Matka Tylko Jedna

February 23, 2017 at 8:49 pm

Twoje dziecko zachowuje się najlepiej, jak potrafi

Twoje dziecko zachowuje się najlepiej, jak potrafi

Ostatnio dyskutowałam sobie z czytelniczką, a jakże, o czym – o wychowaniu. Czytelniczka wyraziła jasną opinię, że dziecko trzeba temperować, wychowywać, ustawiać do pionu, bo inaczej się rozpuści i wejdzie na głowę. Nie wiem, dlaczego, ale jej ton trochę mnie przeraził, bardziej niż gdyby powiedziała, że regularnie bije swoje dziecko lub się na nie bezustannie wydziera. Nie wiem, ale to „stawianie do pionu” zdaje mi się okrutniejsze niż jakakolwiek chłosta i bardzo jestem cięta na takie deklaracje.

 

 

Zacznijmy od tego, że rozpuścić to można tabletkę musującą w wodzie. Owszem, zdarzało mi się widzieć dzieci rzekomo „rozpuszczone”, które dla mnie były ni mniej, ni więcej nie nauczonymi granic zagubionymi dzieciakami szukającymi uwagi lub jej jakiegokolwiek substytutu. Ale nigdy nie widziałam dziecka wchodzącego komuś na głowę „bo tak”.

 

Twoje dziecko zachowuje się najlepiej jak potrafi

Tak samo zresztą jak ty. Przecież nie wstajesz z łóżka z myślą „O! Ja dziś wszystkim pokażę, jaka będę zła! Nie daruję! Każdemu zrobię na złość! Bo tak!” – prawda? Wstajesz i masz nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. A twój humor może zepsuć nawet drobiazg – od nasypania sobie do kawy soli zamiast cukru [zawsze mi się to przytrafia], po zastawiony przez sąsiada samochód. To są często sprawy błahe, znikome. Nikt przecież się jedną pomyłką nie będzie przejmował. Ale jeśli tych pomyłek w krótkim czasie spotka cię z 20, stajesz się nerwowa.

 

No i przełóż tę sytuację na dziecko – nie ma tak sprawnych i perfekcyjnych rąk jak ty. Zdarza mu się jeszcze potknąć, nie trafić w coś, źle coś zrobić. Pierwsza rzecz go nie wkurza,  druga zaczyna irytować, trzecia zaczyna doprowadzać do szału. Jeśli takie rzeczy przytrafiają mu się co chwilę – zaczyna się wściekać. I to jest ten moment, w którym mówimy „O raju, a ty znowu płaczesz? Przecież nic się nie stało!” albo dobijamy „Ale z ciebie gapa, nic nie umiesz w rękach utrzymać!”. Czasem zdarzy się, że wściekłość naszego dziecka zobaczy osoba postronna i wyda osąd „Ojej, pani musi go krócej trzymać, przecież to nienormalne, żeby dziecko tak krzyczało!”.

 

No, a co ma, kurde, robić? Rozbić szybę? Walnąć się młotkiem? Krzyczy, bo jest wściekłe i nie wie, jak inaczej tę wściekłość uwolnić, bo nie dość, że kolejna rzecz mu nie wyszła, to jeszcze się go wszyscy czepiają. Płacze… I dobrze, że płacze. Płacz uwalnia złe emocje, pozwala naszemu mózgowi odsączyć się ze złości, płacz to taki kranik, którym spłukujemy z siebie wszystkie brudy, które w momencie, gdy płacz hamujemy, kłębią się dalej w naszym ciele i nie pozwalają być szczęśliwym.

 

Dlaczego twoje dziecko źle się zachowuje? 

Żeby porozmawiać o tym, jakie czynniki powodują złe zachowanie dziecka, warto wspomnieć, że przede wszystkim związane to jest z tym, jak długo rozwija się nasz mózg – do 23 roku życia. Mamy 23 lata na to, żeby w pełni korzystać ze wszystkich jego funkcji i jakimś dziwnym cudem zakładamy, że dziecko również ma taką możliwość.

 

Nie ma.

