Poczułam mocny skurcz i coś jakby we mnie pękło w środku. Miałam wrażenie, że sikam, ale jasne spodnie zabarwiły mi się na czerwono.

 

– Mamo, co się stało? – spytało moje dziecko.

 

 

Mam na kolanie twojego braciszka lub siostrzyczkę, pomyślałam, ale na głos powiedziałam, że nic takiego. Idź się pobawić, mamusia zaraz do ciebie przyjdzie.

 

Tylko sprzątnę po twoim rodzeństwie.

 

– Poroniłam – powiedziałam siostrze, a ona spuściła wzrok.
– Nie wiem, co ci powiedzieć. – usłyszałam.
– Ja nie wiem, co chcę usłyszeć.

 

 

Bo nie wiedziałam. Mamy wpojone od dziecka reguły zachowania w przypadku ślubów, pogrzebów, narodzin dzieci – mamy się cieszyć, płakać lub śmiać. Co z dzieckiem, które nie zdążyło porządnie umrzeć, bo nie miało szansy nawet przyjść na świat? Jak się zachować? Co powiedzieć?

 

 

Alka swoje pochowała. Powiedziała, że najgorzej było przyjmować od lekarki słoik z pływającym w środku mikroskopijnym dzieckiem. Potem już jakoś poszło. Ksiądz, pogrzeb. Ciągle przed oczami ma ten słoik. Dziecko jak ogórek konserwowy.

 

 

Ja nie pomyślałam, żeby wyławiać to, co wyleciało z moich majtek. Spuściłam wodę. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że ono pływa teraz w szambie. Chciałam płakać, ale zamiast moich łez, poleciały łzy dziecka, które domagało się obiadu. Już 15. Trzeba wstawić ziemniaki.

 

 

Z Moniką spotkałam się przypadkiem. Ona po trzech. Trzeci przyjęła spokojnie. Zadzwoniła do swojego lekarza, a potem zaparzyła sobie herbatę.

– Wiesz, ja się cieszę, że przynajmniej sobie zdawałam sprawę, że ronię. Wiesz, ile kobiet nawet nie wie, że to nie był okres?

 

 

W sumie. To przecież tylko gęściejsza krew.

 

 

– Jak się czujesz? – pyta matka.

 

 

A jak mam się czuć. Straciłam coś, czego nie miałam okazji poznać. Co powiedzieć kobiecie, która poroniła? Długo patrzę się w lustro. Dopiero dziecko mnie wybudza z transu.

 

 

– Mamo?

 

 

Och. To już ranek. Trzeba wyjść naprzeciw oczekiwaniom rodziny, że zrobię lub powiem coś, co pasuje do sytuacji. Nic nie pasuje do tej sytuacji, a przede wszystkim oni, ale przecież wiem, co robię. Staram się nie zauważać, że oni nie wiedzą, gdzie oczy podziać.

 

 

Idę siku. Spuszczam wodę. Przez moment mam ochotę włożyć głowę do odpływu i drzeć się do nienarodzonego, że zaraz do niego przyjdę. Ale idę do kuchni. Dziś jajecznica. Nie jestem taka jak Ewka. Ona rozpaczała. Tłukła głową w ścianę. Pamiętam, że powiedziałam jej, że mi przykro. Warknęła, że ma mi być przykro gdzie indziej. Była wściekła. Zrozpaczona. A ja nie wiedziałam, czym się martwi bardziej – tym, że zawiedziony jej facet zrobi wreszcie dziecko innej, czy autentycznie z miłości do czegoś, czego ja nie mogłam pojąć. Do dzisiaj.

 

 

– Wiesz to było straszne. Ja miałam wyrzuty sumienia, że to moja wina, rodzina miała wyrzuty sumienia, że o mnie nie dbali, ja cierpiałam, ale nie wiedziałam, co mi pomoże, oni cierpieli, bo ja cierpiałam i nie wiedzieli, jak mi pomóc. Pieprzone kółko poronnej adoracji.
Fakt. Święty spokój. Na dwa, trzy dni. Żeby przemyśleć, ułożyć sobie w głowie. Bez dziecka, bez męża. A tak to budzę się w nocy i zastanawiam, czy rano przyjedzie szambiarka i zabierze moje dziecko gdzieś do oczyszczalni. Od trzech dni się nie myję. Im mniej wody zużyję, tym później mi go zabierze.

 

– Co powiedzieć kobiecie po poronieniu? – zastanawia się Monika – Na pewno nie „następnym razem może bardziej się postarasz”, jak mi powiedziała teściowa. W ogóle to przy moim pierwszym przypadku, co zdanie, to wpadka. Nie chciałam współczucia, nie chciałam zapewnień, że będzie dobrze. Chciałam się pogrążyć w żałobie, chociaż na kilka dni, przepłakać swoje, a nie być na siłę wyciągana za nogi i stawiana do życia. Bo przecież nic się nie stało. Następnym razem się uda. A następnym razem i kolejnym miałam to już w nosie. O trzecim to tylko mąż wie i ty. Co ja się będę uzewnętrzniać. To moje cierpienie i tylko ja je rozumiem.

 

Kurde, wszędzie dzieci, wszędzie niemowlaki. Nowe kocyki, wózki, zabawki, walka o karmienie piersią. Chciałabym mieć taką blokadę, jak na reklamy, ale wyłącznie na twarze niemowlaków i noworodków. Ciekawe, jaką mój miałby twarz. Ciekawe czy… jeszcze żył, jak go spuszczałam z wodą. Dlaczego go nie zebrałam do kupy tylko wyrzuciłam w gówno? Brak refleksu? Panika? Dziś też się nie umyję. Wydzieram się na dziecko, że nie zakręciło wody w kranie.

 

 

– Trzeba żyć – mówią jednym głosem dziewczyny – musisz się wziąć w garść i żyć. Wiesz, w ustach tych, co nie tego nie przeszli brzmi to jak jałowa gadka, ale my wiemy, co mówimy. Niczego nie zmienisz, czasu nie zawrócisz. Możesz jedynie mieć w pamięci, tylko tam, i żyć. Bo masz dla kogo.

 

 

W ich ustach te proste słowa brzmią normalnie. Nie są wymuszone współczuciem czy chęcią uspokojenia własnego sumienia. One wiedzą, że ja wiem, że świat się nie skończył, tylko jeszcze muszę dać sobie szansę się z tym pogodzić.

 

 

Wracam do domu.

 

 

Zamawiam szambiarkę.

 

 

Spuszczam wodę.

 

 

Dzwonię do lekarza, umówić się na kolejną wizytę.

 

 

Dla pewności spuszczam wodę jeszcze raz.

 

 

Dopiero wtedy zaczynam płakać.

 

 

Tekst powstał 11 czerwca 2014 roku na promilu osobistych doświadczeń, a przede wszystkim na podstawie rozmów z czytelniczkami [imiona zmienione], które pisały do mnie o braku społecznej akceptacji poronienia i problemach związanych z życiem „po”. Serdecznie dziękuję, kochane, za zwierzenia i życzę idealnego porodu wkrótce [tak, wszystkim się udało!]. Zapraszam też TUTAJ.

Wyjątkowo pozwalam na całkowicie anonimowe komentarze.

 

————————————————————————————————————————————–

 

W tym roku biorę udział w konkursie na Blog Roku. Żeby wziąć udział w eliminacjach [wyboru będzie dokonywać Dorota Wellman] muszę dostać się do pierwszej 10, a od soboty piastuję honorowo zaszczytne, choć nie dające mi żadnych szans, 11 miejsce. Być może od finałowej 10 dzieli mnie zaledwie kilkanaście waszych głosów. 

 

Bardzo bym chciała poznać panią Dorotę, więc bardzo, ale to bardzo potrzebuję Twojej pomocy. Żeby pomóc mi dostać się do finału, musisz wysłać SMS o treści F11671 pod numer 7124. Koszt SMS to 1,23 zł z VAT, a cały dochód zbierany jest dla Fundacji Dziecięca Fantazja.

 

Czy złotówka to dużo? Tego dowiemy się jutro – ponieważ konkurs kończy się 1 marca w południe. Twoja pomoc będzie nieoceniona!

 

 

 

Tu niżej, macie inne teksty, które mogą wam się spodobać:

 

 

 

  • myślę od 5 min co napisać. bo coś by wypadało- tak myślę, tak mnie uczono…<br />niestety chyba wychodzi na to, że lepiej jak się pewne rzeczy przemilczy…<br />jakoś tak mnie tylko serce zakuło. mnie i mojego dziecka które jest we mnie… dziekuję synku, że jesteś…<br />przykro mi… z całego serca mojego i moich dzieci.. Pozdrawiam i całuje :*<br />

  • Anonymous

    Napisałam komentarz, opisałam całą moją historie ale jak chciałam go opublikować to mi internet rozłączyło i to był chyba znak aby lepiej tej opowieści nie podawać dalej. Nie mniej jednak od pół godziny siedzę i ryczę… Może napiszę Ci na priv. Bardzo Ci Asiu dziękuję za ten post…<br />

  • Dziękuję

  • O losie…

  • Anonymous

    Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić co mogą czuć kobiety w takich sytuacjach… koszmar

  • Anonymous

    Do końca swich dni będę odczuwać brak mojego nienarodzonego dziecka.

  • kilka lat temu przeżyłam ten koszmar. było ciężkie załamanie nerwowe leki depresja terapia wszystko. do tej pory nie umiem o tym mówić i nigdy nie bedę umiała. po poronieniu dodatkowo musiałam się jeszcze leczyć hormonalnie bo było ryzyko że już nigdy nie bedę mogła zajść w żądną ciąże. <br /><br />pół roku później zaszłam w ciążę. dwa lata później w drugą. jestem szczęśkiwa, ale o tym co isę

  • mmz

    Dzięki.

  • Ciężki temat. Zaraz przypominają mi się smutne historie kobiet z otoczenia. Bliższego, dalszego – bez znaczenia. Pamiętam opowieść kobiety, która urodziła martwe dziecko, a ksiądz odmówił pogrzebu, bo nie było ochrzczone. I ona w tej rozpaczy sama grób wykopała i sama pochowała… Pamiętam też, kiedy daleki znajomy płakał, jak mówił, że wpadka, że na początku nie chcieli, ale jak w 7 czy 8

  • Kiedy myślę o drugim dziecku – tak racjonalnie – wtedy przed oczami mam właśnie to. Że pierwsze dziecko problemy, drugie dziecko poronię i nie będę w stanie tego udźwignąć. <br /><br />Łzy same napływają do oczu. O matko … <br />Moja mama poroniła dziecko przed moim bratem. Nawet o tym nie wiedziała – podobnie jak autorka. Po prostu z niej wyleciało do toalety. Powiedziała mi o tym, kiedy nikt

  • To nigdy w pełni nie mija, żal. Trzy razy poroniłam, chociaż miałam i tak wiele szczęścia, że udało mi się aż dwa razy i mam dwie cudowne córy. Komentarze jakie słyszałam też były porażające. Wielka pani doktor, która raczyła robić łyżeczkowanie opierdzieliła mnie, że jestem histeryczką, a zamiast płakać to powinnam się cieszyć, bo mogłam urodzić potworka. Moja babcia: &quot;Jaka szkoda, a mógłby

  • Płaczę. Bo wiesz, moje dziecko też poleciało do szamba. Nie wiem, jak miałam zbierać tą krew, podczas kiedy leciała i leciała przez dwa tygodnie. Którego dnia poleciało i moje dziecko? <br />To horror. Stałam pod szpitalnym prysznicem, wyłam z rozpaczy, bo gdzieś w tej czerwieni w brodziku mogło być moje dziecko. Chociaż jedna jego komórka… <br />Więcej nie napiszę, tutaj jest wszystko:<br />

  • Anonymous

    Ja straciłam coreczke w trzeciej ciazy bol jest we mnie do dzis …..najbardziej bolały mnie słowa masz dwoje fajnych dzieci wez sie w garsc nic sie takiego nie stało to było dopiero 15 tydz ……. miałam ochote powiedziec to jak ci umrze jedno to sie nieprzejmuj masz jeszcze jedno….. Pomogła mi pani psychiatra terapia leki :/ ….Jak ktos mnie pyta ile mam dzieci mowie czworo, troje jest

  • Anonymous

    Każde słowo, znam, pamiętam, <br />znów na to patrze.<br /><br />Ważne to.<br />dzięki.

