Są takie dni, że wstając z łóżka, zaczynasz odliczać godziny do wieczora. Znasz to? To dręczące uczucie, że nie chcesz, nie masz ochoty, nie wyrabiasz, nie masz pomysłu ani na siebie, ani na otaczający cię świat…

Jeśli nie masz dziecka, to ok. Wszyscy to jakoś przeżyją. Gorzej, gdy tego ranka obudzi cię płacz malucha, a ty z zaspanymi oczami odliczasz, ile jeszcze godzin będziesz tego płaczu słuchać. Jakieś 12. OK. Wstajesz z łóżka, uspokajasz malucha, znów spoglądasz na zegarek. I ten zegarek będzie ci dziś cały dzień towarzyszył.
To są takie dni, kiedy jeszcze z łóżka nie wstaniesz, a już marzysz  o wieczorze. Każda czynność będzie jedynie pretekstem do zabicia czasu, pochłonięciem kolejnych minut dzielących cię z upragnionym wieczorem. Nic cię nie bawi, nic nie satysfakcjonuje, godziny wloką się niemiłosiernie, a ty ze wszystkich sił próbujesz dać im kopa na rozpęd. Zegarek jednak stuka cały czas tak samo. Zegarki zazwyczaj się śpieszą, kiedy ci na tym nie zależy. 
Ten dzień jest torturą. To właśnie wtedy dowiadujesz się, że wcześniej jedzone całą wieczność śniadanko dziecka tak naprawdę zajmuje tylko 15 minut. Teraz już wiesz, że klockami bawi się grzecznie jedynie 20. Dzięki takim dniom dowiadujesz się, że pofałdowane jelito twojego dnia potrafi się rozciągnąć prawie do pęknięcia strun nerwów.
I kiedy już nadchodzi ten moment, kiedy już słyszysz równomierny oddech dziecka, kiedy poczucie niewyobrażalnej ulgi ogarnie twoje ciało… wtedy stwierdzasz, że siedzenie samej w pustym domu też nie jest zabawne. Że wcale nie chcesz oglądać, jak oni śpiewają. Spać jeszcze się nie chce, ale tęsknym wzrokiem spoglądasz na łóżko. Wiesz już, że jedynym ratunkiem na takie humory jest wyłącznie nowy dzień. 

Szkoda, że czasem nie możemy sobie odświeżyć życia w nowym pliku. Byłoby prościej, prawda?

Zdarza wam się czasami wstać z takim humorem?