Wyprowadził się w któryś czwartek. Nie mogłam oprzeć się pokusie, żeby nie pomachać mu z okna. Podniosłam rękę w górę i kiwnęłam do niego głową. Odwzajemnił i pojechał. Pojechał, a ja nie czułam nic. Dopiero następnego dnia, stwierdziłam, że zabrał ze sobą moją rękę. I przez ramię przeszedł mnie przerażający ból. Przez ramię albo serce. Do dziś nie widzę różnicy.

 

 

Kiedy ktokolwiek opowiada o swoim rozstaniu, zazwyczaj następuje dogłębna analiza przyczyn takowego. A co się stało, jak to, kto winien, czemu do tego dopuściliście, to pewnie przez niego, przez nią, przez teściową, matkę, koleżankę, dzieci albo za małe mieszkanie. Każdy doszukuje się przyczyn, jakby teraz, podczas rozmowy, można było cokolwiek zmienić. Cofnąć czas, poprawić się, wygonić teściową, przekląć koleżankę.

 

Każdy jest ciekawy, co się stało, jak to się stało, czemu, a ja siedzę jak sparaliżowana, gapiąc się w ścianę i zamiast myśleć, co było, przerażam się tym, co będzie. – napisała mi kiedyś Ania, a ja czytałam jej słowa nieświadoma, że kiedyś stanie się to moim udziałem. Że kiedyś stanę przed suszarką, żeby rozwiesić pranie i zapytam siebie, jak to będzie, gdy już nigdy nie poproszę, żeby pomógł mi rozwiesić te przeklęte skarpety.

 

Rozstanie to nie ból tego, co było kiedyś. Rozstanie to strach przed tym, co będzie. Jak stawiać kroki, które nie wiadomo dokąd prowadzą. Jak iść bez znajomej ręki w dłoni. Co robić, kiedy cisza jest tylko ciszą, a nie oczekiwaniem. I ten przeklęty brak w najprostszych, zwyczajnych sprawach. Te n przerażający cień zwykłych rzeczy, które czekają już tylko na mnie i na nikogo więcej. Patrzę się na łąkę i z przerażeniem uświadamiam sobie, że tej jesieni będę spacerować po niej… bez ręki.

 

Rozkładam pranie i płaczę. Płaczę nad każdą skarpetką, koszulką i majtami. Płaczę, gdy widzę nieskoszony trawnik i z przerażeniem myślę o naszej zepsutej kosiarce. Płaczę, gdy wkładam ostatnie drwa do pieca. Płaczę, kiedy okazuje się, że  z koła zeszło powietrze i muszę powiedzieć dziecku, że w takim razie pójdzie na nogach.  I znów ten ból. Przykrość.  A jednocześnie w głowie budzi się bunt, że przegapiliśmy ten moment, że nikt z nas nie dopilnował pewnych spraw. A potem kolejny bunt, że każdy spodziewał się, że ja tego dopilnuję.  I dziecko, które pyta, gdzie tata. Pyta, choć wie. Ale pyta. I znów płaczę.

 

Codziennie kilkaset albo i tysiące kobiet są porzucane, rozstają się, bywają zdradzane albo z różnych powodów decydują się na separację. Pod wpływem adrenaliny samego faktu przez pierwsze kilka dni albo godzin trzymają się w kupie. A potem nadchodzi ona.

 

Cisza. W całym domu panuje cisza, która chrobocze aż w uszach, bo niesie ze sobą niepewność. I pustkę. Syn mówi coś zabawnego, odwracam głowę, żeby połączyć się w potwierdzającym uśmiechu i przytulam ścianę. Czystą, białą ścianę, która nie odpowiada, nie żartuje, nie obejmuje ramieniem.

 

Pytają mnie, co się stało. A ja wzdycham, bo nie wiem, co będzie. Ręki już nie ma, ale wciąż czuję palce. Pieką mnie ostrym bólem, ale czekam, aż się poruszą, wrócą, zgarną chłopców, rozwieszą pranie, powiedzą, że wszystko mi się przyśniło.

 

Codziennie budzę się, a ból powraca. Na początku silny, duszący płuca, paraliżujący buzię, która na te same pytania wypycha przez usta takie same kamienie. Muszę mówić o tym, co było, a ciało przeszywa strach przed tym co będzie. W gardle tkwi krwiożerczy skorpion, który kąsa za każdym wypowiedzianym słowem i jękiem.

