Odwieczny problem rodziców więcej niż dwójki dzieci oraz tych, którzy oczekują rodzeństwa dla swoich jedynaków: jak kochać tyle samo, jednocześnie kochając inaczej? Czy da się podzielić miłość między dwoje/troje/czworo dzieci? A tak trywialna rzecz jak zakupy, prezenty i czas poświęcony dzieciom? Jak go rozłożyć, żeby każde z dzieci dostało tyle samo? I czy na pewno musi tyle samo dostawać?

 

 

I mnie gniotły te przemyślenia, kiedy jeszcze byłam w ciąży z Adasiem. Zastanawiałam się, jak podzielić czas między jednego syna a drugiego, żeby każdy dostawał po równo. Układałam w myślach plan dniach, kombinowałam. Starałam się starszemu synowi poświęcić jak najwięcej czasu, żeby zrekompensować mu późniejszy brak, gdy Dasio będzie potrzebował więcej uwagi. Ogólnie założenie z poświęceniem czasu było dobre, bo jest jeden z najlepszych sposobów, żeby na samym początku nie zepsuć relacji z rodzeństwem. Niemowlak dużo nie potrzebuje! Żeby starszak nie czuł się odrzucony, warto w pierwszych miesiącach po pojawieniu się noworodka to na starszaku i na jego reakcjach na maleństwo skupiać uwagę. Ale zapomniałam o jednym: jeśli poświęcę więcej czasu starszakowi, o wiele mniej dostanie go młodszy. I to doprowadziło mnie do prostej refleksji:

 

Nigdy nie poświęcę dokładnie tyle samo czasu każdemu z dzieci

To jest niemożliwe. Przestań mieć wyrzuty sumienia, że z jednym dłużej układałaś klocki, a drugiemu krócej czytałaś książkę. To jest bez sensu, bo nigdy nie uda ci się podzielić dnia tak, żeby każde z dzieci było zadowolone. Starszak potrzebuje dużo uwagi, raczkujące niemowlę potrzebuje jej jeszcze więcej. Nie rozdwoisz się. Nie ma opcji! Jeśli założysz, że cztery godziny spędzisz  z niemowlakiem i cztery godziny poświęcisz starszakowi, to efekt będzie jeden: zaniedbany i głodny niemowlak i zmęczony matką starszak.

A zamiast szarpać się między jednym a drugim, starać się zaspokoić wszystkich i nikogo,  wystarczy postawić sprawę jasno.

– Mamo, ja chcę z tobą układać! Chodź!

– Synku, chcesz układać ze mną klocki, a Adaś chce teraz jeść i jak nie dostanie jeść, będzie płakał. Jak myślisz, co mogę zrobić?

– Niech płacze! Ja chcę układać klocki z tobą.

– Płaczący Adaś przyjdzie i będzie nam rozwalał. Czy to dobre rozwiązanie?

– Chyba nie. To co z nim zrobić?

– A jak myślisz, co mogę z nim zrobić, żeby nie płakał z głodu?

– No dobra, daj mu jeść, żeby był szczęśliwy, a potem przyjdź poukładaj ze mną klocki, dobra?

– Dobra, mamy umowę, jak tylko skończę, przyjdę do ciebie.

 

Kiedy pisałam tekst o chwaleniu, bardzo podkreślałam sprawę uczuć dziecka. Nazywanie ich i przede wszystkim akceptowania to moim zdaniem rozwiązanie większości problemów nie tylko u rodzeństwa.

– Mamo, mogę ci coś powiedzieć? Mogę ci coś powiedzieć?

– Synku, mama teraz pracuje i musi się skupić [akurat pisałam ten tekst]. To dla mnie bardzo ważne i chcę to zrobić dopóki Adaś śpi. Czy możesz narysować, co mi chcesz powiedzieć i porozmawiamy o tym, jak skończę?

– Oooo… a ja chciałem teraz, teraz!

– Trudno być cierpliwym, wiem, jak czasem ciężko wytrzymać, ale obiecuję, że jak skończę pisać ten tekst od razu przyjdę i porozmawiamy o wszystkim, o czym chcesz, dobrze?

– No dobra, to ja zrobię listę rzeczy, o których koniecznie musimy porozmawiać, dobra?

– Jasne. Już się nie mogę doczekać, żeby ją zobaczyć.

 

Nazwanie uczuć dziecka. Zauważenie ich. Bo wiecie, dziecko chce spędzać czas z wami, bo chce waszej uwagi. Odmawiając mu, możecie dać tę uwagę w bonusie, robiąc rzecz niespotykaną: zauważając i akceptując jego uczucia.

– Widzę, że nie możesz się doczekać, aż skończę kąpać Adaśka i poczytam ci książeczkę. Niecierpliwisz się? Rozumiem. Nie masz jeszcze piżamki, to możesz wskoczyć do wanienki brata i się z nami pobawić, albo poczekać w łóżeczku aż go ubiorę i będę wolna.

