„Znam ludzi z kamienia” – śpiewałyśmy z koleżanką, jeżdżąc busikiem do szkoły piosenkę Maryli Rodowicz i zaśmiewałyśmy się wówczas do rozpuku, bo faktycznie znałyśmy ludzi z Kamienia. Z miejscowości Kamień na Mazurach. Miejscowość to zresztą szumna nazwa. Kilka domów, w tym Rywina i paru bogatych warszawiaków, jeden pensjonat i nadgryziony zębem czasu PTTK. No i Klub Mila Kamień, wyremontowany z dawnego PTTK Kamień ośrodek wypoczynkowy i ekomarina.

 

Ja sama, zresztą, sprzedając w malutkim sezonowym sklepiku rodziców, nie raz nie dwa, dzięki Kamieniowi, wkręciłam nieświadomie kilku turystów. Zazwyczaj tych, którzy pytali się o akcesoria wędkarskie. Przez chwilę w Kamieniu, oprócz domków, portu dla statków i restauracji, był sklepik, gdzie można było kupić takie rzeczy. A nawet książki i gazety. Ale potem sklepik zamknęli. A kiedy ktoś przychodził do mojego sklepiku i pytał o robaki na ryby, ja – mazurska dziewczyna, wychowana na wędkach z patyka i spławikach z piór łabędzia i szukająca robaków w ziemi, odpowiadałam rezolutnie:

 

– Pod kamieniem!

 

I potem musiałam stanąć na przeciwko powracającego z pretensjami turysty, który informował mnie, że był w Kamieniu i ten sklepik z robakami to dawno zamknęli.

 

A potem PTTK, z rozwalającymi się domkami w igiełkę,  w których spędzaliśmy zawsze trzy dni na szkolnym biwaku – sprzedano i przez chwilę na półwyspie przy jeziorze Bełdany panowała pustka. Kiedy dowiedzieliśmy się, że nowy właściciel planuje na miejscu PTTK-u stworzyć ekomarinę, wszyscy mieszkańcy okolicznych lasów, a to zacierali ręce z radości i nowej atrakcji, a to złorzeczyli, obawiając się nawału turystów. Ja akurat się cieszyłam, bo kwestionując rozwój mazurskiej infrastruktury w rezerwatach i głuszach, nigdy nie zabronię jej rozwoju w wartościowym, ekologicznym i atrakcyjnym kierunku. I tak też Kamień z roku na rok rozwijał się coraz bardziej. Powstała Zielona Szkoła Kuśnierewicza. Domki odnowiono. Przez pewien czas przyjeżdżaliśmy tam na całkiem smaczną pizzę. A potem dobudowali pawilon ze stolikami i zaczęły się kolejne remonty. Szczerze? Kiedy podjechałam tam po dwóch latach nieodwiedzania  – kopara mi opadła, a oko zbielało. Tak powstał Klub Mila Kamień.

 

Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień

 

Zbielało, bo faktycznie z ośrodka, gdzie drewniane domki zaczynał pokrywać zielony mech i zacieki deszczu zrobił się niesamowicie biały kurort w marinistycznym stylu. Pobielone płotki, parkany, belki i dołączone do tego niebieskie elementy diametralnie zmieniły wygląd ruszonego zębem czasu ośrodka. Wiecie – ja widziałam jego starzenie przez szereg lat i doprawdy doceniam efekt odnowienia, tym bardziej, że widać, iż remont nie był gruntowny – w budynku restauracji oprócz pobielenia i poniebieszczenia oraz dołożenia białych ławek z poduchami i kratkowanej tapety niewiele zmieniono. Dołożono za to nowoczesną łazienkę i w pomieszczeniu, gdzie kiedyś była księgarnia zrobiono salę zabaw dla dzieci.