  • Tego się nie zapomina.<br />

  • Anonymous

    Choć zaglądam tu od zawsze, to napisze jako anonimowa osoba – przeżyłam to samo… Te same cierpienia, to samo spuszczanie w kiblu… Wiem co czuje taka kobieta. Pamiętam i pamiętac będę…<br />

  • Przeczytałam tekst drugi raz,przeczytałam komentarze i wiesz co Matko moja kochana-JESTEŚ WIELKA!

  • Anonymous

    Też poroniłam, mam dwójkę aniołkow i wiem jak boli…

  • Anonymous

    Pamięta się, jest to z człowiekiem, jest pustka, ale życie toczy się dalej, mowie to bo doświadczyłam. Każde uczucie jest właściwe, a bliskim trzeba powiedzieć czego się oczekuje jak już się samemu wie, najgorsza opcja to traktowanie człowieka jak jajka…zepsutego. Pewnie podzielenie się tym z innymi też spełni funkcje terapeutyczną.

  • Anonymous

    Matko, z serca dziękuję za poruszanie takich tematów.

  • Anonymous

    Napisałam dośc długi post , w którym opisałam mój dramat , ale podobnie jak u koleżanki wyżej coś mi go zjadło widac tak miało byc .<br />czytam , siedzę i ryczę …to była moja pierwsza ciąża dziś mam dwoje cudownych dzieciaczków synek 5 lat i córeczka 2 latka <br />Dziękuję . Dziś wiem , że nie jestem z tym sama <br />chociaż ja moją fasoleczkę zapakowałam w zakrwawioną podpaskę i wyrzuciłam

    • Anonymous

      tak sobie myśle, ze tyle miłosci i czułości widać w tym co piszesz, takie piękne pożegnanie odprawiasz w myślach swojemu dziecku, że na pewno i Bóg i ono to widzą i wiedzą, że nie mają czego wybaczać, bo żadnej w tym Twojej winy i celowego działania. Przytulam Cię.

  • Ola

    Znam ten ból…zawsze będę pamiętać… Również słowa pani doktor &quot;TO się szybko poroni&quot; 🙁

    • O kurde, ale pani doktor…

    • Anonymous

      Ja od pani doktor w szpitalu, po pytaniu mojego męża kiedy Okruszek zmarł powiedziała: &quot; To, to tak sobie tam pływa… No nie wiem dokładnie, ale jakieś 2 tygodnie temu&quot;.

  • Anonymous

    Trafiłem tu przypadkowo (choć może nie). Nasunęło mi się pytanie. Jest dziecko, jest matka, jest ból. A gdzie jest mąż? Gdzie jest ojciec dziecka? <br />

    • Anonymous

      Gdzie ojciec? On przecież nie czuje, nie nosił w sobie dziecka, a jednak musi stać przy żonie i cierpieć razem z nią. Choć pewnie to nie to samo, to jednak my też czujemy. Przeszliśmy z żoną przez tę mękę. Pamiętam każdą sekundę drogi. Jedziemy na wizytę, ciąża potwierdzona już wcześniej, jest zdjęcie z USG naszego szkraba, wyniki badań idealne. Całe 40 km, i całe 40 min od tragedii która na nas

    • Anonymous

      Po czym dodaje: &quot;na prawdę mi przykro&quot;. Zaczynam drżeć, znów czuję jak moja twarz się zaczerwienia, tyle tylko że tym razem nie ze szczęścia, a ze strachu, niemocy, żalu, poczucia straty. Serce zaczyna przyspieszać swój rytm, trzymam jednak fason, dla niej, i dla niego. Nie daję po sobie poznać że chcę zacząć wrzeszczeć &quot; DLACZEGO!? Bo przecież trzymam na kolanach nasze 7 letnie

    • Anonymous

      Przeżyłem z żoną poronienie 2-krotnie<br />8tydz – poronienie samoistne. nie udało się go &quot;złapać&quot; . <br />17tydz dziecko umarło w łonie. duże miasto Poznań, a reakcje lekarzy jak w średniowieczu.<br />na szczęście w jednym szpitalu i to nie tym na polnej, jest ludzki personel podchodzący do ludzkiej tragedii z poszanowaniem matki i dziecka oraz uczyć rodziców.<br />jako ojciec

  • Masz jaja Matko Jaskółko i cudowne pióro potrafiące opisać takie tragedie. <br /><br />Po lekturze komentarzy za to mi,się nasuwa myśl tylko a gdzie sumienie lekarzy i te całe katolickie wartości skoro tak się traktuje kobiety ?

    • Anonymous

      Oo tak, wszędzie wszyscy tylko mówią że dziecko jest człowiekiem od chwili poczęcia, że żyje że czuje a kiedy przychodzi taka tragedia wszyscy mówią &quot;TO&quot; &quot;ZARODEK&quot; nigdy nie powiedzą: &quot;urodziłaś przedwcześnie martwe dziecko&quot; czy coś w tym stylu, tak aby choć spróbować połączyć się z tobą w bólu. Kiedy leżałam w szpitalu, lekarz na obchodzie powiedział do dziewczyny

  • Chciałam zostawiąć po sobie ślad, ale tylko ślad.. że byłam, przeczytałam, że rozmyślam. Trudny i kontrowersyjny temat, ale ugryzłaś go z tej strony co ja bym się tym kęsem udławiła. Pozdrawiam.

  • Czasem nie ma odpowiednich słów – wtedy najlepiej wspólnie pomilczeć, dać wyraz niemego wsparcia. Wiem – przeżyłam.

  • sama wiem co to znaczy czasem brakuje słów

  • Temat ciężki, ale napisany rewelacyjnie. Szacunek i współczucia Aśka. Nie wiem, co czujesz (choć podobno sama poroniłam), ale mogę Cię wesprzeć dobrym słowem i myślą, że kolejnego nie spuścisz do szamba. Trzymam kciuki i ściskam mocno Was wszystkie, drogie niedoszłe mamy.

  • Smutne to… [*]

  • Bogu dziekuje , za to – ze Mia jest teraz ze mną . Nie wyobrażam sobie co mogą czuć kobiety po takich dramatycznych przejściach . Tule mocno ! Piękny tekst 🙂

  • Anonymous

    moj Aniołek miałby w lutym roczek:( odszedł w 12 tygodniu, a ja czytam tekst , komentarze i łzy mi leca….. zawsze bede pamietać i swieczke zapale. Nie robiłam pogrzebu, nie chciałam nadawac imienia, nie umiałabym wowczas przez to przejsc. Poł roku pozniej zaszałam w 2 ciaze, Oli skonczył 9 miesiecy….

  • Czasem lepiej zwyczajnie nic nie mówić, dać wsparcie, przytulić…

  • Moja przyjaciółka poroniła 3 razy… byłam z nią za każdym razem, w sensie zaraz po, ale za każdym razem nie wiedziałam co powiedzieć.. bo tak jak napisałaś – nikt nas tego nie uczy, nie ćwiczy się takich okazji…

  • Anonymous

    Dowiedziałam sie o ciąży w momencie kiedy po 5 latach chciał mnie zostawić chłopak. Z litości powiedzial że tego nie zrobi…przez następne 2 tygodnie robił wszystko żebym poronila….wyladowalam w szpitalu ze strasznymi skurczami w brzuchu 🙁 trafiłam tam w ostatnim momencie… udało sie utrzymać ciążę i dziś jest ze mną moja kochana córka. Niedawno skończyła 4 miesiące. Zostaliśmy same ale nie

  • Anonymous

    Moje dzieci wyrzucono z odpadami medycznymi – dwa razy w szpitalu po łyżeczkowaniu martwych ciąż !

  • Czytam Cię Matko, jeszcze nigdy nic nie skomentowałam, pierwszy raz mnie tak porządnie ruszyło.

  • Przeczytałam.<br />Piękny tekst, mimo, że bardzo trudny temat<br />

  • Anonymous

    straszne przeżycie… ja podobnie poroniłam w 16 tyg., skurcze, krwawienie i kibel. Nawet nie zdążyłam złapać, wyciągnąć…choć minęło 6 lat i po tym zaszłam w ciąże i urodziłam zdrowego synka, to nadal nie mogę o tym myśleć, że moje dzieciątko skończyło w kanale, to zostaje na zawsze…

  • Anonymous

    Czas najwyższy ze ktoś poruszył ten temat bo trzeba o tym pisać mówić w moim przypadku było z każdej wypowiedzi po trochu.jeśli chodzi i mnie to mam żal do pielęgniarek ze nie poinformowały mnie o tym ze mogę wziąść &quot;ciała&quot; pochować ból zostanie na zawsze po moich aniołach. A le jest jeden plus z tego ze mam teraz córkę 7 miesięczną i uczę się jak cieszyć się z każdego dnia i nic już

  • Anonymous

    Straciłam sześcioro dzieci, ale dopiero ostatnie pochowaliśmy. Czuję, że to była dziewczynka, Emilka. Przez ten pogrzeb i mały grobek na cmentarzu nasze dziecko – paradoksalnie – bardziej jest z nami, zostawiło po sobie ślad. Mogę tam iść w każdej chwili – z kwiatkiem, misiaczkiem, świeczką – i jesteśmy razem. Tamte dzieciaczki dzięki temu też są jakoś bliżej. Chociaż mamy kilkoro cudownych

  • Anonymous

    Czytam i nie dowierzam 🙁 <br />Pierwsza ciąża, z trudami ale donoszona. Długo staramy się o następne dzieciątko. W końcu jest! Druga.: spadam ze schodów w 16 tyg. Tracę maleństwo. Na szczęście jest obok ktoś kto wiedział jak wspierać. Trzecia: testy ujemne, dostaję leki nie wiedząc, że gdzieś tam, pod mym sercem bije kolejne. Po 8 tyg tracę kolejne maleństwo. Przy mym boku, nadal ON. Jest obok i

  • Anonymous

    Tez to przezylam i nikt nie wiedzial jak ma sie zachowac niestety bylam zdana sama na siebie 🙁 az depresja zlapala i rozne mysli do glowy naplywaly … az do momentu kiedy nie zobaczylam na tescie ze jednak sie udalo i juz bylo tylko lepiej …

