Czy jest jeszcze ktoś oprócz mnie, kto czasami wysiada podczas czytania kolejny raz tej samej książki? Ja często. Tak często, że aż poszukałam wszystkich punktów, które obronią „tę samą książkę”, jakkolwiek się ona nazywa. I muszę przyznać, że zrobiło mi się lepiej. I poczułam misję 🙂 A przy okazji pokażę wam, co czytamy, kiedy gdzieś „ta sama” się zagubi. Zapraszam!

 

 

 

Czemu dzieci uwielbiają, gdy czytamy tę samą książkę?

 

 

1. Słownictwo i rozpoznawanie znaczenia słów

 

Kiedy dziecko czyta lub chce, żeby mu czytano, wciąż i wciąż tę samą książkę, staje mu się ona bliska, znajoma i przyjazna. Wiecie, że jak Mamoń, lubimy piosenki, które już słyszeliśmy. Tak samo i dzieci. O wiele prościej jest też używać słów i zapamiętywać te, które są nam znajome i które wiele razy słyszeliśmy. Często ktoś się pyta pod dialogami, czy moje dziecko faktycznie użyło takiego lub innego słowa. Jeśli jest wyjątkowo „dorosłe” jak na dziecko, najpewniej zna je z książki właśnie.

 

2. Rytmika języka i wymowa wyrazów

 

Na tej samej zasadzie u dziecka zachodzi proces nauki wymawiania wyrazów, podświadomie też maluch zakodowuje sobie w głowie rytmikę języka, jakim się posługuje. Dlatego też uwielbiam wynajdywać słuchowiska z ulubionymi bajkami dla starszaka – czytane przez aktorów z doskonałą dykcją, wpajają synowi poprawne akcentowanie i wymowę trudniejszych słów. Sama też ćwiczę, bo mam braki, ale też nie boję się czytać dziecku na głos. Mnie też musi umieć rozumieć 🙂

 

 

3. Biegłość w mówieniu

 

Wiecie, że słuchając wciąż i wciąż tej samej opowieści, w pewnym momencie potrafimy z pamięci cytować jej fragmenty? Tak i z dziećmi – znam kilkoro, w tym mojego syna, które potrafią powiedzieć zdanie żywcem wyjęte z ulubionej opowieści, mimo że nigdy nie używało wcześniej ani takiego słowa, ani nawet takiej konstrukcji językowej. Oswajając dzieci z wyrażeniami w często czytanej tej samej książce, sprawiamy, że kształtują one swoją biegłość w mówieniu. A że zdanie czy słowo pochodzi z ulubionej pozycji książkowej, tym prostsze i bliższe się wydaje. [polecam artykuł: „Fluency„]

 

 

4. Zrozumienie 

 

Znacie też na pewno to uczucie, gdy oglądacie jakiś film któryś raz z kolei i po jakimś czasie zaczynacie dostrzegać lub rozumieć rzeczy, których wcześniej nie zauważyliście. Tak samo i dzieci. Pamiętam, że któraś z kolei lektura Ani z Zielonego Wzgórza pozwoliła mi zwrócić uwagę na szczegóły, których wcześniej nie zauważałam, a dzięki temu, że zwróciłam na nie uwagę, zrozumiałam znaczenie zdania, które ktoś wypowiedział. Tak samo i dzieci. Wielokrotne czytanie pozwala lepiej zrozumieć znaczenie słów, a że proces zrozumienia zaszedł podszedł przyjemnej czynności,  łatwiej jest zapamiętać słowa, które użyte w lubianym przez nas kontekście, zostają z nami na zawsze.  Do tego dochodzi fakt, że lektura czytana po raz enty pozwala dziecku wreszcie pojąć całą fabułę, powiązania między kolejnymi wątkami, pomaga dostrzec związki między jednym opisanym faktem a drugim. Wreszcie – przygotowuje do czytania poważniejszych narracji. Czerpiąc przyjemność z czytania tej samej książki, dziecko przez przypadek uczy się, jak czytać i rozumieć inne pozycje.  [polecam artykuł: „Comprehension

