Matka Tylko Jedna

February 24, 2017 at 4:02 am

Szorty z Kosmyka. Część druga

Szorty z Kosmyka. Część druga

Długo wyczekiwane, wreszcie zebrane w całość, jedyne w swoim rodzaju, prezentujące mój nieustanny zachwyt synem oraz nieznośną, a dla niektórych niesamowicie irytującą, dumę z pierworodnego, wydobyte z czeluści z okazji czwartych urodzin – Szorty z Kosmyka!

 

 

 

***

– Kosmyku, chodź, umówiliśmy się, że jak będzie 2 i 1 to idziemy spać.
– Mamo?
– Tak?
– Lubię cię.
– Naprawdę?
– Tak. Nie mów do mnie „spać”, bo zepsujesz to lubienie.

 

 

***

Post z cyklu „co mnie wkurza”.

Siadłam pisać tekst. Taki obszerny, bo poradnik zakupowy. Mnóstwo podpunktów, mnóstwo informacji, no trzeba się skupić, żeby się człowiek nie zaplątał. Adaś drzemie. Otwieram kokpit. Wpisuję pierwsze słowo…

– Mamo, chodź!

Ok. Idę. Patrzę. Mówię, że widzę. Dodaję, że Adaś śpi i chciałabym napisać tekst. Proszę o chwilę spokoju. Uzyskuję zrozumienie. Wracam. Łączę się z internetem przez 3 minuty, bo Mac mnie rozłącza, kiedy nie ma mnie 5. Wpisuję drugie słowo…

– Mamo! To ważne!

Ok. Idę. Patrzę. Mówię, że widzę. Dodaję, że Adaś śpi i chciałabym napisać tekst. Proszę o chwilę spokoju. Uzyskuję zrozumienie. Wracam. Łączę się z internetem przez 3 minuty, bo Mac mnie rozłącza, kiedy nie ma mnie 5. Wpisuję trzecie słowo…

– Mamo! Chcę pić!

OK. Idę. Wstawiam wodę, bo nie chce mi się schodzić po sok do piwnicy. Zalewam herbatkę. Odsączam. Chcę posłodzić ksylitolem. Szukam go po szafkach, bo wczoraj go chyba upchałam za zapas jaglanki. Rozsypuję kaszę gryczaną i ryż, ale znajduję. Słodzę. Dolewam mineralki, żeby była „do picia”. Proszę o chwilę spokoju, bo chcę napisać tekst. Uzyskuję zrozumienie. Wracam. Łączę się z internetem przez 3 minuty, bo Mac mnie rozłącza, kiedy nie ma mnie 5. Wpisuję czwarte słowo…

– Mamo! Ale coś bym zjadł do herbatki.

Nie mam sił mówić, żeby sam se, więc idę, otwieram szafkę, wyjmuję herbatniki, przynoszę. Proszę o chwilę spokoju, bo chcę napisać tekst. Uzyskuję zrozumienie. Wracam. Łączę się z internetem przez 3 minuty, bo Mac mnie rozłącza, kiedy nie ma mnie 5. Wpisuję piąte słowo…

– Mamo!

Nie reaguję. Wpisuję szóste słowo.

– Mamo!

Siódme.

– Mamo!

Nosz kurde.

– Kosmyku, tłumaczyłam ci, że mama pisze coś ważnego, to dla mnie bardzo ważne, żeby to napisać, kiedy Adaś śpi, rozumiesz?

– Rozumiem.

Ok. Wracam. Łączę się z internetem przez 3 minuty, bo Mac mnie rozłącza, kiedy nie ma mnie 5. Wpisuję ósme słowo…

– Mamo!

Dziewiąte.

– Mamo!

– [przez zaciśnięte zęby] Tak, k o c h a n i e?

– Ja chcę powiedzieć, że są tylko dwie najważniejsze rzeczy na świecie, wiesz?

– Jakie?

– Siku i kupa. Są bardzo ważne.

– OK.

– …

– …

– Mamo?

– Chcesz siku?
– Nie. Adaś się obudził. Zaraz będzie płakał.

I w tym wszystkim dręczy mnie jedno pytanie: gdzie do cholery wyłącza się tę opcję „usypiania” Maca po pięciu minutach? Bo nic mnie bardziej nie wkurza, jak właśnie to.

