Nie umiemy odmawiać. Nie nauczono nas tego. Nauczono nas słuchać starszych, ale kiedy sami staliśmy się starsi, wciąż szukamy starszych i mądrzejszych, którzy powiedzą nam, co robić. A starsi piszą – nie pozwalaj na wszystko! Musisz umieć odmawiać! Ale jak to robić? Ktoś nam to pokaże? Biorąc pod uwagę, jakie żniwo zbiera tzw. bunt dwulatka, trzylatka, dziesięciolatka, najwidoczniej nie. A większość awanturek związana z jest z tym, że nie umiemy odmawiać. Albo robimy to jak patałachy.

 

 

Tak, ja też. Standardowo. Wciąż się uczę. Wciąż się łapię na durnych błędach. Zapominam o podstawowych rzeczach. Ale się zbieram z  podłogi po każdym upadku i wciskam do głowy najprostsze zasady odmawiania. Dziecku mniejszemu i większemu. Jest jedna główna, która każdemu z nas powinna towarzyszyć:

 

PRZESTAŃ MÓWIĆ „NIE”

 

Tak, ja też się śmiałam, kiedy ktoś mi to zaproponował. Bo nie jest możliwie nie mówienie „nie”, sama widzisz. Ale jednak. Kiedy pomyślałam, ile razy dziennie moje dziecko słyszy „nie”, trochę mi się zrobiło przykro i zaczęłam rozumieć, czemu chodzi taki wściekły. Nie dotykaj, nie ruszaj, nie płacz, nie dzwoń, nie psuj, nie biegaj, nie ruszaj się, nie machaj nogami, kurde… nie, nie i jeszcze raz co 20 minut NIE! Taki mały domowy więzień, który niczego nie może, wszystkiego, co ciekawe, mu się zabrania. Dziwisz się skąd się bierze bunt dwulatka? A właśnie stąd. Dam sobie rękę uciąć, że większość „buntów” twojego dziecka bierze się od zdania „nie”. Jakież to musi być frustrujące ciągle nie móc czegoś zrobić! A przecież jest…

 

KILKA METOD, ŻEBY POWIEDZIEĆ DZIECKU „NIE” BEZ MÓWIENIA „NIE”

 

• Powiedz „tak”!

To jest bardzo proste i nawet łatwiejsze. Nie wierzysz? A wiesz, czego się najczęściej czepiają czytelniczki, kiedy przytaczam moje dialogi z dziećmi? Że zdania są za długie. Serio. Że ciężko tak dużo mówić w ekspresowym zdarzeniu z dzieckiem. To teraz patrz i powiedz mi, co jest krótsze:

 

– Nie ruszaj tego!

czy

– Weź to [dajesz inną rzecz w zamian].

 

Spokojnie sobie policz i stwierdź, co jest krótsze, albo lepiej, spójrz na inny przykład:

 

– Nie ciągnij brata za włosy!

czy

– Puść włosy.

 

No i myśl. „Nie skacz po  kanapie”, czy po prostu „Zejdź”, „Nie rozsypuj zabawek” czy po prostu „Pozbieraj zabawki”, „Nie zrywaj kwiatków” czy po prostu „Przestań”?

 

Zdania z „nie” często będą dłuższe, a samo „nie” stawia cię w roli strażnika, który zakazuje i wcale nie chcemy z nim współpracować lub współpracujemy, bo się go boimy. W miłości nie ma miejsca na strach, więc sama pomyśl. Do tego dzieci przestają słyszeć „nie”. Mówisz je tyle razy w ciągu dnia, że przestają zwracać na to uwagę. Warto negację, która blokuje dziecko, zamienić na zachęcenie do działania. Pisałam o tym w tekście o histerii – bardzo się pilnuję, żeby do młodszego syna, który zamierza coś na diabła zrobić, zwracać się nie za pomocą „nie”, ale za pomocą „tak”. Czyli jeśli widzę, że na przykład wkłada nóż do kontaktu [mój ulubiony przykład – po tekście, że pozwalam dziecku na wszystko, co chcę, mam wrażenie, że celem życiowym każdego dwulatka jest włożenie noża do kontaktu], kiedy widzę, ten nóż, zamiast wrzeszczeć „NIEEEEEEEEEEE” krzyczę „TAAAAAK!”.

