Ona pojechała do Paryża zamiast zrobić sobie dziecko. Wyremontowała dom, zamiast zrobić sobie drugie. Ja nie pojechałam nigdzie, bo zrobiłam sobie dziecko i nie skończyłam remontu, bo zrobiłam sobie drugie. Każda z nas wybrała i każda wybrała źle. Że ja źle, to wiadomo, elaboraty mi o tym pisały czytelniczki, gdy opublikowałam tekst o samotności. Ze ona źle – dowiedziałam się dziś.

 

W internecie można ostatnio zobaczyć pewien spot – namawiający do macierzyństwa. Zanim go zobaczycie, przeczytajcie:

 

Akcja ma na celu przedstawić macierzyństwo jako szczególną wartość – nie obowiązek czy opresję, tylko naturalne pragnienie wielu kobiet, które współczesny świat mocno ogranicza. Powodem podjęcia inicjatywy są statystyki, zgodnie z którymi obecnie przeciętna Polka rodzi pierwsze dziecko w wieku przeszło 27 lat, a 10 lat temu robiła to w wieku 23 lat. [Źródło: wirtualne media]

 

 

Czujecie się zachęcone? Widzicie, ile straciłyście? Zanim wam powiem, dlaczego ten spot do mnie nie przemawia [i chyba by nie przemówił, gdybym była bezdzietna], przeczytajcie:

 

Wiecie, dwa i pół roku prowadzę blog o macierzyństwie i przez te dwa lata dowiedziałam się jednego – gdy dostaje się któryś z kolei mail o tym, że dzięki twojej pisaninie jakaś dziewczyna zdecydowała się na dziecko, a nawet [serio] nazwała je takim samym imieniem jak ty twojego syna, nie czujesz nic innego, jak wielką odpowiedzialność. Bo to nie jest tak, że juhu, hajda na plemniki, robimy dziecko będzie fajnie. Dziecko, o czym zapewne moi czytelnicy wiedzą, to decyzja na całe życie i chyba nigdy nie poczuję się na odpowiednim miejscu, żeby kogokolwiek do tego namawiać, przekonywać, sugerować to, że będzie się czuło wielką stratę, gdy zamiast w macicę, cenna sperma trafi do gumki, czy gdziekolwiek indziej.

 

Ok, czasem jest fajnie – dziecko rzuca zabawnym tekstem, ty zabawnie opisujesz jak pierdzielisz się z jego histeriami, po kryjomu cerujesz sobie buty, żeby starczyło na te wszystkie bloki, kredki, zabawki, ciuchy, a zdjęcie swojej ostatniej porządnej i nie poplamionej bluzki, pociętej nożyczkami przez ukochanego robaczka, wrzucasz na insta ze śmiesznym opisem i zgarniasz na dzień dobry dwieście lajków. Nie dosypiasz, nie dojadasz, twój facet widział cię w makijażu ostatni raz, gdy bachor pomalował ci gębę flamastrem, ale jest cudownie, wspaniale. Przeżycie nie do opisania. Żałuj, że nie masz dzieci, żałuj!

 

Nie zrozumcie mnie źle – macierzyństwo to jest przeżycie. Coś, czego nigdy nie będę żałować, mimo że nie zdążyłam zrobić kariery, a remont kończyłam z jednym dzieckiem u nogi, a drugim w brzuchu. Pisałam kiedyś o tym, jak to jest być matką. Serio, uśmiech wynagrodzi czasem wszystko. Spot ma w sumie całkiem pozytywne założenia [więcej o nich tutaj].  Ale czy naprawdę trzeba do macierzyństwa zmuszać, namawiać, przekonywać, jednocześnie napomykając jakby nigdy nic na stronie, że jednym z najczęstszych powodów na odkładanie macierzyństwa jest zwyczajnie brak stabilizacji i odpowiednich warunków na w miarę komfortowe wychowanie dziecka? Namawianie do rzucania się na głęboką wodę – brawo!

 

Poza tym, ile takich mamusiek, które napaliły się na słodkie ubranka, śliczniusie nóżki i inne słodziuśkie akcesoria, zostały po porodzie przygwożdżone nie tak pachnącą rzeczywistością? Ile takich mamusiek porzuciło potem swoje dzieci? Ile takich bizneswomen odchrzaniły swój ciążowy obowiązek, bo „trzeba póki macica mi działa”, a resztę zrzuciły na nianie, babcie, ciocie, swoje własne dziecko widząc, jak dobrze pójdzie, przy niedzielnym obiedzie?

 

Naprawdę nie widzę sensu w promowaniu czegoś, budując jakieś absurdalne poczucie straty, niespełnienia, żalu… Szczególnie w czasach, gdy coraz więcej ludzi  chce, ale nie może mieć dzieci. Taki spocik do obiadku na pewno im pomoże walczyć z endometriozą czy innym dziadostwem – z pewnością nabiorą siły i podniosą się na duchu. Dosalając kotleta łzami, bo „faktycznie, mogłam wcześniej, w gimnazjum”. Nie widzę też sensu w wyliczaniu wszystkich osiągnięć kobiety i konfrontowania tego z byciem mamą. Serio, to ma tak wyglądać? Jak czeklista?

