Nie znoszę robić postanowień – czy ja już o tym nie pisałam? Zazwyczaj, jeśli coś postanowię, to nie robię sobie terminów, kiedy to zrobię, tylko po prostu zaczynam to robić. Ale te kilka rzeczy odkładałam już tak długo i wciąż stwierdzałam, że jeszcze nie teraz… Myślę, że zapisanie ich i poproszenie was o plaśnięcie mnie biczem po dupsku, zmotywuje mnie tym razem do dotrzymania  postanowień 🙂

 

 

 

 

1. Zrobienie prawa jazdy

 

O matko, dukam to z pełnym przekonaniem, bo kiedy piszę ten tekst, to mijają cztery tygodnie od czasu, kiedy ostatni raz wyjechałam z domu. Decydując się na zamieszkanie w lesie bez prawa jazdy i drugiego samochodu, skazałam siebie na wyrafinowaną formę więzienia, z którego ucieczkę zagwarantuje mi jedynie obecność Chłopa, który na swym białym koniu uwolni mnie z wieży zwanej domkiem przy lesie. Na szczęście nigdy nie zdarzyło mu się odmówić, ale samo to, że sam często wyjeżdża, sprawia, że bywa iż tygodniami siedzę w domu, wyłącznie przyjmując audiencje kurierów i znajomych z prowiantem. Na szczęście mam internet i jakieś 37 tysięcy koleżanek. Zawsze to jakieś pocieszenie 🙂

 

 

 

2. Przemeblowanie szafy

 

Po drugiej ciąży moja figura zmieniła się diametralnie. Podejrzewam, że już nigdy nie wrócę do rozmiaru stanika 75D. A z racji tego, że moje piersi zwiększyły swoją objętość, mam problem ze wszystkimi ciuchami, jakie do tej pory posiadałam. Bluzki są w biuście za małe, a w talii za duże, choć już w biodrach wychyla się pociążowa oponka [bleh], więc w biodrach są za małe. I niby wychodzę na długie przebieżki z psem, cały dzień latam też za dzieciakami, ale waga ani drgnie. Byłoby to okropne, gdybym nie przyzwyczaiła się do swojego ciała i nie zaakceptowała zwykłego faktu: dwie ciąże i trzydziestka na karku plus problemy zdrowotne i uzależnienie od czekolady. Ale o totalnej zmianie garderoby myślę poważnie. Z tym, co mam w szafie, zwyczajnie mi się nie chce już kombinować. Moim marzeniem jest wyrzucenie praktycznie wszystkiego  i rozpoczęcie od nowa, śnię o zbudowaniu od zera garderoby przez skarpety po kurtki zimowe. Takie swoiste oczyszczenie. Myślę o spotkaniu z jakąś asystentką stylu czy jak, żeby sprawa poszła prościej. A najlepiej, żeby taka asystentka przyszła do mnie już z ciuchami, bo niczego na świecie nie znoszę bardziej, jak tułaczki po sklepach i presji wyboru 😀

 

 

 

3. Zmiana szablonu bloga

 

Och, to był mój plan na 2016, ale #brakczasu na wybranie odpowiedniego szablonu zrobił swoje. Ten rok był też obfity w napływ nowych czytelników i były miesiące, gdzie łączna liczba czytających przekraczała 150-200 tysięcy ludzi. Trudno robić zmiany przy takiej frekwencji, więc siedziałam cicho, bazując na starym szablonie, mimo że sypał się totalnie i czasem tylko zerkając na strony z nowymi szablonami, dumając, który byłby najlepszy. A wiadomości o tym, że daty na blogu nie działają liczę już w setkach 😀 Na szczęście już powoli ruszyłam ze zmianami. Nie będą totalne. Podejrzewam, że część osób nie zauważy nawet, że któregoś dnia zainstaluje się nowy szablon 🙂

 

 

 

 

4. Pomoc dla bloga

 

 

