyć, żeby był dostosowany do tego, co ja mam zrobić z włosami. Zapewne ktoś mi powie, że wystarczyłoby czesać włosy na sucho, to przypominam: moje włosy na sucho czesze się godzinę, po czesaniu na sucho są napuszone i okropne, a  w ogóle nie znam wielu śmiałków, którzy czeszą kręcone włosy lub podatne na sucho. Koszmarnie dużo ich wtedy się wyrywa, a same włosy stają się jeszcze bardziej zniszczone.

 

 

Jak wyglądał teraz mój wyjazd z włosami po prostowaniu? Włosy umyłam w czwartek wieczorem i wysuszyłam w niecałe 20 minut. W sobotę rozpuściłam je i przeczesałam rękami. Umyłam je w niedzielę po powrocie do domu. I myślę, że teraz już wszystko jasne 🙂

 

 

Każdej dziewczynie, która ma problem z puszącymi, nie dającymi się ułożyć, przesuszonymi włosami lub które zwyczajnie mają dość licznych zabiegów i chciałyby proces ogarnięcia fryzury zminimalizować [zminimalizować, bo o włosy tak czy siak dalej trzeba dbać], mogę polecić keratynowe prostowanie włosów, ale błagam, róbcie to u dobrej i sprawdzonej fryzjerki. Mam wrażenie, że wszystkie głosy od dziewczyn, które straszyły mnie, że jak im nie wyszło, to mi nie wyjdzie, pochodziły od niefortunnie złych zabiegów. Coś w każdym razie musiało pójść nie tak. Więc sprawdzajcie i szukajcie dobrych, polecanych fryzjerów!

 

 

  • Zelda

    Bardzo ładnie, choć wcześniej też mi się podobało, jednak rozumiem motywację 🙂
    Nie wiem za bardzo po co to piszę, bo być może po tych kilku miesiącach znów zdecydujesz się na taki zabieg, ale może nie zaszkodzi też zajrzeć na ten blog: http://kokardka-mysi.blogspot.com/search/label/loki
    Trafiłam kiedyś do autorki bloga szukając pomocy dla moich włosów i zalecona przez nią pielęgnacja naprawdę mi pomogła. Ostatnio autorka wydała książkę o pielęgnacji włosów, ale jej nie miałam okazji przeczytać.