  • Anonymous

    Nie ma slow, ktore chce sie wtedy uslyszec. 3 poronienia. Do dzis pamietam wyraz twarzy lekarza na kontrolnej wizycie kiedy patrzac w monitor USG probowal dobrac slowa, powiedzial, ze nie widzi tetna i ze jest mu bardzo przykro, 3 razy, ten sam wyraz twarzy, potem juz za bardzo nie pamietam.Szpital.Zabieg Pierwszy raz najgorszy, koszmar, szok. Drugi straszny bol, ze znowu?! Trzeci zlosc, na los,

  • Anonymous

    Jak umiera komuś babcia czy ktoś mówi że masz przecież jeszcze jedną?<br />Czy jak umiera matka to mówią spoko , przecież został ci jeszcze tata?<br />Czy jak umiera 10letnie dziecko mówi ktoś że czemu rozpaczasz masz jeszcze inne dzieci? Albo możesz przecież urodzić sobie kolejne?<br /><br />A jak poronisz to wszyscy próbują rozbić twoją miłość do maleństwa na obecne i ewentualne przyszłe

  • Anonymous

    Ja na szczęście zapominam, to było moje pierwsze, embrionek miał moze ze 3 tyg, wiec nie nie wiedziałam, teoretycznie okres się spózniał 3 tyg…ale jak sie polała krew to wiedziałam,że cos jest nie tak…płakałam, mąż pocieszał jak potefił, i słowa no przeciez nie wiesz czy byłaś w ciaży…bolały…wiedziałam…serce mówiło…serce płakało…na szczeście niedługo po tym była kolejna ciaża,

  • Anonymous

    faktycznie nikt nie wie co mówić, a ja sama też nie wiedziałam co chcę usłyszeć; najbardziej chciałam faktycznie, żeby mnie wszyscy zostawili w świętym spokoju i nic nie mówili; i rzeczywiście jedyną zaletą kolejnego poronienia jest to, że człowiek już doskonale wie co się dzieje…<br />(choć zaglądam tu często ten komentarz zostawiam anonimowo, bo o tej historii u siebie nie pisałam, choć z

    • Tak chciałabym PRZYTULIĆ, Tych, którzy tego potrzebują. <br />Zawodowo wiem, że trzeba mówić o swoich uczuciach bo….przestają budzić w nocy i łatwiej jest żyć. <br />Ale tyle lat nie mogę zrozumieć (i czasami pogodzić się z tym), że najtrudniej mówić z bliskimi. Tak się wtedy siebie boimy. Boimy się urazić, okazać słabość, wspólnie płakać, wspólnie buntować się. Dlaczego? Pozdrawiam! KBD 🙂

  • Anonymous

    Ja zawsze będę pamiętał małą trumienkę. W kostnicy wydali mi spore białe zawiniątko w dużej ilości bandaża. Jechałem samochodem, przede mną, na desce rozdzielczej…. i wyłem. Na zewnątrz nikt nie słyszał, a mi własny wrzask rozsadzał czaszkę. Wściekły, bezsilny ryk. Ranne zwierzę. Darłem się najgłośniej jak umiałem. Niewiele pomagało. Wtedy jeszcze ksiądz nie chciał pochować płodu – tylko ja i

  • Nas też to spotkało. W dwóch różnych &quot;wersjach&quot;.<br />Chociaż czasami mam wrażenie,że nie umiem znaleźć podobnego przypadku.<br />Niby taki sam ,a jednak inny. Współczuję bardzo mocno wszystkim rodzicom,których dotknęła ta tragedia.<br />Nie jestem blogerką-czasem coś tam sobie napiszę.Ale gdybyś chciała wiedzieć jak to było U nas to możesz przeczytać. I powiem Ci,że to za Twoją sprawą

  • Aśka sza-po ba !

  • Anonymous

    Co powiedziec? Nie mowic nic, tylko przytulic i pozwolic plakac, albo poplakac razem.<br />Dziekuje Ci za ten tekst, pomimo, ze wrocily wszystkie niechciane wspomienia. Napisany z ogromnym wyczuciem. Nielatwo pisac, mowic na ten temat. Tobie sie to udalo.

  • Anonymous

    po prostu przytulam Cię mocno i podziwiam za odwagę, ja swoje pierwsze dzieci utraciłam w 3miesiącu ciąży – obumarły – musiałam urodzić moje aniołki na łóżku w szpitalu na ginekologii – obok leżała inna dziewczyna na wszystko patrzyła – potem w tajemnicy zabrałam ciałka w małym plastikowym pojemniku od pielęgniarki…dużo sił

  • Ja rowniez nigdy nie zapomne tego momentu. Najpierw radosc ze na 1usg je zobacze,wreszcie widze na ekranie to malenstwo,malutkie stopki.. a po chwili lekarz mi mowi ze jego serduszko nie bije, ze jest martwe od 2tygodni.. a potem kaze czekac na naturalne poronienie. Ogromny bol i lzy, nie tylko nasz ale i najblizszych. Po paru dniach zaczelam krwawic, wiem w ktorym momencie ono wylecialo ale

  • Niestety to jest ból, który pozostaje do końca życia i nie da się go wyzbyć. A przy osobie, która poroniła trzeba po prostu być. Nie trzeba nic mówić, tylko być.

  • Było dokładnie tak, jak napisałaś. Narastający ból w podbrzuszu i krwotok, bardzo dużo krwi. <br />Płakałam, nie chciałam wstawać z łóżka, robiłam to, bo widziałam strach w oczach męża. To się stało 14 grudnia. Później święta…niezręcznie, bo najbliższa rodzina wiedziała co się stało. Niezręcznie, bo czego mi życzyć? Znów płakałam, zaczęłam sobie wmawiać, że to moja wina, bo nie umiałam zadbać o

    • Anonymous

      a może wtedy nie poroniłaś…może Wasze maleństwo było silne i przetrwało krwawienie i skurcze

  • Ja mogę w tej sytuacji tylko napisać,że wiem o czym piszesz. Wiem trzykrotnie. Raz wiem o tym co Ty,też gdzieś zatonęło w kiblu. Dwa..to inna historia … Nie zapomnę,nigdy.

  • Marta Szczepanik

    A ja pomimo, że straciłam ciążę w 10 tygodniu, pomimo że czekałam na skurcze dobę po podaniu tabletek i że byłam potraktowana rzeczowo, jak kolejna pacjentka z listy… nie mam żalu… ciąża była martwa, źle się rozwijała a gdyby się rozwinęła z pewnością dziecko byłoby chore, bardzo chore… a tak… rok później urodziłam zdrową dziewczynkę i gdzieś środku myślę sobie, że tak miało być…i

    • Anonymous

      nie wiem , czy zauważyłaś , ale jesteś tutaj jedyna z takim podejściem , a słowa &quot; takie sytuacje się zdarzają.. są nieodłącznym elementem naszego życia… poronienia, obumarłe ciąże, nasze podejście zależy od tego jak o tym mówimy… jak to opisujemy…. i jakoś mi tak źle teraz gdy czytam twoje słowa… taki jakiś niesmak czuję… bo sama to przeżyłam i wiem, że można zapomnieć, można z

    • Marta Szczepanik

      No widzisz, każdy jest inny a ja jestem przykładem na to że można z tym żyć<br />i nie rozumiem, czy dlatego że mam inne podejście mam skasować komentarz i ukryć swoje zdanie pomimo, że jest odmienne ? Miałam wspaniałe wsparcie, w pracy, wsparcie rodziny, może to jest powodem mojego komentarza. <br />A odpowiadając na Twoje pytanie, tak zauważyłam.. ale widzisz ja nigdy nie nazwałam mojej

    • Anonymous

      Dziewczyny, każdy ma prawo do indywidualnego przeżywania takiej tragedii. To nie jest moment, żeby przekonywać kogoś do swojego światopoglądu. Ja również straciłam 2 ciąże i chyba byłam bliższa podejścia Marty… Mój lekarz wytłumaczył mi, że czasem tak jest, że komórki dzielą się, że jest błąd, potem sekwencja błędu, że płód źle się rozwija, że od początku widział, że rozwija się za wolno, że

    • Marta Szczepanik

      Dziękuję! <br />To nie tak, że ja łez nie wylewałam, gdy dowiedziałam się że serce nie bije…<br />Też było mi smutno, było mi przykro.

  • Anonymous

    To i tak ze myslałas w takim momencie zeby pojsc do łozka z facetem…..Nie wyobrazam sobie szczerez mowiac. Ale z drugiej strony fajnie ze Ci sie udało. Ciezko sie to wszystko czyta nie ukrywam.Wspołczuje takim kobietom.

    • Wiedziałam, że taki komentarz się pojawi. To nie jest tak (przynajmniej u mnie tak nie było), że przez ten czas, do kiedy dowiedziałam się o drugiej ciąży, leżałam i rozpaczałam. Szybko wróciłam do pracy, zaczęłam normalnie funkcjonować. Płacz, nawet teraz, przychodzi nagle. Zobaczysz lub usłyszysz coś, co przypomni i wtedy napływają łzy. <br />Rozpacz połączona z &quot;odejdź ode mnie cały

  • :*

  • Anonymous

    Moja rodzina nadal nic nie wie, choć minęły dwa lata. Piszę anonimowo dlatego, że nie chcę żeby dowiedzieli się z internetu, kiedyś im powiem. Bo to była bardzo wczesna ciąża, kończył się 6 tydzień, nic bym o niej nie wiedziała, ale się staraliśmy. W 29 dniu cyklu zrobiłam test, była słabiutka kreseczka. Tydzień później zrobiłam betę – wyszła niższa niżby wskazywał wiek ciąży, ale się tym nie

  • Ja się pytam jak mogłaś w ogóle bić się z myślami, czy to publikować? Chyba najlepszy tekst jaki czytałam w tym temacie! Gratulacje – świetna robota 🙂

  • po tym co słyszę teraz co się dzieje na świecie postanowilam rowniez napisac o moim przypadku notkę . I tez sie zastanawialam nad publikacją, bo przeciez to nic fajnego…

  • Dziękuję za takie słowa – może tym, którzy stają przed obliczem sytuacji poronienia będzie łatwiej odpuścić, pozwolić matce na przeżycie żałoby, bez komentarzy, bez wyciągania &quot;do życia&quot;. Znam, pamiętam, ale też udało nam się, mamy dziecko i tym teraz żyję.

  • Jestem w szoku, że jest nas aż tak wiele. W moim otoczeniu nikt nie mówi o takich rzeczach, wiem tylko o jednej kuzynce, bo straciła ciążę w tym samym czasie co ja. To jest straszne. <br />Wcześniej ktoś pisał o roli partnera, żeby mój mąż nie był przy mnie, nie był ogromnym wsparciem, to by mnie już nie było, nie otrząsnęłabym się, nie próbowała dalej. <br />I też się zastanawiam, gdzie się

  • Anonymous

    Przy pierwszej ciąży teściowa, katoliczka, nie chciała słyszeć o dziecku, mogłaby się nadmiernie zdenerwować, bo nieślubne, poroniłam. Domniemam, że jej ulżyło, bo taki wstyd dla rodziny. Po drugim dowiedziała się po fakcie. O trzecim nadal nie wie, ale gdy zaraz po nim zrezygnowałam z pracy powiedziała &quot;dziecko kosztuje&quot; chcąc mi uświadomić, że źle zrobiłam rzucając pracę.

  • Bardzo, bardzo dobry tekst. Trudny i życiowy.<br />

  • Boli i zawsze będzie bolała. Mi udało się za trzecim razem, mam cudownego synka, ale tamtych dwojga nigdy nie zapomnę..

