Jakiś czas temu, z ciekawości, co tam o mnie myślicie, wypuściłam na szybko zrobioną ankietę i poprosiłam o jej wypełnienie. Miałam ambicję skomentować ją już po tygodniu, ale wiecie, jak to jest. Kosmyk zachorował, Adaś zachorował, wciąż i wciąż nie było czasu, żeby się zebrać. Ale wreszcie nadeszło to wolne popołudnie – chłop w pracy, dzieci u mojej mamy, a ja mogę spokojnie podsumować wszystko to, coście mi napisali i zdradzić kilka planów na najbliższe miesiące.

 

 

 

W takim razie – dzień dobry, drogi czytelniku. Widzę że w większości jesteś kobietą, dość młodą, bo przed czterdziestką i nie masz zielonego pojęcia o życiu na wsi lub właśnie z niej uciekłaś wiedziona wizją kin, muzeów i sklepów pod domem. Miło cię widzieć 🙂

 

 

Zrzut ekranu 2016-03-03 o 15.15.52

 

 

Ty też wiesz doskonale, kim jestem ja, więc nie mam zielonego pojęcia, czemu jeszcze nie obserwujesz mojego profilu na fejsie, o tutaj.

 

Zrzut ekranu 2016-03-03 o 15.05.59

 

 

 

Ktoś mi napisał, że te pytania były durne, ale jednak bardzo dla mnie ważne, bo widzę, że niewiele osób ostało się z samych początków bloga i dla nowych warto odświeżać czasem starsze wpisy, a do tego przekonałam się po raz kolejny, jak wielką władzę nad nami ma Facebook. Ponad 56 procent wchodzi na blog właśnie z Facebooka! A tylko 39 procent raz na kilka dni sprawdza, czy coś nowego napisałam. Wniosek? Jeśli Facebook ukryje moje posty, to stracę czytelników. To będzie taki mój argument na zarzuty jednej czytelniczki, że czasem przypominam czytelnikom, żeby lubili posty lub w jakiś inny sposób reagowali na nie. Wiecie, Facebook to taki dziad, który pokazuje wam to, co lubicie, co was interesuje. Jak nie lubicie, to wam nie pokazuje. I wtedy znikam. Z jednej strony wredne, z drugiej bardzo pomocne, bo dzięki lubieniu tego, co mi się podoba, mam ładny, zapełniony ulubionymi rzeczami newsfeed. To taka rada, co zrobić, żeby wyskakiwały wam fajne treści, bo zmusić do lubienia wszystkiego, co napiszę, was nie zmuszę 🙂

 

 

njnj

 

 

No i tu najciekawsze – wpisy, których chcecie, które wam się podobają, które lubicie czytać. Bardzo byłam ciekawa i trochę się zawiodłam, że wy ciągle o tym wychowywaniu i wychowywaniu. Kiedyś rozmawiałam z czytelniczką i ona chciała wiedzieć, po co zapycham sobie bloga takimi płytkimi rzeczami jak „Sposoby na ząbkowanie” czy jakieś muffinki marchewkowe. A ja starałam się jej wytłumaczyć, że bardzo lubię to robić [odpręża mnie to]. W sensie, wiecie, każdy głębszy/mocniejszy/dłuższy tekst pochłania trochę czasu, muszę się do niego przygotować, przemyśleć, trochę poczytać, zrobić sobie jakiś plan. Rzadko kiedy piszę z rozbiegu, ot, siadam i piszę. Czasem jest tak, że faktycznie, coś mną poruszy, a w głowie już mam ułożone zdania i muszę szybko je wylać z siebie, bo uciekną [Jak „Drogi mężczyzno…„]. A czasem tekst pisze się w głowie tygodniami [jak „Samotność w matce” czy „Wiejska matka”]. Teraz też pisze mi się  jeden tekst, może uda mi się w marcu opublikować, ale, kurde, to nie jest zawsze takie proste, a po napisaniu – w łepetynie zostaje pusta jałowa pustynia. Lubię więc sobie ten czas zapełnić jakąś lekką treścią – na szczęście i na nią mam odbiorców 🙂

