Ja to się może nie znam, ale moim skromnym zdaniem cała ta technologia to pic na wodę. Komórki, tablety, komputery i telewizja, kto by pomyślał? A gdzie książka, a gdzie długopis i kartka? Ciężko użyć rączek do pisania? Trudno kółko i krzyżyk narysować? No właśnie. A najgorsze te gry. Dla niemowlaków już są. Już w ciąży matka sprawdza, co o jej dziecku mówi aplikacja, zamiast się wsłuchać w szum własnego brzucha i wąchać pierdów na chłopca czy dziewczynkę [podobno chłopięce bardziej śmierdzą, ale nie dam za to ręki]. W każdym razie, poświęciłam się i wychodząc z założenia, że gry dla dzieci to samo zło, znalazłam kilka najgorszych aplikacji dla dzieci, które od razu im zabierzecie i na pewno nie dacie pograć!

 

APLIKACJE DLA DZIECI – BARDZO NIEBEZPIECZNE…

 

ANISCIENCE

 

Okropna gra, która kusi swym urokiem. Podstępnie piękna grafika [filmik niżej], zdradliwie ładna myszka oraz wrzucony „żeby się nie czepiali” walor edukacyjny tylko sprowadzą wasze dzieci na manowce, bo sama gra raptem trwa kilka minut, ale… Właśnie, za prawie całe 10 zł można kupić kolejny etap w lesie i to pewnie dlatego ta gra jest taka krótka. Ale mimo że się płaci, drugi level też nie trwa długo, co tylko frustruje, bo trzeciego jeszcze nie wrzucili i po 20 minutach gry nie ma już co robić. Nawet narzekać, że gra wciąga i dziecko siedzi nad nią godzinami. Nie kupuj jej tutaj.

 

 

 

PEPPI TREE

 

 Pepi Tree Lite – zrzut ekranu

Tu kolejna dziwna gra z podstępnie wplecionymi walorami edukacyjnymi o ekostystemie, ale po co, skoro wszyscy siedzą w komórkach i do lasu nie chodzą? Że zima jest? A co to kogo obchodzi! Na spacer, a nie o jakichś wiewiórkach, jeżach czy sowach z komórki czerpać wiedzę. DO KSIONŻEK i zamiast zachwycać się jej piękną grafiką, to lepiej nie kupuj jej tutaj.

 

RUBE’S LAB

 

Koszmarna gra, w której trzeba myśleć. Normalnie, jakby nie można było myśleć bez komórki. Jeśli komuś by chciało, to by sobie takie plansze z papieru toaletowego zbudował. Nie rozumiem, czemu mój osobisty syn uwielbia rozwiązywać te łamigłówki i kombinować jak ustawić te wszystkie poprzeczki, żeby trafić kulą w dziurę. W dziurę! To nawet wulgarnie brzmi, nie kupujcie tej gry tutaj.

 

BRAIN IT ON!

 

Kolejne wariactwo – zamiast samemu robić doświadczenia w błocie po kolana, to jakaś aplikach z fizycznymi i logicznymi zagadkami. Szaleństwo. Mój syn przeszedł aktualnie ponad 100, kombinując, jak pokonać przeszkody, jak sprawić, by coś spadło, coś się przesunęło,  a dalej nie umie sobie ugotować rosołu. I czego go to nauczy? Logicznego myślenia? To znaczy tak. Cholera, nie mogę wymyślić złego słowa na tę grę, dżizas. Ale lepiej jej nie kupujcie tutaj.

 

 

HOOK

 

Totalnie beznadziejna gra, w dodatku dla dorosłych, która pod przykrywką logicznego myślenia wyłącznie psuje oczy i sprawia, że głupiejemy. Jakieś rury trzeba odłączać tak, żeby o siebie nie zahaczały. Szczerze mówiąc pierwsze levele są dla idiotów. Po 20 levelu też, bo utknęłam i syn mi musiał pomagać [sam jest dalej niż ja]. Widzicie? Jaka to zdradliwa gra? Nie podglądajcie filmiku i nie  kupujcie jej tutaj.

 

WHERE’S MY WATER?

