Kto jeszcze lubi początek roku szkolnego tak bardzo jak ja?

Total
0
Shares

Nigdy nie lubiłam końca szkoły i nawet końca roku akademickiego. Kojarzyło mi się to zawsze z harówką ponad siły, bo nawet jeśli uczyłam się solidnie i byłam przygotowana, moje ciało ogarniał stres i zarywałam noce, kartkując notatki i robiąc wszystko, żeby przestać kartkować notatki. Kiedy nie byłam przygotowana – miałam odwrotnie. Byłam pogodzona z losem, ale kilka godzin przed egzaminem ogarniał mnie szał “A może jeszcze zdążę” i to było jeszcze gorsze, bo potem już przed profesorem te kartki, które widziałam przed chwilą, kołowały mi przed oczami i tylko mieszały w głowie. Koniec szkoły to była mordęga. Ale początki lubiłam. A teraz, kiedy jestem matką, mam jeszcze jeden powód, żeby lubić początek roku szkolnego.

 

 

 

Jakie są plusy rozpoczęcia roku szkolnego?

 

Zaczynamy od nowa!

Przede wszystkim to czas, kiedy można zacząć wszystko od nowa [pisałam o pewnym przykładzie na fp, tutaj, zaglądajcie, bo bardzo dużo tam ostatnio publikuję :)]. Zarówno uczeń, jak i rodzic mają taką szansę i powinni z niej skorzystać. Uczeń może od początku zebrać siły i zacząć z czystą kartą, rodzic może na bazie doświadczeń z zeszłego roku już na samym początku uzgodnić z nauczycielami pewne fakty i ustalić zasady. Rzadko otrzymujemy od życia taką szansę, więc warto z niej skorzystać, żeby potem w ciągu roku szkolno-przedszkolnego nie było kwasów.

Przyjaciele!

Nie wiem, jak u dzieci miejskich [pewnie odwrotnie], ale dla dzieci z terenów wiejskich i podmiejskich szkoła to jednocześnie okazja do dłuższego kontaktu z rówieśnikami i kształtowania swoich umiejętności społecznych. Dla mojego starszego syna początek roku przedszkolnego jawił się jak fontanna z wreszcie dostępnymi starymi kolegami, których przez całe wakacje nie widział. A że mieszkamy, gdzie mieszkamy, to niestety przez dwa miesiące jego znajomości ograniczały się do spotkań z dziećmi przyjeżdżającymi na tydzień lub dwa na wakacje. I liczba smutnych rozstań, jakich byłam świadkiem, była trochę przytłaczająca.   Choć, tak jak ja w dzieciństwie, nawiązały się nowe przyjaźnie, które mam nadzieję będą trwać  [pozdrawiamy Blankę i Polę, a Poli dziękujemy za piękną kartkę 🙂 Do zobaczenia w Warszawie!]. Przedszkole to dla mojego syna taka stałość – nikt nie wyjeżdża, nikt nie przyjeżdża i każdego dnia przez pięć dni w tygodni widzi te same lubiane twarze. Dla niego radość, dla mnie ulga i wreszcie przystopowane wyrzuty sumienia, że nie jestem tak świetnym towarzyszem zabaw jak inny czterolatek.

Nowe gadżety!

Ach! Nawet jak nie śmierdzę groszem, zawsze nie mogę się oprzeć nowym jesiennym gadżetom dla maluchów. A to parasolka na deszcz,  a to plecak, a to bidon  na picie. Wyposażenie dziecka do szkoły jest dla mnie ogromną przyjemnością i lubię te nocne godziny spędzone na poszukiwaniu, a nawet samym oglądaniu, akcesoriów szkolnych dla dzieci. Pamiętam, gdy czas przedszkolny jeszcze nas nie zaszczycił tak czy siak pod koniec sierpnia kupowałam dziecku nowe akcesoria, stawiając tym symboliczny znak, że oto nadchodzi jesień. W zeszłym pierwsza wyprawka przedszkolna przyprawiała mnie o dreszcz podniecenia i z żalem przyjęłam fakt, że w tym roku szkoła zasponsorowała bloki, kredki, mazaki i inne rzeczy. Ale za to mogłam się wyżyć w akcesoriach:

