Odwiedziłam ostatnio koleżankę, która przeprowadziła się do nowego domu i jakieś trzy miesiące temu urodziła swoje drugie dziecko – słodkiego synka. Patrzyłam się na to maleńkie ciałko i nie mogłam powstrzymać zachwytów i ochów i achów. Kiedy nosiłam go na rękach i wąchałam ten specyficzny zapach niemowlęcia, normalnie czułam, że moja macica zaczyna świrować. Ale to wszystko do czasu…

 

 

 

aż usiadłyśmy przy kawie. Pierwszy łyk spoko. Przy drugim mały zaczął się wiercić. No to rzucamy kawę i patrzymy, czy wierci się na płacz, czy na co. Wierci się z nudów, to na ręce. Z dzieckiem na ręku jakoś idzie trzeci łyk, ale mały zaczyna płakać. Kiedy płacze niemowlak, to zazwyczaj albo z głodu, albo z nudów, albo przez pieluchę. Sprawdzamy opcje, kawa stygnie. Wreszcie można małego odłożyć i chwila wolności. Ale nie, bo teraz znowu coś. Już się wierci, już potrzebuje.

 

Patrzyłam się na koleżankę i przypominałam sobie tę niemoc, kiedy ja miałam malutkie dziecko i chciałam coś zrobić, ale nie mogłam, bo Adaś albo zaczynał płakać, albo chciał na ręce, albo był głodny i trzeba było lec z nim w wyrze albo wyciągać cyc. Takie uczucie zniewolenia, uwiązania do tych  pięciu kilogramów człowieka, który bez ciebie sobie nie poradzi. I kochasz go, kochasz go tak bardzo i chcesz mu pomóc, chcesz go uszczęśliwić, ale jednocześnie chciałabyś zjeść, wysikać się, umyć, wypić kawę albo popieprzyć głupoty z kumpelą, a on akurat w tym momencie potrzebuje właśnie ciebie i rozdziewa paszczę w rozpaczliwym kwiku. Jakby wyczuwał, że mentalnie chcesz się na chwilę od niego oddalić, jakby miał radar na myśli mamusi i gdy te myśli odbiegają od niego, to sygnał alarmowy w postaci płaczu włącza się natychmiastowo.

Jakie to było cholernie uciążliwe! Ile razy się wściekałam, narzekałam, że mam już dość!

Obaj moi synowie, choć starszy bardziej, byli hajnidkami i kiedy czasem wspominam ten okres, kojarzy mi się słodko-gorzko, ale magicznie. Magicznie, bo chyba tylko cud sprawił, że z tego wyszliśmy 🙂 I patrzę się na tę moją koleżankę, która, co usiądzie na sekundę, to zaraz się do niego podnosi , albo stara się przełożyć małego z jednej ręki na drugą, gdy ta pierwsza drętwieje przy protestującym płaczu maluszka, że on chce na tej zdrętwiałej, i wzdycham:

 

– Cholewa… co ja ci mogę poradzić?

 

– Nic. – odpowiada, uśmiechając się słodko-gorzko, koleżanka. – Po prostu trzeba to przeżyć.

 

A we mnie jakby grom strzela. No tak! To jest najcenniejsza rada, jaką może dać matka drugiej matce: musisz to przeżyć. Bo to zaraz przejdzie. Za chwileczkę. I kawę kiedyś zdążysz wypić, i pogadać zdążysz. A teraz po prostu trzeba to przetrwać, przeżyć, przeczekać ten najtrudniejszy okres, pogodzić się z tym, że jeszcze kilka tygodni, parę miesięcy i będziesz mogła wyjść do kibla, zostawić go na chwilę, odetchnąć wolnością, idąc po chleb do biedry.

