Dziecko w szambie

Total
510
Shares
Poczułam mocny skurcz i coś jakby we mnie pękło w środku. Miałam wrażenie, że sikam, ale jasne spodnie zabarwiły mi się na czerwono.

 

– Mamo, co się stało? – spytało moje dziecko.

 

 

Mam na kolanie twojego braciszka lub siostrzyczkę, pomyślałam, ale na głos powiedziałam, że nic takiego. Idź się pobawić, mamusia zaraz do ciebie przyjdzie.

 

Tylko sprzątnę po twoim rodzeństwie.

 

– Poroniłam – powiedziałam siostrze, a ona spuściła wzrok.
– Nie wiem, co ci powiedzieć. – usłyszałam.
– Ja nie wiem, co chcę usłyszeć.

 

 

Bo nie wiedziałam. Mamy wpojone od dziecka reguły zachowania w przypadku ślubów, pogrzebów, narodzin dzieci – mamy się cieszyć, płakać lub śmiać. Co z dzieckiem, które nie zdążyło porządnie umrzeć, bo nie miało szansy nawet przyjść na świat? Jak się zachować? Co powiedzieć?

 

 

Alka swoje pochowała. Powiedziała, że najgorzej było przyjmować od lekarki słoik z pływającym w środku mikroskopijnym dzieckiem. Potem już jakoś poszło. Ksiądz, pogrzeb. Ciągle przed oczami ma ten słoik. Dziecko jak ogórek konserwowy.

 

 

Ja nie pomyślałam, żeby wyławiać to, co wyleciało z moich majtek. Spuściłam wodę. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że ono pływa teraz w szambie. Chciałam płakać, ale zamiast moich łez, poleciały łzy dziecka, które domagało się obiadu. Już 15. Trzeba wstawić ziemniaki.

 

 

Z Moniką spotkałam się przypadkiem. Ona po trzech. Trzeci przyjęła spokojnie. Zadzwoniła do swojego lekarza, a potem zaparzyła sobie herbatę.

– Wiesz, ja się cieszę, że przynajmniej sobie zdawałam sprawę, że ronię. Wiesz, ile kobiet nawet nie wie, że to nie był okres?

 

 

W sumie. To przecież tylko gęściejsza krew.

 

 

– Jak się czujesz? – pyta matka.

 

 

A jak mam się czuć. Straciłam coś, czego nie miałam okazji poznać. Co powiedzieć kobiecie, która poroniła? Długo patrzę się w lustro. Dopiero dziecko mnie wybudza z transu.

 

 

– Mamo?

 

 

Och. To już ranek. Trzeba wyjść naprzeciw oczekiwaniom rodziny, że zrobię lub powiem coś, co pasuje do sytuacji. Nic nie pasuje do tej sytuacji, a przede wszystkim oni, ale przecież wiem, co robię. Staram się nie zauważać, że oni nie wiedzą, gdzie oczy podziać.

 

 

Idę siku. Spuszczam wodę. Przez moment mam ochotę włożyć głowę do odpływu i drzeć się do nienarodzonego, że zaraz do niego przyjdę. Ale idę do kuchni. Dziś jajecznica. Nie jestem taka jak Ewka. Ona rozpaczała. Tłukła głową w ścianę. Pamiętam, że powiedziałam jej, że mi przykro. Warknęła, że ma mi być przykro gdzie indziej. Była wściekła. Zrozpaczona. A ja nie wiedziałam, czym się martwi bardziej – tym, że zawiedziony jej facet zrobi wreszcie dziecko innej, czy autentycznie z miłości do czegoś, czego ja nie mogłam pojąć. Do dzisiaj.

 

 

– Wiesz to było straszne. Ja miałam wyrzuty sumienia, że to moja wina, rodzina miała wyrzuty sumienia, że o mnie nie dbali, ja cierpiałam, ale nie wiedziałam, co mi pomoże, oni cierpieli, bo ja cierpiałam i nie wiedzieli, jak mi pomóc. Pieprzone kółko poronnej adoracji.
Fakt. Święty spokój. Na dwa, trzy dni. Żeby przemyśleć, ułożyć sobie w głowie. Bez dziecka, bez męża. A tak to budzę się w nocy i zastanawiam, czy rano przyjedzie szambiarka i zabierze moje dziecko gdzieś do oczyszczalni. Od trzech dni się nie myję. Im mniej wody zużyję, tym później mi go zabierze.

