Najgorsze, co matka może zrobić matce, to dawać jej rady – usłyszałam kiedyś w autobusie, gdy jechałam z kilku miesięcznym synem na jakaś kontrolę w przychodni. Dopiero później uświadomiłam sobie, jak wiele racji było w tym zdaniu. Jesteśmy zalewane przecież poradami z każdej strony – nie szczędzą nam ich babcie, ciotki, koleżanki i czasem mi się wydaje, że wszyscy wiedzą lepiej, jak mam wychowywać swoje dziecko, niemalże jakby sami byli rodzicami mojego osobistego, własnoręcznie wypchanego na świat dziecka.

 

Przy moim pierwszym dziecku częściej czułam się sobą zawiedziona niż szczęśliwa. Wciąż nie dawałam sobie z czymś rady, wciąż coś mi nie wychodziło, czegoś nie wiedziałam, nie umiałam sobie poradzić. Przy drugim dziecku zrozumiałam, że tak naprawdę nie wychodziło mi, bo nie słuchałam tego, co mówi moje serce, moja głowa, a nie słuchając siebie, odrzucałam wszystkie rady, bo nie umiałam ich w zgodzie z sobą wykorzystać. Radzący, zamiast robić mi dobrze, wszystko psuli, wprowadzając mętlik do mojej głowy i powodując totalny dyskomfort. Dopiero potem zmądrzałam. Zaczęłam czytać, uczyć się. W drugą ciążę wchodziłam świadoma siebie, świadoma swoich błędów. I słuchałam, analizując wszystko to, co mi doradzano, w zgodzie ze swoim sumieniem. Jestem wdzięczna kilku czytelniczkom, które mniej lub bardziej uparcie podsuwały mi różne rozwiązania. Posłuchałam ich. Przeanalizowałam ich argumenty, dostosowałam do tego, czego ja potrzebuję i skorzystałam z rad czytelniczek koleżanek, dostając w zamian najlepsze, co może mieć matka – spokojne i szczęśliwe macierzyństwo. Dziękuję wam dziewczyny – pewnie myślałyście, że piszecie sobie a muzom, a jednak zasiałyście ziarnko i ono od kilku lat rodzi zdrowe owoce!

 

 

1.

 

Karmienie piersią. Po pierwszym dziecku byłam przekonana, że jeśli kiedykolwiek urodzę drugie dziecko, z miejsca dam mu butelkę jeszcze zanim dobrze z brzucha nie wyjdzie. Ale czytając wypowiedzi czytelniczek stopniowo zmieniałam zdanie. Postanowiłam spróbować i poświęciłam sporo czasu, żeby dowiedzieć się, czego mogę oczekiwać od położnych po porodzie i gdzie szukać ewentualnej pomocy. Przygotowałam się też psychicznie i… jakoś poszło. Poszło tak dobrze, że teraz nie wiem, co zrobić, żeby dziecko odstawić, ale wiem, że w razie czego mam moje czytelniczki śpieszące z poradą 🙂

 

2.

 

Niekupowanie łóżeczka dla noworodka. Do tego też przekonały mnie czytelniczki, bo wielokrotnie na samym początku bloga narzekałam, że muszę wstawać do syna w nocy. „Weź go do swojego łóżka, wyśpisz się!” – pojawiły się głosy i ja się posłuchałam. Dla młodszego syna nie kupiłam ani kołyski, ani łóżeczka. Spał z nami, a ja w życiu nie byłam tak wyspana jak przez ten pierwszy rok jego życia. Syn spał blisko mamy, więc się rzadziej przebudzał, a i podczas karmienia nie musiałam się wybudzać wstawaniem, po prostu czuwałam, karmiąc go, z przymkniętymi oczami, a czasem oboje tak zasypialiśmy. Współspanie uratowało też mojemu synowi życie, więc sama możesz się domyślić, że sama teraz każdemu doradzam bezpieczne współspanie :).

 

3.

 

NVC, czyli nonviolent comunication. Jestem przed kolejnym kursem i połykam książki opisujące porozumienie bez przemocy, bo ono gdzieś zawsze było we mnie, ale nie zdefiniowane, nie wyrażone. I wciąż się uczę, wciąż ćwiczę i wciąż wspominam czytelniczkę, która rzuciła kiedyś tym terminem i zasiała we mnie ziarnko, które stwierdziłam, że chcę hodować.

