Zdecydowaliśmy się. Wreszcie. Po półtora roku zdecydowaliśmy się wyrzucić dzieci z sypialni. To znaczy starszy od dawna ma swój pokój, ale tak czy siak często zdarzają mu się nocne wędrówki. Młodszy za to nie miał nawet swojego niemowlęcego łóżeczka – od początku spał z nami, dzięki czemu pozbawiłam się kłopotu wstawania do niego w nocy. Ale kilka zdarzeń sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać, kiedy jest ten jedyny i odpowiedni moment na przeprowadzenie dziecka do własnego pokoju…

 

 

Całe perypetie związane ze snem dzieci opisałam w poście o kanapie. Sporo też pisałam o tym w recenzji programu „Wychować i nie zwariować”. Od momentu publikacji tych tekstów wciąż dochodziły do mnie pytania „Ale jak dziecko może nie mieć własnego łóżka?” albo „Ale do 18 roku życia będziesz z nim spać?”. No tak to, tak to. Ja podobno też spałam z rodzicami, mimo że miałam swój własny pokój i długo z siostrą do nich w nocy przychodziliśmy, a jednak jakimś obie mamy swoje domy i potrafimy spać same. Co do łóżeczka… cóż.  Świadomie z niego zrezygnowałam, bo nie zamierzałam sobie zawracać głowy nocnym wstawaniem z łóżka do dziecka, co mnie zawsze rozbudzało i wyprowadzało z równowagi. Wiedziałam, że prościej i łatwiej dla mnie będzie zwyczajnie zagarnąć młodego do siebie, a łóżeczko tylko by było kolejnym meblem do zagracania.

 

Ale minęło półtora roku. W pokoju Kosmyka stoi jego maluszkowe biureczko i malutkie krzesełko do malowania, które dla prawie pięcioletniego chłopca są już trochę za małe. Młodszy czuje się na nich doskonale, ale on z kolei wpatrzony jest w starszego brata, który od niewygodnego biureczka ucieka na nasz stół, więc biureczko stoi samotnie, a chłopcy robią wszystko przy naszym „jadalnym”. Długo mi to nie przeszkadzało, nawet było mi lepiej, że widzę poczynania młodszego, ale ostatnio poczułam się przytłoczona tymi porozrzucanymi kartkami, kredkami, klejami i nożyczkami walającymi się wciąż na stole i pod stołem i rozrzucanymi po całym pokoju w chwili złości. Przez te ich akcesoria nie mam też gdzie rozstawić komputera, więc przeniosłam się z „robotą” na kanapę i zaczyna to powoli odczuwać kręgosłup.

 

 

Kiedy jest odpowiedni moment, żeby przeprowadzić dziecko do własnego pokoju?

 

I wszystkie te pytania, często połączone z własnymi wątpliwościami dotyczącymi przeprowadzki do własnego pokoju, dochodziły do mnie raz na jakiś czas i czułam lekką złość na wszystkich, którzy usiłują przekonać rodziców, że najlepszym momentem jest ten tuż po urodzeniu, kolejnym tuż po skończeniu roczku, kolejnym na drugie urodziny…

 

Jednocześnie patrzyłam się na to pobojowisko w domu, bo chłopcy nie skupiali się wyłącznie na stole – jeśli na stole można trzymać kredki, to od razu tajemnie przemycane były tam samochodziki, klocki, akcesoria zabawkowej kuchni, mazaki, flamastry, spinacze, guziki i wszystkie elementy ulubionych kosmykowych przybijanek. Wszystko to, w chwili dziecięcej złości, lądowało na podłodze, a ściana nad stołem już się kwalifikuje do malowania, choć roku nie ma.

 

I to wszystko upewniło mnie w jednoznacznej odpowiedzi na to, kiedy jest jedyny i odpowiedni moment na przeprowadzkę…

 

 

 

 

Pewnie już się domyślasz, co chcę powiedzieć, ale pozwól, że uporządkuję własne myśli i opowiem ci o nowym pokoju chłopców. Nie zamierzam się bawić w ukrywanie marek i firm, wiem, że zostanę potem zasypana pytaniami, więc uwaga, będę linkować wszędzie tam, skąd mamy rzeczy, będziemy mieć rzeczy lub zamierzam niedługo kupić jakieś rzeczy. Już wystarczająco dużo mam zapytań na skrzynce 🙂

 

Nowy pokój chłopców 

 

Mój czas nadszedł. Przyszły pokój chłopców, który wcześniej był nieskończonym pokojem Kosmyka, stanie się ich oazą, a moim wybawieniem, bo przez to, że w pokoju brakowało porządnego biurka i półek, zabawki walały się na podłodze. Ja naprawdę nie miałam serca wymagać od nich idealnego porządku, bo mi samej bez półek i półeczek trudno było te zabawki ogarnąć. A moje dzieci i tak nie mają dużo pierdółek. Regularnie oddaję lub wyrzucam nadmiar, a prezenty preferuję rzadkie, choć porządne.

