Pięć wstydliwych historii, po których sturlasz się ze śmiechu z kanapy lub odetchniesz z ulgą, że nie spotkało to ciebie

Joanna Jaskółka
6 czerwca 2017

Udostępnij wpis

Chyba każdy ma w swoim życiu takie sytuacje, podczas których wyszedł albo na totalnego głupka, albo na dziwoląga, albo na nieogarniętego człowieka z lasu. Ja w swoim życiu często byłam tym ostatnim, wcale nie z racji mieszkania w lesie, ale z powodu źle dobranych okularów 😀 Mam kosmicznie dziwną wadę wzroku i nikt mi jej nie umie zoperować, więc wpadanie na latarnie, albo na ludzi w metrze było u mnie na porządku dziennym. Niemniej, dopiero jak zostałam matką, zobaczyłam, że częstotliwość moich wpadek jakby wzrosła...

 

I łapię się za głowę, bo to, co się zadziało w ostatnich kilku latach to prostu kosmos i zastanawiam się, czy to naprawdę moja wina, czy raczej powinnam szybko odchować dzieci, bo zwyczajnie mnie rozpraszają. Cóż takiego mi się przytrafiło? A proszę:

 

 

Spis treści

1.

 

To przez pierwsze półtora roku życia młodszego zdarzało mi się stale i regularnie. Bo młodszy "wisiał" na piersi na początku całymi dniami, jak to niemowlak. Ja, karmiąc go, czasami z komórki odpisywałam na maile lub coś czytałam. I to pukanie do drzwi zawsze mnie tak stresowało, że młody się popłacze, że wstanę i go obudzę i takie tam, że jak już wstałam z kanapy i się otrzepałam z leżenia, zapominałam o najważniejszej części ciała wolno fruwającej mi na wierzchu. I tak sobie otwierałam drzwi ze skarbami dyndającymi przed nosem gościa i podpisywałam się na dokumencie/płaciłam/odbierałam paczkę czy coś tam i dopiero po zamknięciu drzwi zerkałam w lustro i pąs oblewał mnie po kolana 😀 Kilka razy zdarzyło mi się otworzyć drzwi z piersią zasłoniętą stanikiem, bo machinalnie po skończeniu karmienia nauczyłam się go zapinać. I też mi było głupio, ale Chłop mnie oświecił:

- Aśka, serio, stanika się wstydzisz? On już w swoim życiu więcej u ciebie widział!

 

I tak też, dzięki nieposkromionej chęci syna do maminego mleka oraz z mojego roztargnienia, stałam się najsłynniejszą ekshibicjonistką we wsi 🙂

 

 

2.

 

Inną rzeczą jest fakt, że często zostawiam samopas telefon. No nie chodzę z nim przy dupie non stop i mimo że prowadzę blog i w ogóle "żyję" w internecie, to często o tym moim życiu internetowym zapominam. Zostawiam włączony komputer, na fejsie jak wół widać, że jestem online, a ja jestem z chłopakami w lesie i nie widzę, ile osób się oburza, że nie odpisuję, mimo że świeci zielona lampeczka "aktywna". Tak jak nie przejmuję się komputerem, tak też bywa, że zapominam o telefonie. Kłopotliwe, szczególnie jeśli zapędzimy się z Kosmkiem w jakieś odmęty lasu i chcemy, żeby ktoś nas uratował i przywiózł samochodem do domu. Kłopotliwe, jeśli dzwoni ktoś z agencji zaproponować naprawdę intratną i fajną kampanię i zamiast mojego głosu słyszy... dyszenie młodszego. Bo młodszy lubi odbierać telefon, nauczył się, że zawsze dzwoni ktoś fajny - tata albo babcia. Więc kiedy raz zobaczył, że telefon dzwoni, to odebrał. I sobie dyszał, bo się zdziwił, że ktoś obcy. Więc dotknął ustami ekranu i chciał go zjeść. Nic by się nie stało, gdyby stało się to raz. Ale dziewczyna z agencji przełknęła sprośne myśli, pewnie się w firmie pośmiali i następnego dnia znów zadzwonili. I znów trafili na Adaśka, bo ja akurat byłam w łazience. Tym razem usłyszeli nie tylko dyszenie, bo Adasiowi posmakował ekran, ale też mlaskanie, bo małemu udało się oderwać ten ekran ochronny i go zjadał. Po moich mailowych przeprosinach i wyjaśnieniach [które, swoją drogą, czyniłam, nie wierząc, że ktoś w nie uwierzy] umówiliśmy się na rozmowę następnego dnia. I zadzwonili akurat 10 minut po tym, jak przestałam czekać na telefon, dałam go starszakowi , po czym poszłam opierdzielić Chłopa, że nie sprzątnął piwnicy. Starszak myśląc, że bardzo mi pomoże, odebrał i powiedział szczerze:

