Zawsze miałam problem z wyborem. Moje zakupy, dla siebie, dla dziecka, dla chłopa, praktycznie nigdy się nie kończą, bo ciągle coś muszę przemyśleć, czegoś doszukać, kilka rzeczy dokupić, posprawdzać. Nic mnie bardziej nie irytuje, jak właśnie to moje niezdecydowanie. Dlatego też wybucham euforyczną wręcz radością, gdy uda mi się zdobyć coś, czego jestem stuprocentowo pewna, nad czym nie muszę się ani chwili zastanawiać, co z całą pewnością chcę, a ponadto, bez cienia wątpliwości wiem, że owa rzecz bezgranicznie uszczęśliwi moje dziecko…
 

Zresztą… najwierniejsi czytelnicy wiedzą, że Kosmyk żyłkę do handlu miał od najmłodszych lat…
 

Kosmyk tak zaangażował się w robienie sprawunków, że przynajmniej raz dziennie mam go na godzinę z głowy. Wystarczy dostarczyć mu odpowiednie zaopatrzenie, które może sobie kupować i sprzedawać i moje dziecko przestaje całkowicie mnie potrzebować. Żyłkę do handlu to on ma. Ostatnio opylił kotom kilogram jabłek. Przyjęły bez protestów. Flejtuch nawet polizała. [„Idziemy na zakupy”, 25 lutego, 2014 roku]

 

Kiedy plastikowy koszyk na sprawunki się rozleciał, a naprawiony i posklejany taśmą – znów się rozleciał, a do tego pożyczony od babci kalkulator roztrzaskał się przez całkowity przypadek o ścianę [każdy przecież musi się jakoś dowiedzieć, ile może wytrzymać kalkulator, prawda? Kosmyk już wie, że dużo nie zniesie…] zapanował  kompletny chaos. I nie, nie, nie dlatego, że nastąpił żal, płacz i zgrzytanie zębów, nie, nie! Kosmyk, pozbawiony swoich akcesoriów, opuszczony i samotny, stwierdził, że jedyną na to radą jest w y m y ś l e n i e sobie kalkulatora, kasy, pieniędzy i zabawa z wyobraźnią. Zdajecie sobie sprawę, że na produkty nie starczyło już umysłu, więc regularnie zostawałyśmy z babcią ogołacane z jabłek, bananów, saszetek z przyprawami, słoiczków, serków oraz wędlin, gdyż Kosmyk musiał mieć w swoim wymyślonym sklepie jakiś asortyment…

W związku z tym po całym domu poniewierały się zapomniane przez klientów sprawunki, a moją rolą było odkrywanie, gdzie tym razem podgnije sprzedane kotu jabłko – pod kanapą czy za telewizorem? 😀

Ok, ok, bez drastycznych szczegółów. Konkluzja jest taka, że nie mogłam nie docenić konsekwencji, z jaką Kosmyk pielęgnuje swój dryg sprzedawcy [nie bez kozery napisałam tekst o młotkowym ostatnio!] i powiedziałam „dość!” wyimaginowanej zabawie. Efekty możecie podziwiać na zdjęciach, a post ten został napisany właśnie w trakcie procesu sprzedażowego 🙂 Uf.

 

plac zabaw, goki, zabawki goki, kasa fiskalna, drewniane warzywa,

plac zabaw, goki, zabawki goki, kasa fiskalna, drewniane warzywa,
plac zabaw, goki, zabawki goki, kasa fiskalna, drewniane warzywa,
plac zabaw, goki, zabawki goki, kasa fiskalna, drewniane warzywa,
plac zabaw, goki, zabawki goki, kasa fiskalna, drewniane warzywa,
Chustka: Aliexpress
Spodnie: Next [widzieliście je tutaj]
Bluzka: H&M
Kasa – Goki [tutaj]
Drewniane produkty – Goki [tutaj]
plac zabaw, goki, zabawki goki, kasa fiskalna, drewniane warzywa,

A na sam koniec, nawiązując do tytułu posta, mała scenka, jaka się ostatnio rozegrała, gdy Kosmyk sprzedawał tacie swój samochód.

– Kosmyku, za ile sprzedasz mi swój czerwony samochód?
– Hm… za dwadzieścia złotych!
– Ok to ja kupię twój samochód za dwadzieścia złotych!
– Dobrze tato!

 

Kosmyk liczy pilnie na kalkulatorze w kasie, marszczy brwi, wreszcie mówi:

 

– Proszę tato! Weź swój samochód! A tu twoje 20 złotych! Dziękuję za miłe zakupy i zapraszam ponownie!

 

Po chwili:

 

– No? Mamo! Chodź następna! Mam jeszcze dużo pieniążków i rzeczy!