 

Zaskakuje mnie to, że chcecie czytać o związkach, relacjach i takich rzeczach… nigdy nie czułam się w nich ekspertem, ale myślę, że uda mi się to ugryźć z innej strony. Natomiast w kwestii życia na wsi myślę, że niedługo uda mi się was zaspokoić – mój ojciec zamierza mi podarować kury, a ja coraz bliższa jestem kupna szklarni i babrania się w ziemi 🙂 Cieszy mnie, że część z was chce, żebym podróżowała – ja też, bardzo. Agencje, weźcie mnie gdzieś wyślijcie, nawet z dziećmi! I Chłopem też, niech stracę 🙂

 

 

Zrzut ekranu 2016-03-03 o 15.06.43

 

 

 

Tego pytania byłam bardzo ciekawa, bo dość długo nie mogłam się zdecydować, czy jeden tekst dzielić na kilka krótszych, czy może dowalić informacjami w jednym wpisie. Na szczęście wy lubicie różnorodność, więc mogę i tak, i tak. Dzięki!

 

 

gt

 

 

 

 

 

A ja porządek jednak zrobiłam, zerknijcie po prawej 🙂 A bardzo mi się nie chciało, na szczęście którejś nocy nie mogłam spać i sobie podłubałam, co mogłam.

 

aza

 

 

Coś, co podejrzewałam od dawna – na blogu za mało jest nas, rodziców i zamierzam to zmienić. Co prawda częstsze pisanie  pewnie będzie niemożliwe ze względu na czas [myślę, że choćbym bardzo chciała, czasy pięciu wpisów w tygodniu już nigdy nie wrócą :(], ale w zamian postaram się produkować dłuższe teksty i przetykać je krótszymi. No i to pokazywanie się…. kurde, może vlog?

 

 

sw

 

 

 

 

Ach, ten mój instagram. Moja blogowa pięta achillesa i choć w tym tygodniu sobie odpuściłam, to wcześniej mocno nad nim pracowałam i zamierzam to kontynuować. Już teraz mogę powiedzieć, że warto mnie obserwować, bo szykuję jeden konkurs, no i te fragmenty z życia zamierzam na waszą prośbę dołączać 🙂

 

vfr

 

 

 

Jeśli chodzi o poniższe: no to mi pomogliście 😀

 

aaaa

 

 

I znów  – wielkie dzięki 😀

 

 

Zrzut ekranu 2016-03-03 o 17.04.04

 

 

Palący temat – współprace. Tu muszę kilka słów, bo się uduszę. Nie wiem, czy jest w Polsce blogerka, która uzyskała taki wynik. Nie dość, że czytelnicy wypełniający ankietę doceniają dobór reklamodawców, duża większość z nich uważa, że zarówno reklamy, jak i zwykłe teksty są na tyle dobre, że w tym aspekcie mogę robić, co chcę, to jeszcze 90 procent z nich kupiłoby coś z mojego polecenia. To spora odpowiedzialność i wiem, że jeszcze bardziej muszę tego pilnować.

 

Co do przedostatniego wykresu – celowo użyłam odpowiedzi „Nie jestem w stanie tego poznać”, bo czasem o współpracy nie informuję wielkimi literami i banerem, a wspominam w tekście, że o, zobaczcie dostałam coś takiego, sprawdzamy. Bałam się, że może to nie być wystarczająco czytelne, ale na szczęście, jak widać, jest. I dobrze.

