Pokaż mi Rzeszów! – rozkazała nauczycielka, a ja stałam przed mapą przerażona, bo miała mnie zapytać o Zamość. Tak wyszło nam ze skrupulatnych obliczeń z koleżanką na przerwie. Szła ławkami, zgodnie z listą miast, więc obliczyłyśmy, które wypadnie na mnie i zapamiętałam miejsce na mapie, które mam pokazać, bo sama mapa jawiła mi się jak zielono-niebieska plama i nie potrafiłam rozpoznać na niej nawet jednej literki. Niepewnie wskazałam na mapie szeroki obszar.

– To zamojszyzna. Czy ty jesteś głupia? Czy w piątej klasie nie umiesz czytać? – wydarła się na mnie nauczycielka. – Banda kretynów. Idiotów. Siadaj. Jedynka. Nic z ciebie nie będzie, zero kompletne.

 

Usiadłam. Byłam w piątej klasie starej podstawówki. I mimo okularów byłam totalnym, koszmarnym, beznadziejnym i do tego praktycznie ślepym zerem.

 

 

 

Ta historia śni mi się po nocach. I inne. Mniej lub bardziej dramatyczne, związane z tym, że mimo iż rodzice kupowali mi mniej lub bardziej wyszukane okulary, w żadnych nie widziałam na tyle dobrze, by ogarniać rzeczywistość, widzieć proste sprawy lub po prostu zwyczajnie żyć. Każde z tych okularów albo psułam, albo po prostu odrzucałam, przystosowując swój wzrok do pracy tak, jak mi to pasowało. Pogodziłam się z tym, że map nie umiem czytać, odkryłam potęgę siedzenia w pierwszej ławce i tego, że można w niej bez problemu ściągać, bo nauczyciele skupiają się zwykle na ławkach ostatnich. A wieczorami kryłam się w pokoju, czytając książki tak blisko, jak mi było wygodnie i słuchając upominek, że jednak zbyt blisko. Co inni mogli wiedzieć o tym, jak blisko mam czytać, skoro nie widzieli, że ja nie widzę, gdy mam głowę dalej?

 

 

KIEDY ZABRAĆ DZIECKO DO OKULISTY, NA CO ZWRÓCIĆ UWAGĘ

 

Tak naprawdę już u niemowlaka można stwierdzić wadę wzroku i pewnie sporo rodziców się o tym przekonało. Na szczęście niemowlak i dziecko do drugiego roku życia jest zazwyczaj pod stałą opieką lekarza i zawsze można poprosić go o dodatkowe zbadanie wzroku. On to zrobi najlepiej. Nie martwię się o wykrycie wad wzroku u niemowlaków i maluszków. Według mnie największym zagrożeniem jest wiek od dwóch do pięciu lat. Gdy ten wzrok się pogarsza, dziecko nie odwiedza lekarza tak często [jeśli jest zdrowe, oczywiście], a pierwsze upadki, potrącenia i oznaki kiepskiego wzroku zwalane są na dziecięcą naukę, dziecięce wprawianie się, zabawę, złośliwość czy typową niezręczność trzylatka czy czterolatka, do których ma przecież prawo, bo wszystkiego się uczy. Naprawdę ciężko poznać u takiego, szczególnie ruchliwego, dziecka czy jego niedopatrzenia są winą wieku i braku umiejętności czy problemów ze wzrokiem. Samo dziecko też ci tego nie powie, bo skąd niby ma wiedzieć. A biorąc pod uwagę, że każdy ślepak przyzwyczaja się do swojego kiepskiego wzroku i nie zdaje sobie sprawy, jak źle widzi, póki nie zobaczy porównania w okularach, to i dziecko nie zdaje sobie sprawy, że wcale nie jest nieporadne, tylko po prostu ma kiepski wzrok.

 

Oczywiście, znajdziecie w necie mnóstwo wskaźników, kiedy i po jakich symptomach zabrać dziecko do okulisty: mrużenie oczu przy spoglądaniu w tv lub dal, przy próbach zlokalizowania przedmiotów, lekkie zezowanie, trudności w rozróżnianiu przedmiotów, potknięcia, przekręcanie głowy podczas czytania i pisania, kłopoty z rozróżnieniem figury od tła i inne podobne rzeczy, które… robił mój osobisty syn! I które robiłam ja! A mimo to, bałam się pojechać z dzieckiem do okulisty…

 

 

 

JAK PRZEZ DOBRE CHĘCI SPIEPRZYĆ KOMUŚ WZROK?