 

***

Po długich rozmowach wreszcie stanęło na tym, że jeśli nie jesteśmy w stanie kupić w ciągu kilku godzin stroju spidermena, w który to strój chce się przebrać każdy przedszkolak, to ostatecznie możemy się umówić, że strój kościotrupa stanie się na czas balu karnawałowego strojem kościotrupa spidermena. Bo przecież każdy spidermen ma swojego kościotrupa, no nie? No właśnie. Więc po dyskusji i ustaleniu [jak wyżej], Kosmyk przymierzył strój kościotrupa spidermena, przestraszył Adaśka, przestraszył koty, przestraszył tatusia, a zapytany, czy chce przejrzeć się w lustrze, odpowiedział:

– Hehe, Adaś się przestraszył, Flejtuch się przestraszył, tatuś się przestraszył, a ja nie jestem taki głupi, o nie!

 

 ***

Jestem jedną z tych osób, które biorą sobie kupę umysłowej roboty na noc w nadziei, że zrobią wszystko w czasie snu dzieci, a potem z przerażeniem stwierdzają, że dochodzi 23, a ich półroczne dziecko prędzej przewiezie wóz z węglem na drugi koniec Polski niż zmruży oczy chociażby na 15 minut, a kiedy wreszcie zaczyna drzemać, to budzi go trzylatek, wpadając do pokoju i żądając czegoś pysznego, czyli smażonych kiełbasek z serem i zielonym groszkiem, w kształcie dokładnie takim, jak te, co je jadł nosorożec tuż przed momentem, gdy pędzili autem do myjni dla samochodów i w ogóle to oni ten samochód rozbili i teraz zostaje tylko płacz i wrzask i tragedia i tylko te kiełbaski, tylko te kiełbaski. Kiełbaski. I ciepłe kakałko, mamusiu, żebym był szczęśliwy.

 

 ***

Uwaga. Relacja sprzed minuty dosłownie:

– Mamo, a pojawiła ci się w brzuchu siostrzyczka?
– [o.O] Y… Nie. Chyba nie.
– Uuu… to szkoda. Bardzo chciałbym mieć siostrzyczkę!
– Chciałbyś? Ale wiesz, że jak pojawiłaby się siostrzyczka, to ja miałabym dla ciebie trochę mniej czasu?
– Ale ty masz dla mnie dużo czasu!
– Naprawdę dużo? Często przecież mam brata na kolanach, jak coś robimy i muszę się nim zajmować.
– No tak, bo on też chce się z nami bawić i jest malutki. On na jednym kolanie siedzi, a siostrzyczka na drugim by usiadła i dalej byś się ze mną bawiła, a do tego miałabyś troje dzieciów! A ja wszystkim bym przynosił pieluchy i podawał chusteczki, jak teraz!

***

– Kosmyku, była umowa, najpierw zupa, potem sernik. Wyjmuj te paluchy z gara.

– Mamo, ale sernik, sernik!
– Najpierw zupa, potem sernik!
– Mamo!
– Kosmyku!
– Wiesz… uwielbiam cię, ale czasem jesteś denerwująca jak kąpiel przed bajkami!

***

Wczoraj przy kąpieli Adaśka:

– Kosmyku, dlaczego wsadzasz nogę do jego wanienki?
– Żebyś miał, tato, pytanie!

Testy na ojcostwo są czasami darmowe…

***

Jesteśmy w leśnych okolicznościach przyrody (tuż za domem), mija nas jakiś biegacz. Kosma nagle mi się wyrywa, zagradza biegaczowi drogę, łapie się za boki i pyta z wyrzutem:
– A co się panu tak śpieszy? Co? Taki piękny las, a pan biega i biega! Mamusia poczeka z zupą, niech pan idzie spokojnie!

***

– Tato?

– Tak?
– A kupisz mi komputer?
– Komputer?!
– Tak, chcę komputer.
– Synku, ale po pierwsze jesteś jeszcze za mały na taki sprzęt, a po drugie to my nie mamy pieniędzy na trzeci komputer.
– Ale to taki specjalny wymyślony mój komputer. To nie będą ci na niego potrzebne pieniądze, wiesz?
– O, naprawdę? A czego będę potrzebował, żeby mieć taki wymyślony komputer?
– Hajs. Dużo hajsu.

