Mieszkam na Mazurach. Mam to szczęście w nieszczęściu, że mój dom znajduje się w najciekawszym i najbardziej popularnym miejscu, gdzie zimą psy dupami szczekają, a latem, nie mają gdzie jej wysadzić w tłumie ludzi. W każde wakacje, mniej więcej od długiego weekendu majowego do połowy września, szlak koło mojego domu przemierza tysiące pieszych turystów, rowerzystów i samochodów. Tak się składa, że wiem o was wszystko.

 

 

Wiem, że jeśli podpaski, to always, chipsy – lays, cola – oryginalna, półlitrowa lub w puszce, woda – żywiec zdrój, choć i kropla beskidu się zdarza. Piwo – żubr, czasami specjal, bo niby mazurski. I w puszce, bo butelki to z kaucją, można oddać. Tampony ob, dla dziecka chrupki mazurskie. Kubuś – obowiązkowo. I batony – lion, snickers, mars. Bywa, że Pawełek.

 

Każdego wieczora wychodzę z dziećmi na spacer i widzę kolejne prezenty zostawione przez turystów z Warszawy, Poznania, Krakowa, Gdańska, Katowic i Wrocławia. Widzę wasze tyłki wysikujące się na moim polu, widzę wasze gówna na ścieżkach w naszym przydomowym lasku. To nawet zabawne, że każdy pyta mnie, czy nie boimy się kleszczy, a ja się jedynie boję ludzkiego śmierdzącego gówna, które jeden lub drugi wystęka pod moim płotem, bo przecież na brudnej stacji zrobienie kupy jest obrzydliwe.

 

Słyszę was. Słyszę, jak rozmawiacie. Mój stolik do pracy stoi za murem domu, ale głos się niesie. Na drzemce mojego dziecka słyszę, jak opowiadacie o koszmarnym wyrębie lasów, o tym, jacy myśliwi są straszni, o tym, jak walczycie o swoje prawa. Zagryzacie to potem batonikiem ze sklepiku nad rzeczką i papierek wyrzucacie w krzaki. To tylko jeden papierek. Jeden papierek. Jeden. Wkoło mojego płotu zebrałam już tysiące papierków ludzi walczących o te nasze biedne lasy.

 

 

– Po co mi dajesz ten papierek? Weź go gdzieś wyrzuć! – oburza się matka na czteroletniego chłopca. Chłopiec posłusznie wyrzuca. Na pole, na którym wieczorami stoją łanie, zjadając bezmyślnie wszystko, co na nim rośnie lub… leży. Bez żadnej żenady wyrzuca, mimo że tuż obok są moje okna. Widzimy.

 

– Mam chusteczki, idź w tam w krzaki! – doradza dziewczyna chłopakowi, który posłusznie idzie załatwić się w krzaki tuż obok mojego domu, metr od mojego płotu. W krzaki, w których bawi się często mój pies, bo może przybiec do domu z nowym zapachem znanym pod nazwą „stolec z warszawy”. Do pakunku perfumiarz zazwyczaj daje prezent  w postaci fikuśnie ozdobionej drachą chusteczki.

 

Warszawa ma swoje słoiki, Mazury swoje stolce z Warszawy. I przykro mi, że to głównie Warszawa wiedzie prym w chamskim, bezczelnym, niezrównanym z nikim śmieceniu na jednym z najczystszych, najpiękniejszych i najdzikszych, mimo turystycznego charakteru, miejsc Polski. To głównie te tablice widnieją na samochodach. Mokotów, Żoliborz, Ochota, Praga. Moje dzielnice ukochane, znane z dzieciństwa, potem ze studiów. Ja też się po części wychowałam w tym mieście, miałam tam dziadka, ciocie, dalszych krewnych, wreszcie – przyjaciół. I mimo tego, godziłam się z nazwą „słoika’, który postanowił na stałe osiąść gdzieś między Wolą a Żoliborzem. I uciekłam, żeby teraz patrzeć na stolce z Warszawy. I innych miast Polski.

 

Na ich wydzieliny z trzewi, resztki pokarmów wydalonych z tyłków, siurków, gąb i plecaków. Na wszystkie te śmieci, które walczący o niewycinanie lasów, ładne jelonki i dziki oraz dziurę ozonową, rzucają jakby były nic nie znaczącym puszkiem, który sam z siebie zniknie.

 

To po to walczycie o te lasy? Żeby przykryły ten smród, jaki zostawiacie za sobą? Ten cały syf, który za chwilę będzie płynął Krutynią, bo nie potraficie dwugodzinnego spływu wytrzymać z folijką po paluszkach w kajaku? Po kij wam te lasy? Po kij te jelonki, jeśli łabędzie zaraz zaczną zdychać od waszych gum, chipsów, chrupków, batoników i innego gówna, jakie wrzucacie do wód, zostawiacie w lasach, na drogach, na polach i wszędzie, gdzie tylko możecie?

 

Przecież wasze dzieci już to wiedzą.

 

Po co mi dajesz ten papierek? Weź go gdzieś wyrzuć! – oburza się matka na czteroletniego chłopca. Na czteroletniego chłopca. Na chłopca rok młodszego od mojego starszego syna i dwa lata starszego od młodszego. Obaj moi synowie już teraz wiedzą, że lepiej dać mamie niż wyrzucić w krzaki. Obaj wiedzą, że plastik może utknąć w gardle zwierzęcia, obaj widzieli zdychającego na rzece przekarmionego latem łabędzia, który nie umie sobie znaleźć pokarmu, obaj weszli w czyjeś gówno, obaj widzieli ptaki, krztuszące się jakimś ścierwem zostawionym przez porządnych, dobrze płacących turystów. Którzy oburzają się na wycinkę lasów. Którzy walczą o zwierzęta. Którzy od wielu lat wygrażają myśliwym. A którzy swoim dzieciom mówią:

 

 

– Po co mi dajesz ten papierek? Weź go gdzieś wyrzuć!

 

Miłych wakacji.

 

Żeby wam się czkawką zimą odbiły, gdy zobaczycie wasz smog za oknem. Zielone płuca Polski serdecznie was wtedy pozdrowią. Zielone płuca Polski. Najpiękniejszy region z praktycznie dziewiczą przyrodą. Moje lasy i pola, po których stąpamy, czy turyści są, czy ich nie ma. Rok w rok mazurska ziemia pokonuje sterty śmieci i gówna zostawione przez turystów i po każdych dwumiesięcznych wakacjach potrzebuje całej zimy i wiosny, żeby strawić te podarunki. Każdego lata staję przed domem i patrzę się na nowe sterty, zastanawiając się – jak długo? Jak długo jeszcze? Jak wiele stert połkniecie moje lasy i pola? I tylko rozumiem, czemu aż tylu ludzi oburza się na wycinki lasów. Tylko one ukryją ten cały bród, który ciężko wam wrzucić do kosza.

 

Ten świat zniknie. Za chwilę go nie będzie. Dzięki tobie, kobieto, która uczysz swoje dziecko wyrzucać w krzaki papierki. Dzięki tobie, mężczyzno, srający mi pod domem. Tych dzieci, biegających radośnie po polach i lasach – nie będzie. Znikną w waszym gównie, w waszych chipsach, w waszych papierkach po lodach. W waszym chamstwie. Chcecie zrobić z Mazur kolejną Warszawę? To po co z niej uciekacie?

 

 

 

[Warszawa w tytule została ujęta jako metafora śmiecących ludzi. To nie wina stolicy, że leży najbliżej Mazur i stąd przyjeżdża najwięcej ludzi. Mam wrażenie, że cała Polska trochę śmierdzi kupą i pachnie papierkami po cukierkach wyrzucanych w krzaki i przerażeniem napawa mnie fakt, że aż tylu ludzi przekazuje taką właśnie postawę swoim dzieciom. Niemniej wiem, że nadzieja tkwi w tych, co po sobie sprzątają i liczę na to, że oni nie wezmą tekstu od siebie, jeśli dbają o swoje otoczenie].