 

Minęła mi podstawówka, zaczęłam liceum. Przez przypadek mama dowiedziała się o nowym okuliście i zapisała mnie do niego tuż przed moim wyjazdem na weekend do Warszawy. Autobus miałam o 16. Wizytę o 14. Siedziałam na fotelu u lekarki, a ona załamywała ręce, że ktokolwiek mógł mnie dręczyć przez tyle lat niedopasowanymi do wady okularami. Że tylu różnych okulistów przez lata powielało ten sam błąd, a ja sama przeżyłam 15 z wadą, której w połowie można było zapobiec.

 

Kiedy byłam mała, miałam kilka miesięcy, zachorowałam na jakieś zapalenie oka. Choć nie wiadomo, czy to było zapalenie, czy jakaś noworodkowa skaza. W każdym razie następnego dnia mama wybierała się ze mną do lekarza. Jednak moja babcia postanowiła zadziałać. Do prawego oka wlała mi trochę kropelek. Swoich kropelek do oczu. Dla niemowlaka. Problemy z okiem się skończyły. Babcia tryumfowała. Niby wszystko było  ok, oprócz tego, że moja mama była wściekła, że babcia się wpierniczyła i nie zapytała, czy jej pomoc jest w ogóle potrzebna. Z tej wściekłości zapamiętała to zdarzenie.

 

A jednak tego dnia, gdy siedziałam u młodej okulistki na fotelu, ona zwróciła uwagę właśnie na to prawe oko. Wada była  w nim mała. Raptem 1,5 na plusie. Ale dość silny astygmatyzm psuł ostrość widzenia i ciężko było dopasować do niego jakikolwiek cylinder. Ciężko, tym bardziej że lewe oko miało wadę monstrualną w porównaniu z prawym – minus pięć dioptrii. Dla dorosłego człowieka taka różnica między jednym okiem a drugim jest ciężka. Dla dziecka – to koszmar. A mi, dziecku w podstawówce, okuliści zalecali przeważnie właśnie takie okulary – z różnicą dioptrii między jednym okiem a drugim wynoszącym powyżej sześć dioptrii. A ja nazywana byłam głupim dzieckiem, które woli wpadać na latarnie niż nosić okulary na nosie. Tylko że mało kto jest w stanie nosić okulary z taką różnicą!

 

Cuda wianki, jakich dokonała okulistka, żeby dopasować okulary do mojej wady, zajęły nam prawie dwie godziny. Kupiłam sobie wtedy też soczewki do oczu i jechałam do miasta po raz pierwszy świadomie, widząc dokładnie mijane krajobrazy, po raz pierwszy w życiu poznawałam na własne oczy drogę, którą dziesiątki razy już przecież jechałam.

 

Z biegiem lat moja wada totalnie się zmieniła. Z minus pięciu na lewym oku doszło do minus siedmiu. Prawe oko zostało na tym samym beznadziejnym poziomie, jakby zakonserwowane w swojej wadzie, choć coraz bardziej oporne na działanie cylindrów i innych dziadostw. Widzę na nie, to prawda. Niewyraźnie,  bo astygmatyzm, ale widzę. Przed prawem jazdy konsultowałam się dwukrotnie z okulistami i tak, widzę na tyle wyraźnie,że mogę prowadzić auto. Nie jestem totalnie ślepa. Ale pracującym i wyłapującym szczegóły w okularach okiem będzie zawsze to lewe. To, którego wada z każdym rokiem się powiększa. To, które normalnie mogłabym operować, ale mało kto podejmie się takiej operacji przy świadomości, że prawe jest nieoperowalne i jego stan jest jaki jest. Do końca życia zostanę z tą moją dziwną wadą i z okularami na nosie, bo soczewki na prawe oko działają tak średnio.

 

I teraz tak – czy moją wadę wzroku spowodowały krople, które nierozsądnie zaaplikowała mi babcia, wierząc, że robi dobrze? Czy może po prostu odziedziczyłam wadę w genach po jakichś przodkach [rodzice pierwsze okulary kupili sobie po 50., więc chyba nie po nich] i biedna babcia niesłusznie przez lata nosiła na barkach ciężar swojej decyzji? Nie wiadomo. I nawet nie zależy mi na dochodzeniu. Po prostu tak mam i już. Żyję z tym i sobie radzę.