 

Czy to kiedyś minie – zastanawiają się dziewczyny na forach. Czy kiedyś przestanie boleć? Siedzę na kanapie i oddycham głęboko, starając się zwalczyć drżenie rąk. Minie. Wiem, że minie. Przestanie boleć. Już czuję mrowienie w uciętym nagle kikucie i wiem, że moja ręka odrasta. Dzieci się śmieją. Żartujemy. Nie odwracam już głowy w poszukiwaniu porozumiewawczego uśmiechu. Wieczorami kładziemy się w trójkę na łóżku i przytulamy się do utraty tchu. W nocy widzę malutką rękę młodszego, szukającą… kogoś. Rączka błądzi. Znajduje ramię brata i zaciska się w odruchu spokoju. Rano udaje mi się samodzielnie napompować koła od rowerka. Pierwszy raz w życiu pompuję koła. Pompuję, ale wygląda to jak resuscytacja. Wpompowuję w nie całą moją złość i radość, że udało mi się znaleźć pompkę. Nigdy nie wiedziałam, gdzie on ją do cholery odkłada. Potem przyjeżdża znajomy i kosi mi trawnik. Jego syn zajmuje się drewutnią. Rozliczam się z nimi skrupulatnie, choć najchętniej oddałabym im wszystko. Za nadzieję.

 

Każdego dnia odrasta kolejny milimetr kończyny, a strach ucieka przed przekonaniem, że i bez ręki potrafię sobie poradzić. Jakbym nie umiała, to już bym nie żyła.

 

W telefonie pika sms. „Zrobię wszystko, żeby to naprawić, wiesz?”.

 

Wiem. Ja też. Kiedyś. Kiedy moja ręka już odrośnie. Na razie jesteśmy we trójkę.

 

 

  • Patrycja Łobacz

    Asia trzymaj sie kochana sciskam mocno

  • beata

    Czytając te słowa czułam Twój strach…ale wiem, że zbudujesz nowe życie z chłopcami. Trzymajcie się.

  • Justyna Ścisło

    poznałam ten ból…i ciszę…i ścisk w sercu gdy znalazłam zagubioną skarpetkę..ból nie mija, ręka po długim czasie nie odrosła, ale z uwagi na syna, stoję, ściskam mocno!

  • Katarzyna Bukała

    Przesyłam gorące pozdrowienia. Razem dacie rade ! Mocno trzymam za Was kciuki 🙂

  • Daria Og

    Płacze na myśl o tej malutkiej rączce. Mój F jest w wieku Adasia i nie wyobrażam sobie tego. Trzymajcie się.

  • Inga Synoś-Gurzyńska

    Ja też czekałam na przewrotną pointę, która skieruje mnie nie tu, nie na ten koniec.
    Jak każdy zastanawiam się po okruchach z Waszego życia – co się stało i dlaczego. Przeglądam instagrama wiedziona trochę smutną ciekawością, trochę strachem czemu kurde udaje nam się przegapić moment na dokopanie się do siebie aż dziura robi się za wielka.
    My już też raz dziurę zakopywaliśmy. Przed dziećmi jeszcze, przed ślubem, po 6 latach bycia razem i zakopać się udało. Ale żmudne to i czasochłonne. Teraz mamy dwójkę dzieciaków, ale za każdym razem taka informacja jak Twoja też mnie mrozi i zastanawia czy w tym pędzie znów dziury nie kopiemy..
    Trzymaj się, płacz, krzycz, przytulaj do chłopaków. Hoduj rękę.

  • JAdzia Deerenberg

    Hej Asiu, bardzo polubiłam ciebie i twoją rodzinę, chłopców i Chłopa, kurka, też. Myślałam, że zrobiłaś sobie urlop od Internetu dla naładowania akumulatorów, a to jednak inny rodzaj nabierania energii i inna przyczyna. Wiem, że postąpisz mądrze. Pozdrawiam.

  • Miałam to samo, choć wszystkim wmawiałam, że jest super. Nie było. Nie mogłam oddychać, jeść, spać. Jakoś próbowałam się trzymać ale i tak cały czas płakałam. Teraz też płaczę po przeczytaniu tego tekstu. Wszystko wróciło. Trzymaj się ;*

  • Aż mnie zmroziło, chociaż do końca czekałam na przewrotną puentę. Ściskam, wiem jakie to okropne uczucie, choć nigdy w momencie rozstania nie miałam dzieci, tym bardziej dwójki. Trzymam kciuki, żeby się poukładało jak najlepiej dla Ciebie, dla Was. To mija, chociaż boli jak sto sku*wysynow. Wiem:/

  • Aleksandra Lis

    Bez względu na okoliczności rozstanie boli. Decyzja o moim była jednocześnie najtrudniejsza i najlepsza w moim życiu. Oby Twój zakręt też był początkiem nowego i dobrego etapu, życzę Ci dużo spokoju i miłości do siebie. Dystans masz. Z doświadczenia, to pomaga 🙂