  • Anonymous

    Nie czytam Cie często, nie zawsze przyznaję. Napiszę Anonimowo, chyba nie jestem gotowa napisać inaczej.<br />Pod koniec ubiegłego roku też okres mi się spóźniał, staraliśmy się o dziecko więc podejrzewałam ciąże. Nieco ponad tydzień później dostałam silnego krwawienia, byliśmy w drodze samochodem, nie mogłam się poruszyć, kiedy dojechaliśmy do domu spodnie, fotel, wszystko było już we krwi. Tak,

  • Anonymous

    Jedno zdanie wywołało u mnie trzysekundowy zawał serca: &quot;Wiesz, ile kobiet nawet nie wie, że to nie był okres?&quot;<br />Ano… <br />Także jak ktoś patrzy na mojego synka (prawie trzylatek) i pyta &quot;to kiedy następne&quot; mam ochotę walnąć w ryj. Do tej pory tego nie robiłam, tylko bełkotałam coś zmieszana, jakby czując winę, że mam jedynaka póki co, a nie trójkę przy pięcioletnim

    • Anonymous

      Rozumiem Twoja irytację. Ja na takie insynuację odpowiadam, że bardzo chcieliśmy drugiego dziecka, ale straciłam 3 ciąże i nie mam siły na więcej… tylko tyle i aż tyle. Zawsze jest konsternacja, ale nie przejmuje się tym. Poronienie to nic wstydliwego.

  • Anonymous

    Czytam i czytam już 7 raz…. i płaczę wręcz wyję….<br />Mocny tytuł tekstu, mocny tekst, mocne przesłanie.<br /><br />Dosłownie wczoraj moja siostra opowiadała o swojej koleżance, która poroniła w 5 miesiącu. Ciąża zagrażała jej życiu, dziecko urodziłoby się nieuleczalnie chore. Lekarze wywołali poród… akcja porodowa, ból, parcie… ona musiała to wszystko przeżyć ze świadomością, że nie

    • Jeśli to lekarze wywołali poród, choć dziecko jeszcze wtedy żyło, to nie było to poronienie, tylko aborcja.<br /><br />Chciałabym, aby powyższy komentarz przeczytali wszyscy, którzy wylewają pomyje na kobiety po aborcji. Nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, ile musi je kosztować taki &quot;zabieg&quot;, a internetowa fala &#39;hejtu&#39; z pewnością nie pomaga w pozbieraniu się.

  • Chyba nie powinno nazywać tekstu o tej tematyce genialnym, ale co innego powiedzieć. Zatkało mnie. Idę siebie zbierać. Dawka emocji i poruszenia najwyższa, ale bezpieczna.

  • Anonymous

    Dziś wyjątkowo anonimowo<br />Nie, nie jesteśmy uczeni,jak się zachować, co powiedzieć pop poronieniu, każdy potrzebuje czego innego, dołożę do rozmowy cegiełki dramatu, którego byłam świadkiem. Szwagierka wiele lat temu roniła przy mnie. Gdy poczuła skurcz i zobaczyła krew wiedziała. To była 3 czy 4 miesięczna ciąża. Była w szoku, a jej matka (koszmarna baba) skwitowała: i dobrze, że poszło, po

  • Anonymous

    Wiem jak to jest… sama swoje pierwsze straciłam… Teraz mam wspaniałą dwójkę ,która biega po mieszkaniu &lt;3 Czasami jednak miewam dni kiedy wspominam ten koszmarny dzień i łzy ciurkiem płyną po policzku… Nigdy nie zapomnę…<br />Agnieszka

  • Ewa – mama PP

    18 II 1998 straciłam Kogoś ( 10 tydzień) . Miałam wtedy malutkiego Piotrusia – w wieku Twojego Kosmyka. Ale już 6 I urodził się Pawełek. Nie byłoby go, gdyby nie umarł Ktoś. <br />Strasznie to smutne i bardzo skomplikowane. <br />Trzymaj się. Będziesz zawsze pamiętać, ale życzę Ci … Pawełka ( albo Paulinki).<br />Serdecznie Cię pozdrawiam

  • Anonymous

    Widzisz wszystko w życiu dzieje się po coś. Bardzo bliska mi osoba jakiś czas temu była w ciąży. W 6 miesiącu okazało się ze dzidziuś jest tak chory ze albo nie dożyje końca ciąży albo nie przeżyje porodu. Postanowili poddać się aborcji. Dramat rodziny. A teraz jest na świecie cudowny, zdrowy mały człowiek. Takich chwil cierpienia się nie zapomina, niezależnie czy poronilo się, czy była to

  • Współczuję takich wspomnień, najgorsze co może spotkać matkę to stracić dziecko i nie ważne ,że jest ono wielkości ziarnka grochu…. Serdecznie pozdrawiam.

  • Anonymous

    Ja straciłam trójkę dzieci, w 9 tygodniu, w 24 i ostatnie w 22. Ból i rozpacz nie do opisania 🙁

  • Anonymous

    Hmmmm… a ja tekstem dostalam jak obuchem w leb… bo wlasnuie jestem jedna z tych, ktore nie wiedzialy jak pocieszyc, jak wesprzec… gdy siostra rozpaczala po stracie, a moj roczniak biegal po pokoju… tez powiedzialam: &quot;nie martw sie, bedziesz miec drugie&quot;…

  • Anonymous

    Ja też nigdy nie zapomnę… ból brzucha i to paskudne uczucie &quot;coś jest nie tak…&quot; Potem USG i wiadomość, że nie bije serduszko, z tą wiadomością wypuszczono mnie do domu. Kolejny szpital i nadzieja… bo przecież w badaniu wszystko ok, była sobota, USG nie było czynne… Tabletki na podtrzymanie ciąży i oczekiwanie na poniedziałek… W poniedziałek po południu wymuszone kolejne USG

  • Anonymous

    Tez znam ten ból. W lutym 2013 poronilam. W szpitalu, na sedesie… Pamietam jak dzis malą kulkę wielkości pileczki pingpongowej, moze mniejsze. Bol byl straszny, ten psychiczny. Ale sie nie poddaliśmy. W kwietky bylam znowu w ciąży i od stycznia tulę mojego synka. Moje Sloneczko, moja radosc, i wszystko co mam.

  • Anonymous

    Spoznial mi sie okres ale pewnej nocy obudzil mnie potworny bol brzucha byl podobny do miesiaczkowego, ale inny, mocniejszy, z tego bolu az bylo mi nie dobrze.<br />Wzielam no-spe nie pomogla, kolejna tez nie, dostalam ,,okresu,, czulam jakcos ze mnie wylatuje, <br />Nie wiem czy bylam w ciazy, ale takmi mowilo serce, chcialam tego dziecka mimo ze Wtedy mialam ok 17-18 lat <br />Wole o tym nie

  • Anonymous

    Wypowiedziałam się wyżej. Krótko. Nie miałam siły pisać więcej. Ale chyba tego potrzebuję. Choćby po to by uporządkować uczucia i myślenie o tym. Zawsze czułam, że będę matką. Nawet wtedy gdy dowiedziałam się, że moje ciało nie sprzyja temu planowi. Przypomniałam sobie wieloletni strach przed niechcianą ciążą i ogarnął mnie pusty śmiech. Co za paradoks. Zebrałam się do kupy i walczyłam. I to jak

  • Anonymous

    Dziękuję za ten tekst. Mam dwa aniołki. Nikt nie wiedział jak się zachować. A On, cóż też to przeżywał zwłaszcza za pierwszym razem. Najgorsze słowa jakie pamiętam:,, to Twoja wina&quot; i ,, dobrze będzie&quot; . Dziękuję za to mojej lekarce to ona okazala sie najwiekszym wsparciem

  • Ja nie powiem nic, tylko prześlę Ci dużo ciepła i uścisków…

  • Anonymous

    ja poronilam 2 razy w 5 tygodni straszny bol smutek 🙁 ale orsze dla mnie bylo jak dowiedzialam sie ze jestem w ciazy z trojaczkami i jedno dziecko stracilam w 13 tygodniu ciazy a drugie sie wchlonelo przez organizm naszczescie nasza coreczke jest z nami lekarze mowia ze to cud, ale bol i pytanie dlaczego? bol w sercu pozostanie na zawsze :(<br />

  • Anonymous

    Ja mimo to,że straciłam swoje nienarodzone dziecko prawie 3 lata temu to nadal mam ogromna pustkę w sercu.Coś we mnie nadal płacze i tęskni za nim…Obecnie jestem szczęśliwą mamą prawie rocznej dziewczynki,ale ból po stracie pierwszego dziecka,chyba pozostanie we mnie na zawsze!

  • Anonymous

    To szokujące, jak wiele nas jest… Ale właśnie dlatego trzeba o tym mówić – gdy nas zadręczają pytaniami: dlaczego nie macie dzieci? dlaczego tylko jedno? dlaczego byłaś w szpitalu? Mówiąc prawdę zamykamy innym usta. Ja przy okazji dowiedziałam się również, że nie jestem sama – że w moim najbliższym otoczeniu jest wiele dziewczyn/kobiet, które również znają ten ból.<br />Moje pierwsze dziecko

  • Anonymous

    Pięknie i mądrze napisałaś. Mnie po poronieniu trochę bolało, że nikt z moich znajomych nie zająknął się słowem &quot;jak się czuję&quot;, tak jakbym nigdy nie nosiła pod sercem dziecka, jakby nigdy go nie było. Rozumiem to oczywiście, bo to trudny temat. Teraz jestem w 34 tyg ciąży i z nadzieją i niepokojem czekam aż przytulę swoje drugie dzieciątko. Pierwszego nie było mi dane przytulić, ale

  • Anonymous

    Moja siostra straciła dziecko w 9 miesiącu, zamiast radości, pogrzeb. W moim otoczeniu prawie 30latek praktycznie każda dziewczyna poroniła przynajmniej raz. Ja poroniłam swoje pierwsze dzieciątko w zeszłym roku. Po 2 miesiącach znowu zaszłam w ciążę. Teraz jestem w 8 miesiącu. I każdy dzień rozpoczynam kładąc rękę na brzuchu, by upewnić się że synek kopie. Dopiero od tygodnia planuję zakupy dla

  • Anonymous

    Pięknie napisane. Ja mam dwie córeczki i nie mogę sobie wyobrazić nawet tego bólu, które czuła każda z Was, tych kobiet które straciły ukochane maleństwa. Nie wiem co powiedzieć, więc po prostu przytulam i cierpię częściowo z Wami. Jestem myślami, po prostu, może choć tyle albo aż tyle…<br />Brak akceptacji w naszym społeczeństwie widoczny jest na każdym kroku, ta znieczulica totalna – &quot;co

  • Anonymous

    Pierwsza moja ciąża okazała się być pustą ciążą… Jednak łyżeczkowanie przeżyłam bardzo chociaż tłumaczyli że tam nic nie było… Druga urodziła się piękna i zdrowa córka. Trzecia… Poronienie, 5 tygodni 3 dni… Niby wcześnie, ale jednak… Nie zdążyłam nawet upewnić się czy to była znów pusta ciąży, czy maluszek się rozwijał… Tez wylądował w szambie… Tyle że lekarka nie robiła nic w stylu