  • Beskidy upraszają podobnie – wasze WORY ZE ŚMIECIAMI polecamy wywalać do własnego ogródka, wasze butelki i puszki tachać z powrotem w tych samych rączkach, co je przytargały, A CHOLERNE NIEDOPAŁKI WSADZIĆ SOBIE W OCZODOŁY ZAMIAST RZUCAĆ NA ŚCIÓŁKĘ, STAMTĄD ICH DZIECKO NIE WYGRZEBIE.

  • Magda z lasu

    Jak ja Cię dobrze rozumiem. Mieszkam przy lesie, obok droga prowadząca nad malowniczy zalew. Codziennie mogę podnosić butelki plastikowe, papierki, puste pudełka po papierosach. I jeszcze lato samo ukrywa wiele z tych prezentów od turystów, lecz gdy tylko przychodzi jesień i trawy opadają to biorę 120 litrowy worek na śmieci i po chwili jest pełny darów od przyjaciół z miasta. OKROPIEŃSTWO!

  • Paulina Pietrzak

    100 % racji!!

  • Magda

    Niby nie mieszkam przy turystycznym szlaku, ale mamy sąsiadów posiadających psy. I tak czytając o tych kupach, szlag mnie trafia kiedy sąsiad prowadząc psa pozwala mu się załatwić pod naszym płotem, najlepsze jest zwracanie „takiemu” uwagi raz, drugi, trzeci… jak grochem o ścianę, przecież jest trawa i nie sra pod bramką… Na szczęście z ust moich dzieci, choć mają 2 i 6 lat,po zjedzeniu przekąski, pada pytanie” jest tu gdzieś kosz?” Jeżeli nie ma wiedzą żeby schować do kieszonki lub plecaka jeśli akurat jesteśmy na wyprawie 😀 Jestem z nich dumna. Współczuje Wam „współczujących” biednej przyrodzie turystów…

  • Alicja Sz

    Tekst cudowny, dzięki za niego, niech wiedzą. Żal mi świata przyrody każdego dnia bardziej.

  • Pionierka

    Niestety śmiecą wszyscy. Rzeczą nie do pojęcia jest dla mnie, dlaczego trawnik koło przystanku, metr od kosza na śmieci jest gęsto usłany petami. Jak na to patrzę to myślę, że jednak pręgierz to była całkiem sensowna kara. Jak zwracam brudasom uwagę to mało kto się zreflektuje, większość jeszcze się rzuca. W takich sytuacjach zaczynam powoli odpinać psu kaganiec, wtedy podnoszą.

  • Jadwiga Sierak

    Świetnie ujęte, szkoda że takie prawdziwe

  • Lidia

    Mam głęboką nadzieję, że ten tekst trafi na „jedynki”, że „śniadaniówka” jedna i druga zaprosi Cię do studio i że dzięki temu trafisz z tym apelem szerzej. Też pochodzę z Mazur i trzewia mi się ściskają jak patrzę na ten syf utkany po lasach i szuwarach :/

  • Marzena Gólska

    najsmutniejsze i chyba najstraszniejsze jest to, że jacy my dorośli, takie następne pokolenia naszych dzieci, a chamstwa jest coraz więcej i przykład idzie z góry, świat zginie w końcu kiedyś, bo ile można tonąć w tym g*** i śmieciach 🙁 warto to chociaż opisać od czasu do czasu, żeby niektórym zrobiło się wstyd, może to coś zmieni, miejmy nadzieję, że tak..

  • hedera

    Jestem dozgonnie wdzięczna moim Rodzicom, że całe życie próbowali uciekać przed światem, który tu opisałaś. A i mnie z dala od tego świata i w opozycji do niego wychować. Moja Mama przyjechała do stolicy z Mazur, Ojciec był tu od pokoleń. Kiedy warunki na to pozwoliły, w te pędy uciekli z Mokotowa i pobudowali się w miarę możliwości daleko od niego. Ale nic to nie dało. W ciągu dwudziestu paru lat to, przed czym uciekali, dotarło pod miasto.
    Tydzień w tydzień, żeby skosić trawnik przed własnym płotem muszę najpierw wyzbierać dwa szpadle psiego gówna. Ponieważ pomyśleliśmy (masz miękkie serce, miej twardy tyłek) i mamy zbudowane coś w rodzaju ganku przed
    furtką, żeby listonosz etc. nie mókł w oczekiwaniu na otwarcie, to
    zdarzało mi się zbierać również gówno ludzkie. Puszki po piwie i bardziej lajtowe rzeczy wyrzucam na bieżąco, nawet się już nad tym nie zastanawiam.
    Te same psy srające pod naszym płotem ujadają potem nocami pod moim
    oknem, bo ludziom przeszkadza to ujadanie w domu, więc wyrzucają zwierzęta na
    zewnątrz.
    Przestali mnie dziwić także sąsiedzi – rozpalają grill pod naszym płotem, żeby nie wiało im dymem na stół, a potem dumnie spowalniają ruch na drogach, jadąc rowerem do miasta. Oczywiście wszystko w imię ochrony przed smogiem.
    Palenie plastików, ognisk podsycanych benzyną albo plastikiem – tego wszystkiego co prawda nie wolno robić, chociaż ludzie jak zwykle są sprytniejsi. Do dziś pamiętam jak na samym początku ogromnej fali upałów w sierpniu 2015 obudziło mnie pewnego dnia wrażenie, jakbym była w środku wielkiej wędzarni. Dwa kilometry dalej pewien staruszek postanowił palić przy pomocy plastiku drzewo, które zwaliło się na jego posesji. Trzy tygodnie trwała zabawa w niewręczanie mandatu, bo pan jest starszy, biedny i w ogóle, i generalnie to on obiecuje, że już nie będzie. TRZY tygodnie bez możliwości otwarcia nocą okna, żeby chociaż trochę schłodzić dom, z ciągłym swądem spalenizny w potwornym upale, na terenie leśnym, gdzie poziom zagrożenia pożarowego był wówczas ogromny.
    Część mazurska mojej krwi buzuje we mnie zdecydowaniu silniej, dlatego jeśli nie zobaczę chociaż raz w roku mojego ukochanego kawałka świata, popadam w zupełną depresję. I żeby czerpać z tego jak najwięcej, na Warmię i Mazury (tak, tak, u mnie przechodzi granica, więc bywam i tu i tu 🙂 jeżdżę najchętniej zimą. Mam wrażenie, że ta gangrena cywilizacyjna wtedy trochę się cofa. I staram się tym cieszyć. Tak po prostu.
    Staram, bo na drodze jakiś czas temu zaczęli pojawiać się ludzie na quadach, turyści wchodzący na prywatny teren pomostowy i śmiecący do wody, w której od czasu do czasu chciałabym się jednak wykąpać…Ludzie, w większości emanacja kultury braku krytyki, bezwarunkowej wolności. Pozbawiona empatii i chęci myślenia masa…Pozdrawiam, robisz naprawdę kawał dobrej roboty w internecie 🙂

  • Czasami wstydzę się tego, że jestem człowiekiem… Moje dziecko od małego uczone jest, że nie można nigdzie zostawiać po sobie śmieci. Wytłumaczyłam raz, drugi trzeci, aż w końcu załapał i teraz czasem sam łapie się za głowę widząc puste butelki w lesie albo papierki porozrzucane w środku miasta.