 

4.

 

Rower ze skrzynią – Kiedyś napisałam, że szukam roweru, którym mogłabym pojechać na spacer  z dwójką dzieci i czytelniczki zalały mnie zdjęciami rowerów ze skrzynią. Zakochałam się. Naszym jeżdżę już ponad rok i nie wyobrażam sobie wycieczki nad jezioro czy na lody inaczej niż naszą czerwoną rikszą. Wszystko się mieści, chłopcy siedzą wygodnie. Moje wakacyjne szczęście w jednej małej skrzyneczce z pedałami i siodełkiem 🙂

 

5.

 

Maść Bepanthen Baby. Jeśli miałabym wybrać jeden najczęściej polecany mi produkt przez czytelniczki, to byłaby to ta maść.  Już podczas rozmów o karmieniu piersią, położna doradzała mi kiedy ją stosować, żeby nie doszło do podrażnień. I nie doszło. To dla mnie wciąż szok, jak łatwo mi wyszło  to karmienie i jak mało mnie męczyło. Bepanthen Baby to najlepszy wybór przy profilaktyce odparzeń pieluszkowych, najczęstszego wakacyjnego problemu, znanego mi sprzed kilku lat. Znacie mnie, wiecie, że często pozwalam biegać młodszemu bez pieluszki z nadzieją, że „sam się odpieluchuje”,  ale podczas wycieczek rowerowych nad jezioro czy do babci, nie wyobrażam sobie puścić chłopaka bez pieluchy i bez posmarowanej maścią pupy – wszak trochę w tej skrzyni, w której nie ma większego przewiewu, posiedzi, prawda? Przypominam sobie kilka sytuacji, w których nie zadbałam odpowiednio o pupę starszaka i w efekcie miałam skarżącego się na ból malucha. Nauczona doświadczeniem wiem więc, że lepiej zapobiegać niż leczyć i Bepanthen Baby mam zawsze na wycieczkach czy wypadach na miasto, stosuję profilaktycznie i dzięki temu mamy jeden powód do uśmiechu więcej 🙂

 

 

 

Czasem, kiedy czytam narzekania dziewczyn, że zewsząd płyną do nich porady na różnorakie sprawy, że ciężko wybrać jedną właściwą drogę, że często jedna dziewczyna drugiej zaprzecza, mam ochotę krzyczeć: przestań się słuchać innych, słuchaj się siebie! Bierz od innych wszystko to, co ci pasuje, może pasować, co jest tobie bliskie, co cię ciekawi, słowem – wszystko to, co ci potrzebne.  Inne rzeczy puszczaj mimo uszu. Daj im spokój. Nie patrz na to. To działa dokładnie tak, jak zakupy – jedne stoiska omijasz, bo nie jesteś zainteresowana, a drugie oglądasz, sprawdzasz, wybierasz, niektóre rzeczy zabierasz do domu, inne odkładasz przy kasie. Jeszcze inne zostawiasz w pamięci na następny raz. Tylko od ciebie zależy, co włożysz do swojego koszyka. Jeśli więc następnym razem wkurzysz się na kolejną złotą radę babci, koleżanki czy starej ciotki, wyobraź sobie, że jesteś w sklepie. Możesz wziąć ten produkt do domu i go wypróbować. A możesz odłożyć go na półkę i zapomnieć, że kiedykolwiek go widziałaś. Na szczęście, nie wszystkie porady są złe. Cieszę się, że kilka z nich zabrałam do domu, kupiłam w ciemno, zaufałam. Nic nie smakuje lepiej, niż dobrze wykorzystane zakupy.

 

 

Artykuł powstał we współpracy z firmą Bayer, producentem maści Bepanthen Baby

L.PL.MKT.08.2017.5382

 

  • Bephanten – serio? Może na 2-3 dni na pęknięte brodawki, ale czy to jest niezbędnik porównywalny z codziennie używanym rowerem? Nie sądzę. Zgodnie z moim doświadczeniem można zapobiegać odparzeniom stosując wielorazowe pieluchy. Nie tetrowe, tylko wielorazowe. Nie trzeba wtedy smarować absolutnie niczym pupy dziecka. Myślę, że sama źle bym się czuła nasmarowana codziennie w kroczu „zapobiegawczo”, lepiej po prostu założyć coś oddychającego…