 

DSC_0016

 

DSC_0026

 

DSC_0072

 

DSC_0066

 

DSC_0062

 

DSC_0029

 

DSC_0031

 

DSC_0033

 

DSC_0041

 

DSC_0042

 

DSC_0044

 

DSC_0031

 

Od razu przepraszam za masę zdjęć jednego lunchboxa, ale nie mogę przestać się cieszyć, że wreszcie udało mi się znaleźć ten ideał, idealny. Ma przegródki, ma pokrywkę, ma też mały pojemnik na jogurt i w zasadzie zmieszczę w nim wszystko po trochu, czyli tak, jak lubi Kosmyk. Trochę sobie przegryzie prażonej gryki, trochę skubnie pomidorka, trochę serka, trochę chlebka, potem winogronka czy innego owocu, popije wszystko jogurtem [tip na jogurt, żeby się nie zepsuł do drugiego śniadania – zamróźcie go. Można kupić pojemniki na mniejsze kawałki lodu, wlejcie do nich jogurt, a potem wsypcie kostki do słoiczka czy takiego kubeczka jak u mnie. Do drugiego śniadania zdąży się rozmrozić i będzie w miarę świeży :)]. Kosmyk uwielbia swój pojemnik na jedzenie i wreszcie nic mu się nie rozsypuje. A ja mam pewność, że jak na jedną rzecz nie ma ochoty, znajdzie dla niej zastępstwo [resztki, jak zwykle, zje Adaśko albo tata :D].

 

 

Nasze akcesoria znajdziecie tutaj:

 

Tornister:  tutaj

Bidon: Penny Scallan

Lunchbox: Boon

Akcesoria zębowe [kubeczek i pasta]: Jack N’ Jill

Szczoteczka: Kaufland

Sztućce: wiekowe z wczesnego dzieciństwa.

Serwetki: Tiger

Przybory szkolne

Czy tylko ja odczuwam podniecenie na myśl o wyborze nowych kredek, piórników, zeszytów, mazaków i wszystkich tych akcesoriów potrzebnych do prac plastycznych i pisania? Autentycznie, przeżywam ekstazę, kiedy mogę buszować w sklepie papierniczym i nawet to, że Kosmyk coś nowego zmasakruje, zepsuje lub gdy coś mu się nie spodoba, nie psuje mi humoru. Zawsze mam w domu zapas plasteliny [No dobra, nie zawsze, bo ostatnio nauczyłam się ją sama robić :)], farb, pędzli, ryz papieru [no, u nas idzie to w ryzach, nie w blokach :D], piasków kinetycznych, klipsów, modelin i innych takich, które są jednym z moich sposobów na sytuacje kryzysowe. Zawsze mam też zachomikowane jakieś kredki i mazaki w razie gdyby wszystko jakimś cudem zniknęło lub się wykruszyło. A moim ulubionym zajęciem jest temperowanie kredek – bardzo mnie to uspokaja i z radością obserwuję, jak dzieci wykańczają gryf, zacierając rączki, że będę mieć robotę.

 

W tym roku, mimo że szkoła stanęła na wysokości zadania [bardzo miło, prawda? Z pewnością duże odciążenie dla wielu rodziców!] tak czy siak uznałam, że kredek i mazaków nigdy za mało. Przedszkole, przedszkolem, ale w domu też będziemy coś robić, no i muszę pomyśleć o Dasiu.