 

- Mamy nie ma na razie przy telefonie. Krzyczy z tatą w piwnicy.

 

I wiecie co? Nie dziwię się, że więcej nie zadzwonili, ale że nie udało mi się jeszcze reklamować żadnych seksualnych gadżetów, to jestem szczerze zdumiona 😀 Co prawda nie wiem, czy dokładnie tak syn powiedział kobiecie, ale jego wersja z tym zdaniem była stała i powtarzana, więc... hm.

 

 

3.

 

Oprócz bycia seksualnie rozwiązłą mam jeszcze na koncie totalne rozbicie poporodowe. I nie wiem, czy komuś się coś podobnego przytrafiło, w każdym razie ja na porodówce byłam "tą od dziecka". Mianowicie leżałam sobie z Kosmkiem spokojnie w sali, upita jeszcze poporodowym hajlajfem i totalnie skoncentrowana na maluchu. Wiecie, jak to bywa. Trzymasz w ręku takiego maluśkiego noworodka i myślisz, że każdy, ale to absolutnie każdy musi go zobaczyć, musi się nim zachwycać, bo jest taki cudowny i piękny i nieważne, że cała buzia czerwona, a skóra ze stópek schodzi, jesteś przekonana, że twoje dziecko jest centrum świata. Nie tylko twojego - każdego świata. Stąd też, kiedy drugiego dnia po porodzie lekarz wszedł na obchód i spytał, jak ma na imię dziecko, ja, wciąż trzymając swojego Kosmyka w ramionach, totalnie przekonana, że co jak co, ale mojego syna to przecież każdy pamięta,  bo jest taki wyjątkowy i mój poród był taki wyjątkowy i pewnie już w gazetach o tym piszą i wspominają, jak pięknie się mój syn urodził, jaki był dzielny i tym podobne, z autentycznym zdziwieniem spytałam:

- To jest tu jeszcze jakieś dziecko?

 

 

4.

 

Swego czasu też Chłop wyjechał na najdłuższy w jego karierze poligon. Nad morze, na ponad trzy miesiące. Zostaliśmy z Kosmkiem sami, a ten właśnie nauczył się mówić. Miał niewiele więcej lat od Adaśka, ale mówić zaczął bardzo szybko. I kiedy Chłop wyjechał po jakimś czasie Kosiem zaczął odczuwać dyskomfort z jego braku. "Dzie tata? - chodził po domu i pytał się każdego, kogo spotkał, a odpowiedź była taka sama: o tu, na zdjęciu jest, widzisz? Niedługo wróci. "Dzie tata?" - słyszeliśmy 15 minut po tym, jak obejrzeliśmy całą tatową galerię. Nadeszło lato i przyjechali turyści. Różni i w różnym wieku. Zamarłam, kiedy na spacerze zobaczyłam mojego synka, wskazującego palcem obcego mi człowieka i wołającego:

 

- To tata! To tata!