 

No dobra, nie dosłownie. Raczej: „Nożem kroimy w kuchni, do kontaktu wkładamy wtyczki. Chcesz włożyć wtyczkę, czy kroić nożem na blacie?”. Włożenie wtyczki jest na szczęście mniej niebezpieczne od wkładania noża, a jeśli już dziecko wybierze nóż, to spokojnie możesz mu pozwolić posmarować chleb masłem czy serkiem. Tak, wiem, rozwali ten chleb, trudno. Za którymś razem załapie.

 

• Mów czego chcesz.

Samo „nie” w zasadzie nic też nie mówi dziecku. Powiedz, o co ci chodzi, zamiast zakazywać. Co się dowie dziecko, któremu powiesz, żeby przestało bałaganić? Nic, oprócz tego, że ma przestać. A co dalej? I znów musisz się odzywać i ględzić, a po co? „Chcę, żebyś posprzątał zabawki, bo nie mogę przejść”. Koniec. Ewentualnie możesz pomóc, jeśli poprosi. Zamiast „Nie biegaj” powiedz „Chcę, żebyś szedł spokojnie” albo krócej „Idź spokojnie, proszę” albo możesz wcześniej wyjaśnić na czym ci zależy i dlaczego aż tak bardzo  i potem  komunikować to krótkim „spokojnie” albo „za rękę”. Powiesz, żeby nie biegał, to stanie i co dalej? No nic. Mów, czego chcesz, żeby dziecko wiedziało, czego od niego konkretnie oczekujesz.

 

• Przypominaj

Zamiast wrzeszczeć „NIEEEEE” za każdym razem, gdy moje dziecko robi coś, co już ustaliliśmy, że nie powinno, odwołuję się do zasad. Na przykład, kiedy starszak rzuca się na młodszego, reaguję: „Przypominam o zasadzie z popychaniem” albo „zasada – popychanie!”. Zasada z popychaniem jasno mówi, że w naszym domu się NIE popychamy, a jeśli czujemy złość, możemy walnąć poduszkę albo nią rzucić. Ale nie muszę cytować tej zasady. Syn ją pamięta. Po prostu ją przywołuję. Bez „nie”.

 

• Wyjaśniaj i uprzedzaj

Większości katastrof w naszym domu zapobiegło wcale nie „nie”, ale wyjaśnianie. Walniesz w pralkę, to się zepsuje. Skoczysz ze stołu, możesz sobie rozbić nos. Jak robisz tak psu, to go boli i może ugryźć. Wejdziesz za wysoko, ciężko ci będzie zejść. Rozlejesz, posprzątasz. Zepsujesz, nie będziesz miał. Kopniesz kolegę, nie będzie chciał się bawić. Kiedy krzyczysz, boli mnie głowa. Kiedy przeszkadzasz mi rozmawiać przez telefon, rozmawiam dłużej, bo muszę powtarzać to, czego nie dałeś mi powiedzieć.  Proste? Nie bardzo, bo ja zapominam czasami i wtedy mamy katastrofę.

 

• Odwlekaj

Moje ulubione, choć działa tylko na starsze dzieci. „W tym momencie nie mogę, będę mogła za 15 minut” albo „Czy dasz mi czas do namysłu, na przykład do jutra?”. Można też inaczej „Chciałabym to zrobić, ale tu jest taki bałagan, że najpierw muszę sprzątnąć, może mi pomożesz, będzie szybciej?”. To ostatnie to ze znakiem zapytania, bo jeśli ty korzystasz z pomocy dziecka, to dziecko nawet sekundy się nie zastanowi, czy może skorzystać z twojej pomocy w podobnej sytuacji 😀

 

