O dziewczynie, która przewróciła oczami na widok mojego dziecka

Total
150
Shares

 

Staliśmy przed sklepem, do którego nie chciał wejść mój młodszy syn. Nie i już. Nalegałam, a w moim głosie już zaczynało pobrzmiewać poirytowanie, które dziecko świetnie wyczuwało i tym bardziej stawało okoniem. Starszak z kolei był coraz bardziej wściekły, bo on chciał wejść do sklepu i wybrać sobie jajko niespodziankę. Byłam dwie chwile od stracenia cierpliwości – ryk młodszego, że nie wejdzie i jęki starszego, że on już chce wejść. Stałam załamana pod sklepem, a ręce zaczynały mi się zaciskać w pięści, do tego obok nas zaczynali się kotłować ludzie.

 

Nie wiem, czemu się rozejrzałam. Chyba w poszukiwaniu pomocy. Mój wzrok trafił na przechodząca nieopodal dziewczynę. Znałam ją z widzenia, widziałam, że ma starsze dzieci, minęłyśmy się kilka razy w przedszkolu. Ona też na mnie spojrzała i chyba zobaczyła mój zrozpaczony wzrok. Podniosła oczy do nieba, pokręciła głową w niemym “Ja też tego nie mogłam wytrzymać” i podniosła kciuki w górę w moim kierunku. Mój wzrok przestał być zrozpaczony, na buzi rozkwitł delikatny uśmiech, który posłałam dziewczynie i kolejny raz uklękłam przy synku, tym razem spokojniej tłumacząc mu, czemu muszę wejść do sklepu i co tam będzie mógł zrobić. Ze starszakiem zrobiłam rzecz niewyobrażalną – po prostu pozwoliłam mu samemu wejść do sklepu. Młodszy, widząc wchodzącego brata, łatwiej dał się przekonać do wejścia i po 10 minutach wyszliśmy ze sklepu cali i zdrowi z jajkami, z żelkami i z lodami dla mnie – za odwagę.

 

I tylko w głowie kotłowała mi się myśl, jak mało czasem potrzeba, jak niewiele musimy z siebie dać, żeby umilić komuś dzień. Przepuszczenie w kolejce, podtrzymanie dziecka na placu, żeby jego matka nie musiała lecieć jak oparzona, uśmiech wysłany z drugiego końca ulicy, przynoszący ulgę i świadomość, że nie jesteś sama. Że nie tylko ty przez to przechodzisz.

 

Nie wiem, czemu z tego nie korzystamy. Jedna na drugą narzeka, że tamta to modyfikowane, inna daje komórkę, trzecia faszeruje słodyczami, a czwarta nie wie, co to karob i zamiast niego podaje dziecku zwykłe plebejskie kakao. Skupiamy się na naszych wadach, zamiast robić to, co robiły matki od wieków – wspierać się, bo wszystkie jedziemy na tym samym wózku. Każda z nas była nie raz ubabrana kupą, każda z nas nie dosypiała, każda przechodziła przez gorsze i lepsze okresy. A zamiast podchodzić do tego ze zrozumieniem, szczekamy na siebie jak psy w kojcach.

 

Taki drobny gest na chodniku, wsparcie drugiej mamy, która znalazła się w dziecięcym potrzasku. Taka drobna różnica – mówienie o swoich potrzebach, o swoich oczekiwaniach, zamiast standardowej przepychanki, kto robi dobrze, kto źle. Nie ma, kto robi źle. Czas skończyć z wytykaniem wad. Zacznijmy mówić o konkretach. A konkretem są twoje potrzeby. Czego ty oczekujesz, co tobie by pomogło, co sprawiłoby, że będzie ci łatwiej.

 

I mów o tym głośno, bo jak nie będziemy mówić głośno, to skąd się reszta ma dowiedzieć, czego chcemy? Ja chcę więcej mam na tych chodnikach podnoszących oczy w górę w geście wsparcia. Ja chcę, żeby ktoś ruszył cztery litery i ustąpił mi miejsca w kolejce w sklepie, bo może teraz moje dziecię jest spokojne, ale w każdej minucie może przestać być spokojnym.

 

Ostatnio podzieliłam się na fp pewnym dialogiem o wyjściu mojego syna do przedszkola. Pod statusem pojawił się oburzony wpis przedszkolanki, zbulwersowanej tym, że mój przedszkolak dojeżdża do placówki busikiem. Że to bezprawne, że nie ma takich przepisów, które by na to zezwalały. Przepisy są! W miejscach, gdzie odległość do placówki przekracza 3 kilometry, gmina ma obowiązek zapewnić dziecku i dojazd, i opiekę. Tylko to się wiąże z problemami, bo musi być kierowca, bo musi być opiekunka, bo ktoś musi dziecko z takiego busiku do przedszkola zaprowadzić. Mnóstwo problemów, prawda? Ale jednak, są w Polsce miejsca, gdzie taki dowóz dzieci jest organizowany i chwała takim placówkom, które kładą na to nacisk. Niemniej gdzieś tam zawsze pojawi się taka pani Ania czy Kasia, która powie, że to nie ma sensu, bo coś tam, bo coś innego, bo szkoda zachodu. I jedna osoba potrafi zablokować całą inicjatywę, która pomogłaby gronu rodziców w codziennym życiu i zdjęłaby ten obowiązek z ich barków.

 

Ale nas jest więcej. I rodziców zawsze będzie więcej niż takich pojedynczych jednostek. Tylko trzeba się zebrać, zorganizować, zrobić coś, żeby to nasze codzienne życie było łatwiejsze. Razem z Canpol Babies wspieramy ostatnio inicjatywę Związku Zawodowego Mam. Miejsca, w którym zbieramy postulaty rodziców. Ich żądania, prośby i oczekiwania. Na stronie Związku Zawodowego Mam możesz dodać również swoje żądania i wkrótce z waszych wszystkich komentarzy stworzymy nasz pełny manifest rodziców. Wszystkich rodziców.

 

A dziś, kiedy byłam na moich jazdach na prawo jazdy, w czasie przerwy na kawę zauważyłam matkę, pochyloną w rozpaczy nad pokładającym się na chodniku dwulatkiem. Stałam i czekałam, czy ona podniesie głowę. Kiedy zwróciła na mnie swój wzrok, przewróciłam oczami w geście “skąd ja to znam” i podniosłam kciuki w górę.

 

Dasz radę, dziewczyno.

 

Razem damy radę.

 

 

 

 

You May Also Like