 

– Ok, Heniu, skoczyliśmy na bungee, byliśmy w trójkącie, majster wprowadził poprawki, a ja jutro zostanę prezeską, wszystko mamy zaliczone, wyciągaj sprzęcior, robimy dzieciaka!

 

Serio?

 

A propos Henia. Zauważyliście, że w spocie nie ma o nim mowy? Nie wiem, właściwie, dlaczego? Bo co? Bo kobieta na stanowisku nie może mieć faceta? Bo kobieta nie może się realizować, a facet to musi na rodzinę zarobić czy chce, czy nie? Bo kobieta nie musi uzgadniać ze swoim chłopem tego, czy chce powiększyć rodzinę? Bo o dziecku decyduje wyłącznie baba? Bo facet jest tylko dawcą i w sumie nie ma nic do gadania? Bujaj się, Heniu, chcesz czy nie, zrobię tak jak mi spot każe, bo poczucie winy mnie zeżre.

 

Zeżre, nie zeżre, rozmawiam czasem z koleżankami, które trochę zaczynają czuć ten niepokój „A co jeśli nigdy nie będę mieć dzieci?”. Zawsze im odpowiadam, że nadejdzie ten moment, w którym poczujesz, że musisz i odwrotu nie będzie. Kobiety, w której budzi się instynkt macierzyński nic nie zatrzyma. Najgorsze, co może przytrafić się dziecku, to zmuszona do macierzyństwa, wściekła matka, chowająca urazę do całego świata, który winien jest jej nieszczęścia, bo brutalnie ją do bycia matką namówił.

 

Fajnie, że mówimy o problemach związanych z późnym macierzyństwem [bardziej w komentarzach, bo w spocie, oprócz żalu, nie ma o nich mowy – może będzie w dalszych częściach kampanii?], fajnie, że poruszamy temat tego, że życie bez dziecka może [MOŻE, WCALE NIE MUSI] być niepełne. Ale zamiast wprawiać się w poczucie winy lub, co gorsza, przekłuwać prezerwatywy po kryjomu, może warto zwyczajnie poczekać aż ten instynkt macierzyński się obudzi?

 

A co jeśli się obudzi za późno? To trudno. Bez dzieci możesz częściej latać do Paryża. Podobno jest tam ładnie. I w spokoju kawę wypijesz.

 

 

Zdjęcie: http://www.nieodkladajmacierzynstwa.pl/

  • Magda Motrenko

    Obawiam się tylko jednego – że jak obudzi się za późno, to kobiety wcale się z tych częstszych podróży do Paryża nie ucieszą 🙁

    • MMM

      Och o tym jest wlasnie ten post. Ze takie wywolywanie na zapas poczucia straty nie jest dobra metodą przekonywania do macierzynstwa. Nie da sie urodzic dziecka wbrew sobie, na zapas, bo przeciez za X lat obudzi sie instynkt i bedzie zal. zycie to sztuka wyborow i caly dowcip polega na tym, ze nie da sie zjesc ciastka i miec ciastka. wiec jesli sie ciastka nie zjadlo gdy lezalo na stole, to jesli sie go zachce a jest za pozno – jest zal,smutek,resentyment… ale coz,zamiast ciastka mialo sie napewno cos jeszcze…
      Niestety przykre jest to ze ludzie czesto nie wybieraja miedzy paryzem a dzieckiem,kariera czy rodzina. Musza sie utrzymac,zabezpieczyc podstawowe potrzeby(dach nad glowa.. ) miec jaka taka stabilizacje. sugerowanie ze za niz demograficzny odpowiada egoizm a nie brak stabilnej pracy, zabezpieczenia opieki nad dzieckiem,polityki laczenia zycia zawodowego z prywatnym, poszanowania prawa wyboru kiedy miec dziecko i czy, opieki zdrowotnej i wsparcia leczenia nieplodnosci… jest niesmaczne.

      • Magda Motrenko

        No wow. Dzięki za streszczenie, bo faktycznie jestem tak głupia, by nie zrozumieć intencji autorki tekstu.

        Rozumiem, że w związku z tym wszystkim nie mogę już się obawiać, że komuś będzie przykro, gdy kiedyś uzna, że źle wybrał?

      • Ola Kępka

        Jest duża grupa osób, która zanim zdecyduje się na dziecko chce ustabilizować swoje życie. Niestety jest też coraz więcej egoistów, którzy odkładają decyzję o maluchu bo wiadomo, że dziecko to nie lukrowana babeczka, ale mały człowiek, który nie tylko słodko się uśmiecha, ale też płacze, nie śpi po nocach i robi kupę. A to już nie jest dla nich fajne.