  • Anonymous

    ja poroniłam 2 razy, za każdym razem nie miałam wsparcia – bałam się o tym powiedzieć…..aby nie poczuć…że narobiłam tylko problemu…..oba płody w szambie, jedno w domu, drugie w szpitalu…. po cichutku poszłam spać. postarałam się (bardzo) zapomnieć i żyć dalej. już więcej nie próbowałam zajść w ciąże – wazna że mam synka 8 l….TRAUMA , pozostała gdzieś głęboko…

  • Sama wiem co to znaczy, pierwszego Aniołka straciłam nawet nie wiedząc że jestem w ciąży, dostałam krwotoku w pracy , pojechaliśmy do szpitala i tam straszna wiadomość ,, plakalismy jak dzieci , po trzech miesiącach znów byłam w ciąży, w 19 tygodniu otwarla się szyjka . Szybka operacja , nadzieja ze wszystko będzie dobrze, niestety wody plodowe się sącza , lekarz mówi że dopiero od 23 tygodnia

  • Anonymous

    Dziekuje …

  • Anonymous

    Nie ma slow by opisac to co teraz czuje po przeczytaniu tego tekstu plakac sie chce i cierpiec z ta osoba mam trójke dzieci jedno bylo zagrozne blagalam by urodzilo sie zdrowe i blagalam by wytrzymalo ze mna jeszcze troszke udalo sie bylo wczesniakiem ale dostalo 10 pk.w skali abgara nie myslalam ze bede taka szczesliwa kocham je bardzo i zycze wszystkim mamom by im sie udalo powodzenia

  • Anonymous

    Ja również poroniłam w 2010 nikomu nie życzę przechodzić tego piekła bo dla mnie było to piekłem, teraz mam wspaniałą córeczkę ma 14 miesięcy , jestem w kolejnej ciąży a mimo to wciąż mam w pamięci to co się stało z moim pierwszym dzieckiem, tego nigdy się nie zapomina…. 🙁

  • Anonymous

    bardzo przejmujący wpis, przypomniał mi zeszły lipiec…<br /><br />ja powiedziałam wtedy mojemu małemu synkowi (3,5 roku), że miałam w brzuszku dzidziusia i umarł<br />modliliśmy się za niego potem<br />i teraz też pamiętamy o naszym małym aniołku, wierzę, że jest zbawiony i teraz wstawia się za nami<br /><br />a teraz noszę kolejnego dzidziusia, już 24ty tydzień<br />ale dla mnie to zawsze

  • Anonymous

    witajcie.jak najbardziej rozumie kobiety ktore poronily.ja poronilam 3 razy a jedna ciaza byla juz dosc wysoko 5-6 miesiac jak poronilam -w dodatku byla to ciaza blizniacza- chlopczyk i dziewczynka:( dziewczyny rozumie was co przezywacie i czujecie-moje kochane blizniaczki mam na cmentarzu-malezki grobek-byly sliczne jak laleczki…. chyba nie dam rady dalej o tym pisac-serce peka jak sobie

  • Anonymous

    znam ten bol i pamietam wszystkie słow zarowno te dobre jak i te złe np pan doktor w szpitalu gdy szłam na zabieg powiedzial wy to sieroty nawet urodzic nie potraficie(szlam jeszcze z jedna dziewczyna na sale)Wtedy nie dtotarły do mnie ale juz po bardzo bolały:( Tydzien czasu zyłam ze swiadomoscia ze moje dzieciatko w e mnie juz nie zyje….ze serduszko nie chciało dalej bic….Po powrocie do

    • Anonymous

      dziewczyny, takim &quot;lekarzom&quot; to ino prawy (albo lewy) sierpowy się należy…. może gdyby tak zrobić (?), uważaliby na to co mówią?????

  • Anonymous

    22 lata temu zaszłam w ciąże po raz trzeci. Nie byłam zachwycona, starsze córki miały 2 lata i druga 4 miesiące. Przerażenie to najwłaściwsze słowo, opisujące co przeżywałam. Pierwsza wizyta u lekarza około 5 tygodnia i dobijająca informacja – to są bliźnięta!!!! NIE!!!!!!!!!!!!!!!!! krzyczałam w poduszkę, nie chce tych dzieci, nie dam rady i decyzja: skrobanka – tydzień później już nie mogłam

  • Anonymous

    Przepraszam Cię Siostro. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie wiem ,czy jak razem jesteśmy w listopadzie na grobach to za Twoje Dzieci palić przy Tobie świeczki. Widzę, że Ty to robisz. Nie wiedzialam co powiedzieć jak tydzień po tej stracie urodziłam syna… ciągle nie wiem…

  • Ja poroniłam drugie dziecko, od początku czułam, że coś jest nie tak z tą ciążą, zobaczyłam krew, był szpital, odesłali do domu a następnego dnia już z krwotokiem przyjmowali z powrotem, wielkie skrzepy spływały do ubikacji szpitalnej, potem w narkozie czyszczenie resztek… na szczęście kulturalnie położyli mnie z tymi chorymi na raka a nie z ciężarnymi… teraz oprócz Córci mam i Syncia ale

  • Anonymous

    A ja? Ja mam się zamknąć, bo nic nie wiem. Ja mam iść do swoich i dać święty spokój. Ja nie rozumiem i nie czuję. Nie potrafię sobie wyobrazić. Dlaczego milczę? Dlaczego mówię puste slogany? Dlaczego tak stoję?<br />Bo..<br />Nie wiem jak. Bo nie wiem co. Bo boli. Bo nie wypada. Bo nie mam prawa powiedzieć, że już pokochałam, choć nie moje. Że tak się cieszyłam. Że planowałam to, owo, siamto,

  • Anonymous

    Czemu jest tylko ta jedna strona medalu? :(<br />Ja też poroniłam 3 mce temu. Druga ciąża. Nikt nie wiedział co mi powiedzieć. Prawie nikt o tym nie wie, a jak ktoś się dowiedział i mówił, że mi współczuje, to mówiłam, że nie chce o tym dyskutować. Chociaż jeden tekst doprowadził mnie do białej gorączki: &quot;Co Wy nie uważacie? Przecież Twoja siostra ma wesele we wrześniu i chyba nie chcesz być

  • Anonymous

    Przeczytałem artykuł i większość komentarzy, moja żona o mało nie poroniła. W trakcie porodu mało brakowało a wykrwawiła by się na śmierć. Mogę z doświadczenia podpowiedzieć wszystkim mężom i ojcom, nic nie gadajcie tylko przytulajcie i pokazujcie, że kochacie swoje kobiety nad życie. A one zapominają o wszystkim co złe i cieszą się z tego, że są. Wtedy bez względu na wszystko jest łatwiej

  • Anonymous

    Każdy przeżywa inaczej. Niektóre Matki czują od pierwszych chwil więź z dzieckiem, inne wolą myśleć, że nastąpił jakiś błąd przy podziale komórek, potem sekwencja błędu, że to płód, który nie miał racji bytu. I jedne i drugie mają prawo czuć i myśleć, jak chcą, a może jak mniej boli… Jedne za nazwanie ich dziecka płodem są gotowe wymierzyć &quot;lewy prosty&quot;, inne za to, że ktoś nazwał ich

  • Sama mam 4 wspaniale dziewczyny , nigdy nie przeżyłam tego co ty na moje szczęście ale pomimo tego łącze sie z toba w moich myślach , mam nadzieje ze ból z czasem zelżeje a pamiec pozostanie na zawsze

  • Anonymous

    Anonimowy (post wcześniej) ubrałeś-łaś w słowa moje myśli.

  • Anonymous

    Ja jestem w takiej szczęśliwej sytuacji, że nie poroniłam a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Mam zdrową 2 letnią córkę i obecnie jestem na etapie pracy nad rodzeństwem dla niej. A to o czym jest ten post jest moim największym strachem. Niestety mam świadomość jak często poronienia się zdarzają, moja babcia straciła 3 dzieci, koleżanka straciła, kuzynka. Dla każdej z nich ta strata wiązała

    • Anonymous

      Są różne przyczyny poronień, na większość z nich nie masz wpływu. Ale możesz mieć wpływ na swoje zachowanie. Po pierwsze, (może to nie będzie pocieszenie), zauważyłam, że inaczej do tej tragedii podchodzą matki, które mają już dzieci, a inaczej kobiety, które są w pierwszej ciąży. Chociaż nie jest to zasada, to jednak mamy inny punkt odniesienia. Dla Ciebie dziecko to Twoja biegająca, 2 letnia

    • Anonymous

      Zgadzam się i niby zabobon &quot;że do 3 miesiąca – o ciąży – się nikomu nic nie mówi&quot; jednak to prawda.. lepiej zachować wszystko na początku dla siebie, dla partnera, a pochwalić się później.

    • Anonymous

      U mnie z tą powściągliwością w marzeniach może być najtrudniej. Obym nie musiała się uczyć jej na własnych doświadczeniach.

    • Anonymous

      A boję się bo od początku roku leczyłam zaburzenia produkcji progesteronu w drugiej fazie cyklu przy których jest duże ryzyko poronienia biochemicznego czy jakoś tak. Niby lekarz mówi, że już jest wszystko ok i że nie mam się o nic martwić. Ale strach jest.

    • Anonymous

      Strach jest i będzie zawsze, nawet gdybyś była najzdrowszą dziewczyną świata. Nie mamy wpływu na to, co dzieje się w zarodku. To się dzieje poza nami. Czy jest to wola Boża, czy może kwestia przypadku… Na to pytanie nie udzielili odpowiedzi najznakomitsi teologowie, filozofowie… Dlatego sama musisz przyjąć jakąś postawę, nie dając sobie narzucić opinii innych, ale szukając odpowiedzi w sobie.

  • Anonymous

    Moje największe szczęście w ciągu sekundy zmieniło się w koszmar. Nie chcę, żeby ktokolwiek mnie zrozumiał bo nie musi. To tylko moja tragedia, bo tylko ja traktuję śmierć mojego dziecka po ludzku, chociaż nie zdążyłam usłyszeć jego bijącego serduszka. Dla innych to &quot;tylko&quot; poronienie zarodka i wszystkie rady były naprawdę godne pożałowania. Wiele słów było okrutnych, a ja musiałam to

    • Anonymous

      Wierz mocno, a spełni sie . Ja wierzyłam 13 lat i dzisiaj mam WSPANIAŁEGO syna.

  • Anonymous

    Współczuję, sama nie znam tego bólu, ale jeżeli chociaż w części jest tak ogromny jak go sobie wyobrażam, to jestem pełna podziwu, Wam kobietki, że dajecie radę…

  • Anonymous

    mnie spotkało dokładnie to samo, tylko,że moje dziecko z ubikacji wyłowił mąż…

  • Anonymous

    nie znam tego uczucia ale teraz siedzę i łzy lecą mi strumykami na poduszkę. Kubusiu dziękuję że jesteś…

  • Anonymous

    Kochana ja również dziękuję…Mój pierwszy Aniołek odszedł 6 października 2012 r. w 9 tc. Nie da się opisać bólu a ja nadal pamiętam i zawsze będę pamiętać. Po niecałym miesiącu od zabiegu, który był niezbędny okazało się, że znowu dostaliśmy szansę. 18 sierpnia 2013 r. zdarzył się cud i to co prawie niemożliwe bo niecały miesiąc po poronieniu stało się faktem. Za dwa dni mój cud kończy 10

  • Anonymous

    Najgorsze są słowa &quot;wszystko będzie dobrze, jeszcze jesteś młoda i będziesz miała dzieci.&quot; W takim momęcie ja potrzebowałam milczenia i przytulenia.Współczuje. Wypłacz się wykrzycz i rób tylko to na co TY masz ochotę masz do tego prawo.