    • A możesz pozwolić komuś nie wybierać wielorazowych pieluch? Będzie prościej 🙂 Oczywiście, że wielorazówki mają wiele zalet i sama mam zapas w domu, ale nie wyrabiam ze zwykłym praniem od kilku miesięcy, przez co aktualnie jestem mało ekologiczna, na którą to słabość sobie pozwalam w celu lepszej organizacji i byłabym szalenie wdzięczna, jakbyś też pozwoliła 🙂

      • Basia Jagoda

        Można też stosować wielo i Bepanthen – to jest dopiero super kombo, co? 😉 A tak serio Elu Maksym – my też na wielo. A jednak bez Bepanthenu ani rusz. Taka skóra. Jeśli u Was skóra obywa się bez mazidła – to wspaniale. Ale to jest naprawdę loteria czasem, a nie kwestia pielęgnacji. CZASEM, podkreślam 😉 Niezależnie od reklamy – Bepanthen jest naprawdę dobry, nie zatłuszcza wielorazówek, działa cuda nie tylko przy odparzeniach (tutaj bardziej wietrzenie tyłka zdziała cuda, ale przecież nie w podróży), ale też przy podrażnieniach, a to jest już wyższa szkoła jazdy. Pozdro dla Matek! <3

    • Olga

      Ja mojego 2 latka Bepanthenem smarowałam i smaruję jak mu się coś zaczerwieni delikatnie na tyłku – średnio raz na 1-2 miesiące, poza tym nie smaruję go niczym, nosi jednorazówki, więc smarowanie profilaktyczne, codzienne wydaje mi się dużą przesadą i na pewno nie czymś niezbędnym 🙂 ale pewnie kwestia podatności dziecka na odparzenia. Ja do niezbędnych rzeczy dodałabym fartuszki do jedzenia dla dziecka – nie trzeba przebierać bluzki po brudnych posiłkach a przynajmniej przy większości, bo zupa za kołnierz często i tak wpadała, ale praktyka czyni mistrza 🙂

  • Fajna metafora z tymi zakupami 🙂

  • Joanna Posadzy

    A z tym bepanthenem to się zgodzę. W pierwszej ciąży nie korzystałam a przy drugiej zalała mnie fala dobrych porad ‚kup bepabthen’. Jako że jestem marketingowcem to w ciemno obstawiałam zmasowany atak reklamowy i stwierdziłam, że za marketing płacić nie będę 😉 ale potem gdzieś dostałam próbkę, spróbowalam i szok – super działa na pupę. Lepiej niż kremy z cynkiem czy sudocrem 😉 (nikt mi nie zapłacił za ten wpis – bayer hello :p)

  • Sakinimod

    Howgh można by rzec. Moja nauka trochę trwała i w końcu nauczyłam się filtrować informacje i wybierać to co jest dla mnie ok. Co do pupy to ja akurat stosowałam krem mustela, z którego byłam bardzo zadowolona. To akurat maść na odparzenia z cynkiem i przy jej wyborze kierowałam się opinią „Sroka o…”, ale widzę w jej analizach, że maść ochronną Bepanthen-u też chwali, więc może szkoda, że jej nie przetestowałam, na szczęście ten etap jest już za mną 😉

  • Jagna

    Przed narodzinami pierworodnego kupiliśmy całą, teoretycznie niezbędną wyprawkę. Łóżeczko sprzedaliśmy po 10 miesiącach – prawie nieużywane przez synka 😀 Nie było opcji odłożenia go w nocy żeby się nie obudził, więc nie walczyłam z tym zbyt długo. Teraz ma 2 lata i śpi na dostawce do naszego łóżka a i tak w nocy, całkiem na śpiocha, przyczołga się by się przytulić 🙂

  • Lat 16 wstecz też używałam tego kremu. Nie wiem czy dokładnie tak wyglądał, bo pewnie przez lata się zmienił, ale nazwa ta sama. 🙂