 

Przyznam, że najgorszy był okres, kiedy Adaśko był dwudziestoczterogodzinną dojarką i tak naprawdę w pewnym momencie praktycznie mieszkałam z nim na łóżku. Bałam się, że Kosmyka będzie to wkurzać, ale na szczęście nazywanie uczuć zdawało egzamin.

– Mamo, chce się przytulić!

– No to chodź do nas i się przytul!

– Ale nie chcę z Adasiem, cały czas tylko z Adasiem!

– Chciałbyś się przytulić na chwilę tylko do mamy?

– Tak!

– Obiecuję, że jak Adaś się naje, odłożę go na chwilę i przytulę tylko ciebie, jeśli tego potrzebujesz i będę cię tuliła tyle, ile potrzebujesz!

– A powiesz mi kiedy?

– Jak zaczną mu się zamykać oczki. Wtedy trzeba być cicho i zaśnie. Popatrzysz ze mną, czy zasypia?

Nie, nie poświęcałam wtedy tyle samo czasu jednemu i drugiemu dziecku. Starszemu zdecydowanie o wiele mniej. Jednak nie ma jakiejś traumy, bo kiedy mnie potrzebował, wiedział, że zawsze może przyjść i dam mu to, czego potrzebuje.

 

Jak dużo potrzebujesz?

A potrzeby są różne. I czasowe, i, że tak to nazwę… rzeczowe. Świetnym przykładem są pewne dary losu, które otrzymałam od Emirate Airlines. Czasami dostaję od nich podarki, a tamten jeden schowałam, bo dzieci miały już tyle zabawek, że nie chciałam dokładać do pieca. Pewnego deszczowego dnia, gdy dopadła nas nuda, a ja wyczerpałam nawet folię bąbelkową przyczepioną taśmą do podłogi [polecam taką zabawę :)], przypomniałam sobie  o podarkach i wyciągnęłam je na środek kuchni. Ale traf chciał, że zadzwonił telefon. Tłumaczyłam Chłopu, co ma kupić, a  w tym czasie Kosmyk dobrał się do torby. Już myślałam, czym zajmę Adaśka, przekonana, że Kosma zagarnie wszystko dla siebie, gdy zobaczyłam jak syn rozdziela zabawki na dwie kupki. Gdy skończyłam rozmowę, zapytałam, czemu dzieli zabawki w taki dziwny sposób – na jednej jest więcej, na drugiej mniej.

– Bo ta większa to dla Dasia. Są tu, zobacz, pluszaki, takie breloczki i wszystkie rzeczy, którymi bawią się niemowlaczki. Ja takich nie potrzebuję. Ja sobie wziąłem notesiki i te dwa małe, zielone długopisy, bo lubię rysować i tylko jednego pluszaka z kocykiem.

Stałam oniemiała. Mój syn, który kiedyś potrafił wrzeszczeć o łopatkę, samodzielnie rozdzielił zabawki i to wcale nie po równo. Sam dla siebie wziął najmniej i dokładnie tyle, ile on potrzebuje, bo, jak słusznie zauważył, pluszaki dla niemowlaka pasują bardziej niż dla dorosłego przedszkolaka.

Nigdy nie będę ich kochać tak samo, ale każdego wyjątkowo

Niestety. Nawet jeśli temu zaprzeczasz i nawet jeśli faktycznie tak jest, że kochasz ich tak samo, przyjdzie moment, że nie będziesz ich tak samo… lubić. Jeden będzie się lepiej zachowywał, drugi gorzej. Być może cieplejszymi uczuciami będziesz przez moment darzyć młodsze dziecko, potem zapałasz uczuciem bardziej w stronę starszego. To normalne. Mataja już to wyjaśniła. Co powiedzieć, kiedy dziecko pyta się, kogo kochasz bardziej?

Wydaje mi się, że ja swojemu synowi udzieliłam dobrej odpowiedzi, a przynajmniej jego zadowoliła nad wyraz:

– Ciebie kocham jak jedynego na świecie Kosmyka, a Adasia jak jedynego na świecie Adasia.

 

I tak właśnie powinno być – nie da się kochać równo. Można kochać każde z dzieci wyjątkowo.

Nie daję moim dzieciom niczego po równo, daję im tyle, ile potrzebują

W ogóle idea dawania po równo trochę kuleje, jeśli ma się dzieci w różnym wieku. Jest nie do przejścia. Czy jeśli Kosmyk do przedszkola dostał worek z wypisanym jego imieniem, taki sam worek powinien dostać Adaś, mimo że by się w nim utopił? Czy jeśli Adasio wyrasta powoli ze swoich czerwonych trampeczek i muszę kupić mu nowe, to czy Kosmykowi, na którego buty są jeszcze dobre, też powinnam kupić? Jeśli Kosmyk wchodzi na płot, bo jest już duży, to czy powinnam sadzać na płot Adasia? Przecież to bez sensu. I dzieci muszą sobie z tego zdawać sprawę. A  najlepsze jest to, że potrafią to zrozumieć.