***

[Post Pani Korektor z wakacji]

 

Przy okazji wizyty w Mikołajkach postanowiliśmy odwiedzić Matka jest tylko jedna. No i mały Kosma okazał się taki wygadany, jak go Joanna opisuje:
– Jak się nazywasz?
– Kosma.
– A gdzie mieszkasz?
– Tutaj.
– Czyli gdzie?
– Tu, gdzie wszyscy są szczęśliwi!

 

***

– Kosmyku, czy mógłbyś przynieść mi ziemniaków z piwnicy?

– Mógłbym, oczywiście!

– Ok, to przynieś mi szybciutko, bo mi się już tu gotuje.

– A ile tych ziemniaków?

– Z 10.

– A dużych czy małych?

– Średnich.

– A gdzie jest wiaderko na ziemniaki?

– Pod zlewem.

– A gdzie mam buty?

– Na werandzie.

– Ale w piwnicy jest zimno, to może założę bluzę?

– Załóż.

– A gdzie mam bluzę?

– W szafie.

– A pomożesz mi z rękawem?

– Pomogę.

– A ile tych ziemniaków, bo już zapomniałem?

– 10.

– Dużych czy małych?

– Średnich.

– A średnie to nie duże i nie małe, tak?

– Tak.

– Gdzie te moje buty?

– Na werandzie.

– Pomożesz mi założyć?

– Pomogę.

– A może lepiej w torebce te ziemniaki, bo z wiaderkiem to mi nie będzie wygodnie.

– Weź torebkę.

– Ale mamo, nie mogę znaleźć tej torebki!

– Pod zlewem.

– Ale taką białą czy kolorową?

– Jaką chcesz.

– Ale nie mogę się zdecydować!

– Ej, zobacz, telewizor się włączył i puszcza Blaze’a!

– O, Blaze! Przepraszam mamo, sama se idź po ziemniaki!

***

– Kosmyku, 1 lutego są twoje urodziny, masz może jakieś marzenie, które moglibyśmy z tatą spełnić z tej okazji?
– Tak, mam.
– Jakie?
– Żeby Adaś nie płakał w nocy i żeby chociaż raz spróbować, jak smakuje coca-cola.

***

– Kosmyku, podaj Adaśkowi tę kosteczkę do zabawy, widzisz, że po nią sięgnąć nie może…

– Mamo, nie przejmuj się, sam sobie weźmie, jest przecież dzieckiem!

***

Wczoraj. Kąpiel.

Chłop: Kosmyku, wychodzisz już?
Kosmyk: Zaraz wychodzę!
Chłop: A za ile?
Kosmyk: Za chwilę.
Chłop: Słuchaj, zależy mi, żebyś wyszedł teraz, wiesz? Mogę cię wyciągnąć z tej wanny?
Kosmyk. Możesz. Jeśli chcesz, żeby mi pękło serce, to możesz.

***

– Kosmyku, czy ty śpisz?
– Może…
– Kosmyku, proszę nie zasypiaj jeszcze…
– Dlaczego?
– Bo jak zaśniesz teraz, to się wieczorem obudzisz i będziesz szalał do rana.
– Jak nie zasnę, też będę szalał, co za różnica?

***

Idziemy z Kosmykiem przez pole i rozmawiamy o uczuciach [efekt czytania Kasdepke]. Omawiamy wpadanie w złość [trudna emocja Kosmyka], wpadanie w smutek, wpadanie w szczęśliwość. Nagle Kosmyk staje i mówi:

– Mamo, mamo, ja wpadłem… ja wpadłem…

– W smutek? – próbuję zgadnąć.

– Nie!

– W złość? – strzelam.

– Nie!

– W radość? – wnikam.

– Nie!

– To w co? – poddaję się.

– W kupę! Jelenia chyba!

