Nasz permakulturowy ogród - jak powstał, jak go zaplanowałam, na czym polega?

Joanna Jaskółka
15 października 2019

Udostępnij wpis

Usłyszałam o tym na mojej grupie. Jak to, nie trzeba podlewać? Pielić? Samo rośnie? Nie wierzyłam. I nie uwierzyłabym, gdybym nie zaczęła drążyć w celu udowodnienia sobie samej, jakie to głupie. I wsiąkłam. I wcale nie przekonało mnie to, że wszyscy podkreślają, jak mało przy tym roboty - przekonała mnie ekologia.

 

Zaczęłam w maju. Bo wtedy miałam zebrane materiały.  Zaczęłam od dwóch donic. Pierwszych permakulturowych donic i zdecydowałam się na donice, ponieważ wał i jakiekolwiek inne grządki odpadały ze względu na naszego niewidomego psa i hasające wówczas po polu króliki. Wszystko bym miała zadeptane i zjedzone. Potem w czerwcu z poligonu wrócił Chłop i pomógł mi zrobić kolejne dwie. Patrzyliśmy się na nie trochę jak pies na jeża zza górki, co nas odwiedza sporadycznie, ale w lipcu, kiedy zobaczyliśmy bujność rosnących roślin, tylko kiwnęliśmy głowami. Chcemy więcej.

 

 

Obok cukinii - donice z fasolą. Miałam szczere nadzieję, że wystarczą, niestety - króliki obgryzły fasolę do cna. Stąd też na przyszły rok powstały dwie donice wyłącznie na fasolę, do których króliki nie doskoczą.

 

 

Od sierpnia nie kupiliśmy ani jednego pomidora - wszystko, co wyrosło z donicy na zdjęciu, wyrosło z nieprzetworzonej do końca ziemi kompostowej i było na tyle obfite, że w słomie w piwnicy pomidory będą mi dojrzewać zapewne jeszcze kolejne dwa lub trzy tygodnie. Cukinie, które trzymam na kolanach, to jedne z wielu - obliczyliśmy, że całkowity plon cukinii to ponad 50 kilogramów [z donic przesadzałam prosto do ziemi, bo wszystko mi zakiełkowało i brakowało jej miejsca].

 

 

Sałatka, posiana przez młodszego i całkowicie nie zadbana. Pojedyncze chwasty, które obok rosną, wyrywamy i kładziemy po prostu obok, żeby się rozłożyły w glebie.

Ostatnie plony z cukinii z września. Pączki zawiązały później owoce, ale październikowy przymrozek je obalił. I dobrze. Od sierpnia tylko cukinia i cukinia 😀

 

Jako poplon grochu, który rósł w tej donicy, wyrosły nam pomidory z ziemi kompostowej. Gdybym wyrywała chwasty regularnie - nie dojrzałabym za nic, że to rosną nam pomidory, a tak to z krzaczków wyrośniętych na dziko, zebraliśmy kilka kilogramów owoców. Między nimi posadzona przez młodszego kapusta pekińska [jeszcze rośnie].

 

Pod koniec września po raz pierwszy kupiłam ogórki. Bo cały sierpień rosły jak głupie i było ich tyle, że na małosolne patrzeć się nie mogę, mimo że każdy, kto do nas wpadał, dostawał swoją porcją i cukinii i i ogórków, a my sami zrobiliśmy jakieś 30 słoików z piklami.

A to jedne z naszych pierwszych sierpniowych plonów. Chłopcy pomagali zbierać, młodszy nadał nazwę naszemu ogródkowi - farma. I wszystko, co z naszej farmy, pochłania jak wariat 🙂 Nawet tę cukinię 🙂

 

ZOBACZ  WPIS -> "JAK ZAŁOŻYĆ OGRÓD"

 

 

Jak zbudować grządkę permakulturową?

 

I gadam o tej permakulturze, gadam, ale ty pewnie wciąż czekasz, na odpowiedź - jak zrobić taką grządkę i czym ta permakultura jest? Permakultura to gałąź ekologicznego rolnictwa polegająca na tym, że zamiast walczyć z ziemią i wyrywać z niej plony na siłę, zaczynamy... współpracować z nią na równych warunkach i wykorzystywać wszystko, co nam daje. W permakulturze nie ma odpadków, chwastów, oprysków, sztucznego nawożenia - wszystko, co daje natura jest nam potrzebne i wszystko tak naprawdę można wykorzystać.

