Koniec kwietnia i początek długiego weekendu [o ile jeden dzień więcej wolnego można nazwać weekendem…]. Najbliższy miesiąc będzie napięty do granic, nie tylko z powodu coraz bardziej napiętego brzucha, ale też z racji innych rzeczy, które z kwietnia musieliśmy przenieść na maj i tych, które od początku na maj planowaliśmy. Wiem, że dodawanie wpisu przed weekendem to samobójstwo, ale cóż – wiem, że kto chce i jest ciekawy jak tam sobie radzimy w nowym starym domku, ten przeczyta, a kto nie, ten poczeka na „po weekendzie” 🙂 Zaczynamy!

 

 

Powiem wam, że ja w sumie bardzo lubię planować. Dużą przyjemność sprawia mi chodzenie po naszych hektarach i sprawdzanie różnych możliwości posadzenia, posiania, zagospodarowania. Czasem moje plany krzyżuje prozaiczna rzecz „nie ma komu zrobić” [na Mazurach trochę trudno konkurować z zasiłkiem dla bezrobotnych], czasem przeszkadza w nich zwyczajne „no nie da rady tak, Aśku”, a czasem powstrzymuje mnie zwyczajny brak funduszy. Ale rzadko się poddaję i po chwilach zapaści, wstaję, poprawiam koronę i lecę dalej snuć plany.

 

W tym miesiącu jest inaczej, bo planów i założeń mamy tyle, że miesiąca może nam nie starczyć… jestem trochę przerażona i zamotana, więc pomogę sobie zapisaniem podstawowych rzeczy, które w maju musimy koniecznie zrobić. Wiadomo, co zapisane, to zrobione, a jeśli już zapiszę i podzielę się tym z kilkoma tysiącami stałych czytelników, to już wiadomo, że trzeba się spiąć, prawda?

 

Przede wszystkim:

 

 

  • wprowadzić na podwórko koparkę, która zrobi nam piękną skarpę na pagórku, ułoży podjazd, zabierze gruz po remoncie i wyrówna teren przed domem. To konieczność, bez której nie jesteśmy w stanie ruszać dalej. Kwiatki na razie sadzę do doniczek, podobnie krzewy, bo mimo planów, nie jestem w stanie przewidzieć, czy kopara będzie potrafiła ominąć moje wysiewy. Czekam więc na nią z utęsknieniem, a swoje ogrodnicze zapędy po trosze realizuję w postawionych na polu obok inspektach.

 

  • ziemia. Dzięki czytelniczce już wiem, skąd sobie załatwić jakieś pięć, sześć ton, które użyźnią tę jałową ziemię i pozwolą rosnąć bujnej trawie, poziomkom, truskawkom, malinom i innym krzaczorom. Ale na razie nie zamawiam ziemi, bo… czekam na koparę 🙂

 

  • krzaczory. Na instagramie widzieliście, że trochę już tych krzaków mam, w inspektach rośnie mi już rabarbar, rzodkiew, sałata, w rozsadnikach pomidory, pietruszka i trochę ziół, mój ojciec od rolnika przywiózł nam kilkanaście krzaków malin, które już puszczają pędy, z remontowego pogromu udało mi się też uratować cztery krzaki pigwy i trzy porzeczki [dwie posadziłam jeszcze przed remontem], a dwie rozrośnięte aronie przycięliśmy z Chłopem i przygotowaliśmy na kwitnienie. Ale wciąż pozostaje nam kupienie i posadzenie jabłoni, grusz, może jakiejś śliwy, wiśni? Chciałabym mieć kilka drzewek owocowych i w przyszłe lata robić z własnych owoców mrożone kompoty… To również musimy ogarnąć w maju, jak najszybciej, bo już chcę widzieć kwitnącą małą jabłoneczkę przed domem 🙂

 

  • brama. Na razie prowizoryczna, czyli nijaka, w zasadzie to jej nie ma 😀 Czekam, aż Chłop wróci z poligonu i się za to w pierwszej kolejności zabierze. Mam to szczęście, że jeszcze u dziadków wyczuliłam Kosmyka na niebezpieczeństwo wybiegania na ulicę i dzieciak nawet w jej okolice się nie zbliża [chyba że za rączkę], a że ruch samochodowy u nas wynosi mniej więcej cztery na dzień [w tym jeden Chłopa, a drugi dziadka], to jeszcze jestem spokojna. Ale zbliżają się wakacje, turyści, dostawcy jedzenia do pensjonatów i porządna brama to priorytet. Choćby po to, żeby ciekawscy nie pałętali mi się po podwórku.

 

  • dzwonek do drzwi. Może parskniecie, ale nie, nie mamy jeszcze dzwonka 🙂 Zazwyczaj widzę przez okno, że ktoś podjeżdża albo idzie w moją stronę, sporo czasu [praktycznie trzy czwarte dnia] spędzamy teraz z Kosmykiem na  dworze, więc zainstalowanie dzwonka ciągle odkładamy na później. A też i czekamy na zrobienie bramy, bo wygodnie będzie mieć dzwonek u bramy, ot tak.