Kiedy jakiś czas temu masowo przychodziły do nas paczki, Kosmyk się wściekł, że kolejna nie była dla niego.

– Ty dostałaś paczkę, tata dostał paczkę, a teraz dla Adasia przyszła! Ja nigdy nie dostaję paczek!

– Przykro ci, że ty nie dostałeś żadnego prezentu?

– Tak! Lubię dostawać prezenty, a nigdy nie dostaję żadnego!

– Myślisz, że wszyscy dostają a ty w ogóle, tak? A jest coś, co chciałbyś dostać?

– Nie wiem, dużo rzeczy mam! Może samochodziki jakieś!

– Samochodziki pewnie kupi ci dziadek, jeśli go poprosisz, a w tamtych paczkach były rzeczy, których potrzebujemy: kosmetyki dla mamy, spodnie dla taty i pajacyki dla Adaśka, bo wyrósł. Potrzebujesz pajacyków, kosmetyków i spodni?

– Spodni tak, bo mi się jedne podarły.

-No to usiądziemy wieczorem i wybierzesz sobie spodnie. A może wybierzemy naszywki też, żeby załatać dziury?

– Dobra. A co to naszywki?

– Takie latki, które zakrywają dziury. Mogą być w kształcie samochodu albo innych rzeczy.

– Hurra! Chcę takie! I bardzo ich potrzebuję, bo mam dziury na kolanach!

Widzicie? To jest do przejścia, naprawdę jest do przeskoczenia. Czasem to nawet nie chodzi o to, że ktoś w rodzinie dostał coś, tylko o poczucie, że ktoś w rodzinie jest bardziej doceniony. A docenić można nie tylko prezentem czy paczką. Są jeszcze słowa i czas. Jeśli ktoś w rodzinie potrzebuje nowych butów, kupujemy mu nowe buty. Tylko tej osobie, bo tylko ona ich potrzebuje. Nie ma potrzeby kupowania butów całej rodzinie, czy pocieszaczy  „na osłodę” dla innych członków rodziny, bo nikomu nikt niczego nie zabiera zaspokajając potrzeby drugiej osoby.

Nie mam wyrzutów, kiedy kupuję coś dla Kosmyka, a dla Dasia akurat nie. Nie moja wina, że Adaś nie powinien jeść żelek. Czy z uwagi na to, powinnam zabronić żelek Kosmykowi, żeby jego braciszkowi nie było przykro? Czy z racji przebywania w domu rocznego dziecka powinniśmy wszyscy zrezygnować z czekolady, lodów, żelek i innych rzeczy? Absurd!  Czy ktokolwiek rezygnuje z patrzenia, bo ktoś gdzieś jest niewidomy? No właśnie. To jest prosta piłka:

 

– Mamo, a Adaś dostał taką zabawkę, a ja nie!

– Czy potrzebujesz takiej zabawki dla niemowlaczka?

– Nie.

– A Adaś jest niemowlaczkiem i potrzebuje. Jak zobaczę zabawkę idealną dla ciebie, to ci też kupię.

Nie jestem złą matką, kiedy zobaczę uroczą zabawkę dla Dasia, a dla Kosmyka nie. Na siłę nie będę wybierać zabawek dla drugiego dziecka, jeśli w sklepie akurat nie ma zabawek w guście synka. Nie czuję się winna, kiedy przychodzą ubranka dla Dasia i Kosmyk robi minę „a dla mnie nie”. Nie, bo ty nie potrzebujesz na razie. Jak zaczniesz wyrastać, to ci kupię tak samo, jak teraz kupiłam dla Dasia. Proste? Proste.

 

 

Nigdy nie dasz wszystkiego po równo swoim dzieciom. Nie uda ci się to, nawet nie próbuj. Możesz walczyć, możesz czas podzielić, możesz dzielić podarki albo słodycze, ale zawsze ktoś dostanie czegoś albo za mało, albo za dużo. Czy nie lepiej dawać dzieciom to, czego potrzebują w ilości, jakiej potrzebują, zamiast zarzynać się, żeby dostały po równo?

 

 

 

DSC_0052

 

DSC_0077

 

DSC_0041

 

DSC_0089

 

DSC_0073

 

DSC_0097

 

DSC_0062

 

DSC_0084

 

DSC_0919

 

DSC_0101

 

DSC_0058

 

DSC_0112

 

DSC_0099

 

DSC_0055

 

DSC_0068

 

DSC_0905

 

DSC_0035

 

DSC_0983

 

po równo

 

po równo

 

PS. Tak, Adaś jadł Kaktusa. Nie było po równo, bo to był jego pierwszy lód w życiu i będzie się musiał starać, żeby nadgonić Kosmyka 🙂