 

Pięknie to pokazuje przykład liści na trawniku - normalnie "powinno" je się grabić, ludzie też potem je palą [przejeżdżając dziś przez wioski, widziałam dymiące się kopce liści]. Więc ludzie grabią i palą. Zabierają ziemi wspaniały, żyzny materiał - dżdżownice i wszelkie robaczki użyźniające glebę go uwielbiają, pod liśćmi schronienie znajdują jeże i inne stworzenia. A kiedy my te liście zbieramy - zabieramy cudownie użyźniający materiał i na wiosnę idziemy do sklepu po nawóz. Po nawóz, który sami pracowicie zebraliśmy jesienią.

 

Idea permakultury bazuje na stwierdzeniu, że wszystko w postrzeganym przez nas świecie jest powiązane. Nie ma żadnego zjawiska, które mogłoby trwać w izolacji, choćby przez ułamek sekundy. Dostrzegając prawdziwą naturę tych powiązań możemy współtworzyć z Naturą kreatywne, prosperujące ekosystemy.

Źródło: http://permakultura.com.pl

 

 

Wszystko jest potrzebne! I chwasty, które niejednokrotnie pomagają glebie odżyć albo "biorą na siebie" ataki drapieżników. I drewno, i trawa, i liście, i kartony - wszystko, co pomoże odtworzyć stan naturalnej gleby jest koniecznie potrzebne. Permakultura zadaje często jedno poważne pytanie - czemu nikt nie dba o las, a on rośnie? Liście leżą, gałązki spadają, jelenie i łanie robią kupy, chwasty rosną,nikt tego nie podlewa, a z ziemi leśnej wyrastają potężne drzewa, krzewy, dorodne grzyby i wszystkie owoce? Czy jeśli spróbujemy odtworzyć sposób powstawania gleby leśnej, będziemy mieć takie same efekty? I odpowiada od razu - tak. Będziemy. Jeśli będziemy współpracować. I ja postanowiłam współpracować.

 

Kiedy znajomym ogrodnikom opowiadam o permakulturze, pierwsze co słyszę to „perma co?” A potem otwierają oczy ze zdziwienia, że ogrodu nie trzeba podlewać, nie ma na nim chwastów, marchewki nie sieje się w równych rządkach, a rośliny współgrają ze sobą w idealny sposób wspomagając się i chroniąc nawzajem przed szkodnikami.}

Źródło: Jestem Zielona

 

Mnie osobiście najbardziej ujęło w permakulturze to, że zgodnie z jej filozofią trzeba tak współpracować z przyrodą, by zużywać jak najmniej energii i obserwować to, co się dzieje w przyrodzie i co może nam pomóc. Ja na przykład wiem już, że jeśli wyrzucę nadpsute pomidory do kompostu, to one mogą mi wykiełkować. I poznam kiełkujące pomidory już wszędzie - mądrzejsza o to doświadczenie, w przyszłym roku wykorzystam tę wiedzę - chociażby po to, żeby przesadzić rośliny tam, gdzie zrobią innym roślinom dobrze [w tym roku kisiły się w dwóch donicach].

 

 

Budowa permakulturowej grządki

 

Co ci mogę doradzić, jeśli chciałabyś zrobić swoją pierwszą permakulturową grządkę? Masz całą zimę na nazbieranie kartonów, trocin i gałęzi. Oraz gówna , przepraszam, kupy. Tak, pokazywałam ją tutaj, akurat tamta była krowia. Istotą budowy grządki [lub wału] permakulturowej jest to, żeby jak najbardziej przypominała naturalną glebę. Teoretycznie w permakulturze nie powinno się używać łopaty, ale my, stawiając grządkę na solidnej, wieloletniej darni, spulchniliśmy glebę, a potem... a potem obłożyliśmy dół donicy kartonami. Zwykłymi kartonami, które są gratką dla dżdżownic, a jednocześnie pięknie zatamowały wyrastanie roślin z trawnika na grządce. Nikt normalny chyba, jeśli nie ma hurtowni, nie dałby rady uzbierać tylu kartonów na 10 grządek i zalążek wału, więc my dogadaliśmy się ze znajomym sklepikiem, który odkładał nam szare, nielakierowane kartony.

