Najważniejsza rzecz, którą musisz zrobić, gdy przyjeżdżasz do domu ze swoim nowo narodzonym dzieckiem

Joanna Jaskółka
29 stycznia 2018

Udostępnij wpis

Odwiedziłam ostatnio koleżankę, która przeprowadziła się do nowego domu i jakieś trzy miesiące temu urodziła swoje drugie dziecko - słodkiego synka. Patrzyłam się na to maleńkie ciałko i nie mogłam powstrzymać zachwytów i ochów i achów. Kiedy nosiłam go na rękach i wąchałam ten specyficzny zapach niemowlęcia, normalnie czułam, że moja macica zaczyna świrować. Ale to wszystko do czasu...

 

 

 

Aż usiadłyśmy przy kawie. Pierwszy łyk spoko. Przy drugim mały zaczął się wiercić. No to rzucamy kawę i patrzymy, czy wierci się na płacz, czy na co. Wierci się z nudów, to na ręce. Z dzieckiem na ręku jakoś idzie trzeci łyk, ale mały zaczyna płakać. Kiedy płacze niemowlak, to zazwyczaj albo z głodu, albo z nudów, albo przez pieluchę. Sprawdzamy opcje, kawa stygnie. Wreszcie można małego odłożyć i chwila wolności. Ale nie, bo teraz znowu coś. Już się wierci, już potrzebuje.

 

Patrzyłam się na koleżankę i przypominałam sobie tę niemoc, kiedy ja miałam malutkie dziecko i chciałam coś zrobić, ale nie mogłam, bo Adaś albo zaczynał płakać, albo chciał na ręce, albo był głodny i trzeba było leć z nim w wyrze albo wyciągać cyc. Takie uczucie zniewolenia, uwiązania do tych  pięciu kilogramów człowieka, który bez ciebie sobie nie poradzi. I kochasz go, kochasz go tak bardzo i chcesz mu pomóc, chcesz go uszczęśliwić, ale jednocześnie chciałabyś zjeść, wysikać się, umyć, wypić kawę albo popieprzyć głupoty z kumpelą, a on akurat w tym momencie potrzebuje właśnie ciebie i rozdziewa paszczę w rozpaczliwym kwiku. Jakby wyczuwał, że mentalnie chcesz się na chwilę od niego oddalić, jakby miał radar na myśli mamusi i gdy te myśli odbiegają od niego, to sygnał alarmowy w postaci płaczu włącza się natychmiastowo.

Jakie to było cholernie uciążliwe! Ile razy się wściekałam, narzekałam, że mam już dość!

Obaj moi synowie, choć starszy bardziej, byli hajnidkami i kiedy czasem wspominam ten okres, kojarzy mi się słodko-gorzko, ale magicznie. Magicznie, bo chyba tylko cud sprawił, że z tego wyszliśmy 🙂 I patrzę się na tę moją koleżankę, która, co usiądzie na sekundę, to zaraz się do niego podnosi , albo stara się przełożyć małego z jednej ręki na drugą, gdy ta pierwsza drętwieje przy protestującym płaczu maluszka, że on chce na tej zdrętwiałej, i wzdycham:

 

- Cholewa... co ja ci mogę poradzić?

 

- Nic. - odpowiada, uśmiechając się słodko-gorzko, koleżanka. - Po prostu trzeba to przeżyć.

 

A we mnie jakby grom strzela. No tak! To jest najcenniejsza rada, jaką może dać matka drugiej matce: musisz to przeżyć. Bo to zaraz przejdzie. Za chwileczkę. I kawę kiedyś zdążysz wypić, i pogadać zdążysz. A teraz po prostu trzeba to przetrwać, przeżyć, przeczekać ten najtrudniejszy okres, pogodzić się z tym, że jeszcze kilka tygodni, parę miesięcy i będziesz mogła wyjść do kibla, zostawić go na chwilę, odetchnąć wolnością, idąc po chleb do biedry.

 

Bo to minie. Trwa tylko chwilę. Tobie oczywiście wydaje się, że to wieczność, ale pomyśl -  dziecko masz przy sobie jakieś 18-20 lat, a to przyczepienie, uczepienie, ta nierozłączność trwa zaledwie procent tego okresu. Nawet nie rok.  Chwilkę. Potem będzie już się uczył chodzić, za dwa lata będzie biegał jak dziki. Za pięć powie ci, żebyś wyszła z pokoju, bo on chce być sam, a za 15 ucieszysz się, gdy w ciągu dnia ani razu się na ciebie nie obrazi i chwilę będziesz mogła z nim pogadać.