  • sylwia piotrowska

    Asiuuu nasza kochana!!!! Sciskam Cie mocno!!!! Musialam 2 razy przeczytac tekst, gdyż za pierwszym razem bylam pewna ze chodzi zupelnie o co innego i chcesz nas wciagnac w mala pułapkę, za drugim razem czytając miałam lzy w oczach i sciskajace gardlo… Martwilam się Twoja nieobecnością i czekałam co nam w koncu napiszesz dlaczego Cie z nami nie ma, ale nie moge uwierzyc w to wszystko. Ja tez nigdy bym nie pomyślała, że rozstanie mogloby dotyczyć mnie, a mamy dzieci w podobnym wieku. W ogole nie bralam takiej możliwości nigdy pod uwage….maz byl, jest i….. ahhhh trzymaj się kochana. Dasz radę najgorsze jest przestawienie się z trybu jest Chlop na Nie ma go. Jak wejdziesz na ten drugi tryb to wszystko już będzie ok. Sciskam Cie mocno…..

  • Joanna Jolanta Lipińska

    Witaj- ja czytajac twojego bloga widze jakby swoje zycie – trafilam na niego szukajac czegos tam o zyciu na wsi- pamietam ten pierwszy tekst _ O tym jak to na wsi wszystko jest za darmo 🙂 i poszlo – czytam cie caly czas- przeczytalam zalegle posty i czytamna biezaco- budowalas dom tak samo jak ja – meza nigdy nie ma w domu tak samo jak u mnie- masz 2 synow- ja tak samo- moj kacperek w sierpniu bedzie mial 2,5 roku twoj Adas podobnie prawda? nawet twoje podwjscie do zycia mi odpowiadalo- ta duza samowystarczalnosc- ze sloiki, kroliki itp. I nagle dzis czytam twoj tekst i rycze i nie wierze ze znow mamy podobnie- moj maz nie mieszka z nami od miesiaca i chociaz staram sie zyc jakby nic sie nie stalo czyje to samo co ty. naprawde wiem co czujesz- i te slowa zrobie wszystko zeby odzyskac rodzine- ale nie wiem czy warto w to wierzyc. Trzymaj sie

  • Ania Mierzyńska

    Mam nadzieję, że uda Wam się wypracować kompromis i wszystko poukładać. Nie warto wszystkiego przekreślać. Zawsze będziecie rodziną, tylko trzeba to wszystko poskładać do kupy. Naprawić, nie wyrzucić. Życzę Ci dużo siły i miłości i wybaczenia ❤❤❤

  • Beata Wiktoria

    Wiem, ze to tekst pisany w imieniu wszystkich kobiet, które doznały „odejścia”. Wiem, że u Ciebie i Chłopa wszystko gra i nic złego sie nie dzieje. Ale napisz, bardzo proszę, że mam rację.
    Post jest „walący w łeb”, szczególnie, ze jak widzę niektórzy dopasowują go do Ciebie, konkretnej osoby, która lubimy, cenimy i życzymy jak najlepiej. Drogie Panie – proszę pamiętać, że 60 sekund smutku zabiera nam minutę szczęścia. I moje pocieszycielskie motto – po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój.

  • Asia… ja mimo wszystko wierzę, że warto wspólnie walczyć. Naprawiać,a nie wyrzucać… jakoś tak usilnie chcę wierzyć w recykling. I mam ogromną nadzieję, że nie będziesz długo słuchała tej przeszywającej ciszy i „tuliła” ścian. Bo to, że ze wszsytkim dasz radę jest oczywiste – jeśli musimy, damy radę. Jeśli nas coś nie zabiło, w efekcie wzmocni… Jednak zostawia też rany, sprawia ból, a czas wcale nie leczy ran, tylko nas przyzwyczaja do bólu. Wiem z autopsji.

  • Joanna Posadzy

    Faceci to gnoje. Sorry za generalizacje itd. Musiałam. A Ty Aśka sobie poradzisz!

  • Monika

    Przykro mi strasznie. Czytając wierzyć mi sie nie chcialo, cos za serce lapalo, jakas gula w gardle była i lzy jakos same poplynely…
    Nie wyobrazam sobie nawet jak Ty mozesz sie czuc…
    Trzymam za Was kciuki- za Ciebie, za chłopców. Wiem, ze dacie rade. Macie siebie i to najważniejsze.

    Przytulam mocno!!!!

  • Agata Ternka

    Asiu. Nie udzielam się tu ale teraz. Becze. Nie. Nie płacze. Becze poprostu. Mam nadzieję że uda Wam się wszystko naprawić, wiesz? ?