 

Bo to minie. Trwa tylko chwilę. Tobie oczywiście wydaje się, że to wieczność, ale pomyśl –  dziecko masz przy sobie jakieś 18-20 lat, a to przyczepienie, uczepienie, ta nierozłączność trwa zaledwie procent tego okresu. Nawet nie rok.  Chwilkę. Potem będzie już się uczył chodzić, za dwa lata będzie biegał jak dziki. Za pięć powie ci, żebyś wyszła z pokoju, bo on chce być sam, a za 15 ucieszysz się, gdy w ciągu dnia ani razu się na ciebie nie obrazi i chwilę będziesz mogła z nim pogadać.

 

To trwa tylko chwilę, kilka miesięcy uwiązania, bo jesteś absolutnie wszystkim, czego dziecko potrzebuje, ale potem… mija. Znika, nie ma. Pojawiają się zabawki, książeczki, telefony, telewizja, babcie, ciocie i koleżanki. Stajesz się wolna, z każdym tygodniem odzyskujesz coraz więcej przestrzeni. I tylko czasem odwiedzisz koleżankę, spojrzysz na jej malutkie, trzymiesięczne dziecko i zatęsknisz za tym wzrokiem, który wpatrywał się w ciebie w nocy uparcie, bo w twojej twarzy widział wówczas nic innego, tylko najważniejszy i najukochańszy cały świat.


A jeśli chcesz dostawać info o nowych wpisach, możesz  zainstalować sobie blog na komórce. Na święta dostałam własną blogową aplikację, która sprawi, że do całego bloga będziesz mieć dostęp z komórki.  Tu wersja na Android, a tu na IOS.    Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na facebooku [jeśli chcesz widzieć, co tam piszę],  zawsze też jestem na instagramie, więc tam możesz zerkać, co gadam na żywo 🙂  dziękuję!

Zdjęcie:  Echo Grid

  • ania_pacuk

    ❤️

  • Joanna x

    Przestań natychmiast bo teraz nie jest dobry moment na drugie 😉

  • Paula

    Ale się zryczałam…. mam w domu właśnie takiego niemowlaczka, jeszcze całego mojego. I na szczęście wiem, że to minie. Dzięki temu mogę cieszyć się każdym dniem i zapisywać w pamięci te drobne chwile.

  • Marta Teofilska

    Leżę właśnie z taką 4-miesięczną przyssawką, ktora mimo poznej pory jakos nie moze zasnąć.. Malinowa herbata, ktora miala mnie rozgrzać, bo przeziebienie w toku, jest juz zimna na kość.. Ale jak patrzę na tę małą rączkę, ktora niby bezwiednie kladzie mi sie na pierś, to myślę sobie, ze wypiję jescze tysiace ciepłych herbat, wezme długą kapiel a nie szybki prysznic, zjem obiad czujac jego smak, a nie naprędce łykajac cokolwiek, aby nie czuć glodu.. bo przeciez jest jeszcze Starszak, który tez potrzebuje czasu i uwagi.. Masz racje, takie chwile z Maluchem, mimo ze sa pewnym ograniczeniem w domowo-spolecznym funkcjonowaniu, bardzo szybko mijają.. A bliskosc Rodzica i Dziecka i zaufanie, ktore sie wowczas buduje, beda procentowac w przyszlosci 🙂