 

Zamarłam tak, że wyglądało to, jakbym się temu facetowi przyglądała i oceniała prawdopodobieństwo ojcostwa... W życiu nie widziałam, żeby ktoś tak szybko ode mnie uciekał. Myślę też, że razem z synem staliśmy się przyczyną kryzysu w czyimś związku. A było to podobnie, tylko nad rzeką, gdzie chodziliśmy na lody. Syn jadł swojego twistera i nagle zobaczył parę, z których chłopak miał brodę, dokładnie taką samą, jaką miał Chłop przed wyjazdem. Syn rzucił loda i popędził do faceta, wołając "To tata! To tata!". I wtedy do akcji ruszyła kobieta owego mężczyzny. Widząc zapłakaną z autentycznej radości twarz mojego dziecka, które biegło w stronę jej faceta i krzyczało "tata!", puściła rękę partnera i czyniąc mocny zamach, strzeliła go w twarz z okrzykiem: WIEDZIAŁAM!

 

I na nic się zdały moje przeprosiny i tłumaczenia, że pierwszy raz na oczy chłopaka widzę, a syn się pomylił. Odprowadzało nas podejrzliwe spojrzenie, a szliśmy wśród szlochów starszaka, że nie. I tym razem tata nie został znaleziony.

 

 

To tylko kilka przykładów moich wpadek macierzyńskich, które mogą się zdarzyć każdemu, a jeśli każdemu, to  na bank mi. Bo ja mam jakiś magnes przyciągania do siebie takich zdarzeń. Z jednej strony wynika to z tego, że mając na głowie masę rzeczy, bywam roztargniona, z drugiej, że ja to chyba lubię. Lubię się śmiać - z ludzkich przypadłości i z siebie najbardziej. Bo za każdym razem, kiedy widzę swoją minę w lustrze z koszulą rozdartą jak u Rejtana, to mam wielki banan na twarzy. I chyba o to chodzi, prawda? Że kiedy jest tak źle, że chce się płakać, to lepiej się śmiać. Tak mocno, jak po dialogu sprzed dwóch lat, który swego czasu podbił internet. Przypomnę:

 

5.

 

W tym roku majówka przebiegła spokojnie. W zeszłym ja byłam w 9 miesiącu ciąży, a Chłop był non stop na poligonie. Na szczęście miał zasięg i mógł czasem do nas zadzwonić:

"- Cześć, Kosmyku!
- Cześć tato, co robisz na poligonie? Bawisz się ładnie?
- Bawię się synku.
- A w co?
- A poleruję karabin, bo będziemy mieli jutro ćwiczenia ze strzelania.
- Aha. To fajnie!
- No fajnie.

***

Przez ostatni tydzień rano i po południu kręcą się koło naszego domu jacyś faceci, co wyglądają na wędkarzy. Czasami czekają przed naszą bramą na samochód, co po nich przyjeżdża, czasami przechodzą obok i idą dalej w stronę następnej wsi. Chłop od dwóch miesięcy w rozjazdach, a to szkolenia, a to poligony, ciągle go nie ma, więc każdy obcy człowiek przy płocie od razu zwraca moją uwagę. Oni też. Dziś przystanęli, gdy podlewałam rośliny, a Kosmyk zbierał swoje szczęśliwe kamienie.

- A ty, chłopczyku, ciągle z mamą się bawisz, masz tatusia? - zainteresował się jeden, trochę starszy, z zabawną brodą.
- Mam.
- A gdzie twój tata?
- Poleluje kalabin, bo będzie zalaz szczelał.

Jeśli to byli wędkarze, to ryby przy ujściu Krutyni mogą od dziś pływać spokojnie :)"

 

 

I tak, droga mamo. Nawet jeśli jesteś na początku swojej drogi i przeraźliwie boisz się tego, co cię czeka. Czeka cię wiele chwil smutnych, kiedy dzieci są chore, radosnych, kiedy będą robić swoje pierwsze kroki,  wkurzających, jak wtedy, gdy włożysz sztućce do pralki, myśląc o tym, jaką szkołę wybrać dla pociechy, a brudne ubrania do zmywarki i wszystko to włączysz od razu, dumna ze swojej organizacji pracy. Wiele takich chwil będzie. Ale zapamiętasz właśnie takie - zabawne, niesamowite, cudowne, radosne i szczęśliwe. Serio 🙂 Obiecuję!

