Matka Tylko Jedna

March 27, 2017 at 4:33 pm

Samotność w… matce

O samotności  matek mówi się rzadko i niewiele. Bo przecież, jak masz dzieci, rodzinę, męża, to nie możesz być samotna.
 – Wszystko się zaczyna i kończy wraz z porodem – przeczytałam na jakimś forum. – Bezdzietne koleżanki na początku jeszcze trochę się tobą interesują, a potem jedna po drugiej przestają rozumieć, że ty nie możesz wyjść wtedy, gdy chcesz, i nie pójdziesz z nimi potańczyć w środę i nie będziesz siedziała pół dnia przy fajkach i piwku, gadając o facetach.
I wtedy powoli orientujesz się, że niewiele interesuje cię, kogo ona poderwała, a jednocześnie nie wiesz, komu powiedzieć, że te tańsze pieluchy to nieopłacalne, a dzieciak Twój nie lubi marchewki.
I nagle twoja matka mówi ci, że ona nie rozumie, dlaczego ty się tak trzęsiesz nad dzieckiem, bo ona jakoś kilkoro dzieci wychowała i wszystko było dobrze i wcale nie skakała, tak jak ty teraz. Gluten? Ona o glutenie nie słyszała!
 
A potem siostra, ci powie, że w zasadzie, jej nie interesuje, jak bardzo jesteś zmęczona, zniechęcona i wypluta, bo przecież sama chciałaś dziecko, to teraz musisz to znosić.
 
A potem przyjdzie chłop Twój i powie, że on był w pracy i to on jest zmęczony, a ty to pewnie pół dnia przy laptopie spędziłaś.
 
O samotności matek mówi się niewiele. 
Może dlatego, że jeszcze niedawno normalne było to, że cała wioska przejmowała pieczę nad dzieciakiem i matka w gronie innych matek tarła gacie nad rzeką, a dziecko z kluczem na szyi latało z innymi dzieciakami od wujka do babci, od babci do dziadka i ktoś zawsze przytulił, ktoś naprowadził, ktoś przypilnował. Napięcie jakoś się rozkładało. A i matka gębę do kogo miała otworzyć.
 
Dzisiaj za to o samotności matek mówi się niewiele.
 
Ale dzisiaj już nie można wypuścić dzieciaka z kluczem na szyi. Dziś już nie można dać pasem w dupę, żeby się słuchało. Dziś już nie można olać diety, olać szczepień, olać szkoły, olać wychowania, olać wszystkiego i pozwolić, żeby wychowywała je „ulica”, czyli plemię.
 
Dziś może mamy mniej pracy fizycznej, nie pierzemy w rzece, zmywamy w zmywarkach, jeździmy samochodami, ale ciężar psychiczny, jaki spoczywa na każdej jednej matce, jest wielokrotnie wyższy, niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu.
 
I do tego w naszym otoczeniu jest coraz mniej osób, z którymi można o tym porozmawiać.
 
Kiedyś dorwałam na ulicy jakąś dawną znajomą i ucieszona tym, że nie jest ona ani moim dzieckiem, ani moim chłopem, ani moimi rodzicami, na pytanie, co tam u mnie, wyparowałam z grubej rury:
 
– Mam dość bachora, dość moich starych, dość wszystkiego! Pierdolę tabelę żywienia! Powinnam dostać dyplom z żywienia niemowląt! I tak każdy ma to w dupie i po kryjomu mu chleb daje! Czasem wstaję rano i mam ochotę na odległość rzygać! I każdy dzień: on i ja, on i ja, on i ja. I ten pieprzony plan dnia, którego nawet zmienić nie mogę, bo niby na co?  Mam dość! Wpadniesz na kawę?
 
I okrasiłam to przemiłym uśmiechem.
 
Znajoma bardzo szybko sobie poszła.
 
I w zasadzie nie ma komu powiedzieć, że dziecko cię czasem wkurza, piersią karmić nie lubisz, cierpliwość przy śniadaniu kończy się czasami za czwartym wypluciem kanapki, a kilka razy miałaś ochotę wymknąć się nad ranem z łóżka i wrócić dopiero wieczorem. Mówisz to do lustra.
 
– Cały dzień siedzę sama z dzieckiem – czytam znów na forum – w sumie moje dziecko jest jedyną osobą, do której się odzywam do późnego popołudnia. Koleżanki przestały dzwonić. Nie mam z nimi o czym rozmawiać. A jak mąż wróci z pracy, to zostaje mi tylko szybko zrobić te rzeczy, których przy małym zrobić nie mogłam i pora iść spać. I tak dzień w dzień. Miesiąc w miesiąc. W sumie nie mam z kim nawet o pogodzie pogadać, a co dopiero przedyskutować jakieś ważniejsze decyzje…
 
O samotności matek mówi się tak, jakby w ogóle jej nie było…
[fragment]

TEN TEKST ZOSTAŁ UKRADZIONY I SKOPIOWANY NA WIELU GRUPACH JAKO ANONIMOWY. SERDECZNIE PROSZĘ O PODESŁANIE MI SCREENU KAŻDEJ OSOBY, KTÓRA UKRADŁA GO BEZ PODPISU I UDOSTĘPNIŁA W CAŁOŚCI BEZ PODPISU I ŹRÓDŁA.

Mama # , , , , ,
Podziel sie:     / / /
  • Anonymous

    super wpis u mnie z tą różnicą że męża mam tylko na wekend a i ten czasem wygląda tak że wraca w sobote idzie spać bo jest po nockach a w niedziele około południa wychodzi do pracy. i weź tu kobito pogadaj i pobądź z kims bardziej komunikatywnym… pozdrawiam Iza

    • Anonymous

      u mnie jest to samo z teym ze tatus przyjezdza w sobote jest do poniedzialku ale co z tego ja jestem z malym 24 przez 7 dni on przyjezdza to spi albo siedzi przy kompie maly czase juz do niego skakuje na kolana ale co z tego jak o rozmowe trudno a o wyjscie to tylko pomarzyc mozna … sam od siebie nic nie zaproponuje ylko same pretensje przeciez ja nic nie robie siedze i pachne nie pracuje nie

    • Anonymous

      mój mąż zmarł jak córka miała 9 miesięcy,na szczęście mam rodziców i 2 siostry, dzięki którym jakoś funkcjonujemy od 2 lat, od wakacji jest też sąsiadka, która ma synka rok młodszego od mojej,więc przynajmniej 2-3 razy w tygodniu mam z kim ponarzekać jak nam w domu źle i smutno i samotnie….