 

 

Na taki podkład z kartonów [obficie podlany] można położyć kolejną warstwę: liści, trocin, ja zdecydowałam się na ścinki i zrąbki drewniane, a w pewnym momencie poszliśmy dalej, w hugelkulturę i po prostu wrzucaliśmy gałęzie, pocięte sekatorem [z tym sekatorem spędziłam godziny, tnąc zbyt mocno rozrośnięte krzaki zdziczałych róż]. Na drewno położyliśmy potem bogaty w azot obornik, potem znów ścinki i trociny, słomę, rosnącą na naszym polu trzcinę lub kartony, potem mulcz z trawy i na koniec ziemia kompostowa [nie do końca przetworzona, ale to tym lepiej]. W tę ziemię kompostową siałam moje pierwsze rośliny. I z tej ziemi wyrosły mi właśnie pomidory. Których nie sadziłam : D

 

Ogólna zasada budowania permakulturowej grządki polega na tym, żeby zachować właściwe proporcje węgla [drewnianych ścinek, słomy, liści, uschniętej trawy] do azotu [odpadki kuchenne, obornik, rośliny, mulcz], który powinien wynosić 25-30:1.

 

Kiedy pierwsze rośliny już wyrosną, zaczynam je ściółkować - głównie skoszoną, lekką zeschniętą trawą, bo słomę trzymam dla królików [zresztą ich przekompostowany obornik też pójdzie do grządek na wiosnę pod ziemię kompostową]. Każda roślinka jest opatulona trawą, dzięki czemu ziemia nie oddaje tak łatwo wody, a rozkładająca się trawa dodatkowo ją użyźnia.

 

Donica z podkładem z tektury, ścinkami i już położonym obornikiem.

 

Na obornik w ramach testów położyłam trzcinę - nie będzie tak wydajna jak słoma, ale całe pole miałam nią zarośnięte i tamowała nam dojście do ula, postanowiłam więc wykorzystać.
Po lewej donica przygotowana na wiosnę, po prawej donica wyściełana kartonami , na które kładziemy gałęzie i wrzucamy ścinki.
Podstawy wału - oj, będzie z nim dużo pracy jeszcze...

 

Co nam daje grządka permakulturowa?

 

Komfort. Dla mnie głównie komfort. Mimo że wiedziałam, że świeże  permakulturowe grządki nie będą tak dobrze trzymać wody, że odpadnie potrzeba podlewania [podlewałam], to i tak byłam zdziwiona, że w czasie tego suchego lata nie musiałam tego robić więcej niż raz, góra dwa w tygodniu. Rośliny rosły jak głupie. Trociny i drewno na dole zatrzymywały wodę dość dobrze, rośliny nie więdły, trzymały pion i rosły, rosły jak dzikie. Wszystkie nieliczne "chwasty", które wyrastały obok mojej sałaty, kapusty czy cukinii, wyrywałam i kładłam obok roślin, co wywoływało efekt "nieporządku, ale skutkowało tym, że ziemia, dżdżownice i robaczki miały co jeść i nie czepiały się moich owoców i warzyw.

 

Satysfakcję. Że nie dokładamy swojej cegiełki do jałowienia ziemi i że zamiast z niej wyrywać - współpracujemy z nią. Ona nam daje, my jej oddajemy i pomagamy.  Że nie marnujemy wody na codziennie podlewanie, bo dążymy do tego, by grządka jak najlepiej kumulowała wodę i wykorzystywała to, co magazynuje się w próchniejących gałęziach i trocinach. Że taka masa pracy, jaką wykonaliśmy w te wakacje, nie pójdzie na marne i za rok ograniczymy się wyłącznie do pielęgnowania roślin [na razie te 10 donic to maks, co będziemy mogli przerobić, choć Chłop przebąkuje coś o szklarni jeszcze, to jednak dla mnie ta 10 to maksymalne, co damy radę zjeść i rozdać]. Że nie marnujemy niczego - wszystkie odpadki, które mamy w kuchni idą do grządek albo dla królików. Nawet pędy ogórków i cukinii, po zebraniu owoców, kiszą się w donicach i na wiosnę pewnie będą już cudownie ciemną ziemią. Pierwszą turę liści z trawnika zbierzemy i też wrzucimy do donic, ale drugiej nie tkniemy nawet palcem - będzie schronieniem i nawozem dla trawnika.

