4 typy zdań [bez “super” i “brawo”], którymi pochwalisz dziecko tak, że zapamięta to do końca życia

Total
1K
Shares

Temat pochwał był u mnie wałkowany dwa razy na blogu. Wciąż padają pytania o konkrety. Jest też dużo niedomówień, bo zazwyczaj, kiedy ktoś mówi, że nie chwali dziecka, jawi się od razu jako nieczuły gbur, który nie dość, że wciąż krytykuje i czepia, to nawet miłego słowa nie powie.

 

 

Tymczasem niechwalenie dzieci nie jest takie straszne. To po prostu rezygnacja ze słów “brawo”, “super”, “wspaniale”, które nie dają dziecku absolutnie żadnej wiedzy, a do tego sprawiają, przez swoją nieokreśloność, że dziecko swoje działania podejmuje po to, żeby kolejny raz usłyszeć takie ogólne słowo, które ocenia jego umiejętności, choć niewiele mu mówi o tym, co dziecko konkretnie naprawdę umie.

 

 

Pochwała nie buduje u dziecka poczucia własnej wartości. Jeśli rodzice i otoczenie zachowują się tak, jakbyś był mistrzem świata we wszystkim, to kiedy znajdziesz się w prawdziwym świecie możesz doznać szoku. Bo tam przecież znajduje się mnóstwo innych mistrzów świata. Nagle otacza cię tłum ludzi, którzy w swoich rodzinach byli numerem jeden. Rodzice, którzy w ten sposób hodują dzieci, oddają im niedźwiedzią przysługę, bo one później nie potrafią zaakceptować, że życie może sprawiać ból, że człowiek może być rozczarowany i zły. Są jak pianiści, którzy w fortepianie akceptują tylko białe klawisze (Jesper Juul „Przestrzeń dla rodziny”)

 

 

 

Przykład? Obrazek. Dziecko namaluje obrazek. Mówisz “ślicznie!”. Dziecko odchodzi, maluje kolejny. Mówisz “ślicznie”! Dziecko odchodzi, maluje kolejny. I znów, i znów, i znów. Rysunków robi się 20, ty już jesteś zniecierpliwiona, dziecko zmęczone, ale lubi ci sprawiać przyjemność, więc maluje dalej. Czy robi to dla siebie? Nie. Robi to dla ciebie? Tak. Czy tobie to się podoba? Sama oceń. Za chwilę powiem ci, co zrobić, żeby dziecko zamiast marnować kolejne kartki, odeszło już z pierwszym rysunkiem zadowolone.

 

 

Przypomnę fragment starszego tekstu:

 

 

Ostatnio długo rozmawiałam z czytelniczkami pod zdjęciem, które dodałam na facebooku. Mama szukała porady, starałam się pomóc, ale też nie jestem ideałem i być może napisałam jej coś nie tak, co źle zinterpretowała. Naskoczyła na mnie, że uważam ją pewnie ze złą matkę, nieudolną i w ogóle to ona stąd idzie, bo została u mnie skrytykowana. Tylko że… ja nie napisałam w jej stronę ani słowa krytyki. Nie napisałam, że jest nieudolna, nie napisałam, że jest złą matką, wręcz przeciwnie, wyraziłam podziw, że daje radę z dzieckiem nad wyraz inteligentnym i zdolnym i że się stara. Ale ona tego nie widziała, bo skupiła się na tym, co ja mogę o niej myśleć, a człowiek, który jest uzależniony od opinii, wyczyta ją nawet między słowami, znajdzie ją wszędzie, nawet tam, gdzie jej nie ma. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do braku ocen, bo całe życie byliśmy wychowywani w tym systemie. Możemy się starać to zmienić. Możemy walczyć, żeby życie naszych dzieci było wolne od uzależnienia opiniami innych ludzi. Możemy sprawić, by im żyło się łatwiej, pełniej, by nie musiały tracić kilku lat na budowanie swojej pewności siebie na nowo. By ufały swojej intuicji.