 

5. Pewność siebie

 

To wynika po trosze z poprzednich punktów i mocno można odczuć, że ze znajomością wielu słów, umiejętnością ich rozumienia, wzmacnia się pewność siebie dziecka. Nic nie daje bowiem większej radości niż uczucie „odkrywania” i tego, że potrafimy coś sami pojąć. To właśnie między innymi dlatego dziecko chce słuchać, jak czytamy mu tę samą książkę. Z każdym kolejnym razem coraz lepiej ją rozumie, coraz więcej się z niej uczy i zwyczajnie sprawia mu to dużo radości i podnosi samoocenę. Nie zabraniajmy tego 🙂

 

 

 

 

Ale też nie musimy się ograniczać do jednej książki  i warto proponować maluchom nowe pozycje. Ja raz lub dwa razy w miesiącu dokupuję nowe książki i razem z synem sprawdzamy, czy przypadną nam do gustu.

 

 

Kolejne zestawienie Naszej Biblioteczki

 

 

 

Wszyscy ziewają

Anita Bijsterbosch

Wydawnictwo Adamada

 

 

 

Wiecie, co się zaczyna robić, kiedy ktoś ziewa? Ziewa się razem z nim. I dlatego ta książka jest taka pomocna. Jako pierwsza na liście jest propozycją dla młodszych dzieci, ale Adasiowi chce się jeść, po oglądaniu, natomiast na Kosmyka działa rewelacyjnie 🙂 I na szczęście, chłopcy jeszcze nie pourywali paszcz zwierzątek.

 

Kupisz tutaj.

 

 

 

 

 

 

Urodziny Miffy/Miffy i króliczątko

Dick Bruna

Wydawnictwo Format

 

 

 

Książkę kupiłam dla Adasia, ale Kosmyk przeżył chwilę wzruszenia, kiedy czytał o pojawieniu się braciszka/siostrzyczki Miffy. Adasio na razie pokazuje na obrazki i nie pozwala skończyć rymowanki. Kosmyk urodzinową zna już na pamięć.

 

Kupisz:

Urodziny Miffy

Miffy i króliczątko

 

 

 

 

 

 

 

Gruffalo

Julia Donaldson, Axel Scheffler

Wydawnictwo EneDueRabe

 

 

Jak moglibyśmy nie posiadać światowego bestselleru? Oczywiście, że musieliśmy, więc kiedy tylko zwolniło się miejsce na liście wpisałam „Gruffalo” od razu. I powiem, że niestety – fajerwerków nie było. Książka zabawna, cudowny przekład Rusinka, który stanął na rzęsach chyba, żeby oddać rytm utworu. Ale po pierwszym razie wszystko stało się jasne i jakoś Kosmyk nie chce powtarzać drugi raz czytania [może ta książka to pomysł dla rodziców znudzonych tą samą książką?]. W każdym razie mi osobiście opowieść o myszce, która przechytrzyła drapieżców brzmi bardzo znajomo, więc oczywiście bardzo mi się podoba 🙂

 

 

Kupisz: tutaj

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mały Gruffalo

Julia Donaldson, Axel Scheffler

Wydawnictwo EneDueRabe

 

 

 

Druga część „Gruffalo” przeczytaliśmy od razu po pierwszej, być może dlatego czuliśmy już lekkie znużenie powtórzeniami akcji typowymi dla części pierwszej. Myślę, że jeśli ktoś chciałby zapoznać się z Gruffalo spokojnie może się zaopatrzyć w jedną pozycję z dwóch i jak mu się koncepcja jednej spodoba – zawsze może dokupić drugą. Choć końcówka, gdy Gruffalo ucieka do swej groty i przytula się tatusia bardzo nas rozczuliła, a zakończenie zaskoczyło 🙂 Myślę, że raczej poleciłabym tę książkę niż jej pierwszą część o samej myszce.