 

Postawiłam na moje nowe odkrycie – kredki Woody od Stabilo [z kilkoma czytelniczkami już się dzieliłam ich cudownością, a Stabilo trochę mnie rozpieszcza, podsyłając swoje nowe gadżety, dzięki czemu miałam okazję je poznać]. To grube kredki, z grubym gryfem, które malują nie tylko po kartce, ale też po drewnie i oknach. Taaak, już widzę wasze zachwycone miny, też byłam sceptyczna. Ale te kredki przy okazji świetnie się ścierają – jestem w stanie palcem je zmazać z powierzchni. Nie płaczę, kiedy Dasio je dorwie, a dorywa chętnie i uczy się mazać swoje pierwsze rysunkowe koszmarki. Te kredki są chyba lepsze od moich ukochanych do tej pory kamyczków, bo lepiej się je zmywa, mają wyrazistsze kolory i trudniej je złamać. Mój hit tego roku. Uwielbiamy. I to właśnie te kredki są pierwszymi kredkami rocznego Dasia i ulubionymi Kosmyka.  Nie musicie zazdrościć, na końcu tekstu czeka na was mała niespodzianka 🙂 Nie puszczę bez prezentu 🙂

 

DSC_0247

 

DSC_0260

 

 

 

Jakiś czas temu kupiłam dzieciakom w jakimś komisie meblowym białą dużą tablicę na magnesy. Ale Kosma jest sprytny, domyślił się, że na tej tablicy można malować też mazakami “suchociernalnymi” [tak je nazywa]. Taką tablicę mają w przedszkolu. Na mazaki suchościeralne czaiłam się i czaiłam [wiecie, jak to jest w lesie, do sklepu daleko, a w necie kupuję tyle rzeczy, że na szukanie mazaków zabrakło mi czasu]. I tu znów uśmiechnęły się do mnie dary losu. Mazaki Trio malują nie tylko po kartce, ale świetnie zmywają się z tablicy. Mają piękne kolory, są grubsze, więc Dasio ma za sobą pierwsze próby mazania i są do tego dla niego zabawką, bo lubi je wkładać do pudełka. To jest jedna z niewielu zabaw, gdzie moje dzieci są stuprocentowo zgodne – Kosma maluje, Adaś wciska do pudełka.

 

 

DSC_0266

 

DSC_0267

 

Nie będę ukrywać, że zakochałam się produktach Stabilo. Ich kredki pokonały na głowę nawet lubiane przez nas Bambino. Nie chcę was przekonywać do ich wyjątkowości, bo zdaję sobie sprawę, że moje lubienie przechodzi powoli na fanatyzm i będę nienaturalna. Pokażę wam tylko kredki: grubsze [grubości Bambino choć trójkątne] Green Trio i cieńsze [dla mnie do kolorowanek] kredki Green Colors. Naprawdę dobra jakość, żywe kolory, maluje się nimi miękko, nie trzeba naciskać na papier, żeby wydobyć głębszy kolor i są wydajne. Bardzo je lubię.

 

 

 

DSC_0279

 

 

Mój hicior – mazaki z klipsem Cappi, żeby nie zgubić skuwek. Hicior dlatego, że poprzednie nasze mazaki Dasio rozparcelował i pogubił wszystkie zatyczki, co mnie doprowadziło do rozpaczy, bo to były nowe, nowiuśkie mazaki. Jeśli chodzi o te, to jestem spokojna. Kosmyk zawiesił je sobie na wieszaczku 🙂

 

 

DSC_0289

 

DSC_0296

 

Czas wolny dla mamy!

Wiem, jak to brzmi dla kobiety, która ma w domu jeszcze jedno lub więcej małych nieprzedszkolnych dzieci… Ale mimo wszystko posiadanie o jedną sztukę mniej na chwilę jest orzeźwiające. Wiecie, jak to jest – niby jedno zaśnie i jest spokój, ale w tym czasie drugie chce pić, jeść, bawić się, pocałować, a to stłukło paluszek, a to potrzebuje innej pomocy. Kosmyk jest dość rozumny, doskonale wiedział, że na drzemce Dasia ja muszę coś zrobić na blogu, odpisać na maile czy coś. Ale mimo wszystko oczekiwał, że jego tragedie i potrzeby będą zauważone i nie mogłam mu tego odebrać. A to tak rozpraszało! Nawet samo stwierdzenie “Kocham cię, mamo” i moja odpowiedź, mimo że krótka, powodowały wytrącenie z rytmu pisania na jakieś cenne 5-10 minut. Trzy takie pytania i cała drzemka drugiego synka szła w zapomnienie. No ale – dałam radę! Jakoś blog funkcjonował, więc nie twierdzę, że się nie da, ale tak czy siak początek roku szkolnego jawi mi się jak… wolne. Mimo że cały czas coś piszę i będę pisać 🙂

Konkurs!

