Jedną z najczęściej poruszanych kwestii w mailach od czytelniczek jest obawa, że ich dziecko nie rozwija się dobrze, bo nie bawi się zabawką dostosowaną do wieku. I jeśli kiedyś nie wątpiłam w to, że nikt tym oznaczeniom nie wierzy, to jednak z biegiem lat zwątpiłam, bo w wiadomościach ta obawa wraca jak bumerang, więc może czas położyć jej kres? Zwłaszcza z uwagi na młode mamy, które dopiero wchodzą do świata zabawek.

 

 

 

Nie. Nie ma większego znaczenia magiczna literka „od dwóch”, „od trzech”, „od czterech” lat. Jedyne, o czym ona informuje to fakt, jak wiele elementów ma zabawka oraz o tym, czy jej elementy są większe, czy mniejsze. Dajmy na to figurki dinozaurów są dla dzieci od trzech lat, ale mój dwulatek się nimi bawi i każdego gości na herbatce. Ale pójdźmy dalej – popularne przybijanki z gwoździkami – teoretycznie od lat czterech, ale nie wyobrażam sobie innej zabawki, oprócz małych lego [od lat pięciu], które zajęłyby Adasia na dłużej. Czemu przybijanki są od lat czterech? A temu, bo firma musi jakoś się obronić, gdyby takiemu dwulatkowi coś się z tym gwoździkiem stało. Jakby się stało, to wtedy firma mówi „ostrzegaliśmy” i „zabawka była źle użytkowana”. Czy powinnam zabronić dwulatkowi bawić się przybijaniem gwoździków w planszę z korka? Jeśli jestem obok i pomagam mu układać, nie widzę żadnego powodu, czemu miałabym zabronić? Bo sobie paluszek drewnianym młotkiem stłucze? To się nauczy walić w gwoździk tak, żeby się nie uderzać. Zresztą oprócz zabawkowych gwoździków mam w domu kilka innych rzeczy, którymi może się zachłysnąć dwulatek i na szczęście żadna z nich Adasiowi nie smakowała na tyle, by ją połykać.

 

Czemu moje dziecko bawi się klockami lego niedostosowanymi do wieku? Bo ma takie klocki jego starszy brat i jest to jedyna zabawa, w którą bawią się razem i bez awantur. Jednak żadne „Lego” nie zachęci do tych klocków dwulatka, bo istnieje minimalne ryzyko, takie jak zachłyśnięcie się rzodkiewką, że jakieś dziecko połknie ten klocek. Choć w sumie, z racji tego, że starszak od dwóch lat bawi się małymi lego, to ryzyko istniało już jak Adaś zaczął robić glonojada na podłodze, czyli raczkować.

 

 

Największym ryzykiem w kupowaniu dzieciom zabawek dostosowanych rzekomo do wieku i warto na to patrzeć jest to, że dziecko faktycznie może być na taką zabawkę nie gotowe, bo będzie ona za trudna i tym sposobem straci do niej zapał. Nie polecam kupować na siłę zabawek dla starszych dzieci młodszym, jeśli nie mamy pewności, że to się sprawdzi. Jeśli się nie sprawdzi, to trudno, zabawka poczeka, ewentualnie zostanie rozwalona w trybie ekspresowym, czego często dokonywał mój starszak. Mimo że kilka razy zapragnął zabawki dla starszych dzieci, często kończyło się to albo pomocą rodziców, albo rozwaleniem. 2 na 10 zabawek okazywały się w porządku i dawał sobie z nimi radę.

 

 

Więc doradzam ostrożność i nie fiksowanie się na te oznaczenia na pudełkach. Jedyne, na co bym patrzyła,to dolna granica wieku. Dla wielu rodziców to jakaś wyrocznia. Dziecko ledwo co skończy dwa lata i dawaj, od razu mu kupować 2+. Skończy 3, to jazda z 3+. Zapominamy [i ja też zapominałam], że puzzle dla dzieci od dwóch lat są dla dzieci od dwóch lat, nie dla dwulatków. Zabawka dla dzieci od trzech lat to zabawka dla dzieci od trzech lat: czyli to dolna granica, mogą się nią bawić i trzylatki, i czterolatki, niektóre spodobają się też czterolatkom. Gdybym w jakikolwiek sposób ufała temu, że zabawka 2+ jest dla dwulatka, albo bym wpadła w nadmierny zachwyt, że mój półtoraroczniak rozwala takie jak swoje, albo w depresję, że mój trzylatek nie umiał ich ułożyć albo  w ogóle nie chciał. Zresztą, jeśli dziecko ma dryg do majsterkowania, to lepiej mu kupić narzędzia zabawkowe, niż żeby miał ci prawdziwy młotek wyrywać z ręki.