 

Jedzenie. I to dużo. W życiu nie zebrałam takich plonów z ogrodu. Żeby być dobrze przygotowaną na przyszłoroczne plony, już kombinujemy z Chłopem, gdzie wykopać piwniczkę i odkładamy słoiki z każdego majonezu i passaty : )

 

ZOBACZ  WPIS -> "JAK ZAŁOŻYĆ OGRÓD"

 

Temat grządek permakulturowych - dla mnie - to temat rzeka. Przeczytałam już kilka książek, cały internet i czekam na mój pierwszy kurs permakultury na wiosnę.  Wiem, że przede mną mnóstwo nauki, wiem, że nie jestem jeszcze ekspertem, ale zaczęłam i cieszy mnie to niesamowicie. Uczę się na swoich błędach [na przykład teraz nie pomalowałabym donic nawet najbardziej ekologicznym impregnatem, ale Chłop chciał "estetycznie", na szczęście on też zmienił zdanie], praktycznie badam, czy to ma sens i ten sens widzę.

Temat ogrodu to temat, który wywołuje niezmiennie uśmiech na mojej twarzy. Kiedy siedem lat temu na piątym piętrze mieszkania na Anielewicza w Warszawie, zastanawiałam się, co dalej, gdzie mieszkać, co robić - moją pierwszą myślą było - mieć swój ogród, swoją ziemię, swój kawałek świata, który będzie mi dawał i ja mu będę dawać. Żeby móc wyjść z domu na bosaka, przejść się po mokrej trawie i zjeść na śniadanie pomidora z sałatą z własnej grządki. W tym roku to marzenie się całkowicie i z nawiązko spełniło.

 

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
16 września 2020
Ten dzień, gdy po ośmiu latach zostałam w domu sama

Wstaję z krzesła, odwracam się i jakoś dziwnie zaczepiam nogą o krawędź krzesła, że lecę twarzą na podłogę i dziękuję w duchu za duże cycki amortyzujące upadek. Leżę na ziemi i analizuję, co się stało. W domu jest cicho. Nikt nie słyszał mojego upadku, nikt nie widzi mojej rozplaskanej na podłodze dupy. W domu jestem […]

6 sierpnia 2020
17 zabaw, które pomogą ci pracować bez problemu i zawracania gitary

No i jest. E-book o 150 darmowych zabawach dla dzieci już wylądował w sklepie i wzruszam się każdego dnia, gdy czytam pozytywne recenzje i podziękowania. Więc ja też chcę podziękować. Mój e-book by nie powstał, gdybym nie ogarnęła swojego domowego biura i gdyby dzieci skakały nade mną bez zajęcia. Zajęcie udało mi się znaleźć  - […]

29 lipca 2020
Ile tracą nasze dzieci, gdy przeprowadzamy się z miasta na wieś, na zad*pie? [podkast]

Pytań od rodzin, które rozważają opuszczenie miasta i przeniesienie się na wieś, dostaję miesięcznie kilka. Coraz więcej tych rodzin, których kierunek z miasta na wieś bardzo interesuje. Co ciekawe na Mazurach, do szkoły mojego dziecka, dołączy w przyszłym roku kilkoro dzieci, których rodzice schronili się przed pandemią w swoim letnim domku i postanowili zostać tu […]

22 lipca 2020
Do kogo krzyczą rodzice i czemu robię ludzi w ch*ja [podkast]

Otóż i jest. Pierwszy odcinek podkastu. Nigdy nie sądziłam, że zacznę znowu gadać do mikrofonu, ale od kiedy pogadałam  kilka razy z Kamilem Nowakiem, wspomnienia ze stażu w radiu wróciły i idea prowadzenia nowego kanału gdzieś indziej niż tylko na fejsie czy instagramie coraz bardziej mi się zaczęła podobać.  

3 czerwca 2020
7 zdań, które nie działają, a wciąż je dzieciom powtarzamy

Są takie zdania, które wypowiadamy z nadzieją, że w czymś one pomogą. Powtarzamy je, wierząc, że coś one przekażą. I faktycznie - przekazują. To, że nie działają albo to, że potrzebujemy zwyczajnie coś z siebie wyrzucić. Bo na tym polega magia części z tych powszechnych tekstów - służą temu, żebyśmy sami wyrzucili z siebie emocje. […]

1 czerwca 2020
Zobacz, jak ten kącik przemienił się w domowe biuro oraz jak wygląda moja praca z dziećmi w domu.

Osiem lat piszę tego bloga i piszę [a raczej pisałam] go zawsze na kolanie. Pamiętam, że kiedy otworzyłam firmę i postawiłam na internetową działalność, obiecywałam sobie, że za zarobione na blogu pieniądze zrobię sobie wreszcie prawdziwe biuro. Niestety, wszystkie zarobione na blogu pieniądze wydawałam zawsze na jakieś głupoty: jedzenie, rachunki albo drzwi do domu.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official