    • Mogę sobie tylko wyobrazić, jak się czujesz, ale nawet to pewnie nie wystarczy…

    • Anonymous

      Jak tak miałam przy pierwszym dziecku…szkoda, że wtedy nie miałam siły by szukać wpisów takich jak ten… I nikt mi nie wmówi,że na świecie jest coś trudniejszgo od urodzenia i wychowania czałowieka…<br />

  • Pewnie jeszcze wszyscy dookoła zapewniają jak to powinnaś być zadowolona i dumna, że tyle czasu spędzasz z dzieckiem,. które dostarcza Ci samych cudownych chwil, bo 24h na dobę 7 dni w tygodniu jest takie rozkoszne, słodkie i mądre…? <br />Głowa do góry, pozdrawiam:)

  • samotnosc matek jest i tez czyulam sie samotna i owszem nie ma to i tamto ale odkad wrocilam do pracyu i zadaje sie z innymi dwunoznymi doroslymi wszystko sie zmienilo. ja bardziej zadowolona, odetchnelam z ulga:) A czas z Mala chlone podwojnie:)<br />Bedzie dobrze:D

    • Anonymous

      Ja ma podobnie, kiedy odchowały się najpierw pod okiem niani, potem pań w przedszkolu, zaczęłam wychodzić do ludzi i z ludźmi. Najpierw praca. Podobne klimaty miało wiele moich koleżanek z pracy. A te bez dzieci super imprezowały i dołączyłam do nich. I tak raz na parę tygodni wracałam, jak za dawnych lat, nad ranem, chwiejnym krokiem. A w domu mąż śpiący z maluchami, które i tak po 1,5 godziny

  • Samotność to stan umysłu. Po 2 miesiącach bez słońca koncentrujemy się na ciemniejszych stronach codzienności. Zgaszam się, są chwile lepsze i gorsze. Ważne, żeby tych pierwszych było więcej. Pozdrawiam<br /><br />

  • Anonymous

    Szczera prawda, fanie jest patrzec jak nasze dziecko stawia pierwsze kroczki przy nas ale powrot do pracy, do ludzi duzo daje.

  • Anonymous

    No cóż wszystko zależy od tego jak sobie ułożymy wszystko….. Ja mam 6cioro dzieci i nigdy jakoś bardzo nie doskwierało mi to . Może przemęczenie czasem… mąż pracuje na 3 zmiany ale jak jest w domu to mi pomaga . Niedziela jest zawsze dla mnie bo mąż ją spędza z dziećmi ( wczoraj byli na łyżwach) i gotuje ( zresztą jest w tym naprawdę dobry ). Kiedy dzieci podrosły zrobiłam to o czym zawsze

    • Anonymous

      Super super tylko że ty może masz jakieś turbo doładowanie.<br />Nie wierzę że nigdy nie jesteś zmęczona że nie masz ochoty pobyć trochę sama ze sobą.!!!!!<br />A te wszystkie babeczki które tak miło wspominają macierzyństwo i całą resztę z regóły mają cały sztab babć i cioć na zawołanie.<br />

    • Anonymous

      Tak trzymać!

  • Anonymous

    Super!Normalnie jakby o mnie! Jeszcze tylko trzeba dodać, że jak mąż wraca z pracy, to mówi &quot;nic nie robisz cały dzień&quot;, a w weekend śpi, bo ma wolne i jest zmęczony, bo to przecież on zarabia a nie ja!<br />Agata

    • Anonymous

      Dokładnie jakbym czytała o swoim życiu, a ja myslałam że tylko ja tak mam.<br />

    • To tak jak u mnie…

    • Anonymous

      jest nas więcej<br />

  • Anonymous

    Prawde mowiac to ryczec mi sie chce.

    • Ja ryczę, wolę płakać niż krzyczeć z bezsilności na Dziecko…

    • Anonymous

      Również i ja się dołączam.<br /> Widać sama nie jestem..

  • Paulqa

    Aśka w jednym wpisie ujęłaś to wszystko co czuję!

  • Anonymous

    Pewna bardzo mądra osoba powiedziała kiedyś: Samotność to wybór, osamotnienie to wyrok. Zgadzam się w stu procentach. Też przechodzę przez to, co opisała Sedna, ja bym to juz jednak nazwała (u siebie )osamotnieniem właśnie:/ Dochodzi jeszcze poczucie winy wobec dziecka, bo ono wyczuwa nasze rozterki i zmagania. Pozdrawiam wszystkie matki borykające się z problemami tego typu.<br />

  • Boski tekst! A właśnie od niemal tygodnia w domu mam 1,5 rocznego wyjca które pożarło moje Dziecię! Każdy dzień to walka o przetrwanie. Dobrze, że wczoraj spędzony w zupełnie innym rytmie… Gdyby nie weekendy człowiek by ściany gryzł i skakał przez okno.

  • Anonymous

    Sama prawda

  • Kurcze, ja się aż tak samotnie nie czuje. Wychodze z małą do ludzi, nie tylko ja mam dziecko na świecie 🙂 wystarczy że wyjdę do miejsca gdzie spotkam inne mamy z dziećmi. Dobrych rad o glutenie nie słuchałam i nie słucham, z siostrą mało co się widzę. No i fakt że mam bardzo optymistyczne podejście do macierzyństwa – taka ze mnie wariatka – że nawet klocek w pampersie pachnie mi fiołkami . Wiem

  • Anonymous

    po części prawda 🙂 i to wszystko tak dobrze i jasno napisane :)pozdrawiam

  • prawdziwe, ale i smutne trochę jakby się w to zagłębić…

  • Anonymous

    Bossssszzzzzeeee jakie to moje!!

  • Anonymous

    Kurwa, jakie to moje ;(

  • To fakt, bywa ciężko. Ja mam to szczęście, że mam fajnego męża i bardzo, bardzo mi zawsze pomagał, jak wraca z pracy to praktycznie cały czas siedzi z małym, udało mi się akurat w tej kwestii 🙂 Na dziadków też mogę liczyć w każdej chwili:)<br />Mnie najbardziej zabolało i boli coś innego. Kiedy jeszcze nie miałam dziecka, a trzy moje koleżanki już wcześniej miały, bardzo często brałam dzieciaki

    • Anonymous

      hmmm wszystko rozumiem, ale pamiętaj ,że kiedy zajmowałaś się cudzymi dziećmi, nie miałaś jeszcze swoich, a zajmowanie się innymi dziecmi -na chwilę, kiedy jeszcze nie jest się mamą wygląda nieco inaczej, niż wtedy, gdy sie ową mamą jest!!! :)<br />pozdrawiam

    • a ja się zgadzam z Moniką – ona brała ich dzieci na spacer, one też by mogły.. ale może trzeba im to zakomunikować?

  • Anonymous

    Może trzeba koleżankom po prostu powiedzieć o swoich potrzebach. Ludzie niekoniecznie są domyślni 🙂

  • Joanna

    Przez 22 miesiące przeżywałam to samo… tylko ja, tylko ja i tylko ja z moim ukochanym synkiem. Do czasu, aż wróciłam do pracy, wyszłam do ludzi. Dziadkowie zaczęli zostawać z synkiem a ja szłam do kina, na spotkanie ze znajomymi, po prostu gdzieś. Potem przyszedł czas na przedszkole i dopiero zaczęło się życie – szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. W pewnym momencie znika samotność a pojawia

  • Anonymous

    Taka nasza rzeczywistość kochana:) ja też jestem sama 24 na h mąż pracuje o 7 rano do 15 a od 16 praca i hobby mechanika do 22 całe szczęście dla niego to nie jest męczące ale dla mnie koszmar bo go nie ma:/ no i dzieci w ciągu tej godziny bycia z tatusiem jedzą razem z nim wchodzą na głowę chcą pograć w piłkę itd.a ja mogę chociaż kawę z nim wypić hehe wprawdzie w biegu ale się da:))a jak mi