 

Oznaczenia na pudełkach nigdy nie powinny być wyrocznią. A ja coraz częściej odnoszę wrażenie, że u sporej grupy  rodziców właśnie tak jest: bo nie umie bawić się zabawką dla dwulatka, a ma dwa i pół. Bo nie umie puzzli dla dwulatka, a ma już dwa i trzy miesiące. A bo… i litania. A przecież nie ma sensu dołować się, że jedno dziecko wyczynia cuda wianki daną zabawką, a twoje jeszcze jej nie kuma. Jeśli da się skrzywdzić dziecko dobrymi chęciami, to będzie to właśnie próba wsadzenia je w tabelki, co w danym wieku powinno umieć lub jak się zachowywać. Wszystko jest kwestią indywidualną. Jedno dziecko szybciej wykształci zdolności manualne, ale będzie kiepskie w wyrażaniu emocji. Inne będzie rozwijać się społecznie, ale puzzle będą dla niego mordęgą. Każde dziecko rozwija się w swoim tempie i nigdy we wszystkich dziedzinach na raz. To naprawdę rzadko spotykane sytuacje, że dziecko w wieku dwóch czy trzech lat ma opanowane wszystkie umiejętności dopasowane teoretycznie do wieku.  Jeśli masz taki egzemplarz – gratuluję. Jeśli nie masz – również gratuluję. Zarówno osoby wszechstronne, jak i specjaliści w danej dziedzinie są bardzo pożądane na rynku pracy 🙂

 

 

I napiszę chyba łopatologiczne to, co każdy rodzic czuje podświadomie, obcując ze swoim dzieckiem: kupujmy zabawki nie dostosowane do wieku, ale do umiejętności dziecka.

 

  • Aleksandra Bielawska

    Ja raczej patrzę na wielkość elementów. Mój niespełna dwulatek czasem ma jeszcze zapędy aby wkładać do paszczy rożne rzeczy i nie do końca wiem czy chce je połknąć. Nie będę sprawdzać. Ostatnio wygrzebał gryzak , którego nie używał nigdy a tu nagle zaczął go podgryzać 🙂

  • Zauważyłam, że córka która poznała już co nieco cyfry i widziała na zabawce oznaczenie 2+ zupełnie traciła nią zainteresowanie… Mimo, że jeszcze dzień wcześniej nie mogła się od niej oderwać. A teraz… „Zabawkami dla dzieci ze żłobka to ona się nie będzie bawiła” 😂

  • Olga

    Każde dziecko jest inne i warto o tym pamiętać. Mój synek mając 2 latka układał puzzle 15-20 elementowe sam, jego kolega w tym samym wieku męczy się do tej pory z 6-7 elementowymi bo nie ma cierpliwości, podobnie z długością czytanych im książeczek. Za to ww kolega łatwo nawiązuje kontakty z innymi dziećmi i przed 2 urodzinami sam zrezygnował z pieluchy a my z naszym prawie 3 latkiem dopiero dochodzimy do tego etapu. W innym tempie nauczyli się chodzić, mówić, jedzą inaczej no po prostu są innymi ludźmi 😉 my też się różnimy i nie ma co na siłę zmuszać kogoś by robił to i to bo „tak wypada” lub „producent napisał, że 2 latek sobie już z tym poradzi”…… choć też nie zawsze jestem w 100% spokojna i dzwoniłam ostatnio do mamy (nauczycielki w przedszkolu) z pytaniem w jakim wieku dzieci zaczynają rysować kształty po kropkach, bo w książeczce „akademia 2 latka” było kilka takich zadań i zwątpiłam, czy nie powinien tego choć w jakimś stopniu ogarniać (odp. Nie, dopiero 4-5 latki rysują szlaczki po wykropkowanych wzorach)

  • Mój syn ma 2 lata, uwielbia puzzle, 20 elementów układa sam, więc kupowanie mu tych poniżej 30 nie ma sensu, a te są dla trzylatków albo wyżej, więc nie patrzę na oznaczenia. Ale przyznam, że do tej pory hamowałam się z kupowaniem zwykłych lego (nie duplo), dla starszej córki (4,5 r.), obawiając się o młodszego, chociaż on w sumie niczego nigdy nie zżerał, tylko ostatnio zaskoczył nas konsumując ciastolinę…