 

Kupisz: tutaj

 

 

 

tę samą książkę

 

 

 

Sam i Dave kopią dół

Mac Barnett

Dwie siostry

 

tę samą książkę

 

Wiem, że nie wszyscy lubią książki, gdzie większość kartek jest biała, bez rysunków i treści, ale syn orzekł, że to najciekawsza rzecz w paczce z książkami. Nie wiem, czy ogarnął, że Sam i Dave szukają czegoś spektakularnego i wciąż omijają spektakularne diamenty i czy zrozumiał, że czasem nie trzeba znaleźć skarbu, żeby zdarzyło się coś niesamowitego, ale wszystko przed nami. Ja, typowe dziecko ADHD, czuję spokój, który bije z kart tej książki i postaci głównych bohaterów. Bardzo przyjemnie będzie się ją czytać wiele razy. Bo z pewnością będziemy, szczególnie że Sam je ciasteczka-zwierzątka, ulubione słodycze synka 🙂

 

Kupisz: tutaj.

 

 

 

 

 

 

Jeżyk we mgle

Kozlow Sergiej, Norsztejn Jurij

 Wydawnictwo Sic!

 

 

 

Kultowa książka z przepięknymi obrazkami w obliczu której nie czułam lekkiego zawodu jak przy Gruffalo. Takiej właśnie książki szukałam – z pięknymi ilustracjami, ciekawą historią, taką idealną na bajkę przed snem. Chociaż Chłop, kiedy słuchał, jak czytam ją Kosmkowi, stwierdził, że pisali ją ludzie na prochach, to jednak syn słuchał z wypiekami na twarzy. On lubi pojawiające się nagle zwierzątka i spodobała mu się droga do przyjaciela. Polecam serdecznie. No i to klasyka. Światowa.

 

Kupisz tutaj.

 

 

 

 

 

 

 

 

Wietrzyk

Sybylle von Olfers

Wydawnictwo Przechowalnia

 

 

Mój koszyk w tym miesiącu, jak widzicie, zapełniła klasyka. I to taka w najlepszym wydaniu. Sybille von Olfers to mistrzyni jedyna w swoim rodzaju. Pisała i ilustrowała swoje opowiastki, na których wychowały się pokolenia. Taki „Wietrzyk” na przykład ma już około 117 lat. Nie zachwycił Kosmyka, syn z ciekawością obejrzał tylko obrazki i sam sobie opowiedział historię [zgadł, że chodzi o jesień!], ale dla mnie ta książka ma trochę symboliczne znaczenie i kolekcjonerskie. Mam na półce pierwsze polskie wydanie ponad stuletniej książki. Doskonale przygotowaną nie tylko edytorsko, ale też pod względem jakości materiałów. Majstersztyk.

 

 

Kupisz: tutaj.

 

 

 

 

 

 

 

Dzieci korzeni

Sybylle von Olfers

Wydawnictwo Przechowalnia

 

 

 

Pierwsza wydana powieść Sibylle, a jednocześnie najbardziej znana na świecie. Tę pozycję syn oglądał z większą ciekawością [choć kompletnie nie podobały mu się wierszyki!], być może dlatego, że książka jest o porze roku, którą teraz właśnie mamy – o wiośnie. Kupiłam z takich samych powodów, co „Wietrzyk” i bardzo się cieszę, że ją mam w kolekcji 🙂

 

Kupisz: tutaj.

 

 

 

 

 

 

Tyczka w krainie szczęścia

Martin Widmark

Wydawnictwo Mamania

 

 

Mówiłam już, że brakuje nam opowieści do nocnego czytania? To pocieszające, że po jakimś czasie  niektóre książki się jednak nudzą, prawda? A tu mam dla was hit, absolutną nowość od Mamanii z przepięknymi ilustracjami Emilii Dziubak. Kiedy Kosmyk zobaczył obrazki, od razu musiałam mu czytać tę opowieść i myślę, że na jednym razie się nie skończy. Na szczęście wiemy, że to dobrze 🙂

 

Kupisz: tutaj.