  • Anonymous

    I do mnie to też pasuje…. cały dzień przed komputerem mąż powiada… jasne zakupy pranie, sprzątanie, dziecko nakarmione, wychowane jestem konsekwentną matką mimo, że mam jedynaczkę to nie ma rozpieszczania bo tylko krzywdę się dziecku robi.Moja córa: proszę, dziękuję,do dorosłych nie na ty mówi ale odpowiednio się zwraca siku jak miała niecałe półtora roku na nocnik robiła, czeka cierpliwie na

  • Ja póki co samotna się jeszcze nie czuję ale to dopiero miesiąc minął od porodu, ale gadanie do lustra już czasem występuje:(

  • Anonymous

    Mnie też się ryczeć chce, jedyne pocieszenie to że nie tylko mnie to dotyczy, ale jakoś lepiej mi z tym nie jest ;(

  • Wspaniały tekst. Pięknie to opisałaś. Ja przez pierwsze 4 miesiące też tak czułam. Na szczęście zaprzyjaźniłam się z sąsiadką z tej samej klatki, która urodziła 3 miesiące po mnie i razem spacerujemy i odwiedzamy się na kawkę. <br />Tylko niedługo wraca do pracy, a ja znów sama zostanę…

  • dlatego nieco się obawiam co to będzie, gdy już się &quot;rozpakuję&quot; i Zozol będzie na świecie. koleżanki to pół biedy, i tak ich za często nie ma – studiują, nie mają czasu. ale obawiam się tego, jakie będę miała relację z narzeczonym.

  • Anonymous

    Kurcze Wy też gadacie same do siebie??mi się to zdarza(hahah)ale wtedy myślę sobie że nie mogę tak bo jak wyjdę już do ludzi to będzie przypał hahahah( ps. 4 lata w domu- 2 dzieci ale już szykuję się do pracy- światełko w tunelu!!!!!)

  • znam Ci ja tą samotność z tą różnicą, że ja lubię karmić piersią i bić nie biłabym, nawet gdyby było można.

  • Anonymous

    dlatego ja wolalam oddac dzieci do złobka na par godzin.. było mnie stac… skorzystałam z takiej pomocy. dzieki temu nie bylam i nie jestem sfrustrowana mama krzyczaca na dziecko.. ale pamietam spojrzenia znajomych gdy mowilam im zze nie pracuej a prowadze dzieci do zlobka.. (pozniej zaczelam studia to sie zmienilo)… ale i tak nie zaluje 🙂

  • Anonymous

    Bardzo dobry tekst. Ostatnie tygodnie czułam się dokładnie tak samo. Cholernie samotna. Chwilowo czuję, że znalazłam jakąś swoją drogę w tej samotności, zaczęłam biegać, chodzić na jogę i do niczego się nie zmuszać…na przykład rano gdy już wszyscy wybędą z domu (starsze dziecko, mąż) leżę sobie z młodszą i oglądam seriale w łóżku. Jak mam ochotę tak sobie leżeć do 13 to leżę. Mała ma dopiero

  • Dobrze napisane:)

  • qrde….z całym szacunkiem…..mogę się tylko pod tym podpisać;))))))

  • Boże, jak ja Cię rozumiem!

  • Anonymous

    Bardzo dobrze napisane!dziecko ma już 2,5 roku, ja gdy miała 7 wrócilam do pracy i, częściowo, odetchnęłam. Oczywiście w pracy tęsknię też za małą, ale jak mam np 2 miesiące wakacji i dzień w dzień siedzimy razem, to czuję przesyt. <br /><br />Po prostu nie każdy się nadaje na mamę będącą z dzieckiemw domu non stop i nie można sobie tego wyrzucać! tak jest, trzeba zaakceptować, znaleźć nianię czy

  • Anonymous

    i ja mogę podpisać się pod tym tekstem. Kocham bardzo swojego synka, ale czasem mam serdecznie dość siedzenia z nim w domu, jego hałaśliwych zabaw we wrzeszczącego pteranodona, ciągłego sprawdzania gdzie jest, c robi, czy czegoś nie usiłuje zmalować. Mały ma 13 miesięcy, jest słodki, ale i daje popalić i to zdrowo. Od samego początku nie przespałam ani jednej nocy w całości. Są dni, kiedy snuję

  • Bardzo dobrze cie rozumiem. Miałam tak przez bardzo dulgi czas. Z całego serca życzę ci odnalezienia swojego plemienia.

  • Bardzo dobrze cie rozumiem. Miałam tak przez bardzo dulgi czas. Z całego serca życzę ci odnalezienia swojego plemienia.

  • Bardzo dobrze cie rozumiem. Miałam tak przez bardzo dulgi czas. Z całego serca życzę ci odnalezienia swojego plemienia.

  • Maria

    Ta samotność jest też domęną pory roku i winną mężów którzy niewywiązują się z obowiąsku bycia rodzicem, a pużniej będą narzekać na brak kontaktu z dzieckiem. Są godni pożałowania niektózi faceci to prawda. Moja sytlacja jest troche inna mąż zostawił mnie w dziewiątym miesiącu ciąży na tydzień przed porodem właściwie i już się nigdy nieodezwał. Przepłakałam wiele nocy i dni czekając na telefon.

    • Anonymous

      Tylko pozazdrościć! Życzę Wam samych wspaniałych chwil. Pozdrawiam! BB

  • może i dlatego coraz wiecej mam pisze blogi… by chociaż w nie realu pożalić się… znaleść osoby z którymi można pogadać… kiedyś było o wiele lepiej…. dzieci sobie wychodziły na podwórko na tzzeak piły z jednej butelki itp… a teraz z placów zabaw przed blokiem robi się parking a z piaskownicy kwietnik bo Dzieci za mocno hałasuja od oknami… zenada….ech…

    • Anonymous

      Z kwietnika można kwiatki zrywać, pod moim blokíiem tjest piaskownica, ale co z tego jak sąsiedzi tam psy wyprowadzają:-S

  • Anonymous

    Stan psychiczny po porodzie ale i wcześniej uległ ogromnej zmianie. Izolacja od otoczenia-myśli jestem gruba brzydka jestem MATKĄ!!!!Relacja z mężczyzną mojego życia zmieniła bieg i tak stałam się totalnie zakompleksioną kurą domową. Moje potrzeby są na ostatnim miejscu. Mąż wykończony psychicznie pracą wiecznie znerwicowany. Wyżywa się. Krzyczy. Potem przeprasza i tak w kółko. Starałam się

    • Anonymous

      Mam to samo wolę mieć mniej pieniędzy ale prawdziwą rodzinę co mi po pieniądzach jak czuje się samotna niedoceniana, zdesperowana i dziecko też to widzi, że mama nieszczęśliwa. Jak ty mówisz o tym, że mąż kupił coś swojej żonie…to samo miałam zazdrościłam i po prostu robiło mi się, żal w pewnych momentach głupiego serialu nie mogłam oglądać bo tam mąż ku… miły, opiekuńczy, masakra choć to

  • wiem, że czasami tak jest. rozumiem. ale też jestem w takiej sytuacji, siedzę z Młodym w domu już półtora roku – i nie jest mi źle. przy dobrej organizacji mam sporo czasu na to, co lubię, na książkę, film, na własne pasje. wychowywanie dziecka nie łączy się u mnie z rezygnacją z kontaktów towarzyskich, zapraszamy znajomych, sami ich odwiedzamy. Młody jest dzięki temu bardzo otwarty na innych:) i