  • Anonymous

    Nie wiem od czego zaczac duzo sie tu naczytalam I chcialam tez opowiedziec moja historie wiem ze kazdy kto sie tu wypowiada duzo przezyl I chcialam tez z siebie to wykrztusic I moc sie komus zwiezyc z pierwszym dzieciem staralam sie o nie 9 mies kiedy lekaz mi powiedzial ze jest ciaza cieszylam sie choc bylam mloda I nie mialam warunkow do dziecka I ojciec nie chcial twierdzil ze to nie jest jego

  • o moim poronieniu rodzina nie wie, nie chcialam, zeby ktos mi wspolczul i sie nade mna litowal. Oczywiscie nade mna, bo nikomu nie rpzyjdzie to glowy, ze to nie tylko moja sprawa, ale jego tez, ze on tez cierpi. To my poronilismy oboje. Wszystko spada na kobiete i wspolczucie i wsparcie. nie chcialam tego. o poronieniu wiedza tylko niektorzy znajomi. A z rodziny jakis wuj z glupia frant zapyta,

  • elf

    Moje pierwsze byłoby &quot;flagowe&quot; – w noc poślubną poczęte. Nie wiem jak, ale wiedziałam, że zaszłam w ciążę, ale niestety nie dowiedziałam się czy to chłopiec czy dziewczynka – poroniłam w 12 tyg. 3 USG i wyrok – skierowanie do szpitala. Pojechałam na drugi dzień, wsiadłam w auto, męża wygoniłam do pracy, wzięłam tylko piżamę… mój tato przywoził mi resztę potrzebnych rzeczy…

  • Anonymous

    A mnie sie wydawało, że przeszłam przez to twardo – ten szpital i cały proces &quot;ronienia&quot; … tak, wszyscy czekali kiedy w końcu to ze mnie wyjdzie…nie podali leków, nic…tylko czekali az poronię po prostu. Wiec czekałam i ja. Jak w transie, jakby do mnie wtedy nie docierało… pogodzona z faktem… miałam na to kilka dni! Poroniłam oczywiście do sedesu… malutka kuleczkę. I dopiero

  • Anonymous

    Co za ironia losu. Czytam ten tekst z bolącym brzuchem, bardziej niż zwykle przy miesiączce i zastanawiam się, czy to też była ciąża, ale przynajmniej taka która nie dała mi nabrać nadziei i nie dała szansy pokochać dziecka, które jest we mnie. Krwawię po raz kolejny, zarówno ciałęm jak i sercem i nie mogę pozbyć się myśli że za 2,5 tygodnia na świeci powinno pojawić się moje dziecko. Być może

  • Anonymous

    Najpierw sprawdzanie owulacji i &quot;celowanie&quot; w te dni, nadal brak ciąży. Lekarz, badania, jakieś wątpliwości co do ułożenia hormonów względem siebie, obraz policystycznych jajników. Jajnik w którym była kiedyś 7cm torbiel usuwana laparoskopowo dużo mniejszy i nie wykazujący czynności. Ale to było nic. Wyniki badań męża, głębokie wady nasienia. Na pierwszy rzut trzymiesięczna terapia

  • Anonymous

    . Nawet za 2 razem po zabiegu byliśmy dumni z plemnczków (obraz z mikroskopu na ekranie zawsze zostawiają do podziwiania kiedy się tak leży i czeka a spłynie wszystko tamgdzie trzeba), bo wreszcie się przemieszcały jak szalonei było i ch naprawdę dużo – oczywiście po specjalnym odwirowaniu i skoncetrowaniu ich wszystkich w małej ilości płynu. Nadzieje wielkie, ale za każdym razem nic. Pomimo, że

  • Anonymous

    Zawsze był seks na czas, na godzinę, a to i tak w najlepszym wypadku. Byało i do słoiczka a potem przez rurkę we mnie. Taka oto miłość. Pragnienie dziecka oddaliło nas od siebie, wzajemnie upokorzyło. Przerobiłam temat w sobie, jako wprawny pedagog, życiowy psycholog. Podeszłąm do męża jakdo obieku seksualnego. Wyluzowaliśmy, przeżywaliśmy chyba pierwszy w życiu miesiąc miodowy – nie jeden. W

  • Anonymous

    Bałam się że to kolejna torbiel. bałam się, że znów będzie laparoskopia i mnie uszkodzą. W 28 dla pewności, że to nie ciąża zrobiłam test. po trzech minutach sprawdziłam, byłam w szoku gdy zobaczyłąm drugą bladą kreskę. kazałam męzowi oglądać i pytałam czy tez ją widzi. była naprawdę blada, była noc, światło słabe (niekompletne oświetlenie w stopniowo remontowanym mieszkaniu). On też ją zobaczył

  • Anonymous

    Każdego dnia sprawdzałam co dziś się dzieje z moim dzidziusiem (rozwój płodu dzień po dniu). Wstawał rano i umierałam ze szczęścia głaskając się po brzuszku. Przed planowaną wizyta zaczął się już nawet zaokrąglać delikatnie i nie tylko ja to widziałam (dla mnie od początku był większy) – siostra i mąż widzieli i cieszyli się jak szaleni. na dosłownie 2 dni przed wizytą zauważyłam brązową

  • Anonymous

    Maż zadzwonił do znajomego, ten sam szpital, ale już znajomy. kazał nam natychmiast przyjechać. natychmiast wywiad przez tel. o moje ciążowe samopoczucie, kazał nam przyjeżdżać z powrotem. Popaprzył w wyniki, powiedział że tsh jest za wysokie i że zaraz przepisze mi lek (wtedy do mnie dotarło że ginekolog może to zrobić. Wcześniej, w międzyczasie w drodze do domu po tej planowej wizycie,

  • Anonymous

    Teraz czas na usg. I tu ta martwa cisza, ten wyraz twarzy lekarza, kiedy już wiesz, że coś jest nie tak. Pytania w głwie, &quot;dlaczego nie pokazuje mi montora&quot;?, &quot; co się dzieje&quot;…Boże!!! Zaraz umrę. I te słowa, jak wyrok :&quot; Niestety nie mam dobrych wieści. Ciąża się nie rozwija. od jakichś 2 tygodni. I nie mam tu wątpliwości. Płod się nawet już odkleja. serce nie bije.

  • Anonymous

    czekałam na poronienie zalana łzami. chyba dziwnie musiałam się zachowywać, mąż wyciągał mnie z mu, jeździliśmy po sklepach. chciał mnie czyms zająć. to było dobre. w sobotę albo niedzielę stało się (2-3 dni)po usg i tragicznych wieściach. Ale to nie było, jak to opisał – silniejszy skurczi mocniejsze zakrwawienie). Dzień przed poronieniem zaczęłam krwawić jak przy miesiącze. Dostałam bardzo

  • Anonymous

    było tego naprawdę dużo. nie do opisania. miałam wrażenie że to były kawały mięsa. gdy na chwilę odpuszczało wracałam na kanapę i przyjmowałam najdziwniejsze pozycje, żeby sobie ulżyć. i tak kilka razy, ubikacja, kanapa. i ten rozpierający ból ciała, serca i strach – co ze mnie wyleci. nikt mi tego nie pwiedział. ciągle podkładałm ręcznik papierowy pod siebie siedząc na sedesie, gdy tylko czułam

  • Anonymous

    od razu powiedział że to musi być to. kazałmi spuścić w sedesie. nie mogłąm. zawinełam w ręcznik papierowy, przypomniało mi się że lekarz powiedział że można zbadać martwy płód. chciałm go zachować. dowiedzieć się, ile tygodni miało moje dziecko, być może je zobaczyć. nie miałam jednak odwagi grzebać w jaju płodowym. to był gudzień. trzymaliśmy moje dziecko na balkonie &quot;żeby się nie zepsuło&

    • Anonymous

      Mnie też przy poronieniu tak strasznie fizycznie bolało. Tak jak opisałaś wyżej. Wydawało mi się, że tego się nie da wytrzymać. Choć wydawało mi się, że na ból jestem dosyć odporna, bo niejedno już w życiu przeszłam. Później rozmawiałam z koleżanką, która też poroniła i mówiła, że ten ból był chyba gorszy niż przy porodzie (bo rok po poronieniu zaszła w ciążę i urodziła zdrową córeczkę).<br />(

  • Anonymous

    nikomu nie życze teg bólu, straty tak bardzo oczekiwanego dziecka. umarł kawałek mnie. a im więcej czasu, tym gorzej znoszę te wszystkie nowonarodzone i nowopoczęte dzieci dookoła mnie. Tak bardzo tęsknię za poczuciem miłości, sensu mojego istnienia, tej wszechogarniającej troski o życie we mnie. Uważam że to przeznaczenie, ze przeczytałam twój wpis. Cieszę się, ze mogłam gdzieś wylać swoje

  • Anonymous

    Moje dzieciatko mialoby teraz 3 tygodnie i 2 dni. Poronilam w 9 tygodniu ciazy. Szok. Niedowierzanie. Nieustajco dudniace w glowie pytanie: DLACZEGO????? I wszystko wydaje sie takie glupie, blahe. Ten jeden moment, jedna chwila zmienia wszystko. I wtedy myslisz sobie, Niech czas sie cofnie ta minute, zaciskam mocno oczy i mysle sobie NIE NIE NIE to nie moze byc prawda. Przeciez jeszcze kilka

  • Ogolnie nie znoszę gdy ktoś mówi &quot;nie martw się, będzie dobrze&quot; na każdy problem, trudne przezycia, wydarzenia, kłopoty. Mam wrażenie, że to powiedzenie czegoś tylko by coś powiedzieć. Sama tak nikomu nie mówię, bo nie wiem czy bedzie dobrze. Może to i taki moj problem – nie potrafię bezmyślnie pocieszać i mowić pokrzepiających słów od tak, takich które nie mają pokrycia. Mam taką

  • Dziękuję za ten tekst który juz chyba na pamięć znam wreszcie czytając go mogłam sie rozplakac i wyrzucić wszystkie swoje żale które trzymałam w sobie podejrzewam ze przeczytam go jeszcze nie raz i nie raz będę wyć w poduszkę ale tak! Tego potrzebowałam ! Niestety nie mam możliwości wygadania sie nikomu tak naprawdę a to mi bardzo pomogło jeszcze raz dzięki za terapie

  • Współczuję wszystkim rodzicom, którzy przeszli przez stratę wyczekanego dziecka. Ja też kiedyś poroniłam, le to nie było chciane i wyczekane maleństwo. Ot głupi romans z niechcianym owocem. Pamiętam, że wtedy płakałam i zastanawiałam się, co by było gdyby…Teraz jednak nie palę świeczek, nie rozmyślam, nie rozpaczam, nie żałuję. Na tamtym etapie nie byłam gotowa, by zostać mamą, więc dobrze się

  • To prawda, nigdy się nie zapomina, mój synek odszedł prawie 18 lat temu, a zawsze będzie dla mnie moim maleńkim synkiem. Nikt nas nie potrzebował, moja mama powiedziała nie płacz nic się nie stało , mąż znalazł sobie inną potem inną i jeszcze kolejną inną, teściowie też zostawili mnie sama sobie. Pamiętam jak moja 5-letnia wówczas córeczka chodziła po korytarzu szpitalnym ściskając w rączce

  • Jednych coś dotyka, innych nie. Jedni są w żałobie, inni nie są.<br />Każdy jest inny.<br />Moje dziecko dotrwało do porodu a ja i tak cierpię.<br />Życie, życie…<br />

  • Anonymous

    Trzeba to przeżyć aby zrozumieć i to w tym tekście jest najważniejsze i najbardziej prawdziwe.Wiem co mówię, bo niestety też to przeżyłam, dosłownie jak historia wyżej 🙁 z szambem w tle…. Ale żyje się dalej , swoje trzeba wypłakać , przemyśleć i dać szansę samemu sobie na normalne życie.