 

Dzieci! To ośrodek z atrakcjami stworzonymi dla dzieci! Może się pomylę, więc, kto był, niech prostuje, ale moje oko podczas wizyt w Klub Mila Kamień, wyłapało następujące atrakcje:

 

  • wspomniana sala zabaw [na zdjęciach niżej]
  • plac zabaw przed restauracją [bardziej dla maluchów, ale i starszaki sobie radzą, w ciepłe dni rozstawiają matę do ślizgania]
  • plac zabaw przy wejściu
  • plac zabaw pośrodku obiektu
  • plac zabaw w postaci linowo-deskowego toru przeszkód
  • basenik z zabawnymi rowerkami, które można napędzać rękami
  • plaża z wielkim dmuchanym czymś, na które nie pozwoliłam podpłynąć starszakowi, bo szalały tam starsze, zwariowane i nieobliczalne chłopaki.
  • basen
  • specjalnie organizowane zajęcia dla dzieci

 

 

Wszystko to, jeśli jesteś gościem campingu, cumujesz tu jacht, mieszkasz w pokojach lub po prostu przyjechałeś na obiad – jest całkowicie za darmo. Zapłacić trzeba chyba za skutery, rowery, kajaki, rowery wodne i inne takie dodatkowe atrakcje. Z ciekawych rzeczy – wczoraj dowiedziałam się, że korzystanie z piłki na przykład jest za darmo, ale żeby ją wypożyczyć, trzeba w zastawie zostawić 50 zł 🙂  W każdym razie podczas moich wizyt spotkałam w ośrodku kilku mieszkańców i sąsiadów, więc sam Klub Mila pełni oprócz atrakcji turystycznej, fajną rozrywkę dla miejscowych. I to dobra polityka, bo na przykład ja, korzystając z wszystkich atrakcji za darmo jak wszyscy, postanowiłam  napomknąć kilka słów o ośrodku na blogu i kilka razy relacjonowałam wizyty tam na moim instastories. Ja jestem blogerką, nie muszę pisać o wszystkim, co zobaczę, ale wiem, że pani Ania z Rucianego czy Kasia z Pisza, mając możliwość skorzystania z atrakcji Klubu Mila, z pewnością poleci go innym i powie jedno czy dwa miłe słowa.

 

 

 

Ja natomiast oprócz miłych, muszę dodać łyżkę dziegciu. W Klubie Mila Kamień do dyspozycji gości oddane zostały dwie knajpy. Jak zerkniecie na obrazek poniżej, to zostały one usytuowane po obu stronach tego długiego podcienia. I teraz tak – ja zawsze korzystałam z tej po prawej stronie – Restauracji Kapitańskiej. I szczerze – byłam koszmarnie zawiedziona. Hamburger to był jakiś papierowy żart, frytki – takie sobie, albo nie usmażone porządnie, albo zbyt mocno, główne danie dla dzieci, z filecikami z kurczaka bodajże: nie tykajcie koszmarnej surówki, a samo mięso dość suche i średnio smaczne. Wczoraj koleżanka zamówiła coś z rybą: ziemniaki na puree były niedogotowane, a ryba, oczywiście, z mrożonki, mimo że raptem pięć km dalej jest Guzianka, gdzie można kupić dobre, świeże ryby z hodowli. A ceny – średnie. 30 zł za hamburgera, 15 za obiad, dychę mała cafe latte, 6 zł mała kawa z mlekiem, 3 zł kaktus, 12 zł bodajże kubeczek owoców, kawałek ciasta na talerzyku do kawy: 12-13 zł.

 

Byłam zawiedziona, bo kilka osób zachwalało mi jedzenie w Kamieniu, ja sama pamiętałam dość znośne pizze [podobno pizze dalej są spoko] i kiedy tam przyjeżdżaliśmy, ograniczałam nasze posiłki do standardowych lodów [nad jeziorem jest też stanowisko z goframi] i ewentualnie frytek z najtańszym z możliwych keczupem [w sensie ten keczup, co dają, bardzo średni, a nie że ja wybieram taki].

