– Jaskółko, powiedz proszę, co robić. Ja się staram, jak mogę, całkowicie zmieniłam swoje zachowanie i postępowanie z dzieckiem, buduję z nim relacje, a mąż ni w ząb nie chce zrozumieć mojego sposobu wychowania i dalej robi po swojemu. Czy nie namącimy tym dziecku w głowie? Jak przekonać męża, żeby się zmienił, masz jakiś sposób?  – takie wiadomości dostaję i wreszcie postanowiłam zebrać wszystkie moje odpowiedzi do kupy i zrobić z nich jeden apel do wszystkich mam niezadowolonych z tego, jak ich mężowie wychowują ich wspólne dzieci:

 

 

 

Droga kobieto,

 

nosiłaś swoje dziecko 9 miesięcy w brzuchu i już na starcie miałaś prościej niż twój partner. To ty zostałaś z dzieckiem w szpitalu, to ty siedziałaś z nim na początku w domu, to ty głównie się nim zajmujesz. Ok. Znasz je najlepiej. A ojciec? Dajesz mu  szansę?

 

Nie, bo on nie umie, nie, bo on źle ubierze, nie, bo on nie wie, nie bo on nie robi tak, jak ja, nie, bo coś tam, coś tam, wiem, jak dużo „nie” potrafisz z siebie wyrzucić.

 

Zaprzeczasz? No właśnie. Zaprzeczanie. Znów jakieś „nie”.

 

Zastanawiam się, ile winy za to, że mężczyźni nie potrafią lub nie chcą zajmować się dziećmi ponosimy – my kobiety.

 

Tym ciągłym poprawianiem, bo źle mleko zalał, bo źle ubrał, bo źle umył, inaczej położył spać. Zastanawiam się, jak często, starając się nie podcinać skrzydeł dzieciom, podcinamy je własnym partnerom wparowując do domu jak burza i wściekając się, że w pokoju bałagan, a dziecko ma majtki na lewą stronę. Zastanawiam się, co ci szkodzi, puścić dzieciaka z ojcem i pozwolić zająć się nim dokładnie tak, jak on chce? Naprawdę sądzisz, że dziecku stanie się krzywda?

 

Gnębi mnie to i miętosi, jak matki każdego dnia podcinają facetowi jaja. A czy na pewno ubrałeś go ciepło? Daj sprawdzę, bo na ciebie nigdy nie można liczyć. A czy dałeś mu zupę? Zobaczę, czy ubyło, pamiętaj. Przypominam o zębach, żeby dzieci umyły, bo zawsze zapominasz. Wpadają takie do domu, jak pułkownik do żołnierskich namiotów i pokrzykują, czego to facet znowu nie zrobił, o czym zapomniał, jak się nie sprawdził, jakim jest koszmarnym rodzicem i co znowu źle zrobił. Kobiety! Serio dziwicie się, że dostajecie „wychodne”? Ja bym się bała takiej z klatki wypuścić, ale chyba bardziej bałabym się, że kiedyś wróci. Dziwicie się, że nic nie robi w domu? A czemu ma robić, skoro wszystko zrobisz lepiej, porządniej, dokładniej? Czasem po prostu lepiej się zwyczajnie zamknąć.

 

 

 

 Pozwól ojcu być ojcem

 

To jest też kwestia zasad. Umawiacie się na trzy lub cztery podstawowe zasady, których przestrzegacie i od siebie wymagacie. [Robienie piętnastopunktowej listy uważam za przesadę, sama nie byłabym w stanie respektować takiej, jaką dostałam od czytelniczki :D]. Zasady albo spisujemy, albo omawiamy z dziećmi i się ich trzymamy, ze świadomością, że ich złamanie `zburzy do osoby łamiącej zaufanie – uprzedźmy się o tym. To nie jest dużo. Trzy lub cztery punkty jest w stanie zapamiętać czterolatek.

 

 

 

Matka polka wiecznie ględząca

 

Ja nie jestem facetem, nie wiem, może się nie znam. Ale widzę, jak mój wpływ i moje ględzenie działają na Chłopa. On się po prostu zaczyna wycofywać. Traci pewność siebie, którą mieć powinien, bo jest przecież takim samym rodzicem jak ja. Z taką samą odpowiedzialnością, z takimi samymi prawami.