 

Ostatnim wykresem jestem zdumiona – przeważają teksty sponsorowane, testy i konkursy [heh, wiecie, że prawie wszystkie osoby, które wypowiedziały się na „nie” w poniższej ankiecie, za swój ulubiony tekst podawały właśnie tekst sponsorowany? A za najbardziej preferowany konkursy właśnie? Bardzo mnie podczas czytania bawiła ta zależność :)]. A ja bym chciała podróżować, zrobić coś kreatywnego, rozwalić system, a nie ciągła nuda, wpis sponsorowany, sponsorowany, ciągle to samo 🙂

 

 

frew

Zrzut ekranu 2016-03-03 o 15.08.11

 

 

 

 

 

 

Czego najbardziej ci brakuje na blogach parentingowych?

 

 

 

Odpowiedzi na to pytanie opublikuję bardzo okrojone. Bo każdy bloger powinien sam to ze swoimi czytelnikami ogarnąć. Jednak kilka odpowiedzi wbiło mnie w ziemię i powinno dać do myślenia nie jednej i nie dwóm blogerkom [i blogerom]. Moje odpowiedzi na pytania przeczytasz, gdy naciśniesz ten kluczyk i plusik pod cytatem.

 

 

Moi znajomi, choć w większości nie mają jeszcze dzieci i rodziny chętnie czytają Twoje teksty. Czasem bez wspominania o Twoim blogu dowiaduję się o Twoich wpisach od innych ludzi 😉 Raz nawet w Londynie 😀 Życzę powodzenia w nowym roku i wielu nowych czytelników 😉
Reklamuj/testuj też tańsze rzeczy, ja wiem ze ty polecasz dobre firmy, ale niektórzy nie maja kasy na te ekstra eko bawełny, ledwo im starcza na zwykłe ciuszki;) nie pisze o sobie, bo mnie akurat stać, ale kilku osobom poleciłam twój blog, te osoby naprawdę nie maja kasy i zauroczyło ich to, ze potrafisz zając czas dziecku zabawa w lesie, ze czytacie i robicie fajne rzeczy które i oni mogą podpatrzyć bo to nic nie kosztuje tylko czas i wyobraźnie, a tu nagle reklama takich drogich (bo przyznaj nie tanich, niektórzy żyją na 1500zł i maja 4 osoby na utrzymaniu) wiec fajnie by było, gdyby obok gdzieś znalazły teksty sponsorowane tańszych rzeczy, albo… ty jesteś mega kreatywna, pokazuj na blogu jak zrobić dla dziecka coś z niczego, z można kupić kawałek materiału i wyczarować z niego samemu pacynkę dla dziecka;) jako alternatywę (taki przykład tylko) i jeszcze jedno, czytając bloga mam wrazenie ze ty wiesz najleiej jak wychowac dziecko, nigdy nie przyjmujesz rad z komentarzy, moze i tak jest, ale byłabys brdziej ludzka, taka swojska, w pierwszych latach bloga taka byłas, a teraz mam wrazenie ze Kosma i Adaś s a wychowywani najlepszymi metodami a wszystkie inne są be tego własnej brak na blogu, ze każde dziecko jest inne, ze to co sie sprawdza na Kosmie nie działa na inne dzieci i odwrotnie to odstrasza mnie od komentarzy lub podania swojego pomysłu na pewne rzeczy w komentarzu, bo wiadomo ze jak ci się oja perspektywa nie spodoba to jej nie pochwalisz mimo ze jest inna od twojej tylko skrytykujesz albo powiesz, jak się nie podoba to nie czytaj ja lubię i będę czytać, ale kiedyś byłaś mi bliższa, taka swojska polonistka, taka moja…. 😉
 