 

W jaki sposób rozwija się mózg pięknie opowiada specjalistka od pozytywnej dyscypliny [filmik wrzucam niżej]. Bardzo polecam, bo tłumaczy to niezwykle obrazowo. Ja mogę tylko pociągnąć swój wątek i zapewnić was, że dziecko, które jest zestresowane, nie jest w stanie w normalny sposób reagować. Mało tego – my dorośli nie jesteśmy w stanie w stresie normalnie reagować, bo naukowo zostało udowodnione, że  podczas sytuacji stresogennych krew nie dopływa do tych części naszego mózgu odpowiedzialnych za racjonalne myślenie i planowanie. No, przyznaj się, na pewno wtedy, gdy jesteś wściekła, mówisz spokojnym tonem i jesteś opanowana? Nie potrafisz? A dziecko ma potrafić?

 

 

Te wszystkie sytuacje, w których do rozkrzyczanego malucha matka syczała „uspokój się, bo w dupę!”. No serce mi się kraje, bo pewnie gdyby ta matka doprowadzona była do ostateczności na groźbę pobicia zareagowałaby jeszcze większą histerią. Ale nie, od dziecka trzeba wymagać – tak mi tłumaczyła czytelniczka – dziecko trzeba krótko trzymać, nie można pozwolić mu na wrzaski, ma siedzieć cicho i się słuchać.

 

Zastanów się, co robisz, kiedy ktoś nieustannie chodzi za tobą i cię poucza? Jak reagujesz na ciągłe poprawianie tego, co zrobiłaś, na nieustanne niezadowolenie z twoich wysiłków, na liczne ochrzanianie, że znowu źle, znowu nie tak, nie potrafisz nawet buta założyć, a już szklanki to na pewno do zlewu nie odłożysz. Ile takich zdań rzucasz w stronę dziecka każdego dnia? Ile w ciągu tygodnia?

 

Nosz kurde, przecież każdego normalnego człowieka szlag trafia, kiedy musi przebywać z tak przemądrzałą osobą, nie na darmo tak wielu z nas nie lubi przebywać z pouczającymi i wiedzącymi lepiej rodzicami. Przecież to obciąża psychicznie. Po kilku godzinach z takimi ludźmi czujemy się zmęczeni, a dziecko? A dziecko jest z nami cały czas.  I się wkurza.

 

Nikt nie potrafi się kontrolować w stresie

Taka jest prawda. Kiedy się stresujemy, nie myślimy racjonalnie.Mało tego – kiedy my, rodzice, się stresujemy, to nasze dzieci też od razu są poddenerwowane, bo czują, że coś jest z mamą lub tatą nie tak. I kolejne mało tego – kiedy nasze dzieci się stresują, krzyczą i źle się zachowują,  stresują nas jeszcze bardziej i my zaczynamy krzyczeć i się wściekać, co jeszcze bardziej stresuje dzieci i tak się koło toczy, prowadząc do wzajemnej niechęci.

 

Ale nie tylko stres rodziców jest winny poddenerwowaniu dzieci.

 

Zestresowane dziecko – bomba z opóźnionym zapłonem

Głównym czynnikiem złego zachowania dzieci są jego niezaspokojone potrzeby. Każdy, kto jest wyspany, najedzony, kochany, zauważany i zrelaksowany, ma naturalną potrzebę zachowywania się dobrze. Jeśli jakaś potrzeba jest niezaspokojona – czujemy potrzebę zwrócenia na swoją niedolę uwagi. Dorosły człowiek ma dość dobrze rozwinięty mózg i może stosować różne formy komunikowania o swoich potrzebach [a raczej – powinien]. Dziecko ma ten repertuar ograniczony [z racji nierozwiniętego do końca mózgu], więc często skupia się na działaniach dla niego najłtawiejszych.

 

Dziecko niewyspane – jest kapryśne.

 

Dziecko głodne – samo już nie wie, co chce zjeść.

 

Dziecko potrzebujące uwagi – rozwala różne rzeczy, bo kiedy zachowa się źle, mama wreszcie zwróci na niego uwagę. I co z tego, że nakrzyczy, ale przynajmniej spojrzy, dotknie, chwilę pobędzie.

 

Dziecko znudzone – będzie zabijać nudę kopaniem, kręceniem się, dłubaniem.

 

Dziecko potrzebujące ruchu – będzie biegać i nie usiedzi w miejscu, dopóki nie rozładuje energii.

 

Dziecko nieczujące akceptacji – będzie namolne i na każdym kroku będzie chciało upewnić się, że robi dobrze.

