Oprócz koleżanki, która zmotywowała mnie do wyprawkowego cyklu, piszą do mnie czytelniczki, które wprost przyznają, że nie ogarniają tych wszystkich niemowlęcych ubranek. Ile, czego trzeba, czy wszystko ma być firmowe, czy nowe, z czym nie przesadzać, a czego nie zaszkodzi mieć więcej. W drugim poście miałam się skupić na ogólnej wyprawce, ale porządny odzew mailowy [dwie godziny odpisywania i dalej mam zaległości!] skłonił mnie do poruszenia tematu ubranek.

 

 

Z wyprawką ubrankową nie będę oszukiwać – calutką mam z odzysku po Kosmyku lub z ciuchlandu, na który zrobiłam dwukrotny najazd w poszukiwaniu szerszej bluzki do pracy w ogrodzie. Ale z ubrankami dla noworodka to jest taka loteria – niby na USG mówią 4 kg, a rodzisz ledwo 3 kg i zaczynasz z ubrankami od zera. Dlatego wyszłam z założenia, że odkopię pierwsze ubranka Kosmyka i ponownie je wykorzystam, bo niektóre rzeczy synek założył ledwie kilka razy. Potem dokupiłam kilka sztuk w lumpeksie – mniejszych i większych i zakładam, że będzie dobrze. Tym bardziej, że rodzę pod koniec maja – nie potrzebujemy kombinezonu, kurtki ani puchowych swetrów. Letnia wyprawka jest prosta, chociaż zimowa różni się w sumie od letniej wyłącznie kombinezonem i jedną więcej warstwą ubrań.

 

 

 

Przy wyborze pierwszych ubranek dla noworodka obowiązuje kilka podstawowych zasad: 

 

 

  • przede wszystkim: naturalność. Lubię bawełnę i wiem, że taka sprawdza się rewelacyjnie przy noworodku czy małym dziecku. Zresztą nawet teraz widzę na Kosmyku, że łatwiej mu „się nosi” naturalne tkaniny. Na początek możesz sobie darować wszelkie poliestry, plusze, dżinsy czy inne sztruksy – dzieciak się w tym może wyślizgnąć, spocić, a przede wszystkim różnymi dziwnymi przebierankami krępujesz mu ruchy. Pamiętam, jak wcisnęłam Kosmyka w jego pierwsze dżinsy… takich oczu nie ma nawet mój kot w kuwecie. Z unieruchomionego sztywną tkaniną dziecka zostały tylko wielkie oczy, więc czym prędzej go rozebrałam i zwyczajnie okryłam kocykiem. Co mnie obchodzi, czy rodzina się zachwyci pięknym ubrankiem, czy nie. Ważne, żeby dziecku było wygodnie i żeby mógł się ruszać.

 

  • miękkość: nic mnie nie wkurzało przy pierwszych ubrankach Kosmyka, jak ta sklepowa „sztywność”. Ubranka synka prałam kilkanaście razy przed porodem [również ze względu na koty], licząc, że stracą tę sztywną formę i zrobią się miękkie. Dobrze robiłam, bo potem dowiedziałam się, że nie każda bawełna to stuprocentowa czysta bawełna, a żeby pozbyć się wszystkich toksycznych środków, jakie były wykorzystane do uzyskania nici, warto naprawdę przeprać ubranka kilka lub nawet kilkanaście razy. Dlatego też na wyprawkę preferuję ciuchlandy – tam te małe ciuszki nie dość że tanie, to z pewnością przewirowane w pralce jak żadne. A ich niska cena jest istotna, ponieważ nie będąc pewnym wagi dziecka, warto na wszelki wypadek zaopatrzyć się w kilka rozmiarów.

 

  • zestawy: nie tylko czy masz odpowiednią ilość podkoszulek do pajaców, ale też czy są one mniej więcej tego samego rozmiaru. Oczywiście, że może być jak u mnie, że dziecko ma krótsze nóżki niż tułów i takie półśpiochy rozmiar 56 nosił do koszulki rozmiaru 60 [albo to takie mamy rozmiary :D], w każdym razie bardzo mi pomogło takie kompletowanie zestawów, bo wiedziałam mniej więcej, że jeśli mam trzy pary śpiochów to muszę mieć przynajmniej jeszcze trzy bodziaki do tego – nawet pranie łatwiej mi było wtedy ogarnąć 😀

 

  • daruj sobie guziczki, falbanki, sznureczki i inne takie ustrojstwa: serio, najlepszy jest minimalizm i funkcjonalność. Jeśli chcesz kupić dziecku coś pięknego, postaw na design, printy lub ładny kolor chociażby, ale nie pętaj dziecka w niepotrzebne klamerki – zapinając piętnasty guziczek i wiążąc trzydziestą tasiemkę przeklniesz dzień, w którym wydałaś na to pieniądze 😀 A poza tym dziecko się wścieknie, czekając aż to wszystko ogarniesz i pozapinasz. Napy, suwaczki – ogólnie jak najmniej. Dziękuję.

 

  • rozmiar: najlepiej kupić kilka sztuk z rozmiaru od 56 do 60/62. Zawsze istnieje ryzyko, że dziecko będzie za małe lub za duże na ten rozmiar, dlatego warto mieć od razu kilka mniejszych i kilka większych sztuk ubranek. No i dlatego są koleżanki i ciuchlandy – od jednych możesz przygarnąć cała wyprawkę, na drugich obkupić się za grosze bez żalu, że stracisz masę pieniędzy.