  • Anonymous

    Jestem pewien, że nie jesteś jedyną która tak się czuje. Oczywiście obecność dziecka wymusza pewne zmiany z rytmie życia i wprowadza szereg innych, np. związanych z obecnością znajomych. Biada jednak takiej kobiecie, która w tym wszystkim skupi się tylko na sobie. W życiu faceta też się wiele zmienia i mimo, że piersią nie karmimy to też jesteśmy zmuszeni godzić się na szereg wyrzeczeń. Drogie

    • Anonymous

      Tak ale facet ma wybór tak NIE BĘDZIE ZAWSZE ZABIERAŁ DZIECIACZKA Z UŚMIECHEM NA USTACH a my musimy wszystko robić nas nitk nie pyta bo jak nie matka się zajmie dzieckiem to kto…. i bez przesady z tymi zmianami my to wiemy do cholery zmiany są na każdym kroku zaczynając od ciała od wagi rozstępów trybie życia w ciąży…. ale my mówimy o skrajnych przypadkach jak planowane życie w rodzinie

  • Identyczne mam odczucia<br />

  • Anonymous

    Miło i zarazem przykro jest wiedzieć,że nie tylko ja tak sie czuje.. eh a najgorsze że moj maz tez uwaza ze nic nie robie w domu – ciagle karmie piersia (mala ma 11 miesiecy) ale przeciez to mi nie powinno przeszkadzac w robieniu tego co (wg niego) powinnam zrobic zanim on wroci z pracy.. no tak, tacy juz sa mezczyzni – mysla ze my w domu mamy wakacje z dzieckiem za to oni w pracy wypruwaja z

  • Świetny tekst. Nie jestem matką, ale mam kilka koleżanek – młodych mam, które czują podobnie. Myślę, że bardzo dużo zależy tu właśnie od rodziny, faceta, znajomych… Szczęśliwe są kobiety, których w sekundzie po porodzie najbliżsi nie zaczynają traktować jak mało atrakcyjnych towarzysko, wykluczonych społecznie dojnych krów. <br /><br />Chciałabym mieć kiedyś dziecko, tak myślę. Ale właśnie tej

    • Jesteś pierwsza, która zauważyła ten dodatek, dlatego odpowiem – samotność opisana w tekście, jest moją samotnością tylko w części. Całościowo – to skumulowana samotność wszystkich tych kobiet, których wypowiedzi czytałam na różnorakich forach internetowych. A że trudno opisać całą tę samotność – dlatego fragment. No, jeszcze jest też kilka powodów, ale nie będę na razie mówić.<br /><br />A na

  • Asiu zgadzam się z Twoim wpisem. Po jego przeczytaniu zaczęły mi się kłębic mysli które wylałam na swoim blogu. Zatem zapraszam do nowego mojego wpisu.

  • A mnie zainspirowałaś do pisania. Sama jestem mamą i czasami nie mam do kogo przysłowiowej gęby otworzyć.

  • czytajac Twojego posta czułam się jakbym czytała o sobie jakieś 3 lata temu. Kiedy miałam dzieciaki w podobnym wieku Twojego Kosmyka. NIby wszytsko było ok ale czułam sie bardzo samotna, samotna do tego stopnia, że faktycznie wieksza cześć dnia spedzałama w sieci zeby wogole z kim kolwiek moc porozmawiać. Teraz nie czuje się samotna mam trojke dzieci w wieku komunikatywnym z ktorym spedzam czaas,

  • no i jeszcze jedno zapraszam do siebie na mały przedwstep komunikatywnych dzieci ;)<br /><br />http://swiatwedlugdna.blogspot.de/

  • tiaaaa jakbym czytała o sobie, dobrze, że czasem jest net i Wy babeczki z którymi mogę czasem popisać, po marudzić i wypłakać się w rękaw kiedy już nie daję rady…

  • Jeju tak czytam to wszytko i jestem przerażona – większość z tego to szczera prawda, ale jak można na coś takiego pozwolić…czy nie ma innych kobiet z dziećmi obok Was!!! ja poznałam dzięki dzieciom dwie cudowne kobiety!!! , czy nie można mężowy powiedzieć co tak naprawdę robicie cały dzień, że to nie jest tak hop siup !! poproście go żeby został z dziećmi sam choć na jeden dzień i ma zrobic

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Anonymous

    A ja sobie pomyślałam, że MATKA na każdym etapie życia może czuć się samotna. Młoda MATKA &quot;wyłączona&quot;z towarzystwa, kultury, rozrywki i tego co wypełniało jej dotychczasowe życie – Niepotrzebna? nieużyteczna ? nudna? Starsza MATKA &quot;wyłączona &quot; z życia swoich dorosłych dzieci, zupek, prania, prasowania, opiekowania się, pocieszania, strofowania i tego co do tej pory wypełnało

  • Anonymous

    To co jest opisane w tym artykule to nie jest samotność matki tylko strach przed dojrzewaniem. Ciężko się dziwić. W dzisiejszych czasach modne jest aby kobieta była &quot;wieczną 16&quot;.

  • Myślę, że o tej naszej samotności się tak mało mówi, bo my tak mało mówimy. Może jak się nagłośni ten problem to w przyszłości inne matki będą miały lepiej?<br />Właśnie o czym podobnym dzisiaj pisałam u siebie http://mmjak.blogspot.com/<br />Do dziś myślałam, że to tylko ja jestem taka słaba, że sobie z tym wszystkim nie radzę, że mam już wszystkiego dość, że już nawet kupy mnie nie cieszą … <

  • Anonymous

    No niestety tak to już bywa – siedząc z dzieciakiem w domu, zwłaszcza w zimę (całą zimę mój zasrany samochód nie był na chodzie) miałam ochotę strzelić sobie kulkę w głowę. Ciągle tylko ten bachor – o wszystko z nim walcz (nigdy grzecznie nie posłucha :/), dostarczaj 5 porcji witamin dużą dawką rozrywki -kuźwa – moja rozrywka patrząc cztery lata w tył w 85% to były wycieczki do parku, zoo, cyrku

  • Anonymous

    brawo za post:) bardzo trafny! <br />chyba my – samotne matki – możemy liczyć już tylko na siebie nawzajem<br /><br />też mam po dziurki w nosie słuchania jaka to niby mam być szczęśliwa (do tego na zmianę ze słuchaniem że jak umiałam sobie zrobić dziecko to teraz gęba na kłódkę)<br />DROGIE MAMY które chcecie wspólnie ponarzekać i jesteście z WROCŁAWIA (Krzyki) zapraszam na wspólny spacer + kawę

  • Anonymous

    Okropnie prawdziwe 🙁 Mały ma dopiero 3 mieś. i jest cudny ale chętnie bym go oddała komuś na pół dnia. Żeby móc przez parę godzin się wyspać i pomyśleć o czym innym niż o dziecku.<br />Z chłopa zero pożytku. Jego zajęcie się dzieckiem oznacza wetknięcie mu smoczka jak marudzi. 5 minut dziennie to i tak dużo.<br /><br />Mari<br />