 

Mam jednak to szczęście, że rozmawiam z ludźmi i wczoraj na jednym placu zabaw, gdy komentowałam koszmarne jedzenie z Restauracji Kapitańskiej i dziwiłam się, że niektórym ludziom smakowało, jakaś mama obok uświadomiła mi, że być może ci ludzie jedli w tej drugiej knajpie – Tawernie Bosmańskiej, gdzie do 16.00 wydają całkiem dobre, domowe obiady i wcale nie jest tak źle. Jak dla mnie kapitan jest trochę wyżej niż bosman, ale ok, być może na statkach bosmani też dostają lepiej jeść niż ich przełożeni. Nie miałam okazji jeszcze spróbować jedzenia w tej bosmańskiej, ale być może w piątek uda nam się trafić przed 16 i zaktualizuję wpis o wrażenia z obiadu 🙂 Na stronie Klubu widzę, że ceny tam wcale nie będą takie okrutne: tutaj.

 

 

Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień

Zakochałam się w tych klockach wyżej. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam, jak chłopców zajmuje zabawa nimi, postanowiłam, że je kupię. Koniecznie! Wyszukałam w necie, że to klocki Koggi, ale potem spojrzałam na cenę [dla ciekawych: tutaj] i zbladłam. Co jak co, ale dwóch tysi na podstawowy zestaw klocków nie wydam. Może, gdybym miała sąsiadów z dziećmi, to byśmy się zrzucili, ale tak Klub Mila Kamień dysponuje największym przyciągaczem dla moich dzieci – super dużymi klockami. Udaje mi się nawet wypić czasem kawę dzięki nim. Są naprawdę fajne, szkoda, że takie drogie, no ale co zrobić. Pewnie są warte tej ceny.

 

Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień

 

Niżej ulubione miejsce chłopaków. Po lewej basen, na który wrzucają takie rowerki, którymi się pływa, jak na rowerach wodnych, tylko trzeba kręcić rękami – min. 20 minut zabawy dla chłopców. Po prawej to białe ogrodzenie kryje malutki basenik dla tych, co się boją jeziora.

 

Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień

 

Plaża – ładna, schludna, niestrzeżona, ale zadbano o wyznaczenie kąpieliska. To dmuchane coś robi furorę i zazwyczaj pełno tam dzieciaków 🙂 Oczywiście, moje dzieci kąpią się nawet wtedy, kiedy jest zimno i żadnego innego dziecka nie ma, weź na to poprawkę 😀

 

Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień

 

Kurde… poranne ćwiczenia z takim widokiem? Mega, prawda?

 

Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień

 

Mam taką jedną kieckę, wygodną i wspaniałą, ale zawsze wyglądam w niej 10 kg grubiej. Trudno.

 

Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień

 

 

Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień

 

 

To jeden z dwóch takich typowych placów zabaw. Kilka urządzeń, nie za dużo, ale na pewno wystarczająco, żeby odetchnąć po kąpieli. Dzieci się bawią, a obok jest budka z goframi i lodami, ławeczki, stoliki i widok na jezioro ze świeżą, chłodną bryzą. Dla mnie – bosko.

 

Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień

 

Za pomysł takiego placu zabaw Klubowi Mila należy się pochwała. Też tu zazwyczaj bawi się masa dzieci. Są miejsca, gdzie za mniejszy rozmach każą płacić 15 zł.

 

Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień

 

A tu salka zabaw w podziemiach Restauracji Kapitańskiej. Plus, że nie czuć szczocha. Minus, bo panuje tu zapach takiej lekkiej stęchlizny, jaki zazwyczaj czuć w starszych żaglówkach. Coś im pewnie przecieka z którejś strony. Mi to nie przeszkadza, bo znam ten zapach i lubię, a salka zajęła chłopców na ponad 30 minut. Nie jest obszarpana i zużyta, jak często to miejsce w takich punktach, gdzie obsługa nie zwraca za bardzo uwagi na porządek. Zapomniałam sprawdzić, czy można otworzyć tam okna [wychodzą na jezioro]. Nie wiem, czemu były zamknięte – czy zamknęli je na stałe, czy to sprawka jakiejś przeczulonej mamuśki lub babci. W każdym razie oprócz wilgoci, jest czysto i to świetna alternatywa, gdy spadnie deszcz.

