A przepraszam, gdzie to dziecko ma czapeczkę? Najbardziej cięte riposty i krótka teoria, czemu noszenie czapki jest bez sensu

Joanna Jaskółka
17 września 2017

Udostępnij wpis

Czapeczka to problem, który wraca jak bumerang na jesieni i wczesną wiosną. Bywa, że i latem, bo i moje Adasiowe niemowlę było hejtowane za niemanie czapeczki podczas trzydziestopniowych upałów, gdy leżał w gondoli z parasolką. Szybko rozprawię się z mitem, czy ta czapeczka faktycznie jest potrzebna i podrzucę kilka słów obrony dla tych, co mają już tych pytań kosmicznie dość, trochę mniej dość i dla tych, którym to nie przeszkadza, ale coś powiedzieć trzeba.

 

 

 

PIERWSZA, NAJWAŻNIEJSZA KWESTIA

 

Czapeczka, czapka, komin czy jakiekolwiek inne nakrycie, chroniącą głowę przed utratą ciepła jest potrzebne tylko wówczas, gdy temperatura jest niższa niż 10 stopni, a może być konieczne, gdy oscyluje wokół zera lub spada poniżej. I tyczy się to każdego człowieka od ukończenia 1 roku życia. To nie jest jakiś mój wymysł, tak zalecają lekarze, w tym neonatologowie [tutaj -> wywiad].

 

DRUGA NAJWAŻNIEJSZA KWESTIA 

 

To nie zimno powoduje zapalenie ucha, jak twierdzi mnóstwo rodziców, użalając się, że dziecko nie nosi czapki i ciągle ma zapalenia.  Zapalenie ucha bierze się z wirusów, nie od wiatru i zimna. Stan zapalny może też spowodować wilgotne ucho w połączeniu z wiatrem - o dziwo, częściej dostaną je osoby i dzieci, które czapki noszą, bo w wełnianej czapce przy 10 stopniach ciężko się nie spocić, do tego biegając na placu zabaw na przykład. Potem wystarczy, żeby czapka się na chwilę zsunęła, coś tam zawiało i proszę. Wiele przypadków zapalenia ucha bierze się też z infekcji nosa lub gardła. A ja osobiście dostałam dwa razy brałam antybiotyk na ucho przez... popularne do uszu patyczki, których przestałam ostatecznie używać. I tyle. Noszenie czy nie noszenie czapki nie ma żadnego wpływu na chorowanie, no dobra, może oprócz jednego - dziecko się hartuje i dzięki temu nie choruje tak często. Zauważcie, że najczęściej chorują te dzieci, które są zawsze ciepło ubrane. Przypadek? Nie, spirala. Raz taki maluch się przeziębił, więc matka spanikowała, zaczęła cieplej ubierać, organizm nie miał szans się hartować, znów zachorował, więc matka stwierdziła, że znów za lekko ubrała... i tak to się kręci. Wiem, o czym mówię, bo popełniałam ten błąd z młodszym synem. Spiralę przerwałam, zaczęłam hartować, pomęczyłam się kilka miesięcy z katarem, a teraz drugi syn choruje tak często jak starszy. Prawie nigdy.

 

 

By podsumować: to nie brak czapeczki sprzyja chorobom i przeziębieniom. To częste i permanentne przegrzanie. Kiedy dziecko biega w puchowej kurtce we wrześniu i jest mega rozgrzane, a potem wsiądzie w wózek i unieruchomione jedzie, wyziębiając się mimo wszystko [bo już nie może biegać, więc się wyziębia, sorry], kiedy biega w polarze po słońcu, a potem rozgrzane wsiada do samochodu z klimą, kiedy czeka ubrane w kurtkę i czapki w przedpokoju, aż ty się ubierzesz i potem wychodzi na zimne powietrze [dlatego ja moje dzieci ubieram na końcu albo na dworze]. Kiedy nosi na łebku czapkę w słoneczny dzień, która grzeje mu głowę i ona mu nagle zleci z głowy... To są sytuacje kryzysowe dla organizmu, to mogą być powody choroby. Tam trzeba szukać przyczyn. Wciśnięta na głowę czapeczka tylko pogorszy sprawę.

 

 

A teraz, kiedy wiemy, o co kaman, ruszam z arsenałem pomocowym:

 

 

 

NAJLEPSZE MNIEJ LUB BARDZIEJ GRZECZNE ODZYWKI NA PYTANIE, GDZIE TA CZAPECZKA 

 

  • Nie stać mnie.  No cóż, w momencie gdy jedziesz wypasionym wózkiem za pięć tysięcy, te słowa mogą nie brzmieć zbyt wiarygodnie, ale ogólnie to zamyka buzię obcym komentującym ludziom. Nie wiedzą, co powiedzieć, więc uciekają zmieszani. W najlepszym wypadku, dadzą ci parę groszy na czapkę 😀

 

  • Mniej brutalnie: Oj, jeszcze nie uzbierałam na czapkę, ale do grudnia mi się uda. 

 

  • Proszę się nie martwić, wiem, co robię. [Stałe czytelniczki wiedzą, że to moje ulubione]

 

  • Bierze przykład z mamusi.  Proste? Proste.  Szczególnie przy 20 stopniach w majowe popołudnie.