    P.S. Mieszkam na obrzeżach miasta i też znajduję pod płotem różne niespodzianki – zdarzają się nawet zużyte prezerwatywy (!).

  • Karolina Wroniewicz

    To smutne, mieszkam na Warmii i tutaj jest tak samo,w lasach pełno śmieci,przy jeziorach także…
    Chamstwo i tyle.

  • Ева Джулия Эмилия Демьянюк

    Ehh no smutne i prawdziwe jest to, co piszesz. Jestem z Warszawy, ale też z niej uciekłam i rękoma i nogami bronię się przed powrotem. A wiesz, dlaczego? Bo w Warszawie malo juz Warszawiaków, więcej słoików. I niestety, ale to chamstwo bardziej im przypisuje. Tablice mają warszawskie, bo pokonczyli studia, poszli do pracy, wzięli mieszkania w kredycie i zalozyli rodziny. I syfią i srają pod oknami kamienic na Powiślu, tak samo, jak pod Twoim płotem. Chylę czoła, że przyjechałas, skonczylas studia i wrocilas do siebie – naprawdę szczerze doceniam to i bardzo się cieszę, że jesteś tym dobrym sloikiem 🙂 wpis mocny, ale jakże potrzebny. Może dotrze do tych pustych łbów „wielkomiejskich wykształciuchow”, którzy o kulturze i dbaniu o środowisko wiedzą tyle, co i o przedstawieniu się sąsiadom w bloku, w którym wynajmują mieszkanie. Pozdrawiam 🙂

  • Magdalena Komorowska

    Moje dzieci reagują oburzeniem jak widzą wszędzie walające się śmieci. A kiedyś jak byliśmy w jakimś parku rozrywki dla dzieci, to starsze panie nie mogły się nadziwić, kiedy chłopcy prześcigali się w wywalaniu śmieci do kosza.
    Najbardziej przykre jest to, że przecież takie rzeczy wynosi się z domu…

  • emig

    To smutne, prawdziwe, ale jednak nie do końca uczciwe. Turyści są i będą i to pewnie bardzo cieszy mieszkańców Mazur czy innych turystycznych miejscowości. Często jest to pewnie niezły zarobek na turystach. A skoro są turyści to powinny być miejsca zwane toaletą publiczną, powinny być śmietniki. A niestety nie ma. Często wygląda to tak: docieram z rodzina rowerami (bo tak często podróżujemy) do jakiegoś fajnego miejsca, jest pomost do kąpieli, stoją jakieś budki z hod-dogami, piwem, napojami, itp… ale toalety nie ma, już nie wspominając o czystej toalecie. W miejscowościach turystycznych, nawet jeśli są one turystyczne tylko sezonowo, taka infrastruktura powinna być. Tak samo jak ten wyrzucony papierek świadczy o kulturze turysty, tak samo ten śmietnik czy toaleta świadczy o świadomości gminy i jej mieszkańców.

    • Mam wrażenie, że szukasz argumentu „płacimy, to znaczy, że wszystko możemy”. Tak odebrałam wzmiankę o zarobku na turystach. Ja mieszkam na terenach, gdzie akurat takiej infrastruktury nie brakuje i wciąż widzę, że gminy inwestują w udogodnienia. Inna sprawa, że przepisy często to utrudniają – bo barek na kolach nie jest budynkiem, można go postawić wszędzie, a na szambo to już trzeba mieć pozwolenie. Niemniej w mojej okolicy nie widziałam barku bez tojki czy sławojki choćby.

      • emig

        Nie, jestem daleka od stwierdzenia, że „płacimy to wszystko możemy”, ale jak już właściciel sklepiku wystawi ławeczki, żeby można było miło usiąść i zjeść to co się kupiło, to chciałabym żeby wystawił też kosz na śmieci i zorganizował toaletę. I to raczej świadomość mieszkańców powinna kształtować i wymuszać pewne zachowania (chociażby na właścicielach barków na kółkach). Ale problem jest chyba tez bardziej ogólny. Ja mieszkam w bloku, mam psa i mam wrażenie, że jestem jedyna która sprząta po nim odchody. Swoich dzieci boję się puścić na trawę… bo niespodzianek jest pełno.

        • Mieszkam na Mazurach i jeżdżę po nich z dzieciakami i nie spotkałam się jeszcze, żeby przy takiej budce nie było śmietnika czy tojki. To wręcz nie na rękę właścicielom takim miejsc, którzy często pilnują dobytku i śpią w bliskiej odległości i pewnie ciężko by im było spać w syfie. A jeśli ty się spotkałaś, mam nadzieję, że głośno wyraziłaś swoją potrzebę, bo tak się powinno robić. Miejscowi się uczą.

          • Grzegorz

            Toi-toi to prowizoryczna toaleta na imprezy. Smród i brud jest w nim zawsze. Przy ilu takich punktach spotkała Pani stacjonarne i czyste toalety? Ma Pani śmieci pod płotem, a czy postawiła tam Pani kosz na śmieci?

          • Przy niewielu, bo biorąc pod uwagę przepisy i fakt, że przebywam w głuszy, budowanie stacjonarnych toalet jest niemożliwe ze względu na przepisy i brak możliwości wybudowania jakiejkolwiek infrastruktury. To jest zresztą zabawne, że z jednej strony chcemy mieć dziką przyrodę, a z drugiej oczekujemy, że do lasu wjedzie buldożer, wyrąbie kawał lasu, żeby zrobić drogę dla szambiarki lub kanalizację na raptem 1,5 miesiąca sezonu.

          • emig

            Wystarczy kawałek gruntu w pobliżu drogi (a takie raczej są w każdej miejscowości), w pobliżu przystanku czy sklepiku. Nikt nie będzie szukał toalety w głuszy. I wymawianie się przepisami jest jakieś niedorzeczne, nie znam przepisów, które by zabroniły gminie postawić porządna toaletę ( w ramach realizacji celu publicznego). Nie potrzeba do tego buldożerów, wystarczy 6 chłopa z łopatami i trochę betonu. Mam wrażenie, że jednak chciałoby się, żeby turyści przyjechali, zapłacili i najlepiej cały pobyt spędzili w pensjonacie. Bo zaraz się okaże, że chcą ścieżek rowerowych, chodników…. i kilka razy na dzień potrzebują się załatwić…

          • Myślę, że rozmawiamy tutaj o twoim wyobrażeniu regionu turystycznego i nie masz wiedzy, żeby się wypowiadać, co można a co nie 🙂 Rozmawiamy o terenach, gdzie 70 procent powierzchni jest pod ochroną i nie można stawiać sobie szamb, gdzie się komu podoba. Tereny przy rzece Krutyni są w większości albo chronione albo dzierżawione, a na dzierżawie nie można sobie szamba wybudować czy betonem zalewać czegokolwiek. Ja mam za to wrażenie, że wiele turystów jedzie w miejsce i oczekuje, że to miejsce dostosuje się do niego – to tak jakby poprosić góry, żeby nie były zbyt strome i żeby można było łatwiej spacerować. Jadąc w góry, wiem, że ciężko będzie mi po nich chodzić, jadąc w lasy, wiem, że będę musiała być przygotowana na to, że zachce mi się kupę i że wezmę ze sobą butelkę wody, której nie będę miała gdzie wyrzucić, bo – uwaga – kosze na śmieci też nie mogą być ustawione w lesie co 50 metrów, żeby nie kusiły zwierząt do kosztowania śmieci. Tłumaczymy to gościom pensjonatu moich rodziców, których wbrew twemu przekonaniu, wysyłamy codziennie na zwiedzanie i oglądanie i uprzedzamy, że spacery i wycieczki po mazurach to nie bulwar zachodzącego słońca.