 

  • buty: kupowanie obuwia dla kogoś, kto nie chodzi? Pomyśl chwilę nad tym i dokup cieplejsze skarpetki 😀

 

 

Moja ubrankowa wyprawka dla Drugiego Dziecka wygląda mniej więcej tak:

 

 

Bodziaki [5-6 sztuk]

 

DSC_0597

 

Przy Kosmyku bodziak to była podstawa. Urodził się wprawdzie w największe mrozy, ale mieliśmy dość ciepłe mieszkanie, więc wystarczyło go ubrać w body i leżał sobie, gaworząc, a ja nie miałam problemu z tysięcznym przebieraniem – w razie kłopotów zmieniałam szybko bodziak i tyle. Po Kosmyku [kilka body leżą w pudełku z pamiątkami] zostało mi kilka sztuk i myślę, że to wystarczy. Polecam bodziaki z napami na ramieniu albo rozpinane na brzuszku – łatwiej się je zakłada. Moje, na szczęście są bDo tego:

 

 

3-4 podkoszulki

 

 

DSC_0599

 

Szybko się przekonasz, jaki to głupi wynalazek dla noworodka – podkręcają się pod plecki, odsłaniają brzuszek i jeśli nie mają napów na ramieniu – koszmarnie się je zakłada. Ale niektóre mają fajne napisy, więc zachowałam kilka najlepszych sztuk – do majteczek w upalny dzień będą idealne.

 

 

Półśpiochy i lekkie leginsy [5-6 sztuk]

 

 

DSC_0603

 

Są idealne właśnie do bodziaków – dziecko ma wtedy z pewnością zakryte i brzuszek i plecki, a babcie nie dostają apopleksji [no chyba że nie zakładasz czapeczki]. Szczególnie polecam te w poprzek na samym dole, z miękkim pasem, który nie uciska gojącego się pępka. Zresztą – po okolicach pępka poznasz, że półśpiochy są za małe – zostawiają ślad.

 

 

Kaftaniki [2-3sztuki]

 

 

DSC_0607

 

Nie doceniałam kaftaników przed pierwszym porodem – zaopatrzyłam się w jakieś dziwne bluzy, sweterki, kamizelki… głupota ludzka i wiadomo. Moja mama zrobiła mi prezent i podarowała kilka kaftaników jak ten po prawej na dole: rozpinane na brzuszku. Jeśli rodzisz pierwszy raz, też sobie kup 2-3 sztuki takich do szpitala i na początek. Dla niewprawnej osoby zapinany z przodu na napy kaftanik jest wybawieniem 🙂 Później już radziłam sobie z tym, co mam i w takich właśnie lekkich kaftanikach, przykryty tylko kocykiem, drzemał Kosmyk w mroźny marzec 2012 roku przy 18 stopniach i na słońcu. Gdyby ludzie mogli zabijać wzrokiem, pewnikiem już byłby sierotą. Ja mam ich o kilka za dużo, ale na letnią porę roku myślę, że 2 czy trzy w zupełności wystarczą.

 

 

Pajace, rampersy, śpochy

 

 

DSC_0609

 

Śmieszna sprawa, bo ostatnio dostałam sporo maili z pytaniem, czym różni się jedno od drugiego i trzecie od pierwszego. No to lecę, chociaż oblatane mamuśki pewnie uśmiechają się pod wąsem. Śpioch to coś takiego jak to po lewej w paski, tylko że z nogami, bez nóg [tzn. z krótkimi nogawkami] i z rękawkami to rampers, a pajac wygląda tak:

 

DSC_0610

 

O ile pajace serdecznie polecam i na wyprawkę do szpitala [te rozpinane w kroku i na brzuszku są idealne na pierwsze niewprawne przebierania, a będzie ich dużo – zmiany pieluchy, pielęgnacja pępka], na pierwsze dni w domu i w ogóle do snu [Kosmyk w pajacach spał bardzo długo, okropnie się wiercił i bałam się, że w czymś innym zmarznie, a jak zmarznie, to zacznie płakać, a jak zacznie płakać, to mnie obudzi – niemiła sprawa], o tyle z Drugim Dzieckiem postawiłam  na kombinacje rampersowo półśpiochowe. Heloł, będzie lato: w chłodniejszy dzień na koszulkę lub bodziak założę rampers albo półśpiochy, a jak będzie jeszcze zimniej, dołożę kaftanikiem i luz. Pajac na noc. I myślę, że styknie. Tym bardziej że z pajacami zaszalałam – sporo zostało mi po Kosmyku i kilka sztuk dostałam w prezencie od znajomych mamuś 🙂

 

 

MAŁY TIP:

 

Jeśli nie lubisz ciuchlandów, a koleżanki mają już duże dzieci lub nie mają ich jeszcze w ogóle, zostają ci sklepy internetowe, gdzie znajdziesz prawdziwe perełki, a jak dobrze poszukasz okazji i zniżek, wcale nie za najwyższą cenę. Poza tym wiele mam robi wyprzedaże po swoich dzieciach i możesz wylicytować kompletną wyprawkę dla noworodka często jeszcze z akcesoriami.

 

 

Dodatkowo: 

 

 

 

Co, waszym zdaniem, jest jeszcze potrzebne w wyprawce dla noworodka? Może wy o czymś zapomniałyście lub nie możecie sobie wyobrazić bez czegoś życia z niemowlakiem? 🙂

 

 

 

PS. Gender rządzi, w ostatnim wpisie o torbie do szpitala, czytelniczka starała się zgadnąć płeć po kolorze moich japonek i koszuli do porodu 🙂 A wiecie, że kiedyś niebieski był dla dziewczynek? 😀