  • OJJ święta racja, jak mi babcia weźmie szkraba na zaledwie 2 godziny albo aż 2 godziny jestem wniebowzięta i &quot;skacze po kanapie&quot; i strasznie żałuje czasu, który traciłam przed ciążą, teraz każdą minutę jak tylko mam dla siebie muszę jakoś zagospodarować

  • Mam 21 lat, moja córka 2,5. Od roku pracuję na cały etat, za oszałamiające 800zł miesięcznie, którymi to opłacam niestacjonarne studia i wydaję na szaleństwa w supermarketach. Ojciec dziecka, z którym rozstałam się czas jakiś temu stara się pomagać mi finansowo, jednak sam nie ma się z czego utrzymać. W dodatku nasz związek opierał się na takim przywiązaniu, że myśląc o nim mam wrażenie, jakbym

  • Ja nie mam jeszcze dziecka a i tak czuje sie samotna w domu. mam nadzieje ze jak mala sie urodzi to bedzie lepiej bo sobie gdzies z nią wyjdę a samej mi głupio teraz 🙂

  • Miałam właśnie pisać notkę o swojej matczynej samotności. Świetny wpis!

  • Nawet nie chcę mi sie czytać komentarzy, bo pewnie każdy piszę to samo. Świetny tekst, my &quot;samotne&quot; matki powinnyśmy się łączyć, jest nas tak wiele, ze powstało by niezłe plemię:). Niestety chyba tylko na blogu możmey to robić. Albo keidyś jakiś zjazd zorganizować:). Przecież każda z nas czuję to samo. Dogadały byśmy się swietnie. pozdrawiem

  • Świetny wpis. Niestety, bardzo prawdziwy.

  • Anonymous

    Wiem ze latwo sie mowi ale taka jest prawda ze macie facetow do d***.Sama takiego mialam i poprostu wykopalam. Dopiero po 9 latach zdecydowalam sie na powazny zwiazek z mezczyzna ktory szanuje docenia kobiecy wysilek.

  • Anonymous

    Współczuję takich odczuć i cieszę się, że nigdy nie dane mi było w ten sposób się czuć, a też jestem matką.

    • Anonymous

      Tak, jednostki mało skomplikowane i do bólu prozaiczne, rzadko myślą 🙂 Rozumiem to!

    • Anonymous

      Nie rozumiem Twojego komentarza, ale okay. Jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że moje podejście do macierzyństwa może być przyczyną zazdrości kogoś, kto się w nim męczy. Też bym zazdrościła 😉

    • Serdecznie witam czytelników forum emama i serdecznie żegnam za takie docinki.

  • Anonymous

    Martwi mnie ta samotność w kontekście jesieni… Teraz przynajmniej na spacer można wyjść, w &quot;osiedlaku&quot; słowo zamienić, do słońca powzdychać (jak jest). Ale co będzie potem???

  • Dlatego ja, jak na matkę nieidealna przystało, oddaję Płaczolinę niani i wracam do pracy. A jak tylko odstawię od cyca to idę balować. Choć nie można powiedzieć, że jest źle – często się spotykam ze znajomymi, ale to nie to samo co codzienny kontakt z dorosłymi 🙂

  • Anonymous

    Znam to! Chłop non stop w pracy do pomocy nikogo moi rodzice za granicą a chłopa… szkoda gadać mały nawet zbytnio nie wie kto to…. Ciągle sama z małym zero przyjemności. Jak wyjde sama na głupie zakupy do domu to skacze z radości, że mam 5 minut dla siebie! ale komu sie wyżalić… nie mam bo chłop nie rozumie o co mi może chodzić czym ja mogę być zmęczona etc.

  • Jezu! czemu ja dopiero trafiłam na ten wpis…. kilka miesięcy mojego życia …..

  • Po pierwsze – jestem w ciąży, na początku, więc na razie wyobrażam sobie, że będzie milasio i uroczo. Nie będzie, wiem, ale tyle mojego, co sobie teraz pomarzę o życiu jak z reklamy. Po drugie – od 5 godzin czytam Twojego bloga ciągiem i wiem, że będę go czytać, dopóki będziesz pisać. Po trzecie – cieszę się, że mój przyszły ślubny pracuje w trybie zmianowym, tzn ma popołudnia, nocki, czasami

  • Po pierwsze – jestem w ciąży, na początku, więc na razie wyobrażam sobie, że będzie milasio i uroczo. Nie będzie, wiem, ale tyle mojego, co sobie teraz pomarzę o życiu jak z reklamy. Po drugie – od 5 godzin czytam Twojego bloga ciągiem i wiem, że będę go czytać, dopóki będziesz pisać. Po trzecie – cieszę się, że mój przyszły ślubny pracuje w trybie zmianowym, tzn ma popołudnia, nocki, czasami

  • Anonymous

    Dziękuję za ten wpis.Tak bardzo dotyczy mnie i tego co dzieje sie w naszym domu..Nie potrafię nic zmienić.Mąż pracuje ok 20 godz dziennie zaczynając od 1 w nocy.Mieszkamy na wsi zabitej dechami,&#39;&#39;posiadam&#39;&#39; auto dziadków o które musze prosić za każdym razem(mieszkają obok).Pomagają i owszem ale zawsze z jakimś problemem..Mało tego prowadzimy gospodarstwo..Czuję że jedynym

  • Kocham Cię za tego posta! A ja głupia nie wiedziałam jak mam to mężowi wytłumaczyć…….czuję się lżej że nie jestem z tym jakaś &quot;inna&quot;.

  • hm tak sobie myślę że najpierw matki odsuwają się od znajomych-którzy stają się dla nich po prostu zbędni i mało interesujący, a potem narzekają na to że nikt się matkami tymi nie interesuje..jeśli matka wysłucha czasem taką sobie bezdzietną znajomą, która może tez mieć swoje problemy, to może i wtedy ta znajoma wykona ruch w stronę biednej matki i wesprze ją w trudnych chwilach..mam wrażenie że

    • blebl

      Oj nie zgodzę się. Dla mnie bezdzietne koleżanki po prostu czasu nie mają. Ja chętnie wysłuchałabym dla odmiany o &quot;pierdołach&quot; no cóż…

      • aaa

        tak bo matki mają ważne pierdoły, a bezdzietne koleżanki to o pierdołach tylko rozmawiają… i nic dziwnego, że jak matka traktuje swoje koleżanki jak pierdoły to sama będzie tak traktowana

    • Znajomi nie stają się zbędni dla matka, ale matka najczęściej nie może pozwolić sobie na spędzanie czasu tak jak wcześniej a do wielu to nie dociera. Ja bardzo chciałam spotkać się z koleżanką ale ona mogła tylko wieczorami. Ja o tej porze kąpię i usypiam dzieci. Nie widziałyśmy się przez to kilka miesięcy.