  • To tak jak z prawem aborcyjnym – najpierw cały świat namawia do rodzenia dzieci, a potem, jak już dziecko jest, to żadnej pomocy od państwa/ kościoła/ innych moralistów i mędrców namawiających/ nawet często Henia.

  • Podoba mi się to że nazywasz pewne rzeczy wprost, Twoje posty mnie zarówno rozśmieszają, jak i wzruszają 🙂 Trafiłam tu bo mając dwa koty i spodziewając się dziecka – chciałam poczytać jak przygotowywałaś koty do pierwszego dziecka 🙂 Teraz czytam wszystko z dużą przyjemnością. Pozdrawiam 🙂

  • Przed chwilą trafiłam na ten spot i od razu podniósł mi ciśnienie. Już miałam sięgnąć po mój notes, by zrobić szkic postu na blog. W dwie minuty wiedziałam wszystko, co i jak chciałam napisać.
    Jeszcze tylko raz przejechałam scrollem po fejsbuku i zobaczyłam, że Ty już napisałaś. Nie mogłam odmówić sobie kliknięcia.
    I teraz po prostu nie ma już sensu żebym się powtarzała. Wiadomo, użyłabym innych słów, odniosła się do własnych doświadczeń, ale prawdopodobnie użyłabym każdego z Twoich argumentów. Zgadzam się z Tobą całkowicie. Zresztą nie pierwszy raz.

    • A jednak sobie nie odpuściłam. Tylko napisałam inaczej, niż w pierwszej chwili myślałam, że napiszę.

      Pozdrawiam.

  • Kaja

    Do mnie ten spot totalnie nie przemawia…mam 30lat, jestem prawie rok po ślubie…ale…no wlasnie to ale-totalnie nie dojrzałam do posiadania dziecka-wręcz jestem przerażona faktem,ze kiedyś bede musiała?!no wlasnie- czuje zewnętrzna presje, mojej teściowej, a ostatnio mojego męża. Bo niby mieszkamy w domu z teściami-ale ja sie czuje tu czasowo-bo docelowo chcemy kupic swoje własne mieszkanie. Bo życia z teściami nie gwyobrażam sobie na stałe. A biorąc pod uwagę, ze moja teściowa była położną-to hipotetyczna ciąża w jej jednak troszkę toksycznym otoczeniu totalnie w głowie mi się nie mieści. Przeraża mnie wręcz…ostatnio podczas mojej nieobecności namawiała swojego syna na wnuka- żebyśmy nie żałowali kiedyś, ze bedziemy starymi rodzicami…dla mnie dramat. Troszkę odeszłam może od tematu, ale uważam,ze namawianie do tak poważnej decyzji nie powinno nigdy miec miejsca.

  • Agnieszka Anna

    A mnie ten splot przygnębił…wywołał kolejną partię wyrzutów sumienia…że trzeba było zdecydować się wcześniej, że może wtedy uniknęlibyśmy takich trudności i dylematów…więc dziękuję Ci Jaskółko, że ujęłaś Nas- pary borykające się z problemem niepłodności, w swoim poście, bo czasem brakuje zrozumienia, że My na co dzień nosimy w sobie poczucie straty i żalu o którym nie trzeba Nam dodatkowo przypominać…

    • Mam sporo koleżanek, które borykają się z tym problemem, ja sama stanęłam przed tym problemem, więc nie ma za co dziękować, jesteście ważni dla mnie!

  • Brak faceta w tym spocie widzę inaczej. Dla mnie to zrzucanie odpowiedzialności – jak zawsze – na kobietę. Odpowiedzialności za brak dziecka i za dziecko. Kolejny raz szczuje się na kobiety. Tak jakby one same sobie te dzieci robiły, same odkładały, same były niepłodne, same wpadały, same miały niepełnosprawne dzieci… itd. Z jednej strony ojców się pomija i jest im smutno, bo dzień ojca obchodzony jest mniej hucznie od dnia matki, z drugiej strony są wyłączani z odpowiedzialności.
    Jak długo jeszcze?
    A spot – jak kulą w płot. Będą warunki, rodziny poczują się pewniej, to się będą mnożyć. Albo nie. Reklamą można nakłonić do zakupu telewizora. Ale do powiększenia rodziny…?

    • O właśnie, wszystko kobiety. Mój Chłop obejrzał ten spot i stwierdził, że znów katoszczucie i gender, bo chłop powinien pracować i pokazywać się w domu wieczorem, a baba w domu siedzieć i dzieci rodzić 😀

      • Może dlatego, że chłop – przynajmniej na razie – dzieci rodzić nie może. Akurat z tą nieobecnością mężczyzny w spocie to bym nie robiła afery. Po prostu mężczyzna potencjalnie może byc płodny przez całe życie, kobieta – przez dwadzieścia parę lat, stąd pewnie ta perspektywa czasowa w dośc nieudanym spocie.