Można tak wyliczać i wyliczać. Ale można też rozładować bombę, zanim wybuchnie. Dziecku, które zapomina zjeść, a potem szaleje – zostawić pod ręką drobne przegryzki. Dziecko wiecznie niewyspane – zacząć przygotowywać wcześniej spać i zajmować się nim póki nie zaśnie i zadbać o rytm dnia, który pomoże dziecku zapamiętać następstwa zdarzeń i łatwiej je przyjmować. Dziecku potrzebującemu ruchu pozwolić się wybiegać, a jeśli nie ma takiej możliwości – zrozumieć, to, co czuje. I nazwać.

 

 

Nudzisz się? – spytałam syna, widząc, że w samochodzie nie może już usiedzieć w foteliku i kopie w taty fotel.

– Tak, bardzo.

– Chciałbyś już pobiegać pewnie?

– Tak, chciałbym już wyjść.

– No widzisz, jeszcze nie jesteśmy na miejscu i musisz trochę poczekać.

– O nieeee! [wydziera się].

– Przykro ci? Nie lubisz czekać?

– Nie znoszę czekać! Nienawidzę czekać!

– No, czekanie jest trudne, wiem. Ale musimy przez to przejść razem, bo tata prowadzi i takie kopanie w fotel bardzo go rozprasza. Jak myślisz, co pomoże ci przetrwać podróż?

 

 

I gadam o tym nazywaniu uczuć, gadam, piszę statusy, a codziennie dostaję mail z pytaniem o to, co robić z nudzącym się/wrzeszczącym/namolnym dzieckiem.

 

Ale najważniejsze jest jedno:

Większość złych zachowań dziecka warunkuje jakaś niezaspokojona potrzeba 

Głodny noworodek jest wściekły. Niewyspany dwulatek jest wściekły. Znudzony trzylatek jest wściekły. Czterolatek, któremu mówisz „nie” jest wściekły. Pięciolatek, który nie potrafi zrobić czegoś tak jak dorosły – jest wściekły. A my, wściekając się na dziecko, starając się łapać tego sławnego autorytetu, którego [już wiemy] nie wyszarpiemy z dziecka siłą, tylko sprawę pogarszamy. Bo nie da się otworzyć drzwi zamkniętych na klucz. Wszelkie próby dotarcia do dziecka, kiedy jest wściekłe [tak jak wszelkie próby dotarcia do nas, kiedy jesteśmy wściekli] są jak ciągnięcie za klamkę zamkniętych drzwi. Bezskuteczne. Możemy zacząć kopać we framugę, ale ona dalej pozostaną zamknięte.

 

 

Więc, kiedy czytelniczka tłumaczyła mi, że dziecko powinno być zdyscyplinowane i powinno się słuchać i wszelkie jego złe zachowania powinny być karcone, bo dzieci złośliwie wchodzą na głowę i do tego są tak przebiegłe, że jak im się sznura popuści, to wykorzystują każdą oznakę dobroci. I tak mi się trochę smutno zrobiło. Bo jeśli ktoś, a do tego nauczycielka, wychodzi z założenia, że dzieci są złe i wszystko robią złośliwie, jest strasznie smutne i odbiera mi nadzieję, że jeszcze kiedyś doczekamy się dobrej edukacji. W ogóle zakładanie, że dzieci mają już na tyle rozwinięty mózg jak dorośli i potrafią go wykorzystać w celu złośliwości jest przerażające, bo pokazuje, że dzieci nie mają już prawa być tylko dziećmi. Powinny być dorosłymi – słuchającymi każdego polecenia, nie mającymi własnego zdania, wykonującymi bez szemrania rozkazy i stojącymi na baczność w oczekiwaniu na kolejne wskazówki, wściekania i pouczenia. Tylko czy naprawdę chcemy mieć takich dorosłych?