 

 

 

 

 

 

 

Tam, gdzie żyją dzikie stwory

Maurice Sendak

Dwie siostry

 

 

 

Kolejne pierwsze polskie wydanie kultowej opowieści, którą Kosmykowi kupiła w prezencie babcia jakiś czas temu, ale udziwniła sobie w głowie, że książeczka będzie dla wnuka zbyt straszna… Tymczasem Kosmyk zakochał się w opowieści o krainie dzikich stworów i każe sobie ją czytać codziennie. Ostatnio kończyłam ją na szybko tuż przed przyjazdem busiku, który wozi synka do przedszkola. Chcę tylko zwrócić uwagę, że za kilkadziesiąt lat takie pierwsze wydania książek mogą być trochę cenne, warto więc mieć kilka takich pozycji w biblioteczce. A historia o Maksie uciekającym z domu, mimo że trochę z wierzchu banalna, kryje w sobie uniwersalne ponadczasowe prawdy – o tym, że dzieci mogą skorzystać ze swojej wolności, o tym, że nie zawsze, korzystając z niej, spotkają je przyjemne rzeczy, o tym, że mają prawo odmówić, o tym, że mają prawo się dobrze bawić, o tym wreszcie, że mama zawsze będzie czekać z kolacją. Piękna rzecz.

 

 

Kupisz: tutaj.

 

 

 

 

 

 

 

 

To twoja nowa książka naukowa

Russel Harriet

Wydawnictwo Bajka

 

 

 

 

 

Książka dla ośmiolatków lub dla trochę zdolniejszych siedmiolatków. Ja kupiłam przez przypadek, bo nie doczytałam wieku 🙂 Ale nie żałuję, zostawię na później, a pierwsze zadanie Kosiem chciał zrobić sam – resztę mu czytałam i robił na czystej kartce po swojemu. To naprawdę naukowa pozycja, dla małych odkrywców – chłopców i dziewczynek.

 

Kupisz tutaj.

 

 

 

 

Uniwersytet Dziecięcy

Ulla Steuernagel, Ulrich Janssen

 Wydawnictwo Dwie Siostry

 

 

 

Kolejna książka dla starszych dzieci, choć pięciolatki też trochę z niej zaczerpną. W każdym razie jestem przygotowana w razie gdyby padło jakieś trudne pytanie. Projekt Uniwersytetów Dziecięcych (Die Kinder-Uni) otrzymał od Komisji Europejskiej nagrodę Descartes Prize for Science Communication za wybitne zasługi w krzewieniu wiedzy i słusznie, bo zawarte w książce odpowiedzi są odpowiedziami na autentyczne pytania dzieci, jakie zebrali autorzy w czasie swojej pracy. Sama się kilku rzeczy dowiedziałam 🙂

 

 

Kupisz tutaj.

 

 

 

 

 

 

Co? Jak? Narysować.

E G Lutz

Wydawnictwo Egmont

 

 

 

 

Ciekawy sposób na udoskonalenie techniki malarskiej naszych dzieci zaczerpnięty wprost od Lutza, człowieka, który zainspirował Disneya do stworzenia swoich animacji. Metoda rysunku Lutza, która polega na rozpoczęciu od najprostszych kształtów i uzupełnianiu ich kolejnymi, przypadła do gustu Kosmykowi i myślę, że książka będzie pomocą podczas prac domowych z plastycznych czy technicznych zajęć. Dodam też wielki plus za porządne wydanie i setne urodziny, które pozycja obchodziła cztery lata temu. Dziś w naszej biblioteczce same  starocie.

 

Kupisz tutaj.

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli na sam widok dziecka, które przynosi ci znów tę samą książkę, dostajesz dreszczy, pociesz się pierwszą częścią wpisu, albo kup mu kolejne pozycje, które może też równie mocno je zainteresują. I zdradź, jakie to tytuły są tak chętnie u was czytane 🙂

 

 

 

 

 

Wszystkie linki w tekście, jak w większości wpisów z serii „Naszej Biblioteczki” są afiliacyjne, czyli dostaję dwa lub trzy procent za książkę kupioną z mojego polecenia. Więcej inspiracji książkowych znajdziecie w serii „Nasza Biblioteczka„. 