  • Jak się mają założenia całej kampanii z tematem zależności późnego macierzyństwa (albo braku dzieci w ogóle) z przyjmowaniem doustnych środków antykoncepcyjnych? Tego dotyczy jeden z trzech filarów kampanii. Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego spot to pomija? Dlaczego wprost nie edukują o ew. skutkach łykania pigułki? Dlaczego nikt nie dyskutuje o popularności danych metod antykoncepcji? Nie wiem, o czym jest ta kampania ale jesli coś jest jakos dziwnie ukryte, to akcja wydaje mi się podejrzana. Czekam na raport. Ps. Wpis genialny, podobnie temat ugryzłam u siebie.

    • Akcja jest nie na temat. Jakby dwie kwestie z luźnym tylko związkiem.

  • Dobrze, że ta kampania nie ukazała się 3 lata temu, bo wtedy doprowadziłaby mnie pewnie do łez albo czegoś gorszego nawet. Bo ja wtedy miałam nie tylko te statystyczne 27 lat, ale nawet ponad 30, i rzeczywiście zdążyłam być w Paryżu, kupić dom i zrobić karierę, ale nie zdążyłam być matką. Nie taki był mój wybór, bo osobiście zamieniłabym i Paryż i dom i karierę na dziecko, ale nikt nie chciał takiej zamiany ze mną zrobić. Może to moja własna egoistyczna perspektywa, ale nie mogę patrząc na tego typu spot nie myśleć o tych setkach, tysiącach kobiet, które marzą o dziecko, ale nie mogą go mieć z mnóstwa różnych przyczyn. Moja historia ma happy end, bo zdecydowaliśmy się na adopcję i teraz jestem mamą dwóch cudownych dziewczynek. Ale historie kobiet, które nie mogą mieć dziecka, bo nie mają sensownego partnera albo których na dziecko zwyczajnie nie stać, nie zawsze taki happy end mają, więc wobec nich ten spot jest po prostu niesprawiedliwy.

    • Tak bardzo się zgadzam, że bardziej nie mogę. I gratuluję córeczek 🙂

    • Iwosia

      Ot i tyle w temacie. Bardzo dobry post, bardzo dobry komentarz… i przy okazji gratuluję Córeczek i takiego obrotu sprawy w całej tej trudnej sytuacji.

    • Dzięki, Asiu :*

  • jak dla mnie spot puszczony kulą w płot. Nieznośnie zawężony odnośnie potencjalnego grona odbiorczyń (dobrze sytuowane, wykształcone kobiety z wielkich miast). W mojej opinii przez większość akcji mających promować macierzyństwo, rodzicielstwo prześwitują stereotypy, ale po prawdzie trudno chyba wymagać, by jakakolwiek akcja społeczna miała realny wpływ na zwiększenie dzietności. Tak sobie myślę.

  • Beata Wiktoria

    Przychodzi mi do głowy milion słów, które chciałabym napisać ale napiszę krócej – bycie Matką to nie bajka. Nikt nie dostarcza tylu pięknych chwil co dziecko (szczególnie małe – gorzej gdy już dorośnie). Nikt nie umie tak manipulować matką jak dziecko, nikt nie umie tak zmęczyć jak dziecko. Nikt nie potrafi wpędzić w poczucie winy, jak dziecko. Nikt nie uświadomi nam błędów, jakie robimy, tak jak dziecko. A błędy robimy WSZYSCY. Choćbyś była najlepsza matką świata zawsze znajdzie się coś co mogłaś zrobić lepiej. Moje dziecko jest już dorosłe, niemalże samodzielne (jeszcze razem mieszkamy), kocham ją każdą komórką swojego serca i duszy ale czy zdecydowałabym się na powtórne macierzyństwo, nawet w najbardziej sprzyjających warunkach, naprawdę, nie wiem.
    W każdym razie, Asiu, bardzo się cieszę, że znowu szperasz po internetach, bo z twoich „wnerwów” zawsze powstają doskonałe teksty. Bardzo mi ciebie brakowało. Pozdrawiam całą Jaskółkową rodzinkę razem z Babcią Kosmy i „?” oraz Matką Damiana.