Twoje dziecko zachowuje się na tyle dobrze, na ile ty dajesz mu szansę się dobrze zachowywać

Za każdym złym zachowaniem dziecka coś się kryje. Możesz to olać i dziwić się kolejnym wybrykom. Możesz też przystanąć i przyjrzeć się dziecku, żeby zrozumieć jego zachowanie i zwyczajnie pomóc mu sobie poradzić z problemem, który go boryka. To zadziwiające, że rozumiemy to w sytuacji noworodka, ale ta nasza empatia znika w momencie, gdy obcujemy już ze starszym dzieckiem. Granica gdzieś przypada na rok-dwa lata – od tego momentu zaczynamy od dziecka wymagać, nie starając się zrozumieć nawet, że nasze wymagania przewyższają możliwości malucha. Jakiś czas temu po internecie krążyła historia lekarza, na którego nakrzyczał ojciec dziecka, czekającego na operację. Lekarz był na pogrzebie własnego syna i był trochę oschły, acz uprzejmy wobec ojca pacjenta, ale  ten ojciec stwierdził, że lekarz jest bucem. Dopiero pielęgniarka wyjaśniła sytuację i ojcu zrobiło się głupio. Filmik był udostępniany tysiące razy. Szkoda, że nie pokazywał, jak bardzo podobnie zachowujemy się wobec naszych dzieci.

 

 

Pamiętam kobietę, która stała nad rozryczanym dzieckiem, uderzającym się głową w podłogę z niesamowitej wręcz wściekłości i darła się do niego „Uspokój się! Natychmiast się uspokój! Słyszysz? Jak się nie uspokoisz, to wyjdę z pokoju, słyszysz?”. Ślina tryskała jej z buzi, a jej wściekłe darcie powodowało u dziecka jeszcze większy ryk, który wreszcie przerodził się w niemożność złapania oddechu. Dziecko charczało, usiłując w dalszym ciągu krzykiem pokazać jak bardzo jest zrozpaczone, a kobieta stała nad nim jak skamieniała, przyglądając się do jakiego stanu doprowadziła własne dziecko.

 

To byłam ja.

 

Półtora roku temu.

 

Nie było warto.

 

 

 

Jeśli macie pytania o rozbrajanie bomby- wiecie, gdzie mnie znaleźć 🙂

Mama # , , , ,
Podziel sie:     / / /
  • http://wymagajace.pl Magdalena Komsta

    Ludzie (bo nie tylko dzieci) zachowują się źle, bo źle się czują lub brak im kompetencji. Sprawdza się w 100%. Dzięki za ten wpis!

  • Olga

    Przydatny wpis…dziękuję

  • Sakinimod

    Czytałam wpis i myślę sobie, łatwo jej mówić, bo świetnie opracowała sobie różne warianty i jej przychodzi rozładowywanie bomb z łatwością. A potem przeczytałam końcówkę i mnie zamurowało 🙂

  • Olga

    Czytam sobie różne fora i właśnie trafiłam w najgorsze odmęty internetu (dyskusja o „wychowaniu” ROCZNEGO dziecka):

    1. „Ja wyprowadzalam swoje dziecko do drugiego pokoju, w którym był sam, sadzalam go na łóżku i kazalam przyjść dopiero jak się uspokoi. Jak przychodził wcześniej, to za rękę i z powrotem… i tak do skutku. Czasami pół dnia. Aż zrozumiał, że robi źle, przyszedł i przeprosił. Mój syn jest ciężkim dzieckiem. Ale warto nad takim pracować. Nie ulegaj… bo będzie jeszcze gorzej… a na bicie…hm. parę razy się tylko zdarzyło… jak naprawdę przesadził, to mu oddałam. A jak nie było to zbyt bolesne, to lapalam go mocno za rękę, żeby delikatnie odczuł, kto ma w domu więcej do powiedzenia.”

    2.” No jeżeli ktoś ma ochotę pozwalać dziecku wchodzić sobie na głowę…to proszę bardzo… ja tylko piszę, co sama robiłam, żeby takim sytuacjom zapobiegać… Mój miał jakieś półtorej roku, kiedy próbował mnie tak terroryzować… u mojego tlumaczenie, przytulanie, proszenie…przynosiło skutek przeciwny do zamierzonego. Teraz jest dużo bardziej empatycznym dzieckiem.(…) Ale jak dziecko jest młodsze, nie może pozostawać bezkarne… Takie jest moje zdanie.”