 

Ta gra ryje mózg mojego dziecka od czwartego roku życia. Przeszliśmy wszystkie wersje, a syn niejeden raz pomógł mi przejść jakiś level, co tylko udowadnia, że taka gra szkodzi, bo człowiek, rodzic porządny, czuje się jak idiota, gdy jego osobiste dziecko doradza ci, jak poprowadzić tunel na wodę, żeby trafił do krokodyla, jednocześnie prowadząc parę tak, żeby się skropliła, a dodatkowo tworząc mieszankę, która staje się cementem czy jakąś ziemią utwardzoną.

Nie sugerujcie się tym statusem, ja wielokrotnie zabierałam tę grę mojemu dziecku i wy próbujcie jej oglądać ani kupować tutaj.

 

BOFFO’S BREAKFAST 

 

Ta gra jest  tragiczna i tylko udowadnia, jak nisko upadli rodzice, że zamiast gotować z dzieckiem, dają mu telefon do ręki i aplikację dla dzieci, w której one mogą kroić, smażyć, doprawiać, miksować, ozdabiać jedzenie, a potem patrzeć na reakcję śmiałka, który to zjada. Czy to ma sens, ja się pytam? Jakikolwiek? Dla moich dzieci ma, bo obaj chłopcy lubią się nią pobawić, ale jestem wyrodną matką, wy jesteście lepsi, więc nie oglądajcie jej ani nie kupujcie jej tutaj.

 

 

KOMU ZAGRAŻAJĄC APLIKACJE DLA DZIECI? 

 

Okej. To teraz jak to jest?  Nie starałam się kryć, że ironizuję i w ogóle naprawdę uważam, że te aplikacje są niebezpieczne. Każdą z nich zabrałam synowi. Serio. Normalnie kilka razy wyrwałam mu z ręki! Tylko nie z tego powodu, że były beznadziejne, ale raczej dlatego, że cholery mnie tak wciągnęły, że sama zaczęłam w nie grać! Przez „Where is my water” zarwałam kiedyś noc, dżizas, jak to brzmi, ale to prawda, przeciągnęłam czas zaśnięcia o jakieś dwie godziny, a Adasio przy piersi był tylko wymówką 😀 Fakt, że grając w niektóre gry spędziłam większą część karmienia Adaśka w okresie niemowlęcym, gdy potrafił leżeć wessany na amen i nie dając się odczepić. Często też grywam, gdy chłopaki się bawią na podwórku, a ja czekam, aż zdecydują się wrócić do domu i w sumie to już się na nich napatrzyłam, oni są w swoim świecie, to ja usiądę i poczekam ze trzy, cztery levele. Z kolei pierwsza z opisanych aplikacji przykuła mnie do wyrka z chłopakami naprawdę na 20 minut, bo z tą grą trzeba dziecku towarzyszyć  i czytać, i opowiadać.

 

Albo mu bezczelnie ją zabrać i odkrywać samemu 😀

 

Swoją drogą,  nie jestem zwolenniczką dawania dziecku telefonu na cały dzień i jak daję chłopakom [bo Adasio też próbuje opiekować się Pou czy kotem Tomem], to zerkam na czas.  Ale nie demonizuję też techniki. Starszak  ostatnie rezygnuje z telefonu kosztem kartki papieru, żeby narysować plansze do gier, które on sam wymyślił, więc kto wie, w jakim kierunku to się potoczy? A właśnie –  nie podawałam wieku, dla którego przygotowane są te aplikacje, bo mój aktualnie sześciolatek daje sobie radę ze wszystkimi i dawał wcześniej. Taka gra Hook jest dla dorosłych teoretycznie, ale to jedna z ulubionych gier starszaka, którą u mnie podejrzał,  więc myślę, że i dzieci w jego wieku mogą spróbować. Jak im się nie spodoba, to trudno.

 

TECHNOLOGIA JEST DLA LUDZI 

 

W pełni rozumiem obawy rodziców, którzy protestują przed dawaniem dzieciom komórek. Szczególnie małym. Rozumiem ze względu na działanie ekranów [nie bez powodu nie zjechałam żadnej aplikacji dla maluszków]. Ale nie byłabym tak drastyczna [wbrew temu, co sobie wyżej pisałam, podkreślam – ironia] i nie zabraniałabym dziecku całkowitego kontaktu z komórką w odpowiednim czasie. Kiedyś będzie musiał zadzwonić, kiedyś będzie musiał nauczyć się obsługiwać komórkę czy tablet, wszystko zmierza ku temu, że nadejdą czasy, w których ktoś, kto umie pisać długopisem będzie ewenementem, a wszystko będzie się opierać na elektronice. Drzewa się ucieszą, a nasze wnuki będą wysyłać nam powiadomienia smsem, że idzie kupa.

