co nam wpadlo w oko

Ostatnio intensywnie szykuję się na wiosnę. Żurawie już przyleciały, orzeł kluczy zdenerwowany przyszłym swym ojcostwem [siedzi orlica na jajkach, siedzi!], piaskownica powoli odmarza, a ja jutro pogonię chłopa, żeby rozstawiał trampolinę.

Mam wielką ochotę na zakupy. Niestety, tak się składa, że od mojego zeszłotygodniowego wyjazdu do Warszawy, nie udało mi się wyrwać na dłużej do miasta. Coś tam niby pooglądałam, ale po powrocie i tak siadałam do komputera i przeszukiwałam sklepy internetowe. Zbliża się wiosna, czuję to niepowstrzymaną ochotą na wydawanie pieniędzy. Niedługo czeka nas gruntowny remont, który pochłonie większość funduszy, być może jest to więc ostatnia szansa, żeby sobie zaszaleć… A że coraz częściej pytacie się mnie, co mi się podoba, co polecam, to postanowiłam podzielić się moimi odkryciami i nagłą miłością. A przynajmniej pokażę, nad którymi rzeczami intensywnie myślę, które mi się spodobały, a które zainspirowały. Na weekend jak znalazł.

samodobro

 Na sam początek bluza Samodobro. Pierwszym rzutem oka zakochałam się w kamizelkach TEJ i TEJ, ale zgadałam się z właścicielką, która jest zresztą moją czytelniczką, i ona pokazała mi to cudo – buraczaną bluzkę. Idealna dla wiejskiego dziecka, leśny must have [dostępna TUTAJ]. Wszak my wszyscy na wsi jesteśmy burakami, a Kosmykowi zdarza się być burakiem codziennie. Szczególnie w okolicach obiadu.

little room

Na wszystkich blogach widzę tipi. One są dosłownie wszędzie. Zastanawiałam się, czy w ramach bycia na przekór ogólnym trendom, nie zbudować Kosmykowi szopy ze starych desek, ale okazało się, że to też już u kogoś było. Zaczęłam rozmyślać, czy pójść w kierunku szałasu, ale trafiłam na coś, co skutecznie mnie przekonało. I stwierdziłam, że jeśli tipi, to wyłącznie w ogrodzie i wyłącznie w jednym, stonowanym kolorze. Coś takiego można kupić TUTAJ. Kupię albo poproszę babcię, żeby mi zrobiła. Kijki do podtrzymania konstrukcji już mam.

mivo

Pytacie się mnie o buty. Czy kupuję jakieś specjalne, super wytrzymałe, idealnie nieprzemakalne i czy znam jakiś sklep, w którym można kupić świetne buty typowo na wieś. Niestety, nie znam. Kwestia butów jest sporna w naszym domu. Jedna strona uważa, że nieważne jakie, byle tanio, ja bliższa jestem stanowisku, które mówi, że jakie buty w dzieciństwie, taka gica na starość. I kasy nie żałuję. Ostatnio wpadły mi w oczy  Vansy [KLIK]. Są dość wysokie, białą podeszwę łatwo umyć, a będzie idealna na żaglówkę, no i spoko kolorki – ewentualne zabrudzenia nie będą aż tak bardzo widoczne, a i rozświetlenie niebieskością jest. Dla mnie bomba.

Ostatnio przeszukiwałam też sklepy w poszukiwaniu jakiejś chusteczki na szyję, w razie gdyby mazurski wiatr zechciał  przewiać moje dziecko nad jeziorem. Aż chłop zauważył, jak bardzo mi się powiększyły źrenice na widok TEJ chustki. Sami wiecie, jakiego mamy hopla na punkcie militarnych ubranek…

white&black

Coraz częściej myślę nad zmianą kosmykowej pościeli, a kiedy ta wpadła mi w oczy, wiem już, że na pewno muszę ją zmienić. Tę możecie kupić TU, ale to tylko przykład. Dopiero, jak zaczęłam szukać odpowiedniej pościeli, zauważyłam, jak małe miałam jeszcze pół roku pojęcie o asortymencie pościelowym dla dzieci. Jest tyle wzorów i są takie piękne, że wybór jest naprawdę szalenie trudny!

djeco

Kosmyk uwielbia piłki i ślicznie się nimi bawi. Wyszukałam więc coś, co na pewno spodoba się mu i odwiedzającym naszą Przystań dzieciom. To kolorowe, to materiałowy pokrowiec, do którego wkłada się nadmuchiwany balonik i piłka może pięknie i lekko pofrunąć. Szczegóły TUTAJ. Piłka już jest w moim koszyku. Przecież Kosmyk tak bardzo lubić strzelać gole! Ostatnio mi strzelił w okular. Ufam Djeco i wiem, że z tą firmą gole Kosmyka nie będą już mnie przerażać.

mambu

A dla tych, co tylko gadają, że wszystkie zabawki dla dzieci są drogie – przecudna kartonikowa skarbonka do samodzielnego składania i malowania już za 9.90. Jeśli wam szkoda dychy, możecie sobie zrobić ją sami, jeśli chcecie dychę wydać, wpadajcie TUTAJ.

crayons

A na koniec – dzięki uprzejmości właścicielki sklepu Tuliluli dotarły do mnie kredki kamyki, na które przymierzałam się TUTAJ. Miałam nosa. I dziecko na godzinę z głowy. Kamykowe kredki podbiły serce Kosmyka i jeśli wasze dzieci również trzeba namawiać do manualnych ćwiczeń, szczerze je polecam. Ja już  namawiać synka nie muszę, sam się swoich kamyków rwie, zaczął dzięki nim rysować COKOLWIEK, nawet coś, co przypomina koło i trójkąt. Wcześniej bezsensownie szurał kredką po papierze i w złości zrzucał kredki ze stołu. Im łatwiej się łamały, tym większa radość. Natomiast, kiedy przez przypadek złamaliśmy dwa kamyki, zostało to okraszone rzęsistymi łzami i prawdziwą rozpaczą. Kurde, żałuję, że wcześniej na nie trafiłam. Podobno używane są przez zawodowych terapeutów w celu rozwijania zdolności motorycznych. Możecie je kupić TUTAJ. Niedługo pokażę wam rysunki Kosmyka!

A ponieważ ostatnio blog całkowicie mnie pochłonął. Kumacie – wywiady, rozmowy, audycje  :D, to dzisiejszy wieczór i cały jutrzejszy dzień poświęcam wyłącznie synkowi. Wpadnę tylko opublikować wasze komentarze, wieczorem przygotuję post na niedzielę i spadam odpoczywać. Wy za to możecie mi napisać, czy któraś z zauważonych przeze mnie rzeczy również i wam się spodobała 🙂