  • Kamila Ka

    Aska kurcze ryczalam pol nocy.. Nie wiem jakie slowa moga teraz pomoc i przyniesc ukojenie wiec nie bede sie wymadrzac.. Wiem za to ze masz dwoch wspanialych chlopakow w domu i oni zawsze beda twoi. I wiem ze jestes silniejsza niz ci sie czasem wydaje. I ze dasz rade- bo kto jak nie Ty! Myslami z Toba <3

  • Ola Czupryn

    A ja mam nadzieję że wkrótce pojawi się post, że to nie o to chodziło… naprawdę bardzo mam nadzieję że się taki pojawi… 🙁

  • marzena

    Ja tez czytałam tekst (dwa razy) z nadzieją na przewrotna puentę. I ja tez wierzę, że postąpisz mądrze. Chciałabym napisać, że jestem z Tobą, że ściskam, ale należę tylko do tych podglądających Cię zza firanki – o ile nie dosuniesz jej do końca i pozwolisz popodglądać. Życzę Ci dobrych rozwiązań. Trzymaj się.

  • Justyna Nowak

    tekst trudny, trudne emocje i sprawa, ale nigdy nie będzie już we trójkę – to pewne. Chłop zawsze będzie ojcem i zawsze będzie w waszym życiu, choć może będzie inaczej. Ale „nasza kosiarka” daje mi cień nadziei, że może Wy jakoś naprawicie Wasze wszystko …..

  • Monika Tyluś

    wpis „ryje banię”.. kurcze, od wczoraj, od przeczytania posta o Was myślę. i łzy same płyną. nie mogę w to uwierzyć i przykro mi strasznie, że tak sie stało. stałaś mi sie bliska, chłopcy też, Chłopa również lubiłam.. każdy kto przeżył rozstanie, wie jaki to ból, mój po 8 latach wciąż nie zniknął, a nie łączyły nas dzieci, wspólne zobowiązania, itp.. duuużo sił życzę i ściskam wirtualnie bardzo mocno! :* wiem, ze dasz radę.

  • Iwona A.

    Oj… Co więcej mogę napisać? Ręka odrośnie, ale nic nie będzie już takie jak kiedyś. Nie znaczy, że gorsze. Po prostu… inne. Ja też płakałam nad trawnikiem, nad spaloną w samochodzie żarówką, nad cieknącym prysznicem. Pewnego razu zdałam sobie sprawę, że nie muszę wszystkiego sama. Że wokół są ludzie, a niektórzy to aż się palą żeby w czymś pomóc, coś naprawić. Można komuś zapłacić. Wtedy odrosła mi ręka. Rany na sercu nigdy się do końca nie zagoiły, ale co tam, z blizną po cesarkach też jakoś żyję, a nawet z ta po ospie na środku czoła.
    „Always look at the bright side of life”
    Trzymaj się!

  • Małgorzata Sklorz

    Witam Cię Asiu, jest mi bardzo przykro ???Choć życie ciągle nas zaskakuje zarówno dobrymi jak i złymi doświadczeniami, człowiek musi znaleźć w sobie tę siłę, która pomoże wyjść z otchłani na brzeg! Choć to trudne , wierzę w Ciebie!!! Dasz radę, słońce znów zaświeci w tobie i dla Ciebie i dla twoich chłopców!!! ??????

  • Mała Piwnooka Maruda

    Brak tej ręki jest cholernie trudną do przetrwania sytuacją, pamiętam jak to było. I ten ból, który opisujesz Asiu. Matko, mam nadzieję, że w końcu się wszystko ułoży, przestanie piec i boleć, a świat się powoli odbuduje. Na nowych zasadach. Bez względu jakie one będą. Wiesz, mój dobry znajomy, kiedy ja rozstałam się po długim związku, powiedział mi – po każdej takiej decyzji i trudnym początku nowego zawsze rodzi się z tego coś dobrego. Te słowa dały tę iskierkę nadziei i mikroskopijnego ciepła w sercu. Trzymam mocno za Was wszystkich kciuki i przesyłam moc przytuleń.