 

Kiedy wychodzi z dziećmi, ubiera je jak chce, sam ocenia pogodę na dworze, sam obiera kierunek, sam wie, w co się ma bawić z dziećmi i na co im pozwolić. Ustaliśmy, że dzieci mają jeść zdrowo, więc kiedy łamie jakąś zasadę nie robi tego ze złośliwości, tylko ma jakiś powód, o którym może mnie poinformować lub nie. Nie mówię „Nie kupuj mu tylko znowu słodyczy!”. Proszę, by pamiętał o naszych ustaleniach. Kiedy idzie gdzieś z dziećmi, często już sam mnie uprzedza, że zamierza kupić dzieciom to i to, bo dawno nie jadły i chce im zrobić przyjemność. I ok. Co mi szkodzi, jeśli wiem, że ogólnych ustaleń się trzyma i nie zawodzi?

 

Co mi szkodzi zamknąć oczy i udawać przez chwilę, że nie widzę i nie słyszę, tego, o czym, jak, kiedy rozmawia lub bawi się dziećmi? Niech robi, jak uważa. To jego relacja, jego więź z dzieckiem. Ja miałam szansę i lepszy start w budowaniu mojej relacji, sporo musiałam naprawiać, ale wciąż jestem na prowadzeniu. A on swoją relację niech buduje sobie sam.

 

 

 

Pytacie – a co jeśli sposoby wychowania rodziców są zupełnie inne? Co wtedy robić?

 

A nic. Moje metody budowania relacji z dzieckiem SĄ zupełnie inne. On jest ze stylu autorytarnego, o szacunku do dzieci wiedział na początku tyle, co dr z „Wychować i nie zwariować”. Ale też nie miał szans się uczyć, bo nie miał podstaw, ale też szansy ode mnie – zagarnęłam sobie pierwsze dziecko i nawet nie usprawiedliwia mnie fakt, że przez drugi rok życia Kosmy, Chłop był praktycznie non stop na poligonie. Jak wracał, dziecko było moje. Wiedziałam lepiej, jak kąpać, jak ubierać, jak przebierać. I mimo że chełpiłam się tym, że Chłop się stara zajmować dzieckiem, bo i kąpał, i przewijał, i na spacery wychodził, zawsze w tle był mój wzrok powątpiewający w to, że sobie dobrze radzi wzrok. Ok, 10 dni po porodzie byłam już u fryzjera i na spotkaniu z koleżankami. Co z tego, kiedy po powrocie kazałam się srodze tłumaczyć z każdej decyzji podjętej wobec dziecka niemalże jak prokurator?

 

Jakie to miało znaczenie, jakie on decyzje podjął przez trzy godziny, jeśli wszystko mieliśmy ustalone i powinnam mu zaufać? Tym bardziej że w sumie on zawodzi mnie w ustaleniach dotyczących dzieci najrzadziej – pierze [tak, pierze!] w tym, o co proszę, daje jeść to, o co proszę, zwraca uwagę na to, o co proszę. [a jak wiemy z  tekstu o babciach, to właśnie pewność, że nasze prośby zostaną spełnione, pozwala nam częściej przymknąć oko na jakieś niedociągnięcia].

 

 

 

 

Jeśli twój partner nie chce być dla dziecka ostoją, to ty nią bądź. Wystarczysz

 