 

 

  • Jakiś czas temu, sama pisałam o siebie o serii książek Gruffalo. Ale muszę powiedzieć Ci, że u mnie, w okolicach Londynu istnieje park stworzony własnie na pomyśle tej książki. Można w tym lesie spotkać bohaterów książki, chodzić ich śladami. Na dzieci czeka tam mnóstwo atrakcji tematycznie związanych z książkami tej serii.
    Jakbyś kiedyś była w okolicy to polecam ;))

    • Sasanki

      Uwielbiamy Gruffalo! Szkoda, że będąc w Londynie nie widziałam o tym parku 🙁

  • Magda Kędzierska

    Cytuję z pamięci połowę „Pchły Szachrajki”. Ale to jest zemsta. Moja mama tak twierdzi. Ona się męczyła przy mnie z „Dziećmi z Bullerbyn” (które zresztą kocham do dzisiaj). Jak próbowała coś pominąć, to ją cofałam do właściwego fragmentu. Karma wraca.
    Czaję się na „Tam gdzie żyją dzikie stwory”.

  • Monika

    Mój syn po którymś z kolei czytaniu ‚szarego domku ‚ zaskoczył mnie i zaczął sam ‚czytac’ cały pierwszy rozdział. Miał wtedy 3 lata. Długo nie mogłam wyjść z szoku 😉

  • Janina Szklarczyk

    A ja się nie mogę doczekać kiedy będę mogła mojej małej (15 miesięcy) wreszcie czytać książki. Na razie nie ma takiej opcji, bo cierpliwości u niej ZERO. Co najwyżej to mogę wnosić się na wyżyny kreatywności, opisując obrazki 😉 Bardzo zainteresowała mnie książka o czytaniu, chyba przy najbliższej okazji skuszę się na nią 🙂

  • Olga

    Mój 2 latek ostatnio najchętniej wieczorami słucha którejś z przygód słonia Elmera 🙂 W naszej sypialni na parapecie położyłam cienkie książeczki z twardymi kartkami (jakby mu przyszła ochota rzucać w śpiących rodziców to nie będzie bardzo bolało ;)) i jak się kładzie z książką między nami i każe czytać to przynajmniej z zamkniętymi oczami mogę mu wiersze Brzechwy klepać lub opowiadać z pamięci 😉

  • Oprócz czytania bajek można również recytować wiersze 🙂

  • Marta Rusek-Cabaj

    A u nas pierwsza część Gruffalo robi furorę – może dlatego, że mnie samej, gdy czytam, podoba się modulowanie głosów i cała opowieść jakoś tak…. fajnie brzmi 😉 Mój Jasiek ją uwielbia i każe czytać sobie do poduszki codziennie.

    Opowieść o dole jest na mojej liście zakupów – intryguje mnie ta forma 🙂 lubię takie.

    Dzięki za polecenie jeżyka – muszę nam sprawić! 🙂

    Od Sybylle von Olfers pojawiły się u nas „Dzieci korzeni” (czy jakoś tak) – zachwyciły mnie ilustracje. Sam wierszyk był dość prosty, ale – jak zauważyła tłumaczka – może symbolizować wiele rzeczy naraz… A w prostej opowieści kryje się wiele metafor… Piękna. O – teraz widzę (bo jadę na bierząco – komentuję w Notatniku, przewijając post xD) – są „Dzieci korzeni”.

    Dzięki za wszystkie propozycje!

    Ściskam 😉

  • „Co? Jak? Narysować.” Kupię dla siebie 🙂

  • Miałam to szczęście, że urodziłam swoje dziecko… ale i tak się popłakałam.
    Jest niby dla dzieci a tak naprawdę dla dorosłych.
    Mówi o rodzicielstwie i o adopcji.

    https://uploads.disquscdn.com/images/0757efed02a374370dc1e3a377b8b554f96010d66dfffbc5080fd39240e07c64.jpg