Kiedy nie mogę wytrzymać z dziećmi, wyrzucam je do lasu. I one to lubią!

Total
0
Shares

Minął już czas urlopów, dni wolnych i beztroskich wakacji, powitały nas jesienne rutyny: wyjazdy na poligon i zwykła praca Chłopa. Przez większość dnia jestem z dzieciakami sama. Najpierw z Adasiem, potem jeszcze z Kosmykiem. O ile do tej 15 jakoś jeszcze się trzymam [Adasio ma jeszcze dwie drzemki], tak już po 15 miewam mord w oczach i odliczam minuty do powrotu ojca dzieciom. A kiedy ojciec nie wraca, bo ma dłuższy wyjazd – jestem skazana na sam na sam z dziećmi. I niestety…  chcąc nie chcąc, nerwy mi siadają, tracę cierpliwość i po prostu jestem zmuszona wyrzucić dzieci do lasu. I je tam zostawić…

 

W spokoju 🙂

 

Na szczęście moi chłopcy to bardzo lubią 🙂

 

dsc_0524

 

 

dsc_0529

 

dsc_0696

 

dsc_0708

 

 

dsc_0713

 

dsc_0657

 

No bo to sama przyjemność, skorzystać z pierwszych dni jesieni i ruszyć rowerem przed siebie odkryć nowe leśne zakątki. Ten, który pokazujemy na zdjęciach jest całkiem nowym doświadczeniem, bo w tym kawałku lasu dość długo trwały prace leśne i nie było tam wstępu. Leśnicy odkryli uroczysko, do którego wcześniej dostęp był trudny, a które stało się istnym placem zabaw moich dzieciaków. Jest tu bajorko dzików [wcześniej zasłonięte ciernistymi krzakami], powalone wichurą drzewo-zjeżdżalnia i istny tor przeszkód dla Dasia, który zawsze taką wyprawą jest bardzo przejęty i mam wrażenie, że traktuje ją jak tajną, bardzo odpowiedzialną misję.

 

dsc_0670

 

dsc_0666

 

dsc_0636

 

dsc_0623

 

 

dsc_0624

 

dsc_0620

 

Mówi się, że dzieci wybiegane lepiej chodzą spać, że przed snem dziecko musi się wybiegać. Większej bzdury nie słyszałam, jeśli chodzi o moje dzieci, oczywiście [bo może u innych to działa]. Moje dzieci, kiedy biegają, tylko się nakręcają, a nakręcone, biegają jeszcze więcej i jeszcze trudniej je położyć spać. Ostatecznie ze zmęczenia zaczynają wrzeszczeć, więc tym bardziej nie na mowy o spokojnym zaśnięciu. Usypianie rozwrzeszczanych dzieci to mordęga i nie lubię jej sobie fundować. Nie na darmo wymyślono coś takiego jak kołysanki czy książeczki – właśnie po to, żeby dziecko przed snem się wyciszyło, uspokoiło. Żeby łatwiej mu było podejść do wieczornego rytuału. Ale nawet przed rzeczonym czytaniem, warto zadbać o spokojne pół godziny przed snem. Ja, do 18 słońce jako tako świeci, pakuję torby i ruszam rowerem wyrzucić dzieci do lasu.

 

dsc_0584

 

dsc_0580

 

dsc_0570

 

dsc_0569

 

dsc_0595

 

dsc_0592

 

dsc_0590

 

dsc_0567

 

 

dsc_0574

 

dsc_0575

 

dsc_0606

 

Po pierwszej ekstazie i obowiązkowym włączeniu trybu badacza, przychodzi spokój. Moje dzieci ogarnia woń lasu. Zazwyczaj ruchliwe, pełne werwy, krzykliwe i szybkie, tu, w tym kawałku Puszczy Piskiej stają się spokojne i ciche. Badają gałązki, wspinają się po drzewie, penetrują kąty i… są milczące. Jakby były częścią tej puszczy, jakby od wieków tu właśnie mieszkały. Za każdym razem mnie to zaskakuje. Słyszę dzięcioła, jakieś szczekanie zabłąkanego w dalekim polu kozła, gdzieniegdzie zaszumi krzak skokami zająca. A moje dzieci słyszą to ze mną i patrzą się w jasnookie niebo jakby to, że tu jesteśmy, w tej leśnej ostoi, było najnormalniejszą rzeczą na świecie. Jakby od zawsze należały do tego lasu, do tego miejsca. Jakby było ich domem. Miejscem, gdzie wreszcie odnajdują spokój. Myślą, że tak jest wszędzie i jeszcze nie zdają sobie sprawy, że są największymi szczęściarzami na świecie.

 

To tu też jest czas na najlepsze pomysły i rozwój kreatywności. Bez zabawek, bez umilaczy czasu, to właśnie tu dzieci odkrywają możliwości swojego mózgu. Patronem tego wpisu są buciki Bobux [zaraz będziecie mogli wygrać parę dla siebie]. Chciałam je wam ładnie pokazać, jak dzieci siedzą do mnie przodem, ale Adasio nie chciał tak siedzieć. Odpuściłam, bo nigdy nie zmuszam ich do pozowania, po prostu skaczę wokół nich i staram się złapać “chwilę”. Ale Kosmyk chyba po mojej minie zobaczył, że coś nie gra. Pomyślał chwilę i powiedział: – Mamo, posadź go okrakiem, o tak, jak ja siedzę. Nauczę go machać patykiem, a ty sobie rób nam zdjęcia bokiem, bo przodem to on ma za małą pupę jeszcze. I tak właśnie powstało zdjęcie, jakie mam na głównej fejsa. Całkowity pomysł Kosmyka.

 

dsc_0602

 

A do sklepu Bobuxa [naszych ulubionych bucików, pisałam o nich tutaj i często widzicie je u nas na instagramie] trafiła właśnie nowa zimowa kolekcja. My bardzo lubimy tę markę, bo jako jedna z nielicznych produkuje buty z miękką, dopasowującą się do stopy podeszwą. To idealne buty do przedszkola [polecam Blazy, trzylatek samodzielnie je założy i są mega wygodne] oraz na wycieczki. Chłopaki miały na nogach model  Pompei Bounce Boot.

 

Ale, ale i dla ciebie coś mam. Wystarczy, że napiszesz mi, gdzie powędrowałabyś z dzieckiem w bucikach Bobux, a ja wybiorę trzy  osoby, które otrzymają parę wybranych bucików [tak, w komentarzu od razu podaj model oraz rozmiar buta, w sklepie jest świetna miarka i działa bez zarzutu]. My łazimy po lesie, a ty jakie ciekawe wycieczki odbywasz ze swoim maluchem?

 

O przesłanie adresów poproszę Jarka, Angelikę Sichelschmidt i Martę Kowalczyk. A dla reszty myślę o kolejnym konkursie!

 

Regulamin konkursu dostępny tutaj. Konkurs trwa do przyszłego czwartku do północy. Wyniki ogłoszę w niedzielę 🙂 O naszym rowerze przeczytacie tutaj.

You May Also Like