• Przygotuj się

Niektórzy potrafią zabezpieczyć wszystkie rogi i kanty gumowymi nakładkami i pozatykać  kontakty i zabezpieczyć całe mieszkanie dla raczkującego szkraba. Ale ciężko im się domyślić, że skoro ich dziecko po raz piąty sięgnęło po mleko na blacie w kuchni, to sięgnie po raz szósty i po raz szósty je rozleje. Ja kantów i  kontaktów nie zabezpieczałam, ale czasem ciężko mi się domyślić 😀 Powinnam pamiętać, żeby nigdy nie zostawiać płynu do mycia w łazience na niższej półce, bo zostanie wylany [tak, to,  że dziecko wylewa ten płyn, to moja wina, bo ja nie zabezpieczyłam płynu przed dzieckiem, które nie potrafi się opanować]. Powinnam pamiętać, żeby nie zostawiać pilota do tv na stole, bo na pewno Adasio wyciągnie baterie i wrzuci je pod kanapę. Powinnam pamiętać, żeby nie zostawiać śrubek na stole, bo będą rozrzucone. Powinnam pamiętać, że jeśli chcę być spokojna i opanowana, muszę mieć zaspokojone moje potrzeby: głodu, kawy, snu, kawy i higieny. Gdybym pamiętała i się ogarnęła, to tych „nie” byłoby o 50 procent mniej. To co, próbujemy razem przewidywać nie taką nieznaną przyszłość?

 

 • Zamieniaj

Na moje dzieci nie zawsze działa, ale wiem, że są takie, które to łapią. Zamiast na basen, mogę pojechać do sklepu. Zamiast do sklepu, mogę się z tobą pobawić w klocki. Zamiast bajek, możemy wyjść na dwór. Wolisz malować ściany kredką, czy psikaczem umyć prysznic [to akurat zawsze działa na Adasia, ale on uwielbia psikacze]. Chcesz budować ten szałas na środku pokoju czy mogę ci pomóc ustawić go tam, gdzie nie będzie przeszkadzał. A jeśli jesteśmy przy pomocy…

 

• Pomagaj

Ciężko rozstać ci się z zabawką? Ale to zabawka chłopca, pomóc ci ją oddać, żeby się ucieszył, że znów ją ma? Umiesz się bawić w takim bałaganie? Może pomóc ci poukładać te klocki? W ogóle oferowanie pomocy jest bardzo… pomocne.  Tak jak przy zakazach, które tylko mówią, czego nie robić, a nie mówią, co robić, oferowanie pomocy pokazuje dziecku, że może na ciebie liczyć, nawet, jak coś robi źle. I tak na przykład pomagam dziecku miksować ciasto, zamiast zabraniać mu dotykać miksera. Zamiast „nie”  jest „jasne, ale będę musiała ci pomóc, bo miksera można używać tylko z dorosłymi”.

 

• Nazywaj uczucia

Trzy czy cztery teksty o tym napisałam, czekaj… bunt dwulatka, jak wyprowadzić dziecko z histerii, jak iść z dzieckiem do sklepu, no sporo. Nazywanie uczuć swoich i pytanie o uczucia dziecka to jedna z lepszych metod. Chciałabyś bardzo pooglądać bajki, ale czas ci się skończył? Smutno ci czy jesteś zła? Chciałbyś pobiegać, ale tu jest ulica? Bardzo się boję, kiedy biegasz sam tak blisko ulicy, wolę, żebyś biegał tam, w parku. Denerwuje mnie, kiedy widzę taki bałagan. Czy ktoś tutaj potrzebuje pomocy przy sprzątaniu? [tutaj tekst o najlepszych książeczkach o emocjach dla dzieci]

 

• Szanuj

Jak już nazywasz uczucia, to je szanuj i zaakceptuj. Tak już jest, że czasem nawet najdelikatniejsza odmowa może być raniąca. Zostaje przytulenie i zrozumienie. Może i jesteś tą matką, która odmówiła, ale nie zrobiłaś tego złośliwie i zawsze chcesz wspierać dziecko, prawda? Nawet w smutku, który sama sprowokowałaś. Nie ma w tym nic złego.

 

• Czytaj 

Rodzicielstwo byłoby cudowne, gdyby samo „nie” wystarczyło. Ale NIEstety. Do wszystkiego można się przyzwyczaić i w pewnym momencie usłyszane po raz setny „nie” zwyczajnie przestaje działać albo wywołuje bunt, wściekłość. Pogodzenie się z odmową dla każdego człowieka nie jest łatwą sprawą. A dla kilkulatka, którego mózg nie jest do końca rozwinięty? Jeśli masz problem z nadmiernym „nie”, próbuj z tym zawalczyć. Czytaj, poszerzaj słownictwo, ćwicz w myślach, co byś mogła powiedzieć, kombinuj.