  • Dlaczego dopiero trafiłam na ten wpis???? … Jestem tą samotną matką z komputerem zamiast wyjścia, z siostrą, która twierdzi, że sama tego chciałam i z ochotą ucieczki z samego rana albo przespania całego dnia aż do wieczora. Jestem nią. Tylko pytanie brzmi: co z tym zrobić?…

  • Całe szczęście, że o moją samotność dba mąż i rozumie i niweluje. Ale ile ja się naprzeklinałam w duchu…

  • Proponuje isc do pracy 😉 Mnie ta samotnosc ominela, ale pewnie dlatego, ze mialam oparecje, nie moglam dziecka dzwigac i non stop ktos u mnie z rodziny byl i pomagal 🙂 A teraz jestem pracujaca mama i nie mam czasu na samotnosc 😉

    • Dziękuję za komentarz i uprzejmie proszę o zorganizowanie żłobka, do którego mogłabym oddać dziecko, kiedy pójdę do pracy. Ewentualnie o drugi samochód, którym mogłabym to dziecko dowozić do oddalonego o 15 kilometrów żłobka. 🙂 <br />

  • Cieszę się, że poznałam Twojego bloga 🙂 W przyszłym roku przeprowadzam sie na wieś, totalne zadupie,jak lubie określać to miejsce. Nasz dom, a w koło same pola i lasy. Zawsze byłam typem człowieka lubiącym domowe zacisze i tu sie najlepiej czuję, jednak jestem przerażona samotnością, która mnie tam najprawdopodobniej czeka 🙁 Obym miała, chociaż z kim porozmawiać o pogodzie. Pozdrawiam

  • Mogę się podpisać, niestety. Przy pierwszym dziecku miałam się lepiej. Wszystko było nowe, pierwsze, fascynujące… Przy drugim jest gorzej, bo odświeżane, bo permanentne zmęczenie, bo 5 lat w domu, bo… Wróciłam do pracy na kilka godzin. Pomaga, ale też czuję się wyobcowana. Bo nie mam tyle tematów do rozmów, co inni. Bo do niedawna podejmowałam decyzję (o własnoręcznym wychowywaniu dzieci)

  • blebl

    Będę kolejną, która czuje to co Ty. Poniekąd mi ułożyło bo myślałam, że jestem z problemem odosobniona. U mnie Chop za granicą, Kochana Mamcia umarła dwa lata temu, bezdzietne koleżanki mają mnie w nosie, dzietne nie mają czasu. Nie ma z kim dziecka zostawić, nie mogę poćwiczyć choć to moja praca i życiowa padja…a kg zostały 🙁 pocieszam się ze kiedyś to minie. Teraz zostało życie wspomnieniami

  • Anonymous

    boże, jak ja bym chiała wreszcie spotkać jakąś matkę i żeby mi tak powiedziała

  • Podpisuję się rękami i nogami tylko u mnie jest o tyle lepiej że każda sąsiadka ma minimum dwoje / troje dzieci i o wkurzeniu możemy rozmawiać na bierząco… Reszta się zgadza..

  • Anonymous

    I ja się podpisuję pod Twoim tekstem :)<br />ALE z małym wyjątkiem. Po niezłym przesianiu znajomych, &quot;przyjaciół&quot; i innych koleżanek, zostały mi dwie (+ chłopak jednej i brat drugiej;)) najlepsze przyjaciółki, które same do mnie dzwonią i pytają, kiedy mogą wpaść. Czy Młoda śpi i nie będą przeszkadzać, jaki ma dzień, bo jak zły, to wpadną kiedy indziej… Są pannami, mają swoje życie,

  • Buchta

    Bo trzeba mieć dobre koleżanki, dobrych dziadków, dobre rodzeństwo. Nie wszyscy tak mają, jestem szczęściarą. Sama wychowuję swojego synka. O jego kwaśnych kupach, ulewaniach i plamach na skórze miałam zawsze z kim pogadać. Nigdy nie byłam z dzieckiem zostawiona sama sobie i to jest klucz. To jest to plemię, które w dzisiejszych czasach jest rozbite? Kryzys więzów rodzinnych? Mam dwie dzieciate siostry, dzieciaty brat, fajna bratowa. Kiedy padałam na twarz ze zmęczenia była zawsze kochana babcia pod bokiem lub dziadek. Siostra gotowała więcej papki by starczyło dla mojego. Szwagier o 22 lulał mojego małego bo ten nie chciał spać w łóżeczku a był ciężkim jak cholera niemowlakiem. Wszyscy czujemy, że tak ma być, bo tak jest najlepiej. Nawzajem pilnujemy sobie dzieciaków. Kiedy dzieci przychodzą na świat relacje z rodziną i koleżankami układać trzeba na nowo, wymaga to dużo pracy, świadmości i chęci. Nic samo nie przychodzi ale warto.

  • kotełka

    Kłopot polega raczej na tym, że koleżanki młodej matki chętnie porozmawiałyby o czymś innym niż kupa i marchewka. A jak dzwonię do moich dzieciatych koleżanek i pytam, co u Ciebie słychać w odpowiedzi słyszę: nasz gwiazdeczka ma się dobrze, tylko raz się dzisiaj obudziła. Problem nie polega na tym, że koleżanki uciekają przed matką jak przed zarazą, tylko matka jest przeważnie tak skoncentrowana na dziecku, że na rozmowę chociażby o ostatnich książkowych bestsellerach nie ma miejsca. Macierzyństwo to czas w którym zmieniają się priorytety, ok, ale przyjaciółki też potrzebują wsparcia i empatii, o które coraz trudniej, właśnie dlatego, że jak sama piszesz, matki nie interesuje, kogo jej koleżanka poderwała. A szkoda, bo może dla niej to ważne, tak jak dla Ciebie ważna jest kupa Twojego dziecka. Poza tym, to chyba nic dziwnego, że bezdzietne koleżanki rzadko podzielają zachwyty nad tym jak pięknie Zosia podnosi główkę, a tomuś wysikał się do nocniczka. I czy to jest bezdzietnych wina że matkom kompletnie zmienia się perspektywa?! Więc moja rada na „samotność” matek, to spojrzeć na samą siebie z dystansem i po prostu wyjść do ludzi, zamiast się użalać nad własnym nieszczęściem. Macierzyństwo to nie więzienie o ile samej sobie się go nie stworzy.

    • olivkakr

      Serio? A czy zna Pani świeżo upieczoną matkę, która jest na bieżąco ze wszystkimi nowościami czytelniczymi? Gdy urodziłam pierwsze dziecko, przyjechała do mnie przyjaciółka. Z przyjemnością posłuchałam o jej życiu zawodowym i prywatnym. Dało mi to choć na chwilę wgląd w świat, który istnieje poza moim maleństwem. A gdy na jej pytanie: A co u Ciebie? Opowiedziałam, ze jestem całe dnie sama i nie mam do kogo buzi otworzyć, że Maleńka płacze w niebogłosy całe noce, w dzień śpi tylko na spacerze i nie mam kiedy zjeść, powiedziała mi, cytuje:”Ale to Twoje życie jest nudne”. I tyle w temacie porozumienia i zrozumienia.