A jeśli macie już trochę czasu, to możecie wziąć udział w konkursie, który organizuję razem ze Stabilo. Do rozdania dla was mam pięć paczek od Stabilo, w których znajdziecie paczkę kredek Woody razem z temperówką, zestaw mazaków z klipsem Cappi oraz dwie kolorowanki dla dzieci [bardzo fajne] i jedną dla dorosłych. Zadanie konkursowe jest proste: Zabawny dialog związany z przedszkolem. I tyle.

 

Na wasze dialogi czekam do przyszłego poniedziałku [12.09. 2016], a zwycięskie dialogi opublikuję w tym poście 13.09 2016 i poproszę o adres do wysyłki. Regulamin: tutaj.

 

 

 

Wyniki, wyniki!

 

Oto pięć nagrodzonych dialogów, autorki drogie napiszcie mi wasze adresy na asia.jaskolka@gmail.com 🙂

 

 

Sylwia Stebelska
 

Wioze mojego jeszcze wtedy 3 latka ze szkoły widzę,że jest bardzo zmęczony więc go pytam Kubuś co robiliście dziś w przedszkolu? Na to Kuba nieco się ozywil i odpowiada ” KLEIŁEM CHUJKI” ja trochę zdziwiona mówię gdzie? Na to Kuba “NO PRZECIEŻ NA JEBIE”

 

 

True story.

Nasz czterolatek poszedł w tym roku pierwszy raz do przedszkola. Minęły dwa dni, zrelaksowani jemy sobie sobotni obiad u pokoju dziecięcym, siedząc na podłodze. Makaron beztrosko wala się po panelach. Nic nam to, mamy weekend.

Więc tak podgaduje o zasady panujące przy jedzeniu, wbrew temu co się właśnie dzieje u nas.

-Ptaszyno, a pani w przedszkolu co mówiła, że czego nie wolno przy jedzeniu robić?

Syn zaczyna recytować jak zaklęty:

-No nie wolno pluć, rzucać jedzeniem, bawić się przy jedzeniu, machać widelcem, wchodzić na stół.

Nagle wtrąca się młodsza siostra (lat dwa i 3 msc) z buzią pełną makaronu i kwituje:

– I gówno nie wolno mówić, bo to brzydko.

Także ten viva savłar wiwr, etykieta i takie tam bzdety.

 

 

Karolina Szczepańska 

 

Rozmawiamy z córeczką (3,5 roku) o tym, że trzeba iść kupić nowe kapcie do przedszkola, bo stare już się robią za ciasne. Ustalam, że pójdziemy w weekend. Następnego dnia córcia mówi do mnie w szatni:

– Mamusiu o zobacz na moje kapcie.
– tak?
– One są bardzo niepiękne i bardzo niekupione!
😀

 

 

Nu

 

Synek (wtedy 3 latka, dziś rok starszy ;)) chodził już do przedszkola od kilku miesięcy. Panie przyzwyczaiły się do widoku chłopca z dłuższymi włoskami (trochę krótszymi niż Twój Kosmyk, ale jednak). Po wizycie u fryzjera gdzie został podstrzyżony tak, że boki zgolone na kilka mm a góra dłuższa (ale z subtelną wg mnie różnicą, choć mój tata mówił do swojego wnuka od tej pory “panie szlachcic” …) mój synek poszedł następnego dnia do przedszkola. Po powrocie gdzieś popołudniu przypomniałam sobie i pytam:
– Pani mówiła coś o włoskach?
– yhm
– że ładnie Ci?
– tak
– a co dokładnie powiedziała gdy Cię zobaczyła?
– ojezusmaria

 

 

Karolina Bohr

 

Synek przedstawia dziś koledze z grupy pięciolatków dwuletnią siostrę :
-to moja siostra, nic Ci nie zrobi 😉

 

 

 

You May Also Like