 

 

PS. Choć błagam, kupuj zawsze większy zapas kawy, bo zazwyczaj ostatnią porcję, jaką masz w szafce, zalejesz samym mlekiem, a na koniec dodasz odrobinę wrzątku i szczerze? Nie polecam!

 

PS. Mające uchodzić za wstydliwe nogi na zdjęciu to nie moje nogi. Choć chciałabym, bo takie chude. Ale nie moje. Bądźmy rozsądni.

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Jestem Asia.
Piszę o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej siebie.

Naszą historię znajdziesz Tutaj

Ale ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:


    24 marca 2022
    ZROBIŁAM TO! Stary pokój chłopców zmieniłam na moją własną sypialnię! [metamorfoza z Lenart Meble]

    Wchodzę do pokoju i rzucam się na łóżko. Pod skórą czuję nową, świeżo wypraną pościel. Wtulam w nią policzek i oddycham głęboko. Leżę na swoim własnym łóżku we własnej sypialni. Tylko mojej. Nie marzyłam o niej.  Wyobrażałam sobie raczej to miejsce jako coś, co nigdy się nie zdarzy, bo zawsze będą inne potrzeby. A teraz […]

    26 lutego 2022
    Szukasz dobrej pralki? Pralko-suszarka Haier i-Pro 7 to sprzęt, który wybrałam

    – Mamo, ja jej w ogóle nie słyszę... – powiedział mój młodszy syn, który w naszym domu najbardziej lubi prać.  – I wszystko widzę, co się dzieje w środku! – ucieszył się, gdy zobaczył, że nowa pralko-suszarka Haier i-Pro 7 ma podświetlenie wewnętrzne.  Poszłam za ciosem. Wymieniłam starą przeciekającą pralkę na nową i jeśli czegoś […]

    10 stycznia 2022
    Dni zniszczone przez siekierę dzieci, kartę do bankomatu oraz komunizm

    Już w poprzednią niedzielę przebierałam nóżkami, żeby wrócić do publikowania w social mediach. Niestety, wszystko wokół sprzysięgło się, żebym nie była gotowa na publikowanie czegokolwiek. To jest niby proste - napisać coś, kliknąć "publikuj" i z bańki. Tylko jeśli chce się, żeby to wszystko miało ręce i nogi, trzeba swoje przemyśleć. A ja mam plan […]

    16 grudnia 2021
    Jeszcze zdążysz kupić najładniejsze książeczki dla dzieci!

    Obiecałam pokazywać więcej książek dla dzieci i pokazuję książeczki dla dzieci 🙂 Jeszcze zdążysz je złapać przed świętami i obdarować jakieś dziecko, bo książki to zawsze najfajniejsze prezenty. Przynajmniej ja w tym wpisie pokażę takie, które najfajniejszymi prezentami będą. Gotowa? Jedziemy!  

    7 grudnia 2021
    Fidget toys - o co chodzi w tych małych pierdółkach, że dzieci tak ich chcą i potrzebują?

    Teoretycznie zabawki typu fidget toys towarzyszą nam od dawna. Są to między innymi długopisy, zakrętki, folia bąbelkowa, patyczki czy nawet nasze własne palce, którymi pstrykamy lub kręcimy nimi, gdy się stresujemy. Praktycznie nazwa fidget toys wypłynęła niedawno, choć pierwszą zabawkę tego typu i zaprojektowaną konkretnie w tym celu wymyślono dawno temu.  

    2 grudnia 2021
    Co będzie z naszymi dziećmi, które wolą grać w Minecraft niż bawić się klockami?

    Co będzie z naszymi dziećmi, które całe dnie siedzą na komórkach i komputerach? - zastanawiają się rodzice, a ja odpowiadam: nic nie będzie.  Ja, w wieku moich dzieci, oglądałam durne kreskówki na telewizorze [częstokroć odrabiając przy nich lekcje na kolanie]. Pamiętam dni w całości przesiedziane na graniu w gry komputerowe. Bardzo kiepskie i średnio edukacyjne. […]

    Obserwuj nas na Instagramie

    instagramfacebook-official