Cieszę się, że wierzysz w swoje zdolności rodzicielskie, naprawdę. Tak ma być – masz być pewna tego, co robisz, masz czuć swoje dziecko i powinnaś podtrzymywać z nim więź.  Dzięki niej stajesz się dla dziecka domem, stajesz się jego podporą. Uczysz je, że cokolwiek w życiu go spotka, zawsze może zadzwonić do ciebie i się wyżalić, zawsze znajdzie w tobie wsparcie i pomoc, zawsze znajdzie ukojenie i zrozumienie [zobacz: „Jak nie pocieszać”] i nie będzie musiał o nią prosić. Jeśli dla swojego dziecka jesteś bezpieczną ostoją, to naprawdę, twoja bliskość mu wystarczy. Jeśli ojciec nie wychowuje tak jak ty – zobaczy, do kogo biegnie dziecko z radościami i smutkami [Chłopa to zaczyna wkurzać :D]. W końcu poczuje, jak pali mu się grunt pod nogami, w końcu dojdzie, że tobie wychodzi, a jemu nie. Jeśli ty nie wychowujesz tak jak tata – zobacz, może w jakiś sposób jego relacja z dzieckiem jest głębsza i doskonalsza, wcale nie twierdzę, że nie może tak być!

 

 

Ale, moje drogie, zatroskane matki, które boicie się, że wasz partner popełnia błąd, nie wychowując tak, jak wy – dajcie mu szansę uczyć się na swoich błędach. Pozwólcie mu wypracować swój sposób budowania relacji [oczywiście, jeśli nie jest oparta na przemocy fizycznej], wypracować swój kontakt z dzieckiem. Jaki sobie wypracuje, taki będzie miał. Jasne, ten sposób może nie być tak bliskościowy, jak twój. Może nie być aż tak dobry. Możesz usłyszeć jego gorzkie wyrzuty, że rozpuszczasz dziecko [bo z cukru jest]. Usiądź i porozmawiaj o tym, wytłumacz mu swoje założenia i profity, podsuń książki, teksty na blogu [no wiem, że to robicie 🙂  Dzięki!]. Ale niech on z tym zrobi, co chce. To też jego dziecko, jego relacja. Nie niszcz jej. Kiedy dziecko wyciąga ręce do ciebie, bo chce być z tobą, bo tylko do ciebie się przyzwyczaił, zamknij oczy i pozwól ojcu przez chwilę być jedynym rodzicem w tym domu. Trochę chyba na to zasługuje? A z moich obserwacji wynika, że prędzej czy później, jeśli wy będziecie konsekwentne, a partner jest na tyle inteligentny, że zobaczy pozytywne efekty, sam mimowolnie zacznie was naśladować. Bez przymusu, wrzasku, awantur i narzekań. Bo facet, to facet, a nie marionetka.

 

 

dsc_0885

 

dsc_0842

 

dsc_0867

 

dsc_0861

 

dsc_0858

 

dsc_0855

 

dsc_0800

 

dsc_0881

 

dsc_0879

 

dsc_0827

 

 

dsc_0814

 

 

dsc_0808

 

 

dsc_0796

 

dsc_0799

 

 

 

 

dsc_0898

 

dsc_0905

 

dsc_0919

 

dsc_0901

 

Kosmyk: buty – Bobux, kamizelka i bluzka – second hand, spodnie – Next

Adaś: buty – Bobux, kamizelka – Gap, spodnie – Zezuzula, bodziak – Reserved

 

dsc_0921

 

 

[na placu zabaw byłam obecna wyłącznie jako fotograf, potem se poszłam na zakupy i lody i miałam w nosie, co oni tam robią. Wrócili cali i zdrowi  :D].

 

 

 

 

Jeśli podobał ci się wpis lub moje wpisy, będę szczerze wdzięczna za polubienie i udostępnienie 🙂

 

 

  • Jakie to prawdziwe! Mój mąż niedługo idzie na urlop rodzicielski (podzieliliśmy się po połowie) i bierze mnie cholera, jak zewsząd słyszę: nie boisz się, że sobie nie poradzi? Cóż, jakoś się nie boję, a przynajmniej nie bardziej niż sama o siebie pod koniec ciąży.

    Ojciec przecież też kocha dzieci, nie chce ich zaziębić ani przegrzać, ani zepsuć im zębów, ani utopić podczas kąpieli. Obserwuję, jakie On ma z naszym dzieckiem relację i staram się nie interweniować, póki nie prosi mnie o pomoc. Mam do Niego zaufanie w tylu sprawach, więc i w tej ufam.