          • Keenia Art

            Jak się Pani nie zna na przepisach, to proszę się nie wypowiadać… Cel publiczny? Proszę sprawdzić w necie, jest na to Rozporządzenie… nie ma tam kibelka, proszę mi wierzyć. A 6 chłopa i trochę betonu… błagam, na zbudowanie drogi myśli Pani że przepisów nie ma? I proszę mi wierzyć, to nie takie proste. Aaaa… zapomniałabym… to przecież w większości obszary chronione… tam nie można wszystkiego i wszędzie i tylko dlatego, żeby nie trzeba było taszczyć pustej butelki po coli…Znowu odsyłam do przepisów. Czytanie nie boli. A zrobienie „2-jeczki” gdzieś w lesie, na prawdę nikomu krzywdy nie robi (to tylko nawóz), ale żeby komuś pod domem od razu? To tylko chamówa i brak szacunku dla mieszkańców. Co do śmieci… Była Pani w stanie nieść pełną butelkę w jedną stronę, to może Pani nieść pustą w drugą… w sumie łatwiej nawet. A ciekawa jestem, jak by Pani reagowała na tą dziką i cudną naturę, gdyby na każdym kroku były kible i śmietniki…. aaa… zapomniałam… wywóz nieczystości i śmieci kosztuje sporo kasy. jak nie wie Pani jak funkcjonuje gmina i jak działają przepisy, to proszę trochę poczytać. Sporo łażę po lesie i po górach i nigdy nie wyrzuciłam nawet małego papierka i nigdy nie narzekałam, że ie ma śmietnika. Psułyby mi widok. A korzystając z uroków lasu, zamiast toalety, można w nieprzeszkadzającym miejscu i po sobie zakopać. Cała filozofia. Pozdrawiam piękne Mazury :).

          • Piotrek Dakanowski

            „A do śmierdzącej tojki na tyłach sklepu dziecka nie puszcze, już wolę do lasu”. Obrzydliwe. Kompletny brak odpowiedzialności za swoje czyny. Polacy to lud folwarczny.

          • emig

            No i wypowiedzi powyżej to tylko przykład jak się najlepiej na odległość wyżyć na kimś kogo się nawet nie zna. BRAWO. Kultura osobista na wysokim poziomie. Tak się składa, że na przepisach się znam, na budownictwie też; i nigdzie nie napisałam, że na lewo i prawo wyrzucam śmieci do lasów…wręcz przeciwnie. Szkoda, bo akurat sporo działam w tematach „zostawiania po sobie porządku”.

          • Miki Chopin

            A dlaczego ta Pani ma stawiać dla turystów na własnej posesji kosz (przy płocie)?? Opakowania lub butelki, myślący turysta wrzuci do plecaka; może wziąć ze sobą reklamówkę/woreczek foliowy i włożyć (lub przywiązać) ją do plecaka…

  • Anna Zukowska

    błagam, błagam, błagam – to że ktoś ma rejestracje warszawskie NIE ZNACZY że jest warszawiakiem….znaczy tyle, że z dużą dozą pewności mogę powiedzieć, że jest przyjezdnym, który osiadł w Warszawie i/lub ma służbowe auto…Gdyby Pani wiedziała w czym tarza się i „gustuje” kulinarnie mój pies w lesie Kabackim na obrzeżach Warszawy właśnie… Ogromnie mi przykro – zarówno za Twoje, jak i moje doświadczenia. I na nic będzie, jeśli napiszę że po brudasach, „sportowcach”, dzieciach i ich mamusiach/opiekunkach sprzątamy wraz z koleżankami co rano ów laso-park….Jestem warszawianką od pokoleń i smuci mnie opinia o nas…bo samochód na warszawskiej rejestracji 🙁 a w środku nuworysze z klasy średniej na dorobku – nie tylko finansowym, ale też kulturowym….

    • Doskonale zdaję sobie sprawę, ze warszawiak a warszawianin to dwie różne rzeczy. Moje korzenie dość głęboko sięgają stolicy i wśród rodowitych zazwyczaj się obracałam, Co nie zmienia faktu, że na Mazurach turyści to 70% mieszkańców Warszawy. I jak stolica sobie takich wychowuje, tacy o niej świadczą, niestety. I o innych miastach też. I my sami, mieszkańcy Mazur też o sobie swiadczymy. I tylko cieszy mnie fakt, że coraz więcej świadczy o sobie dobrze i zdaje sobie sprawę, że o te nasze lasy trzeba walczyć i o nie dbać. Dla nas samych i dla innych.

      • Ева Джулия Эмилия Демьянюк

        Jak stolica sobie wychowuje? No nie, przepraszam bardzo, ale to naprawdę słabe stwierdzenie. Stolica pęka w szwach zarówno od koszy na śmieci, jak i od toalet publicznych, i naprawdę za mojego dzieciństwa takiego syfu nie było. Warszawiacy uciekają z Warszawy, bo zaczęła w niej królować wieś, chamstwo i małomiasteczkowosc, darcie gęby i krzyki, o „dzień dobry” do sąsiada w windzie czy pogadankę w tramwaju ultra ciężko, bo przyjezdni chyba tych zwyczajow nie znają. A skąd taki wzrost turystów? Kiedyś na podróże, i te małe i te duże, było stać tylko miastowych-niekoniecznie finansowo,ale na pewno swiatopoglądowo. Teraz te „warszawiaki” to tez „turysty”, robią syf zarówno w wiekszych miastach, w ktorych sie osiedlili po swoim Zarzadzaniu czy Marketingu, jak i na Mazurach, w Górach czy Nad Morzem – bo wyjechać na urlop się od miastowych nauczyli, ale srac do kibla nie. Być może dlatego, że załatwianie potrzeb fizjologicznych i generowane śmieci to bądź co bądź najbardziej intymne sfery życia człowieka, o których przywoitym ludziom mówić nie wypada – pewnie jeden z wielu powodów, dla którego małoniasteczkowych trud wychować. Poza tym… mają przewagę liczebną w tym momencie. Smutne to, ale prawdziwe.

        • Łukasz Patrycja Sałek

          Haha a to dobre😂 ci malomiasteczkowi i wieśniaki są niestety duuuuzo lepiej wychowani niż miastowi i niestety na wakacjach to wychodzi. Gdzie nie pojadą tam pokazują jacy to są Panowie i Panie a pokoje i sfery w okolo siebie zostawiają w takim stanie jakby urlopowali się w stajni. A tak poza tym to Ci bogatsi to wszyscy uważają się za miastowych i dzielnie pracują na opinie dla całego społeczeństwa

          • Ева Джулия Эмилия Демьянюк

            Proszę czytać ze zrozumieniem, inaczej dyskusja nie ma sensu. Zaznaczyłam, że chodzi mi o światopogląd a nie o zarobki, słowem tez nie wspomniałam o wychowaniu, a o zwyczajach. Ale z kasą się zgadzam – dorobić się na rzeźni, kupić BMW, mieszkanie w Warszawie i juz jest Panisko…

          • Tomasz Ostrowski

            Czy aby na pewno lepiej wychowani? No więc jadę kiedyś przez nieduże miasteczko na trasie z Warszawy do Szczytna, jedzie koleś na rowerze, widać, że lokales, popija napój koloru chemiczno-różowego i po ostatnim łyku fruuu butelka plastikowa (czas rozkładu lata świetlne) w pole wyrzuca. Oczywiście może to rodzynek, wyjątek, czy jak go tam nazwać, ale w temacie wychowania chyba bym nie generalizował. Jak Cię mama i tata nauczy, że dzień dobry, że porządek, że trochę kultury to niezależnie skąd pochodzisz będziesz wychowany, albo nie.