 

To trwa tylko chwilę, kilka miesięcy uwiązania, bo jesteś absolutnie wszystkim, czego dziecko potrzebuje, ale potem... mija. Znika, nie ma. Pojawiają się zabawki, książeczki, telefony, telewizja, babcie, ciocie i koleżanki. Stajesz się wolna, z każdym tygodniem odzyskujesz coraz więcej przestrzeni. I tylko czasem odwiedzisz koleżankę, spojrzysz na jej malutkie, trzymiesięczne dziecko i zatęsknisz za tym wzrokiem, który wpatrywał się w ciebie w nocy uparcie, bo w twojej twarzy widział wówczas nic innego, tylko najważniejszy i najukochańszy cały świat.


Zajrzyj też do tekstu: 17 rzeczy, które możesz zrobić, żeby wzmocnić odporność dzieci

Zdjęcie:  Echo Grid

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
16 września 2020
Ten dzień, gdy po ośmiu latach zostałam w domu sama

Wstaję z krzesła, odwracam się i jakoś dziwnie zaczepiam nogą o krawędź krzesła, że lecę twarzą na podłogę i dziękuję w duchu za duże cycki amortyzujące upadek. Leżę na ziemi i analizuję, co się stało. W domu jest cicho. Nikt nie słyszał mojego upadku, nikt nie widzi mojej rozplaskanej na podłodze dupy. W domu jestem […]

6 sierpnia 2020
17 zabaw, które pomogą ci pracować bez problemu i zawracania gitary

No i jest. E-book o 150 darmowych zabawach dla dzieci już wylądował w sklepie i wzruszam się każdego dnia, gdy czytam pozytywne recenzje i podziękowania. Więc ja też chcę podziękować. Mój e-book by nie powstał, gdybym nie ogarnęła swojego domowego biura i gdyby dzieci skakały nade mną bez zajęcia. Zajęcie udało mi się znaleźć  - […]

29 lipca 2020
Ile tracą nasze dzieci, gdy przeprowadzamy się z miasta na wieś, na zad*pie? [podkast]

Pytań od rodzin, które rozważają opuszczenie miasta i przeniesienie się na wieś, dostaję miesięcznie kilka. Coraz więcej tych rodzin, których kierunek z miasta na wieś bardzo interesuje. Co ciekawe na Mazurach, do szkoły mojego dziecka, dołączy w przyszłym roku kilkoro dzieci, których rodzice schronili się przed pandemią w swoim letnim domku i postanowili zostać tu […]

22 lipca 2020
Do kogo krzyczą rodzice i czemu robię ludzi w ch*ja [podkast]

Otóż i jest. Pierwszy odcinek podkastu. Nigdy nie sądziłam, że zacznę znowu gadać do mikrofonu, ale od kiedy pogadałam  kilka razy z Kamilem Nowakiem, wspomnienia ze stażu w radiu wróciły i idea prowadzenia nowego kanału gdzieś indziej niż tylko na fejsie czy instagramie coraz bardziej mi się zaczęła podobać.  

3 czerwca 2020
7 zdań, które nie działają, a wciąż je dzieciom powtarzamy

Są takie zdania, które wypowiadamy z nadzieją, że w czymś one pomogą. Powtarzamy je, wierząc, że coś one przekażą. I faktycznie - przekazują. To, że nie działają albo to, że potrzebujemy zwyczajnie coś z siebie wyrzucić. Bo na tym polega magia części z tych powszechnych tekstów - służą temu, żebyśmy sami wyrzucili z siebie emocje. […]

1 czerwca 2020
Zobacz, jak ten kącik przemienił się w domowe biuro oraz jak wygląda moja praca z dziećmi w domu.

Osiem lat piszę tego bloga i piszę [a raczej pisałam] go zawsze na kolanie. Pamiętam, że kiedy otworzyłam firmę i postawiłam na internetową działalność, obiecywałam sobie, że za zarobione na blogu pieniądze zrobię sobie wreszcie prawdziwe biuro. Niestety, wszystkie zarobione na blogu pieniądze wydawałam zawsze na jakieś głupoty: jedzenie, rachunki albo drzwi do domu.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official