  • Czyli co jest tą najważniejszą rzeczą? 🙂
    Poza tym… Piękny tekst :*

  • Izabela Partyka

    Właśnie nic mnie tak nie nauczyło i nie uczy nadal modnego mindfullnesa jak dziecko. Wiesz, na nic nie mieliśmy czasu po porodzie ani sił i nadal ich brak, a pod sercem rośnie kolejny konsument całodobowy. Jednak ten czas… Hm. Ja mam świadomość tego, że on jest jak chwila, która dziś jest, a jutro będę płakać i wzdychać czemu tak szybko, czemu już jej nie mam. A właśnie nie. Ja nie będę płakać ani wzdychać. Nasycam się tymi chwilami i powtarzam sobie, że gdyby nie te kupy i jęki i niewyspanie, to byłoby niebo. Byłoby za dobrze. Kiedy łapie się na tym, że czekam aż zaśnie „żeby wreszcie zacząć żyć, coś zrobić ‚sensownego'” walę się w łeb i mówię sobie, nie bądź kreatynką, za kilka lat dasz wszystko, żeby tylko wrócić w tę chwilę i ją przeżyć inaczej, pełniej, żeby docenić jej skarb. Będziesz żałować że dziś czekasz na coś czego nie ma, a nie umiesz cieszyć się tm co naprawdę masz. No… Tak, że tego. Po prostu walę się w łeb często i powtarzam sobie, „doceniaj to teraz, gdy trwa, a nie żebyś mi beczała potem „a takie było słodkie, takie fajne a ja tylko warczałam i czekałam aż porośnięte, czekałam aż zacznie samo spać, samo raczkować, samo chodzić, aż skończy z cycem, aż zacznie gadać po naszemu, aż zaśnie, aż pójdzie do szkoły, ba studia etc.” Na cholere żyć czekaniem az coś się skończy. Po co?” Żeby ryczeć, że się już skończyło albo nie daj Boże włączyć helikopter nad dzieckiem bo przecież ucieka spod skrzydeł, zamiast wreszcie pójść po rozum do głowy, że to jednak było najpiękniejsze, najbardziej wyjątkowe, to co teraz jest a chce się przetrwać jakby to była kara i zło konieczne. Noł seńkju. Wolę się walić po łbie co 5minut ale żyć teraz. Wydobyć i wymyć spod pozornego gówna ten diament, który dany jest mi tylko na chwilę. Bo nie na zawsze, max 15-18 lat jak dobrze pójdzie. Zatem, wcale nie tak długo. Czas zapier***a. Wolę to wszystko przeżyć na bieżąco i cieszyć się tymkiedy jest zamiast gdy już ich nie będzie a ja będę starą pierdołą, co nie umiała znaleźć perły w głównie dopóki gówno nie znikło i perły już nie było i siedzi i żałuje, że była głupia. Nie radzę przeczekać, tak najgorsze chwilę przeczekać, ale nie całość, nawet nie 80% tyko 95% bi to jest chwila. Moment. Dziś jest, jutro nie ma. Myślę, że taka perspektywa daje mi więcej siły i radości, żeby rejestrować każdy moment jak na kamerze, na takiej co rejestruje emocje, zapachy, 6D, każde mrugnięcie, smród i zapach… Wszystko. Tu i teraz, a ie jak będzie już za późno a ja będę czekać na coś innego. Ba pewno będę czekać. Bo jak czekam dziś na jutro, to i za 25 lat tak będę czekać na coś. Nigdy nie będę szczęśliwa tu i teraz. Noł seńkju.

  • Specjalnie zrobiłam sobie 4-letniąprzerwę między dziećmi, aby móc napawać się drugim bobaskiem 😍 kiedy starsze dziecko jest w przedszkolu. Czas noworodkowy mija szybciej niż się człowiekowi wydaje – warto go dobrze wykorzystać. Taka jestem mądra przy drugim dziecku 😉😉

  • Anna Mieńko

    Zacznę od tego, że nie lubię tytułów które nie mają nic tekstem, czuję się wtedy oszukana. Jednak poza tym tekst bardzo dobry, bo ten czas faktycznie trzeba przeżyć. Trzeba go przeżyć najspokojniej, najbardziej blisko jak tylko się da. Ten czas mija, są lepsze i gorsze dni ale to są dni z naszym dzieckiem kiedy rozpoczyna się nasza droga. Ja co prawda po 8 miesiącach nadal nie ogarniam jak bym chciała ale wierzę że kiedyś to nastąpi 🙂 pozdrawiam – kobiecemysli.pl

  • Ola ALeksandrowicz

    Asiu, co to jest tą rzeczą?

  • Sylwia Stroke

    Właśnie potrzebowałam czegoś takiego. Dziękuję!