          • Łukasz Patrycja Sałek

            No cóż komentarz do którego odpowiadałam został usunięty. Odpisałam na to co napisała pewna osoba ze malomiasteczkowi nie są wychowani. Ja jestem z wioski i niestety na patrzyłam się na tych miastowych co to kultura i państwo wielkie a pomagając mamie w pracy i pracując dorywczo miałam okazję po nich sprzątać. Nie mam najlepszego zdania bo to co po sobie zostawiają to zwyczajny chlew. Strach dotykać czegokolwiek. Za to Ci malomiasteczkowi zostawiają po sobie kurze do starcia i rozebrana pościel a nawet śmieci wyniosą do kontenera. Co lepsze żegnaj się z gospodarzami jak z rodziną a Ci miastowi? Niestety często nawet dziękuję, do widzenia a nic w tym guście nie rzuca na pożegnanie. Zgadzam się że jak kto zostanie wychowany tak będzie postrzegany nie ważne skąd pochodzi.

        • Aleksandra Sobala

          jak się nie ma argumentów to najłatwiej wyciągnąć ten o przyjezdnych w warszawie. Mieszkam na pradze i wielu tu warszawiaków z pokolenia na pokolenie, tak pięknie jest sie tym chwalić, ale nikt się nie wstydzi zostawić kupy po psie, śmieci na przystanku- mimo śmietnika obok czy niszczenia małych drzew czy trawników. I oni bez krępacji się do tego przyznają. Więc proszę zebrać trochę więcej informacji a robić jakieś swoje wywody, które piętnują tych którzy przyjechali do warszawy.

          • Ева Джулия Эмилия Демьянюк

            Myślę, że przedstawilam dużo argumentów. Na temat Pragi się nie chce wypowiadac – dla osób mieszkających po lewej stronie Wisły ta prawa to „Azja”, inny świat. Rzeka dzieliła to miasto od dziesiątków/setek lat, skutki są i były widoczne… raczej margines. Proponuje nie oceniać Warszawiaków na przykładzie Pragi, bo to chyba najsłabszy przykład ever. A z ich rodowitoscia? Coz, wracam do mojego przekonania. Na Pradze wynajmuje się w cholerę mieszkan (nie powiem komu), gdyż są najtańsze. A dlaczego? Bo okolica mocno nieciekawa 😉 proszę poznać trochę Warszawę i jej naprawdę rodowitych mieszkańców, a później się schować – na przeprosiny nie liczę 😛

    • Aleksandra Sobala

      i powtórzę się jak się nie ma argumentów to najłatwiej wyciągnąć ten o przyjezdnych w warszawie. Mieszkam na pradze i wielu tu warszawiaków z pokolenia na pokolenie, tak pięknie jest się tym chwalić, ale nikt się nie wstydzi zostawić kupy po psie, śmieci na przystanku- mimo śmietnika obok czy niszczenia małych drzew czy trawników. I oni bez krępacji się do tego przyznają. Więc proszę zebrać trochę więcej informacji a robić jakieś swoje wywody, które piętnują tych którzy przyjechali do warszawy. Mieszkam w starej kamienicy w której mieszkania są dziedziczone z pokolenia na pokolenie, niestety tylko nowi lokatorzy którzy kupili mieszkanie dbają o kamienicę, o segregację śmieci, o sprzątanie psich kup, o ogródek itp. Reszta pije pod monopolowym, wyrzuca zgniłe jedzenie gołębiom i gruz pod śmietnikiem. Więc nie warto kategoryzować.

      • XYZ

        Celne. Mieszkam w Wawie, w 100licy, w Wawce „dopiero” niecałe 20 lat – ale zgadzam się z obserwacjami. Na blokowiskach Służewca Południowego jest tak samo – jak ktoś sprząta po psie na pewno nie jest „lokalesem”. Za to jak z balkonu na 2-gim piętrze wywala resztki jedzenia „ptaszkom”, które potem gniją i śmierdzą – to raczej jest to „rodowity” warszawiak, który 50 lat temu dostał mieszkanie w zamian za ziemię itd.
        🙁

  • An

    Strasznie Ci współczuje. To jest flustrujace… sama muszę sprzątać działkę obok domu bo wysypisko sobie ludzie urządzili. Za co się pytam, w życiu nawet papierka nie wyrzuciłam na ulice! Zabawne ze w zasadzie dzieci odruch maja dobry- matce chciał oddać ten papierek, moje 2 letnie w kieszonkę wózka upych papierki a nikt jej tego nie uczył, a co znajdzie na ziemi podnosi i mi daje. Może powinnismy po prostu nie psuć naszych dzieci to świat będzie lepszy?

  • Emilia

    Mam to samo przykre spostrzeżenie mieszkając w gdańsku i widząc, że sami gdańszczanie ” zaśmiecają nasze gdańskie plaże. I czuję że mam alergie na tłumne od śmieciarstwa plaże.

  • Izabela Szczypka

    Najlepiej powiesić na płocie duży plakat „Osoby ślepe i niedowidzące informuje się, że kosz stoi 50 metrów dalej”. Statystyczny Polak nie wstydzi się śmiecić, za to wstydzi się problemów ze wzrokiem, i reaguje na takie…
    Jako osoba faktycznie niedowidząca daję uroczyste słowo honoru, że nie poczuję się urażona. :-)))

  • Anna Markiewicz

    no cóż…ta kupa dotarła już na drugą stronę Polski. W Tatry. Ostatnio wycieczka, wcale nie z Warszawy, a Płocka…przewodnik gadał coś jak potłuczony o zachowaniu w razie spotkania niedźwiedzia, a towarzystwo rozpełzło się wokół polany szukając ustronnego miejsca…na mój protest, że to park narodowy, że dzikie zwierzęta wyczują zapach ludzkich odchodów i wpłynie to na ich zachowanie, opiekę nad młodymi itd.pukali się w czoło, że przecież to się wchłonie,to tylko kupa, czy siki, a nie wytrzymają jeszcze 45 minut do najbliższego toitoia. Nie sądzę, żeby artyści, którzy będą występować w obronie puszczy, to byli akurat ci sami co zanieczyszczają lasy i pola. To są dwa gatunki ludzkie, których nie należy ze sobą mylić. Jeden to ktoś,kto stara się dopasować do przyrody i być w miarę niezauważalny, a drugi to najeźdźca, barbarzyńca. I wśród barbarzyńców jest aktualny minister środowiska. To, co robi, jest jeszcze gorsze niż kupa w krzakach.

  • Paulina Bocianowska

    Ech…Mieszkam w Łodzi na osiedlu z dobrą opinią… Niestety codziennie na spacerze z dzieckiem wyrzucam nieswoje śmieci z ulicy do kosza. Wspólne śmietniki są w takim stanie, że często nie mam odwagi tam wejść. A mieszkają tu ludzie podobno na poziomie. Patrząc po śmietniku dobrze się maskują… smutek.

  • Piotr Kulczykowski

    Winowajcami są rodzice którzy nie dość że nie wyedukują swoich pociech to wręcz popychają je w złym kierunku.
    Wyjście na pierwszy lepszy plac zabaw mówi wszystko o mieszkańcach.

  • Molady Smorczewska

    Zamiast narzekać (jakie to polskie) nie łatwiej było by wystawić kosz koło domu, żeby berbeć miał gdzie wyrzucić papierek? I uprosić gminę o sieć publicznych sławojek? Czy nam jest fajnie załatwiać potrzeby w krzakach? Po prostu nie ma innej możliwości. Zamiast jęczeć, trzeba znajdować rozwiązania. I edukować.