  • mmm

    Ja mam troje dzieci, jestem z nimi sama przez około 16h dziennie, do tego pracuję chałupniczo w domu, mam straszny zapieprz a moją jedyną rozrywką jest czytanie wiadomości w necie, przeglądanie zamówień na mailu oraz czytanie kilku forów, najmłodsze dziecko ma 3 lata i wyrosło już z pieluch, ale przecież 3 lata temu byłam sama z maluchem, 6 latkiem i 9 latkiem, obydwóch zaprowadzałam i odbierałam ze szkoły – bez niczyjej pomocy, wózkiem na pieszo, robiłam zakupy, gotowałam, prałam itd i jeszcze oczywiście pracowałam tak jak dziś, najczęściej w godzinach 20-1 w nocy o ile udało mi się wszystkich położyć o tej godz.20 🙂 jestem z siebie mega dumna że sobie poradziłam, męża mam w ciągu dnia tylko w niedzielę, moje życie pewnie nie jest nudne, a może i jest tylko tego nie widzę? bo nie mam czasu się nad tym zastanowić 🙂 jak tylko mam chwilę dla siebie, to albo leżę w wannie i się relaksuje, albo kupuję dobre ciacho w cukierni, robię w domu kawę i leżę i się obżeram 😀 dobrze że często gadam przez telefon, to chociaż nie zwariowałam jeszcze przebywając od 10 lat w domu z dziećmi 🙂 Tak więc wszystko zależy od chęci, potrzeb i zorganizowania sobie wszystkiego 🙂 Pozdrawiam

  • Boooooooooooooo… trzeba sobie zrobić drugie dziecko!!!! I nagle! Pełnia szczęścia! 🙂 Nagle wszystko jest proste, łatwe, jasne. Bachor jakoś mniej bachorzy (z resztą nie masz czasu na pierdoły, czyt. zajmowanie się bachorzeniem więc po prostu mu tłumaczysz, że ma nie bachorzyć bo to nie czas na to). Chłop za Tobą tęskni bo czasu Ci dla niego brak. Rodzina i przyjaciele nagle wydzwaniają i pytają jak sobie radzisz (Co mnie dziwi ogromnie! Bo przecież łatwiej jest.). A Ty nagle zauważasz jak dzieci szybko rosną. Moje rosną!!! A Wasze? Cieszysz się z każdego uśmiechu, mrugnięcia, dotyku nowego członka rodziny. Podskoku, wierzy z klocków, czy wymądrzania inteligentnej bestii swej dwuletniej. Ot. Co. 🙂

  • slowdownmum.pl

    Jakie to prawdziwe i smutne zarazem.
    moja samotność była spotęgowana tym, że przeprowadziliśmy się z mężem do Lublina, zero znajomych, kontaktu z ludźmi. Tylko z panią w spożywczaku wymieniałam kilka zdań 😉 teraz jest łatwiej, córka jest starsza, częściej wyruszamy z domu wiec i o kontakt z ludźmi łatwiej.
    Pozdrawiam,
    Eli http://www.slowdownmum.pl

  • O matko! nie mam dzieci, w ciązy nie jestm i taki problem był mi totalnie nie znany. No tak jak mówisz – o tym sie nie pisze, o tym się nie mówi. Ale jest mega straszne! nie ma nic gorszego niż być samemu z problemami, myślami. Człowiek zaczyna być tak strasznie nieszczęśliwy wtedy… . Odcinać się, izolować. Mówią „idź na plac zabaw pogadaj z innymi matkami” ale chyba najgorsze jest to, że nawet rodzinie nie można się wygadać. Tym najbliższym. Tylko trzeba obcej babie… .

  • Ada Gr

    U mnie jest na odwrot… Mam dwójkę maluchow – 3-latka i roczną córkę, zazwyczaj jestem z nimi sama po kilka dni, znana na siebie, bo obie rodziny są daleko… Ale gdy mąż jest w domu, chciałbym i mogłabym pójść z jakąś koleżanką na miasto, tylko… nie ma z kim! Autentyczna sytuacja – umawiam się już od kilku miesięcy z bezdzietną singielką w moim wieku i ciągle nie możemy się spotkać, bo ona tak dużo pracuje, robi projekty… Za to z mężem od czasu do czasu udaje nam się gdzieś wyskoczyć.
    U mnie posiadanie dzieci nie jest pretekstem do nie wychodzenia, tylko przeciwnie – szuka się okazji, żeby wyjść i od nich trochę odpocząć… 😉
    Pozdrawiam

  • kuszak

    Po tym tekście zaczęłam Cię czytać.

  • Nieszka04

    Jakbym opisała siebie… Wychowuje samotnie Synka, nie dawno skończył roczek. I pewnie wiele matek powiedziało by że powinnam być szczęśliwa.. i jestem szczęśliwa… że go mam. Kocham go bardzo mocno, i jest dla mnie bardzo ważny ale to nie wystarcza..
    Znajomi się oddalili, bo nikt nie rozumiał ze kolki mogą tak dlugo trwać, ze karmienie
    Piersią bylo trudne ale dałam sobie radę pomimo ze potem przez stres musialam przejsc na butelkę, że dzis nie zrobił kupki itp.. oczywiście to nie tylko ich wina moja również bo przeciez nie wiedzialam ze byl koncert, nie udalo mi sie wyrwac w piatek wieczór, bo nie piję itp. Bo się zmieniłam. Trudno się nie zmienić gdy życie przez caly czas kopie leżącego.. ciężko poznawać nawet inne rodziny z dziećmi gdy te wołają ” tatusiu…” a mnie leca wtedy łzy, bo my nie mielismy tyle szczescia..
    Moje codzienne dialogi kończą sie na słowach: mama, baba, idziemy dada, kotek, hau hau robi piesek, nie, nie, nie, nie… nie wolno tak robić..( i wiele innych słówek ). .. i w dzień co dzień to samo. Porządki, gotowanie, przewijanie, ogladanie bajek, bawienie się, spacery, wyciaganie zabawek z szafek wc szukanie pary butow lub skarpetek zapewne w smietniku ..itp, mycie, spanie… nucąc caly dzien ” Twinkle twinkle „( niby nic… a wyczerpujące bardzo..)
    Wieczorem przychodzi moment ze mam dosc i chcialabym by juz zasnął bym miala chwile dla siebie.. gdy przychodzi ta chwila w domu robi się cicho, pusto.. kładę się steskniona obok niego z łzami w oczach przytulam i zasypiam, myśląc że jutro moze bedzie inaczej…

  • Ewelina

    Matko TYlko jedna! Czytalam i wzruszalam sie ze zrozumienia, bo jakbyn czytala o sobie. Chyba nie tylko ja w sumie. ALE Kobieto Droga, gdybys kiedys miala o chote cyca zabrac i wyrzygac sie emocjonalnie, to smialo wal ja w dym: 🙂

  • As

    Stary wpis, ale problem stale aktualny. Czuje to samo. Teraz wychowywanie dziecka to sprawa JEDNEJ kobiety, a nie plemienia. Dlatego my kobiety tak swirujemy, bo to co zostalo nam narzucone jest sztuczne i nienaturalna. Kobiety nigdy nie byly same. Byly otoczone innymi kobietami, siostrami, bracmi. Wychowywanie dziecka rozkladalo sie na grupe, stres byl rozdzielony na 20 innych doroslych. Teraz to kobieta ma robic wszystko sama. A obowiazkow dodatkowo przybylo – edukacja, zywienie, ubieranie. Ja dodatkowo ma jedno dziecko niepelnosprawne. Stres jaki przezywam, ze do konca zycia bede skazana na samotne siedzenie w domu, brak pracy, brak niezaleznosci, brak rozmow z innymi doroslymi jest przybijajacy. Mam juz stany depresyjne. Nie chce mi sie wstawac rano, nie chce mi sie nic robic. Po kilku latach nieustannej pracy nad osoba lekko uposledzone umyslowo, jestem tak wypalona, ze nie chce mi sie juz nic robic. Dzieci sie ciagle kloca, albo sa halasliwe. Czasem siedze tylko i czekam,az przyjdzie maz i wtedy wychodze z domu. Chodze samotnie po ulicach, do sklepu, byleby wyjsc.
    Maz jest pracoholikiem, nigdy nie wiadomo kiedy przyjdzie. O 20tej siada znow do kompa i warczy gdy probuje porozmawiac albo prosze o cos do zrobienia.