  • Anonymous

    My kobiety tylko czujemy ten okropny ból po stracie tego co w nas żyło,tej maleńkiej iskierki..niech boźia każdą mała iskiereczkę ma swojej opiece.

  • Anonymous

    3 dni temu minęły 3 lata jak moje dzieciątko podczas toalety wypadło do muszli, to był 6tc. W lipcu minie 2 lata jak urodziłam moich wspaniałych synów (bliźniaki), ale serce nadal ogromnie tęskni za tamtym maleństwem i rzeczywiście tego bólu nie zrozumie ktoś, kto tego nie przeżył. Nie mam z kim o tym porozmawiać, nikt nie chce o tym słuchać, przykre… 🙁

  • Anonymous

    Wiesz u mnie mineło już 13 lat od mojego pierwszego poronienia w 2003 roku urodziłam syna który skończył już 11 lat po porodzi miałam 2 kolejne poronienia . Wiem jak to boli i wiem jak się czuje kobieta która pragnie tego dziecka które nosiła pod swojim sercem .Ja chyba już się nie odważe zajść kolejny raz w ciąże ,zabardzo siedzi to w mojej psychice . Już mam dość słuchania tego że jedno dziecko

  • Anonymous

    Pamiętam, kiedy byłam w 1-3kl.SP, przyszła do nas kobieta zrobić z nami ankietę. W drugim czy trzecim punkcie trzeba było zaznaczyć, ile mamy rodzeństwa. Podniosłam rękę i zapytałam: zaznaczyć też tych, którzy nie żyją? <br />Pamiętam tę chwilę, bo w klasie cisza zapadła. <br /><br />Mój brat żył 1dzień, dokładniej pół dnia, kilka godzin. Nie poznałam go. W tym roku obchodziłby 35-te urodziny.

  • Bardzo dobry tekst. O ile można użyć tego przymiotnika w odniesieniu do takiego losu.<br />Jeszcze bardziej doceniłam dziś to co mam. I tego czego jeszcze nie mam.<br />Dziękuję.

  • Anonymous

    Takiej tragedii jak utrata dziecka nigdy się nie zapomni!Choćby minęło nawet kilka lat…Wiem bo sama to przeżyłam niby aż 3 lata temu,ale czuje to jakby było całkiem niedawno bo rana w sercu nadal krwawi…Pamiętam świetnie słowa położnej ze szpitala,że to przecież jeszcze nie dziecko bo dziecko jest dopiero po 20tyg ciąży ich zdaniem.Nikt z personelu nie przejął się tragedią jaką przeszłam i

  • Dawno nie czytałam w takim skupieniu. Jakbym była z tobą-jakbyś trzymała mnie za rękę….<br />jakbyś odebrała mi mój ból. Dziękuję za ten post. Bolesny, przytłaczający,ale zarazem tak potrzebny. <br />Dziękuję

  • Anonymous

    Nie mogę pozostać w ciszy. 2007 rok a tak jakby to było wczoraj i też szambo i ten widok, tylko innego dziecka nie było – do dzisiaj mam przeczucie, że to by były bliźniaki. Takie przemyślenia są potrzebne. Pozdrawiam a dla nienarodzonych (*)

  • Anonymous

    dziękuję za ten wpis…<br /><br />moja Mama poroniła (w zasadzie przedwcześnie urodziła) mojego brata<br />był to miesiąc piąty, nie było wtedy takich cudów jak usg; były plamienia, dostała więc leki na podtrzymanie…<br />okazało się, że ciąża była już obumarła, cud, że Mama to przeżyła…<br /><br />z całej akcji pamiętam tylko jak przez sen jej krzyki pośród nocy, że &quot;dziecko jest w

  • Anonymous

    Wiecie co, ja miałam 16 lat gdy poroniłam. Wpadka przy pierwszym razie. Dziś mam 25 lat. Wtedy nie wiedziałam, że byłam w ciąży. Dziś już nawet nie pamiętam w którym tygodniu poroniłam – moja psychika to wyparła. Zawsze byłam pulchnym dzieckiem, a jako nastolatka wiecznie się odchudzałam. Wtedy dostałam lek meridię na schudnięcie. Przestałam niemal kompletnie jeść. Przez krótki okres ciąży

  • Anonymous

    To było już tak dawno, że powinnam zapomnieć, przecież mam 62 lata, a nie zapomniałam. Ania miałaby teraz 30 lat, dobrze, że był już syn (teraz ma 31 lat), bo chybabym zwariowała. I tak pogrążyłam się w jakiejś totalnej depresji, prawie na pół roku, robiłam co trzeba wokół małego, ale myślałam o tej drobinie, której resztę musiał usunąć lekarz. Przejmujące są te doznania matek, ale trudno, aby

  • Mocny tekst! Jeden z mocniejszych w tym roku!

  • Marta Kordys

    też mam za sobą poronienie. stratę ciąży chcianej, planowanej, wystaranej. skończyła się ona w 9 tygodniu, nieco ponad dwa lata temu. teraz trafiłam na ten tekst. zupełnie przypadkiem. ja czytam, a w pokoju obok śpi moja cudowna ponad 13-miesięczna córeczka. dziewczyny, nie załamujcie się. poronienia są bardzo powszechne, były, są i będą. ale po nocy zawsze wychodzi słońce.

  • Beta Kobieta

    Szambo? U mnie nie ma szamba…
    Kanalizacja czy kosz w gabinecie?

    Coś powiedzieć umieją chyba tylko Ci co przeżyli. W moim przypadku o dziwo reakcje mężczyzn wspominam lepiej – dyskretnie i delikatnie (jak się pracuje w męskim gronie i wybiega z pracy bez słowa za to zalanym łzami to trudno uniknąć pytan).
    Czasem chyba łatwiej gdy nikt nie wie.

    I nie – nowe nie jest plasterkiem.

  • Krasia K

    Witajcie!

    Kiedy zrobiłam test i okazało się że jestem w ciąży a było to 29
    września moja radość przeplatała się z lękiem czy wszystko będzie
    dobrze. Mam niedoczynność tarczycy i Hashimoto i trochę nam zajęło
    zajście w upragnioną ciąże, mam wrażenie że podczas starań pojawił się
    nawet początek depresji więc rozpoczęłam wizyty u psychologa. A jak
    marzenie się spełniło od razu poleciałam do mojej endo, która od razu
    zwiększyła mi dawkę leku. Hormony wróciły do normy a ja czułam się
    świetnie. Brzuszek rósł i bardzo szybko kupiłam pierwsze spodnie
    ciążowe. Piersi bolały i rosły, miałam napady głodu i czułam się z mężem
    szczęśliwa. Ta magia oczekiwania, ten cud który się rozwijał i jak
    zobaczyliśmy malucha na USG to jest już taka więź i masz ochotę biegać
    po ulicy i każdemu mówić jak bardzo jesteś szczęśliwa. Zbierałam się aby
    w 12tygoniu powiedzieć moim szefom. Niestety 11.11.2015 czyli w zeszłą
    środę dostałam krwawienia. Pojechaliśmy do szpitala w Piasecznie i to
    zdanie lekarzy: nie słyszę serca. Wpadłam w spazmy. Od razu przyjęli
    mnie na oddział gdzie personel otoczył mnie niesamowitą opieką i
    wsparciem. Gdyby nie rozmowy z położną, ordynatorem to mój mąż zbierałby
    mnie z podłogi. Ja wiem, że z medycznego punktu widzenia matka natura
    podjęła najlepszą decyzję. Maluch (jakoś słowo „płód” nie może mi
    przejść przez gardło) źle się rozwijał, mój organizm go zmierzył, zważył
    i stwierdzić że coś jest jednak nie tak. A przecież dziecko musi być
    zdrowe bo tak bardzo go pragniemy. Więc postąpił słusznie. Ale jednak
    umarło marzenie, które się nam spełniło. Na które tak czekaliśmy,
    którego tak pragnęłam. Prysła ta magia oczekiwania, ten stan w którym
    byłam i w którym poczułam się już MAMĄ. Zanim zaszłam w ciążę, też
    czytałam że co 5 ciąża do 11 tygodnia kończy się poronieniem i też byłam
    taka mądra, że przecież to tylko „embrion”, że nie można się związywać
    od samego początku, bo później jest dramat. Ale kiedy już to poczułam,
    marzenia się spełniło to nie byłam w stanie po prostu tej więzi nie
    poczuć. Dla mnie to nie była fasola, czy płód to było nasze DZIECKO. I
    ten żal i tęsknota jest tak ogromna że współczuję teraz każdej kobiecie
    która tego doświadczyła. Bo umiera właśnie to marzenie, ta magia. Czuję
    się tak jakbym dostała w łeb i została wytrącona z orbity, z tych torów na które trzeba znowu wrócić. Ja również widziałam swojego malucha w łazience w szpitalu i miałam go na dłoni by potem włożyć do przygotowanego przez położną słoiczka. To tak przykre, kiedy widzisz że taki cud jest taki malutki i już mu serduszko nie bije..
    Mąż jest moim największym
    wsparciem, prawdziwym przyjacielem który mnie wspiera ale jednak ja
    muszę się wyryczeć bo chce mi się wyć i walić pięściami na oślep. Bo się
    nie udało. Do pracy chcę wrócić 7 grudnia. I do tego czasu chcę sobie
    wszystko poukładać. Boję się powrotu do pracy, ale pracuję ze
    wspaniałymi ludźmi, którzy na pewno się ze mną na nowo odnajdą.
    Przesyłam wyrazy najgłębszego współczucia wszystkim Wam.

  • Monika Raus

    Pierwszy raz nie wiem co napisać, na myśl przychodzi mi tylko jeden wiersz

    przepraszam, że jestem…
    przepraszam, że byłam…
    przepraszam, nie chciałam Cię skrzywdzić.
    przepraszam naprawdę nie ja zawiniłam
    a jednak…przepraszam że żyję.

    Właściwie nie mam prawa się wypowiadać, bo nawet nie potrafię wyobrazić sobie co się wtedy czuje.
    Powiem tylko jedno, do kobiet które to przeżyły, podniosły się i walczyły dalej o szczęście…Jesteście wspaniałe, wielki szacunek!

  • Daria Kowalczyk

    Rano. 10tc, krwawienie, zero bólu. Szybka akcja – Izba Przyjęć. Przyjmuje Pan-Ordynator i pyta: a jak krwawienie? Mocne? Żywo czerwone? Już coś wyleciało? Ja (oczywiście w szoku): yyy… nie wiem, nie znam się. Wtedy on: to ja dokończę jeść i przyjdę. 3 dni temu właśnie bym urodziła. To byłby chłopiec… czułam to. Czułam tak samo jak czułam to z córką (oczywiście, że będzie córka). Dzień wcześniej wszystkim powiedzieliśmy, że oczekujemy dziecka. Córka do dzisiaj pyta czy mam w brzuchu dziecko. Dosłownie. A co mam powiedzieć 3 latce? Pan zjadł śniadanie, uspał mnie i wyciągnął to co nie wyleciało? A resztę wyrzucił do śmieci? Smutne i przerażające poronić w naszym kraju.