    • Nie stać mnie, żeby płacić za śmieci okolicznych mieszkańców domków letniskowych [z Warszawy] i dziko biwakujących w lesie. Sławojki też nie będą publiczne, bo publicznie to nieczystości trzeba odprowadzać, a nie gromadzić w lesie. A na to gmina nie ma pieniędzy, choć dwie tojki w mojej wsi liczącej bez turystów 40 osób są.

  • Katarzyna Podbilska

    Nie było mnie tam lat chyba dziesięć, ale widzę, że się nic nie zmieniło a jeżeli już to tylko na gorsze.
    Szkoda, że jakkolwiek by NAS nie nazywać”słoiki” czy „warszawka” takim durnym narodem jesteśmy…

  • Czarek Stankiewicz

    tak się składa, że wędkuję i poluję – za każdym razem znajduję w lesie, nad rzeką czy jeziorem, masę śmieci. Tego nie zostawiają turyści – wędkarze i czasami myśliwi. Zbieram i wywożę, bywa, że pełny worek. Śmieci zbierają także moje dzieci. Dostaję wścieklizny, bo nie mogę zrozumieć, że ktoś przytargał pełne ale nie miał już siły zabrać pustego. Ale wszystko zaczyna się i kończy w domu – dziecko powieli zachowania rodziców. A „warsiawka” czy inni turyści z innych miast? – cóż wystarczy zatrzymać się na dowolnie wybranym leśnym parkingu – albo lepiej się tam nie zatrzymywać. Sprzed kilku lat obrazek – jestśmy z kolegą na rybach na jeziorze Kalwa koło Pasymia. Z łódki zobaczyliśmy samochód stojący kołami w wodzie, na warszawskich tablicach, i jegomościa w najlepsze szorującego auto gąbeczką! Kolega (wzrost 2 m i sporo mięśni) tak się wściekł, że wyskoczył na brzeg. Pan Warszawiak nawet nie dyskutował – wskoczył do auta i czym prędzej zwiał. Howk!

  • Grzegorz

    Rozumiem, że rozgoryczenie wylało się z Pani. Mi również podnosi ciśnienie brak podstawowej kultury u ludzi. Ta przypadłość jest niestety dość powszechna. Nie wiem tylko, dlaczego oberwało się Warszawiakom. Przypuszczam, że tylko przez konotację słów „stolec” i „stolica”. Na potrzeby tego tekstu połączyła Pani również śmiecących turystów z działaczami na rzecz obrony puszczy. O ile tekst sam w sobie jest słuszny, to jednak na potrzeby retoryki rzuca Pani kalumnie na jakieś grupy ludzi, którzy w 99,9% nie mają nic wspólnego z zaśmiecaniem i obsrywaniem Pani otoczenia. Gdyby zrobiła to Pani w tonie lekkim i żartobliwym, to jeszcze pół biedy, ale ten tekst taki nie jest.

  • Marcin Taz

    Szkoda tylko, że tak szufladkujesz. Tekst jest słuszny, tylko po co twierdzisz, że wiesz, że to akurat zaśmiecają warszawiacy? To, że mają blaszki WE? A to jak mają blaszki PO to znaczy, że Poznań? Przecież to fury w leasingu, lub często prywatne ale nie rejestrowane na właściciela (słoiczki dobrze zdają sobie sprawę, że bezpieczniej po mieście jeździ się z miejscową blachą 😉 )
    Śmieszy mnie to, jak bardzo cała Polska narzeka na Warszawę. A prawda jest nieco bardziej złożona… Z mojej perspektywy, jako osoby, która wychowała się w „warszafce” widzę coraz częściej, że ludzie, którzy wyemigrowali w przysłowiowy świat ze swojej zabitej dechami dziury, mają w dupie swoje otoczenie. Codziennie wieczorem widzę, jak młodzież mieszkająca w tej samej klatce w bloku co ja, z uporem maniaka zasiewa kolejne pety tuż pod samymi drzwiami, nie zważając na to, że kilka kroków obok jest studzienka opadowa, która jest idealna do wyciepania peta…
    Co więcej, nie dotyczy to ludzi, którzy na wieś zabitą dechami zjechali – tak jak autorka tego tekstu. Dlaczego? Bo ona jak i wielu innych, zjechała tam właśnie z miłosci do otoczenia i o to otoczenie będzie dbać.
    Dlatego właśnie tak nienawidzę słoików. Bo zjeżdżają się watahą do mojego miasta, robią chlew, parkują samochody gdzie popadnie. Często będąc dopiero co wyrwanymi z domu studenciakami zapomnieli z domu, oprócz słoików, zabrać dobrego wychowania… Potem niektórzy mają do mnie pretensję, że jestem negatywnie nastawiony do przyjezdnych…
    Swoją drogą, sam marzę o wyprowadzce, chociaż kierunek mam inny, powód jest podobny – bo mam dosyć tego, że to miasto jest jak KIBEL – ludzie wchodzą tutaj tylko za potrzebą, zesrają się, rzucą papier gdziebądź i wyjdą.
    Więc droga autorko tekstu, zważ na to, że blachy nie świadczą O NICZYM i troszkę ch*jowo jest oceniać przez pryzmat tablic mieszkańców miasta… prawdziwych mieszkańców, a nie tych, co tu mieszkają już OD CZTERECH MIESIĘCY… 🙁

  • Konrad Lewandowski

    Ustalmy
    fakt, że te słoiki i stolce to są dokładnie ci sami ludzie. W Warszawie
    rozpoznaje się ich po przeuroczym wystawianiu worków ze śmieciami za
    drzwi. To nowy zwyczaj. Awans społeczny z czasów Bieruta już się
    ucywilizował.

  • Grzegorz

    W Krakowie setki zamiataczy o 5 nad ranem rusza w miasto, śmieciarki wywożą tony śmieci po turystach, polewaczki spłukują nad ranem rzygowiny z bruku na rynku, odpowiednie służby opróżniają zawartość przenośny ubikacji. Nie jest idealnie, bo kosze opróżnia się tylko dwa razy na dobę a bramy kamienic śmierdzą szczyną po angielskich piwoszach cały czas.
    Jedno jest pewne – działa system. Władze miasta liczą się z tym, że mając turystów i zarabiając na nich, ma się też śmieci i fekalia. 12 milionów turystów to 6 milionów kilogramów kupy i 24 miliony litrów uryny, a wszystko to przemnożone przez liczbę dni pobytu. Jeżeli Mazury zarabiają na pobycie turystów, muszą się liczyć się z tym, że trzeba ponosić koszty. Nikt nie pójdzie wypróżniać się pod płot, jeżeli w pobliżu stoi ubikacja (czysta!!!). Jeżeli macie śmieci na drodze, to postawcie przy niej pojemny kubeł, którego wiatr nie przewróci. Turyści na Mazurach miewają braki w elementarnej kulturze, ale obawiam się, że częściej problemem jest to, że częściej społeczności i władze lokalne nie są zainteresowane myśleniem o turystach jako o czymś więcej, niż o źródle dochodu.
    W Norwegii w podmiejskim lesie i w pobliżu plaży za miastem wielokrotnie trafiłem na dużą, murowaną toaletę – było nieskazitelnie czysto, nie brakowało papieru i ręczników, z kranów płynęła woda, a w powietrzu unosił się zapach wiosny. Ujrzeć taką infrastrukturę na Mazurach graniczy z cudem.

  • Karola Nosek

    Pamiętam jak parę lat temu uczniowie podstawówki mieli spływ Krutynią i zbierali śmieci do swoich kajaków. To, ile tego wyłowili po porostu mnie przeraziło… Ludzie wyrzucają do wody WSZYSTKO. Przyjadą narobią syfu, pokażą jakimi są panami świata i odjadą do swojej wielkiej stolicy. A potem płaczą w telewizji, że smog. I wiecie co?! Wcale mi ich nie żal. ZERO! Nasze Mazury zginą przez te podmioty warszawskie i inne wielkomiejskie… Dlatego zawsze jak widzę śmieci przy drodze to zatrzymuję auto, przyjmuję na klatę trąbiących ważniaków, którzy tak bardzo spieszą się do domu po długim weekendzie chillu i śmiecenia i zbieram te butelki, papiery po chipach do auta, bo k*rwa inaczej nie mogę!

