Nie napisałam chyba jeszcze ani jednego tekstu, w którym byłyby zdjęcia dzieci w lesie, a nie pojawiłoby się pod nim pytanie, czy nie boję się kleszczy. Mało tego – wiele razy ciarki mnie przechodziły, kiedy czytałam, że ktoś, właśnie z powodu kleszczy, zaprzestał w ogóle z dziećmi odwiedzać leśne zakątki. W pytaniach o kleszcze, w opiniach widzę wiele strachu, jeszcze więcej niewiedzy i trochę szarlatanerii. A tak naprawdę ogromny wysyp kleszczy nie jest czymś, z czym ludzie sobie wcześniej nie radzili [po części – to my, ludzie, trochę sobie tej biedy napytaliśmy i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem], a tym bardziej – korzystając z dostępnej wiedzy, na pewno jest czymś, przed czym nie można się maksymalnie zabezpieczyć.

 

 

 

FAKTY I MITY O KLESZCZACH

Kleszcze żyją w lesie.

 

MIT: Jedna z największych bzdur, jaką przeczytałam o kleszczach to wywody jakiejś mamy, że ona z obawy przed kleszczami trzyma się z dala od lasu i preferuje łąki i skwery. Cóż mogę powiedzieć… kleszcze żywią się krwią, są więc tam, gdzie spotkają żywiciela. A że najwięcej żywicieli – psy, koty jelonki, zajączki, myszki, ludzi – można spotkać na łące, trawniku, no to….? Mnie najwięcej kleszczy oblazło na Polach Mokotowskich w Warszawie [aż cztery jednego dnia] i po weekendzie w mieście, z ulgą wracałam na moje bezpieczne Mazury 🙂

 

ZAPAMIĘTAĆ: Kleszcze żyją wszędzie tam, gdzie spotkają żywiciela. Na łąkach, w przydrożnych krzakach, w parkach, w alejkach. Jeśli nie chcesz spotkać kleszcza – czas spędzaj na zabetonowanym boisko. Choć i tam istnieje ryzyko, bo zwierzęta chodzą i strzepują sierść wszędzie.

Kleszcze „czają” się na ludzi na drzewach, a potem skaczą na nich z zaskoczenia

 

MIT: Jeśli kleszcze potrzebują żywiciela, żeby przeobrazić się w postać dorosłą i złożyć jajka, to powiedzcie mi, po kiego mają się w tym celu wspinać na drzewa? Nie lepiej poczekać w krzakach lub trawie na kogoś, kto będzie przechodził? No logiczne, no… Nie zabierajcie parasoli do lasu, chyba że minimalizujecie ryzyko ptasiej kupy na głowie.

Kleszcz po znalezieniu ofiary, natychmiast się wkłuwa i zaraża boreliozą

 

MIT: Aż chciałoby się powiedzieć – marzenie kleszcza. Ale niestety. Jesteśmy pysznym daniem, które najpierw trzeba dokładnie obejrzeć, żeby znaleźć idealne miejsce na gryz. Jeśli więc właśnie wróciłeś z lasu/pola/parku/trawnika – dokładnie się obejrzyj, bo masz dużą szansę znalezienia wędrującego po twoim ciele kleszcza, który dopiero szuka miejsca na wkłucie, a ty możesz mu je złośliwie uniemożliwić.

 

BOLERIOZA: Nie każdy kleszcz jest zarażony boreliozą. Szacuje się, że wirus borelii nosi około 30 procent kleszczy. Zarażenie następuje w ciągu 24-48 godzin, więc to też nie jest tak do końca, że „od razu”. Druga sprawa,  że kleszcze przenoszą inną poważną  chorobę: kleszczowe zapalenie mózgu.

 

Na boleriozę można się zaszczepić

 

MIT: Nie można. Można natomiast ją zaleczyć, czyli po prostu wytłumić. Ale wredna wraca: atakuje korzonki, mięśnie, wymęcza organizm i w silnym stadium człowiek ląduję w szpitalu mocno osłabiony. Ale – można zaszczepić się na kleszczowe zapalenie mózgu i ta szczepionka jest stuprocentowo skuteczna. Adasiek jeszcze jest za mały, ale Kosmyk od dawna jest zaszczepiony i kiedy wyjmowałam mu kleszcza, przynajmniej byłam spokojna, że nie umrze [mocne, ale prawdziwe, z KZM mało kto wychodzi bez szwanku]. Natomiast warto się zorientować, w którym miejscu w naszej okolicy można kleszcza przebadać pod kątem boleriozy i wtedy zachowanego kleszcza wystarczy zawieźć do odpowiedniego punktu i sprawdzić. Równocześnie przeprowadzić badanie krwi – w wakacje przychodnie są już przygotowane na takie badania, szczególnie te w rejonach turystycznych.