 

 

Z CZYM SIĘ WIĄŻĄ PROBLEMY ZE WZROKIEM U DZIECKA [I U DOROSŁEGO]?

 

Jakoś. Choć kiepski wzrok, a już w ogóle taka różnica dioptrii między oczami wiąże się z kilkoma poważnymi problemami. Przede wszystkim – bóle głowy. O matko, jakie to są bóle. Kiedy oczy mocno pracują, w moim przypadku najmocniej pracuje jedno, cała lewa półkula czerepu pije mnie, jakby miała pęknąć. Do tego swoista niezdarność – rano, kiedy oczy przyzwyczajają się do okularów, jestem po prostu ofermą. Rozsypuję cukier, nie trafiam łyżką do kubka, potykam się o różne rzeczy i ogólnie – nie jestem do życia, z czego cała rodzina zawsze miała ze mnie używanie. Jakieś 30 minut potrzebują moje oczy, żeby przyzwyczaiły się do okularów i zaczęły pracować w znanym rytmie. Kiedy byłam dzieckiem bez okularów i ze słabym wzrokiem, byłam  po prostu ofiarą losu, co wpadała na rzeczy, nie  potrafiła trafić piłką do kosza, brzydko pisała i miała gorsze oceny, bo nawet w pierwszej ławce nie rozczytywała liter na tablicy. Nie wiem, jakim cudem raz udało mi się uzyskać świadectwo z czerwonym paskiem. Pewnie po prostu nauczyłam się zapamiętywać to, co mówił nauczyciel, skoro nie umiałam rozczytać 🙂

 

 

JAK WYGLĄDA WIZYTA U OKULISTY?

 

Bałam się jej. I pewnie dlatego opóźniałam ją jak mogłam. Borykając się z własnymi problemami, łudziłam się, że odwlekając wizytę syna u okulisty, odwlekę wyrok i być może diagnozę podobną do mojej. Ale rozsądek zwyciężył i umówiłam syna do mojej okulistki. Pojechaliśmy razem. A że ja prowadziłam, to oczywiście źle wymierzyłam czas i przyjechaliśmy w punkt, bez chwili dla rozprostowanie kości.

 

 

TO WAŻNE! Przed każdą wizytą u lekarza, jeśli twoje dziecko lubi sobie pobiegać, przyjdźcie wcześniej, żeby dziecko przyzwyczaiło się do otoczenia. Obejrzało okolicę przychodni, samą przychodnię, wybiegało się. Syn, po godzinnej jeździe w samochodzie, aż się rwał do rozruszania kości, ale musieliśmy wchodzić od razu do gabinetu i pierwszy etap wizyty był udręką, bo nogi dziecku same latały do biegu 🙂

 

Wizyta u okulisty z dzieckiem zazwyczaj przebiega w dwóch etapach. Najpierw okulistka sprawdza wzrok „na żywca”. Czyli pokazuje dziecku różnej wielkości obrazki i literki i prosi o ich nazwanie. Potem dziecko siada na kolanach rodzica, jeśli jest mniejsze [lub ruchliwe :D] i następuje komputerowe badanie wzroku.

 

A potem okulistka wkrapla dziecku takie specjalne kropelki do akomodacji oka, które rozszerzają źrenice i chwilowo „psują” wzrok. Kropelki wchłaniają się ok. 15 minut. Podobno trochę szczypią i są nieprzyjemne, ale syn, wrażliwy na punkcie oczu, jakoś to zniósł i mogłam wreszcie wyjść z nim na dwór, żeby się wybiegał. Kiedy wróciliśmy – badanie zostało powtórzone w tej samej kolejności z dodatkowym badaniem dna oka i jeszcze jednym, którego nie zapamiętałam.  W każdym razie są kolorowe okulary i okulary 3D, jest magia i fajnie 🙂 Czemu, zapytacie, okulistka od razu nie zakropliła oczu mojego syna? Ja też się dziwiłam. Ale potem przypomniałam sobie o tym, że mi samej wada wzroku wyszła już na pierwszym spojrzeniu na planszę. Widziałam tylko duże litery, a reszta się zamazywała. Dało to wyraźny sygnał lekarce.  Po kroplach mogła dokładniej określić moją wadę wzroku. Do tego dochodzi też to, że syn za drugim razem siedział przy urządzeniu o wiele spokojniej, bo wiedział, czego się spodziewać. Może ma też to jakiś inny sens, którego ja nie wyłapałam 🙂