    3. „Na mojego dwu i pół latka zamknięcie na minutę/dwie to jedyne rozwiązanie. Klapsy nie działają wcale. Przez cały czas w zamknięciu młody krzyczy ile fabryka dała, ale jak mu otworzę to nie to dziecko…przeprasza, tuli się i na jakiś czas jest bardzo grzeczny. Może brutalne trochę to rozwiązanie, ale jakoś trzeba okiełznąć małego terrorystę”

    4.”Każde dziecko jest inne. Nie ma uniwersalnej metody na wychowanie każdego dziecka. Są rodzice, którzy leją swoje dzieci za rozlanie mleka, są tacy, którzy nie dają sobie wejść na głowę i karcą dziecko, kiedy zaczyna przeginać, są tacy, którzy usiłują tłumaczyć różne rzeczy z różnym skutkiem i są też tacy, którzy wychowują swoje dzieci bezstresowo. Ja tlumaczyłam i prosiłam. Ale moje dziecko to mały terrorysta. Jak mu dasz palca, to odgryzie całą rękę, drugą przytrzyma i zacznie skakać po głowie.”

    5. „Na mojego terrosyste nawet zamykanie w oddzielnym pokoju nie działa ma półtora roku , a czasami mam wrażenie ze uzeram się z grupa takich dzieci , a jest tylko jeden”

    jestem przerażona….

    • Sakinimod

      Straszne 🙁

    • Ali

      🙁

  • http://www.jusiagotuje.pl Jusia

    Uwielbiam Twoje teksty.
    Niestety kilka dni temu miałam okazje być odbiorczynią wykładu ( od osoby bezdzietnej ) na temat tego jak to dziecko trzeba skarcić cieleśnie ( ” nie tak mocno, wiesz, tylko tak żeby wiedziało, ze do ojca i matki musi miec szacunek”) bo inaczej to wejdzie Ci na głowę i nasra.
    Dyskusji za bardzo nie było… nie ma o czym, ale z przykroscia tego słuchałam. Przykro to jest, że ludzie nadal uważają że klaps zaskarbi im jakikolwiek szacunek i posłuch.

  • Katarzyna Bartosik

    Z jednym się nie zgodzę: są osoby, np. ja, które w stresie działają chłodno, logicznie, kalkulują i wybierają najlepszą opcję, ba! działają szybciej, sprawniej, po prostu lepiej. Na mnie stres działa motywująco. Przećwiczyłam to zarówno w pracy (przez lata byłam dziennikarzem i stres związany z oddaniem numeru do druku powtarzał się regularnie – wtedy działałam najlepiej), jak i w domu. Stresujące są dla mnie sytuacje, gdy moje dzieci chorują, ale wtedy podejmuję sensowne decyzje: potrafię znaleźć kontakt do najbardziej niedostępnego lekarza, załatwić poradę, lekarstwo, zrobić wszystko, co trzeba.
    Czy dzieci powinny doświadczyć stresu? Tak, zdecydowanie tak. W jakiej formie, natężeniu? No cóż, w szkole będą stresować się przed sprawdzianem. Wcześniej – nie potrafię tego ocenić i jestem pewna, że nikt inny nie potrafi. Nie ma jednej reguły sprawdzającej się w przypadku każdego dziecka i dorosłego.

    • http://matkatylkojedna.pl/ Joanna Jaskółka

      Droga Kasiu – czy masz mniej niż 23 lata? Nie? No właśnie. Miałaś szansę to wyćwiczyć [domyślając się, do czego pijesz, miałam na myśli większość dorosłych, którzy nawet po uformowaniu mózgu, w dalszym ciągu nie wykształcili w sobie umiejętności radzenia sobie ze stresem, jeśli nie należysz do większości – gratuluję i zazdroszczę]. Co do reszty – cóż. Jeśli cały filmik i to, co mówi psycholog i to, co pisałam ja zrozumiałaś jako „nie dawajmy dzieciom odczuć stresu, bo to złe”, to znowu coś musiałaś źle zrozumieć i proszę czytaj uważniej. Pomogę: dzieci źle znoszą stres, co nie znaczy, że mamy im go zabierać, ale brać pod uwagę to, że w stresowej sytuacji mogą się gorzej zachowywać. A że są mniejsze niż my i nie mają instrumentów do radzenia sobie ze stresem, krzyczenie na nie, że się źle w wyniku stresu zachowują, mija się z celem, bo stresują się jeszcze bardziej i jeszcze gorzej się przez to zachowują.