 

I w tym momencie mam do was ogromną prośbę… wiecie, ja bardzo wierzę w syna… ale dopóki nie zda matury z matematyki, moglibyście nie robić przez chwilę u niego zakupów? 😀

 

 

  • :)) To ja poproszę o adres jego sklepu 😉

    • A kysz, a kysz, załóżcie swój sklepik 😀 [Wiedziałam, że znajdą się chętni na zakupy u Kosmyka, jego metoda rozliczeń jest niezwykle korzystna :D]

  • Hahaha nie Kosma nie przestaje zaskakiwać 🙂 Ikea ma pluszowe warzywa i owoce (jest nawet ryba którą można pofiletować) – to tak gdyby zapłonął rządzą gotowania, choć pluszowe warzywka też można sprzedawać w sklepiku. Moje serce podbiło drewniane mleko! Jak dorobię się dzieci to też im takie zabawki sprawię 🙂

    • Jest mnóstwo takich zabawek dla dorosłych 🙂 Odkryłam je tutaj: http://edukatorek.pl/19-zabawa-w-doroslych Resztką sił powstrzymałam się od zamówienia ich wszystkich 😀

    • No ja przepraszam! Nie mogę się powstrzymać! 😀 zabawki są cudne, ale…bułka ZE serem? 😛 padłam 😀

    • Hehe, poprawione 🙂 wstyd się przyznać, ale kilku godzinach przed komputerem takie wpadki zdarzają się także filologom 😉 na usprawiedliwienie mogę dodać, że skopiowane to to od dystrybutora 😉

    • Oj tam, oj tam, ja myślałam, że to tak specjalnie, bo wstyd się przyznać, ale moje dziecko mówi właśnie tak na kanapkę ZE serem 😀 I nie umiem tego naprawić 🙂

  • U nas jest dokładnie tak samo! 😀 Dostaję od Malucha towar i wszystko co ma akurat w kasie.

  • Lidzia identycznie robi z nami zakupy,kupiliśmy jej pliki papierowych pieniędzy i szaleje z nimi aż miło. Kasy mamy 2,więc możemy stworzyć mały supermarket;-)

  • Aśka, świetne zdjęcia!!! Rozwijasz się! :*<br /><br />A co do sprzedawania, to my mamy taką vintage plastikową kasę z lumpeksu za 2 dyszki i Tośka tez uwielbia sprzedawać rzeczy i za nie płacić, sprzedając 😉 Ale my operujemy monetami i liczymy je dokładnie, nieważne kto płaci. Takie przyjemne z pożytecznym 😉

  • Zawsze lubiłam zabawę w sklep;) i sama kiedyś ..i z dziećmi.. i z Kosmykiem też.. Potwierdzam! Kosmyka za nic nie można przekonać, że sprzedawca powinien inkasować pieniądze. Próbowałam i … i nic! dalej mówił: tu zielony brumek a tu twoje dwa pieniążki babciu! Oryginał z tego mojego Wnuka! Pozdrawiam! KBD 🙂 babcia Kosmyka 🙂 matka Damiana

  • To gdzieeeeee?! Kosmyk ma swój sklep? 😀

  • W takim razie jednak ktoś może się skusić na kupienie i Ciebie… nie tak jak kiedyś to opisywałaś :D<br />Jak byłam mała, miałam drewnianą stolnicę, wałek, tłuczek do mięsa i całą masę narzędzi, z którymi nie wiedziałam co robić, ale świetnie nadawały się do tłuczenia siostry 😉 Cudowne wspomnienia, dobrze że takie zabawki wracają…

  • Anonymous

    Mój chrześniak- lat 3- sprzedał mi 5 ludzików z kasztanów. Tyle miał i chciał sprzedać, więc zaproponowałam, że kupię wszystkie. Dopiero jak doszło do płacenia zapytałam o cenę……. ogłosił zdecydowanym głosem…..50 zł za ludzika. <br />Na szczęście zadowolił sie 20 zł. za wszyskie głosząc, że zarobił niezłą kasę!!!! Miłego dnia. Dzieci są super!!!!

  • Czy Kosmyk opyliłby mi Przystań za dwadzieścia złotych?

  • Ja pamiętam jak pannicą już będąc, jakieś 12 lat pewnie, zachciało mi się (samej) bawić w sklep. Wyniosłam matce wszystko z kuchni, mąkę, ryże, proszki jakieś, no co tam było, dosłownie wszystko wyniosłam do salonu i sobie sprzedawałam. Jaki embaras był kiedy pochłonięta zabawą usłyszałam dzwonek do drzwi, a w drzwiach ciocia z wujkiem i dziećmi, przyjechali w odwiedziny (mam się spóźniła

  • Pamiętam, jeszcze z czasów kiedy ja byłam mała, że zabawa w sklep była cudowna i rozwijająca. I choć nie spieszę się z dorastaniem mojego dziecka, to mam nadzieję, że z nią będę mogła przeżyć to wszystko an nowo, bo widzę, że wy przeżywacie to razem. A co do niezdecydowania, też na to cierpię, najchętniej dałabym dziecku po prostu wszystko 🙂

  • Pamietam jak sama bawilam sie w sklep. Szkoda ze takich pieknych akcesoriow nie bylo :/<br /><br />Kurde weszlam do tego sklepu i … oszalalam! Na szczescie dosc drogie te zabaweczki (nie mowie o 1 szt 😉 bo miala bym ochote wziasc wszystko. Mam na to jeszcze czas bo moje maluchy syn 2l corka 6mc 🙂

  • Anonymous

    Ja myślę, że on nie tyle nie kasuje, ile chodzi mu o wydawanie reszty. Czasem jest tak że idzie się do sklepu ze stówą a dostaje w reszcie worek drobnych. I o to mu chyba chodzi.. Dana

  • Ja szaleje ze straganem z cotton art Wood , zabawa z warzywami i owocami bezcenna lekcja zdrowego żywienia 😉 ale musze przyznać mleko będzie moje 🙂