 

  • drewniany podest na podcień. Na początku myśleliśmy o podłodze z kamieni [mamy stertę przy domu podarowaną przez mojego ojca. Mój ojciec robi takie właśnie prezenty :D], ale potem Chłop wymyślił skarpę, na którą te kamienie zużyjemy i ja wpadłam na pomysł na podłogę z desek przypominających te nasze, pomostowe w porcie. W sumie już moglibyśmy te deski zamówić, ale… czekamy na koparę i ziemię, żeby to jakoś się kupy trzymało 🙂

 

  • przeprowadzić króliki. To taka trochę tajemnica, bo Chłop uważa, że jak sobie radzą w Przystani Jaskółka, tak niech tam zostaną. Ale ja wolałabym mieć je blisko naszego domu, więc podczas poligonu poproszę ojca, żeby przywiózł do nas klatki 🙂 Mam nadzieję, że Chłop nie zauważy, bo przecież w maju są też…

 

  • egzaminy Chłopa, które on musi zdać, żeby… Aż się boję napisać, bo przecież myślistwo to takie straszne hobby, zupełnie nienaturalne, zupełnie nie praktykowane od wieków, a wiadomo, że lepsza krowa trzymana przez całe życie na metrowym podeście w ubojni i zabita prądem niż żyjące na wolności, szczęśliwe zwierzę profesjonalnie i szybko ustrzelone, ale cóż. O tym jeszcze kiedyś napiszę 🙂 Mam tylko nadzieję, że nie zacznę rodzić podczas tych egzaminów, bo rodzę dość szybko i Chłop może nie zdążyć.

 

  • urodzić. I to tak, żeby płynnie się w to wszystko wpasować. Co prawda, jest szansa, że urodzę w czerwcu [ginekolog dał mi czas do 11, urodzin mojej mamy], ale w sumie, jak wszystko w maju, to wszystko. Kosmyka rodziłam trzy godziny, więc teraz stresuję się trochę, że wszystko puści akurat w momencie, gdy Chłopa nie będzie,  a ja będę sama z Kosmykiem. Oczywiście, że oprócz egzaminów, Chłopa czeka jeszcze dodatkowy wyjazd, ale przecież kto się będzie do ciężarnej dostosowywał? 😀 A raczej do dziecka, bo to ono decyduje, a na razie zdecydowało, że obróci się tyłkiem do wyjścia, więc czekam. Panicznie boję się cesarki i tego, że na jej okoliczność, zjedzie się cała rodzina i będzie mi się pałętać po chacie [Pomożemy! Masz przecież rozpruty brzuch!] w chwili, która powinna być całkowicie moja, więc trzymajcie kciuki, żeby się Drugie Dziecko obróciło. Pamiętając naturalny poród Kosmyka, wiem, że po takim będę w stanie sama wokół siebie wszystko ogarnąć i już kilka godzin „po” zwyczajnie chodzić.  A może macie jakieś inne doświadczenia?

 

  • napisać przynajmniej 15 postów, bo tyle właśnie mam szkiców w notatniku, plus kilkanaście pomysłów nie zapisanych, a plączących się po głowie. W kwietniu nie udało mi się wszystkiego ogarnąć, bo, wiadomo, cieszyliśmy się pogodą, polami, słońcem, podwórkiem, ale mam nadzieję, że w maju będę już nieco mniej mobilna i więcej czasu spędzę przed kompem, a nie ciągle na dworze, z nimi:

 

 

DSC_1188

 

DSC_1214

 

DSC_1236

 

collage

 

 

Marynarka Kosmyka: Magiczny ciuszek

Buty: Aliexpress

Spodnie, apaszka: Zara.

 

 

DSC_1199

 

Powyższe założenia, choć spore, i tak już zostały nieco okrojone przez rozsądek. Wiadomo już, że przydomowy plac zabaw, czy całkowite zagospodarowanie podcienia w tym miesiącu nam nie wyjdą. Trochę mi szkoda, ale nie wyobrażam sobie, jak mielibyśmy to zmieścić w czasie 🙂 Na razie buszuję po sklepach i wyszperałam kilka rzeczy, nad którymi poważnie myślę i chciałabym je w czerwcu ujrzeć na świeżo wyrośniętym trawniku i pod podcieniem…

 

bbbb

 

Przepiękny hamak [1]! Już widzę, jak Kosmyk z Chłopem drzemią w nim w ciepły wieczór 🙂 Co do mebli pod podcień to waham się pomiędzy standardowym ogrodowym zestawem [3] a zwyczajnymi meblami do salonu. Ta żółta sofa [2] uwiodła mnie od razu i od razu też widziałam ją właśnie w wersji „na podcień”.  Jeśli chodzi o potrawy z grilla, to smakuje mi zaledwie kilka, ale Chłop jest wielkim fanem i gdyby tylko miał czas, już by siedział i coś sobie podpiekał [czosnek podpiekany na grillu jest pyszny!], więc grill [4] to jedna z tych rzeczy, które zapewne nie pojawią się u nas w czerwcu, a już niedługo. Podobnie z basenem [5]. Jeśli pogoda się utrzyma, to super będzie móc nagrzać wody i pomoczyć nogi bez spacerowania nad rzekę czy jezioro 🙂

 

W każdym razie – będzie się działo! A wasze plany majowe również tak napięte, jak moje? 😀