***

Tak się zachwycacie tym, że Kosma i Adaś na razie się dobrze dogadują, że postanowiłam zburzyć tę sielankę. Dziś przed pójściem do przedszkola, Kosmyk przewala się na moim łóżku i zaczepia Adaśka. Zostawiam ich w tej zabawie i idę do łazienki. Po chwili dobiega mnie przeraźliwy płacz młodszego syna i okrzyk zdziwienia starszego. Przerażona, biegnę do pokoju, spodziewając się zawalonego łóżka, odciętej nogi, połamanych kręgosłupów, ale zastaję zapłakanego Adaśka leżącego, jak leżał, i pochylonego nad nim Kosmyka całującego go w paluszek. Pytam, co się stało, matko święta, rany boskie. A Kosma, trochę przerażony, wciąż trzymając rączkę Adaśka w dłoniach wykrzykuje:

– On jest taki słodki, że chce się go zjeść! Chciałem na niby, ale mi nie wyszło…

***

– Kosmyku, a powiesz mi kto pomalował mazakami całą podłogę w tym pokoju?

– Hm… pomyślmy. W pokoju byłem ja. I ja. I samochody. I ja. I jeszcze ja. To na pewno był tata! Tylko on jest taki sprytny, że go nie widziałem!

***

Kosmyk świetnie dodaje, ale ma problem z odejmowaniem. Nie naciskamy, ale raz na jakiś czas Chłop go z ciekawości podpytuje, ile to jest odjąć tyle, żeby sprawdzić, czy już ogarnął.

– Kosmyku, masz cztery żelki i dwie zjadłeś, ile ci zostało?
– Hm… Jedna!
– Jak to jedna? – dziwi się Chłop.
– Bo jedną dałem mojej mamie, to jedna mi została na wszelki wypadek!

***

Chłop odwiózł dziś Kosmyka do przedszkola i zdaje relację:

– Wpadł, sam się rozebrał, spytał, czy ktoś się o niego martwił, a potem podleciał do dziewczynki, złapał się za głowę i wykrzyknął:

– Jak ty ładnie dziś wyglądasz!

***

– Cześć, Kosmyku!
– Cześć tato, co robisz na poligonie? Bawisz się ładnie?
– Bawię się synku.
– A w co?
– A poleruję karabin, bo będziemy mieli jutro ćwiczenia ze strzelania. 
– Aha. To fajnie!
– No fajnie. 

 

___

 

Przez ostatni tydzień rano i po południu kręcą się koło naszego domu jacyś faceci, co wyglądają na wędkarzy. Czasami czekają przed naszą bramą na samochód, co po nich przyjeżdża, czasami przechodzą obok i idą dalej w stronę następnej wsi. Chłop od dwóch miesięcy w rozjazdach, a to szkolenia, a to poligony, ciągle go nie ma, więc każdy obcy człowiek przy płocie od razu zwraca moją uwagę. Oni też. Dziś przystanęli, gdy podlewałam rośliny, a Kosmyk zbierał swoje szczęśliwe kamienie.

– A ty, chłopczyku, ciągle z mamą się bawisz, masz tatusia? – zainteresował się jeden, trochę starszy, z zabawną brodą.
– Mam.
– A gdzie twój tata?
– Poleluje kalabin, bo będzie zalaz szczelał.

 

Jeśli to byli wędkarze, to ryby przy ujściu Krutyni mogą od dziś pływać spokojnie.

***

Grunt, to zacząć dobrze dzień….

Kosmyk przychodzi do mnie z nożyczkami w ręku i pokazuje pocięte na frędzle spodenki:

– Zobacz! Nie ciałaś dać żelek, to pociąłem moje spodenki!

Zerka na mnie w oczekiwaniu na reakcję w stylu „O ja głupia, mogłam ci dać żelki, to byś nie pociął!” albo „Kurka wodna dziadu jeden, spodenki za stówę zniszczyłeś!”. Sama nie wiem zresztą, czy się litować czy złościć, bo rzadko kiedy jego złość przybierała aż tak wyrafinowaną formę, więc milczę i w milczeniu przychodzi mi do głowy najstosowniejsza reakcja. I mimo że pocięte spodenki bolą mnie bardziej, niż on myśli, mówię spokojnie:

– No i co? Twoje spodenki. Mówiłeś, że je lubisz. A teraz nie będziesz ich miał, bo całe pociąłeś.

Szerokie oczy. Zrozumienie. Usteczka wydymają się w podkówkę i wychodzi z nich rozpaczliwe:

– No nie… Moje piękne spodenki! Mamo… ja to jestem czasem taki niemądry!