 

Przemeblowanie pokoju mieliśmy zacząć w listopadzie, ale Chłopu jak zwykle coś wypadło i zdążyliśmy zrobić tylko półki w dziwnej wnęce między szafą a kominem. Wciąż czekamy na nowe półki na książki, które robi znajomy stolarz. Na dniach przyjdzie  łóżko z Interbeds – chcemy je przerobić i zrobić daszek z zasłonką, żeby Kosiem miał swoje miejsce odseparowania się od Adasia. Jeśli chodzi o biurko – szukałam go długo, bo z racji braku miejsca wiedziałam, że trudno będzie zmieścić dwa. Kombinowałam na wszystkie sposoby, mierzyłam, szukałam, aż wreszcie Ania z Minko wymierzyła mi wszystko i zaproponowała jedno większe biurko dość szerokie dla dwóch chłopców, ale nie tak duże jak dwa oddzielne biurka. W pokoju zmieści się też mała dodatkowa komoda na ubranka chłopców.

 

zrzut-ekranu-2016-12-03-o-23-59-44

 

 

 

Dodatkowo pokażę wam projekt Kosmyka [tutaj z moim opisem, bo na głównym to sama kartka]. Pamiętasz, jak bardzo ważne było dla niego posiadanie żyrandola? Jeszcze go nie kupiłam… 😀

 

 

zrzut-ekranu-2016-12-04-o-00-55-51

 

 

Dotarły do nas pierwsze akcesoria. Dostałam prośbę o kilka inspiracji, więc proszę, oto nasze nowe nabytki:

 

 

collage

walizki/ taboret/zasłonki/pudełka/drewniany kosz na zabawki/ skrzynka organizer

 

Kosmyk dostał już swoje pudełka na kredki i ucieszył się, że Adaś będzie miał własne. Są pudełka i walizeczki na skarby oraz biały taborecik, żeby dzieciaki same mogły sobie sięgać po książki.  Akcesoria do pokoju wybierałam ze sklepu mojej koleżanki Bubulinka.pl. Zdecydowałam się szukać tam, bo zależało mi na dodatkach w określonych kolorach i chyba tylko u niej jest z dział z inspiracjami pokojowymi podzielonymi na kolory. Bardzo ułatwiające życie rozwiązanie.

 

 

Wciąż nie wiem, co z tapetą – nie potrafię się zdecydować. Pokój jest dość ciemny i wszystkie kolory, które chodzą mi po głowie odpadają. Drzwi zamierzamy zetrzeć z paskudnej bordowej farby, którą wybrałam w ciąży, akurat, gdy miałam jakąś zaćmę na umyśle. Będą białe, specjalnie dla chłopców wymalowane w środku farbą tablicową, żeby mogli sobie bezkarnie na nich pisać i malować. To już będzie wyraźny czarny akcent, a mi się zamarzyła granatowa tapeta, która zamroczy pokój kompletnie. Więc poszłam na kompromis i zaczęłam szukać jakiejś jasnej tapety z niebieskimi lub granatowymi akcentami, bo to one obok czerni i bieli zdominują pokój. Ale nie, kurde, nie ma. Jakieś takie wszystko przesłodzone i naćkane kolorami, a ja chcę jasną, stonowaną tapetę z pojedynczymi niebieskimi plamami. No mam jakiś obraz tego i wciąż nie mogę znaleźć tego, czego szukam.

 

Mogę się pochwalić, że znalazłam dla chłopców świetne maty nieprzemakalne na materace. [materace dostaliśmy jakiś czas temu do testowania od Eve Sleep, pokazywałam je tutaj]. A maty, jakie będą je ochraniały, ozdobi nasz własny osobisty wzór! Obgadałam je z firmą Bowi, od której mamy nieprzemakalną matę do zabawy. Jest tak fajna, że podpytałam, czy są szanse na zrobienie maty na większe łóżko [bo widziałam tylko dla niemowlęcych łóżeczek]. A myślę, że niemowlaki w pieluchach moczą łóżko trochę rzadziej niż trenujące nocne sikanie dwu czy trzylatki lub „wypadkowe” czterolatki lub pięciolatki. I od słowa do słowa pracujemy właśnie nad naszym wzorem tych mat i dodatków, jeśli czytasz mnie już jakiś czas, możesz się domyślić, jakim motywem będą ozdobione 🙂

 

 

Trochę nie wierzę, że się uda…

 