  • Mariusz Słoikøszek

    Mazury to znana domena stołeczna. Z mojego rodzinnego regionu do Mazur jeździ mniej ludzi niż błąd statystyczny, mamy swoje kameralne zakątki u siebie. Sam nigdy u Państwa jeszcze nie byłem. Za to z regionu w którym obecnie mieszkam, ludzie prędzej jadą w góry, na południe, znacznie mniejszy nacisk na Mazury. Szanowna Pani, rozumiemy obawy wynikające z popularności państwa terenów, jednak bez szerokich działań edukacyjnych i systemowych, w tym redukcji plastików (PET) jako opakowań na szeroką bo ogólnokrajową skalę, ten problem nie zniknie. Nie można tego zamieść pod dywan. Rejestracja, to rejestracja, jest po to by poznać skąd samochodziarz przyjeżdza. Ciekaw jestem, czy podobne problemy wystąpią, gdy turyści zaczną korzystać z Green Velo. Zawsze podejrzewałem, że rowerzyści bardziej dbają o otoczenie, niż samochodziarze. https://uploads.disquscdn.com/images/90af47bd80c54362c078d1357532bfa0100eeee89c3941d4eb07692c694f1f81.jpg

  • Iwona Olejarz

    Mogę powiedzieć dokładnie to samo tylko zamiast Mazur napisałabym o plażach i wydmach…

  • Dorota Cybulska

    Az zaczęłam sie zastanawiać czy biznes typu płatna toaleta bio i kosze segregowane by tam moze postawić????

  • Jan Kobiela

    KOCHANA KOBIETO… masz mega serce, masz to coś co trzeba na rękach nosić. Jestem w szoku, nie wiedziałem że tak może być, choć nigdy tam nie byłem, a jest to moje marzenie. Tylko morze widzę, a tu w Gdańsku na plaży śmietników co kawałek. Mam prośbę niech każdy kto tu zajrzy KONIECZNIE to udostępnia nawet 10 razy i w końcu dotrze do chlewa zwanym Warszawą i innymi miastami. Są niektórzy głupsi od umysłowo chorych małp, zesrańcy. Wieś gorsza od Tutków Małych. Bez urazy dla wsi. Takie moje słowo na dziś…. powinnaś świętą za życia zostać

  • J@ceq

    Cześć Asiu, i ja również uciekłem od miejskiego zgiełku na wieś jakieś 27 lat temu. Mieszkam na wsi przy trasie prowadzącej do kurortów nadmorskich i z przykrością stwierdzam że śmieci w moich lasach łącznie z wszystkimi towarzyszącymi im „dodatkami” to nie tylko problem mazur, ale i zachodniopomorskiego. Przykre kiedy chcąc sfotografować piękny widok trzeba mijać papierzaki i inne okrwawione pozostałości środków ochrony damskiej. Puste torby po zestawach z Mc Donalds w rowach przydrożnych to regularność którą odnotowuję od kilku lat, kiedy otwarto te słynne fast foody. Ostatnio wykupiłem od leśniczego drewno na opał do dom, między przekładkami odkryłem co ??? Ano stojące dumnie gówna, przykryte wstydliwie papierem, taka ku**a niespodzianka. Szkoda że gimnastykując się aby oddać naturze klocka nie trafił na wilka (a piękna wataha poluje w okolicy). Niestety śmiecenie to nie tylko „miastowe” przyzwyczajenie ale jak zauważyłem miejscowa ludność zostawia puszki po alkoholu w lasach, podczas np. wyrębu lasu (żubr, często spotykany jak i Tatra a myśliwi zostawiają puszki po Strzelcu). Mniemam przypuszczać że to taka świecka tradycja… Pozdrawiam z puszczy Goleniowskiej….

  • Jan Romiszowski

    To jest takie prawdziwe!

  • Elżbieta Laferska

    Pani Joanno, trafione w „10-tkę”.
    Mieszkam w Warszawie w domku przy blokach, a na wprost mojego okna jest zarośnięty i niezagospodarowany duży plac. Naoglądam się podobnych do opisywanych przez Panią obrazków
    i zachowań dużych i małych, a też znam i wszystkie okoliczne psy wyprowadzane specjalnie na załatwienie swoich potrzeb. Od lat zbieram pozostawione po ucztowaniu śmieci i butelki.Od lat wnoszę pod butami
    gówna na swoja posesję, gdy tylko przyjdzie mi przez ten teren przejść. Od lat widzę tych samych ludzi, a więc miejscowych, a jest wśród nich pan lekarz i jego żona, żeby nie było, że jedynie prostacy.
    Chamstwo jest wszędzie i gorsze od osławionych kleszczy, a najgorsza w tym wszystkim jest moja bezsilność i bezradność w tym temacie.
    Pozdrawiam Panią serdecznie i zapewniam, że ja swoje śmieci niosę do najbliższego kosza, a gdy brak takiego, to niosę lub wiozę do swojego śmietnika.
    W tym wszystkim mogę jeszcze zrozumieć potrzeby fizjologiczne /pchające się na siłę na zewnątrz/ zrobione do zasypanego potem dołka, ale środki potrzebne do wytarcia d… należy zabrać w torebce ze sobą wraz ze wszystkimi swoimi śmieciami.
    A w ogóle jest to temat rzeka…………..

  • Saiph 23

    Cała prawda. Tak się składa że też mieszkam na Mazurach, nie całe dwa kilometry od jeziora u pięknej plaży. Rok w rok to samo, droga mniej uczęszczana zawsze jest pełna…. niespodzianek. Toi-toi jest. Śmieci? Są. Nawet ze znajomymi zrobiliśmy własnoręcznie znaki próbujące przekazać że niektóre sprawy załatwia się w odpowiednich miejscach. Bez skutku. Powtórzymy to. Im to nic nie przeszkadza, są tu na tydzień, dwa. A ja tu mieszkam, spaceruje tamtędy często, niespodzianki spotykam tylko w sezonie.. 🙂

  • kacper69

    A dokładnie to w którym rejonie Mazur jest to zasrane miejsce?

  • Elżbieta Łabaj

    Ja nie mam dzieci, ale niejednokrotnie edukowałam swoich znajomych w kwestii tego, że do wyrzucenia papierków służy kosz, a nie chodnik, albo krzaki… Niejednokrotnie po wyrzuceniu przez nich papierka pod nogi, bez słowa podnosiłam go tak, aby widzieli i ostentacyjnie niosłam ze sobą, aby wrzucić do najbliższego kosza. Bez słowa. Widok tych oblanych rumieńcem wstydu twarzy to nic, ale gdy widziałam, że przy kolejnej wycieczce, papierki zamiast lądować na ulicy lądowały w koszu, jakoś milej się robiło.
    Szkoda, że wciąż jest tyle ludzi, którzy myślą, że ten „jeden papierek” niczego nie zmienia. Najbardziej boli właśnie widok zaśmieconych lasów, łąk i rzek.

