Większość z was wie, że mieszkam w lesie, gdzie często nie ma prądu, nie ma sklepów, nie ma placu zabaw, przedszkola i innych atrakcji, których pełno w cywilizowanym świecie. Pewnie z tego powodu, większość pytań, jakie do mnie kierujecie, tyczy się tego, co ja właściwie robię z Kosmykiem, czym się bawię, czym go zajmuję, żeby mieć chwilę dla siebie lub dla was, kiedy na  przykład poświęcam czas blogowi. Odpowiedź na to pytanie jest prostsza, niż sądzicie…

 

 

356df9ea-0ea4-4ec6-8de0-d6ff0e05c62b_retouched_polarr

e46d833e-c680-463e-9db5-3b8b1741e350_retouched_polarr

1e4ea6e7-dde4-4c01-9d0f-5189e5702cb8_retouched_polarr

67b234dc-dae7-4e8e-acdc-2b7e049a952f_retouched_polarr

711bf741-de20-40f4-96a8-ba29485bb2ae_retouched_polarr

11501e77-6cd6-407a-b7ca-8a74f6edb6a0_retouched_polarr

 

 

Kiedy pytacie się mnie, jakimi zabawkami bawię się z Kosmykiem albo co polecam, zazwyczaj milczę, bo nie wiem, jak wyrazić to, że cały mój blog jest o mojej kreatywnej zabawie z dzieckiem. Chowanie farb w lesie i urządzanie podchodów ze strzałkami, żeby Kosmyk sam znalazł swój prezent. Łowienie ryb nad jeziorem, a w każdym razie usiłowanie skonstruowania wędki – Kosmyk już się domyślił, że łowienie mu nie wychodzi, bo nie ma żyłki przy kiju :D]. Próba nauczenia dziecka tego, jak orientować się w leśnych ścieżkach, jak obsługiwać naszą wirtualną smycz – walkie talkie. Tropienie zwierząt po śladach. W ogóle – oswajanie ze zwierzętami. Układanie wzorów z patyków, kamieni. Próba zrobienia procy.  Jeśli miałabym wybrać najlepszą zabawę z dzieckiem, zdecydowanie byłyby to spacery.

 

Ale przecież nie zawsze można spędzić cały dzień na dworze! Są takie dni, że bezpieczniej skryć się w domowym zaciszu, ale… co wtedy? Jak zająć dziecko? Posadzić na cały dzień przed telewizorem? Zaserwować kolejny zestaw zabawek, które same się nim zajmą? W ogóle to, co robić z dzieckiem,  spędza sen z powiek wielu rodzicom. Zawaleni  ogromem gadżetów, zabawek i przede wszystkim omotani przez ekrany naszych sprzętów, gubimy się trochę w tej feerii propozycji. Ostatecznie, jak 85 procent rodziców, włączamy dzieciom bajki  i ścierając pot z czoła, gratulujemy sobie udanego wybrnięcia z kłopotu.

 

 

 

Czy tak musi być?

 

 

 

Zawsze, kiedy pytacie się mnie, jakie zabawki polecam, czuję lekką konsternację, bo nigdy nie chciałam stać się specjalistką od dziecięcych gadżetów. Nie umiem tego. Zamiast  kolejnej bajki, która odwali za mnie robotę, zamiast kolejnej paki wypasionych prezentów, wiem, że muszę zrobić coś, by moje dziecko maksymalnie się rozwijało. Albo przynajmniej robiło to bez osób trzecich.

 

 

 

Nie zrozumcie mnie źle – nie jestem przeciwniczką gier i bajek, różnorakich akcesoriów. Wszystko jest dobre, byle z umiarem i ten umiar jest ważny, bo z jednej strony nie wyobrażam sobie mojego dziecka zmuszanego każdego dnia do wyboru -czym teraz się bawić – a z drugiej… gadżety też są potrzebne. Tylko że nasze są trochę inne niż wszystkie. Wiadomo  – klocki, kredki, kolorowanki, kasa fiskalna i cały tabun samochodów [które jedyne obroniły się przed totalnym zakazem kupowania dziecku pierdół], czasem razem obejrzymy bajkę, czasem zagramy w grę. To wszystko tak – z umiarem.  Ale do naszego zestawu zabaw włącza się też latarka [niedługo zobaczycie, w jakim kontekście! Obserwujcie kanał na Youtubie], patyki, kamienie, sprzęty ogrodnicze, buty [nic tak nie zajmowało swego czasu Kosmyka jak układanie w równy rządek całego zestawu butów wszystkich – w tym gości], kapsle, pokrywki od słoików, a nawet… kubeczki do mycia zębów [kto pamięta moją euforię i radość, gdy Kosmyk przez dwie godziny przelewał wodę z kubeczka do kubeczka? No kto?].

 

 

Jednym z powodów mojej wyprowadzki na wieś było właśnie to – chęć odcięcia się od  standardowych rozrywek, chęć wychowania mojego dziecka w miejscu, w którym bez problemu i bez zbędnych rozproszeń będzie mógł rozwijać się i swoją wyobraźnię. Budując w ziemi ogródki i przykrywając je szkiełkiem. Goniąc zające po polu. Obserwując siedzącego na płocie jastrzębia.

 

 

Między innymi dlatego, roześmiałam się radośnie, gdy Duracell zgłosiło się do mnie z prośbą o wsparcie kampanii Moc Uśmiechu mającą na celu pomóc dzieciom z SOS Wioski Dziecięce oraz zwrócić uwagę na istotność aktywnej zabawy w rozwoju dziecka.

 

 

Dlaczego? Może dlatego, że nawet nie wiecie, jak dobre baterie przydają się w miejscu, w którym często nie ma prądu… 🙂 A na serio – wspierając kampanię, można realnie pomóc dzieciom ze Stowarzyszenia  Sos Wioski Dziecięce. Jeśli do 14 grudnia kupicie jedno opakowanie [8 sztuk] lub dwa [po 4 sztuki] baterii Duracell Turbo Max, Duracell przekaże jedną baterię na rzecz podopiecznych Stowarzyszenia. Natomiast jeśli polubisz post z tagiem #MocUsmiechu, który zostanie opublikowany 6 grudnia na profilu Duracell TUTAJ, twój lajk będzie wart złotówkę, która powędruje na budowę boiska sportowego w Kraśniku. Wszystkie informacje znajdziecie na stronie www.mocusmiechu.pl. A jeszcze więcej o tej akcji przeczytacie na blogach: Nishka, Mamy Gadżety i Blog Ojciec.

 

 

Oprócz pomocy chcemy także, żebyście chwilę się zatrzymali i pozwolili się prowadzić waszym dzieciom ku aktywnej zabawie. O wiele przyjemniej jest spędzić wieczór układając puzzle, budując dom z klocków czy nawet… słuchać bajek, jakie opowiada wam wasze dziecko! Tę zabawę odkryłam niedawno, czytając Kosmykowi ukochaną bajeczkę. Okazało się, że mój syn wymyślił całkiem inne, alternatywne zakończenie i całe czytanie skończyło moją zaczerwienioną z dumy twarzą.

 

 

Kreatywna zabawa wcale nie oznacza silnego intelektualnego wysiłku. Czasem wystarczy dać dziecku patyk i spytać się, co on  z nim zrobi. Jestem ciekawa, co by zrobiło z nim wasze dziecko? A może macie swój zestaw kreatywnych zabaw, którymi się ze mną podzielicie?