 

W każdym razie – odetchnęłam z ulgą. Wzrok mojego syna jest doskonały. Przeczytał nie tylko literki, ale nawet malutkie cyferki oznaczające partię produktu 🙂 Wzrok ma sokoli, mimo teoretycznie typowych zachowań krótkowidza. Okulista podpowiedziała mi, że może to się brać z… obserwacji mnie na przykład, z problemów z SI albo zwykłej wygody. Może po prostu lubi rysować z przekręconą głową? No cóż, jego sprawa 🙂

 

NAJWAŻNIEJSZE BADANIE, KTÓRE W POLSCE NIE JEST OBOWIĄZKOWE, A POWINNO!

 

Ta wizyta nauczyła mnie jednak jednego – badanie wzroku to jedno z ważniejszych badań w życiu dziecka. W tym roku odhaczyłam dziecku większość badań, które powinien mieć za sobą pięciolatek, laryngolog, robaki, morfologia, borelioza, ortopeda, dentysta. Wszystko za nami. A jednak to jedno badanie – oczu – stresowało mnie najbardziej. Bo tak naprawdę większość rzeczy można wyleczyć, ale wzrok to dla mnie – ślepca – jeden z ważniejszych zmysłów, który można stracić zwykłą głupotą – kropelkami do oczu albo bezmyślnym siedzeniem w twarzą w ekranie przez cały dzień bez chwili przerwy.

 

Wzrok, a raczej jego ostrość, to też jedna z przyczyn tego, że nasze dzieci zbierają w szkole złe oceny, źle się zachowują, są nieporadne lub zagubione. Dopiero badanie wzroku powie ci, czy to problem oczu, czy zwykła niezgrabność. Zastanawiam się, czemu profilaktyka oczu nie jest w Polsce obowiązkowa. Czemu badanie wzroku nie jest obowiązkowe [jak szczepionki] już od trzeciego roku życia?

 

 

Przypominam sobie siebie. Jak płakałam, gdy kolejny raz nie udało mi się odłożyć szklanki na stół, jak byłam nazywana nieukiem, bo nie widziałam miasta na mapie, jak obniżano mi ocenę, bo nie umiałam ładnie pisać, gdy pani kazała mi pisać z wyprostowanym kręgosłupem. Nie umiałam. Żeby widzieć, co piszę, musiałam się pochylić. I pamiętam tę moją zawziętość, gdy ciotka wysłała mnie w Warszawie po bułki do sklepu, a ja, podniecona, że drogę poznaję po okolicznych domach… wpadłam na latarnię. Wtedy wówczas zniszczyłam ostatnie, źle dopasowane okulary i radziłam sobie przez prawie 10 lat bez nich. Dopóki nie weszło pokolenie okulistów z prawdziwego zdarzenia, którzy potrafili ogarnąć moją wadę wzroku. I naprawdę, teraz większość z nich doskonale sobie poradzi z wadami wzroku małych dzieci. Wizyta kosztuje od 50 do 100 zł. Warto iść i i mieć z głowy. Im szybciej wykryta wada, tym większa szansa zminimalizowania jej. A świadomość, że oczy twojego dziecka są zdrowe, zwala ciężar z barków. Ogromny ciężar.

 

Uwierzcie, bo jeszcze czuję tę ulgę.

 

 

[Oprócz syna, który  wybrał sobie cudowne czerwone, okrągłe okulary i kiedy okazało się, że ich nie potrzebuje, to się, oczywiście, wściekł :D]

 

  • Paulina

    Ja sama walczę z ogromną wada wzroku -9 i -10 dioptrii. Wiem jak to jest nie widzieć, kiedy wszyscy mają dziwne pretensje, że przecież mam okulary.
    Dobrze,że poruszyłaś też temat 🙂

  • Sakinimod

    Podstawowe badanie wzroku jest przeprowadzana w ramach bilansu, a część ludzi go olewa, bo przecież dziecko zdrowe to po co iść. Ja też myślałam, że nic nie wyjdzie na takim bilansie 4-latka, a tu zdziwko, bo młody miał problemy z przedostatnim i ostatnim rzędem symboli. Dlatego właśnie jutro idziemy już na konkretne badanie. Ciekawe co z tego wyjdzie :/

    • nu

      Dokładnie, badania wzroku są robione na bliansach, 2, 4 latka – jeśli coś niepokoi pediatrę, daje on skierowanie do okulisty.