 

 

Kiedy piszę, że chwalenie wcale dziecku nie pomaga, zawsze spotykam się ze zdziwieniem. A przecież chwalenie to nic innego jak ocena, która zamiast pokazywać dziecku w czym jest dobre, uzależnia je od zdania innych. Już nie wspomnę, że determinuje do oszukiwania, żeby tylko dostać ocenę. A pochwała nie powinna uzależniać od nikogo. Pochwała powinna uświadamiać, że człowiek chwalony potrafi coś zrobić  lub udało mu się coś zrobić doskonale. Nie jest tajemnicą, że jedną z rzeczy, która w pewnym momencie zniechęca dzieci do szkoły są… oceny. I świadomość, że albo nie jest się w stanie osiągnąć zadowalających, albo zniechęcenie ciągłą walką o najlepsze.  Inny przykład? Proszę.

 

 

Kiedy syn dostał  małe lego, trochę za duże na swój wiek. Byłam pod wrażeniem, jak szybko zabrał się za układanie i jak dobrze mu szło. Już kiedy przeszedł pierwsze strony instrukcji i zrobił wszystko dobrze, cisnęło mi się na usta: Wspaniale układasz! Ale nie powiedziałam nic. Za to patrzyłam. Po jakimś czasie okazało się, że coś się dziecku poplątało. Widziałam, jak zrobił błąd, który pociągnął po sobie kolejne. Samochód lego nie wyszedł. Syn, który jeszcze kilka miesięcy temu rzuciłby zabawką wściekły i zrozpaczony, przekonany, że jest beznadziejny [jakże często jest to refleksją dorosłych, jak im coś nie wyjdzie – prawda?], spojrzał się na ten źle złożony samochód i zaczął go rozkładać znów na części pierwsze.

– Co robisz? – spytałam.

– Nie wyszło mi, więc muszę jeszcze raz spróbować!

Ale za drugim razem też nie wyszło.

– No nie! – skwitował syn i poszedł.

– Gdzie idziesz? – spytałam.

– Zmęczyłem się myśleniem nad tym. Poproszę tatę później, to mi pomoże.

I właśnie o to chodzi – kształtowanie samoświadomości, która nie potrzebuje “super”, “pięknie”, “wspaniale”, a pozwala dziecku realnie podejść do swoich umiejętności. Jak by to brzmiało, gdybym zaczęła zaprzeczać, że nie no, dziecko, pięknie ułożyłeś, jeśli on sam uważa, że mu nie wychodzi i to jest prawdą? Staram się nie oceniać tego co zrobił swoją miarą czy jego cech charakteru, po prostu to nazywam, dzięki czemu syn sam siebie nie poddaje zbyt wygórowanym czy niskim ocenom. Po prostu przyjmuje fakty: nie wychodzi mi. To nie znaczy, że jestem beznadziejny, to znaczy, że albo to zabawka nie dla mnie, albo muszę więcej próbować, albo poprosić kogoś o pomoc.

 

Co ciekawe, kiedy syn jest w towarzystwie, gdzie oceny są ważne, świetnie to wyczuwa i jest bardziej skłonny oszukać czy coś nagiąć, tylko po to, żeby zostać ocenionym [i nagrodzonym]. Ma pięć lat – to jasny przekaz, jak szybko dzieci “łapią” pochwały i rządzące nimi prawa.  “Mamo! W przedszkolu dostałem cukierka, bo posprzątałem, a przecież tylko upchnąłem to w szafce!” – powiedziało mi kiedyś dziecko. A przecież zamiast nęcić cukierkiem, wystarczyło powiedzieć mu, że następną fajną aktywność zaczniemy, jak z podłogi zostanie sprzątnięte – bo taka jest zasada.