 

 

Wszystkie podlinkowane gry prowadzą do sklepu Play, ale większość ma swoje wersje w App Store, Większość jest darmowa, niektóre płatne kilka złotych albo za ich pełne wersje bez reklam trzeba kilka złotych zapłacić.

 

Inne pomocne aplikacje dla dzieci i rodziców, których nie polecę porządnym rodzicom nie ufającym komórkom:

 

    • POU. Czyli kupka. Ulubiona gra starszaka zaraz po kocie gadającym kotem Tomem [Talking Tom]. W Pou trzeba opiekować się… kupką, która potrzebuje się bawić, bywa chora, musi jeść, spać, myć się [aplikacja ma naprawdę fajne gry] i też gada. Szaleństwo na Pou było tak silne, że babcia nawet kupiła synkowi maskotkę Pou i syn teraz śpi. Literalnie – śpi z kupą. [tutaj aplikacja]

 

    • CZYSTE ZĄBKI. O piosenkę z tej aplikacji dostałam z trzydzieści zapytań na instastory [trochę więcej oszalało na punkcie Aniscience], kiedy pokazałam myjącego zęby Adaśka, słuchającego tej nuty. Naprawdę wpada w ucho, sami zobaczcie [tutaj piosenka, tutaj aplikacja]. Cała apka związana jest z konkretną marką i muszę powiedzieć, że w ogóle mi to nie przeszkadza, bo to dobra robota 🙂

 

 

  • ZDROWE ZAKUPY. Aplikacja, którą może używać dziecko podczas zakupów, kiedy kupić coś niezdrowego. Może telefonem zeskanować kod kreskowy produktu i pokaże jej się na ekranie albo uśmiechnięta buźka albo skwaszona, czyli zdrowe albo nie. [tutaj aplikacja]

 

  • BABY MONITOR – nie polecę konkretnej apki, bo jest ich mnóstwo, a sama przetestowałam z kilka i do żadnej nie mam zarzutów. A wydaje mi się nieco potrzebna, szczególnie u mnie, gdy jestem na własnym terenie, a jednocześnie oddalona od domu o jakieś 100 metrów i pieląca jakieś chaszcze 😀 Używałam tych apek, kiedy na przykład chłopcy już spali, a my siedzieliśmy ze znajomymi na ognisku koło domu i nie byliśmy w stanie usłyszeć, czy dzieci się obudziły. Kiedy dzwonił telefon, wystarczyła minuta, byśmy dobiegli do domu.

 

  • MATKA JEST TYLKO JEDNA – moja osobista aplikacja blogowa, dzięki której nie trzeba włazić na fejsa, żeby sprawdzić, co nowego, nie trzeba wpisywać żadnego adresu, po prostu przychodzi powiadomienie jak łaskawie coś napiszę, a ty możesz sobie wejść, kiedy chcesz i sprawdzić. Albo po prostu coś poczytać w kolejce. Tę chyba polecam najbardziej, kto już ma?   Tu wersja na Android, a tu na IOS.    

 

 

 

  • Agnieszka Pawelska

    Polecam również Little Alchemy – jest polska wersja. Moja 7 latka wciągnęła się wraz ze mną 🙂

  • Diav Draconia

    Mój trzylatek oprócz wymienionych przez Ciebie gier bardzo lubi jeszcze Thinkrolls (gra logiczna), Fiete Math (gra matematyczna) i Metamorphabet (bardzo abstrakcyjne przedstawienie alfabetu). Lubi też LingoKids (nauka angielskiego, pisania, świata – ostatnio uczyliśmy się (bo zawsze przy tablecie jesteśmy razem) o tym, z czego składa się Ziemia :).

  • Iza

    Zamiast tych gierek ja stawiam na naukę na telefonie. Mój syn bardzo się cieszy, że może uczyć sie angielskiego w ten sposób więc nie muszę go zachęcać. Ta aplikacja do angielskiego to ELLA language, mi jako rodzicowi najbardziej podoba się to, że mogę monitorować postępy syna więc wiem jak często korzysta z aplikacji. Mają też stronę internetowa, można poczytać na czym to polega . Pozdrawiam

  • Emilia

    Wszystkie wyglądają świetnie, a w jakim wieku Kosma był, gdy pozwoliłas mu korzystać z takiej elektroniki?