Żeby wyjąć kleszcza, trzeba posmarować go tłuszczem

 

MIT: O matko, nie róbcie tego. Nie smarujcie niczym, nie wykręcajcie palcami, nie urywajcie sami, jeśli nie macie pojęcia, jak to robić. Jeśli w waszym ciele albo w ciele waszego dziecka widzicie kleszcza i totalnie nie macie odwagi/pomysłu jak wyjąć go samodzielnie, od razu jedźcie do szpitala, tam się nim zajmą. Jasne, pewnie widzieliście ludzi [może mnie], którzy na widok kleszcza po prostu go wyjmują i żyją dalej, ale zapewniam, to mogą być ludzie [lub są, jak ja], którzy niejednego kleszcza wyciągali i po prostu wiedzą, jak to zrobić. Z doświadczenia wiem, że gmeraniem można tylko pogorszyć, bo w ciele może zostać główka, która dalej wypuszcza toksyny i im dłużej zostanie [a trudno się pozbyć samej, wbitej w ciało, główki, trzeba ją wydłubać], tym większe ryzyko zakażenia.

Jasne/ciemne ubrania chronią przed kleszczami

 

MIT: Kleszcze do znalezienia ofiary potrzebują węchu [narząd Hallera umiejscowiony na przedniej parze odnóży]. Tyle w temacie kolorów ubrań, które kleszczom wiszą i powiewają. Inna sprawa, że na jasnym ubraniu zwyczajnie łatwiej kleszcza zobaczyć i tylko to powinno nas przekonać do jakiegoś „specjalnego” ubierania się pod kleszcze.

 

Jak się mieszka w miejscu najbardziej bogatym w kleszcze?

 

To wasze częste pytanie. Czy się nie boję. Czy nie panikuję. A tak naprawdę kleszczy  boję się w takim samym stopniu, jak miastowi boją się, że ich dziecko wpadnie pod samochód. No jasne, trzeba uważać. Ale trzeba też żyć, prawda? Podstawowa ochrona przed kleszczem to nic trudnego.

Ochrona przed kleszczem – jak to robimy?

 

Przede wszystkim – nie chowamy się w domu. Poza tym mamy koty wychodzące przed dom. One, co prawda, do lasu nie chodzą, kręcą się po podwórku, ale, jak już pisałam, nawet w trawie przy domu można znaleźć dziada [mówiłam wam, że wyciągnęłam kleszcze trzymiesięcznemu Adasiowi? Na głowie miał. Skąd? Na kocie przywędrował]. Więc w domu również jesteśmy zagrożeni. Ale mamy kilka trików, które minimalizują ryzyko:

 

– szybka reakcja. Naprawdę szybka. W nawyku już mamy ciągłe „oglądanie” dzieci. A to przy ubieraniu butów – sprawdzenie pod kolanami, w pachwinach, pod pachami, a to przy przytulankach. Każdą okazję wykorzystujemy do zerknięcia w miejsca miękkie, ciepłe, ulubione dla kleszczy. A jeśli znajdziemy – do perfekcji mamy opanowane wyciąganie.

 

– obserwacja. To już po wyciągnięciu. Rumień, zwiastujący zakażenie, co prawda może się pojawić do 4-6 tygodni po ugryzieniu, ale równie dobrze może się nie pojawić. Wszelkie więc gorączki i inne stany moich dzieci, jeśli mnie niepokoją, konsultuję z lekarzem z uwzględnieniem zarażenia od kleszcza. Nie stosuję antybiotyku po każdym ukąszeniu. Nie jestem przeciwniczką antybiotykoterapii, ale wolę nie faszerować dziecka zbyt często silnymi specyfikami, a wręcz antybiotyki po każdym ukąszeniu są odradzane przez specjalistów w leczeniu boreliozy.

 

– ubranie maksymalnie zakrywające ciało.

 

– unikanie chaszczy i krzaków, choć to nam kiepsko wychodzi, bo z zamiłowania uwielbiamy penetrować chaszcze i krzaki, dlatego w użyciu mamy też:

 

– środki chemiczne odstraszające kleszcze. Stoją u nas zawsze na wierzchu i zawsze są pod ręką. Pytacie mnie o konkretne, ale używamy ich tyle, że w zasadzie trudno mi wybrać, a żaden mnie nigdy nie zawiódł. Kleszcze łapaliśmy zawsze wtedy, kiedy zapomnieliśmy użyć czegokolwiek.

 

– środki elektroniczne. To nowość, którą od jakiegoś czasu testujemy i być może okaże się przełomowym wynalazkiem w naszej walce z kleszczami. To właśnie z nimi odbywaliśmy niedzielny spacer:

 

 

 

DSC_0628

 

DSC_0615

 

DSC_0644

 

DSC_1477

 

DSC_0188

 

DSC_0190

 

 

DSC_0201

 

DSC_0228

 

DSC_0236

 

 

 

Testowaliśmy produkty TickLess, które są niewielkimi urządzeniami emitującymi impulsy ultradźwiękowe [zupełnie nieszkodliwe i niesłyszalne dla ludzi], które blokują narząd Hallera u kleszczy, dzięki czemu trudniej im znaleźć żywiciela, czyli – nas. Kiedy tylko dowiedziałam się o tym urządzeniu, stwierdziłam, że w naszej walce o spokojne spacery jest ono niezbędne i zgodziłam się przetestować ten produkt.