 

  • W drugiej szufladzie od góry w komodzie po lewej stronie od wejścia w pokoju po prawej stronie korytarza. [to riposta mojej czytelniczki :D]

 

  • O CHOLERA! ZNOWU ZWIAŁA!

 

  • Jak to, nie wie pani, gdzie w taki piękny, słoneczny, ciepły dzień chowa się czapki?

 

  • Kochanie, pani pyta, gdzie czapeczka? No gdzie czapeczka? No gdzie ta czapeczka, a tirlu tirlu, igli igli, mucku mucku [jazgoczesz i odchodzisz jak pieprznięta wariatka, co sprawi, że nie będziesz śledzona]

 

  • Jest za ładna, żeby ją na taki spacer marnować.

 

  • A gdzie pani nos? Bo mam wrażenie, że w naszym wózku, a nie na swojej twarzy.

 

  • Czy pani pyta mnie, gdzie moje dziecko ma czapkę? Naprawdę jest pani tego ciekawa?  [powiedziane cichym tonem z dość groźną miną potrafi zbić z pantałyku]

 

  • Ojej, kochanie, zawsze myślałam, że bez czapki jesteś ładniejszy! [do dziecka] Mój świat się zawalił! [rozpaczliwy szloch]

 

  • I moje ulubione na koniec: "Jeśli ma pani ochotę porozmawiać, to ja bardzo chętnie, ale poproszę o następne pytanie :)"

 

  • I kolejne moje ulubione: "My bezczapkowi, wie pani, dlaczego?" 🙂 

 

A  można też normalnie: nie zakładam dziecku czapki, bo nie chcę, żeby chorowało. I oddalić się spokojnie, ufając, że w kimś może zasiało się nutkę ciekawości, jak to tak można bez czapki nie chorować.

 

 

 

A celowo dodałam to zdjęcie, żeby nie było, że nie stać mnie na buty dla dzieci, więc dlatego wciąż latają boso [ktoś stworzył taką teorię :)]. Na zdjęciu Adaś w bucikach Bobux - tych. Bluza borsuk - Samodobro.

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
13 listopada 2019
Poszłam z dzieckiem do teatru i świat nam się zawalił [recenzja "Dzieci z Bullerbyn"].

Nie spodziewałam się tego. No, nie spodziewałam. Syn już był wcześniej w teatrze - zwykłym i lalkowym z przedszkolem. Podobało mu się średnio, głównie dlatego, że jest nadruchliwcem i ciężko mu było te dwa, trzy lata temu wysiedzieć. No, ale - myślałam sobie. Teraz jest już starszy. Wytrzyma.  

6 listopada 2019
Dlaczego nie musimy wychowywać geniuszy, ale wciąż możemy rozmawiać o fizyce kwantowej?

Jestem totalną nogą z fizyki i chemii. Wstyd powiedzieć, że często nawet ośmielam się powiedzieć, że jakieś kosmetyki mają w sobie chemiczne środki, mimo że wiem od lat, że wszystko jest chemią tak naprawdę, nawet to koszmarne H2O. Więc z przerażeniem oczekuję kolejnych lat edukacji mojego syna i tego momentu, w którym on zada mi […]

5 listopada 2019
Kiedy wszystko się wali i myślisz, że nad niczym nie panujesz

Na początku tego roku spadła na nas informacja, której się domyślaliśmy, która zawsze gdzieś tam z tyłu się plątała, ale która dopiero wtedy zyskała całkowite potwierdzenie. Byłam w trakcie otwierania sklepu na blogu, w trakcie planowania kampanii, w trakcie pisania książki, a kolejne potwierdzenia tego, że jest jak jest, sprawiały, że miałam ochotę położyć się […]

21 października 2019
Kubeczek menstruacyjny - byłam pierwsza w kolejce do wyśmiewania tego pomysłu

kubeczek menstruacyjny Wymysły eko wariatek - myślałam sobie, kiedy pierwszy raz na jakimś amerykańskim blogu przeczytałam o kubeczku menstruacyjnym. Serio? - dziwiłam się, kiedy widziałam, że kolejne osoby się nim zachwycają. Aż wreszcie pomyślałam - dobra, trzeba to sprawdzić, żeby wiedzieć na pewno, że to do kitu. I sprawdziłam. kubeczek menstruacy

17 października 2019
Ile czteroosobowa rodzina wydaje na jedzenie?

O ile planowanie posiłków lubię i daje mi to poczucie bezpieczeństwa, tak w wakacje przestałam to robić w ogóle i żyłam z dnia na dzień. Dzieci co i rusz gdzieś wyjeżdżały, my testowaliśmy mazurskie knajpy, które, żeby nie skłamać, najlepiej karmią właśnie w okresie wakacyjnym, bo w zimowym karmić nie ma kogo i  tak przebimbaliśmy […]

15 października 2019
Nasz permakulturowy ogród - jak powstał, jak go zaplanowałam, na czym polega?

Usłyszałam o tym na mojej grupie. Jak to, nie trzeba podlewać? Pielić? Samo rośnie? Nie wierzyłam. I nie uwierzyłabym, gdybym nie zaczęła drążyć w celu udowodnienia sobie samej, jakie to głupie. I wsiąkłam. I wcale nie przekonało mnie to, że wszyscy podkreślają, jak mało przy tym roboty - przekonała mnie ekologia.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official