    • Krystyna Bieniawska-Dąbek

      Dziękuję za pozdrowienia;)

      Zastanawiam się jak się podpisywać teraz, gdy Drugie Wnuczę pojawiło się w naszym życiu;) Coś wymyślę… Ale, do tematu! Ja wolnym człowiekiem jestem i nie przepadam, gdy ktoś ( nawet dla mojego dobra) namawia mnie do czegokolwiek. Dlatego ta akcja nie przypadła mi do gustu. A z drugiej strony… jestem szczęśliwą matką trójki niepokornych dzieci i cieszę się, że tak potoczyło się moje życie. Czasem z uśmiechem, czasem z zaciśniętymi zębami, czasem ze łzami w oczach staraliśmy się z Mężem być najlepszymi (jak umieliśmy) rodzicami. Tylko Miłość, jej pragnienie może pomóc mi w decyzjach życiowych. A zachęcić do decyzji – tylko patrzenie na miłość w życiu innych. Nie lubię tzw. „antywzorców i przestraszania”. A późne macierzyństwo – moja Mama miała 42 lata, gdy się urodziłam. Co prawda, nie byłam pierwsza… Ale Mama dała radę. Każdy ma SWÓJ czas!
      Ale się rozpisałam…. Pozdrawiam! KBD :)Babcia Krysia 🙂 matka Damiana
      Znam tajemnicę o Drugim Dziecku Asi i Damianka – ale…. nie powiem:))))

  • Nie byłam jeszcze w Paryżu … ale jak mi dzieciaki podrosną to pojadę, albo nawet zabiorę ich ze sobą 😉
    Nie podoba mi się ten spot, nie każda matka musi czuć instynkt i mieć dzieci. Odkładać na później? Tu nie chodzi o odkładanie tylko o odpowiedni moment – ile jest kobiet, a może też dziewczynek, które zdecydowały się na to za wcześnie. Ja sama uważam, że presja otoczenia, „bo już rok po ślubie, czas na dziecko” i wieczne pytania „kiedy dzidziuś” trochę przeważyły na mojej decyzji i zpowodowały szybsze tykanie zegara biologicznego i mimo, że na porodówce stuknęło mi 25 lat – czułam się strasznie młoda i nie wiem czy do końca dojrzała by zostać matką. A innym mogę poradzić – nie dajcie sobą manipulować, bo pytania nigdy się nie kończą, gdy już urodzicie 1 brzdąca, kochana rodzinka i znajomi zmieniają pytanie na „a kiedy następne, przecież słabo, żeby był jedynakiem”, po 2 synu następują pytanie „a kiedy dziewczynka” – to koło nie ma końca i ciągle się kręci.

    PS. Jak pogoda na Mazurach, bo w piątek wybieramy się pod namiot 🙂

    • Jest ciepło, cieplusio! Wieczorem wrzucę zdjęcie na insta z poranka na placu zabaw 🙂

      PS. Gdzie będziecie biwakować?

  • Spot dot. raka piersi. Reakcje: a gdzie mężczyźni – oni tez chorują na raka! Ja właśnie mam zaawansowanego raka, wyobrażacie sobie, jak ciężko mi to oglądać! A ja nie mam prawie piersi! itd.
    Przesadzam – ale myśl mam taką, że odczytywanie tego rodzaju akcji w zbyt szerokim kontekście prowadzi do absurdu.
    Jeśli pomyślę o nakłanianiu do macierzyństwa, o zwracaniu się z tematem tylko do kobiet, o uczuciach osób, które nie mogą mieć dzieci, sprawach możliwości osobistych i finansowych i innych kwestiach, które są obok poruszonego problemu, to zgodzę się, że spot kulą w płot.
    Aaale – moim zdaniem poruszony problem jest węższy. Węższy i ważny. Tendencja do odkładania macierzyństwa na później jest w naszym społeczeństwie wyraźna. Sprawy partnera, finansów czy ogólnej gotowości są bardzo indywidualne i tu próby ingerencji są bez sensu. Ale kwestie zdrowotne są bardziej obiektywne. Jakoś (jako ogół) nie chcemy pamiętać, że o sukces w dziedzinie prokreacji z czasem coraz trudniej, nie robimy w zasadzie w ogóle badań dot. płodności, nie szacujemy szans tylko liczymy, że się uda właśnie wtedy, gdy przyjdzie czas,
    Czasami się już nie udaje i wydaje mi się, że jest grupa osób, które byłyby zadowolone, gdyby jakaś lampka ostrzegawcza zapaliła im się kilka lat wcześniej i skierowała np. na badania szacujące szanse albo poprzestawiała kolejność planów. Romantycznie jest czekać na zew, instynkt i gotowość – ale może tego rodzaju przekazy zracjonalizują postrzeganie i ową gotowość bez cienia przymusu wzbudzą wcześniej.

    • To fakt, że jest grupa ludzi, którzy odkładają rodzicielstwo, bo „później się uda”, a później się nie udaje,jednak naprawdę sądzisz, że ten spot do nich dotrze?

      • Tego nie wiem. Wiem, że dotarł przede wszystkim do dzieciatych blogerek parentingowych. 🙂
        Wyobrażam sobie, że ja 4 lata temu będąc na etapie ‚już czy nie już?” byłabym bogatsza o kilka dodatkowych myśli po takim spocie. Za to z 5 lat temu nawet bym na niego nie spojrzała. Musi istnieć podatny grunt by odczytać taki przekaz z przychylnością. A tym ‚bez gruntu’ polecam ignorować, jak reklamę prochów, gdy głowa nie boli. Pewnie ma to wszystko drugie dno, ale wszyscy wyciągają je na pierwszy plan.