Na pomysł wpadłam w wakacje, kiedy mój szkicownik zapełniło jakieś 20 pomysłów, a ja nie dosypiałam, bo chciałam wszystkie zrealizować. Postawiłam też na w pewnym momencie na mocno rozbudowane, starające się wyczerpać temat teksty, które były dość pracochłonne. To był taki mój cel – przyzwyczaić czytelników do wyczerpujących artykułów, rzeczywistość zmieniła moje podejście – mimo że więcej wartościowych dla mnie reakcji miały teksty długie i wyczerpujące, to o wiele lepiej czytały się teksty krótsze, prostsze. I mimo że nie było to dla mnie zaskoczeniem, tak zaczęłam się zastanawiać – zarywać noce, pisząc epopeje, które przeczyta tysiąc osób, czy może skondensować myśli, odesłać, napisać krócej i sprawić, że przekaz tekstu dojdzie do 30 000 osób lub więcej? Złoty środek, złoty środek jest potrzebny. Więcej pracy i skupienia kosztuje znalezienie takowego niż samo napisanie tekstu, ale o tym chyba każdy piszący zdaje sobie doskonale sprawę 🙂 Niemniej myślę o zatrudnieniu kogoś do pomocy – takie teksty książkowe nie wymagają wiele inwencji, a ktoś mógłby za mnie obrobić zdjęcia, dodać opisy. Albo zdjęcia – mam już dość tych wielogodzinnych prób zdjęciowych i pokazywania Chłopu jak ma skierować aparat. Pomoc fotografa byłaby nieoceniona.

 

No i zamierzam wprowadzić nową kategorię. Trochę pod wpływem czytelniczki. Zobaczymy, co z tego wyjdzie 🙂 Spoiler już niedługo.

 

 

 

5. Zrobienie czegoś nieokreślonego, o czym myślę już od kilku miesięcy.

 

 

Pamiętam, kiedy koleżanka zapytała się mnie w wakacje 2012 roku,  kiedy już mieszkałam na Mazurach, jakie mam plany na następne miesiące, co zamierzam tu robić. Odpowiedziałam jej że nie mam zielonego pojęcia, ale coś we mnie rośnie, coś, czego nie umiem określić, ale siedzi we mnie i zaraz to urodzę. Kilka miesięcy później założyłam blog i proszę. Teraz też mam takie uczucie i nie do końca potrafię je opisać w słowach. Coś się zmieni.

 

 

I tak szczerze powiem – jestem trochę w kropce. Mam ogromną ochotę rozwijać blog, ale wciąż czekam na wykrystalizowanie się tego czegoś, co mi siedzi w głowie. Jestem też już trochę znudzona stawaniem w szranki, biciem się o rankingi, ściganiem, kto ma większy zasięg, kto więcej fanów, kto większe stawki. Czasem to parcie mi się włącza, ale odpuszcza po dniu czy dwóch i stwierdzam, że nie ma sensu, bo i  tak to, czy będę miała więcej czytelników niż ktoś inny, w dużej mierze zależy od szczęścia. Nie tylko od tego, jak potraktuje mnie fejs, ale też od tego, czy na przykład będę miała net. Albo czy dzieci nie zaczną się tłuc w szczytowym momencie, gdy najwięcej czytelników siedzi w sieci. Czasem mi się chce z tym walczyć, a czasem nie. I mam jakiś taki luz w sobie, że jak coś nie pójdzie, to mi się świat nie zawali.  I spokój, że jak coś jednak mi jednak wyjdzie, to trudno.

 

 

 

I tego wam i sobie życzę. Tej spokojnej pewności, która nie zmusza do zasięgania rad i opinii wśród postronnych osób. Tej pewności, która sprawi, że będziecie się czuli dobrze w swoim ciele i w swoim życiu. Tej pewności, która nie pozwala się dołować, porównywać do innych, a po prostu robić swoje.  I cieszyć się tym, co ma 🙂 I mieć cierpliwość, że to, do czego dążycie, kiedyś nadejdzie w najmniej spodziewanym momencie. Ja na przykład w święta skompletowałam od zera wszystkie skarpetki dzięki choince 🙂 Szczęśliwego Nowego Roku!