    Tak sobie myślę, że większość moich koleżanek, które narzekają, że partnerzy nie pomagają im przy dziecku, sama jest sobie winna. Bo też bym nie chciała nic robić, gdyby mi cały czas ktoś stał nad głową i truł, że sobie nie radzę.

    PS. Tradycyjnie zapytam: dzie Adaś ma czapeczkę?! 😉 No musiałam!

    • Przedostatni akapit jest taki prawdziwy! Widzę to po moich znajomych.

  • gdzie ten plac zabaw?;)

  • Czasem jak zostawiam córki z ojcem to daję mu rady, co powinien, czego nie. Tak jakoś nie kontroluję tego, samo wychodzi, ale oboje reagujemy na to śmiechem :).

  • nu

    A co zrobić, jeśli poza tym,o czym napisałaś i u nas działa od początku problem wynika z czegoś innego – mąż nie ma cierpliwości odkąd nasz 4 latek wszedł 1 raz w okres jakiegoś buntu. Z takiego ciepłego, dobrego dziecka (do wielu aspektów wchowania mam podobne podejscie jak to o czym piszesz) nagle zaczął pyskować, drażnićsię itd. Ja próbuję po cichu dociec skąd to zachowanie a z nim staram sie rozmawiac jak zawsze, czasem też stracę cierpliwość ale najwyżej jesrem poirytowana itp że np noe słucha, tymczasem mąż traci cierpliwość i jak nigdy zaczyna krzyczeć na dziecko, czasem przeklnie pod nosem, jak próbujemy to omówić (bo staram się nie zwracać mu uwagi przy dziecku bo gdy to zrobiłam choc dziecko wykorzystało ze jestwm po jego stronie i zaczął bardziej pyskowac np ‚no wlaśnie nie krzycz na mnie /tu wystawil jezyk czy cos podobnego zrobil co tez wczesniej sie nie zdarzalo/ wtedy mąż sie zaczynał wkurzać namnie i klotnie gotowa. Jak zwracan uwagę na osobnosci,mowimy o tym to mąż mi mowi ze nie pozwoli na takie zachowanie. On chciałby natychmiastowych efektów wychowania – mowisz – dziecko slucha. Nie potrafi uzbroic sie w cierpliwosc i np porozmawiac z dzieckiem tylko oczekuje narychmiastowego posłuchu. Ja często jestem między młotem a kowadłem. Często rozmawiam z dzieckiem o tym, ze taty zdanie tez jest wazne, ze powinien sluchac. Brakuje mi juz sil do godzenia ich miedzy soba, tak to o byle co sie „kłócą”, syn albp go olewa albo nie słucha. Nic takiego sie nie zmienilo w ich relacji zeby tak to twraz wygladalo.

  • Aga Fijołek-Wądołowska

    Nie, no faktyczni – pełen wybór i szacunek do rozsądku decyzji przejawia się w stwierdzeniu „pierze [tak, pierze!] w tym, o co proszę, daje jeść to, o co proszę, zwraca uwagę na to, o co proszę”. Zaprzeczasz sama sobie. jeśli mąż wykonuje jedynie Twoje polecenia, bo Ty wiesz lepiej to nie jest w pełni uczestnikiem wychowania i obowiązków domowych.
    A już zupełnie wywala mnie z butów, że w XXI wieku można się chełpić tym, że facet pierze. Mój pierze, myje naczynia i robi WSZYSTKO co robię ja i do głowy mi nie przyszło, zeby się temu dziwić ani zachwycać.

  • Pionierka

    U nas jest trochę inaczej. On jest ojcem dwójki dzieci, ja dopiero bedę matką. Więc to on ma doświadczenie z dziećmi, od zmiany pieluch, poprzez ząbkowanie i zostawanie w szpitalu aż po wszelkie inne sprawy wychowawcze. I to ja musiałam powiedzieć: cieszę się, chcę korzystać z Twojego doświadczenia i jestem przeszczęsliwa, że ktoś z naszej dwójki to doświadczenie ma. Ale daj mi poszukać własnej drogi i odnaleźć się w roli matki, nawet jak to oznacza jakieś bółedy lub po prostu robienie czegoś inaczej.