Sześć lat temu, tuż po przyjeździe na Mazury, spotkałam się z koleżanką i poszłyśmy razem na spacer nad jezioro. Ona wtedy spytała się mnie nagle: No dobra, Aśka, wróciłaś. I co teraz? Co dalej? Masz jakieś plany? A ja, pchając przed sobą wózek z maluteńkim Kosmykiem, odpowiedziałam, że rośnie we mnie kolejne dziecko. I rosło. Pół roku później, w styczniu, opublikowałam „Samotność w matce” na nikomu nie znanym blogu na blogspocie z krzywą jaskółką i kilkoma bzdurnymi tekstami.

 

 

 

Teraz ty jesteś moją koleżanką i wyobraź sobie, że też właśnie spacerujemy nad jeziorem. Możesz to dla mnie zrobić? Jest trochę błotniście, mimo że „białe” święta, brzeg też jest trochę bardziej zakrzaczony. Ale idziemy. A ty zadajesz mi pytanie, co dalej? Facebook umiera. I co teraz? Będziesz dalej pisać?

 

 

A ja odpowiem, że rośnie we mnie kolejne dziecko i tak jak sześć lat temu nie wiedziałam, że wykluje się ze mnie blog, tak teraz nie wiem, w jakiej formie to, co targam w środku, eksploduje. Video i youtube? Książka? A może coś jeszcze? Zobaczymy. To się stanie w tym roku, bo czuję, że dłużej z tym wszystkim nie dam rady chodzić bezczynnie. Każda ciąża ma swój finał, na szczęście.

 

I ten rok ma swój finał, za kilka dni się kończy, a był dla mnie najbardziej burzliwym ze wszystkich. I tylko w duchu się cieszę, że wszystko, co przytrafiło mi się w tym roku, trafiło we mnie w idealnym momencie. Rok czy dwa lata wcześniej nie umiałabym się wykaraskać z tych problemów albo kosztowałoby mnie to nerwicę. W tym roku udało mi się każdą przykrą niespodziankę przyjąć z podniesionym, spokojnym czołem i wypiętym orężem. Takie podejścia życzę sobie i wam. Każdą katastrofę można przyjąć ze spokojem, bo z większości takich katastrof jest jakieś rozwiązanie, a każda przynosi naukę i każda rozwija.

 

 

I blog się będzie rozwijał. Chcesz wiedzieć, co się będzie na nim działo w 2018?  Czytaj, czytaj, żeby nie było zaskoczenia :

 

NOWY SZABLON BLOGA  Ja wiem, że większość się do niego przyzwyczaiła, ja też, ale wkurza mnie, że czego się nie tknę, to się sypie ze starości i przekombinowania. Czas to zmienić i myślę, że luty-marzec to będzie taki moment na poszukanie czegoś nowego. Nie bój się, pewnie zapytam cię o zdanie w ankiecie. Będziesz mogła złorzeczyć. Prawdopodobnie pozbędę się też Disqusa i wrócę do zwykłych komentarzy. Mała strata. Disqus non stop mi wrzuca komentarze do spamu i ma bardzo brzydkie reklamy. Zapłaciłabym, żeby ich nie było widać, ale cały ten system komentarzy od niego jest na wylocie.

 

WIĘCEJ PODRÓŻY Bardzo duży odzew dostałam po wakacyjnym tekście o naszym mazurskim Ośrodku Kamień i o dziwo – spotkałam tam cztery czytelniczki, które przyjechały w to miejsce z mojego polecenia [pozdrawiam dziewczyny!]. Sporo też próśb dostałam o opisanie naszego pobytu nad morzem [zrobiłam to tutaj] . A że z chłopcami coraz lepiej się podróżuje i coraz sprawniej, w przyszłym roku chciałabym bardziej ruszyć w Polskę. Chciałabym jeszcze raz wyjechać nad morze w cieplejszym okresie [choć Adasio nie będzie zachwycony, bo woda będzie za ciepła ;D], wyjazd na Dolny Śląsk, bo w całej Polsce tylko Dolnego Śląska nie liznęłam i… wyjazd w góry za dwa tygodnie. A na tym wyjeździe…

 

 

SPOTKANIE Z WAMI.  Pomyślałam o tym, bo naczytałam się pretensji, że wyjazd nad morze trzymałam w tajemnicy. Przepraszam, ale z racji choroby cały pobyt nad morzem stał pod znakiem zapytania. Tym razem dowiesz się wcześniej. Za dwa tygodnie odwiedzę   ***Hotel Wierchomla Ski & Spa Resort  i spędzę w nim tydzień, starając się poskromić Adaśka na stoku i zachęcić do nart Kosmyka.  Jeśli 14 stycznia będziesz  w tych okolicach lub jeśli tam mieszkasz, bardzo chętnie spotkam się z tobą w Klubie Koziołka Wierchołka, gdzie dzieciaki pobawią się na sali zabaw, a my będziemy mogły wypić kawę 🙂 Uprzedzam wcześniej i serdecznie zapraszam 🙂 Dlaczego Wierchomla? Bo ten hotel wiele razy był mi polecany z racji  blisko położonej Stacji Narciarskiej Muszyna -Wierchomla, bezpiecznych stoków do nauki jazdy oraz doskonałych instruktorów i tego, że sam hotel jest świetnie przygotowany  pod przyjęcie dzieci. Moje chłopaki z pewnością to sprawdzą dogłębnie, jeśli zechcesz się ze mną spotkać, to twoje dzieci też 🙂

 

ZWIEDZANIE MAZUR – to moje plany wakacyjne. Chciałabym pokazać chłopcom więcej Mazur, przynajmniej trzy magiczne miejsca, a wam pokazać je z innej perspektywy. Jakiej?