  • Nie ma dobrego czasu na dziecko – a na pewno jednakowego dla wszystkich.
    Spot moim zdaniem jest krzywdzący bo znów na plan pierwszy wysuwa kobietę.
    Dla mnie to spot wzbudzający poczucie winy i odpowiedzialności wobec kobiety za zaludnienie kraju.
    Bo można być w Paryżu, mieć dom i urodzić dziecko.
    Można urodzić dziecko i polecieć do Paryża i budować dom.
    Można być dojrzałą 20latką gotową na bycie matką lub odwrotnie – dopiero po 30 poczuć, że jest się na dziecko gotowym.
    Można mieć skończone 30 lat i wciąż być niedojrzałą emocjonalnie kobietą.
    Rozumiem przekaz, że w im później tym trudniej zajść w ciążę i jest to uwarunkowane i potwierdzone biologicznie. Ale nie rozumiem dlaczego kobieta ma mieć poczucie straty.
    Choć może to wynikać z tego, że mężczyzna sam sobie dziecka nie urodzi. Kobieta jest do tego niezbędna -stąd taki nacisk na nas.

  • Ola Kępka

    A ja ten spot rozumiem chyba inaczej, bo nie podniósł mi ciśnienia 😉

    Jak go oglądam, to myślę o swoich znajomych, które generalnie chcą mieć dzieci, ale jeszcze nie teraz bo-i tu następuje cała litania czemu teraz nie. Chcą mieć dziecko, ale później, bo dziecko to wielkie wyrzeczenie, a oni chcą jeszcze pojechać tam, spróbować tego itd. Nie zrozumcie mnie źle, uważam,że każdy ma prawo decydować sam, kiedy chce mieć dziecko, ale taka argumentacja mnie powala. Jest mi zwyczajnie smutno, że ten mały człowiek jest traktowany jako przykry obowiązek, jeszcze go nie ma a już przeszkadza To też kwestia priorytetów- trzeba wybierać, bo nie można mieć wszystkiego. I okazuje się, że na tej życiowej liście dziecko jest na końcu, przegrywając z wyjazdem na żagle czy triatlonem… :(((

    No smutno mi i już.

    Nie wiem czy dość jasno przedstawiłam o co mi chodzi…

    ps. moja wypowiedź nie odnosi się do osób, które nie chcą mieć dzieci albo chcą, ale nie mogą.

    • Doskonale rozumiem, o co ci chodzi, ale zastanawiam się, skoro tacy ludzie cały czas stawiają swoje potrzeby i zachcianki nad dziecko, to czy oni faktycznie powinni być rodzicami? Bo moim zdaniem – nie dadzą rady.

      • Ola Kępka

        Musieliby chyba najpierw dojrzeć do tego…

  • Chciwa Mucha

    Spot irytuje mnie z 2 powodów: 1) traktuje urodzenie dziecka jako życiową misję kobiety, 2) nie bierze pod uwagę fundamentów w postaci hierarchii wartości. Jak mogę realizować wartości wyższe skoro wartości podstawowe (bezpieczeństwo + potrzeby fizjologiczne – brak stabilizacji zatrudnienia, brak snu, stres, kiepskie perspektywy na przyszłość, czyli nasza codzienność) nie są spełnione?

  • Nie podoba się Wam spot. Autorzy muszą się z tym pogodzić. I nie ma co się denerwować. Może po prostu nie do Was miał on trafić – nie jesteście odpowiednimi odbiorcami. Faktem jest, że coraz więcej kobiet, czy też par decyduje się na dziecko w późniejszym wieku. A potem borykają się z problemami niepłodności, które niestety coraz częściej dotyczą coraz młodszych ludzi (zarówno kobiet jak i mężczyzn). Mnie on też nie powalił na kolana. Szczególnie, że mam dwójkę dzieci. Ale zmusza do refleksji i zastanowieniu się kiedy jest ten „odpowiedni” moment na pojawienie się dziecka w rodzinie. Sama przez wiele lat uważałam, że mam czas na dziecko, że najpierw muszę się wyszaleć, potem zrobić karierę, potem …. Wiele było potem, mimo że instynkt mówił „teraz”. Ale opamiętałam się i udało się 🙂 Czy na drugie dziecko był odpowiedni czas? Oczywiście, że nie. Jak dziś pamiętam mojego męża, który mówił „jeszcze rok”. I czekaliśmy, a potem przez blisko dwa lata co miesiąc płakałam, bo nie było mi dane zajść w ciążę.
    A że spot budzi emocje, szczególnie par, które nie mogą mieć dzieci, które walczą o płodność, z chorobą. Jest to przykre. Ale może dzięki niemu jakaś kobieta, a może nawet wiele, uznają, że to ich czas na dziecko 🙂

    • Nie uzna. Gdybym zobaczyła ten post cztery lata temu, gdy miałam nie mieć dzieci, stuknęłabym się w głowę, serio. Jakie emocje? Emocje budzi fakt, że ona była w Paryżu i ma hawirę jak z serialu. A tak naprawdę większość ludzi odkłada macierzyństwo, bo zwyczajnie ich nie stać na dziecko i jego posiadanie to nie wybór: Paryż czy pieluchy, a wybór: jedzenie czy dziecko. Taka prawda.