  • Joanna Gruszczak

    No proszę, właśnie się dowiedziałam, że niechcący stosuję z dzieckiem NVC, no dobra.. chcący-dzięki Tobie Asiu. Mam tylko z tym jeden zasadniczy problem… gdy już nauczyłam 4-latka mówić o swoich potrzebach i uczuciach, to jest to nie do zatrzymania. Po prostu coraz częściej bezradnie zwisają mi ręce, gdy on mi coś odpowiada. Przykład: jego pokój. Chcę by codziennie szedł spać w posprzątanym wnętrzu, by dywan nie był zasłany zabawkami. Prawie codziennie jest o to walka, Ja mówię: posprzątaj pokój, on-ty posprzątaj, Ja: chyba lubisz jak jest porządek a nie bałagan? On: lubię bałagan! Ja:……..
    Roztrząsaliśmy z partnerem kwestię tego, czy pozwolić dziecku by jego pokój był jego terytorium i róbta co chceta. Ale z drugiej strony, może wyrobienie w nim nawyku sprzątania sprawi, że będzie miał we krwi jakaś systematyczność i zamiłowanie do ładu wkoło siebie? Sama nie wiem jak to ogarnąć.
    Próbowaliśmy chwytać się deski ratunku i karać. Kończyło się tak, że dziecko siedziało w swoim pokoju wyjąc wniebogłosy, bo odmówiliśmy dobranocki/spaceru/cokolwiek.. póki nie zadba o porządek.
    Moja matka twierdzi, że syn nauczony mówić o swoich emocjach-manipuluje nami..
    Ja się martwię, że wychowam wrażliwca, który całe życie w dupę będzie dostawał..

    • Doskonale cię rozumiem z tym porządkiem, jednak zawsze to sobie podkreślam: to JA chcę, żeby dziecko szło spać tak i tak. To MOJE chcenie, nie dziecka. Zmuszając go do sprzątania tak, jak ty chcesz i sprzątania wbrew jego woli, to niewiele zaszczepisz w nim zamiłowania do porządku, a tylko zbuntujesz, co już widać, bo jasno ci powiedział, że on lubi bałagan. No lubi, bo nie znosi być zmuszanym do sprzątania, to sobie wybrał alternatywę. Co możesz zrobić? Możesz się z tym pogodzić. Możesz też delikatnie wprowadzić zasadę „Po zabawie od razu sprzątamy” i… pomagać przy tym dziecku. Kto pierwszy wrzuci klocki do pudełka, kto zbierze więcej przedmiotów z podłogi. Czterolatek może za chwilę, jeśli już nie ma, mieć fiksacji na liczenie, więc taka zabawa w kto więcej będzie na czasie. Tak wprowadzisz rytuał sprzątania po zabawie, ale z twoją pomocą, nie oszukujmy się – czterolatek może mieć problem z ogarnięciem syfu po zabawie samodzielnie. Mój pięciolatek ma z tym problem, choć często się wyrywa, że sprzątnie sam, choć efekt to taki sobie tego, szczerze mówiąc. Ale – i tu ważna sprawa – „cieszę się, jak możemy rysować na czystym biurku”, „lubię ci czytać jak na podłodze nie ma zabawek”, „fajnie mi układać klocki jak na dywanie nie ma innych zabawek”, „przyjemnie mi…” itd. itp. Mów konkretnie, co to znaczy porządek, jaką korzyść daje dziecku [zadowoloną mamę, chętną do zabawy], konkret, bo skąd dziecko ma wiedzieć, co to jest „posprzątaj”, faceci tego nie wiedzą. Bo posprzątaj to może być ułożenie kredek w pudełkach w tak fantazyjny sposób, że rozwalą się po dotknięciu. Mów jasno,czego oczekujesz, bo dziecko tego nie wie. „Nie lubię, jak książki leżą rozrzucone, weź je ułóż na półce w jakiś wzór, może kolorami?.

      I jeszcze jedno – karanie jest dupy, to już wiesz. Karząc wychowasz wrażliwca, poszkodowanego przez życie, zakompleksionego i usiłującego zasłużyć przez większość część czasu na nagrodę lub nie zasłużyć na karę. Nie wychowasz wrażliwca nie karząc, tylko człowieka, który wie, czego chce i umie o to walczyć. Widać to zresztą po zwycięstwie bałaganu w pokoju. Twoją rolą nie jest zwalczać tej jego świadomości, ale współpracować, tak żeby on w przyszłości też umiał współpracować, zamiast się wściekać bez sensu.

      • Olga

        dzięki za rady o porządku 🙂 też się zastanawiałam jaką strategię obrać, bo z jednej strony sama często mam lekko nieład i mnie zawsze wkurzało, że mama każe mi sprzątać, bo np jest sobota, z drugiej strony mam znajomego którego mama nie ingerowała w jego porządek i jego pokój wyglądał tak, że rozglądałam się za karaluchami w stertach śmieci….