 

• Fantazjuj

O tym też pisałam w poradniku o histerii. To jedna z lepszych metod, żeby zmniejszyć potrzebę natychmiastowego posiadania. Już młodszy syn potrafi sobie z tym poradzić. Wystarczy spełniać kilka poprzednich punktów, czyli szanować i nazywać emocje. I tak, kiedy młodszy przybiega do mnie i mówi, że chce do babci, a ja wiem, że babcia wyjechała, wzdycham ze zrozumieniem, biorę synka na kolana i mówię: Bardzo, bardzo, chciałbyś jechać do babci, tak? Wiesz, że wyjechała? Wróci za jakiś czas. Chcesz, żebym pomogła ci poczekać?

 

• Pytaj

A jak myślisz? A do czego to ci potrzebne? Czy mamy na to czas? Dziś jestem zajęta, czy zaczekasz z tym do jutra? Jak myślisz, co mogę zrobić, żeby to i to było możliwe? Takie proste pytania, nie opierające się o żadne „zasłużyłeś” lub „nie zasłużyłeś” lub zwykłe oschłe „nie” dają dziecku najwięcej, bo czuje, że się nim interesujesz i traktujesz je poważnie. Po prostu. Czasem dziecko pyta się tylko formalnie, choć wie, że nie może. Spróbuj, zapytaj się, zaskoczysz się.  Tak jak ja, kiedy starszak przyszedł do mnie z rysunkiem i powiedział:

– Miałem się pytać, ale wiem, że tego nie zrobisz, więc sam sobie narysowałem, żeby przynajmniej pomarzyć! Chcesz zobaczyć? Ja po prostu bardzo, ale to bardzo bym go chciał, wiesz?

 

Na rysunku był tablet, o którym syn marzy od dawna, bo chce grać w swoje gry z flagami i słuchać swoich audiobooków bez pożyczania mojego telefonu. Odwlekałam tyle czasu ten zakup, odmawiałam na wszystkie prośby wszystkimi znanymi sposobami, ale chyba na szóste urodziny ulegnę i kupię mu ten wymarzony. Obecnie starszak jest zafascynowany geografią, a wiem, że dzięki internetowi będzie w stanie rozwijać swoją pasję [zapytajcie go o to, jak wyglądają mapy Bangladeszu, Armenii, Bośni i Hercegowiny, Czadu, Kanady czy RPA, ja sama nie wiem, jak większość z nich wygląda!]. Jak widać, przetestowałam wszelkie formy odmowy, żeby zabezpieczyć się przed kupnem nowego sprzętu, ale czasem trzeba odpuścić, szczególnie, kiedy brakuje ci już sensownych argumentów. W każdym razie unikanie „nie” daje lepsze efekty niż zakazywanie wszystkiego co krok. O wiele lepsze, bo jest podstawą do wzajemnego zrozumienia.

 

Ale  wzajemne zrozumienie nie opiera się jedynie na umiejętnym odmawianiu. Dziecko wierzy w twoje słowa, że je kochasz i zrobisz dla niego wszystko, kiedy więc słyszy, że czegoś nie zrobisz, to naturalne, że jest smutne [niektórzy nazywają to wymuszaniem, ja tutaj ostrzegam przed tym słowem].  Czasem warto się zgodzić – kiedy nie masz sił na dyskusję, kiedy nie masz zasobów wewnętrznych by argumentować, rozmawiać i słuchać płaczu. Czasem warto sobie zadać cztery podstawowe pytania i przemyśleć, czy w ogóle masz jakieś podstawy do niezgodzenia się.

 

A czasem warto być też szczerym i powiedzieć, że NIE! Nie masz sił o tym dzisiaj myśleć. I to „NIE”, jeśli nie jest stałym słowem w twoim słowniku, będzie miało jakiś sens i siłę rażenia.

 


A jeśli chcesz dostawać info o nowych wpisach, możesz od jakiegoś czasu zainstalować sobie blog na komórce. Na święta dostałam własną blogową aplikację.  Tu wersja na Android, a tu na IOS. Możesz też udostępnić wpis i polubić go na facebooku,  zawsze też jestem na instagramie, dziękuję!