      • Agnieszka

        To prawda.Wokół mnie też są pary,które chciałyby mieć dziecko ale czekają, bo nie mają warunków.A to brak mieszkania, bo bank nie da kredytu komuś kto pracuje na czarno, a to z teściami mieszkają, więc gdzie jeszcze dziecko pomieścić na dwóch pokojach?!
        Ja też czekałam na ten „odpowiedni” moment, a się okazało że mając 27lat może być już za późno.Chyba nigdy nie wiadomo czy to już ten odpowiedni moment.

  • justyna

    A mnie ten filmik wcale się nie podoba.
    Jestem w ”kiepskim” momencie życia bo prawie równiutko rok po ślubie, dopiero co stałam się współwłaścicielką mieszkania, prowadzę od przeszło 1,5 roku firmę i …
    odczuwam coraz większą presję.
    Moja teściowa ma bzika na punkcie ciągłych nawiązań do posiadania wnuka. Od wujków i cioteczek słyszę, że ”rok po ślubie to już”.

    I czasami mam ochotę napluć każdego, kto wywołuje we mnie to poczucie winy bo teoretycznie mam fantastyczne warunki do zostania matką. A praktycznie moje rozmyślania na temat macierzyństwa rozbijają się o twardą rzeczywistość w której zastanawiam się o rzeczach typu opieka nad dzieckiem po moim powrocie do pracy.

  • Gdybyś nie była matką karmiącą to bym powiedziała, żeby ci polać dla uczczenia tak dobrego tekstu! A że karmisz to ci tylko flagę wywieszam na Twoją cześć 🙂
    Zupełnie nie wiem dlaczego Twoje teksty nie ukazują się w Polityce albo innych mediach, bo ten powinien być przynajmniej w kilku!
    Buziaki od matki, która nie zdążyła być w Paryżu. Szlag 🙂

  • Agnieszka

    Od miesiąca czytam bloga z przyjemnością, mimo, że jestem bezdzietna i już zaraz 31 rż mi w tej bezdzietności stuknie. Dzisiaj natknęłam się na ten post, który dotyczy mnie osobiście i przykro mi jak czytam niektóre komentarze i insynuacje, że bezdzietni to banda egoistów, którym się we łbie przewróciło, mają źle poustawiane priorytety. Z Waszej perspektywy jestem bezdzietna z tzw. wyboru – mam męża, mieszkanie, ale zamiast dziecka „wybieram” tzw. karierę i wakacje w ciepłych krajach. A z mojej perspektywy to ja nie dokonuję żadnego wyboru – po prostu nie czuję potrzeby posiadania dziecka, nie mam instynktu. Nie wybrałam sobie braku instynktu świadomie. Tak czasem piszecie, jakby bezdzietni mieli wpływ na to czego chcą, w sensie, że wybierają „chcieć żagle” zamiast „chcieć dziecko”. „Chcieć” to uczucie, którego się nie da się sobie wmówić i zaprogramować, jak ktoś nie chce dziecka, to nie chce i nie zacznie chcieć, tylko dlatego, że zostanie zwyzywany od egoistów. Tak samo jak nie można pokochać kogoś na siłę, bo ten ktoś na to zasługuje, jest dobrym partnerem itp. Jak nie ma „chemii”, to nie ma, u kobiety też powinien być instynkt, czyli ta „chemia”. Jak nie ma „chemii”, to żaden durnowaty spot z przesłaniem ” jak nie chcesz, to się zmuś, bo pożałujesz” nie przekona kobiety do posiadania dziecka. Brak instynktu nie jest świadomym wyborem. A nie znam żadnej kobiety, która z rozbudzonym instynktem wybiera coś innego niż dziecko. Tak długo, jak kobieta przedkłada coś nad dziecko, to znaczy, że tego instynktu tak naprawdę nie ma i nie jest na dziecko gotowa, a nie, że górę bierze egoizm, lenistwo, chęć wyszalenia się, czy zarobienia na torebkę od Gucciego. I takie kobiety nie powinny być zmuszane, szantażowane czy obarczane poczuciem winy, że nie są matkami, bo jak zostaną matkami, nie będąc do tego przekonane, to nic dobrego z tego nie wyjdzie – ani dla matki, ani dla dziecka. Trochę jak kochanie/niekochanie rodzeństwa – wszystkie czytelniczki stwierdziły, że wymuszanie uczuć na dziecku kończy się źle i nie należy tego robić, skąd więc pomysł, że wymuszanie macierzyństwa na kobiecie da dobre skutki?