***

– Tato, tato, dobrze, że jesteś! Musisz wybudować mamie święty pokój! – wita Kosmyk wracającego z pracy Chłopa.
– Co mam wybudować? – dopytuje zdziwiony Chłop.
– Święty pokój, bo ja tylko trochę zwaliłem całą szafkę i rozsypałem te klocki, ale mama powiedziała, że to nic, a potem mówiła do telefonu, że chce tylko chwilę posiedzieć w świętym pokoju. To co? Wybudujesz? Na chwilę tylko, mówiła, na chwilę!

***

Oglądamy bajeczki i nagle PSTRYK, nie ma prądu. Podejrzewam, że siadły korki, ale nic nie mówię, starając się skorzystać z okazji i wyciągnąć po raz trzeci Kosmyka na dwór:

– No nie ma prądu, Kosmyku, chodź na dwór, porobimy coś, posprzątamy, tata wróci, to naprawi!

– Tata naprawi?

– Naprawi, naprawi!

– To dobrze, wreszcie się na coś przyda!

***

Robię kolację.

– Kosmyku, tu w tej szufladzie był pieprz ziołowy, taki brązowy, brałeś go stąd?
– Nieee…
– Ale „Nieee”, bo nie brałeś, czy „Nieee”, bo nie chcesz odpowiedzieć?
– Nie chcę powiedzieć.
– Ty, chłopaku, nie rób sobie żartów, lepiej mów, bo jak nie znajdę tego pieprzu, to cię wyślę na piechotę do Ukty po niego.
– Ojej.
– No, to mów.
– Nooo..
– Gdzie pieprz?
– W doniczce.
– Jak to w doniczce?
– Posiałem, żebyś miała więcej.

***

– Kosmyku, chodź, zrobimy zdjęcia na polu, co? Ostatnio czytelnicy bardzo się oburzali, że chodzisz sam po pomostach…
– Mamo?
– Tak?
– Masz kamyczek.
– I co mam z nim zrobić?
– Puknij się w czółko.

***

– Mamo, pieszego lutego mam urodziny, wiesz? Urodziłem się wtedy!
– Wiem, pamiętam.
– Pamiętasz?
– Pamiętam.
– Naprawdę? Byłaś przy tym?

***

– Kosmku, czy przyjmujesz do wiadomości, że nie podoba mi się zwalanie pościeli na podłogę?
– Przyjmuję.
– Czy zamierzasz coś z tym zrobić?
– Pozwalam, żebyś mówiła dalej.

***

W trosce o losy dzisiejszego obiadu, sprytnie pochowałam wszystkie pierniki do pudełka. Patrzę się w stronę synka, który chodzi po domu i ewidentnie czegoś szuka.

– Szukasz czegoś, Kosmyku? – pytam się niewinnie.
– Oj mamo, widziałem, że pochowałaś, ale może został gdzieś jakiś stary piernik… [po chwili] – O! Tata przyszedł!

***

– Mamusiu, dziękuję ci, że przyszłaś do mnie w nocy, kiedy było mi smutno.

– Yy… Kosmyku, ale ja całą noc spałam, nie przychodziłam do ciebie.

– Byłaś! W moim śnie! Zrobiło mi się smutno i ty przyszłaś. Cała taka moja, żeby mnie pocieszyć. Zawsze tak do mnie przychodzisz!

 

***

 

 

Szorty #
Podziel sie:     / / /
  • http://www.domowybajzel.pl domowybajzel

    On jest niesamowity! 🙂

  • Eve S

    Och, aby mój szkrab się tego ostatniego nauczył to wszyscy byliby szczęśliwi 🙂

  • http://www.twojediy.blogspot.com/ TwojeDIY Kasia

    Byłam tu, czytałam, popłakałam się ze śmiechu i wychodzę. 🙂

  • Monika Murawa

    Przy kawałku o rybach wybuchłam śmiechem. Przeboski 🙂

  • http://www.madziof.pl/ Madziof

    Uwielbiam Twoje dziecko 🙂 Kamyczek do pukania w czółko najlepszy <3 <3

Instagram
Facebook
Archiwa