 

 

Dla mnie to sygnał, że powinnam w dalszym ciągu pracować z nim tak, jak do tej pory, żeby ocena nie determinowała jego pewności siebie czy samopoczucia lub żeby nie sama nagroda była celem, a jego osobiste pragnienie pokonania siebie lub sprawdzenia swoich umiejętności. Moim celem jest sytuacja, w której syn na wizję oceny powie sobie: “Najważniejsze, jak ja się czuję z tym, co zrobiłem” oraz “Najważniejsze, czemu to zrobię, a nie za co”. A jestem przekonana, że większość rodziców tego właśnie chce i tak “pociesza” dziecko. Jeśli to tylko słowa, to pewnie niewiele pomogą. Jeśli ktoś sprząta, bo dostanie nagrodę, nie nauczy się sprzątać dla czystości, tylko dla nagrody.

 

 

WIĘCEJ O POCHWAŁACH PRZECZYTASZ W MOICH TEKSTACH: “POCHWAŁY WCALE NIE USKRZYDLAJĄ” ORAZ “JAK CHWALĘ DZIECKO, ŻEBY UMOCNIĆ JEGO PEWNOŚĆ SIEBIE”. BIBLIOGRAFIĘ I PRZYDATNE TEKSTY BĘDĄ POD TEKSTEM. 

 

 

 

Sporo osób pytało mnie o przykłady. Konkretne przykłady. W “Jak chwalę dziecko…” było ich sporo, jednak spróbuję to trochę usystematyzować.

 

1.Nie mów nic. Serio. Nie musisz. Po prostu twoje dziecko coś zrobiło i pewnie nawet nie jest świadome, że się patrzysz. Czy naprawdę, jeśli dziecko właśnie zjadło obiad, potrzebuje pochwały? Przecież nie zrobiło nic nadzwyczaj wyjątkowego. Chwaląc je za to, dasz mu do zrozumienia, że to właśnie coś wyjątkowego i tutaj mogą zacząć się dopiero kłopoty, bo dziecko stwierdzi, że zjedzenie obiadu to jakaś wielka i poważna sprawa. A przecież najzupełniej normalna. Czy jeśli maluszek ułożył po raz piętnasty wieżę to jest to coś nadzwyczajnego? Nie. Po prostu ułożył wieżę. Fajnie. Nic więcej.

 

 

2. Mów, co widzisz. “O, ułożyłeś wieżę! Jest wysoka!” –  jeśli już czujesz potrzebę powiedzenia czegokolwiek, mów, co widzisz. Kiedy dziecko ułożyło wieżę, to ułożyło wieżę. Wieża może być z czterech klocków, pięciu, dziesięciu, może być kolorowa, może być wieżą z książek. Opisz, co widzisz, daj dziecku zainteresowanie, którego nie dostałby przez samo “super”. I tak samo: “Zrobiłaś pierwszy kroczek! Bardzo się cieszę!” albo “Narysowałeś rysunek! Widzę na nim domek i trzy drzewa, a to? Co to jest?”. “Założyłeś buty, kurtkę, czapkę! Tyle rzeczy samodzielnie! Dziś wyjdziemy szybciej z domu i się nie spóźnimy!”.  “Nawet nie musiałam przypominać o sprzątaniu, sam zacząłeś!”.

To naprawdę proste, nazwać rzeczy, które widzisz bez osądzania dziecka, ewentualnie zdradzając to, jak ty się czujesz z tym, co dziecko zrobiło. “Cieszę się, kiedy podajesz bratu rączkę”, na przykład. Albo “Lubię, kiedy opowiadasz mi historie”. Ale o tym za chwilę.

 

Chwalmy dzieci za wysiłek, jaki włożyły w zrobienie czegoś. On nie podlega ocenie, a jeśli jest widoczny, to jak najbardziej zasługuje na wyróżnienie. Sukcesem jest sam wysiłek, a nie zdolności, jakie ma dziecko. Co z tego, że wysportowany chłopiec przebiegł załóżmy kilometr? No przebiegł. O, przebiegłeś kilometr! Można powiedzieć. Ale jeśli mało wysportowany maluch przebiegnie kilometr to jasne jest, że to musiało go sporo kosztować i wtedy: O kurde! Dałeś radę, przebiegłeś kilometr po raz pierwszy! To był wysiłek. Zmęczony jesteś?