  • Aga

    bardzo mi się podoba, że napisałaś, żeby nie odrzucać porad, ale podchodzić do nich rozsądnie. ja nie raz usłyszałam od innych kobiet porady, które bardzo się cieszę, że zastosowałam. co do karmienia piersią to ja od początku byłam nastawiona, że będę to robić, szkoda, że mogłam tylko pół roku. braku łóżeczka sobie nie wyobrażam, moje dziecko spało i śpi więcej godzin na dobę niż ja, więc musiałabym siedzieć i pilnować, żeby z łóżka nie spadło, bo ona strasznie się przemieszcza przez sen, poza tym z racji tego, że lunatykuję i też bardzo wiercę się przez sen nie wydaje mi się to bezpieczne. chociaż czasem zasypiałam przy karmienia i do następnego spała ze mną. porozumienie bez przemocy mnie bardzo fascynuje, chociaż niezbyt mi wychodzi stosowanie go, rower z rykszą to nie dla mnie, bo nie przepadam za jazdą na rowerze, bepanthen stosowałam do pupy i byłam zadowolona, ale efekt wcale nie był lepszy niż przy stosowaniu tańszych maści, więc po jednej tubce zaprzestałam. natomiast brodawki hartowałam w czasie ciąży spirytusem i kremem nawilżającym codziennie po myciu. jest to metoda przez współczesne matki bardzo krytykowana z tego co zauważyłam, a ja mam wspaniałe doświadczenia, bo nie miałam absolutnie żadnych problemów z brodawkami, a podczas karmienia nic już z nimi nie robiłam

  • Iwona A.

    No prosze, ja to wszystko stosowalam juz od pierwszego dziecka, ale przy drugim bardziej swobodnie. Lozka mialam dla obu, ale i tak wszyscy spalismy w moim 🙂
    Co do odstawienia od piersi to chyba nie pomoge, bo pierwsze musialam przestac karmic jak bylam w piatym miesiacu ciazy, lekarz powiedzial ze powinnam sie skupic na karmieniu tego co mam w brzuchu a dwulatek sobie poradzi. Poza tym o siebie tez musialam zaczac dbac bo mialam duze niedobory. A z drugim… poszlam do pracy a maly do zlobka. Z tym poszlo znacznie gorzej, bo musialam farmakologicznie wstrzymac laktacje, a to bylo straszne. A co do dziecka, to w kazdym przypadku bylo tak samo. Krzyki i placze i domaganie sie, nie spanie po nocach. Jak narkoman na odwyku. Dwulatek sobie poradzi bez maminego mleka, ale to przerwanie tej specjalnej wiezi jest najgorsze. Ja musialam cyca zastapic butelka.
    Co ciekawsze, mlodszy syn tak sie przyzwyczail do nocnej butelki z kaszka, ze musialam go od niej odstawiac przed pojsciem do przedszkola, bo dziecko nie przesypialo nocy bez butelki i budzialo sie cale zasikane. Lekarka stwierdzila ze to nie potrzeba a przyzwyczajenie i poradzila zastapic kaszke ciepla woda. Pierwsza butelke wypil, nie zauwazajac. Przy drugiej sie zdziwil, a trzeciej nocy po prostu sie obudzil, skrzywil na butelke i od tej pory nie musialam juz wstawac po nocach.

  • My mamy łóżeczko dla naszego skarba, ale wśrodkunocy biorę go do siebie i zasypiamy razem- jednak nie wyobrażam sobie nie mieć łóżeczka- czasem wszyscy potrzebują rozprostować kości.
    Bepathen mam i bardzo lubie! Super!

  • Woow ten rower jest odlotowy!!!
    A co do łózeczka, to je mam choć córka śpi ze mną i jestem o niebo bardziej wyspana teraz z dwójką dzieci niż z jednym odklądanym i budzącym się w nocy po 10 razy. Łóżeczko służy nam do drzemek młodej i odkładania prania 😉

  • Magdaa

    Asiu, super, że wróciłaś 🙂 brakowalo mi twoich wpisów 🙂

  • Jowita Damaszek

    Skoro rady zostały sprawdzone to i ja na pewno chętnie je wykorzystam kiedy nadarzy sie okazja.