 

Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień
Klub Mila Kamień

 

Na koniec muszę przyznać, że ośrodkiem jestem zachwycona. Nie piszę o nim, bo mi ktoś kazał, pewnie nawet nie wiedzą, że o nich piszę i na pewno nie wiedzieli, że cokolwiek napiszę. Klub Mila Kamień po prostu to miejsce obok nas, gdzie mogę wybawić dzieci i skorzystać z dobrej infrastruktury. Naprawdę dobrej. Rzadko się zdarza tak pięknie przygotowany obiekt pod dzieci i tak ładnie urządzony. No, dobra, mogli posadzić ładną, zieloną trawę, Kasi z Twoje DIY się udało, to oni też dadzą radę. Po codziennym widoku mojego schetanego trawnika, fajnie byłoby popatrzeć na miękką zieloną trawę zamiast burych placków. Ale to szczegół. Drobnostka.

 

Problemem, jak zwykle na Mazurach, jest jedzenie. I nigdy tego, kurde, nie zrozumiem. W miejscu, gdzie hodowla ryb jest na wyciągnięcie ręki, pełno łąk z krowami [moja mama robi z tego mleka od krów pyszne sery z czosnkiem, papryką, pomidorami], gdzie zawsze można kupić i dowieźć świeże warzywa, owoce i mięso,  gdzie dość prosto dostać dzikie mięso, w restauracji pana kapitana królują zamrożone frytki, zamrożone ryby, zapewne te filety też były mrożone, bo nawet ta panierka nie miała smaku… No średnio. Serio średnio. Jak przyjeżdżam tam ze znajomymi, to każdy się dziwi, że ten ośrodek nie jest przepełniony, gdzie taka liczba darmowych atrakcji powinna sprawić, że wręcz będzie oblegany. Ale nie jest. Bo jeśli ktoś ma przyjechać taki kawał przez las i zjeść zamrożone rzeczy na obiadokolację, to lepiej się zatrzymać w Rucianem czy Mikołajkach i zjeść cokolwiek, byle świeżego.

 

 

Tak. Jedzenie to główny problem wielu miejsc na Mazurach. Są perełki, takie jak przecudne Głodowo, gdzie ludzie umawiają się telefonicznie i to z dużym wyprzedzeniem, a ryby są prosto z jeziora, po które zresztą trzeba jechać naprawdę tam, gdzie psy dupami szczekają. Ale ludzie dojeżdżają, bo wiedzą, że wrócą z pełnym brzuchem. Do miejsca, gdzie jedzenie jest średnie – przyjedzie mało kto. Ja wiem, że Klub Mila Kamień prowadzi zielone szkoły i obozy dla dzieci, na pewno udaje mu się dzięki temu utrzymać. Może więc warto te wszystkie cuda, które autentycznie mi się bardzo podobają, wzbogacić o jakiś pyszne menu dostępne nie tylko do godziny 16 [podobno do 16 – podkreślam, bo jeszcze nie próbowałam] i po prostu zainwestować w lepszego kucharza?

 

I piszę to ze sceptycyzmem, bo mieszkam w tym miejscu i wiem, jak trudno znaleźć ludzi do pracy. Szczególnie do ośrodka, który działa sezonowo. Dobry kucharz zazwyczaj jest rozrywany i nie rzuci pracy, żeby przez kilka miesięcy gotować w jakiejś głuszy w lesie. A pani Kasia czy Basia, która gotuje przepyszne obiady, być może woli żyć z 500 plus zamiast wziąć się do roboty. I w tym tkwi tajemnica kiepskiego jedzenia w takich ośrodkach. W prozie życia. Zwykłej prozie życia.