  • Zgadzam się w 100%. Mieszkamy w Niemczech i nasz pediatra sam przypomina rodzicom o obowiązkowym dentyście i okuliscie. Do okulisty będziemy iść pierwszy raz za 3 miesiące. Dentysta był już 3 razy i już mamy kolejną wizytę na grudzień(syn ma 3 lata) .Jeszcze fizjoterapeuta też powinien raz porządnie obejrzeć dziecko.

  • Ela Łabaj

    A mnie brakuje tego, że jako dziecko nie zabierano mnie regularnie do dentysty. I nie mówię tu tylko o okresie gdy miałam lat kilka, ale całym okresie podstawówki. Dzięki temu jednego zęba mam martwego już od lat, bo nie dało się go uratować i wpakowałam w niego już kilka dobrych tysięcy ze swoich, dorosłych pieniędzy – bo głupio tak żyć bez jedynki

  • Iwona A.

    Och jak ja to dobrze znam. U mnie sie dalo operowac, chociaz lewe oko (to dziwne, jak u Ciebie) zostalo dziwne i nie udalo sie go skorygowac zupelnie. Okulista mnie pocieszyl ze po czterdzietsce sie wyrowna i mial racje 🙂 Syn odziedziczyl niestety po mnie, jedno oko zupelnie dobre, drugie bardzo „popsute”, na szczescie teraz szkla sa na tyle cienkie ze nie widac tak bardzo roznicy. Smiejemy sie, ze ma szczescie, bo jak bedzie chcial skorygowac laserowo to tylko jedno oko, wiec zaoszczedzi i cierpienia i pieniedzy.

  • Zelda

    Chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt związany z dużą wadą wzroku u dziecka. [Uprzedzę od razu, że próbowałam znaleźć jakąś literaturę na ten temat, ale nie udało mi się tego zrobić na szybko, a nie mogę teraz poświęcić na to więcej czasu (jeśli ktoś miałby ochotę poszukać, można próbować po haśle – rozwój teorii umysłu (theory of mind)).]
    W tym, co napiszę mogą się zatem znaleźć uproszczenia i nieścisłości, bo bazuję na informacjach zdobytych z pięć lat temu podczas stażu w ośrodku naukowym. Mimo to chciałam się podzielić tą szczyptą wiedzy.
    Wydaje się, że małym dzieciom, które mają poważne problemy ze wzrokiem trudniej jest rozwijać teorię umysłu (która jest jakby modelem pozwalającym wyjaśniać, rozumieć i przewidywać zachowania innych ludzi i swoje własne). Długotrwałe problemy z tym związane mogą mocno odbić się m.in. na jakości kompetencji społecznych, sprawiając, że zachowanie dziecka czasami przypomina zachowanie osoby ze spektrum autyzmu. Najtrudniej jest oczywiście w przypadku dzieci, które nie widzą wcale lub widzą bardzo mało, ale podobno problem może także pojawić się u dzieci z nieskorygowaną wadą wzroku, która jest na tyle poważna, że utrudnia (a w efekcie zniechęca do tego) obserwowanie twarzy innych ludzi. Dlaczego to obserwowanie jest takie ważne? A no m.in. dlatego, że teorię umysłu rozwijamy m.in. poprzez obserwowanie i uczenie się, jakie reakcje mimiczne (i emocje) pojawiają się u innych w reakcji na nasze zachowania i różne zdarzenia. Myślę, że warto o tym wiedzieć.

  • Pierwszy raz – kontrolnie – zabrałam córkę do okulisty jak miała 3 lata. Było miło i przyjemnie. Miała z 8 rożnych testów i badań aby wykluczyć zeza, krótkowzroczność, astygmatyzm. Polecam dr Pawła Pańkowskiego – jeśli ktoś będzie potrzebował