 

– Co powiedzieć kobiecie po poronieniu? – zastanawia się Monika – Na pewno nie “następnym razem może bardziej się postarasz”, jak mi powiedziała teściowa. W ogóle to przy moim pierwszym przypadku, co zdanie, to wpadka. Nie chciałam współczucia, nie chciałam zapewnień, że będzie dobrze. Chciałam się pogrążyć w żałobie, chociaż na kilka dni, przepłakać swoje, a nie być na siłę wyciągana za nogi i stawiana do życia. Bo przecież nic się nie stało. Następnym razem się uda. A następnym razem i kolejnym miałam to już w nosie. O trzecim to tylko mąż wie i ty. Co ja się będę uzewnętrzniać. To moje cierpienie i tylko ja je rozumiem.

 

Kurde, wszędzie dzieci, wszędzie niemowlaki. Nowe kocyki, wózki, zabawki, walka o karmienie piersią. Chciałabym mieć taką blokadę, jak na reklamy, ale wyłącznie na twarze niemowlaków i noworodków. Ciekawe, jaką mój miałby twarz. Ciekawe czy… jeszcze żył, jak go spuszczałam z wodą. Dlaczego go nie zebrałam do kupy tylko wyrzuciłam w gówno? Brak refleksu? Panika? Dziś też się nie umyję. Wydzieram się na dziecko, że nie zakręciło wody w kranie.

 

 

– Trzeba żyć – mówią jednym głosem dziewczyny – musisz się wziąć w garść i żyć. Wiesz, w ustach tych, co nie tego nie przeszli brzmi to jak jałowa gadka, ale my wiemy, co mówimy. Niczego nie zmienisz, czasu nie zawrócisz. Możesz jedynie mieć w pamięci, tylko tam, i żyć. Bo masz dla kogo.

 

 

W ich ustach te proste słowa brzmią normalnie. Nie są wymuszone współczuciem czy chęcią uspokojenia własnego sumienia. One wiedzą, że ja wiem, że świat się nie skończył, tylko jeszcze muszę dać sobie szansę się z tym pogodzić.

 

 

Wracam do domu.

 

 

Zamawiam szambiarkę.

 

 

Spuszczam wodę.

 

 

Dzwonię do lekarza, umówić się na kolejną wizytę.

 

 

Dla pewności spuszczam wodę jeszcze raz.

 

 

Dopiero wtedy zaczynam płakać.

 

 

Tekst powstał 11 czerwca 2014 roku na promilu osobistych doświadczeń, a przede wszystkim na podstawie rozmów z czytelniczkami [imiona zmienione], które pisały do mnie o braku społecznej akceptacji poronienia i problemach związanych z życiem “po”. Serdecznie dziękuję, kochane, za zwierzenia i życzę idealnego porodu wkrótce [tak, wszystkim się udało!]. Zapraszam też TUTAJ.

Wyjątkowo pozwalam na całkowicie anonimowe komentarze.

 

————————————————————————————————————————————–

 

W tym roku biorę udział w konkursie na Blog Roku. Żeby wziąć udział w eliminacjach [wyboru będzie dokonywać Dorota Wellman] muszę dostać się do pierwszej 10, a od soboty piastuję honorowo zaszczytne, choć nie dające mi żadnych szans, 11 miejsce. Być może od finałowej 10 dzieli mnie zaledwie kilkanaście waszych głosów. 

 

Bardzo bym chciała poznać panią Dorotę, więc bardzo, ale to bardzo potrzebuję Twojej pomocy. Żeby pomóc mi dostać się do finału, musisz wysłać SMS o treści F11671 pod numer 7124. Koszt SMS to 1,23 zł z VAT, a cały dochód zbierany jest dla Fundacji Dziecięca Fantazja.

 

Czy złotówka to dużo? Tego dowiemy się jutro – ponieważ konkurs kończy się 1 marca w południe. Twoja pomoc będzie nieoceniona!

 

 

 

Tu niżej, macie inne teksty, które mogą wam się spodobać:

 

 

 

You May Also Like