    I przypominanie, że kobieta pożałuje jak instynkt się obudzi za późno, jest po prostu okrutne – oczywiście, że taka kobieta pożałuje, jeśli zachce dziecka, gdy już nie będzie to możliwe i to będzie przede wszystkim jej tragedia, co nie zmienia faktu, że nie da się tej tragedii zapobiec robiąc sobie zawczasu dziecko na siłę. Tak naprawdę brak instynktu jest dramatem kobiety, bo w odpowiednim momencie dziecka nie chce, a jeśli w końcu zachce, to już najprawdopodobniej będzie za późno. Ja np. chciałabym chcieć mieć dziecko, ale nie chcę. Cały czas czekam aż mój instynkt się obudzi. Nie wiem, co zrobię, jak się w porę nie obudzi i wcale mnie ta perspektywa nie cieszy. Ale nie zdecyduję się na dziecko z rozsądku, zamiast z serca. A do tego ten spot i wiele czytelniczek namawia.

    • Małgorzata Prusaczyk

      Agnieszko, melduje sie (prawie) rowiesnica 🙂 Piszesz po prostu MOIMI myslami i slowami. Ja chyba tez chcialabym chciec, ale…..instynkt czuje minimalny (i to chyba tylko przy moim facecie, gdy np.czasem zartobliwie kladzie mi sie na brzuchu i mowi, ze jest tam mala dzidzia 😉 Macierzynstwo narazie jawi mi sie z pasmem wielu obaw natury medyczno-psychologicznej…I te obawy sa niestety silniejsze dla mnie, niz jakis instyknt, ktory mi podpowie „Obawy sa zawsze i to dobrze, ale Ty pragniesz tej istotki juz i teraz!” Czy porod przebiegnie bez komplikacji? Bo samej ciazy sie nie boje.. Czy moje przemeczenie nie wplynie negatywnie na jakosc mojego macierzynstwa i czy ten przyslowiowy usmiech istotki mi to przemeczenie fizyczne, zepchnie daleko w tyl? Czy dam rade z nastolatkiem w dobie dobrodziejstw, ale i zagrozen wspolczesnego swiata? Az wreszcie ..CZY NIE OSIEROCE DZIECKA, powiedzmy we wczesnym jego wieku? Oczywiscie strata rodzica jest ciezka w kazdym wieku.Ja mialam 20 lat, gdy zmarl moj tata i bardzo to przezylam…Jak slusznie zauwazylas, bezdzietnych Polakow po 30 roku zycia, szufladkuje sie w dwoch przegrodkach :1) nieszczesliwcy (pewnie nie moga) 2) egoisci (pewnie wola tylko siebie itp)…A nas, trzecia szufladke, tych chcacych chciec, ale nie potrafiacych do konca (jak mnie), czy w ogole (jak Ciebie), poczuc tego pragnienia, najczesciej wysyla sie do psychologa…Powiem szczerze, ze nie wszystkie niemowleta mnie rozczulaja (choc niektore tak), w noworodkach nie widze nic ladnego, ale to nie ma nic do rzeczy…Slusznie tez napisalas, ze nie mozna urodzic dziecka „na zapas”, zeby bylo, bo potem bedzie za pozno..Dziecko nie jest kursem na prawo jazdy, studiami, czy nawet malzenstwem (gdzie te wszystkie wymienione sprawy mozna przerwac, jesli nie sa jednak dla mnie).Narodziny to jedyna nieodwracalna rzecz (poza smiercia) w losie czlowieka.Rodzicielstwo to bilet w jedna strone i obranie kierunku tej „podrozy”, musi byc CALKOWICIE przemyslane.

      • Didit

        No widzicie moje drogie.. Ja nawet nie chcę chcieć…Potrafię lubić cudze dzieci ale a takiej samej zasadzie jak lubić dorosłych i podobnie jak nie mam potrzeby takiego dorosłego trzymć w domu tak samo nie mam potrzeby mieć pod opieką dziecka (pomijam fakt, ze wszelkie proby nakłaniaia mnie na siłę na dziecko powoduje, ze przez pewien czas czuję silną niechęć takze do dzieci, które lubiłam) . Może to kwestia charakteru? Ja mam charakter koc, bardziej niezależny a są kobiety mające bardziej psi (nie traktujcie jako obrazę) szukają przywiązania, są bardziej rodzinne, oddane potrzebujące mieć więcej osób do kochania. Ja nie odnajduję w sobie nawet pierwiastka matki, więc nie zamierzam uszczęśliwiać siebie i dodatkowej osoby (bądź osób) bo ucieszyloby to rodzinę czy społeczeństwo- nie. Zawsze słucham swojej intuicji i jeszcze źle na tym nie wyszłam.. A tak poza tym… co to znaczy, że w pewnym wieku ię nie da? W każdym wieku się da… od czego są adopcje?