 

Pokój chłopców jest mały. Z racji braku miejsca w naszym pokoju dziennym znajduje się w nim duża szafa również z naszymi ubraniami, bo plan jest taki, że za dwa trzy lata chłopcom zrobi się pokoje na górze, a ich pokój stanie się naszą sypialnią, ale tak to jest z małymi pokojami, że ich wykończenie wykańcza wszystkich. Tak niewiele rzeczy tam się może zmieścić, że wybieranie dodatków, mebli i wszystkiego jest dla mnie większym kłopotem niż wyjście na golasa w ciemną zimową noc. Dumam i dumam nad szczegółami, grymaszę przy żyrandolu, nie mogę dobrać tapety i pomyślicie, że może mam wygórowane żądania, ale ja gdzieś tam w głowie nie wierzę, że da się przeprowadzić dzieci do własnego pokoju z dnia na dzień 🙂 Patrzę się na starszego, który w nocy ładuje się w nogi, dotykając swoimi ciepłymi nogami moich, widzę obok posapującego błogo Adaśka i kiedy pomyślę, że mam ich zmuszać na siłę, żeby spali wyłącznie w swoim łóżku i nie wychodzili stopą poza jego obręb… nie!

 

Jasne, nowy pokój będzie urządzony w taki sposób, że chłopcy będą mogli się tam bawić, rysować i szaleć, bez grania na moich nerwach i wściekania mnie bałaganem [w nowym pokoju będzie obowiązywać zasada, że niech sobie robią, co chcą, bylebym miała dojście do szafy], ale nie wierzę, że uda mi się ich [szczególnie młodszego] z dnia na dzień odzwyczaić od spania w ciepłym łóżku z rodzicami. Na szczęście jeszcze kilka lat tych wędrówek zostało. Bardzo niewiele w porównaniu z całym życiem, więc nie będę naciskać. Ale rzeczy, mających na celu umilić chłopcom ich pokój, wybierać nie przestanę 🙂

 

 

cfcfcf

 

 

 

 

Półka-domek jest aktualnie w promocji na H&M Home, poduszek muszę nakupować, bo chłopcy mają fisia na punkcie kocyków i poduszek – ma być ich dużo i muszą być ładne. Żyrandol w planach – na zdjęciu miętowy, ale kiedy byłam w Ikei poważnie rozważałam czarny, pasujący do tablicowej ściany. Ogólnie z żyrandolem mam kłopot, bo albo podobają mi się trzy naraz albo żadne. Baloniki szklane obok żyrandola to ostatni hit – wyglądają pięknie powieszone nad sufitem i są cudowną dekoracją. Kosmyk miał życzenie posiadania dużej ilości haczyków i zawieszek. Haczyk w kształcie gwiazdki zaakceptował i pewnie mu kupię trzy różnokolorowe. A jeszcze dywanik… I te piękne kosze z liskiem, na które jeszcze sobie uzbieram i zafunduję dodatkowo do bieliźniarki… I mnóstwo plakatów. Już obiecałam dziecku ogromną liczbę plakatów.  Serio, gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że więcej czasu zajmie mi urządzanie pokoju dzieci niż projektowanie kuchni to bym się zaśmiała. Ale co zrobić, machina ruszyła. A jak się coś zaczęło, trzeba to skończyć.

 

To kiedy ten odpowiedni moment?

 

A jeśli ty zastanawiasz się, kiedy jest ten jeden odpowiedni moment na przeprowadzenie dziecka do własnego pokoju, to powiem ci, że moment ten nadchodzi wtedy, kiedy wy wszyscy będziecie gotowi na takie rozwiązanie. Możecie wypracować kompromis, możecie pokombinować, ale w dużej mierze zależy to od waszej intuicji, potrzeb, nawyków spania i nikt nie powinien wam dyktować odpowiedniego momentu 🙂  Pod tym postem  w komentarzach przeczytacie historię mamy, która wypracowała z córką świetny sposób zasypiania oddzielnie i bardzo fajnie im to wychodzi [podobnie usypiamy nasze starsze dziecko]. Serio, to wszystko zależy od was. Jasne, trzeba rozdzielać się z dzieckiem tak, żeby nie zrobić mu krzywdy, wszystkie metody Tracy Hogg czy pediatrów odstawić na bok, ale jeśli zastanawiasz się, jaki jest odpowiedni moment na pożegnanie się z dzieckiem w nocy, w dużej mierze on zależy wyłącznie od ciebie i od twojego dziecka 🙂 Nasz czas nadszedł, i choć jestem osobą, która uwierzy, że sprawę załatwimy w ciągu kilku dni, to pierwsze mury już runęły, drzwi oddaliśmy do szlifowania 🙂