  • Kasia

    Nigdy tego nie zrozumiem. Facet może wstać, wyjsc, trzasnąć drzwiami, wyprowadzić się i luzik, zero poczucia jakiegokolwiek obowiązku. Kuzwa, jakby kobieta miala w zwyczaju sie wyprowadzać i rzucać wszystko, to i tak rano z poczucia obowiązku przyjechałaby napompować to pieprzone kolko, skosic trawę i dać buziaka dzieciom. A myślenie tej drugiej – slabszej – strony zamyka sie w dziale „ja”. Nie ogarniam jak można być takim cholernym egoistą. Porzuciłeś rodzinę? Spieprzyles/spieprzyliscie? No stalo się, ale życie trwa dalej i trawa czeka i drzewo czeka i, do jasnej cholery, dzieci cierpią i czekają….. Naprawdę, mam gdzieś mężczyzno, czy olejesz mnie i złość już nie dotyczy mnie/zony, złość dotyczy twojej podłości wobec Twoich własnych dzieci, którym rozerwales świat na strzępy. To Twoja relacja z nimi ulegne destrukcji. Ale to mnie nie obchodzi, nie ty mnie obchodzisz. Obchodzi mnie to, ze zdetonowales świat dzieciom, ktore, jedyne czego oczekują od świata i rodzicow, to – być szczęśliwym i spokojnym w poczuciu bezpieczeństwa.

  • Sikorka

    Nie znasz mnie. Ja Ciebie nie znam, więc co ja Ci mogę powiedzieć? Nie wiem czy tak na serio ta ręka odpadła czy tylko koszary ją porwały. Co mam Ci powiedzieć, że boję się samotności czy że tego kwiatu to pół światu? Sama lepiej wiesz czy to zwykła burza czy tornado po którym nie ma co zbierać. Ten tekst skłonił mnie do przemyśleń, refleksji i do odezwania się w komentarzu, więc poruszył mnie w istocie. Wiesz, jak to jest, kiedy czytasz czyjegoś bloga, to nie znając ososby zżywasz się z nią, rozczulasz na d obcymi dziećmi, kiedy Gwiazdka już śpi i chciałabyś, żeby zawsze było dobrze, żeby życzenie wypowiedziane do spadającej gwiazdy brzmiało: ” I żebym zawsze była tak szczęścliwa, jak teraz”. Wiesz, że to się nie spełni, bo nie jesteś w bajce, ale na co mi/Ci inne życznia. „Do brzegu, do brzegu” – jak to mówi moja koleżanka, więc Jaskółko życzę Ci żebyś była szczęśliwa – Sikorka

  • ToJa

    Asiu, Czy da sie tego uniknac? od narodzin mojej coreczki biegniemy rownia pochyla… coraz nizej. Tak bardzo boje sie samotnosci. Co zrobic zeby zmienic kurs? Jak uratowac cos co zaawocowalo cudownym dzieckiem a czego juz prawie nie pamietamy…..

    • turzyca

      Kazde z nas zawalilo co najmniej jeden powazny zwiazek, zanim na siebie traflismy. I teraz wiemy, ze jak mamy wrazenie, ze ziemia pod stopami sie pochyla, to trzeba czym predzej lapac sie za porecz i podciagac do gory. Gdzies w poczatkach zwiazku kupilismy sobie ksiazke Gottmana o 7 zasadach szczesliwego malzenstwa. To ta nasza porecz, kazde z nas sprawdza na wlasna reke, czy nie otworzyl ostatnio drzwi ktoremus z czterech jezdzcow apokalipsy, czasem robi ktores z cwiczen, np. zaczyna wspominac, dlaczego sie na siebie zdecydowalismy i co nas do siebie przyciagnelo. Zazywczaj pare, parenascie dni wzmozonego dbania o zwiazek wystarcza, zeby ziemia sie wyrownala, akcja wywoluje reakcje, jak jedno zaczyna dbac, to drugie tez. Ale reakcja musi byc natychmiastowa, jak ktores zaczyna czuc sie zle, to stara sie dzialac od razu. Dlatego mamy tez umowe, ze jak ktoremus przemknie przez glowe, ze moze warto na terapie, to natychmiast poszuka terapeuty i zaprosi drugie, a drugie nie odmowi. Bo wiemy, ze latac trzeba jak najszybciej, poki dziury sa male.
      Jesli wiec zastanawiasz sie, jak zmienic kurs, to zmieniaj go jak najszybciej i wszelkimi dostepnymi metodami. Nie ma co czekac, kazdy dzien na zlym kursie oddala Cie od celu.

  • Weronika

    Mocny post. Mimo, że jestem młoda i zakładanie rodziny mam dopiero przed sobą to całym sercem poczułam jaki to ból i jak bardzo jest ważne trzymanie się razem. Pozdrawiam ciepło. Zostaję tu na dłużej

  • Jowita Damaszek

    Rozstania nigdy nie są łatwe ale czas jest najlepszym lekarstwem na wszystko. Wiem o czym mówię.

  • Tak, niech najpierw ręka odrośnie… Bo przecież przytula się najlepiej obiema rękami :*