W swojej ofercie TickLess ma cztery urządzenia, które powinny zainteresować każdego, kogo interesuje ochrona przed kleszczem i kto lubi chodzić po łąkach, parkach i wszystkich kleszczogennych miejscach:

 

 

 

dedede

 

Miteless to urządzenie, które przyda się w domu. Wsadza się je do kontaktu, a fale blokują narząd Hallera u kleszczy i eliminują roztocza kurzu domowego [przydatne dla alergików]. Jak już wspomniałam – w zeszłym roku na trzymiesięcznym Adaśku znalazłam kleszcza przywleczonego przez kota, więc posiadanie takiego urządzenia to dla mnie konieczność. Czuję się bezpieczniejsza.

 

A koty? Kotom do obróżki zostały przytwierdzone malutkie TickLess Pet. Urządzenia po włączeniu są aktywne ponad 10 miesięcy, więc kocury mogą nosić je na stałe i nie muszę się martwić wyłączaniem i włączaniem. Podobne urządzenie dostała Kora – ma je przytwierdzone do szelek spacerowych, bo TickLessa nie można zamoczyć, a jeśli maszerujemy nad wodę, to czasem pozwalamy jej pochlupać się radośnie. Żeby nie zdejmować jej obroży, prościej będzie zdjąć szelki. TickLess Pet działa również na pchły i tu, muszę powiedzieć, widzę faktyczne działanie – kocury, których sierści i ogólnej higienie poświęcamy i tak dużo czasu [wszak dzieci] dopiero teraz przestały się naprawdę drapać.

 

Dla dzieci przygotowano TickLess Baby. Również po włączeniu działa bez przerwy przez 10 miesięcy i można go przyczepić do wózka, kurtki, plecaka – wszędzie tam, gdzie nam wygodnie, i nie musimy się martwić pamiętaniem o włączaniu i wyłączaniu.

 

Dla dorosłych natomiast przygotowano podstawowy produkt TickLess Human lub TickLess Hunter. Na spacerach z Adaśkiem polegam na TickLessie przyczepionym do jego wózka, ale z Kosmykiem muszę uważać, bo on już chodzi własnymi drogami. Zasięg Ticklessa to około 1,5 metra, czyli wystarczy, żeby każde z nas szło drugą stroną leśnej drogi, żeby już nie załapać się na fale. Te duże, dla dorosłych, zresztą doskonale dopasowują się do naszych potrzeb, bo można je wyłączać. Więc kiedy idę tylko z Dasiem, to mogę polegać na jego urządzeniu, gdy moje leży wyłączone w domu. A na rodzinnych wycieczkach – każdy ma swoje, bo jednak czasem każde z nas idzie w swoją stronę, żeby zbadać interesującą go rzecz.

 

 

DSC_0566

 

DSC_0576

 

DSC_0244

 

DSC_0259

 

DSC_0262

 

DSC_0284

 

DSC_0296

 

 

Okulary Kosmyka – Real Kids Shades 

Kurtka Kosmyka – Ducksday

Kombinezon Adaśka – Ducksday

Buciki chłopaków –  Bobux

DSC_0316

 

DSC_0322

 

DSC_0350

 

DSC_0357

 

DSC_0366

 

DSC_0375

 

DSC_0395

DSC_0406

 

DSC_0412

 

DSC_0492

 

DSC_0500

 

DSC_0504

 

DSC_0514

 

DSC_0527

 

DSC_0595

 

ochrona przed kleszczem

 

Zaszczepieni przeciwko kleszczowemu zapaleniu mózgu, z odpowiednią ochroną i wiedzą, nie boimy się penetrować lasu i jego uroczysk. Na tej wycieczce zgłębialiśmy pobliskie nęcisko z amboną – mówiłam o nim tutaj. To sam środek Puszczy Piskiej, tuż przy końcowym nurcie rzeki Krutyni i ostoi zwierząt. Na każdym spacerze w tamtą stronę spotykamy a to jelenia, a to łanię, a to borsuka [rozpleniły się ostatnio], a to orła, który niedaleko ma swoje gniazdo. Koniec końców, czasami, kiedy myślimy o tym, gdzie pojechać i co zwiedzić, lądujemy tutaj. W środku lasu, w najpiękniejszym miejscu na ziemi. Nawet po kosmetycznych poprawkach przeprowadzonych przez leśniczego, to wciąż jedno z najurokliwszych miejsc na Mazurach.

 

 

 

`Partnerem wpisu jest dystrybutor urządzenia TickLess.

Więcej tekstów o Mazurach znajdziecie w zakładce Mazury,

po prawej stronie bloga