 

Niemniej sam ośrodek dostaje ode mnie cztery gwiazdki na pięć. Naprawdę dobra robota i dobre miejsce warte odwiedzenia i z pewnością spędzicie tam więcej czasu niż dwie godziny. Klub Mila Kamień akurat o to zadbał doskonale. Tutaj znajdziecie ich w necie.

 

 

 

PS Na terenie całego ośrodka nie można kupić papierosów, bo ośrodek jest przystosowany dla dzieci. Ale alkoholu akurat jest w bród i można go kupić w każdej ilości, nad jeziorem jest też stanowisko z piwem dla plażowiczów. Jak myślicie, kto jest w lepszej sytuacji podczas wypadku z udziałem dziecka? Rodzic z promilami, czy rodzic, który sobie zapalił papierosa? Bardzo mnie to bawi. Albo sprzedajemy wszystko i nie udajemy, że dbamy o dzieci, albo nic.

 

PS 2 Myślicie, że po tej recenzji kiedykolwiek mnie tam jeszcze wpuszczą? 😀

 

 

PS 3 Jeśli szukacie ciekawych rozrywek na Mazurach, zajrzyjcie tutaj: KADZIDŁOWO 1, KADZIDŁOWO 2, PARK LINOWY W SPYCHOWIE, OKRĄGŁE.

  • Jestem przekonana, że Was wpuszczą:) Jeśli nie to strzelą sobie w kolano. Ja po Twojej recenzji patrzę na ceny pokoju na weekend i się tam wybieram, mam również nadzieję spotkać tam Ciebie z chłopcami 🙂
    Swoją drogą 30 zł za hamburgera to cena paryska prawie 🙂

  • Iza

    Byliśmy zachwyceni, kiedy 2 tygodnie temu zjawiliśmy się tam na obiedzie. Nie, nie obiadem (chociaż Tawerna podaje znośne posiłki), ale właśnie infrastrukturą, pięknymi placami zabaw, kąpieliskiem i tymi wszystkimi atrakcjami, o których piszesz. Na tyle zachwyceni, że wróciliśmy tam z dziećmi 2 dni później, żeby spędzić prawie cały dzień w miejscu, które wyglądem przypomina jakiś zagraniczny, fajny ośrodek 😉 A daleko nie musieliśmy jechać, bo mieszkaliśmy u Twojej mamy.
    Ceny restauracyjne odstraszają, 12 zł za kawłek ciasta to gruba przesada, a kawa z ekspresu jest niestety marnej jakości. I tak rezygnując z pięknego widku na Bełdany, woleliśmy później oglądać sunące przez centrum Mikołajek samochody turystów, ale za to pić dobrą kawę i zagryzać wyśmienitym sernikiem z malinami (w cenie detalicznej za kawałek) w dobrej cukierni u Bieńkowskich.

  • Aneta Szczepanowska

    Mnie właśnie bardzo zależy na opinii tego ośrodka… przyznam że trochę się zmartwilam

  • Magdaa

    I jak, wpuścili Cię 😉 ,:)

  • Obok klubu mila jest wspaniale jedzenie w Kroliczej Norze w Zełwągach, Oberż pod psem (chociaż z właścicielami podobno gorzej 😉 mnie zawsze dobrze traktowali, ale znam historie z pierwszej ręki, że traktują swoich klientów jak natrętne robaki czasami :D), no i genialna knajpa w gałkowie u Aleksandra 🙂 Pewnie znasz i byłaś, ale jeśli nie to polecam Ci BARDZO! 🙂

    • Iza

      A tak, w „Oberży pod psem” właścicielka zachowuje się, jakby dzięki odwiedzającym gościom nie zarabiała, ale jeszcze musiała dopłacać.