 

 

3. Mniej mów, więcej pytaj. Przykład z obrazkiem. “O, jaki obrazek – który z tych samochodów rysowało ci się najtrudniej/najłatwiej?”. Albo “Wow! Czy to było trudne dla ciebie?”, albo “Sprzątnąłeś pokój! Co było najłatwiejsze do sprzątnięcia?”, albo “Bardzo się bałeś, kiedy zostałeś sam w domu na chwilę?”, albo “Co było najłatwiejsze?”.

 

 

 

4. Mów, co czujesz. “Mam wrażenie, że poświęciłeś na budowę dużo czasu”. “Jak mi się podoba, kiedy pomagasz bratu podnieść się, gdy upada!”. “Jestem spokojniejsza, kiedy widzę, że ubierasz się do wyjścia od razu jak cię proszę”. “Podoba mi się ten rysunek” – no tak, bo dziecko narysowało, jak narysowało, jeśli nie chcesz oceniać, możesz powiedzieć, czy TOBIE się podoba. Bo komuś innemu nie musi. “Podoba mi się, co powiedziałeś bratu. Nie krzyczałeś, tylko powiedziałeś, co czujesz” – powiedziałam dziś synkowi, który pouczył brata, że przeszkadza mu, jak rozwala kredki na podłodze, bo hałasuje. Adaś oczywiście nie posłuchał, ale był to sygnał dla mnie, żebym zajęła się młodszym. Milszy dla ucha niż wrzask, że brat rozwala kredki.

Mówiąc o sobie, nie tylko nie oceniasz, ale też dajesz dziecku znak, że to, co ono robi, jest dla ciebie bardzo ważne. I może być nieważne dla kogoś innego, ale dla ciebie będzie ważne zawsze.

 

 

5. Dziękuj. Podziękowanie to kolejny znak dla dziecka, że robi dobrze i wskazówka dla niego, że jego pomoc i wkład w domowe obowiązki jest potrzebny i pożądany, do tego, że rodzic autentycznie widzi, co dziecko zrobiło dobrego. “Dziękuję, że przyniosłeś wodę bratu, nie musiałam wstawać”. “Dziękuję, że schowałeś ubrania do kosza na pranie, to mi ułatwia pracę”. “Dziękuję, że odniosłeś talerz po obiedzie, to pomocne”. ‘Dziękuję, że pomogłeś bratu schować klocki, sam by sobie nie poradził”. Po prostu. Dużo osób wie, jak ważne jest zwykłe podziękowanie, nie wiem, czy wszyscy zdają sobie sprawę, że dzięki niemu można przekazać dziecku jeszcze masę pomocnych mu informacji. A samo dziękuję można potraktować jako zastępstwo “ładnego” czy “pięknego”. Bo zazwyczaj, jak coś się dostaje, to się dziękuję, prawda?

 

 

 

Zawsze po takim tekście, dostaję masę wiadomości, że ktoś właśnie się zorientował, że robił coś źle i mu przykro. Słuchaj, do ciebie mówię. Twoje dziecko prędzej przestanie kochać siebie, niż ciebie. To pocieszająca i smutna prawda. Może ona cię przekona, żeby zacząć myśleć, co się mówi, bo nigdy, ale to nigdy nie jest za późno.

 

 

[Pss… na dorosłych też to działa!]

 

 

 

 

 

 

Bibliografia:

Alfie Kohn, “Five reason to stop saying <<Good Job>>”

Edukowisko “O chwaleniu słów kilka”

W świecie żyrafy “Nie chwal mnie”

Agnieszka Stein “O pochwałach”

Róża Marzy „Dzięki zamiast pochwały”

Być bliżej „Pochwały – temat rzeka”

Jarek Żyliński „Przechwalone dzieci”

Jarek Żyliński „Jak chwalić dzieci”

Mamo pracuj „Jak dobrze chwalić dzieci?”

The New York Times, Praise Children for Effort, Not Intelligence, Study Says

You May Also Like