 

VIDEO – od razu zastrzegam, nie będę Radomską [Buziaki, Ola!] i nie chcę być, bo to mistrzów się ściga, a geniuszom tylko zazdrości. Ale kto mnie śledzi od dawna, ten wie, że video zawsze mnie nęciło, zawsze coś starałam się nakręcić, tylko nigdy nie miałam czasu, żeby nad tym popracować. Ale, jak już pisałam, coś mi się rodzi, coś we mnie bulgocze i kto wie… może właśnie warto spróbować? Starszak mnie od dawna namawia na kanał na youtubie. Nie odważę się puścić go w ten wir, ale gościnnie może pozwolę występować.

 

INSTAGRAM – moja wprawka do video, szczególnie na instastory. Czasem dostaję pytania, jak wejść w te instastory, to od razu mówię: trzeba wejść na mój profil na instagramie i kliknąć w kółeczko z moją buzią 🙂 A z racji tego, że fejsbuk mnie wkurza, to więcej czasu spędzam właśnie na insta. A skoro spędzam, to i więcej będę tam publikować i mówić.

 

WYGRANA W WYZWANIU MAM – jestem tak zachwycona, że biorę udział w tej akcji, bo znów, po wpisie urodzinowym, mogłabym obdarować kogoś niebagatelnym prezentem, że ściskam kciuki, żeby nasz team okazał się być najlepszy. I cieszę się, że Wyzwanie Mam, które kończy ten rok, zacznie też następny, bo bardzo dobrze się czuję w kwestii organizowania zakupów, planowania, rozpisywania i analizowania. Coraz częściej oszczędzania. Pisanie takich tekstów mnie zwyczajnie odpręża [pisanie o sprzątaniu też zresztą, ale tylko pisanie ;)].

 

PRACE PRZY DOMU I REMONT PODDASZA –  tu jestem ciekawa, czy nie zaszaleję, jeśli powiem, że chciałabym w tym roku zacząć remont poddasza. Adaś we wrześniu pójdzie do przedszkola, Kosiem do pierwszej klasy, trzeba będzie chłopcom przygotować większy pokój, bo w tym małym ciężko im się już bawić we dwójkę swobodnie i najczęściej wychodzą z zabawkami do pokoju głównego [ha, mam dwa pokoje :D]. Bardzo bym chciała w tym roku zacząć remont, dobudować taras i zacząć robić podjazd pod dom. Jak zwykle na wsi największą niewiadomą nie są pieniądze, ale… czy znajdzie się ktoś, kto nie ma 500+ i będzie chciał pracować. Takie realia Mazur. W każdym razie teksty o wychowaniu… hm. Mogą zostać wyparte tymi domowo-organizacyjnymi.

 

 

Zawsze na blogu zarzekałam się, że nie robię żadnych noworocznych postanowień. Bo nie robię. Miałam dać nawet taki tytuł, ale już chyba ze dwa podobne widziałam, to nie będę się gubić w tłumie. Nie robię postanowień. Nie zamierzam od 1 stycznia się na siłę zmieniać. Ja mam cele. Moje osobiste wyzwania. Plany mi się zmienią trzy razy,  o postanowieniach zapomnę, do moich  celów będę dążyć mimo wszystko. Do moich marzeń. Chciałabym kiedyś usiąść przed domem i witać gości, zjeżdżających na podwórze, żeby spędzić spokojne kilka dni w moim lesie. Dążę do tego. I chcę. I wszystko, co robię, powoli mnie do tego zbliża.

 

 

Jedno z moich celów już się zrealizowało, zanim zdążyłam je nawet określić. Od dziś możesz ściągnąć sobie mnie na komórkę i być na bieżąco z każdym nowym wpisem na blogu. Po prostu ściągasz aplikację [tu na Android, a tu na IOS] i jesteś ze wszystkim na bieżąco. Bardzo wygodna aplikacja, która, mam nadzieję, ukróci narzekanie, że nie widać nowych wpisów na matce. Sama mam aplikację od Świąt i ją testuję, więc wdzięczna też będę za wszelkie twoje uwagi. Gwarantuję za to bezpieczeństwo, nikt cię nie będzie śledził, to zwykła apka strony bloga, po prostu będziesz mieć skrót do bloga na telefonie i powiadomienia o nowych wpisach 🙂

 

 

Piszę ten tekst w nocy i nagle z pokoju wychodzi zaspany Adaś. „KURDE”. Myślę sobie. „Będę go do rana usypiać”. A on wchodzi do kuchni, rozgląda się, bierze mandarynkę z koszyka. Siada z nią na podłodze. Skrupulatnie ją ogląda i zaczyna  powoli obierać ją ze skórki, kawałek po kawałku. Wreszcie wstaje, pakuję ją całą do buzi, ale całą, calutką, nie że kawałek, całą, po czym żuje ją powoli, memła wręcz, patrząc się na mnie srogim wzrokiem przez cały ten czas, wreszcie przełyka, odwraca się i idzie do pokoju.

 

Chyba pójdę za nim. Czekać na to, jakie jeszcze niespodzianki dostanę od życia i od moich niezawodnych w każdej sytuacji, kochanych, lunatykujących dzieci 🙂