Robisz super robotę pisząc tego bloga. Twoje słowa dają mi nadzieję, że jakoś będę w stanie ogarnąć moich dwóch urwisów i nie osiwieję przy tym do reszty. Chcę Ci życzyć satysfakcji z pisania, jak również tego, żeby blog był dla Ciebie konkretnym źródłem dochodu. W końcu niewiele osób ma możliwość zarabiać robiąc to, co sprawia mu przyjemność.
Czytam Cię od ok 2,5 roku (dodam że jak trafiłam na blog, przeczytałam go od początku), ale nigdy nie miałam odwagi skomentować napisać maila. Muszę się przyznać, że jako nieliczna z czytanych blogerek wzbudziłaś we mnie chyba najbardziej odmienne emocje. Poza tym zawsze mam wrażenie że taki Bloger jak Ty nie zawraca sobie nawet głowy takimi osóbkami jak ja, które po prostu gdzieś tam Cię czytają ale nigdy nie zostawiają śladu bo właśnie boją się ignorancji. Pokrętna logika wiem. Pozdrawiam i życzę owocnego dalszego blogowania 🙂
Tak naprawdę, to chciałam Cię spytać jak się czujesz. Myślałam nawet o tym, by napisac maila, ale nie chcę zabierać Ci czasu. Życzę Wam zdrowia w Lepszym Roku. Fizycznego i psychicznego. JAk czowiek jest zdrowy i inwentarz zdrowy, to nic nie jest straszne. Trzymaj się. Lidia
Posumowanie roku, to nie tyle ulubiony tekst co po prostu pokazanie jak jest rzeczywiście. Wszyscy (prawie) zazdroszczą Ci tej sielanki mazurskiej, ale okazuje się że nie taka sielanka wcale. Ja mieszkam na południu w dużym mieście, jestem na wychowawczym w domu z 2 dzieci, i szlag mnie trafia, łapie mnie chandra jesienno-zimowa, brak mi kontaktu z ludzmi dłużej niż przy kupowaniu szynki w sklepie. Zrobiło się zimno i uświadczyć matki z dziećmi na spacerach jest ciężko już nie mówiąc o tłumach na placach zabaw. A ja jednak potrzebuje ludzi do życia. I o ile podoba mi się Twoja wieś, tak wiem że ja bym nie przeżyła tam bez depresji. Podziwiam Cię i trzymam kciuki. Wpadnę kiedyś na wakacje jak dzieciaki podrosą żeby zakosztować tych uroków:)
I teraz tak – powiem wam, że w tych ponad 800 komentarzach nie było ani jednego stricte hejterskiego/czepialskiego/złośliwego. Ani, kurde, jednego. Być może to efekt tego, że skutecznie ich od siebie odstraszyłam, konsekwentnie wyśmiewając nawet nieśmiałe zalążki i sprzeciwiając się niesprawiedliwym ocenom. Być może też [a to również prawdopodobne] hejterzy zwyczajnie dorośli. Porodziły im się dzieci, dzieci złośliwe, jak oni, a przez to nie mają w co rąk włożyć i biegają tacy wymęczeni, frustrację wyładowując na fejsie, bo dalej nie mają już sił dojść. A może po prostu ten cały hejt jest przereklamowany? Ja już dawno mówiłam, że nie ma hejterów, są tylko ludzie, z którymi nie zawsze umiem się porozumieć 🙂
Dosiego roku, kochani, czy jakoś tak.
Uwielbiam was i fantastycznie się was czytało, ale następną taką porcję słodyczy to sobie zafunduję dopiero za rok. Wbrew pozorom, pochwały wcale nie motywują [o tym też jeszcze napiszę], choć za każde dobro słowo jestem wdzięczna niczym brzoza na rozstaju dróg w zagajniku przy malinowym chruśniaku. W jakim kierunku rozwinie się blog? Nie ukrywam, że ciągnie mnie do vloga, ale nie wiem, czy znajdę tyle czasu, żeby to montować. Na razie więc poczytam uważnie wasze komentarze, bo z przyjemnością podczas Blogu Roku odkryłam, że idziemy razem jedną drogą. Fajnie 🙂
 
PS Czy was też zaczyna denerwować ta czcionka? Ugh, ona jedna przyprawiała mnie o mdłości podczas pisania tego wpisu. Koniecznie muszę ją zmienić! I te nagłówki też. Strzeżcie się!