  • Zelda

    Pamiętam z dzieciństwa, że gdy rodzice zabierali nas na wycieczkę do lasu, dbali byśmy z siostrą pamiętały, że nie jesteśmy tam u siebie. Trzeba było być cicho, stąpać ostrożnie i zostawić po sobie tak mało śladów, jak to możliwe. Zostało mi to do dzisiaj. Mam wrażenie, że zachowanie w lesie, przestrzeni miejskiej lub gdziekolwiek indziej zależy często od przyjmowanej pozycji na skali wolność- odpowiedzialność. Drodzy Państwo, brak kosza na śmieci lub łazienki w lesie nie jest problemem lasu, ponieważ las ich nie potrzebuje. Rdzenni mieszkańcy lasów ich nie potrzebują. Wszyscy inni są zaś w lesie gośćmi. Niektórzy biorą za siebie odpowiedzialność, tych poznamy po zdolności do zabrania ze sobą śmieci, skorzystania z toalety przed lub po wycieczce, a w razie niemożności ograniczenia potrzeb na czas wyprawy – poproszenia o pomoc okolicznych mieszkańców lub sprzedawców (nigdy nie zdarzyło mi się aby ktoś takiej prośbie odmówił) lub (o ja naiwna!) przełożenia wycieczki, a w ostateczności – załatwienia swoich spraw jak najbardziej ekologicznie z wykorzystaniem małej saperki i papieru bezzapachowego, który szybko się rozkłada. Zwolennicy wolności bez odpowiedzialności niepokoić się będą co najwyżej kleszczami, saperka nie zmieści im się do plecaka, zapytanie o najbliższą toaletę to obraza godności osobistej, a tak w ogóle to niech ktoś im wszystko załatwi, to może łaskawie wrzucą śmieci do podstawionego śmietnika, a nie ze sobą do plecaka, w wyrzuceniu gruzu do lasu też nie widzą niczego dziwnego. W przestrzeni miejskiej to też raczej ten podział, a nie miasto pochodzenia określi tych szukających śmietników od tych, dla których pies załatwiający się pod oknem sąsiada jest ok. Kurcze felek, jakie to wszystko smutne. Przykro mi też czytać o podziałach ludzi na tych lepszych i gorszych z uwagi na miejsce urodzenia. Pochodzę z prowincji, ale to chyba nie dlatego dziesiątki razy w Warszawie, Krakowie i Poznaniu wzywałam pomoc do rannych zwierząt lub starałam się sama pomóc, o ile potrafiłam. Zdarzało mi się na warszawskich Sielcach zbierać śmieci z zadrzewionej okolicy tuż przed blokiem, bo już po prostu nie mogłam tego brudu wytrzymać. Psy puszczane w środku miasta luzem odprowadzam do domów lub szukam im domów nowych, jeśli się stare nie odnajdą, śpiące dzieci żebraków obserwuję i jeśli się nie budzą – wzywam pomoc, leżących pijanych dopytuję czy na pewno wszystko ok. Może się wydawać, że się z tymi przykładami zagalopowałam, ale to dalej tylko egzystencjalizm, gdzie za moje decyzje odpowiedzialna jestem ja i mogę wybrać szacunek i działanie lub obojętność i lenistwo. I żaden las ani brak infrastruktury tej decyzji za mnie nie podejmuje. Nie wiem czy się aż tak wzburzyłam, że obudziłam nagle gromy i błyskawice czy też po prostu w Poznaniu burza, ale kończę, bo się burzy trochę boję 😉

  • Marcin Statkiewicz

    Z tego miejsca chciałbym pozdrowić dwie panie z warszafki ,które kiedyś biegnąc w pole za potrzebą rwały liście barszczu sosnowskiego…

  • Zelda

    Przepraszam, że to trochę nie na temat, ale napisałam tutaj wczoraj długi komentarz, a dzisiaj został on oznaczony jako spam. Czy komentarz można byłoby może przywrócić (spamem nie był, serio serio).

  • Draco Volantus

    ej, przy tym opisie życie w m2 w chowie klatkowtym brzmi jak idylla, weź się przeprowadź

  • Jacek Efos

    Proszę nie okreslać tych Januszy i Grażyn ze swoimi małymi Dżesikami i Brajankami mianem turystów. Prawdziwy turysta nie pozostawia po sobie śmieci, Janusze i Grażyny a i owszem. Znam Pani ból bo mieszkam w podobnym miejscu w Lubuskiem. Byc może ja i moje psiaki jesteśmy bardziej stanowczy w takich przypadkach. Ci którzy traktowali per noga naszą stanowczość przekonywali się jak wielki błąd popełnili. Cóż, perswazję należy dobierać w sposób adekwatny do poziomu percepcji odbiorcy 😉 Jeśli kilka miłych, stanowczych słów nie jest odbierane z należytym zrozumieniem, kolejne słowa są krótkie, treściwe i bardzo „wojskowe”. A potem dialog prowadzą moje psiaczki. 😉

  • Aleksandra Zalewska

    Wkurzaja mnie śmieciaze, ale jesli chodzi o załatwianie, to bez przesady. W gluszy jak sama piszesz nie ma toalet na każdym kroku. Robienie blisko zabudowań to rzeczywiście świństwo, ale jak czlowiek musi, a nie ma gdzie to co ma zrobić? Jeśli zaś chodzi o śmiecie to zgadzam sie ze wsadzenie do kieszeni papierka nie boli. Zawsze gonie takich smieciarzy. Jednak uznawanie ze to warszawiacy tak robia to nadużycie. Akurat moja rodzina to rodowici warszawiacy i zawsze zabiera się smieci ze sobą i dba o otoczenie u nas. W Warszawie najwięcej smieca jednak niezwiazane z nią słoiki, a oni nie sa z warszawy tylko z calej polski. To samo jest z bucami za kółkiem na warszawkich tablicach. W większości to jednak ludzi z jakis malych wiosek, gdzie jest jedna droga i w Warszawie muysla, ze mogą wszystko, bo sa anonimowi i sasiadka z za plota nie naskarży proboszczowi. Żeby nie było nie mam nic do słoików, mój narzeczony jest jednym z nich i pol Warszawy jest sloikowa. Wkurza mnie tylko mowienie ze co zle to na pewno warszawka. To cala Polska…

  • Wers

    A ja apeluję w ogóle o nieszufladkowanie ludzi ze względu na pochodzenie (tym bardziej tablice rejestracyjne, bo dziś to naprawdę o niczym nie świadczy – można być z Warszawy i jeździć na krakowskich blachach, można być z Ełku i jeździć na warszawskich). Wszystko zależy tylko i wyłącznie od WYCHOWANIA. Jestem z Warszawy, moi znajomi również – nas rodzice tak wychowali, że sprzątamy po sobie, nie zostawiamy śmieci gdzie popadnie, segregujemy itd. Inny warszawiak wyrzuca butelki, puszki i resztki jedzenia za okno, „bo tak”. Jeżdżę często na tereny podlasko-mazurskie. Co z tego, że miejscowy i na wsi wychowany, kiedy nam do rowu wrzuca puszkę po piwie, bo się już napił i nie ma co z nią zrobić? Co z tego, że na Mazurach urodzony i wychowany, skoro do ogniska wrzuca folię aluminiową i plastik? Także nie kategoryzujmy, proszę. Edukacja i wychowanie przede wszystkim.

  • Szymon Fecica

    Na jakiej podstawie wybrałaś tą reprezentatywną grupę miast gównorobnych? Wchodziłaś ludziom w krzaki i robiłaś ankietę? Opanuj się kobito – też jeżdżę co roku na wakacje i z takim bydłem, które opisujesz nigdy się nie spotkałem. Być może dlatego, że zawsze jeżdżę za granicę 😉 Nie możesz wszystkich wkładać do jednego wora! Ilu turystów z Krakowa np. zostawiło Ci gówno pod domem? Używając tego typu uogólnień trzeba mieć podstawę ku temu. Twoja wydaje się być wątpliwa, bo równie dobrze mogą to być turyści z prowincji.