      • Katarzyna Bartosik

        Pomijając Twoje złośliwości i nadinterpretacje: uważam, że ludzie, w tym dzieci, są różni. I jedna metoda nie sprawdzi się zawsze. W tekście zadawalas pytanie o to, jak zachowujemy się w czasie stresu. No różnie.

        • http://matkatylkojedna.pl/ Joanna Jaskółka

          Kasiu, mózgi dzieci rozwijają się w taki sam sposób. Tak samo jak ich nerki, wątroby, żołądki. o jest ten sam schemat, z którym trudno dyskutować. Dzieci mogą reagować różnie. Ale ja nie piszę o wszystkich reakcjach na stres, tylko o tym, że on może powodować takie, a nie inne reakcje. Może, ale nie musi. Niektórzy ludzie zastanawiają się, czemu ich dziecko źle się zachowuje, więc odpowiadam, że to może być powód. Większość ludzi w stresie jest zdenerwowana i do nich kierowałam to retoryczne pytanie [zauważ, że tylko ty wpadłaś na pomysł odpowiedzenia na nie]. Nie byłabym złośliwa, gdybym za każdym razem nie musiała ci tłumaczyć oczywistości i odpowiadać na komentarze nie na temat. To jest frustrujące, kiedy piszesz o tym, że jednym z powodów zmoknięcia jest deszcz, a ktoś ci tłumaczy, że jeszcze prysznic, a w ogóle to deszcz podlewa kwiatki i dzięki niemu rosną rośliny.

          • Katarzyna Bartosik

            A jednak napisałaś swój artykuł w tonie dość kategorycznym. Cytuję:
            „Nikt nie potrafi się kontrolować w stresie” – to nie jest prawda.
            „Kiedy się stresujemy, nie myślimy racjonalnie” – no nie zawsze, nie każdy.
            Masz, Autorko, tendencję do wygłaszania ostatecznych prawd, które niekiedy traktują o tym, że… nie powinno się wygłaszać ostatecznych prawd.
            Dwa tygodnie temu przypomniałam sobie naszą dyskusję o zakładaniu motylków (rękawków) dzieciom. Moja 4,5 letnia córka własnie wtedy zdjęła te straszne rękawki, a następnie przepłynęła parę metrów. Samodzielnie. Teraz czeka ją już nauka w grupie, pod okiem trenera. A z Twoich wypowiedzi wynikało, że będzie miała z tym potworne problemy i umęczy się strasznie.
            Naprawdę, ludzie są różni.
            Mimo wszystko z pozdrowieniami.

          • http://matkatylkojedna.pl/ Joanna Jaskółka

            Tak, rozmawiałyśmy, i chyba z piętnaście razy tłumaczyłam ci, że „może” mieć problemy, co nie znaczy, że musi. Ja ci tłumaczyłam, a ty po kolei rozciągałaś wątki i w sumie nie dało się dojść z tobą do jakiegoś wniosku, bo się obraziłaś i teraz wkładasz mi w usta coś, czego nie powiedziałam i nadinterpretujesz.

            Wcześniej w tekście napisałam: „Mało tego – my dorośli nie jesteśmy w stanie w stresie normalnie reagować, bo naukowo zostało udowodnione, że podczas sytuacji stresogennych krew nie dopływa do tych części naszego mózgu odpowiedzialnych za racjonalne myślenie i planowanie.” I póżniej opierałam się na tych badaniach. Założyłam, że inteligentny człowiek zrozumie formę i tekstu, który nie jest oparty na moim widzimisię, tylko na wypowiedzi psycholog, cytującej badania. Naprawdę, warto czasem patrzeć się nie na literki, ale na to co one oznaczają. Wiem, że jesteś bardzo dosłowna i masz z tym problem, słońce świeci i jest żółte, niebo jest niebieskie i takie sprawy, ale na litość, jak chcesz już komentować aktywnie, to przynajmniej popracuj nad tą dosłownością.

          • Joanna Baranowska

            Kasiu, stres dla każdego oznacza coś innego i to tez oczywiście jest związane z treningiem jaki przechodzimy. Jedni ludzie lepiej działają przy niskich poziomach stresu inni przy wyższych, a po drugie, ktoś kto nie ma treningu może strasznie stresować się przy wystąpieniu publicznym, a w ogóle nie przy wchodzeniu w ogień (bo jest strażakiem). Lub odwrotnie. Po drugie ideą Pozytywnej Dyscypliny nie jest usuwanie stresu, który jest naturalną częścią życia każdego człowieka. Chodzi o to, żeby pozostać w tym bezpieczną bazą dla dziecka, a nie dodatkowo dokładać mu marudząc, krzycząc czy każąc dziecko, które i tak już jest zestresowane.