  • Karolina

    Nie no, Matka, Ty jesteś mega mądrą kobietą! Poważnie piszę. Mam kompa to z fejsa w telefonie przelazłam do Ciebie, z buciorami wlazłam 😀 Fajna stronka i pierwsze co przeczytałam to o mnie wpis 🙂 Słuchaj… czy Ty gdzieś na tych Mazurach masz lornetkę, że do mnie na Warmię zaglądasz? No powiem (pisanymi słowy), że bardzo dobry tekst, poruszający tak naprawdę problem. Za kilka dni stuknie 8 miechów jak zamknęłam się w chałupie i z Młodym mym królujemy. Ludzie się dziwią, że stałam się bezpośrednia, noż cholera jak spotkam dorosłego, który ma chęć otworzyć do mnie gębę i jeszcze posłuchać co ja mam do powiedzenia to Boże drogi wylatuje ze mnie taki potok słów jak Niagara co najmniej. A, że nie mam czasu do stracenia to chcę powiedzieć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie, więc bezpośrednio 🙂
    Matka jesteś super! Fajnie, żeśmy się tu znalazły, chociaż ja bardziej Ciebie niż Ty mnie 😀

  • Beata Mama 24h

    Sama jestem na co dzień. Podobnie jak u Pani mąż jest codziennie 12 godzin poza domem. Wraca zmęczony. Mam 8 letnią córkę i rocznego synka, ale utrzymuje jakiś tam kontakt z koleżankami dzięki temu, że córka chodzi do szkoły i poznałam w ten sposób kobietki mamusie w podobnej sytuacji jak moja. Do tego dwie koleżanki na fejsie wychowujące małe dzieci i jakoś to się kula. Męża mojego mi głownie brakuje bo wraca z pracy zmęczony i nic mu się nie chce a jak mu się chce to robi coś poza domem, jakby wręcz unikał żony. Dziwne to jest. Maluszek jest absorbujący, ale wiem że wyrośnie. Rodziny nie mam na miejscu. Ostatnio gnałam w nocy do szpitala z małym bo miał prawie 40 stopni gorączki na szczęście to było tylko zapalenie gardła, ale stres mnie jeszcze dzień trzymał po tym zdarzeniu.

  • Aktywna mama

    Dziewczyny – jeszcze będąc w ciąży, bałam się jak cholera przejść na L4, a potem wziąć roczny macierzyński i…. Siedzieć z maluszkiem sama w domu przez te 9,10 godzin dziennie …
    A rzeczywistość okazała się o wiele bardziej łaskawa niż myślałam. Jak tylko maluszek przyszedł na świat, zaczęłam szukać organizacji zrzeszających młode mamy i okazało się że takie są;)))!!!
    W moim regionie są to zajęcia fitness kilka razy w tygodniu – wspólne z maluszkami oczywiscie. Ale wiem że pojawiają się warsztaty muzyczne, plastyczne, basen z niemowlakami itd. Tam można poznać inne aktywne, pełne zapału mamy i stworzyć nowe plemię. 😉 Jeśli nie ma u Was w okolicy takiej fundacji pomyślcie czy same nie możecie zacząć ją tworzyć. Trzymam kciuki za wszystkie samotne Mamy – oby Wam też macierzyństwo przyniosło tyle szczęścia ile daje mi ;)!

  • Aga

    nie byłam nigdy w takiej sytuacji i faktycznie bardzo współczuję każdej matce, która rzyga tym, że dzień w dzień, miesiąc w miesiąc robi to samo i ma tego dość. ja nigdy nie zapraszałam tylu osób jak teraz, kiedy mamy dziecko, prowadzimy dosyć mocno towarzyskie życie i dziecko wcale nam w tym nie przeszkadza. moje relacje z przyjaciółkami wcale się nie zmieniły, mnie nadal interesuje to co się u nich dzieje, nawet u tych, które są na etapie podrywania, ich interesuje moje dziecko, które uwielbiają i reszta mojego życia, bo oprócz dziecka i domu mam ciekawe studia i wolontariat, o których lubię opowiadać. o problemach z dzieckiem mam czasem potrzebę pogadać, wtedy dzwonię do mamy, która zawsze mnie zrozumie i wspomoże dobrym słowem, albo zmieni temat, żebym nie myślała o tym, co mnie denerwuje. mąż nigdy mi nie zarzucił, że siedzę całe dnie i nic nie robię, nie ucieka od dziecka i od pracy w domu i codziennie mamy czas na to, żeby go spędzić z rodziną i żeby chociaż chwilę ze sobą porozmawiać, powygłupiać się, pośmiać. nie trzymam się sztywno planu żywienia, tylko tego, co moje dziecko chce, a czego nie. nie mam planu dnia, wiem po prostu co jest w domu do zrobienia, ale codziennie a to trzeba gdzieś wyjść, a to z kimś się widzimy, a to coś wymyślimy. nigdy nie rozmawiałam z lustrem, bo mam wystarczająco dużo osób wokół siebie, z którymi mogę porozmawiać, z moim mężem na czele. lubię być mamą, lubię swoje obowiązki, lubię też to co robię w życiu oprócz domu, nigdy nie miałam poczucia, że moje życie jest nudne, wręcz przeciwnie, jest ciekawe i jak dla mnie fascynujące i nigdy jako matka i żona nie poczułam się samotna

  • kinia1023

    Bardzo trafny wpis. Większość z nas się tak czuje, ale mało która potrafi się do tego przyznać. Może to strach przed „społecznym linczem”? Przyznasz się, że nie chcesz cały czas siedzieć w domu z dzieckiem, że czasem wszystko Cię wkurza, że nie jest tak różowo jak powinno być? A potem będą na Ciebie patrzeć jak na wyrodną matkę, bo przecież ona nie cieszy się z macierzyństwa! Skoro chciała dziecko to teraz musi je wychować i nie dla niej wyjścia ze znajomymi, na kawę, do kina…

  • Magda

    Doświadczyłam tej samotności w pierwszych 3 miesiącach życia najstarszego dziecka. Tak bardzo mi dokuczyła, że po tych 3 miesiacach zaczęłam chodzić do pracy 2 dni w tygodniu, a pozostałe 3 dni umawiałam się na długie spacery z poznaną w necie dziewczyną z dzieckiem w tym samym wieku. Przy kolejnych dzieciach już w ciąży organizowałam sobie towarzystwo do spacerków/plotek/herbatek – mamy z dzieciakami w podobnym wieku z mojej okolicy. Na szczescie mieszkam w dużym mieście i nie było z tym problemu. Uważam, że samotność matek to bardzo czesty, ale nienagłośniony problem współczesnego macierzyństwa.

Facebook
Archiwa