  • aNo

    Poród, mój trzeci poród był najbardziej bolesny. To była już połowa ciąży, pierwsze ruchy za nami, już się poznawaliśmy i przyszło niespodziewane pożegnanie, bardzo bolesne, pełne krwi. W tej całej dramatycznej sytuacji najbardziej doceniam wsparcie męża, który był przy mnie cały czas gdy roniłam. Personel szpitala zachował się wspaniale, z taktem dostosowali się do naszych potrzeb, poinformowali o naszych prawach. Pochowaliśmy synka, ciało wróciło do normy, serce nigdy nie wróci.

  • Marta Rusek-Cabaj

    „następnym razem może bardziej się postarasz” – serio? Masakra…

    Poroniłam na miesiąc przed zajściem w ciążę ze swoją – teraz już roczną – córką. Nie chciałam drugiego dziecka. Jedno, jak sądziłam, mi wystarczyło… I zdarzyło się TO. Nie byłam pewna, czy jestem w ciąży, okres się spóźniał, poszłam zrobić badania krwi, by mieć stuprocentową pewność. Następnego dnia miały być wyniki, ale nie doczekałam. Wieczorem poroniłam. Wiedziałam, że to było to – poczułam, jak wypluwa się ze mnie… Nie powiedziałam nikomu, tylko mąż wiedział. Też nie wiedziałam, jak chcę, by mnie traktowano… Więc wolałam uniknąć przykrej sytuacji dla siebie i jeszcze mieszania w to innych… Ale… to było trochę jak z Gabi z „Gotowych na wszystko”. Przypomniałam sobie scenę, gdy miała wypuścić balonik, by ten poleciał w niebo. Pożegnać się, metaforycznie. A ona nie umiała, nie chciała… Coś pękło… I ja się wtedy tak poczułam… Że niby nie chciałam, niby nie ma problemu, ale… no właśnie. A po miesiącu przypadkowo zaszłam w ciążę… Może to doświadczenie było potrzebne, bym doceniła rozwijające się we mnie życie?

    Jak czytam niektóre opowieści ze szpitala, kiedy kobiety są traktowane momentami zwyczajnie tragicznie… Szkoda słów. 🙁

  • Lulu

    Bo nie powinno się trąbić na prawo i lewo że jest się w ciąży od samego momentu jak się dowiecie w 8, 10 t.c…. NIGDY nie ma gwarancji, że się ją donosi. NIGDY. Dać sobie na wstrzymanie i dopiero jak ciąża będzie widoczna poinformować rodzinę. Ale panie mają przymus trąbienia o ciąży, a potem spada na nie grad bolesnych słów i niezrozumienia. Przeogromny procent ciąż do 15 t.c obumiera. Uświadomcie to sobie. Ja wiem że ciąża to przeżycie, wielkie nadzieje, radość, plany. Ale dla własnego dobra psychicznego dajcie sobie na wstrzymanie z afiszowaniem się do czasu, gdy ciąża się rozwinie.

  • Lulu

    A już zupełnie inny temat to temat pań, które jedzą tabsy antykoncepcyjne przez laaaata, 8, 10 lat. I w tym czasie spuszczają w toalecie nie wiadomo ile własnych dzieci na wczesnym etapie rozwoju (te tabletki mają 3 linie obrony przed ciążą, jak zawiedzie pierwsza linia, czyli hamowanie owulacji to w dalszej kolejności działają na powstałą zygotę – roniąc ją. Niestety taka jest prawda. I to nie jakaś kato-teologia, tylko taki jest farmakologiczny mechanizm.) A potem te same panie ronią chciane ciąże i walą głową w mur, rozdzierają szaty, wyją do księżyca i mają depresję do końca życia. Hipokryzja lub niewiedza (?). W każdym razie warto sobie to uświadomić, że spuściłyście w toalecie nie jedno dziecko (i to nie z przyczyn biologicznych, tylko dlatego, że latami miało się zwykłą chęć na seks). Ale biadolicie tylko nad tym pojedynczym chcianym dzieckiem, opłakujecie tylko to dziecko, tęsknicie za tym konkretnym, jakby było jakieś lepsze, bardziej wasze. A na resztę opada zasłona milczenia (lub niewiedzy). Smutne to.

    • Z czystej ciekawości – proszę o badania, z których jasno wynika, że wszystkie kobiety, które poroniły łykały tabletki. Pomogą poprzeć twoją tezę – obrażającą wszystkie kobiety nie łykające tabletek, na przykład mnie.

      • Lulu

        Nigdzie nie napisałam, że wszystkie te które ronią łykały tabletki. Zupełnie nie zrozumiała pani sensu mojego wpisu. Piszę o paniach, które brały bezrefleksyjnie tabletki nie rozumiejąc ich mechanizmów i możliwości powodowania straty ciąży na najwcześniejszym jej etapie (wtedy, kiedy jeszcze nawet nie podejrzewamy, że możemy być w ciązy tzn. pierwsze jej dni, kiedy rozwija się zygota, morula, blastocysta.) Jeśli Pani nie łyka tabletek, to post w ogóle nie jest o Pani, więc nie wiem dlaczego bierze go Pani do siebie. Piszę o kobietach, które przeżywają stratę wyczekiwanej ciąży, a wcześniej stosując tabletki najpewniej straciły już nie jedno dziecko, tylko nawet nie były tego świadome, bo tak wczesne poronienie wygląda jak okres. Kobiecie się wydaje, że jest wszystko spoko, seksu do woli, tabletki działają, bo ciągle miesiączkuje, a to niekoniecznie za każdym razem jest miesiączka. Później odstawia tabsy i chce zajść w ciążę, zachodzi i z różnych przyczyn zdarzyć się może poronienie (tym jesteśmy zagrożone wszystkie, taka jest natura, że pewien procent jest eliminowany, często są to zarodki z ciężkimi wadami genetycznymi, ale również zdrowe zarodki mogą ulec obumarciu) i roni. I wtedy jest wielka rozpacz po straconym dziecku, a nie pomyślała, że stacić mogła ich więcej, w czasie stosowania tabletek. O to mi chodzi. Nie wiem czy tym razem wyjaśniłam to jaśniej. Na pewno, w żadnym momencie nie obraziłam żadnej kobiety niestosującej tabletek.

        • Niestety, w dalszym ciągu nie rozumiem tonu komentarza [pod wpływem którego być może napisałam odpowiedź, nie jestem w stanie teraz sprawdzić, czy ja się pomyliłam, czy ty edytowałaś – nieważne] ani nie potrafię zrozumieć, czemu mają nie odczuwać smutku i drzeć szat na sobie? I jak ma im pomóc komentarz sugerujący „masz to chciałaś?”. Myślisz, że żaden lekarz im nie powiedział, że poronienie mogły spowodować tabletki i takie, za przeproszeniem, dowalenie im przypominaniem o tym, pomoże?

          • Lulu

            Nie zmieniłam sensu mojego wpisu. Pani nadal nie rozumie, co chciałam przekazać. Nie chodzi mi o to, że nie mogą odczuwać smutku. Chodzi o to, że odczuwają go tylko z powodu tej ciąży, której chciały i na którą czekały po odstawieniu tabletek. A te ciąże i ich straty, które zdarzyły się w czasie brania tabletek, bo tabletka nie zahamowała owulacji, doszło do zapłodnienia i do poronienia w pierwszych dniach z powodu innego działania tabletki (takie ciąże nawet nie sąuświadomione, że są i dzieją się i traktowane są jakby ich nie było) są po prostu przypięte pod hasłem „tabletki działają, miesiączkuję, wszystko jest super”. A jak napisałam, to może nie być miesiączka, tylko poronienie w pierwszych dniach z powodu stosowania w danym czasie tabletek. Chodzi o to, że nie przeszkadza kobietom to,że stosując tabletki mogą jednak mimo wszystko zajść w ciążę i poronić od razu z powodu tabletek. Ale już jak odstawią tabletki i zajdą w ciąże to przeżywają to i się smucą. Dlaczego nie jest im smutno z tego powodu,że już wcześniej przez czas brania tabletek mogły stracić dzieci? te utracone dzieci ich nie smucą i z ich powodu szat nie drą i nie rozpaczają.

          • Lulu

            Smucą się z powodu wybranych dzieci.

          • Ja to rozumiem. Tylko czemu to oceniasz? Jestem w stanie pojąć twoje przejęcie tematem, jednak dalej nie rozumiem, czemu zabraniasz komuś akurat teraz się smucić? Tabletki są to po, żeby nie zajść w ciążę. Jasne, można wybrać inny sposób nie zachodzenia, jednak ktoś tak wybrał. I to jego sprawa. Na przykładzie, niech już będzie, mordercy – może zabić 10 osób, a przy 11 powiedzieć: nie mogę, nie dam rady. I co? Karę dostanie z urzędu, ale kto mu zabroni płakać nad 11? Ach. Ty.

          • Lulu

            Ale nie zabraniam nikomu się smucić. Niech się smucą do woli, choć życzę im, żeby poradziły sobie z tym ogromnym bólem i smutkiem. Chodziło mi bardziej o kontrast (i obrazowe opisanie tego kontrastu chyba nadało taki ton mojemu wpisowi, że się sprzeciwiłaś), że po jednym dziecku jest żal nie do opisania, a reszta dzieci się nie liczy. Zachowują się jakby to było: „Było minęło, nie smucę się bo ich wtedy nie chciałam i nie przeszkadza mi, że wtedy spłynęły do kanału. Ale teraz to umieram z bólu, bo to wybrane dziecko chciałam lulać i tulić itd.” Ja wiem, że umierają z bólu i jest to prawdziwy, autentyczny ból i smutek. Ale przy tym nie odczuwają ni krztyny żalu, że wcześniejszym dzieciom nie pozwoliły się narodzić. Przy czym masz rację, że to nie moja sprawa, co kto wybrał, każdy żyje tak jak uważa, ale mogę wyrazić swoje zbulwersowanie taką postawą, zwłaszcza, ze temat ma znaczną rangę, a wiele kobiet nawet nie wie, że tak się dzieje.

      • Monika

        Dokładnie, nie wzięłam ani jednej tabletki anty w życiu, poroniłam. Dziecko chciane, planowane, kochane… Z reguły rzadko komentuję cokolwiek w internecie, ale komentarz Lulu strasznie mnie zdenerwował. To nie jest nasza wina, że takie rzeczy się dzieją, bo możesz robić wszystko dobrze, a i tak się nie udaje.

  • Katarzyna Rudnicka

    Do wszystkich obrończyń utraconych zygot. Wiecie co to jest selekcja naturalna? U ludzi też występuje. Poronienie to własnie sekcja naturalna!

  • Megan Parks

    W przypadku poronienia zawsze warto zgłosić się do szpitala i oddać się pod opiekę dobrych lekarzy, którzy zadbają o nasze zdrowie. W przypadku komplikacji z późniejszym zajściem w ciążę, w przyszłości konieczne mogą być badania na bezpłodność.