  • Katarzyna Bartosik

    O, za wikipedią: Stres w powszechnym odbiorze jest uważany za zjawisko szkodliwe. W rzeczywistości działanie niepożądane przynosi jedynie stres zbyt silny (przekraczający indywidualne możliwości adaptacyjne jednostki) lub zbyt długotrwały. Stres umiarkowany zwiększa możliwości radzenia sobie z wymaganiami adaptacyjnymi otoczenia, dzięki czemu umożliwia rozwój psychiczny. Wielu badaczy zjawiska określa go jako podstawowy czynnik rozwoju.

  • http://www.bycblizej.pl/ Anita JR

    Trochę mi w tym modelu mózgu brakuje jego autora i głównego znaczenia, dla którego ten model powstał. Ideą tego porecznego modelu mózgu, który wymyślił Daniel Siegel, było pokazanie, że dzieci w trudnych emocjach potrzebują dorosłych, żeby częściej korzystać z tych wyższych procesów, z tego „domykania dłoni”. Jeśli ciekawi Cię ten wątek, Asia z edukowisko.pl opisywala ten model i znaczenie relacji dla radzenia sobie z emocjami.

    • http://matkatylkojedna.pl/ Joanna Jaskółka

      Dziękuję! Doczytam!

  • http://againamerica.com AgaInAmerica.com

    Uwielbiam Cię.
    Wczoraj w jednym ze sklepów z bielizną damską widziałam kobietę z synem, na oko 6-letnim. Takie miejsce to wiadomo, że nuda dla chłopca, a już tym bardziej, gdy jego matka rozgląda się dookoła przez dłuższy czas, więc zaczął sobie chodzić w tę i we wtę, ale kompletnie nikomu nie przeszkadzał, był bardzo cicho, nie robił bałaganu. No po prostu sobie spacerował. Kobieta ta wręcz się na niego wydarła, że jest bardzo niegrzeczny i ma natychmiast wrócić do niej i stać obok jej nogi. Chłopiec się popłakał, więc matka krzyknęła: „cicho bądź!”, a to przecież ona była tą, która krzyczała. I to nie koniec, ale już nie będę wszystkiego wypisywać. Biedny, tak mi było go żal i do tej pory żałuję, że się nie odezwałam.

  • Ali

    bardzo wartościowy filmik 😀

  • Karolina Henschke

    Ja dziecko ustawiam do pionu jak się przewróci, a robi to często, bo ciągle gdzieś biega.
    Młodsze dziecko, roczne, wchodzi mi na głowę Dosłownie, ale obie to uwielbiamy. ja uwielbiam to ciepełko przytulonego dziecka, a ona dotyk moich włosów. 🙂 Chociaż czasem bardzo za nie cięgnie

  • Joanna Baranowska

    ooo, jak miło 🙂 tak, zgadza się, to model Daniela Siegel’a 🙂 . Joasiu, chętnie prześlę Ci książkę Pozytywna Dyscyplina – do recenzji 🙂 może będzie 12 ta na Twojej liście 😉 napiszę na priv 🙂

    • Agnieszka

      a jaka to lista? mogę prosić o link?

      • http://matkatylkojedna.pl/ Joanna Jaskółka

        Wejdź w zakładkę „Nasza biblioteczka”, znajdziesz listę, która cię interesuje, chyba przedostatni wpis 🙂

        • Agnieszka

          dziękuję ślicznie 🙂

  • Kasia A.

    Bardzo Ci dziękuję za ten tekst. Zgadzam się! potrzebowałam trochę praktyki (i swoich błędów), żeby tez dojść do takich wniosków 🙂 Mam dwóch chłopaków lat 6 i 2 🙂 Szkoda tylko, ze ludzie, którzy żyją dookoła nas tego nie wiedzą 🙂

  • Eve Thomas

    Zajebisty tekst! Otwiera oczy!

Instagram
Facebook
Archiwa